NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Supermarket
Autor Wiadomość
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2019-06-17, 21:50   
   Tytuł: Hodowca


Każdy musi czasem zrobić zakupy, to oczywista sprawa. Ale robienie zakupów i wysłuchiwanie usilnych próśb Eviline, żeby dać się zaciągnąć na jakieś wesele, to rozrywka całkiem innego sortu.
I tu nawet nie chodzi o to, że nie chciałby jej pomóc. Po pierwsze miałaby u niego dług, który można potem wykorzystać (buahahaha, śmiech złoczyńcy). Po drugie pomógłby jej nawet bezinteresownie i miałby jakieś nadzieje, że może się będą dobrze bawić. Gdyby to byłą jakaś impreza u znajomego, mógłby na niej nikogo poza Evil nie znać, ale serio, WESELE?
Brian szczerze za nimi nie przepadał. Był w swym życiu na nielicznych. Na przykład w zeszłym roku jego kumpel ze szkoły się hajtał i chcąc nie chcąc Brian musiał się przejechać na to wesele do Yorkshire. Jeśli się weźmie pod uwagę, że chodzili do koszmarnie drogiej prywatnej szkoły, to nic się tu nie zmieniło: cała impreza była droga i sztywna jak nie wiadomo co. Dochodziło też podejście Briana do związków i małżeństw, w które po prostu nie wierzył, nawet przy najszczerszych życzeniach dla pary młodej. Poza tym na weselach trzeba się ładnie ubierać, a dla niego fraczek na zawody ujeżdżeniowe to już było przegięcie. Z tych względów odmawiał kobiecie równie uparcie, jak ona starała się go "zwerbować".
I tak musiał zrobić zakupy, a towarzystwo Eviline było przyjemnością nawet jeśli mu jęczała za uchem o weselichu brata. Taki plus z bycia jedynakiem, że rodzeństwo cię na swoje śluby nie ciąga. On też potrzebował żarełka dla psa, więc nadjechał ze swoim lekko załadowanym wózkiem właśnie od strony żarełek dla zwierząt i żwirków. Jeżeli blondynka go zauważyła zamachał jej i zaraz do niej podjechał, piracąc swoim wózkiem sklepowym. Jeśli go nie zauważyła cichutko poprowadził swój wózek bliżej niej, aby dziabnąć ją palcem w ramię i posłać tradycyjnie ciut złośliwy uśmieszek.
- I jak tam zakupy? - zapytał, dla odmiany niewinnie.
 
 
     
Eviline
Dżokej


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: mechanik
Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri
Pieniądze: £12655

Punkty doświadczenia: 150
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 4
Wyścigi: 128
Western: 2
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2019-06-17, 22:13   

Miała świadomość, że przekonanie Briana było mega ciężką sprawą, ba, było to niemal niewykonalne. Ten facet miał podobne podejście do niej, więc tego mogła się spodziewać, jednak naprawdę nie miała odwagi nikogo poprosić, a przynajmniej nie znała innej osoby z którą mogłaby czuć się tak swobodnie i zwyczajnie się nie hamować. Wiadomym było, że na weselach Rodriquezów nieodłącznym elementem są kłótnie i dramy i Evil wiedziała, że Brian nie wystraszy się dzikich zachowań jej rodziny, w końcu znał hiszpankę, a ona sama przejawiała już cały szereg nienormalnych ochyłów. Więc co mu szkodziła niemal pięcsetkrotna dawka takiego dziwactwa? :lol:
Ubiór również był kwestią sporną, kobieta nienawidziła strojności, najchętniej na weselu chciała wystąpić w ulubionym swetrze i znoszonych jeansach, ale tu postanowiła się ugiąć i wyjść na ludzi, raz na ruski rok mogła sobie na to pozwolić.
Brutalnie wyrwano ją ze strefy usilnego rozmyślania, przez co kobieta aż podskoczyła i spojrzała się spod była na winowajce, który śmiał dźgnąć ją palcem i nawet jego niewinne pytanie nie wywołało u niej złagodzenia sytuacji, a jedynie zasłużył na lekkie uniesienie brwi w niemym pytaniu.
- Jak? Jestem w dupie Brian, ot co. Nie lubisz mnie i zmuszasz do zastanawiania się nad ogłoszeniami matrymonialnymi... Jak Ci nie wstyd? - Pojechała od razu z grubej rury, choć słychać było w jej głosie nutę rozbawienia i choć mogła mówić poniekąd poważnie, to przecież nie miała mu tego za złe. Nie oznaczało to też, że się podda w dążeniu do celu, więc mężczyzna mógł się spodziewać, że Evi nadal będzie na nim wisieć. Puknęła jego wózek swoim.
- Widzisz? Jakbyś się zgodził to nieba bym ci uchyliła, zakupy bym zrobiła, pranie wywiesiła, a ty nic, zero uczuć i współczucia dla biednej kobiety - parsknęła śmiechem, poprawiając się po chwili na minę zbitego szczeniaczka. To będzie wojna powiadam! :lol:
_________________


G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l

Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s
Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn
Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n



Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e

phone • tinder • house • instagram



@edit by Delfin only for Eviline
 
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2019-06-20, 15:14   
   Tytuł: Hodowca


Och nie, wcale by się nie bał rodziny Eviline, ich dziwactw, odchyłów i dram. Zapewne miałby podejście jak naukowiec do ciekawego zjawiska, więc wcale nie chodziło o to, że się jej rodziny bał, albo coś.:lol2:
Reakcja Eviline na dźgnięcie palcem i niby niewinne pytanie wcale go nie zdziwiła, inaczej niż gdyby zachowała się w odmienny sposób. Pozwolił jej też, żeby go zrugała od góry do dołu, bo w sumie skoro na razie uparcie się trzymał swego stanowiska, to co tam, przecierpi, jeśli Hiszpance ma to przynieść jakąś ulgę. Jednak zauważył lekkie rozbawienie w jej głosie, a to sprawiło, że znów błysnął tym niewinnym uśmiechem, chociaż czy to oznaczało, że właśnie w tej chwili dał się przekonać? A skąd!
- Aha, nie lubię cię, ale pozwalam ci, żebyś mnie objeżdżała z góry do dołu bez słowa protestu?- wytknął jej i cały urok niewinnej minki prysł, zastąpił ją ten złośliwy i irytujący uśmieszek pana cwaniaka. - A poza tym kto wie, może by tych ogłoszeń matrymonialnych wyszło coś dobrego i nie musiałabyś mnie nękać, abym występował przeciw swej naturze? - dodał ciut złośliwie, spodziewając się, że zaraz mu się z tego tytułu dostanie na zasadzie "przyganiał kocioł garnkowi".
-No, taak, a potem by było, że cię wykorzystuję, że musisz mi siaty targać, i tak dalej. Niedoczekanie. - dodał półżartem, pół serio. A z resztą kto wie, może odezwała się w nim jakaś głęboko zakopana i zapomniana cząstka dżentelmena, dla którego coś takiego rzeczywiście nie było do przyjęcia.
Wytrzymał kiedy ona parsknęła śmiechem, ale kiedy zrobiła minę zbitego szczeniaczka, albo jeszcze lepiej kota w butach ze Shreka sam parsknął tym śmiechem.
- Przeestań. - mruknął, znowu ją dźgając palcem w ramię.
 
 
     
Eviline
Dżokej


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: mechanik
Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri
Pieniądze: £12655

Punkty doświadczenia: 150
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 4
Wyścigi: 128
Western: 2
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2019-06-21, 21:52   

Evil, jak na złośliwe stworzonko przystało, nie dała się wziąć pod włos. Ba! Ona była w swoim żywiole i dopiero się rozkręcała.
- Tak! Dokładnie tak, jednak żeby nie było tak słodko, chcę dodać, że pozwalasz się objeżdżać tylko dlatego, że za szybko mówię i nie masz mi kiedy przerwać, ot co. - Wyrzuciła z siebie z prędkością rakiety, jak to zwykle miała w zwyczaju. Przy niektórych ludziach była straszliwą gadułą z napędem niczym chomik na dragach. Zdębiała dopiero po sugestii o tym, że coś dobrego z ogłoszeń matrymonialnych mogłoby wyjść.
- No wiesz co? Chcesz mnie oddać w ręce zboczeńców, maniaków seksualnych, lub, co gorsza, gwałcicieli? To może od razu stanę na ulicy z kartonem na którym napiszę "zdesperowana panna szuka tego jedynego na jedna, weselną noc"? Myślę, że miałoby to podobny sens... - Nie ukrywając, Ev wolała "oddać się" w ręce zaufanej osoby i nie jej wina, że jej męskie towarzystwo ograniczało się do Briana i kilku innych mężczyzn z którymi nie miała tak dobrego kontaktu, więc nawet nie chciała się przed nimi "płaszczyć" i wyciągać na to weselicho. A Brian? Brian to zupełnie inna bajka, nie dość, że był bardzo dobrym kandydatem, to w dodatku Evil wiedziała, że nie weźmie tego do siebie w formie zalotów, gdyż wiedzieć musiał, że hiszpanka w kochliwa i w uczuciach wylewna nie jest i to co jej po głowie chodzi jest ogólnie szeroko pojętą tajemnicą.
- Ach... Zapomniałam, że jeszcze chodzą po tej ziemi prawdziwi faceci. Cóż... Obiad bym ci ugotowała, to naprawdę wykazywałoby ogromne poświęcenie z mojej strony... - Urwała widząc minę znajomego. - Nadal nie? Ech... No dobra, trudno, wymyślę coś innego, tylko daj mi trochę czasu. - Dodała z lekkością i jak gdyby nigdy nic włożyła jakąś randomową rzecz do koszyka.
- Psuja - mruknęła po otrzymaniu zaczepki. - Już nie będę. Wiem, jestem zdesperowana i przesadzam. Wybacz... Po prostu jestem strasznie zdenerwowana tym weselem, już dawno żadnego w rodzinie nie miałam, a będę tam szła jak na ścięcie, wszystkie stare ciotki mnie obgadają od starych panien. - Westchnęła przeciągle, czując gorycz własnych słów, jednak było to niejakie okienko do jej myśli, ponieważ zazwyczaj trzymała wyjawianie własnych myśli na wodzy. To własnie w ostatnich dniach jej odwalało i to konkretnie, a Brian dostawał niechcący rykoszetem, gdyż to właśnie z nim ostatnio najczęściej rozmawiała, a trzeba wziąć pod uwagę, że u kobiety "częste rozmawianie" to to które ma częstotliwość co najmniej raz na dwa tygodnie :lol:
_________________


G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l

Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s
Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn
Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n



Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e

phone • tinder • house • instagram



@edit by Delfin only for Eviline
 
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2019-06-23, 19:01   
   Tytuł: Hodowca


A Brian doskonale o tym wiedział, bo to był też trochę jego żywioł, chociaż nie gadał z prędkością karabinu maszynowego. Jednak wszelkiego rodzaju przepychanki słowne, a nawet darcie się na pół sklepu były zawsze mile widziane.
- Zawsze cię mogę zakneblować i będę mieć święty spokój i ciszę, przynajmniej na jakiś czas. Tylko gorzej co to będzie potem.. - zripostował, ale tak naprawdę to był blef. To znaczy on by w życiu jej nie zakneblował, i nie chodzi tu nawet o to, że ma cierpliwość świętego i kobiece pitu pitu go nie irytuje w pewnym momencie, jak większośći męskiej populacji (wcale tu nie chodzi o nawijanie non stop Eviline). Chodzi tu bardziej o to, że tak naprawdę nie zależało mu na świętym spokoju i ciszy. Wcale!
Przemyślał to co powiedziała i stwierdził, że lepiej nie, ale żeby jej to od razu powiedział? No skąd.
- Nie, no słuchaj.. Zawsze możesz zrobić tak, że pójdziesz do jakiegoś baru, albo klubu, tam gdzie dają szkocką kiepskiej jakości i zagadnąć jakiegoś przyzwoicie wyglądającego typa, tylko zamiast prosić go o pomoc w ratowaniu jednorożców, którym wypadają rogi, postaw sprawę jasno. Tylko wiesz, najpierw się upewnij czy to nie jest seryjny morderca, albo gwałciciel. Pamiętaj, mam odpowiednią literaturę, mogę cię w tej kwestii wspomóc. - rozgadał się, robiąc ewidentną aluzję do ich spotkania w "Dekompresji", aby zrobić również i tym razem niewinną, a do tego bojaźliwą minę zbitego pieska. Ha, ja też tak potrafię! :lol2:
Chociaż kiedy wspomniała coś o obiadach na chwilę, tylko na chwilę zamyślił się nad tym, czy może gra jest warta świeczki. No bo nie można cały czas żyć na kanapkach i sałatkach, które mu wychodziły całkiem dobrze, względnie na żarełku z jego ulubionej Italii i jadłodajniach reklamujących się jako "domowe obiady".
- Noo nie wieeem, jeszcze byś mnie otruła. - powiedział, świadomy, że stąpa po kruchym lodzie, chociaż z drugiej strony nie była to dla niego żadna nowość.
- Zdesperowana jeszcze nie jesteś, w końcu jeszcze mnie na kolanach nie błagałaś. Chociaż to akurat mogłoby mnie przekonać... Spokojnie, żartowałem! - pospieszył ją poinformować, zanim w międzyczasie, w zemście za to, że takie głupoty wygaduje zdołałaby go wtarabanić w sklepowy regał, albo coś takiego.
- No domyślam się, wesela już takie są. Ja też dawno żadnego w rodzinie nie miałem. - dodał już bardziej pojednawczo, po czym prychnął, nie wiedząc czemu coś takiego w zasadzie powiedział. Nie to o weselach, to o własnej rodzinie. Natomiast gdy blondynka wspomniała o ciotkach Donneyowi zrobiło się jej tak tylko troszkę żal. Gdyby ktoś śmiał go o coś takiego zapytać (o bycie starym kawalerem, nie starą panną oczywiście), zapewne odpowiedziałby w stylu, że owszem jest starym kawalerem, nawet już gdzieś zaczyna łysieć, chociaż oczywiście nie było to prawdą.
 
 
     
Eviline
Dżokej


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: mechanik
Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri
Pieniądze: £12655

Punkty doświadczenia: 150
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 4
Wyścigi: 128
Western: 2
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2019-07-22, 19:07   

Rzuciła Brianowi spojrzenie spode łba, jednak zachowując łobuzerski uśmiech.
- Zakneblować? Brian, ale to tak... Nie po Bożemu no... - Rzuciła z powagą, jakby okoliczności miały być zupełnie inne niżeli jej gadulstwo. Co miała powiedzieć? Jak on jej tu grzesznie chciał buzię kneblować i jeszcze się z tym tak obnosił :lol:
- Nie sądzę by mnie chciał nawet seryjny morderca. Mój podryw nie działa, niestety już tamto miejsce wyprobowałam i wyszło z tego to, co wyszło - skwitowała z rozbawieniem, bo nie żałowała że jej znajomości potoczyły się w takich, a nie innych kierunkach. Z drugiej strony ją to wgniatało mentalnie w fotel, bo pokazywało, że kokietować to ona ni w pień nie potrafiła.
- Otruła? O zgrozo, szuja z ciebie, przecież wiesz, że to nie ja będę tam gotować, nawet nie będę miała jak otruwać. - Żachnęła się i wrzuciła do koszyka kolejne produkty, zmuszając poniekąd Briana do podążania obok niej.
W połowie następnej wypowiedzi mężczyzny już skierowała swoją dłoń w jego kierunku, by zafundować mu lot w kierunku puszek z makrelą, jednak ostatecznie się zatrzymała, no skoro żartował, to nie będzie dla niego taka zła, przynajmniej jeszcze nie teraz.
- Co jest dzisiaj z tobą? Najpierw kneblowanie, teraz klękanie, borze tucholski najzieleniejszy. - Posłała mu pytające spojrzenie, marszcząc przy tym jedną brew. Zupełnie się nie spodziewała takiego zachowania, ale... Zaczynało jej się to podobać, mimo że raczej nie było to świadome działanie.
- O! Zaczynasz współodczuwać, to już dobry znak. Czyli... Dasz się przekonać? - Spróbowała ostatni raz z uśmiechem od ucha do ucha, który pewnie bardziej straszył niż zachęcał, ale przecież nie musiała się tu specjalnie starać, w końcu się przyjźnili.
Tak się dziewczyna wczuła w rozmowę, że nie zauważyła wielkiej wieży z puszek na którą oczywiście musiała wpaść koszykiem i choć miała szansę na szczęśliwe zakończenie tej historii, to jednak wieża zakołysała się niebezpiecznie i runęła w dół.
- No żesz kurwa, ja pierdolę... - Wyrwało jej się zupełnie nieświadomie, gdy stała tak zdezorientowana wlepiając gały w upadają w puszki. - Chyba musimy spadać, nici z zakupów. - Poinformowała Briana, przybierając powoli kolor krwistoczerwonego buraka. Brawo Evil, brawooo.


/ wybacz :-/
_________________


G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l

Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s
Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn
Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n



Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e

phone • tinder • house • instagram



@edit by Delfin only for Eviline
 
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2019-08-03, 20:14   
   Tytuł: Hodowca


- No akurat się tym przejmuję. Wolę się zachowywać nie po Bożemu, żeby mieć święty spokój. - odpowiedział i pokazał jej język, zadowolony z tego przekomarzania, które dla niego wyznaczało granicę między przyjaciółmi, znajomymi i ogólnie lubianymi osobami, a obcymi, albo tymi mniej lubianymi. To znaczy z takimi obcymi/nielubianymi też się "przekomarzał", ale znacznie bardziej agresywnie.
- Może po prostu nie trafiłaś na takiego typa, któremu odpowiadałoby twoje nieporadne kokietowanie. - odpowiedział, tym razem z szerokim uśmiechem. No i proszę złośliwość numer 2. Widząc jej ruch ręką posłał jej wyzywające spojrzenie, kiedy jednak się powstrzymała znowu się uśmiechnął, swoim niezwykle denerwującym śmiechem. To, że ktoś chciał go posłać na puszki z makrelą do wszystkich diabłów nie było dla niego nowością, momentami sam to prowokował.
- Nie wiesz? Jestem psychopatą! - odpowiedział entuzjastycznie, nawiązując do ich spotkania w "Dekompresji", z którego długo miał ubaw. Tymczasem przechodząca obok nich kobieta z wózkiem na zakupy musiała wyłapać jego słowa i obejrzała się na niego czujnie, jakby badając, czy Brian wygląda na psychopatę. Nic sobie z tego nie zrobił, wsadzając do koszyka próżniowo pakowaną wędlinę. Mięso, mięsko, mięsunio...
- To za daleko wysunięty wniosek. - odpowiedział dumnie, ale tak na serio, to zaczął się zastanawiać nad (niemoralną) propozycją Hiszpanki. - Ej, Evi.. - zaczął, widząc, że zmierza koszykiem w idiotyczną wieżę z puszkowanego żarcia. Jednak nie zdążył jej ostrzec, a ona też nie dała rady ocalić sytuacji i buch! jej koszyk zadziałał na wieżę jak buldożer. A to mogło wywołać u Szkota tylko jedną reakcję - wybuch śmiechu.
- Niee, spokojnie, nie wygłupiaj się! - uspokoił ją. - Przecież nie zbiłaś słoika, chyba się żadna z tych puszek nie rozszczelniła, tylko nam najwyżej każą posprzątać, ale założę się, że to się zdarza bardzo często. - odpowiedział, chociaż z tym ostatnim to było gładkie kłamstwo. Brian wierzył, że takie wtopy to mają miejsce tylko w filmach, dzięki dla Eviline za wyprowadzenie go z błędu. Kiedy się ogarnął po tym wybuchu śmiechu spostrzegł się, że to co powiedział brzmiało jak na niego nazbyt rozsądnie. Okej, no to inna opcja.
- Albo wiesz co, chodź, spieprzamy w inną rajkę! - zaproponował, widząc, że obróciły się na nich wszystkie głowy w sklepie, a z jego drugiego końca ruszył ku nim niczym nosorożec, stereotypowy ochroniarz z nadwagą.
 
 
     
Eviline
Dżokej


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: mechanik
Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri
Pieniądze: £12655

Punkty doświadczenia: 150
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 4
Wyścigi: 128
Western: 2
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2020-02-07, 20:36   

- Dobrze, później pobawimy się w kneblowanie, możesz być pierwszy, nie ma problemu. - Nie żeby coś, Evil nie była zboczuchem. No, może trochę, ALE jej dzisiejszą misją było podpuszczanie Briana. Ot, taka rozrywka, a nóż będzie fajna zabawa. Skoro i tak miała pewność, że jej to nie wychodzi, to nic nie traciła :lol:
- Typa? Och, jasne. Muszę znaleźć tylko takiego, który jest ślepy, żeby nie widział mojego bajzlu, no i najlepiej głuchy, żeby nie musiał cierpieć z powodu mojej gadatliwości. - Podrapała się w kark z zawstydzonym uśmiechem. - No tak, tacy przecież mijają mnie codziennie na ulicy... - Użyła sarkazmu, który aż się jej cisnął na usta. Może prędzej zadziała zaczepianie wszystkich facetów na ulicy, któryś w końcu będzie musiał być podobnie jebnięty co Evil.
W trakcie wypowiedzi Briana dostrzegła tę przewrażliwioną kobietę, która musiała oczywiście z góry ich ocenić. Blondynka aż się roześmiała.
- A, to nic nowego, przynajmniej nie jesteś GWAŁCICIELEM. - Wyrzuciła z siebie na tyle głośno, by dobitnie dotarło to do tej baby z wózkiem. - Wymyśl coś innego. - Dodała już normalnie, machając ręką, jakby zbywała jego psychopatyczne podejrzenie wolnej własnej osobowości. Od tamtego czasu Evil zdążyła już trochę poznać Briana i zmieniła swoją ocenę psychologiczną w stosunku do niego. Może lepiej że jej jeszcze nie poznał.
Akcja z koszykiem i puszkami wcale nie była jej do śmiechu. Znaczy, no, jakby to zdążyło się komuś innemu to pewnie śmiałaby się jak norka, ale niestety tym razem wypadło na biedną Hiszpankę.
Po słowach Briana od razu jej wzrok powędrował do ochroniarza i wtedy dostała turbo doładowania w nogach, ponieważ nie przypominała sobie by udało jej się kiedykolwiek tak szybko biec.
Po wyminięciu kilku alejek i przebiegnięciu pomiędzy seriami a wędlinami, wbiegła w alejkę, która wydawała się wystarczająco daleko od miejsca zbrodni. Przystanęła, oparła dłonie na kolanach i zaczęła głośno oddychać. Kondycja zdecydowanie nie była jej dobrą przyjaciółką. Po zaczerpnięciu oddechu, rozejrzała się po alejce i zauważyła że są w krainie pieluch. Dla Evil to jak bramy do piekieł.
_________________


G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l

Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s
Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn
Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n



Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e

phone • tinder • house • instagram



@edit by Delfin only for Eviline
 
 
     
Mistrz Gry


Wysłany: 2020-02-08, 17:21   



    Starszy, otyły mężczyzna koło 60, był ochroniarzem po tym jak opuścił komisariat policji. Wiadomo, dwójka dzieci na studiach, żona bezrobotna, a pieniądze z socjalnych pomocy i emerytury to tak szczerze... szkoda gadać. Dlatego pracował sobie w sklepie, gdzie w razie czego miał monitoring i zawsze mógł wezwać policję. Kiedy jednak usłyszał stukot i później zauważył niezłą jajecznicę na podłodze... cóż, nie była to opcja, kiedy mógł się pozbyć roboty. Musiał niestety interweniować. Nie udał się w pościg, lecz przyjrzał dwójce uciekinierów, po chwili idąc korytarzem, z którego mógł wypatrzyć ich w konkretnej alejce. Ale wiadomo, jak to taka starsza osoba... zmęczył się, a szkody nie były aż takie, by ponosić odpowiedzialność. Tym samym odpuścił, w końcu karma wraca, Bozia patrzy...




    Nieświadoma zajścia pracownica sklepu, zauważając dwójkę ewidentnie zdenerwowanych i zmęczonych osób, postanowiła pomóc. Nie raz spotykała się z rodzicami, którzy mając swoje pierwsze dziecko, wypatrywali idealnych rzeczy w internecie, a gdy już byli w sklepie... to zaczynał się problem. Szybkim krokiem, by nie zwiali jej klienci podeszła do, jej zdaniem, małżeństwa, uśmiechając się promiennie.
    - Dzień dobry, dziś mamy promocję w postaci dwóch opakowań pieluszek w cenie półtorej! Jedyna taka oferta, radzimy zaopatrzyć się w zapas! Jakie wiekowo jest dziecko? Mogę coś doradzić, na przykład... - Momentalnie wskazała na jedne z droższych pieluch. - Te są świetne, oddychające, chłonne. Dziecko nie odparzy sobie pupci.
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2020-02-11, 21:01   
   Tytuł: Hodowca


Nie była zboczuchem? A kto ma w domu kolekcję zabawek erotycznych? Chyba czymś takim mu się raz chwaliła. On natomiast miał w domu kolekcję książek traktujących o psychologii zbrodniarzy i kryminalistów. Które z nich było bardziej wypaczone, naprawdę nie wiem.
- Zawsze możesz takiego zakneblować, będzie cierpiał z powodu twojej gadatliwości, ale przynajmniej ci nie będzie o tym marudził. - zaproponował pan profesor Brian od udanych związków, następnie prychając śmiechem po tym jak najpierw on na głos "nazwał" siebie psychopatą, a chwilę póżniej Evil "gwałcicielem", co ten babsztyl na bank też usłyszał. No proszę, jak mu się bruka opinię! Wszystko to nastąpiło jednak jeszcze przed tym puszkowym Armagedonem.
Tylko brew uniosła mu się do góry, kiedy zobaczył jak Eviline dostaje turbodoładowania na widok ochroniarza, ale najbardziej rozsądną (pfu, to znaczy nierozsądną) rzeczą było podążyć jej śladem, trafiając do alejki z pampersami. Początkowo dla Briana nie miało to żadnego znaczenia. W końcu mogli się tu na chwilę przyczaić, zanim się trochę nie uspokoi i będą mogli wrócić do zakupów, albo iść do kasy z tym co już mają w koszyku. Ale wtedy podeszła do nich sprzedawczyni z tego działu, najwyraźniej biorąc ich za kogoś, kim nie byli. Brian miał zdecydowanie głupią minę, kiedy kobieta przedstawiła im promocję, zachwalając jedną z marek pieluch. W końcu odzyskał głos i włądzę w kończynach, zamiast jednak zbyć kobietę, albo wytłumaczyć jej, że nic z tych rzeczy, nie zamierzają przedłużać gatunku, uśmiechnął się promiennie.
- Hm, skoro tak je pani zachwala, to je weźmiemy. - następnie sięgnął po wskazane mu pieluchy i zgarnął dwa opakowania, wsadzając je do ich koszyka, albo jeśli się nie zmieściły trzymając je w ręku, po czym odwrócił się do sprzedawczyni dalej z uśmiechem.
- Bardzo pani dziękujemy. - a odwracając się do Hiszpanki ten promienisty uśmiech zniknął z jego twarzy. - Chodź kochanie, mamy jeszcze kilka sprawunków. - przyśpieszając kroku, żeby znaleźć się wystarczająco szybko w odpowiedniej odległości od cokolwiek przemiłej pracownicy supermarketu, żeby nie słyszała, jak parska śmiechem.
- W następnej alejce się je gdzieś odłoży... kochanie. - wyjaśnił jej swoje postępowanie, znowu prawie parskając śmiechem. - Nie mogłaś trafić na jakąś inną alejkę? Na przykład no nie wiem, z piwem?
 
 
     
Eviline
Dżokej


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: mechanik
Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri
Pieniądze: £12655

Punkty doświadczenia: 150
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 4
Wyścigi: 128
Western: 2
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2020-02-12, 19:22   

Może i mieli z głowy ochroniarza, jednak Evil nie była wcale taka pewna, że na tym skończyły się ich problemy i miała poniekąd rację. Dopiero co zdążyła ochłonąć po ucieczce z miejsca zbrodni, w której, co trzeba przyznać, Brian dawał radę dotrzymać jej kroku.
I masz babo placek... Już po chwili dorwała ich sprzedawczyni, która próbowała im wcisnąć jakieś nowe, super ekstra chłonne pieluchy, które miały pierdyliard zalet, których Hiszpanka w ogóle nie rozumiała. Zastanawiała się jak ta kobieta w ogóle mogła pomyśleć, że ta dwójka jest rodzicami, ba! Że ta dwójka wspólnie wychowuje dziecko. Przecież to by było bardziej niebezpieczne niż broń nuklearna, pomijając, że byłoby totalnie niemożliwe.
Sytuacja była na tyle abstrakcyjna, że Evil zabrakło języka w gębie i choć było to chwilowe, to po odzyskaniu zdolności mówienia, nie zdążyła nawet skorzystać z tej umiejętności, ponieważ Brian postanowił zabrać głos. Niby wszystko było ok, kobieta mu ufała i wiedziała, że zaraz wyprowadzi tę babę z błędu, więc tym bardziej opadła jej kopara, gdy stało się zupełnie inaczej. Zachowywał się tak, jakby te pieluchy z nieba im spadły i wręcz były ich rodzicielskim spełnieniem marzeń w takim stopniu, że aż trzeba było zabrać nie jedno, a dwa opakowania.
Odzyskała panowanie nad sobą, dopiero kiedy Brian zwrócił się personalnie do niej.
- Kochanie?! - Rzuciła nieco piskliwym tonem, mocno akcentując pytanie zawarte w tym słowie. Dopiero po chwili się ocuciła. - O matko! - Wypaliła, klepiąc się w czoło. - Sprawunki, tak! Trzeba kupić jeszcze tyyyyle rzeczy. - Ogarnęła słowami ogrom ich zakupów, rzucając Brianowi absurdalnie wymowne spojrzenie, łapiąc go za rękaw i wręcz ciągnąc za sobą. Była na tyle życzliwa, że zdążyła ekspedientce pożyczyć najbardziej sztuczne "miłego dnia" jakie można było usłyszeć.
Rozluźniła się dopiero w następnej alejce która akurat okazała się alejką alkoholową. Niedaleko od szczęśliwego rodzicielstwa do alkoholizmu :lol:
- Nie moja wina, KOCHANIE, że pomyliłam alejki! - Wypaliła, czerwona jak burak (kolor, który zresztą od wejścia w poprzednią alejkę nie chciał zejść z jej policzków). Nie jej wina, że w skrajnie stresowych sytuacjach zanikała u niej zdolność logicznego myślenia, choć można było się pokusić o fakt, że jakakolwiek zdolność myślenia jej zanikała :lol:
- Dobra, to może wymienimy nasz nieprzemyślany zakup, darując sobie na jakiś dłuższy czas rodzicielstwo i wybierzemy coś bardziej interesującego? - Oczywiście miała na myśli jakiś wysokoprocentowy alkohol, w stronę którego machała ręką, próbując jak najlepiej zaprezentować sklepowy asortyment.
_________________


G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l

Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s
Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn
Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n



Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e

phone • tinder • house • instagram



@edit by Delfin only for Eviline
 
 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2020-02-13, 18:24   
   Tytuł: Hodowca


Fakt, w wypadku niektórych osób nie powinni się rozmnażać, zwłaszcza ze sobą i tak było teź w wypadku Briana i Eviline. Świat nie ujrzy małych Brianków i małych Evil, całe szczęście dla świata.
Cały ten wybieg zdecydowanie był wart świeczki, choćby tylko, żeby zobaczyć minę Eviline, chociaż Brian zachował swoją grę aktorską, dopóki nie zapakowali tych dwóch paczek pampersów i pożegnali się ze sprzedawczynią. Dopiero wtedy mógł sobie pozwolić na parsknięcie śmiechem. W między czasie Hiszpanka załapała o co mu chodzi i podjęła tę grę, a Brian znowu miał zaciesz, widząc jak próbuje przetworzyć, że użył wobec niej słowa "kochanie". Chyba naprawdę mieli pilne sprawunki, bo Eviline aż pociągnęła go za rękaw, do wyjścia z tej zgubnej alejki z pampersami. Nie żeby się opierał - jego oczy i mózg od razu doznały ulgi, kiedy zobaczył czteropaki z piwem i inne alkohole. O tak! Na jej kolejne słowa znowu cicho się zaśmiał, najwyraźniej nadal bawiąc się doskonale.
- Tak, to dobry pomysł. - zgodził się, nie wiadomo na wymianę pampersów na alkohol, czy odłożenie w czasie rodzicielstwa. Być może na to i na to. Dlatego widząc nierozpakowany towar, głównie kolejne czteropaki z piwem, położył na wierzchu te dwie paki pieluch. Ktoś się zdziwi jak je tu zobaczy, bo faktycznie od rodzicielstwa do alkoholizmu krótka droga.
- To co wybieramy.. - zapytał, zerkając na półkę z bogatym wyborem alkoholi.- Kochanie? - dodał, bo przecież nie mógłby sobie podarować. Coś tak czuł, że to przylgnie do Eviline, więc niech się lepiej przyzwyczaja.
 
 
     
Eviline
Dżokej


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: mechanik
Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri
Pieniądze: £12655

Punkty doświadczenia: 150
Skoki: 4
Ujeżdżenie: 4
Wyścigi: 128
Western: 2
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2020-02-13, 20:19   

Alejka alkoholowa wprawiła Ev w wyśmienity nastrój. Od razu jej wzrok powędrował do win i butelek whisky, szukając pocieszenia po ujawnieniu przed światem swojego zawstydzenia w postaci zarumienionych policzków. Tak, mało co było w stanie zaskoczyć i zadziałać na Evil, ale dzisiejszej akcji nie była w stanie przewidzieć.
- W takim razie odłóż tu proszę nasze niedoszłe życie rodzinne i pomóż mi wybrać nasze dzieci. - Parsknęła śmiechem, mając oczywiście na myśli oczywiście odłożenie pieluch i wybranie jakichś butelek.
- Weź, bo się jeszcze przyzwyczaję. - Machnęła ręką, jakby chcąc trzepnąć go zadziornie w ramię, a do tego na jej usta wpłynął lekki uśmiech, którym próbowała ukryć swoje zakłopotanie. Ruszyła wolno wzdłuż alejki, próbując wybrać jakiś ciekawy trunek. - A pijemy razem, czy oddzielnie? Nie wiem, czy to zaproszenie. - Wzruszyła lekko ramionami i odwróciła się, a jej wzrok powędrował w stronę Briana, gdzie pozostał na dłużej. Niby przyszli razem na zakupy, jednak przecież każde miało swoją własną listę. Pomińmy już, że te zakupy jak na razie szły im miernie i chyba za dużo to oni nie kupią :lol:
_________________


G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l

Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s
Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn
Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n



Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e

phone • tinder • house • instagram



@edit by Delfin only for Eviline
 
 
     
Lillien
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 23 lata
Pieniądze: £4795
Wysłany: 2020-04-08, 20:30   

Wracając z powrotem do Eastbourne, do domu wypełnionego pustką, zdecydowała się na wizytę w hipermarkecie. Musząc zrobić całkiem spore zaopatrzenie spożywcze i nie tylko, nie miała innego wyjścia niż odwiedzić sklep. Wiązało się to z kontaktem z ludźmi, których w ostatnim czasie unikała jak ognia. Z tego też względu podjęła decyzję o chwilowym zawieszeniu swojej kariery, nie będąc w stanie pracować przed kamerą w takim stanie psychicznym.
Początkowo rozstanie, a następnie utrata długo wyczekiwanego dziecka sprawiły, że Lillien z przebojowej i pełnej życia kobiety, stała się wrakiem człowieka. Silny charakter nie pozwalał jej całkowicie się poddać, ale egzystowanie w takim stanie również nie było niczym dobrym. Owładnięta smutkiem, całe dnie potrafiła spędzać w domu, raz na jakiś czas decydując się na rozmowę z matką lub kimś ze znajomych.
Dlatego wyjście do sklepu w miasteczku, z którym wiązała ogrom wspomnień, tych przyjemnych i tych bolesnych, było dla niej niemałym wyzwaniem. Przemieszczając się pomiędzy sklepowymi półkami, zatrzymała się przy ogromnych lodówkach wypełnionych nabiałem. Otwierając drzwiczki jednej z nich poczuła nieprzyjemnie zimny podmuch powietrza. Wspinając się delikatnie na place podparła się dłonią o jedną z półek i spróbowała sięgnąć po butelkę mleka, stojącą niestety na tyle wysoko, że okazała się być poza zasięgiem jej możliwości.
_________________
[img][/img]


ME:

Kupuje nową sukienkę.
Zawsze wygląda dobrze w czerwieni. ( Lillien )

PMS:

Powiedziała „Witam pana, miło mi pana poznać.” ( x )

YOU:

Jeśli kochasz mnie całym sercem.
Uczynię Cię gwiazdą w moim wszechświecie ( x )

FRIENDS:

Leżąc na dnie, mierząc w księżyc,
Próbując opróżnić ocean łyżką,
Uda nam się, osiągniemy to razem. ( Misza )
 
     
Valentino
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat
Wzrost: 190 cm
Zawód: Bankowiec i przykładny ojciec kochanej córeczki
Podopieczny: Cruor Vena
Pieniądze: £840

Punkty doświadczenia: 14

Wysłany: 2020-04-08, 21:13   

Ciężko stwierdzić, że dla Valentino wyprawa do sklepu, była wyprawą w bolesną przeszłość i teraźniejszość. Dla niego liczyło się teraz zapełnienie brzucha swojego, swojej córeczki i względnie sprawienie jej radości z pomocą jakiejś czekolady, ładnego zeszyciku czy nowego długopisu z figurką psa na samej górze. Dlatego z z typowym dla siebie, pogodnym usposobieniem przemierzał w koszykiem sklepowe alejki, oddając się w czeluście piwnego raju, potem jakieś owoce i mięso (bo jak zwykle, Valentino wybiera, Seth przygotowuje) no i na koniec trochę słodyczy i jakaś słodka gazetka o pieskach i kotkach dla Lucii, aby się maleństwo uśmiechnęło choć trochę pomimo chwilowej przerwie od stajni. Finalnie trafił na nabiał po jakieś Danonki, sronki i inne Jogobelle, czując się tu zdecydowanie najlepiej. Dopasowany garnitur, który zwykł nosić do pracy, niestety sprawiał, że szło się mężczyźnie udusić pod taką warstwą opinającego ubioru, a chłód lodówek dawał choć chwilowe ukojenie nerwów twarzy, czy dłoni. Zauważył tu też kobietę, sięgającą po coś na najwyższej półce i jak zwykłym być- podszedł do niej z szerokim uśmiechem, pozwalając by niski głos rozniósł się w tak znikomej przestrzeni pomiędzy nią, a nim, nie bacząc na to, że półszepty mogą kogoś przestraszyć. :lol2:
- Pozwoli Pani, że pomogę. - Kąciki ust niezauważalnie drgnęły, zaś przyjazne, obdarzone już pojedynczymi zmarszczkami (kto ma zmarszczki, ten się w życiu dużo cieszy) oczy wykazywały szczere, okraszone nonszalancją i kulturą chęci. Po chwili zaś, kiedy tylko kobieta odsunęła się na tyle, by mógł sięgnąć po butelkę bez wchodzenia w jej przestrzeń osobistą, podał jej wskazany produkt, wcześniej sugestywnym ruchem ręki pytając o ilość. Bo co z tego, że poda jej jedną butelkę, jeśli Pani zażyczyłaby sobie dwie? Po chwili zaś wziął też sobie jedną butelkę i ułożył w koszyku, starannie odsuwając dziecięce czasopismo, bo jak się zamoczy, to będzie ryk, krzyk i rzucanie ugotowaną fasolką. :lol2:
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8