NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Duża hala
Autor Wiadomość
Ravallo's Queen
WKKW'ista


Płeć: klacz
Wiek: 10 Lat
Rasa: KWPN
Wzrost: 165 cm
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £2850

Doświadczenie w skokach: 73
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 67
Doświadczenie z lonżowania: 86
Kondycja: 89
Szybkość: 90
Klasa startów: WKKW: 2*

Wysłany: 2014-10-26, 13:21   

Wybacz za zwłokę, padam na kolana przed tobą. ;****
Szła tu za dziewczyną rozglądając się po okolicy, miała chyba już okazję być na każdej hali więc te miejsce nie zrobiło na niej większego wrażenia. Weszły w końcu na halę, było tu pusto choć wyczuwała nie dawny zapach konia i chłopaka który tutaj przebywał. Ruszyła za dziewczyną pod ścianę, parsknęła zadowolona delikatnie trącając chrapami jej bark. Poddawała się pieszczotom gdyż bardzo to lubiła, zresztą kto by nie lubił prawda? Poczekała grzecznie aż dziewczyna usadowi się na jej grzbiecie, parsknęła potakująco choć nie rozumiała jej słów. Czekała spokojnie aż dziewczyna także sprawdzi wszystko oraz poprawi, w końcu nie chciałaby stracić jeźdźca po drodze prawda? Po sygnale dziewczyny ruszyła wolnym stępem ale nie byle tak se tylko żywym i dość energicznym tylko chód sam w sobie był dość powolny. Klacz była koniem w ogóle miękko chodzącym, startowała w ujeżdżeniu więc chody miała wyćwiczone. Pierwsze koło szły na większym luzie na drugim klacz bardziej zaangażowała ciało, prezentując je prawie jak na pokazie.
_________________
rodzice: Luron x Ravallo's Princess
dokumenty: passport
moje: gallery

[img]xxx[/img]
 
     
Anais


Płeć: kobieta
Wiek: 23 lata
Pieniądze: £4270

Punkty doświadczenia: 27

Wysłany: 2014-10-26, 14:23   

Była zadowolona z klaczy, nie musiała męczyć się specjalnie długo z jej ogarnięciem, ale pomimo tego nie dawała kopytnej zbyt dużej swobody. Cały czas pilnowała, coby gniadej nie wpadł do głowy jakiś głupi pomysł. W końcu miała z nią do czynienia pierwszy raz, co za tym idzie nie wiedziała jak będzie zachowywać się w dalszej części treningu. Uporawszy się z niższym ustawieniem u klaczy zaczęła wymagać również od niej poprawnych wygięć w każdym z narożników. Chciała sprawdzić, czy poradziłaby sobie z pół woltami sama dlatego nie podawała jej oczywistych pomocy, chociaż wspomagała ją przeróżnymi innymi impulsami mogącymi nakierować ją na odpowiedni trop. Jeśli jednak nie szło jej to zbyt dobrze i brunetka to zauważyła pomagała jej tradycyjnie; zewnętrzna łydka nieco za popręg i skrócenie wewnętrznej wodzy. Następnie poprowadziła klacz po przekątnej, by zmienić kierunek. Na lewo poruszały się jednak krótko, gdyż zaraz potem Francuzka poprowadziła gniadą na obszerne łuki, wolty i serpentyny przy, których wykonywaniu jak zwykle pilnowała poprawnego wygięcia. Nie chciała, by kopytna wypadała łopatką czy zadem, niepoprawne wygięcia mogłyby wejść jej w nawyk, a tego byśmy nie chcieli, prawda? Klacz jest jeszcze młoda, jeszcze wiele rzeczy przed nią. Po wykonaniu tych ćwiczeń powróciły na ślad. Pokonawszy w ten sam sposób co wcześniej trzy okrążenia, z właśnie takim wyjechaniem narożników poklepała klacz po łopatce, jednak jeszcze nie dawała jej odsapnąć. Na odpoczynek byłoby za wcześnie, tak więc wyjechawszy na długą ścianę zaraz po pokonaniu narożnika dała klaczy impuls do kłusa. Także w tym chodzie nie pozwoliła jej na samowolkę i od razu narzuciła jej swoje tempo. Poza tym ciemnowłosa zaczęła anglezować, by odciążyć nieco grzbiet Ravallo. Jeśli gniada nie miała problemu ze złapaniem odpowiedniego rytmu i tempa dziewczyna pochwaliła ją głosowo. Przy drugim okrążeniu, podobnie jak wcześniej zdecydowała się od nowa popracować nad dosiadem. Wprowadziwszy klacz w niskie ustawienie przejechały dwa okrążenia z wyjechaniem narożników do końca, czego pilnowała. Tym razem nadal postanowiła pracować nad wygięciami, więc poprowadziła klacz ponownie na łuk, tym razem mniej obszerny. Jeśli zadanie im wyszło pochwaliła kopytną, a jeśli nie powtarzały je aż do skutku. Nie obeszło się także bez ciasnej wolty, którą wykonały idealnie na środku hali. Podobnie jak wcześniej - jeżeli coś im nie szło powtarzały ćwiczenie. Po tym szybko wróciły na ślad, gdzie dziewczyna pochwaliła gniadą. Omiotła spojrzeniem halę obmyślając w głowie dalszy plan działania. Przeszły jeszcze jedno okrążenie, a następnie rozpoczęła kolejne ćwiczenie. Na długich ścianach prosiła gniadą o wyciąganie swojego chodu, a na krótkich skracała jej wykrok tak bardzo jak tylko się dało. W ten oto sposób zaliczyły kolejne dwa okrążenia, a potem Anais dała Hiszpance chwilę na odsapnięcie. Pozwoliła jej zwolnić i wyciągnąć szyję.
 
     
Jonah Wrens
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 (07.02.92r.)
Wzrost: 190 cm
Zawód: piłkarz - napastnik
Podopieczny: Marshmallow
Pieniądze: £12980

Punkty doświadczenia: 240

Wysłany: 2014-12-02, 19:36   

Wchodząc na halę ze swoim ogierasem, chrząknąłem krótko i podprowadziłem go pod trybuny. Tu pozwoliłem sobie ściągnąć polar z jego szanownych czterech liter i przeciągnąłem derkę na ogrodzenie. A skoro już byłem blisko siodła, to podciągnąłem popręg i opuściłem strzemiona. Wracając na lewą stronę, poklepałem szyjsko Żelaznego i podprowadziłem go pod schodki, aby stąd spokojnie zagościć w siodle. Specjalnie nie pozwalałem mu się ruszyć, aby nauczyć Niemca trochę dłuższego stania w miejscu. W końcu musiał nie tylko umieć poruszać się do przodu i skakać. Dzisiaj popróbujemy trochę cofać i stać. Ale głównie skupimy się na bardziej dokładnych skokach. Technika i jeszcze raz technika!
Zanim ruszyliśmy, poprawiłem sobie nogi w strzemionach i chwyciłem wodzę za sprzączkę. Krótki sygnał i mogliśmy już iść stępem. Kiedy Iron miał czas dla siebie, ja rozglądałem się trochę po hali. Dobrze, że Orchard posiadał taki dobrze wyposażony kompleks, bo chyba zabiłbym się gdybym musiał pracować na dworze. Choć to nie wykluczało pójścia na dwór. Czasem żeby zahartować konisko wybierzemy się na któryś z maneży, czy czworoboków.
Wracając jednak do istoty treningu, zmieniałem Niemcowi kierunki po jednym, lub niepełnym kole. Kręciłem się z nim po całym pomieszczeniu, żeby od razu uczulić go na dosiad. Po jakichś pięciu minutach, powoli zbierałem wodzę, aby wejść z nim na subtelny kontakt. To od Soliego zależało czy pozostaniemy na tak delikatnej wodzy, czy też on upodoba sobie uciekanie przed moją ręką. W każdym bądź razie, lekko masowałem język wierzchowa wędzidłem. Do naszych kół i zmian kierunków dodałem wolty, ósemki. Wężyk o jednym łuku, oraz serpentyny. Przy czym uważnie stosowałem pomoce, spychając łydkami konia na poprawny tor. Póki co trochę mieszałem treningi ujeżdżeniowe ze skokowymi, ale byłem do tego zmuszony. Bo bezsensownym byłoby skakać na niereagującym, nieprzepuszczalnym koniu.
 
     
Iron Soldier
WKKW'ista
. . . a soldier on my own, I don't know the way .


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: koń heski
Cena: £2000

Doświadczenie w skokach: 48
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 32
Doświadczenie z lonżowania: 13
Kondycja: 33
Szybkość: 26
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2014-12-02, 20:58   

Pojawił się na hali z Jonahem, raźnym krokiem idąc do przodu. Jak już daleko im było do boksów, to ogier zdecydowanie się przestroił z tych swoich szaleństw. chociaż przecież i tak nie wariował zanadto. Ale można było zauważyć, że po wejściu w miejsce treningu nastawienie skarogniadego uległo zmianie. Teraz był czas na pracę. Współpracę. Był tu ze swoim człowiekiem, z którym się dogadywał, a więc pokornie oddawał mu swoją duszę. <3
Miał dziś całkiem dobry dzień (dobroci dla Jonaha), więc ani pomyślał o przedwczesnym wyruszeniu z miejsca. Wyczekał bez stresu, aż nie poczuł sygnału nakazującego mu wejście do stępa. I ruszył rozbujanym, leniwym jeszcze trochę krokiem po śladzie, zerkając przelotnie na boki. Poskręcał zgodnie z wolą człowieka, nie uciekając zanadto spod niego. A i potem nie uciekał od wodzy, z miejsca zaczynając dość nieźle pracować na wędzidle. Trochę opornie się na nim ustawił, ale nie napierał w przeciwnym kierunku, nie wykręcał ryja. Po prostu musiał rozgrzać mózg, dostroić się. I tak sobie w miarę ogarniał sytuację, w tym pokornym nastawieniu ustawiając się przyzwoicie pod pomocami jeźdźca.
Na figury wszelkie wjeżdżał bezbłędnie, kreśląc łuki całym ciałem i niczym nie uciekając. To znaczy zdarzało mu się, oczywiście, wypaść jakąś częścią ciała. Zaś nie wynikało to z jego niechęci. Ot, czasem coś odwracało jego uwagę i się sypał lekko. Tak czy owak jednak póki co było fajnie. Pozazdrościć.
_________________

From the dawn of time to the end of days
I will have to run, away
I want to feel the pain and the bitter taste
Of the blood on my lips, again

THEME

x x x x x x x x x x

SPRZĘT STAJENNY || LONŻOWANIE || SKOKI/CROSS || UJEŻDŻENIE

 
 
     
Jonah Wrens
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 (07.02.92r.)
Wzrost: 190 cm
Zawód: piłkarz - napastnik
Podopieczny: Marshmallow
Pieniądze: £12980

Punkty doświadczenia: 240

Wysłany: 2014-12-02, 21:54   

Żeby zaraz nie skończył się dzień dobroci dla Irona. :lol: Ostrogi na nogi i jazda, bez pieszczenia się ze sobą. :lol2:
Pilnowałem go łydkami, będąc na prawdę zadowolonym z pracy skarogniadego. Najwyraźniej te dwa treningi, które mieliśmy za sobą dały mu do myślenia. Wyniósł coś z nich, zresztą nie tylko on.
-Dobry.
Odezwałem się cicho, acz w miłej dla ucha tonacji. Nadal skupiałem się na figurach, aż te przerodziły się w masę zakrętów, bez konkretnego kształtu. Starałem się powoli, dodawać lekkie wygięcia ogiera. Lekkie, żeby nie przedobrzyć na samym początku.
Gdy w końcu wróciliśmy na pierwszy ślad, od razu dałem sygnał Soliemu do zakłusowania. Wiedziałem jaki jest Niemiec, dlatego też z góry mój dosiad nieco go przyblokował, aby krok był spokojny. Też starałem się dawać wrażenia, że ogier ledwo co podnosi nogi. Chód miał być energiczny, acz nie wyciągnięty, czy wypchnięty do przodu. Miał się angażować, żeby dobrze się rozgrzać.
Spokojne koło w jedną i drugą stronę, po czym zacząłem dodawać wolty i ósemki. Darowałem sobie póki co przejścia i dodawanie, bo jeszcze nie byliśmy wystarczająco rozgrzani. Nie kombinowałem też z jego głową, nadal podtrzymywałem go na lekkim kontakcie.
 
     
Iron Soldier
WKKW'ista
. . . a soldier on my own, I don't know the way .


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: koń heski
Cena: £2000

Doświadczenie w skokach: 48
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 32
Doświadczenie z lonżowania: 13
Kondycja: 33
Szybkość: 26
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2014-12-04, 21:12   

Iron nie zaprzyjaźniłby się z ostrogami. Za to Jonah ucałowałby ziemię. Może być? :lol:
Do końca na zawijasach pracował dobrze, układając się pod człowiekiem tak jak powinien. Powrócił na ślad wyczuwając wcześniej chęć zmiany tempa. Mimo to nie rozpędził się, wbrew oczekiwaniom właściciela. To znaczy poszedł od razu żwawo, w jakimś stopniu przykładnie zaangażowany, ale nie wyrywał. Wykonał zmianę kierunku, drugie koło w kłusie przejeżdżają równie dobrze co pierwsze. Wszystko rokowało prawidłowo. Czy Jonah powinien zacząć coś podejrzewać? :D
Taka praca rozpoczynana małymi krokami działała chyba uspokajająco na ogiera. Wkręcał się powoli w jedno polecenia, jechał jednym torem myślowym. Jak już to opanowywał, to wchodziła jakaś zmiana. Nie musiał od razu nosić zganaszowanej głowy, korzystał z lekkiego kontaktu. Nie śpieszył się ani nie lenił. Szedł równym, rozkołysanym lekko tempem. Na tę chwilę bardzo wygodnym.
Na pierwszą woltę zareagował nieco z opóźnieniem, wyjeżdżając ją wskutek tego trochę w jajo. Jednak potem poprawił, zgodnie z instrukcjami otrzymanymi od jeźdźca. I potem już bardziej uważał. Kolejną pojechał lepiej. Uważał na rondach. 8-) Nawet w pewnym momencie trochę poprzeżuwał wędzidło, kminiąc sytuację.
_________________

From the dawn of time to the end of days
I will have to run, away
I want to feel the pain and the bitter taste
Of the blood on my lips, again

THEME

x x x x x x x x x x

SPRZĘT STAJENNY || LONŻOWANIE || SKOKI/CROSS || UJEŻDŻENIE

 
 
     
Jonah Wrens
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 (07.02.92r.)
Wzrost: 190 cm
Zawód: piłkarz - napastnik
Podopieczny: Marshmallow
Pieniądze: £12980

Punkty doświadczenia: 240

Wysłany: 2014-12-05, 19:52   

Te, bo Iron zacznie całkiem przypadkiem skakać mocno kolorowe i fantazyjne przeszkody. :lol:
Miłe zaskoczenie, aczkolwiek nie pasowało mi tutaj coś. Wszystko szło zbyt dobrze, bez wyraźniejszych potknięć. Do tego Żelazny był, aż nazbyt grzeczny.. Nie żebym narzekał, ale ów myśl zajęła mi chwilę.
Starałem się pilnować wszystkiego, ale tak to bywa, że czasem coś umknie i tak jak ta pierwsza wolta - posypie się. Nie męczyłem go na tym samym rogu powtórką, a na kolejnym bardziej przypilnowałem go pomocami. Zamknąłem w łydkach, a wewnętrzną wodzą zasugerowałem prawidłowe wygięcie na kole. Będąc pewnym już na następnym kole, że Soldier ładnie je pokona, pozwoliłem sobie od razu po nim, zmienić kierunek. Jednak ogier nie musiał się obawiać, że nie połapie się po kole, że nagle trzeba znowu skręcić i iść już po przekątnej. Subtelnie dociskałem łydki do boków, sugerując w którą stronę będziemy dalej się poruszać.
I znowu w drugą stronę wolty, ósemki. Na samym końcu przejście do stępa, przy czym pilnowałem aby głowa skarogniadego pozostała w odpowiednim miejscu. Tzn, nie chciałem żeby podnosił głowę, czy wieszał się na wędzidle.
W stępie, oddałem mu całą wodzę i przy okazji podciągnąłem popręg o tyle, ile jeszcze mogłem. Dałem mu tak pełne okrążenie luzu, po czym powoli zacząłem zbierać wodze. Tym razem z delikatnego kontaktu, przeszedłem już na konkretne niskie ustawienie. Pomagając sobie masowaniem wnętrza pyska wierzchowca wędzidłem, zachęcałem go do ustawienia się i pracowania japką. Do tego dojeżdżałem go łydką, żeby już zamknąć Żołnierzyka w całości.
Gdy byliśmy już ustawieni i gotowi, to zacząłem bawić się wygięciami. Wpierw do wewnątrz, a następnie do zewnątrz. Pilnowałem przy tym, aby Niemiec szedł cały czas prosto, a nie sugerował się tym, że jeśli głowa przesuwa się lekko w którąś ze stron to i on musi tak iść.
Po niejakim rozciągnięciu jego szyi, ustawiłem już go prosto do kierunku jazdy, po czym dodałem łydki. Zostawiłem rękę w miejscu, tym razem dając szansę Soliemu na spokojne ruszenie. Zakładałem, że nie zaskoczy mnie i nie wystrzeli do przodu. A czy się przeliczę? To się okaże.
W każdym bądź razie zrobiłem wszystko, aby wierzchowiec poruszał się płynnie do przodu. Specjalnie go nie rozpędzałem, gdyż po niespełna okrążeniu dodałem przejścia. Najpierw z kłusa do stępa, zaczynając od zdecydowanych, acz nie mocnych sygnałów. Sprawdzałem na co i jak szybko reaguje Iron. Jeśli wymagał wyraźniejszych sygnałów to mu je dawałem. Nawet służąc mu lekkim przytrzymaniem wodzy. Gdyby jednak wystarczał sam dosiad, to świetnie.
Kiedy był już na tyle zorientowany w ćwiczeniu, zacząłem robić zmiany na kole, zmianie kierunku. Kombinowałem, dodawałem coraz trudniejsze zadania. Trochę motywując skarogniadego. A niech pracuje i się wykazuje. <3
Wkrótce również zacząłem przeplatać zatrzymania do stój, ruszenie od razu kłusem. Lub zatrzymanie z kłusa do stój i ruszenie stępem. Wszystko powoli, a gdyby trzeba było wracałem do samego początku ćwiczenia.
 
     
Iron Soldier
WKKW'ista
. . . a soldier on my own, I don't know the way .


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: koń heski
Cena: £2000

Doświadczenie w skokach: 48
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 32
Doświadczenie z lonżowania: 13
Kondycja: 33
Szybkość: 26
Klasa startów: WKKW: 1*

Wysłany: 2014-12-07, 00:08   

No i to chyba nie skończyłoby się dla nikogo dobrze... :lol:
Tak więc po udanej wolcie zmienił kierunek, ładnie poprowadzony przez jeźdźca. Oddał mu się, powierzył los ich treningu w jego ręce. Szedł torem, który już w myślach obierał Jonah. Iron czytał z drgań jego ciała, jadł mu z ręki, zlizywał ze stóp...! Poniosło mnie?
Kolejne figury przejechał przykładnie, od początku do końca poprawnie. Do stępa przeszedł jak za dotknięciem magicznej różdżki, bez żadnych skutków ubocznych i niedogodności objawiających się w dyskomforcie jeźdźca sunącego na grzbiecie konia. Głowa ogiera także bez zarzutów pozostała w domyślnie, prawidłowej pozycji,a po tym luźnym kole zaokrągliła się mości szyja. Pysk ustawił w delikatnym pionie, posmakował dogłębnie wędzidła, współgrając z nim. Ucho jedno pozostało skierowane na front, ku czekającym na konia wyzwaniom. Drugi zaś radar nasłuchiwał głosu druha swego, pana jedynego, właściciela rumaka. Zad uaktywnił się już także znacznie, ukazując dobry wykrok zadnich nóg konia. Jego kopyta także ruszały się perfekcyjnie! Wpierw w podłoże biły, proszę Państwa, piętki! Zapewniało to doskonałą amortyzację stawów konia i najlepszy wykrok, jaki mógł osiągnąć. Także poszczególne mięśnie jego ciała obciążane były równomiernie, prawidłowy obieg krwi w kopytach był zachowany. W końcu koń posiada pięć serc nie bez powodu. A Żelazny dobrze był chowany za młodu i wszelkie części jego kopyta odpowiadające za amortyzację rozwinęły się wzorowo. To pewnością zapewnić mogło szczególne osiągi na tle koni o gorzej wykształconych kopytach. Kopyto stawiane od palca zmniejsza wykrok, pamiętaj jeźdźcu i dbaj o nogi wierzchowca swojego!
Kończę mój wywód, już się nie chwalę wiedzą, wracam do fabuły niczym pstrąg płynący w górę rzeki, aby powrócić do miejsca swoich narodzin.
Wygięciom Soldier z początku nie sprostał, zbaczając ze śladu zbędnie resztą ciała. Dupa idzie za przykładem głowy, logika! Jednak Jonah, jako najbystrzejszy jeździec świata, na pewno rozgryzł zagadkę umysłu swojego podopiecznego i zapobiegł kolejnym takim wpadkom, udzielając skarogniademu konkretniejszych instrukcji. Tak więc po paru próbach ćwiczenie było już wykonane, rzec by można, pierwszorzędnie przez nieparzystokopytnego.
Kolejne wejście do kłusa Żelazny wykonał nie zawodząc swojego mentora. Ruszył bez wypadnięcia z ustawienia wkraczając zgrabnie pod kłodą i napędzając się niejako tylnymi silnikami. Gdyby był jednośladem, to by przemile mruczał.
Zwolnienie do stępa za pierwszym wykonał z pewnym opóźnieniem, ale przy kolejnych takich przejściach już wykonywał wszystko poprawnie i bezproblemowo. Jednak jeszcze koń był na tym etapie integracji intelektualnej, że mała pomoc wodzy była konieczna do wstrzymania go, choć był teraz maksymalnie skupiony na spijaniu sygnałów z ciała jeźdźca. Jak spragniony wody osobnik, niemający jej w ustach od kilku dni.
Jeszcze bardziej zmotywowany okazał się być Iron, gdy zaczęli pracować na figurach z przejściami. To go niesamowicie angażowało, chwalił się wręcz sobą! Pilnował, aby przy zatrzymaniach nogi stały w jakimś porządku, reagował szybko i bezboleśnie, ani razu nie odpowiadając na napięcie wodzy siłą. Miał dziś wyśmienity dzień na naukę i współpracę. Oczywiście kiedy wypadała im zmiana tempa w jakimś wygięciu, to zdarzał się problem z wypadnięcie którejś części ciała konia z linii, po której to mieli się poruszać. To było jednak na razie dlań nieuniknione, bo nieczęsto ktoś go tak namiętnie pieścił podobnymi ćwiczeniami. Z czasem wypracuje się na tyle, aby prezentować się z tym perfekcyjnie.
_________________

From the dawn of time to the end of days
I will have to run, away
I want to feel the pain and the bitter taste
Of the blood on my lips, again

THEME

x x x x x x x x x x

SPRZĘT STAJENNY || LONŻOWANIE || SKOKI/CROSS || UJEŻDŻENIE

 
 
     
Jonah Wrens
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 (07.02.92r.)
Wzrost: 190 cm
Zawód: piłkarz - napastnik
Podopieczny: Marshmallow
Pieniądze: £12980

Punkty doświadczenia: 240

Wysłany: 2014-12-07, 20:22   

Poniosło, nawet trochę bardzo. :lol:
Zajmując się już wygięciami, musiałem nieco pogłówkować wracając z Soldierem na pierwszy ślad. Dumałem, aż wreszcie ponowiłem próbę. Mocniej używałem wewnętrznej łydki, która delikatnie przesunięta spychała Soliego na ścianę. Z asystą zewnętrznej wodzy, która pomagała ów zepchnięciu. Natomiast wewnętrzna, nadawała lekkie wygięcie szyi. W razie potrzeby odstraszająco przejeżdżałem samą piętą bo boku wierzchowca. Mniej przyjemne uczucie, jednak powinno skutecznie sprowadzić Żelaznego na ślad.
Po wykonaniu owego ćwiczenia na jedną i drugą stronę, poklepałem jego szyję i dałem mu luźną wodzę. Na chwilę, żeby poczuł się nagrodzony. Potem już tylko były następne ćwiczenia. Zatem wróciliśmy na kontakt i ruszyliśmy kłusem. Również po przejściu skarogniady został pochwalony pojedynczym klepnięciem w szyję, gdyż nienagannie zmienił tempo. Bez zbędnego szarpnięcia, czy ślimaczenia się.
W zatrzymaniach, wodza jedynie gościnnie witała w procesie zatrzymania. Gdyż przytrzymywałem ją minimalnie, w dodatku trwało to trzy sekundy, nie dłużej. Nie tylko Niemiec myślał nad tym co robi, gdyż ja musiałem myśleć za siebie i za niego, by szedł ładnie po wszystkich figurach, a dodatkowo był w stanie zatrzymać się. Dlatego też udzielałem mu ogromnej pomocy dosiadem, działając jednocześnie hamująco, ale też pomagałem nadać jego ciele wygięcie.
Nie męczyłem Soliego długo owym ćwiczeniem, gdyż zgubilibyśmy się w nadmiarze. Po prostu wyłapałem moment, w którym wyszło nam to dobrze i od razu zrobiłem ostatnie przejście do stępa. Dorzuciłem krótkie zejście głową do dołu za ręką, a potem już oddałem całą wodzę do dyspozycji ogiera.
Miał chwilę dla siebie, przerwę żeby się zregenerować i poukładać myśli. Skoro dzisiaj przyswajał wyjątkowo dobrze, należało to wykorzystać. Oczywiście też nie przesadzając.
Po krótkiej przerwie w stępie, zebrałem wodzę, a następnie zatrzymałem rumaka. Odczekałem kilka sekund, zapowiadając mu ruszenie z miejsca, przykładając wyraźniej łydki do jego boków. Gdy już złapałem uwagę Niemca, wtedy dałem mu łydki prosząc go o ruszenie kłusem. Zostawiłem rękę w spokoju, aby koń miał swobodę ruszenia. Dopiero po kilku krokach, jeżeli Iron tego wymagał, wprowadziłem korektę tempa.
Długo nie zabawiliśmy w tym tempie, gdyż od następnego narożnika przeszedłem w kłus ćwiczebny. Łydki ponownie lekko docisnęły się do boków ogiera, zaś zewnętrzna powoli przesunęła się za popręg. Krótki sygnał i zagalopowanie. Wszystko działo się płynnie, aczkolwiek skarogniady nie mógł poczuć się zaskoczony jakąkolwiek zmianą.
W galopie, przypilnowałem aby ruszył na dobrą nogę, przy czym pilnowałem jego tempa. Na pierwszym okrążeniu dałem mu swobodę luźnego galopu, jednak później zacząłem go bardziej wycofywać. Chciałem go skrócić i zaokrąglić, by wszedł w ten chód równie zaangażowany co w kłus. Dopiero ustawionemu, dodałem wolty, które miały dość dużą średnicę, abyśmy mogli spokojnie i bez problemu ruszać się po ładnym kole.
Nie męcząc bez potrzeby Soldiera, po udanych dwóch woltach i skróconym chodzie, znowu wprowadziłem go w kłus, a następnie stęp. Z racji, że dzisiaj nikt nie kręcił się po hali, zeskoczyłem z grzbietu rumaka, nawet go nie zatrzymując. Idąc obok skarogniadego ściągnąłem z jego szyi wodze i zahaczyłem je sobie gdzieś o rękę. Podprowadzałem wierzchowca do kolejnych stojaków, ustawiając przeszkody - krzyżaki, stacjonaty, oksery. Od 50 cm do 110cm. Chciałem z czystej ciekawości sprawdzić czy Niemcowi uda pokonać wysokość, którą ustawiłem. Oczywiście przed najwyższą przeszkodą rzuciłem drąg na naskok, żeby było mu łatwiej.
Wsiadając z powrotem na grzbiet Żelaznego, powoli wróciłem z nim na kontakt i od razu docisnąłem łydki, a następnie dałem sygnał do zagalopowania na prawo. Miał czas na stępa, kiedy chodziliśmy od przeszkody do przeszkody. Wracając więc do galopu, prowadziłem ogiera w spokojnym tempie, zaczynając od najniżej przeszkody, jakim był krzyżak. Odchylając plecy do tyłu, przyłożyłem nieco bardziej łydki do jego boków, by kontrolować jego tempo, a następnie spokojnie dałem sygnał do skoku, oddałem wodze i zrobiłem lekki półsiad. Bo jak mniemam, ogier oddał bez problemu skok, jako że takich krzyżaków już trochę poskakał. Odbijając na prawo po krzyżaku, jakby po wolcie zawróciłem na tą samą przeszkodę i ponownie oddaliśmy skok. Po drugim oddanym skoku, poklepałem jego szyję i poprawiłem sobie wodze w ręku. Tym razem patrzyłem już na inną przeszkodę - stacjonatę 70cm. Te same pomoce, bez pośpiechu i zmiany tempa. Mocno tego pilnowałem, aby Iron szedł w równym tempie przed i po przeszkodzie. I jeśli teraz oddał dobry skok, zwolniłem go do kłusa, a następnie stępa i kolejne minuty stępa - jako nagroda.
Po lekkim uspokojeniu oddechu przez Irona, ponownie zebrałem wodzę i dodałem łydki jako przejście do kłusa. Spokojnym tempem, poprowadziłem go na naszą ostatnią przeszkodę, jaką była stacjonata. Starałem się wprowadzić też skoki z kłusa, żeby mocno pracował zadem. Dlatego też trochę bardziej odchyliłem plecy, palce regularnie zaciskałem na wodzy, a łydki zostawiłem przystawione. Jeżeli Niemiec przyśpieszał, wyprowadziłem go na woltę, zwolniłem i znowu poprowadziłem na przeszkodę. Dążyłem do tego, aby podszedł do przeszkody w aktywnym kłusie, ale też nie za szybkim. Przy przeszkodzie dałem mu sygnał do skoku, oddałem wodzę i zrobiłem lekki półsiad. Po oddanym skoku - jeśli była zrzutka to poprawiłem przeszkodę i spróbowaliśmy jeszcze raz. - poklepałem jego szyję i usiadłem w siodło, dociskając mocniej obie łydki, z czym jedną powoli przesunąłem za popręg. Załóżmy, że mieliśmy galopować teraz na lewo. Poprowadziłem Soliego na szereg (między stacjonatami jedna foula, jedynie przed okserem są dwie) składający się z : stacjonaty 80cm ; 90cm ; oksera 90x90. Wyprowadzając go na światło przeszkody, odetchnąłem będąc nadzwyczajnie spokojnym.
-No młody, musisz się trochę wysilić.
Mruknąłem rozbawiony, zbliżając do siebie ręce, by zamknąć skarogniadego w korytarzu z wodzy. Tym samym chciałem uniknąć ewentualnego wyłamania. Podprowadzając ogiera stosunkowo blisko przeszkody, dałem mu sygnał do skoku i oddałem wodze, robiąc półsiad. Po skoku nie wracałem już w siodło, a zostałem w półsiadzia, odciążając zad Soldiera. Dobrze zamknięty w łydkach i wodzach koń, powinien podejść do kolejnej przeszkody, gdyż nie miał czego się bać - nie dawałem mu do tego powodu. Kolejny sygnał i następne oddanie wodzy wraz z półsiadem. Po oddanym skoku, nieco docisnąłem łydki do jego boków, by wyrobić się w dwóch pełnych foulach. A żeby uniknąć drobienia między przeszkodami. No i też Niemiec musiał się trochę rozciągnąć nad okserem, bo nie była to przeszkoda wąska jak te pojedyncze.
Starannie doprowadzając Soliego możliwie najbliżej przeszkody znowu dałem mu wyraźny sygnał do skoku i oddałem wodzę wraz z półsiadem. Po pokonanym szeregu, poprowadziłem go po pierwszym śladzie, klepiąc zapewne spoconą już szyję koniska.
-Dobry.
Rzuciłem entuzjastycznie, już oglądając się za najwyższą przeszkodą, jaką była stacjonata. Był to niejaki sprawdzian dla Żelaznego, gdyż chyba wcześniej nie skakał takiej wysokości. Dlatego też prowadząc go pierwszy raz do przeszkody, usiadłem w siodło i tym razem też zrobiłem dla niego korytarz z wodzy. Gdybym wyczuł jakieś zawahanie ze strony wierzchowca od razu dawałem mu łydkę, by wiedział, że ma dalej zmierzać w stronę stacjonaty. Dałem mu sygnał w odpowiednim momencie na naskok, na drąg. Choć i tak na wszelki wypadek dałem mu lekki sygnał do oddania skoku. I znowu oddanie wodzy wraz z półsiadem. Jeśli skok wyszedł za pierwszym razem - świetnie, poklepałem i zatrzymaliśmy się do stępa. jednak gdyby nie wyszło, spróbowałem jeszcze raz z tą samą wysokością, a gdyby jeszcze po tym razie nie poszło - obniżyłem przeszkodę do 100cm.
Po skokach został nam tylko stęp, gdzie oddałem całą wodzę Ironowi i zeskoczyłem z niego. Zabezpieczyłem strzemiona ściągnąłem siodło i podprowadziłem skarogniadego pod barierki, gdzie zostawiłem siodło. Prowadzałem go po całej hali, tyle czasu ile potrzeba mu było na ochłonięcie i uspokojenie oddechu.
Kiedy ogier był już występowany, zarzuciłem mu na grzbiet derkę, zapiąłem ją, zgarnąłem siodło pod pachę i wyszliśmy do stajni.
/zt

--
wybacz, że taki długi post i wszystko w jednym. Ale szkoda mi tracić z Tobą treningu, jak byliśmy już prawie na samym jego końcu. :lol:
 
     
Nicol Illas
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 24 Lat
Wzrost: 172 cm

Ostatni trening: 16.09.2019 - rozruch z Why Not
Podopieczny: Hemingway Z ll Why Not
Pieniądze: £3820

Punkty doświadczenia: 70
Skoki: 39
Ujeżdżenie: 11
Cross: 9
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2014-12-29, 15:38   

Kobieta prowadziła siwą klacz na dużą halę, prowadziła ją na swobodne lonży ale nie pozwalała na obijania się po drodzę. Otworzyła wrota do hali sprawdzając jej zawartość, na szczęście okazała się być pusta, weszła do środka z siwą zamykając za nimi drzwi. Dała jej chwilę na oswojenie się z miejscem po czym nadal na lonży ją prowadząc przeszła spokojnym tempem jedno koło wokół hali by zapoznała się bliżej z owym miejscem. Aż w końcu podprowadziła ją pod róg hali odpięła lonżę i rzuciła gdzieś w kąt, a sama jeśli nic się nie wydarzyło dosiadła siwki klepiąc ją delikatnie po szyi. Gdy się oswoiła z ciężarem na grzbiecie, dała jej sygnały do stępa po wydeptanym śladzie na luźnej wodzy.
 
     
Faint Fairy
Ujeżdżony
I will take the blow for you


Płeć: klacz
Wiek: 5,5
Rasa: oo
Właściciel: Lara
Cena: £1200

Doświadczenie w skokach: 50
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 23
Doświadczenie z lonżowania: 15
Kondycja: 18
Szybkość: 18
Wysłany: 2014-12-29, 15:56   

Wróżka stąpała za dziewczyną bardzo niepewnie i sztywno. Było to spowodowane jej osobowością, która była jaka była odkąd kobyła mogla pamiętać. Jednak nie świrowała, nie bała się - po prostu była bardzo nieśmiała. Nie można też było stwierdzić, czy cieszy się na myśl o pracy. Nie miała do tego żadnego specjalnego stosunku, podchodziła do tego neutralnie. Skoro ją brali, to niech biorą. Była całkowicie poddana woli człowieka. Grzeczniutka.
Na hali jednak trochę mocniej pozadzierała głowę, mocno dysząc przez chrapy. Echo się tutaj niosło inaczej, to i siwa się zatrwożyła lekko tym ewenementem. Zaś przez nieuwagę zdarzyło jej się parę razy zgubić balans ciała i potykała się czy przydeptywała sobie kopyta. Jednak uważała, by nie wpaść na człowieka. Bardzo szanowała ludzką przestrzeń, była nauczona takich rzeczy.
Stanęła pokornie tam gdzie ją zatrzymano, przyjmując na siebie ciężar jeźdźca. Z początku stała mocno pokracznie, nie pomyślawszy tym, by przestawić nogi do wygodniejszej pozycji. Jednak jak tylko ruszył stępem, to Faint obrała poprawny tor ruchu dla swoich nóg. Można się było przyczepić tylko jej mocnego usztywnienia, słabego wykroku i znacznego rozkojarzenia. Tss, tylko...
Wędrowała gdzie prowadził wydeptany ślad, głowę niosąc nieco ponad linią klatki piersiowej. Oglądała się dookoła, obserwując wszystko. Starała się pamiętać o wszystkich swoich kończynach, ale z pewnością nie było wygodnie teraz na niej siedzieć - sztywny, rozlazły grzbiet bez rozbudowanych mięśni. I sztywny zad, tylne nogi bez specjalnego zaangażowania ledwo zginające się przy stawianiu kolejnych kroków.
_________________

>> zestaw • paszport <<

Dragon-----K I N G S-------------------dying queens
-------------------
where is salvation now?

lost my life-------------------------------------------
lost my dreams----ii-----rip the bones from my flesh

SILENT SCREAMS
L A U G H I N G-----H E R E
dying to tell you the truth



you are planned and you are damned in this BRAVE NEW WORLD

 
 
     
Nicol Illas
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 24 Lat
Wzrost: 172 cm

Ostatni trening: 16.09.2019 - rozruch z Why Not
Podopieczny: Hemingway Z ll Why Not
Pieniądze: £3820

Punkty doświadczenia: 70
Skoki: 39
Ujeżdżenie: 11
Cross: 9
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2014-12-29, 18:44   

Kobieta nie jako starała się dogodzić klaczy by nie czuła się w nowym miejscu zagrożona czy nie pewna przynajmniej nie w takim stopniu żeby zesztywniała do reszty i nie mogła się w ogóle ruszyć. Ona dobrze traktowała zwierzęta, zawsze starała się znaleźć kompromis a nie zmuszać je do wszystkiego. Kobieta widziała dość sporą nie poradność klaczy ale może wynikało to z braku pracy nad nią? Za pewne jakby człowiek popracował raz, drugi i tak dalej to klacz z czasem doceniałaby swoje ciało i bardziej je rozumiała. Kobieta jadąc na jej grzbiecie z początkiem obserwowała jej ruchy oraz drogę by przypadkiem nie wpadły na ścianę, trochę poćwiczą to może się nieco wyrobi? Pilnowała klaczy na zakrętach, dając delikatne sygnały by utrzymała odpowiednie wygięcie. Rzeczywiście była nieco sztywna, ale kobieta miała styczność z gorszymi koniami pod względem fizycznym i psychicznym to też jakoś dawała radę. Po zrobieniu dwóch kółek wokół hali pokierowała klacz na środek, wykonując z nią lekkiego wężyka licząc na to że klacz nie potraci nóg i nie wywalą się.
 
     
Faint Fairy
Ujeżdżony
I will take the blow for you


Płeć: klacz
Wiek: 5,5
Rasa: oo
Właściciel: Lara
Cena: £1200

Doświadczenie w skokach: 50
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 23
Doświadczenie z lonżowania: 15
Kondycja: 18
Szybkość: 18
Wysłany: 2014-12-29, 21:52   

Tak, to właśnie to! Trafiłaś w sedno - brak pracy i klacz nieufna swojemu ciału. A może nawet nie nieufna, tylko nieznająca jego możliwości? Z pewnością z wielkimi problemami dotyczącymi skupienia się i umiejętności skorzystania z dobroci swojej kondycji.
Faint więc wędrowała dalej, nawet nie depcząc sobie kopyt. Tylko na pierwszym zakręcie coś odwróciło jej uwagę - hałas za drzwiami hali - przez co klacz przekręciła mocniej głowę i przydeptała zadnią nogą przednią. Potknęła się mocniej, ale natychmiast poprawiła. Od razu tez poczuła się ganiona, nawet bez znacznej interwencji człowieka w ten proces. Opuściła szyję na wysokość piersi, trzymając ją już w jednym pionie z resztą ciała i skupiając się na razie lepiej na nogach. Też w tej chwili zaczęła wyraźnie pewniej iść. Czy może po prostu przyśpieszyła lekko ze stresu? Ciągle była spięta, więc nie wiem, czy to da rade ocenić.
W następnym narożniku już nic się nie wydarzyło drastycznego. Przecież nie można być aż taka fajtłapą! Nawet Fairy się wygięła zgodnie z łukiem wydeptanego śladu. Taki miły akcent. Jednak na kolejnych zakrętach przypomniała o sobie jej sztywność i klacz usiłowała skracać rogi, albo wchodziła w nie bardziej wyprostowana niż zgięta. Jednak przy zmianach toru siwa przynajmniej nie kręciła już mordą na cztery strony świata, bardziej skupiając się na tym, by iść tam, gdzie niesie wola jeźdźca.
_________________

>> zestaw • paszport <<

Dragon-----K I N G S-------------------dying queens
-------------------
where is salvation now?

lost my life-------------------------------------------
lost my dreams----ii-----rip the bones from my flesh

SILENT SCREAMS
L A U G H I N G-----H E R E
dying to tell you the truth



you are planned and you are damned in this BRAVE NEW WORLD

 
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2014-12-30, 23:35   

Co powiesz na szybką wymianę w miarę krótkich, ale w miarę treściwych postów? Bo też nie chcę siedzieć zbyt długo. :3

Duża hala była chyba dobrym wyborem na jazdę ze "świeżym" koniem. Zwrócił uwagę, że na tabliczce Compromise była adnotacja, iż jest ona ujeżdżona, a brak dalszych informacji uznał za brak ukierunkowania równoznaczny dla niego z początkiem bardziej zaawansowanego szkolenia. Poza tym miała pięć lat, niektóre konie bywają później zajeżdżone, w przeciwnym razie w tym wieku mają już wyznaczoną dyscyplinę chociażby. Ale bez pieprzenia.
Był wysoki, miał długie nogi i stosunkowo długie strzemiona, biorąc pod uwagę profil siodła. Mimo to, po dopięciu popręgu, wsiadł na klacz ze stołka, aby obciążenie grzbietu zmniejszyć do możliwego minimum. Gdy tylko wylądował w siodle, od razu pełna gotowość, zamknięcie w pomocach, z ewentualnym mocniejszym działaniem ręki, ale tylko w przypadku, jeśli klacz ruszyła mimo jego postawy. Jeśli stała spokojnie, pogładził ją po szyi i z krzyża wypchnął do stępa, wspomagając ten sygnał łydką - wodza luźniejsza, oczywiście zakładając, że była całkiem spokojna. Jeśli jednak już przy wsiadaniu się kręciła, najpierw zajął się zamykaniem jej, by raczyła ustać chwilę w miejscu, może odetchnąć, zatrzymać się. I dopiero wtedy dał jej ruszyć.
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Compromise
Ujeżdżony


Płeć: klacz
Wiek: 5
Rasa: KWPN
Właściciel: Stable
Cena: £1200

Doświadczenie w skokach: 5
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 5
Doświadczenie z lonżowania: 15
Kondycja: 10
Szybkość: 7
Wysłany: 2014-12-30, 23:47   

Jasne, nie ma sprawy :D

Sama hala nie wydawała się zbyt interesująca, toteż klacz skupiła się na człowieku, który szedł zaledwie krok przed nią. Szacunek dla dwunogów miała wpojony od małego, więc potulnie kroczyła za nim, a także w miarę spokojnie odczekała aż znalazł się na jej grzbiecie. Nie da się ukryć , że od dawna nikt na niej nie siedział toteż zachwiała się lekko, ale ani myślała wyskoczyć do przodku. Czując pochwałę zwiesiła łeb, na co pozwalały jej luźne wodze. Poczuła sygnał i po chwili wahania ruszyła nieśpiesznym stępem. Odzwyczajona od metalu w pysku przez chwile układała sobie językiem wędzidło, po czym zastrzygła uszami w kierunku siedzącego na niej Luka.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 7