NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Motel "POD TĘPĄ DZIDĄ"
Autor Wiadomość
Jo
Mieszkaniec
Open your mind.


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27
Wzrost: 175 cm
Wysłany: 2013-09-03, 22:41   Motel "POD TĘPĄ DZIDĄ"

Motel niedaleko centrum miasta. Przeznaczony dla ludzi o lżejszym portfelu. Chodź tani, bardzo zadbany.
 
 
     
Jo
Mieszkaniec
Open your mind.


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27
Wzrost: 175 cm
Wysłany: 2013-09-03, 22:53   

Jo wędrował przez miasto ze swoją ukochaną przyjaciółką na rączkach. Po piętnastu minutach marszu zauważył że jest przybita. Mimo wszystko nie tracił humorku. Znów zajmował ją opowiadaniami, tym razem o swojej cudownej mamie. Powiedział jej jak bardzo ją kochał, ile dla niego znaczyła i w ogóle, różne śmieszne historyjki. .. a ja wszedłem do pokoju mamuśki, a tam jakiś facet i ona z nim. Byłem mały, więc stwierdziłem, że pewnie się bawią, albo że chcą zrobić kanapkę. Zaśmiał się rozweselony, chwiejąc się na prawo i lewo. Normalnie, pewnie wylądowałby teraz na chodniku i zaczął się śmiać. Potem nastąpiła by seria dzikich śmiechów i innych różnorakich faz. Ale teraz tak nie mógł ! Jego najlepsza przyjaciółka była smutna, a na dodatek bolały ją biedne kończyny ! Rozejrzał się więc dookoła, w poszukiwaniu jakiegoś superaśnego miejsca. Chciał wejść do pięciogwiazdkowego hotelu, miał tam pokój, ale nie chcieli go wpuścić. Wszedł więc do jednego z miejskich moteli. Zapłacił szybciutko za pokoik, zabrał kluczyki i ruszył w stronę nowego kwaterunku. Otworzył drzwi, od razu wchodząc do środka. Kiedy przekroczyli próg, posadził Zosię na łóżku. Moja najśliczniejsza ślicznotko ! Jesteś taka boska, że chyba zaraz padnę z zachwytu! Przyjrzał się dokładniej jej twarzy, jakby nie dojrzał jej dokładnie. Nawet jak płaczesz jesteś cudowna ! Zaśmiał się rozradowany, wyjmując z kieszeni spodni butelkę wódki. Postawił ją na stoliku nocnym, po czym rzucił się na łóżeczko, przytulając kobiece ciałko.
 
 
     
Żulietta
Stajenny
chujwiecodalej


Płeć: samica
Wiek: stara dupa
Właściciel: poszukiwany
Podopieczny: pies obronny ->Jo
Wysłany: 2013-09-08, 18:33   

Przez całą drogę milczała, co jakiś czas leniwie kiwając rozczochranym łbem. Była dętką, psychicznie jak i fizycznie. Flakiem jakich wiele. Nawet nie spostrzegła kiedy to znalazła się w pokoju. Cały monolog chłopaka skwitowała żałosnym uśmiechem. Bez słowa dopadła alkoholu i wypiła jego znaczną ilość, w ekspresowym tempie. Żołądek wyprowadził sprzeciw skręcając się gwałtownie, żulik jednak się nie dał. Im gorzej się czuł tym łatwiej było mu się odseparować od strony mentalnej. Chodź obecnie z chęcią obrzygała by wszystko dookoła.
Położyła się na brudasa do łóżka, łapczywie chwytając się torsu jej osobistego komika.
Właśnie otrzymała boski tytuł. Śmierdzącej wódka i wodą morską, z zalaną łzami twarzą, na deser można by dodać spuchniętą i z całą pewnością połamaną dłoń w komplecie z pękającym od różnego typu bólu łbem. Istna Afrodyta.
I na tych myślach jej film się skończył.

---
Z rana czuła się tak niewyraźnie jak to jest ukazane w reklamie rutinoscorbinu. Dopełzła do toalety, w której zamknęła się na czas bliżej nieokreślony. Szczegóły dla dobra żołądków i psychiki czytających zostaną pominięte. : )
Gdy ponownie zjawiła się w sypialni wyglądała mizernie. Wilgotne włosy opadały na jej twarz, którą zdobiły spuchnięte oczy. Poza tym wszystko co miała na sobie było wymięte co cna. Cała kwintesencja żula. Z wczorajszego wieczoru w jej umyśle pozostały nic nie znaczące urywki. Jednak nabrzmiała i lekko sina dłoń dawała jej do myślenia..od którego grzmociło jej we łbie.
Spojrzała na Jo chcąc sprawdzić czy nadal dusi komara.
_________________


 
     
Jo
Mieszkaniec
Open your mind.


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27
Wzrost: 175 cm
Wysłany: 2013-09-08, 18:58   

Jo wpatrywał się w swoja towarzyszkę, zaintrygowany jej tempem picia. Też był w tym dobrym, ale chyba nie aż tak. Chciał sobie jeszcze porozmawiać z Zosią, ale ta nagle zasnęła. Nawet nie czuł jej zapachu. On sam nie pachniał lepiej. Dwa, słodkie, śmierdzące brudaski. Kiedy brunetka zasnęła, siedział jeszcze długo, z nieobecną miną lustrując wszystko dookoła. Na jego twarzy malował się przy okazji okazały uśmiech. Żył tak sobie marzeniami przez jakiś czas, w końcu otrząsając się ze wszystkiego. Popatrzył na Zosię, zaciągając nań jakiś kocyk. Jemu i tak było gorąco. Objął ją mocno i także zasnął.

Następnego dnia, w czasie kiedy Zosiek wykonywał rewolucje w toalecie, nasz Jo jeszcze spał. Wyglądał w tej chwili tak słodko, że sam by siebie zjadł. Dopiero kiedy do jego uszu dotarły dziwne dźwięczki z drugiego "pokoiku", chłopak się otrząsnął. Rozejrzał się po pomieszczeniu, wyraźnie zdezorientowany. Nie miał pojęcia co się dzieje, a nie do końca chciało mu się w tej chwili nad dniem wczorajszym rozmyślać. W końcu się do tego zmusił, momentalnie przypominając sobie o wieczorze z Żulkiem. O wilczku mowa ! Akurat w tejże chwili jego nowa przyjaciółka się pojawiła. Zlazł ociężale z łóżka, ukazując na ryjku szeroki uśmieszek. Ojj, moja ty ślicznotko ! Ktoś tu musi odwiedzić lekarza ! Podszedł do niej, natychmiast drobne ciałko do siebie tuląc UWIELBIAŁ TO ROBIĆ ! Dał jej buziaka w czółko, odlepiając się odeń. Jak zawsze piękna !
_________________
 
 
     
Żulietta
Stajenny
chujwiecodalej


Płeć: samica
Wiek: stara dupa
Właściciel: poszukiwany
Podopieczny: pies obronny ->Jo
Wysłany: 2013-09-08, 19:09   

Oboje wyglądali jakby spali pod mostem a nie w łóżku. Aczkolwiek tylko jedno z nich nie cierpiało za swoje infantylne zachowanie. Zośka czuła jakby została przeżuta i wypluta przez ślimaka giganta.
Mimo to zaśmiała się cicho słysząc te komplementy z samego rana. Jakież to kobiecie nie poprawiły by one humoru? Chwyciła na wpół nieświadomie chłopaka za policzki i obdarowała go całusem w nos, jak jakiegoś psa.
-Masz racje.
Mruknęła cicho, zerkając na zmasakrowana z lekka dłoń. Zdrową łapką uczepiła się ramienia swego pluszowego dobermana i ruszyła w stronę wyjścia, gdziekolwiek by ono się nie znajdowało.
-Następny przystanek. Szpital.
Wymamrotała, kontemplując nad miną lekarza, który będzie zmuszony ich przyjąć.
zt,
_________________


 
     
Jo
Mieszkaniec
Open your mind.


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27
Wzrost: 175 cm
Wysłany: 2013-09-08, 19:16   

Na twarzy szatyna momentalnie pojawił się uśmiech. O jezusie, jego dama go pocałowała ! Ma Pani ! Dla Ciebie byłbym zdolny zostać lekarzem ! Zabrał z półki butelkę, w której zostało ileś tam alkoholu. No przecież nie może zostawić tu czegoś takiego. Wsadził ją do tylnej kieszeni, rozglądając się za koszulką. Z resztą, po co mu ona. Woli chodzić bez bluzki, a najlepiej w ogóle bez ubrań. Więc chodźmy, moja księżniczko ! Objął ją ramieniem, po chwili jednak uwalniając przyjaciółkę. Zamknął za sobą drzwi, zostawiając w zamku klucz. A niech się domyślą.
/zt
_________________
 
 
     
Melanie Nowell
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 24 lata. [03.02.1994r.]
Pieniądze: £5000
Wysłany: 2016-06-14, 22:45   

Motel jak to motel, większość z nich zazwyczaj jest maksymalnie dwupiętrowy, z tyłu posiada ogród, huśtawkę, boisko i miejsce na ognisko... W tym nie było inaczej, stąd spora ekipa ludzi (uznajmy, że około 40-osobowa) zdecydowała się zrobić imprezę. Nie dość, że na miejscu nocleg, to jeszcze śniadanie samo dają! I w korzystnej cenie.
Melanie w prawdzie nie pojawiła się na początku imprezy, a gdzieś w granicach tej 24 wraz z koleżankami, już nieco w stanie "nietrzeźwym", ale dopiero teraz zamierzały poszaleć, w końcu jedna z nich korzystała jeszcze z tego, że ma urodziny. Dość szybko więc ich stan zaczął się staczać - nieco tracąc na zachowaniu równowagi, tracąc pewne granice (przede wszystkim w tańcu!), przy dwóch interesujących mężczyznach Melanie skorzystała z niewinnego pocałunku i trochę zbyt odważnego tańca, mamiąc ich jednak na jakiś czas. Zabawa była coraz bardziej udana, stąd panienka Nowell przystanęła na propozycję koleżanek i reszty na grę "w prawda czy wyzwanie". Usiedli w kole czy raczej kołach (jako, że było spore zainteresowanie, a kłótnia o to, w kogo trafiła butelka była zbędna) i rotowali ludzi. Głośna muzyka w tle już nikogo nie ruszała (tym bardziej biednych właścicieli, skoro byli jedynymi gośćmi tu dziś) i butelki zaczęły się kręcić w najlepsze.
Oczywiście za źle wykonane lub nie wykonane zadanie był karniak w postaci szklanki (!) wódki, również jeżeli ktoś skłamał było podobnie (w końcu spora część znajomych wie o nas więcej niż myślimy :lol2: ).
Akurat butelka zatrzymała się na Mel, która wybrała tym razem pytanie dotyczące ilości jej partnerek seksualnych.
- Skąd założenie, że je miałam? :lol2:
Zaśmiała się, by po chwili wyłapać nękające spojrzenie pytającej dziewczyny.
- Ok, myślę, że było ich... 6?
Kiwnęła głową, posyłającej pytającej ją dziewczynie lubieżny uśmiech i prowokująco zwilżyła wargi, by po chwili z osobami naprzeciw roześmiać się na dłuższą chwilę. Zakręciła butelką trafiając na (dajmy na to...) Thomasa, z którym wcześniej już kręciła. Wyprostowała się dumnie, odrzucając włosy nieco w bok i prezentującym przy tym dekolt, a co z tym idzie całkiem reprezentacyjny biust. Warto wspomnieć w co była ubrana... Dziś postawiła na potargane rajstopy, na które ubrała mega obcisłe i krótkie czarne spodnie, na górę bluzka na grubych ramiączkach, sporym dekoltem typu "U" oraz na plecach, zamiast normalnego materiału była czarna koronka (bluzka też czarna), idealnie pokazująca krwistoczerwoną bieliznę, a co!
Jako, że chłopak z zadowoleniem wybrał wyzwanie, Melanie uśmiechnęła się posyłając mu zaczepne spojrzenie.
- W takim razie proszę o striptiz dla mojej osoby, może być do bokserek.
Oparła się z tyłu na dłoniach, kiedy ten wstał i zaczął swoje wyzwanie przy aplauzie przebywających tu dziewczyn (z facetami gorzej, choć teraz było im wszystko jedno ;d), co skończyło się na bokserkach i dość intymnym tańcem nad dziewczyną, na koniec zniżając się na poziom jej twarzy musnął jej wargi, by po chwili zadowolony wstać i odejść na swoje miejsce, gdzie zaczął się ubierać, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Melanie, na co z chęcią odpowiedziała.
Gra toczyła się dalej, przy okazji dochodziły kolejne osoby.
_________________





 
     
Alain
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 24 (23 V 1993)
Wzrost: 190 cm
Podopieczny: Frey
Pieniądze: £2510
Wysłany: 2016-06-14, 23:30   

Alain był jedną z tych osób, które zjawiały się na imprezie, kiedy ta zdążyła się już nieco rozwinąć. Właściwie nie miał najmniejszej ochoty na przychodzenie tutaj, jednakże uległ namowom znajomych, którzy poinformowali go o dzisiejszym spotkaniu. Pojawiając się pod motelem nie spodziewał się, że na jego tyłach przebywa aż taka gromada ludzi. Zwykle wolał bardziej kameralne przedsięwzięcia, jednak skoro już tutaj był to nie zamierzał odpuszczać. Poza tym każda okazja do skorzystania z darmowego alkoholu jest dobra. Nim zaszedł do ogrodu, w którym odbywało się ognisko, dokończył palenie jednego z ostatnich papierosów jakie miał w paczce przy sobie. Niemniej jednak nie przejął się tym, bowiem w zanadrzu miał coś lepszego. Wypadałoby ostudzić zapał i napomknąć, że nie chodziło o marihuanę - owszem. Chodziło jednak o coś lepszego, a przynajmniej w mniemaniu bruneta, który zdecydowanie bardziej wolał wciągać biały proszek. Upewniwszy się, że go ma i że jest ukryty w jednej z dobrze zabezpieczonych kieszeni, ruszył dziarskim krokiem w kierunku, z którego dochodziły dźwięki muzyki oraz rozbawione, nieco pijackie okrzyki ludzi.
Wchodząc do ogrodu ani przez moment nie zdradzał swoich emocji, których właściwie na ten moment nie posiadał. Nie targała nim radość czy podekscytowanie ani żadna inne pozytywne lub negatywne emocje. Po prostu pustka, ale jaka przyjemna. Taki stan jest najlepszy. Ta lekkość, jaką się czuje podczas przebywania w takim układzie jest zaskakująco dobra. Z kamienną miną przemieszczał się w głąb ogrodu, raczej nie rozglądając się na boki, bowiem jego uwagę przykuł krąg nieopodal ogniska. Ludzie najwidoczniej świetnie się bawili i tego nawet nie można było poddać dyskusji. Odwrócił spojrzenie tylko na moment, kiedy ktoś szturchnął go ramieniem. Wówczas zmarszczył brwi, bowiem naruszanie przestrzeni osobistej bruneta wbrew jego woli lub niespodziewanie to najgorszy grzech, jaki można popełnić. Jednak w chwilę później uśmiechnął się nieznacznie półgębkiem, zdając sobie sprawę z tego, że mężczyzna, który go potrącił był znajomym - tym samym, który poinformował bruneta o imprezie i nakłonił do przyjścia tutaj. Francuz powitał go więc skinieniem głowy, na co chłopak odpowiedział tym samym, szczerząc się szeroko. Francuz pokręcił lekko głową i westchnąwszy cicho ponownie utkwił wzrok w grupie, grającej w butelkę. Ostatni raz miał styczność z tą grą podczas rajdu, jednak wtedy nie było mu do śmiechu. W dodatku tamtą „imprezę” zwieńczyła ostra kłótnia pomiędzy nim i Monroe. Tym razem miało być inaczej. Miał się dobrze bawić i nie zakrzątać sobie głowy żadnymi zbędnymi myślami. W tym zbiorowisku osób znał ich zaledwie kilka, w dodatku w tej niewielkiej garści przeważali znajomi płci męskiej, o których nawet nie śmiałby być zazdrosny. Zaś nieliczne kobiety nie obchodziły go szczególnie, właściwie to nawet nie mógł powiedzieć, że je zna. Jedynie kojarzył ich twarze, wiedział jak się nazywają i znał ich niektóre zachowania, nic poza tym.
Kiedy tym razem spojrzał w kierunku kręgu, mimowolnie zwolnił kroku i przyjął bardziej zniesmaczony wyraz twarzy. Niespecjalnie poruszała go niemal naga męska sylwetka. Albo inaczej - poruszała go, ale nie w ten sposób, w jaki działała na zebrane kobiety. Tańczący mężczyzna wzbudził w Vigneronie jedynie negatywne odczucia. Niemniej jednak zignorował to. Przecież nie zepsuje sobie tym wieczoru, a to tylko zabawa. Kiedy nieznajomy zaczął się ubierać, brunet był już na tyle blisko by bez problemu móc odróżnić niektóre twarze. Kilka osób kojarzył z widzenia, nielicznych znał odrobinę lepiej, ale jedną personę kojarzył aż za dobrze. Spostrzegając Melanie wyprostował się mechanicznie i poprawiwszy cienką, czarną bluzę, przykrywającą biały T-shirt z dość dużym dekoltem, odsłaniającym sporą część tatuaży na szyi oraz klatce piersiowej, uśmiechnął się doń odrobinę złośliwie, zakładając że wcześniej złapał z nią kontakt wzrokowy. Choć ich bardziej zażyła relacja rozpadła się już dawno to wciąż czasem na siebie wpadali. Zwykle w biegu, zwykle nie mając nawet czasu na krótkie powitanie. Jednak teraz zapowiadało się na coś zupełnie innego.
Francuz podszedł do koła stworzonego z ludzi i już mogłoby się wydawać, że zaraz usiądzie w jakimś nieprzemyślanym miejscu, kiedy nagle skręcił. Umyślnie obszedł niemal cały krąg i nie zważając na osoby siedzące po lewej stronie od Melanie, zwyczajnie się wepchnął.
-Kręci cię to?- spytał nieco ściszonym tonem, który teoretycznie był zachrypnięty lecz w praktyce brzmiał bardziej mrukliwie, niżeli niezdrowo. Nawiązywał oczywiście do tego pokazu sprzed zaledwie kilku minut, bo do czego innego?
_________________

    BELIEVE .. IN .. NO .. ONE .. BUT .. YOURSELF

Alain Vigneron / 24 yo / France / KP

    ...... We don't sleep, .. we don't eat
    We .... speak .. in .. tongues
    We CAN'T DIE, WE'RE DEAD INSIDE
    No .. death .. can't touch the .. crooked young



We .. speak .. in tongues, blacker than the sun
No ...... death can't touch ...... the crooked young

    ..................phone / house / reserved

    .....................................................My life is a song with no one to dance to
    .....................................................The ... same ... old ... shit
    .....................................................Nothing ... and ... nobody knows
    .....................................................My HEART IS A DEAD horse
    ...........................................................There's .. no point ... in beating
 
 
     
Melanie Nowell
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 24 lata. [03.02.1994r.]
Pieniądze: £5000
Wysłany: 2016-06-14, 23:50   

Faktycznie, kiedy dziewczyna podniosła na chwilę wzrok, który wcześniej był wymierzony w ubierającego się chłopaka wyłapała w półmroku przyglądającego się jej Alaina. Na początku nie poznała go, może dlatego, że światło było dość daleko, ale kiedy skierował twarz w tą stronę idealnie zarysował się jego profil i mało przyjemny uśmiech. Wpierw mógł zauważyć jej zdziwienie związane z jego obecnością tutaj, jednak chwilę później na jej twarzy pojawił lekki, neutralny uśmiech, ale nie mogło ujść jego uwadze jej rozbawione spojrzenie.
Tym razem jej uwaga na chwilę zatrzymała się właśnie na nim, obserwowała z ciekawością jak okrąża cały krąg, by potem w mało delikatny sposób zasiąść obok niej. Specjalnie sama się nie ruszyła z miejsca, dalej siedząc ze zgiętymi nogami, oparta na dłoniach, którymi podparła się z tyłu, zapewne prezentując swoje atuty spomiędzy gęstych, falowanych włosów.
- Widzę nie mnie jedną, skoro się tu dołączyłeś.
Odbiła piłeczkę, posyłając mu pewne siebie spojrzenie. Cóż, nie dało się ukryć, że nawiązała do kwestii tego, że usiadł właśnie w ich kręgu, równie dobrze mógł mało przychylnie ją przywitać, odwrócić szanowne cztery litery i pójść dalej. A jednak usiadł, co mogło znaczyć tylko jedno, że się pogryzą, jak kiedyś.
- No proszę, może nawet będziesz miał okazję wykonać taki pokaz, ciało miałeś zdaje mi się lepsze.
Specjalnie zaznaczyła przedostatnie słowo, lekko wywracając z rozbawieniem oczy, by następnie skinięciem głowy wskazać na skierowaną na niego butelkę. Z zaciekawieniem patrzyła na niego co wybierze, nie myśląc o tym, że w sumie później on zakręci butelką. W między czasie nie tracąc zainteresowania jego osobą sięgnęła do szklanki za sobą upijając łyk wódki z colą, odkładając ją wsłuchała się w faceta, który rzucił pytanie/wyzwanie, a potem spojrzała na Alaina, poprawiając się czy raczej chwilowo wiercąc.
_________________





 
     
Alain
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 24 (23 V 1993)
Wzrost: 190 cm
Podopieczny: Frey
Pieniądze: £2510
Wysłany: 2016-06-15, 00:40   

-Wytłumaczyłbym to sobie zgoła inaczej, ale tym razem odpuszczę i pozwolę ci mieć tę satysfakcję oraz chwilę triumfu.- odparł tonem wręcz przesączonym nieprzyjemną ironią, która trzymała się go zaskakująco dobrze przez te wszystkie lata. Najwidoczniej miał w tym jakiś interes, bowiem gdyby było inaczej najpewniej nawet nie spojrzałby na dziewczynę, która w gruncie rzeczy zupełnie go nie interesowała. Może zwyczajnie potrzebował się na kimś wyżyć, co jest całkiem prawdopodobną opcją. Właściwie nie wiadomo... Brunet był na tyle zagadkowym osobnikiem, a w dodatku jego umysł był na tyle spaczony w różnych kwestiach, że nie sposób było odgadnąć jakie są jego intencje i plany oraz o czym myśli w danym momencie. Nie inaczej było tym razem.
-Zdaje się, że kiedyś nie byłaś taka wyszczekana.- mruknął chłodno, nie biorąc do siebie słów dziewczyny. Doskonale wiedział o co jej chodziło i nie dawał się prowokować, chociaż nie mógł odpuścić sobie odwdzięczenia się jej tym samym, co też robił. -I o ile dobrze pamiętam nie trąciło od ciebie silikonem.- dodał w chwilę później, nawet nie myśląc o konsekwencjach. Nie zależało mu na sympatii jasnowłosej, którą już dawno zaczął traktować neutralnie, choć po dłuższym zastanowieniu można by pokusić się o stwierdzenie, że ta relacja skłania się jednak ku czemuś negatywnemu. Kiedy wypowiadał ów słowa mimowolnie spojrzał na eksponowane przez Melanie jej kobiece kształty. Raczej nigdy nie mógł na nie narzekać, ale perspektywa wpędzenia dziewczyny w stan podenerwowania, albo nawet nieopisanej złości była naprawdę zachęcająca. Podparł się jedną ręką, jednocześnie zapewniając sobie więcej wygody i zmuszając osoby z boku do przesunięcia się. Ich komfort nie był dla mężczyzny ważny, w przeciwieństwie do tego osobistego. Chłodne tęczówki spoczęły na butelce i jej szyjce, skierowanej wprost w osobę Francuza. Mężczyzna uniósł leniwie wzrok i wbijając go w poprzednika skłonił się do wybrania wyzwania. Raczej nie przemyślał tego wyboru, jednakże nie spodziewał się niczego zatrważającego. I było dokładnie tak jak przypuszczał. „Wypij pod rząd trzy kieliszki wódki” - odparł nieznajomy, a w chwilę po jego słowach nad głową bruneta pojawił się inny chłopak, trzymający w ręce kieliszek i nowo otwartą butelkę czystej wódki. Vigneron nie brał tego wyzwania zbyt poważnie, uważając je za coś oklepanego i banalnego.
Kiedy pierwsza porcja alkoholu zwilżyła, jednocześnie lekko podrażniając już wystarczająco uodporniony i zniszczony przełyk, brunet od razu sugerował dolewkę, która dosłownie kilka sekund później podzieliła losy poprzedniczki. Tak samo skończyła trzecia porcja wódki, która zmoczyła gardło mężczyzny zaraz po drugiej setce. Przecierając kciukiem kącik ust, oddał kieliszek. Alkoholowi jeszcze chwilę zajmie zanim zacznie działać, o ile w ogóle będzie mógł zacząć działać na takich obrotach, na jakich mógłby nawet po tych trzech kieliszkach. Nie czekając zakręcił butelką, która kręciła się dłuższy czas aż w końcu zatrzymała się na... no nieprawdopodobne - Melanie.
Facjatę mężczyzny niemal od razu przyozdobił parszywy i jakże fałszywy uśmiech.
-Co sobie życzysz?
_________________

    BELIEVE .. IN .. NO .. ONE .. BUT .. YOURSELF

Alain Vigneron / 24 yo / France / KP

    ...... We don't sleep, .. we don't eat
    We .... speak .. in .. tongues
    We CAN'T DIE, WE'RE DEAD INSIDE
    No .. death .. can't touch the .. crooked young



We .. speak .. in tongues, blacker than the sun
No ...... death can't touch ...... the crooked young

    ..................phone / house / reserved

    .....................................................My life is a song with no one to dance to
    .....................................................The ... same ... old ... shit
    .....................................................Nothing ... and ... nobody knows
    .....................................................My HEART IS A DEAD horse
    ...........................................................There's .. no point ... in beating
 
 
     
Melanie Nowell
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 24 lata. [03.02.1994r.]
Pieniądze: £5000
Wysłany: 2016-06-15, 01:00   

Ton jego wypowiedzi był jej aż za dobrze znany, z drugiej jednak strony równie dobrze ignorowała go na końcu ich "bliższej znajomości", by później definitywnie z nią skończyć; toksyczność ich relacji była na tyle nieprzyjemna, że nawet nie ma co się zastanawiać nad słusznością ich końca. Mimo jego znikomej "dobrej strony" idealnie zniechęcał tą drugą, mniej przyjemną.
- Nie zaprzeczę, pamiętaj jednak, że musiałam wytrzymać z kimś takim jak Ty, zahartowałeś mnie, zapomniałam podziękować.
Odparła nieco ciszej w jego stronę, ignorując nieprzyjemny ton bruneta, ba, na dokładkę prezentując lekki uśmiech i patrząc na niego z pobłażliwością. Najgorszy był fakt, że wiedzieli o sobie za wiele, kiedyś. Choć wątpiła, by on się zmienił, co było widać na pierwszy rzut oka. A ona? Ona jak widać naprawdę "zmężniała" po związku z nim, stała się po prostu twarda i nieco bardziej chłodna niż kiedyś.
Na jego kolejne słowa, zaśmiała się cicho, po chwili nieco poważniejąc.
- Wybacz Alain, ale w ten punkt nie zaboli, tym bardziej, że sam z tego "silikonu" korzystałeś, słońce.
Lekko uniosła brwi, posyłając mu przy tym (po raz kolejny) pobłażliwy uśmieszek/spojrzenie. Specjalnie słowo "słońce" powiedziała nad wyraz przesłodzonym głosem, wiedząc jak bardzo ten ton lubi, choć będąc świadomą, że go to nie ruszy, a jedynie poinformuje, że i ona potrafi odbić jego gadkę - o wiele lepiej niż kiedyś.
Obserwowała z mniejszym zainteresowaniem poczynania Alaina, po chwili prowokująco spoglądając w stronę wcześniej "tańczącego" chłopaka, ot, miała inne plany na wieczór, niżeli spotkanie ze swoim ex. Jednakże, kiedy brunet skończył pić spojrzała na niego ukosem, patrząc jak zakręcił butelką i niestety wycelował w nią, skrzywiła się, by następnie wywrócić oczyma i spojrzeć pewnie w stronę Alaina.
- Jak najbardziej wyzwanie.
Mruknęła, nie zmieniając ani na chwilę swojej postawy i patrząc na niego wyczekująco po chwili wysłała mu zaczepnie oczko, co miało na celu "dodanie otuchy" w wyborze zadania, zaczęło ją bawić to spotkanie.
_________________





 
     
Alain
Mieszkaniec


Płeć: mężczyzna
Wiek: 24 (23 V 1993)
Wzrost: 190 cm
Podopieczny: Frey
Pieniądze: £2510
Wysłany: 2016-06-15, 14:18   

Nie było najmniejszego sensu doszukiwać się w nim tej „dobrej strony”, która rzeczywiście była znikoma w porównaniu z tą gorszą. Właściwie ktoś, kto go nie znał nie miał najmniejszej szansy odkrycia tego, co w brunecie dobre, mimo że było tego tak bardzo niewiele i z pozoru poznanie tych kilku lepszych cech wydawało się łatwiejsze.
-Serce mi rośnie na samą myśl o tym, że mogłem zmienić coś w tobie na lepsze. Niestety nie jestem na tyle dobry, żeby przyjąć te nijakie podziękowanie.- odparł z równie dużą dozą ironii, doskonale wiedząc jak się nią posłużyć, by nie zabrzmiało zbyt teatralnie, a trafiało w samo sedno. Spostrzegłszy pobłażliwy uśmiech, który w najlepsze rósł na twarzy dziewczyny, odpowiedział jej tym samym. Jednak wyraz wymuszonego zadowolenia zszedł z jego facjaty o wiele szybciej, przykryty maską znudzenia. Odpowiedź na pytanie, czy się zmienił jest banalnie prosta i chyba wszystkim dobrze znana. Brunet wciąż był taki jak kiedyś, ale to bynajmniej nie jest powód do radości, chociaż być może w innym przypadku właśnie by tak było. Jego zachowanie w niektórych sytuacjach nadal jest nader pretensjonalne, zresztą Melanie przekonywała się o tym z każdą minutą, odkąd uraczył ją swoją obecnością.
-Teraz będziemy sobie słodzić?- mogłoby się wydawać, że zignoruje czułe słówko usadowione na końcu wypowiedzi dziewczyny, jednak nie mógł tak zwyczajnie puścić tego mimo uszu. Doskonale wiedział, że była to tylko ironia, próba wymuszenia na nim jakiejś bardziej złożonej reakcji, lecz nic takiego nie miało miejsca. Mężczyzna nadal twardo obstawał przy swoim i nie dawał się w żaden sposób prowokować, mimo że faktycznie mógłby postąpić bardziej... żywiołowo. Nie dało się ukryć, że lubił ten przesłodzony ton, jednak w jego odczuciu z ust Melanie brzmiał okropnie. Tak czy inaczej szybko się zrehabilitował i nie zwracając większej uwagi na minę jasnowłosej, przekręcił lekko głowę, coby lepiej na nią spojrzeć i odpowiedzieć kolejną grą słowną.
-A prócz miłych słówek będziesz mi jeszcze zdradzać prawdę. Odpowiada mi taki układ.- rzekł znudzonym tonem, na chwilę przenosząc spojrzenie w zupełnie innym kierunku. Ostentacyjnie rozejrzał się dookoła, po czym ponownie utkwił zimne spojrzenie w twarzy jasnowłosej. Na jego parszywej gębie ponownie pojawił się ironiczny i jakże złośliwy uśmiech, którego nie miał zamiaru powstrzymywać, skoro nie był wymuszony tak jak poprzedni. Nie chodziło mu o nic innego, jak o to, że panienka Nowell nie zaprzeczyła jego wypowiedzi, co było kolejnym pretekstem do pociągnięcia tematu o silikonie. Wcześniej za każdym razem powtarzała, jak bardzo jest wdzięczna naturze za hojne obdarowanie pożądanymi kształtami, zaś brunet doskonale to pamiętał i był ją nawet w stanie zacytować. Teraz - choć może nie tak otwarcie - niejako przyznała się do posiadania wypełniaczy. A przynajmniej tak zinterpretował to Francuz, by czerpać z tego większe korzyści dla siebie.
-Powiedz tym swoim paskudnie przesłodzonym tonem, jak bardzo i co we mnie uwielbiasz.- wymruczał zdecydowanym i pewnym siebie tonem, nie wahając się ani przez moment. Z jego strony była to czysta złośliwość, której nie odpuszczał. Spojrzenie jakim uraczył dziewczynę było wyzywające, jednak mimo to nie posiadało wyraźnej iskry triumfu.
_________________

    BELIEVE .. IN .. NO .. ONE .. BUT .. YOURSELF

Alain Vigneron / 24 yo / France / KP

    ...... We don't sleep, .. we don't eat
    We .... speak .. in .. tongues
    We CAN'T DIE, WE'RE DEAD INSIDE
    No .. death .. can't touch the .. crooked young



We .. speak .. in tongues, blacker than the sun
No ...... death can't touch ...... the crooked young

    ..................phone / house / reserved

    .....................................................My life is a song with no one to dance to
    .....................................................The ... same ... old ... shit
    .....................................................Nothing ... and ... nobody knows
    .....................................................My HEART IS A DEAD horse
    ...........................................................There's .. no point ... in beating
 
 
     
Melanie Nowell
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 24 lata. [03.02.1994r.]
Pieniądze: £5000
Wysłany: 2016-06-15, 15:10   

Dlatego przestała w ogóle niegdyś zwracać na nie uwagę, ba przestała ogólnie zwracać uwagę na jego osobę, ignorując się wzajemnie, w końcu przecież ich związek po chwili był tylko "formalnością".
Kolejne jego słowa przyjęła, ale nie miała nic więcej do powiedzenia, gdyż akurat ten temat nie było już po co ciągnąć - chyba, że w formie infantylnych zaczepek, a na to nie da się pociągnąć. Jeżeli się nie zmienił - współczuł jego najbliższemu otoczeniu, zapewne raniąc je z podwójną siłą. W sumie powinna być zadowolona, że kompletnie się od tego odcięła, przynajmniej od kwestii jakichkolwiek relacji.
- "Będziemy"? Jakoś nie wyobrażam sobie Ciebie w tak błahej roli.
Odparła przekrzywiając nieco głowę, ale tym razem w momencie wypowiedzenia tych słów nie wysiliła się na nic innego jak neutralną mimikę twarzy, jego obecność coraz bardziej ją irytowała, mimo, że dziś miała naprawdę doskonały humor.
Kiedy ten rozpoczął wstęp do swojego wyzwania oderwała dłonie od trawy siadając nieco mniej prowokacyjnie, ale na pewno wygodniej. Niechętnie usiadła po turecku, praktycznie od razu skierowała swoją sylwetkę przy siadaniu całą sobą w jego stronę, tak, by bez problemu móc na niego spojrzeć. Złośliwości na jego twarzy nie zrewanżowała, sama jedynie przybierając lekki, nic nie znaczący uśmiech, coby nie pokazywać jak bardzo nie ma ochoty na jego towarzystwo. Nie miała zamiaru się chwalić swoją wpadką, czytaj jego osobą w jego życiu przy swoich znajomych. Kwestię silikonu kompletnie pominęła, nie interesowało ją jak zinterpretował jej słowa, za bieliznę patrzeć jej nie będzie - mimo, że w tych sferach był naprawdę dobry. Jeśli nie jednym z lepszych.
Kiedy wreszcie powiedział wyzwanie, zaśmiała się cicho, właściwie do siebie.
- Niech się zastanowię, jak podłechtać to Twoje ego, skoro tak bardzo chcesz...
Wymruczała cicho, ale na tyle, by większość mogła to usłyszeć i zrozumieć, przynajmniej jej część znajomych, że znają się, aż za dobrze.
- Uwielbiałam i uwielbiam to jak skomlesz jak coś nie pójdzie po Twojej myśli i z udawaną pewnością siebie zgrywasz macho. Uwielbiam jak do znudzenia próbujesz uświadomić drugiej osobie jak Cię potrzebuje durnym szantażem psychicznym. Uwielbiam jak myślisz, że masz nad każdym i nad wszystkim kontrolę, tylko dlatego, że robisz to siłą...
Faktycznie, tak jak chciał, tak wysiliła się na owy, przesłodzony ton, udając rozkoszne, niewinne dziewczę, z którym miał styczność. Specjalnie wyciągnęła dla osoby postronnej niby nic nie znaczące fakty, ba większość roześmiała się na te słowa, nie pojmując ich sensu - zapewne w przeciwieństwie do Alaina.
- A i warto wspomnieć, o tym, że przepadam za Twoim ciałem, a i w seksie jesteś całkiem niezły.
Czy to było prawdą? Jak najbardziej, ale to rozegranie, mimo, że było prawdziwie wrzuciła specjalnie, by pijane koleżanki zainteresowały się nowym znajomym i się nim zajęły. Ona na koniec tych słów puściła już zaciekawionym dziewczynom oko, jemu zaś posyłając zadowolone spojrzenie.
- Zakręćcie za mnie, idę zapalić.
Mruknęła, znów na chwilę przybierając maskę mega zadowolonej dziewczyny, wstając wzięła swój drink i nie spoglądając na Alaina ruszyła w głąb ogrodu, kompletnie tracąc nim zainteresowanie, co nie było trudne, biorąc pod uwagę, że przez zachwianą równowagę i to, że ma buty na lekkim obcasie nie trudno, by się wyjebała.
Zatrzymała się na alejce wśród jakich latorośli, słuchając muzyki w tle oraz gadających niedaleko osób. Blondynka nie paliła, przynajmniej tytoniu, stąd wyciągnęła lekko zrolowany papierek, niedbale zrobiony w trakcie imprezy, przyłożyła do ust odpalając go. Jak najbardziej było to zioło, choć w proporcji przeważał tytoń. Nie chciała się zamulić, a jedynie rozluźnić. Jeżeli ktoś zaczął się kręcić w jej okolicy, była czujna, z przyzwyczajenia, nie chcąc dać się zaskoczyć.
_________________





 
     
Anthony Wayford
Jeździec zaawansowany
Kowal


Płeć: mężczyzna
Wiek: Dwadzieścia siedem lat rozczarowań to ja.
Wzrost: 185 cm
Zawód: zawodowy bokser wagi ciężkiej
Partner: Przytul mnie tak mocno, długo. Wypierdalaj z mojej bajki, zawsze byłaś dla mnie nikim. Tylko ty się dla mnie liczysz... - Aaren.
Podopieczny: Soendergaard d'Acier, Atomic Lady; Zgredek - pies
Pieniądze: £2940

Punkty doświadczenia: 93
Skoki: 50
Ujeżdżenie: 6
Cross: 16
Obycie z koniem: 21


Wysłany: 2017-03-04, 11:23   

Było mu szkoda pieniędzy na lepsze zakwaterowanie, dlatego zdecydował się na tani motel, który mimo iż spełniał wszystkie standardy, nie wyglądał zbyt zachęcającego. Wayfordowi to jednak nie przeszkadzało. Nie mógł sobie wyobrazić lepszego miejsca, w którym mógłby się zatrzymać na parę dni, dopóki nie podejmie decyzji co zrobić dalej.
Przyjechał tutaj z Rosie, z którą po zostawieniu auta na parkingu wszedł do budynku, bezpośrednio kierując się do pokoju. Nie zważał na to, jak mogło to wyglądać - w takich miejscach nikogo nie dziwił ten widok. Dziewczyna co prawda nie wyglądała jak panienka do towarzystwa, ale z drugiej strony właściciele moteli na pewno zdążyli zauważyć, że Tony przez tę parę dni wychodził i wracał zawsze sam.
Wszedł z blondynką do pokoju i po zamknięciu drzwi, od razu udał się w głąb pomieszczenia. - Siadaj - wskazał Rosie łóżko, samemu decydując się stanąć przy oknie i oprzeć o parapet. - Nie możesz urodzić tego dziecka. - Zaczął wprost, taksując ją wzrokiem.
 
     
Rosie
Mieszkaniec


Płeć: kobieta
Wiek: 16 lat
Wysłany: 2017-03-04, 12:07   

Nie poczułam rozczarowania, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Było mi właściwie wszystko jedno gdzie mnie zabierze, byle nie musieć martwić się, że ktoś mnie zobaczy. Sam na sam z Tonym poczułam się nieco swobodniej, o ile tak w ogóle można zinterpretować mój stan. Wciąż czułam się paskudnie, od czasu do czasu żółć poschodziła mi do gardła, byłam blada i przestraszona, ale teraz przynajmniej mogłam usiąść. Odrzuciłam wszystkie stresujące mnie dodatkowo czynniki, wcale nie myśląc o tym, że właściwie jestem sama z zupełnie obcym mężczyzną. Dla mnie oczywistym było, że najgorsze co może mnie spotkać to kłótnia. Wcale nie dorosłam.
- Wiem, ale nie wybaczę sobie jeśli je usunę – szepnęłam, siadając we wskazanym miejscu. Zrobiło mi się nieco lepiej, choć perspektywa kolejnej trudnej rozmowy mnie przytłaczała. Czułam tylko, że nie dam się przekonać, bo coś głęboko we mnie cały czas buntowało się przeciw aborcji. Nie wiem co, może po prostu zwykłe sumienie zagłuszało zdrowy rozsądek.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 7