NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Jessie
2019-08-31, 22:26
Krajowe zawody ujeżdżeniowe
Autor Wiadomość
Taylor
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 23
Wzrost: 162 cm
Partner: your face is like a melody, it won't leave my head

Ostatni trening: Zawody ujeżdżeniowe z Escudero & Michelangelo [18.05.2019]
Podopieczny: Echo D'Arsouilles, Escudero IV, Michelangelo, Quarantino
Pieniądze: £11500

Punkty doświadczenia: 153
Skoki: 42
Ujeżdżenie: 40
Cross: 13
Wyścigi: 17
Obycie z koniem: 34


Wysłany: 2019-08-13, 20:57   


Te zawody dla Taylor miały być symbolicznym powrotem do sportowej rywalizacji w dyscyplinie ujeżdżenia - po prawdzie wcześniej nie robiła tego dużo ani często, a więc nie obawiała się, że ominęło ją aż tak wiele, ale nie bez powodu była właścicielką dwóch wierzchowców specjalizujących się właśnie w tej dziedzinie. Szczególnie mocno zależało jej na starcie z Escudero, z którym współpracowała już dość długo, a z którym z różnych powodów nie mieli jeszcze okazji startować. Nie zawahała się więc w kwestii zgłoszeń, w pierwszej kolejności do konkursu P6 zapisując właśnie jego, bardzo ciekawa tego, co pierwsze zawody im przyniosą i czy przymusowa przerwa Taylor od jeździectwa rzeczywiście tak bardzo wpłynęła na jakość ich współpracy. W dniu zawodów miała na uwadze fakt, że Hiszpan był koniem dość wrażliwym i czułym na otoczenie, zapewniła więc mu poranny spacer po terenie zawodów, a następnie długą, wyciszającą i rozluźniającą rozgrzewkę, mającą zapewnić ich dwójce spokojne głowy podczas tamego przejazdu.

Poproszona na czworobok, powoli zebrała wodze, nie spiesząc się nadto w kierunku areny, zamiast tego poświęcając odpowiednio dużo czasu na powrót do wypracowanego na rozprężalni ustawienia; wówczas ruszyła kłusem, równomiernie rozsadzając się w siodle i aktywizującym działaniem łydek zachęcając andaluza do żwawego kłusa, od początku dbając o kontakt i tym samym dając mu możliwość kłusa od zadu do ręki. Jednokrotnie objechała czworobok, korzystając z tego czasu na pokazanie mu wszystkiego, co mogłoby wywołać w nim obawy, wątpliwości lub zwyczajnie go rozproszyć - nie zapomniała wykonać symbolicznego skrócenia i dodania, dopiero po wypracowaniu odpowiednich reakcji na takie sygnały delikatnym łukiem skręcając na linię środkową na wysokości litery A. Na niej wyprostowała konia, a przed X zaczęła przygotowywać go do zatrzymania półparadami, natomiast w samej literce zablokowała miednicę i wykonała pełną paradę, nie zapominając o przyłożeniu łydek i delikatnym rozluźnieniu dłoni po zatrzymaniu się. Ukłoniła się przed sędziami, a następne ruszyła kłusem z miejsca na wprost, wraz ze zbliżaniem się do C skręcając w prawo. Nieco wyraźniej zadziałała prawą łydką, podobnie jak wodzą, mając na uwadze dużą wrażliwość konia na pomoce. Z drugiego narożnika zjechała na przekątną, na której dbała o wyprostowanie przez równo działające aktywizująco łydki i pracę dosiadu, a także wyrównaną długość wodzy. Od siebie wyegzekwowała odpowiednią postawę, pamiętając o lekko ściągniętych łopatkach i napiętym brzuchu. Po przekątnej czekała ich serpentyna, na którą przygotowała Escudero półparadą, przez co też nieco mniej uwagi poświęciła zjazdowi z przekątnej na ścianę, co ogier wykorzystał na swoją korzyść i spłaszczył. Przy A skręciła na pierwszy łuk wyznaczonej figury, ustawiając konia wyraźnie na lewo i w zakręcie uważnie wyjeżdżając każdy metr. Zewnętrzną wodzą pilnowała właściwego rysunku, wewnętrzną łydką “spychając” wierzchowca na daną wodzę celem uzyskania adekwatnego do rozmiaru półkola zgięcia. Po nim wyjechała na prostą linię, na której wyprostowała go, jednocześnie półparadą przygotowując do przejścia mającego nastąpić po przecięciu linii środkowej. Wtedy też domknęła pomoce do spowolnienia do stępa, łydkami wspierając jego aktywne wykroczenie. Przejście jednak nastąpiło niewiele później, więc zainicjowała kłus już po trzech krokach, w ten sposób wyrabiając się z wjazdem na następny łuk, gdzie pomoce były wręcz identyczne, z tymże przestawione na drugą stronę. Powtórzyła sekwencję ze zwalnianiem do stępa na kilka kroków i kolejnym łukiem jeszcze raz, tym razem trafiając z nimi w punkt i dobrze synchronizując się z linią środkową. Wymagało to od nich sporo skupienia, ale ostatecznie serpentyna wyszła im całkiem nieźle jak na ich dłuższą przerwę od pracy. Wyjechała kolejny narożnik, traktując go jak ćwierć koła, po czym wyjechała na przekątną, jeszcze na łuku sugerując Escudero, że zaraz coś się będzie działo. Zaraz po wyjeździe z niego postarała się o jak najszybsze i najpłynniejsze złapanie linii prostej, a równomiernym nacisk dłoni na obie wodze i wypchnięciem biodrami połączonymi z zwiększoną częstotliwością sygnałów wysyłanych łydkami chciała zachęcić go do wydłużenia kroku. Pilnowała aktywnego tempa i jednego ustawienia, przed końcem przekątnej zgrabnie wracając do kłusa roboczego. Kolejna półparada w narożniku i na wysokości literki A zagalopowanie poprzedzone wycofaniem lewej łydki za popręg i sygnałem z dosiadu. Przejście okazało się być nie być tak płynne, jak liczyła na to Taylor, ale nie miała czasu na roztrząsanie tego, bo zaraz musiała zjechać na kolejne koło sięgające do X. Przez pierwszą połowę pracowała nad odpowiednim ustawieniem andaluza, prawą łydką na popręgu powodując zgięcie w kręgosłupie. Nieco mniej intensywnie pracowała z jego pyskiem, bardzo lekkim działaniem wewnętrznej wodzy zachęcała go do ustawienia się do środka. Półparadami przygotowywała go do stopniowego wypuszczania wodzy po przekroczeniu drugiej połowy koła, barkami podążając za jego łopatkami i chcąc w ten sposób pomóc mu w zachowywaniu równowagi przy tym. Ostrożnie zebrała je z powrotem przed powrotem na ścianę, z której równie uważnie pokonała kolejny zakręt. Przed K skumulowała energię siwego, a w samej literce mocniej zadziała łydkami, utrzymując jednak stabilny kontakt dłoni z pyskiem, dojeżdżając ogiera do niej celem uzyskania obszernego galopu, z którym zgrabnie się zgrała. Wyrównanym ciężarem w siodle i działaniem łydek dbała o jazdę po prostej linii i niespływanie na boki. Przed M zaczęła pulsacyjnie działać wodzami przy jednoczesnej stabilizacji zewnętrznej, przygotowując ogiera do zwolnienia, które nastąpiło w samej literze, gdzie sygnały były bardziej wyraziste. Już w galopie roboczym najechała na krótką ścianę, w zakręcie próbując nieco mocniejszego zgięcia ogiera, co nieszczęśliwie się zakończyło jego lekkim usztywnieniem. To miała okazję rozpracować na następnym punkcie programu, składającym się z dwóch półkoli. Subtelnie pracowała z jego pyskiem dążąc do odzyskania rozluźnienia i wyjechała na pierwszą połówkę w prawo, tą samą ręką delikatnie pracując na zasadzie przytrzymaj-odpuść i nieco wyraźniej działając prawą łydką, przy czym lewą delikatnie cofnęła się za popręg, ograniczając zad i nadając całemu rysunkowi płynności. W X delikatne napięcie krzyża, wyraźna półparada przy jednoczesnym bardzo subtelnym działaniu łydek miały być sygnałem do przejścia, ale również aktywnego kłusa zaraz po nim, chociaż tego miało być tylko kilka kroków, bo zaraz znowu zagalopowała, lecz na drugą nogę, co wyraźnie zaakcentowała przesunięciem drugiej łydki do tyłu. Drugie półkole potraktowała tak samo, chociaż zaraz po nim zjechała na drugie, takie samo, ale pełne. Powtórzyła także fragment z oddawaniem i nabieraniem wodzy na odcinku X-A, robiąc to na tyle delikatnie, żeby nie ryzykować kolejnym spięciem i usztywnieniem. Poprzez napięcie krzyża i ud zwolniła w A do kłusa, w którym pojechała na wprost do B, gdzie skręciła w lewo. Cały czas uważała na aktywny krok konia i lekkość kłusa, dosiadem sugerując większe zaangażowanie zadu. Kierowała go wprost na X i przygotowywała do zatrzymania półparadami, które w samej literce zamieniły się w pełną paradę, gdzie połączyła działanie ręki z domknięciem górnych partii nóg i napięciem tułowia. W myślach odliczyła do pięciu sekund, po czym mocno wypchnęła go do kłusa, w E skręcając znowu w lewo. Mogło to być dość mylące, gdyż zjazd na środek często kojarzył się ze zmianą kierunku jazdy, przez co Escudero odpłacił się kolejną nerwową reakcją. Przez pół długiej ściany prowadziła go w korytarzu z pomocy po linii wyznaczanej przez szranki czworoboku, przez lekkie wycofanie lewego nadgarstka i mocniejsze działanie tejże łydki powodując wyjechanie narożnika, po którym od razu go wyprostowała. Przygotowała go odpowiednio do przejścia w A, gdzie znowu napięła uda i spowolniła do stępa. Nie chciała, żeby kojarzyło mu się to z końcem pracy, więc ciągle wspomagała energiczne kroczenie łydkami i dosiadem. Rozumiała jednak, że siwy nie jest w najlepszej kondycji i miał pełne prawo do bycia porządnie zmęczonym po tym całym przejeździe i pobycie w nowym miejscu, co mogło go bardzo ekscytować. Zmierzali już do końca, co cieszyło ją w związku z tym, że poza małymi niesubordynacjami radzili sobie całkiem nieźle. Nie pozwoliła jednak, aby radość związana z dość przyjemnymi efektami ich dotychczasowej prezentacji odebrały jej trzeźwe myślenie - aktywizującym działaniem łydek nadawała rytmu jego chodowi, biodrami miękko podążając za specyficznym ruchem, takim stępem dojeżdżając aż do F, jeszcze przed rzeczoną literą zaczynając półparadami delikatnie zabiegać o jego uwagę. Odpowiednio wcześnie zasugerowała ustawienie na prawą stronę, prawą łydką oddziałując z kolei na bok Hiszpana, aktywnym działaniem lewej łydki zachęcając do podtrzymania aktywnego chodu w trakcie ustępowania; analogicznie postąpiła chwilę po wyprostowaniu po tym udanym elemencie, uprzednio zmieniając ustawienie na odwrotne i znów jedną łydką inicjując sam element, a drugą regulując odpowiednie tempo, dbając, aby Escudero szedł nie tylko w bok, ale i również wyraźnie do przodu. Powrót na ścianę równał się ponownemu wyprostowaniu ogiera - na dwóch równych wodzach poprowadziła go obok M, za chwilę delikatnym działaniem wewnętrznej łydki do zewnętrznej wodzy wpisując w narożnik i ruszając kłusem na wysokości C. Tak jak i poprzednio, dbała o aktywny kłus, wyraźnie dociążając zad wierzchowca; oczywiście, miała na uwadze rosnące zmęczenie ogiera, ale pozostawała pozytywnie nastawiona, wierząc, że od zasłużonego wypoczynku nie dzieliło ich już wiele czasu i wysiłku. Może to właśnie takie założenie sprawiło, że w jednym z końcowych punktów programu Taylor zapomniała o jednej z ważniejszych rzeczy: choć w równowadze udało im się wejść na koło, a amazonka nie zwlekała z rozpoczęciem stopniowego i niespiesznego wypuszczania wodzy, całkowicie umknęła jej konieczność anglezowania. W błogiej nieświadomości pozostała skoncentrowana na jak najefektywniejszym wypuszczeniu Escudero do żucia, cały czas delikatnie sprawdzając szczęki i dbając o to, aby przypadkiem nie zaburzyć dotychczas wypracowanego rozluźnienia, równie niespiesznie nabierając wodzy jeszcze przed dojazdem do E. Po chwili kłusa wzdłuż ścianę, zakręcili na wysokości A, do czego Taylor przygotowała wierzchowca subtelną półparadą jeszcze w narożniku, chcąc adekwatnie do znanego im już zakrętu zgiąć go bez utraty rytmu czy równowagi. Doprowadziła go do X, gdzie poprzez napięcie krzyża, ud i brzucha oraz zamknięcie dłoni wykonała pełną paradę, wkrótce kłaniając się sędziom i stępem na całkiem luźnej wodzy opuszczając czworobok, wcześniej obsypując Escudero pochwałami, niezwykle zadowolona z ich pierwszego wspólnego występu.
_________________

loteria 28.05 - czysty przejazd w zawodach skokowych/próbie skokowej
 
     
Escudero IV
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 13 lat
Rasa: Koń andaluzyjski
Wzrost: 168 cm

Ostatni trening: Ujeżdżeniowy z Sherry.
Właściciel: Taylor Crack.
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 10
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 137
Doświadczenie z lonżowania: 42
Kondycja: 42
Szybkość: 20
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-08-14, 14:21   


Po zebraniu wodzy zakłusował, pierwsze kroki z powodu nerwów stawiając dość sztywne i niewyważone, przez co zdecydowanie nie przypominał konia chodzącego klasę N. Dopiero z czasem i pracą jeźdźca zyskał trochę na jakości tego chodu, przede wszystkim bardziej angażując zad. Zaokrąglił też nieco sylwetkę, ustawiając najwyżej potylicę i w ten sposób zbliżając się do czworoboku. Ten omiótł krótko wzrokiem, dalej będąc nieco podminowanym w związku z tym, że był w całkiem nowym dla siebie miejscu. Wjechawszy na linię środkową, zamiótł ogonem, nieco więcej uwagi przykładając do tego, w jaki sposób się poruszał i może właśnie z tego powodu nieznacznie przegapił moment zatrzymania. Mimo wszystko zrobił to bez zahaczania o stęp, ustawiając wszystkie nogi w jednej linii, a głowę nieco odpuszczając w trakcie, kiedy właścicielka oddawała ukłon. Po tym przeszedł w kłus, nieco mocniej wyrzucając nogi w przód, ale raczej nie na tyle, żeby kobieta miała stracić przez to równowagę. Spokojnym, ale aktywnym krokiem poruszał się po linii środkowej do samego końca, wyraźnie bawiąc się swoim ruchem, który teraz zdawał się być nieco bardziej widowiskowy niż na początku. Lubił pracę na czworoboku, sprawiała mu wielką radość, a to dało się teraz dostrzec po łatwości, z jaką się poruszał. Gładko wjechał w narożnik, miękko gnąc się od łydki kobiety i zachowując kształt łuku, podobnie jak przy drugim, po którym zjechać mieli na przekątną. Na tej szedł wyprostowany, zachowując rytmiczne, zamaszyste, dość obszerne przez jego budowę kroki. Nie spieszył się, każdy z nich stawiając z rozwagą i pełnym zaangażowaniem, przez co nieco mniej uwagi przyłożył do wyjeżdżania narożnika z przekątnej, ostatecznie zaburzając jego kształt delikatnym usztywnieniem. Dalej nie miało być już tak prosto, ponieważ serpentyna z przejściami w trakcie jej wykonywania była dość nowym dla niego elementem. Wyjeżdżania samej figury był już dobrze nauczony, więc w pierwszy łuk wpisał się ładnie, zginając się nieco mocniej w kłodzie, rysunek dopełniając ustawioną do wewnątrz szyją. Po łuku odruchowo już wyprostował się, wielce przekonany co do regularności tej figury, przez co nawet półparady nie były w stanie adekwatnie przygotować go do spowolnienia do kłusa. Tak jak zawsze był przewrażliwiony na punkcie pomocy, tak teraz potrzebował zdecydowanego wstrzymania, mimo którego przeszedł do stępa już za linią środkową, kuląc przy tym lekko uszy i szastając ogonem. Po symbolicznych trzech krokach odpowiedział już nieco sprawniej na sygnały i ruszył kłusem, przejście wykonując dość leniwie. Zdecydowanie nie przypadł mu do głowy ten natłok sygnałów i oczekiwań, przez co kolejne brzuszki serpentyny nie były już tak ładnie wyjechane, chociaż same przejścia szybkie i płynne, jak za machnięciem różdżki. Po zakończeniu może dość pokracznej figury i zjechaniu na narożnik, znowu nastawił uszy w zainteresowaniu na półparadę, po której miało nastąpić wydłużenie kroku na przekątnej HXF. Wydłużenia zawsze były jego słabszą stroną, już po paru kroczkach Taylor mogła odczuć jego nadmierne spieszenie się, którym próbował nadrobić niezbyt spektakularne wymachy przednich nóg. Praca tylnych w zasadzie nie zmieniała się wcale, a sam Escudero potrzebował jakiegoś upomnienia, aby móc się poprawić. Wtedy nieco bardziej wykraczał tyłami pod kłodę, ale dalej praca w takim ustawieniu nie była dla niego najwygodniejszą, kiedy to parokrotnie nieco za bardzo oparł się na wędzidle, jakby lecąc do przodu. Skrócenie go do kłusa roboczego było już dużo prostsze, wrócił do niego w naturalny, stopniowy sposób i wręcz automatycznie odzyskał równowagę. Zagalopowanie z kolei wypadło nieco gorzej, gdyż ogier mocno wyrwał do góry, wręcz podskakując w miejscu przy pierwszej fouli (proszę państwa, to dopiero galop pod górkę!), dopiero z kolejnymi nieco się opamiętując. Kolejne kroki, już na kole, przez co może został nieco wyhamowane, były już optymalnej długości, bardziej okrągłe, z lekkimi przodami i mocno pracującym napędem tego wszystkiego, czyli zadem. Zgrabnie owijał się wokół prawej łydki Taylor, intensywnie żując przy tym kiełzno na znak wzrastającego rozluźnienia, którego mogło zabraknąć po komicznym galopie. Kiedy zaczynała oddawać mu wodze, samemu domyślnie podążał za nimi do dołu, rozciągając przy tym mięśnie szyi i grzbietu. Przy tym też warto zauważyć, że nie utracił na równowadze, dalej galopując lekko i energicznie, chętnie i ufnie opierając się na wędzidle i poddając działaniu ręki kobiety. Dlatego zebranie z powrotem wodzy miało być dziecinnie proste, podobnie jak zakończenie figury, której kształt ostatecznie został zachowany. Po powrocie na ścianę wyprostował się na moment, żeby zaraz znowu odgiąć w narożniku. Kolejne dodanie, teraz już na ścianie, a nie przekątnej, miało wyjść odrobinę lepiej, chociaż w galopie miało być trudniejsze do wysiedzenia przez jego dynamiczny, obszerny krok i ruch. Taylor miało bujać zdecydowanie mocniej niż na ogół, ale sam siwy nie próbował już pędzić, zachowując rytmikę i wyprostowanie. Jednak skrócenie z powrotem do galopu roboczego przyjął znowu z ulgą, bo taki ruch kosztował go sporo wysiłku, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Próba głębszego wyjechania narożnika skończyła się jego odwrotnością - zaraz obił ostrzegawczo ogonem o zad, raczej nieumyślnie spłaszczając zakręt mimo pomocy od jeźdźca, które teraz okazały się być dla niego zbyt ostre. To krótkie spięcie towarzyszyło mu do wyjechania pierwszego koła, w zasadzie jego połówki, gdzie pod wpływem zgięcia w jedną stronę odpuścił nieco w grzbiecie i potylicy. Tutaj też był myślami nieco zbyt do przodu, oczekując pełnego okrążenia, więc zwolnienie przy X niewątpliwie zbiło go z tropu. Przeszedł do kłusa z lekkim opóźnieniem, jednak samą nogę prowadzącą zmienił bez większego problemu, po chwili znowu galopując, już na tę drugą. Drugie półkole było wykończeniem ostatecznego rozluźnienia go po nieszczęsnym narożniku, bo dzięki temu już całkiem zdążył o tym zapomnieć i znowu dawał się łatwo poprawiać na łuku, jeśli zachodziła taka potrzeba, kiedy parokrotnie wypadało mu się zadem. Tym razem na półkole skończyć się nie miało, ale na pełnym jego odpowiedniku Escudero zachował się podobnie. Równie chętnie podążył głową do dołu wraz z oddawanymi wodzami, nieco bardziej intensywniej żując wędzidło. Po nabraniu wodzy i zakończeniu koła w A, zwolnił do kłusa z głośnym parsknięciem zmęczenia, będąc już całkiem nieźle spoconym po takim ogromie emocji. Przez to też szedł nieco mniej chętnie, ale nadawane tempo przez jeźdźca nie pozwalało mu na zwolnienie, więc kłusował równomiernie i dość aktywnie. Przejechał w ten sposób pół ściany, w B skręcając w lewo na linię przecinającą środek czworoboku. Zadnimi nogami mocno wykraczał pod kłodę, żeby zaraz w X zatrzymać się płynnie. Zamarł w nieruchomości, czekając w tym czasie na sygnał do ruszenia, z miejsca zakłusowując i zgodnie z przewidywaniami początkowo przygotowując się do skrętu w prawo. W ostatniej chwili został przestawione jednak na lewo, na co przytulił uszy do potylicy, będąc coraz bardziej zdenerwowanym przez to, że Taylor aż tak go zaskakiwała. Na razie jednak udawało im się unikać karygodnych błędów z tym związanych, ogier był skupiony na jeźdźcu i oczekiwał kolejnych poleceń. Dzięki temu spowolnienie do stępa w A wyszło wręcz idealnie na czas, przy jednoczesnym zaangażowaniu całego ciała. Oddychał coraz ciężej przez szeroko rozwarte nozdrza, jednak mimo wszystko znajdując w sobie siłę na dalsze podążanie śladem wyznaczanym przez kobietę. Szczęśliwie ustępowania były jego niezłą stroną, więc wykonywał je gładko i bez większego oporu, w F zaczynając poddawać się naciskowi zewnętrznej łydki kobiety i zaczynając poruszać się w bok, wcześniej ustawiwszy głowę do zewnątrz. Krzyżował jednocześnie przednie i tylne nogi, nie potrzebując upominania od Taylor, a jedynie ewentualnej kontroli, aby ruch w bok i do przodu był równomierny i dzięki temu mogliby dotrzeć do wyznaczonego miejsca. Znalazłszy się na linii ćwiartkowej, wyprostował się na parę kroków, by po nich wrócić na ścianę w ustępowaniu na drugą stronę. Tutaj zachował się bardzo podobnie, zachowując rytmikę stępa i odpowiednie wygięcie w potylicy, idąc w rozluźnieniu. Po wyprostowaniu już z powrotem na ścianie parę metrów dalej zakłusował, ostatni raz, ale teraz dużo bardziej niechętnie. Wierzył jednak w to, że Taylor nie przesądziłaby jego możliwości i w połowie długiej ściany, na wysokości E zjechał na kolejne koło, na szczęście ostatnie. Wyginał się całkiem nieźle wokół jej łydki, zaraz też schodząc nosem do dołu przy aktywnej pracy pyska na wędzidle, całkiem nieświadomy tego, że Taylor zapomniała o jednym elemencie tego punktu. Zszedł nosem do prawie samej ziemi w pełnym rozluźnieniu, a na kontakt wszedł bez wypadania z ustawienia. Po zakończonym kole przejechał resztę długiej ściany w nieco wolniejszym kłusie, jednak nadal wyprostowany na długości całego kręgosłupa. W A skręcił na linię środkową, po której poruszał się równie płynnie, miękko sunąc nad podłożem. Zatrzymanie tym razem wykonał nieco wcześniej, nie trafiając idealnie w X, mimo to na miejscu nie odstawiając nogi i cierpliwie czekając na oficjalne zakończenie przejazdu. Mając luźne wodze, ruszył stępem z głową nisko spuszczoną, otrzepując się jeszcze z kurzu i potu, pochwały odbierając z nieskrywaną radością, podobnie jak udany przejazd.

KONIEC
_________________
escudero iv
Fuego III × Escalera

zachwycający urodą i sympatycznym charakterem

pod siodłem wrażliwy, niewybaczający błędów, o ogromnej
ekspresji i dynamice ruchu. nosi miękko i wygodnie, jego
galop z spektakularnym uphillem przyciągnie każde oko.



wizerunek Emporio
      ....osiągnięcia
      III miejsce w zawodach ujeżdżeniowych kl. P6 z Taylor
      III miejsce w zawodach ujeżdżeniowych kl. N5 z Taylor
 
 
     
Mistrz Gry


Wysłany: 2019-08-16, 12:05   Adele Solve & Quarantino

ADELE SOLVE & QUARANTINO - PROGRAM L3


Wynik: 77.060 / 180 = 45,811%
Wynik w temacie zawiera już -6 pkt za dwie pomyłki i bonus 2% za trening jeźdźca.



UWAGA:
Zawody odbywają się na zewnątrz, na rozstawionym małym czworoboku o podłożu kwarcowym.
Wyniki losowań są widoczne po kliknięciu w końcowy wynik; rzuty kostką do wglądu u Jessie (wszystkie rzuty są podpisane).
Na początku swojego posta - jeźdźca i konia - proszę wkleić to:

Kod:
[center][size=10][url=http://dressage.pl/wp-content/uploads/2015/04/L3_2016.pdf][b][color=#266dd3]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - L3[/color][/b][/url][/size][/center]

 
     
Mia
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat
Wzrost: 164 cm
Zawód: zawodniczka ujeżdżenia, studentka psychologii
Partner: i fall in love too easily

Ostatni trening: teren z Sheridanem
Podopieczny: Contendro Boy, Dies'irae, Eponine, Papillon Rouge, Renaissance, Sheridan
Pieniądze: £910

Punkty doświadczenia: 194
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 80
Cross: 17
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2019-08-18, 22:38   
   Tytuł: Hodowca



Mia nie ukrywała, że wraz z pierwszym startem w zawodach z Papillon wiązała dość spore nadzieje co do niego. Izabelowata była dla niej w końcu czystą kartką, a jej karierę sportową chciała rozpocząć jak najlepiej. W dzień startu zagwarantowała jej porządną rozgrzewkę, zakończoną dłuższą przerwą w stępie na luźnej wodzy podczas gdy oczekiwały wezwania na czworobok. W tym czasie Mia starała się powstrzymać swoje nerwy i powtórzyć program, ale wyszło jak zawsze i najpewniej prędzej ucięła sobie rozmowę z Taylor.

Po usłyszeniu swojego nazwiska stopniowo i delikatnie zebrała wodze na kontakt, działając przy tym też pojedynczą półparadą. Wkrótce zakłusowała, okrążając w tym chodzie czworobok i wykorzystując ten czas na ewentualną korektę swojej postawy czy tempa Papillon. W końcu przekroczyły próg czworoboku w A, gdzie kobieta od razu zaczęła większą uwagę przykuwać do ich wyprostowania. Obie wodze trzymała równe na miękkim, elastycznym kontakcie, jednocześnie aktywizująco działając łydkami dla utrzymania żywego kłusa. Wraz ze zbliżaniem się do środka, wykonała parę półparad, w samym X robiąc już pełną paradę i łącząc to z wyraźnym obciążeniem grzbietu i krótkim zamknięciem ręki, bowiem tuż po zatrzymaniu delikatnie odpuściła wodze. Ukłoniła się przed sędziami z pogodnym uśmiechem po chwili nieruchomości, a następnie przełożyła wodze do obu dłoni i mocno wypchnęła Papillon do kłusa na wprost. Tutaj znowu uważała na wyprostowanie, jak i swoją postawę - lekko ściągnięte łopatki, wyprostowane plecy, nieruchome nadgarstki i przede wszystkim pięty w dole z łydkami przyłożonymi do boków Papillon, którą w miarę potrzeby zachęcała do energicznego ruchu. Wraz z końcem linii środkowej skręciły w lewo, co Mia starała się wyjechać głównie dosiadem i łydką, wewnętrzną wodzą tylko nadając ustawienie jej głowy. Zewnętrzną utrzymywała napiętą i oferującą dobre oparcie, chociaż z ich treningu pamiętała, że Papi należała do koni mocno wrażliwych w pysku i dlatego teraz tak wielką uwagę do tego przykładała. Wyprostowała ją po przejechaniu pierwszego narożnika, kolejnych dwadzieścia metrów na długiej ścianie przejeżdżając w kłusie roboczym, ale wraz ze zbliżaniem się do E zaczynała zabiegać się o uwagę kobyły poprzez półparady. W tej literce kolejny raz skręciła w lewo, kierując się w stronę X w pełnym skupieniu, bo tam też zjechała na duże, dwudziestometrowe koło na lewo od X. Jej lewa łydka aktywnie pracowała na popręgu nad zgięciem klaczy w kłodzie, podobnie jak poprzednio wewnętrzną wodzą nadawała jej odpowiednie ustawienie do wewnątrz. Prawą łydkę z kolei cofnęła o parę centymetrów, w ten sposób uważając na ewentualne wypadanie zadem. Pracowała w pełnym skupieniu, mając na tyle ułatwione zadanie, że czworobok nijako wyznaczał jej granice figury, ale dalej musiała uważać na jego okrągły kształt. Wracając do X, wykonała kolejną półparadę celem ostrzeżenia izabelowatej, że to nie koniec. Zaraz bowiem przestawiła pomoce - teraz to lewa wodza była prowadząca, a prawa łydka pracowała nad kształtem i pracą konia w kłodzie. W ten sposób miały utworzyć swego rodzaju ósemkę, chociaż nieszczęśliwie spotkała się z parokrotnymi spięciami ze strony Holenderki, które rozpracować usiłowała rozluźniającymi półparadami. Musiała przyznać, że była bardzo zestresowana, ale starała się nie zwracać na to uwagi, aby nerwy nie przeszły na jej sygnały, które miały być wyraziste i subtelne, ale też stanowcze.
Po kolejnym powrocie do X kobieta poprowadziła je na wprost, wcześniej też wracając zewnętrzną łydką na adekwatne miejsce i wyrównując wodze, a także swój ciężar w siodle. Program nie należał do trudnych, ale przez to Mia chciała wypaść jak najlepiej. Dojechawszy do B, skręciła tym razem w prawo, zakręt wyjeżdżając w ten sam sposób co poprzednio, lecz na drugą stronę. Kolejne pół długiej i całą krótką ścianę przejechały w kłusie, gdzie amazonka znowu starała się nadawać odpowiednie tempo klaczy, dosiadem podbierając jej zad i napychając na rękę oferującą miękki kontakt, czym także chciała motywować ją do lepszej pracy tyłów. Mniej więcej na wysokości A posłużyła się kolejną półparadą, która tym razem miała je przygotować na zagalopowanie w narożniku. Lewą łydkę znowu delikatnie cofnęła za popręg, po czym bujnęła mocniej biodrami. Musiała przyznać, że z Papillon jeszcze nie potrafiły się dogadać w pełni, ale to z pewnością była kwestia czasu i regularnych, częstych treningów. Teraz jednak widziała efekty tego, kiedy klacz lekko rozsypała się przy zagalopowaniu, wykonując je też nieco później. Alight znowu z pomocą półparad i pracy dosiadu starała się doprowadzić ją do poprzedniego stanu i ustawienia, czemu miał pomóc dalszy element, jakim było koło w połowie ściany. W E odbiła na prawo, znowu odpowiednio ustawiając się w siodle - cofnęła zewnętrzną łydkę bez przekrzywiania miednicy, bardzo delikatnymi i subtelnymi pomocami dopasowując wygięcie konia do średnicy okręgu, które miało dosięgać przeciwległej, długiej ściany. I tym razem nie miało to wyjść im perfekcyjnie, co wprawiało kobietę w nieco większe zatroskanie. Wróciwszy na ścianę, poprowadziła ją dalej w galopie, lekko unosząc na przodach, które miały być lekkie i odciążone. W następnej kolejności wyjechała narożnik między H i C, w nim też przygotowując konia do zwolnienia. Kompletnie zapomniała o tym, że przejście do kłusa miało nastąpić wcześniej, a ostatecznie wykonała je w połowie krótkiej ściany. Lekko napięła krzyż i uda, już w kłusie wjeżdżając na przekątną MXK - gdzie wcześniej narożniki znowu potraktowała jako części koła, wyjeżdżając je głęboko i płynnie. Wraz z wjechaniem na przekątną zaczęła anglezować, wcześniej upewniwszy się, że robi to na prawidłową nogę. Miękko unosiła się z siodła i w nie wracała, zgrywając się z ruchem konia, który teraz miał mieć nieco odciążone plecy, chociaż przez cały przejazd kobieta dbała o to, aby nie obijać się o jej kręgosłup jak worek ziemniaków. Na środku przesiedziała jeden takt kłusa i w ten sposób zmieniła nogę, na którą anglezowała. W K wróciła już do kłusa ćwiczebnego, zabierając się za przygotowanie izabelowatej do następnego przejścia. Znowu zablokowała biodra i zmotywowała zwolnienie do stępa, którym dokończyła drugą połowę ściany, wraz z wyjechaniem na długą i automatycznym wyprostowaniem oddając jej wodze. Przez FXM prowadziła już ją samym dosiadem i łydkami, dokładnie i starannie wyjeżdżając narzucony kształt. W M nabrała już wodze z powrotem na kontakt, tutaj spotykając się z kolejnym spięciem, traktując je jednak w identyczny co poprzednio sposób. Przede wszystkim wykazywała się spokojem i zrozumieniem, nie chcąc zrazić wrażliwego konia do siebie. W C z kole zakłusowały, w tymże chodzie przejeżdżając kolejne metry w pełnej równowadze. Kolejny raz w E odbiły na koło w lewo, tym razem jednak nieco ciekawszym niż poprzednie. Mia od razu zaczęła znowu anglezować, łącząc to z jednoczesnym pracowaniem nad wygięciem i stopniowym wypuszczaniem wodzy spomiędzy palców, czemu towarzyszyły kolejne półparady. Te miały na celu zachęcić izabelowatą do podążenia za wędzidłem i obniżenia szyi i chwilową pracę w dolnym ustawieniu. W trakcie tego kobieta uważała na to, żeby nie zaburzyć jej równowagi, miarowo i rytmicznie podnosząc się i opadając w siodle w rytm stawianych przez konia kroków. W czwartej ćwiartce koła zaczęła nabierać wodze na powrót do kłusa roboczego w wyższym ustawieniu, żeby wraz z powrotem do E pojechać na wprost w siodle w pełnym siadzie. Wyrównała długość wodzy i działanie dosiadu i łydek, dopiero w trakcie przejeżdżania krótkiej ściany szykując ją na następne przejście półparadą. W narożniku między A i F wycofała prawą łydkę za popręg i zagalopowała, znowu od początku narzucając izabelowatej aktywne tempo z mocno zaangażowanym zadem, w miarę potrzeby bardziej go dociążając, żeby lepiej zapracował. Przed B znowu skupiła na sobie uwagę klaczy, w literce wyjeżdżając na następne koło, mimo końcówki programu poświęcając mu tyle uwagi co poprzednio. Wewnętrzną łydką znowu pracowała nad wygięciem, z kolei prawą wodzą ograniczała jej łopatkę i prowadziła po wyobrażonym kształcie, znowu sugerując się kształtem i rozmiarem czworoboku, żeby trafić ze średnicą. Co prawda znowu nie udało im się to perfekcyjnie i okrąg wyszedł lekko spłaszczony, ale Mia nie zdawała się tym przejmować, myślami już podążając do kolejnych elementów. W dystansie od B do M kolejny raz zblokowała biodra i zwolniła do kłusa ćwiczebnego, wkrótce wjeżdżając w następny narożnik. Lewą łydką upomniała ją o zgięciu w kręgosłupie, z kolei wodzą ustawiła jej głowę do wewnątrz, bardzo delikatnie i z wyczuciem wycofując nadgarstek. Następnie wyprostowała ją na kolejnych dwadzieścia metrów, po których powtórzyła proces z zakrętem, tym razem jednak skierowała je na kolejną przekątną. Wraz z przekroczeniem H zaczęła anglezować, przy czym dbała o wyprostowanie konia i niespływanie na boki przez zamknięcie w łydkach. Jechała wyprostowana, na tyle przyzwyczajona do anglezowania, aby nie tracić przy tym równowagi i robiąc je prawidłowo, w ten sposób oszczędzając zarówno grzbiet konia, jak i własny tyłek. Tym razem też uwzględniła konieczność zmiany nogi, nie mając z tym większego problemu na szczęście. Dojechawszy do przeciwległej ściany zaprzestała unoszenia się, pieczołowicie wyjeżdżając kolejne dwa zakręty. W A wjechała na linię środkową, tutaj znowu uważając na podstawowe rzeczy jak swoja postawa, równy, aktywny kłus. Wykonała kolejne półparady, w X ostatecznie wykonując zatrzymanie z głośnym westchnięciem ulgi. Przełożyła wodze do jednej dłoni, drugą wykonała honorowy ukłon do jury, po czym dała Papillon łydkę do ruszenia stępem. Zawróciła ją do A, gdzie miały opuścić czworobok, po drodze nie szczędząc jej pochwał i nagród. Już na rozprężalni zsiadła z niej i oddała w ręce luzaka celem rozstępowania i rozsiodłania, podczas gdy sama musiała przygotować się na przejazd z Dies'irae.

KONIEC
_________________




loteria Jess '20: darmowa stanówka wybranym koniem
Ostatnio zmieniony przez Mia 2019-08-30, 18:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2019-08-22, 01:28   



Coraz bardziej dojrzewający Synek był dużą nadzieją tatusia, szczególnie, że ostatnimi czasy naprawdę było na co patrzeć kiedy para zjawiała się na czworoboku. Spychając swoją dumę na bok Sugarman włączył pełną koncentrację kiedy w eleganckim kłusie prowadził Lavarda wokół czworoboku, zanim finalnie wykręcił z nim na przedłużenie linii środkowej, po którym pewnie pokierował podopiecznego do wjazdu do jego wnętrza w A.
Prezentował niemal książkowy, zbalansowany dosiad kiedy w taki niewymuszony sposób podążał za ruchem konia, jednocześnie o nim decydując za sprawą napinania i rozluźniania tak zwanych mięśni krzyża. Łydkami równomiernie oplatał konia po bokach, dzięki czemu wyczulony na najdrobniejsze sygnały ogier mógł poruszać się po linii prostej, aż przy X, naturalnie po serii ostrzegających półparad, mężczyzna domknął do w pomocach, zaczynając od dosiadu, przez kolana, na ręce kończąc, w ten sposób zatrzymując. Sprawnie i elegancko ukłonił się w stronę sędziów, na ten moment przekładając wodze do lewej ręki, po czym nabrał je z powrotem do obu, na taką długość, na jakiej jeszcze przed chwilą prowadził karusa na miękkim kontakcie. Wypchnął go też zdecydowanie dosiadem i podparł to wypchnięcie impulsem od łydek, chcąc uzyskać jasne zakłusowanie. Od pierwszego kroku dbał o dążność do przodu dzięki dojeżdżaniu dosiadem i łydką do stabilnej, rozluźnionej ręki, jednocześnie prowadząc Panicza między swoimi pomocami na wprost niemal do samego C, przed którym delikatnie ustawił go w prawo by w następnej kolejności wygiąć go w tę stronę na zakręcie. Podparł go wewnętrzną łydką wyraźniej, aby nie utracił impulsu, jednocześnie ograniczył go od zewnątrz lewą łydką i wodzą, które miały nadać formę temu wygięciu, podczas gdy wewnętrzna wodza odpowiadała tylko za subtelne ustawienie w potylicy do środka. Po analogicznym pokonaniu narożnika zagarnął go od zewnątrz na przekątną od M do K, starał się na niej klarownie podtrzymywać równe tempo aktywnego kłusa roboczego, nie dając przy tym podopiecznemu pretekstu do przyspieszania. Przy zmianie kierunku subtelnie przestawił Lavarda na lewo by zaraz przeprowadzić go przez najbliższy narożnik, który chciał dokładnie wyjechać. Przy A miała rozpocząć się serpentyna o trzech łukach i z tego powodu następnego narożnika już nie wyjeżdżał, bo nie należał on do figury, za to od teraz utrzymywał go wygiętego w lewą stronę i prowadził po pierwszej krzywiźnie. W momencie wyprostowania posłał mu kilka półparad aby, po samym lekkim przestawieniu głowy w drugą stronę, domknąć go dosiadem, kolanami i ręką, i jednocześnie łydką podtrzymać na tyle, aby płynnie przeszedł do stępa i nie utracił w nim równowagi, choć Panicz zapewne i tak za pierwszym razem się spiął. Po czterech krokach pośredniego stępa i wcześniejszej ostrzegawczej półparadzie zaprosił go z powrotem do kłusa, praktycznie od razu zagarniając na następny łuk w nowym ustawieniu i wygięciu. Podobnie postąpił następnym razem, przechodząc z łuku w prawo wyprostowaniem i stępem na łuk w lewo już w kłusie. Finalnie więc zakończyli figurę przy C i kolejny narożnik został już przez parę wyjechany by za nim ponownie udać się na długą przekątną od H do F, tym razem z wydłużeniem wykroku na niej. Aby uzyskać prawidłową reakcję, jeździec przed przekątną przygotował sobie ujeżdżeniowca serią półparad, które miały go zmobilizować do rozciągnięcia sylwetki kiedy tylko dosiad bruneta zaczął się otwierać i działać mocniej do przodu, podczas gdy łydki naprzemiennie aktywizowały tylne nogi do popełniania dłuższych kroków. Przy tym rękę przesunął nieco w stronę pyska, umożliwiając karemu wysunięcie nosa do przodu podczas wydłużenia szyi, jednak nie rezygnował z utrzymywania pewnego kontaktu, który miał mu pomóc pod koniec linii gdy półparadami z kolei szykował go na przytrzymujące pomoce, skłaniające przy F do powrotu do roboczego tempa bez utraty aktywności zadu. Zaraz w narożniku znowu poprosił ogiera półparadami o skupienie by już w połowie krótkiej ściany wypchnąć go do galopu, mając cofniętą lewą łydkę dał mu impuls prawą, jednocześnie krzyżem posyłając go do rozpoczęcia pierwszej foule. Od samego początku zabiegał dociążającym działaniem dosiadu o sumienną pracę zadu, tak, aby sylwetka Panicza Sontesique prezentowała się okrągło i pod górkę. Także od razu miał go wygiętego do dalszego podążania po kole, które zaczęło się w tym samym momencie co galop. Kiedy znaleźli się już na jego zamykającej się części, to jest minęli X, zawodnik spokojnie przesunął ręce do przodu, na moment łagodnie pozbywając się kontaktu i równie łagodnie postarał się do niego zaraz powrócić, cały czas starając się dawać mu oparcie w prowadzeniu między łydkami, a tempo kontrolować „monotonną”, acz cały czas staranną pracą dosiadu. Ewentualne spięcie postarał się szybko zniwelować rozluźniającymi półparadkami jeszcze podczas kończenia koła, a kiedy domknęli figurę, poprowadził karego do wyjechania narożnika i tam po raz kolejny ostrzegł go przed nadchodzącymi zmianami. Mijając literkę K, podobnie jak wcześniej w kłusie, zaczął się otwierać i aktywizować podopiecznego do wydłużenia się, jednocześnie nie pozostawiając go samego i sprawując pieczę nad utrzymaniem kontaktu i potrzebnej dozy napięcia pozwalającego na pewne galopowanie pod górę w oparciu na pomocach. Przed H zdecydowanie zaczął go na powrót skracać, niestety dopuszczając przy tym do spięcia przez swoje zbyt „zaborcze” działanie. Najbliższy narożnik poświęcił więc na próbę przywrócenia rozluźnienia poprzez przepuszczenie go łydką przez zewnętrzną wodzę. Zaraz w C odbili już ponownie w prawo na łagodny łuk dwudziestometrowego koła a na kilka kroków przed X Luke w konsekwencji paru półparad zadziałał wstrzymująco, prosząc o przejście do kłusa na czas pokonywania tego prostego odcinka, pod koniec którego już ustawił ogiera na lewo i na tę nogę posłał go też do galopu, używając zdecydowanego i konkretnego ale przy tym subtelnego impulsu. Dokończywszy tę połowę koła w A, na dobrą sprawę pozostali w tym samym wygięciu aby wykręcić jeszcze jedną, pełną rundę w galopie na lewo. Tak jak poprzednio zaczął mu oddawać wodze po minięciu X i spokojnie zaczął je nabierać niedługo potem, zabiegając o to, aby jak najszybciej uzyskać pełne panowanie nad pojazdem :lol: po zapewne jakimś rozproszeniu karosza, jeśli było trzeba to już nawet od nabrania wodzy raczył go półparadami, aby być w stanie sprowadzić go do kłusa podczas zamykania koła na środku krótkiej ściany. Dalej poprowadził go pierwszym śladem przed najbliższy narożnik aż do środka tym razem długiej ściany, pracą dosiadu zabiegając o stałość tempa przy ciężarze opartym na tylnych nogach i ogólnie w równowadze i harmonii. Na chwilę przed B zagarnął go na ciasny zakręt pod kątem prostym w stronę X, łydką pilnując, aby mu nie zgasł i aby zdał się na podparcie od zewnątrz. W punkcie środkowym zatrzymał go w identycznym stylu jak podczas wjazdu na czworobok, tylko że tu bez ukłonu, za to z odliczaniem w głowie sekund. Po upływie prawie całych czterech, wyczuwając niecierpliwość wierzchowca, zaprosił go energicznym wypchnięciem do ponownego zakłusowania na wprost. Przed E ponownie zabrał go na zakręt w lewo, w ten sposób powracając na ścianę. Nadal w kłusie dojechali do jej końca i po wyjechaniu narożnika, kiedy przekraczali A, Sugarman przytrzymał Lavarda pomocami do przejścia w stęp. Już w niższym chodzie pozostawał aktywny biodrami aby się Szlachcian nie spinał i ładnie dochodził do ręki, przy tym przekraczając tylnymi nogami ślady przednich jak się należy. W kolejnym narożniku upewnił się, że jego Synuś będzie skupiony tuż po wyjściu na prostą, na której płynnie przestawił go do prawego, zewnętrznego ustawienia, najeżdżając go teraz prawą łydką do lewej, od teraz prowadzącej wodzy. Dzięki temu od F był w stanie w wyprostowaniu kłody zacząć miarowo spychać go zewnętrzną łydką do środka, jednocześnie zagarniając go w ten ruch ciężarem, podczas gdy lewa wodza prowadziła lewą łopatkę, nie pozwalając jej wychodzić do boku zbyt mocno. Co krok wspomagał krzyżowanie nóg impulsem prawej łydki, a kiedy dotarli do linii ćwiartkowej, płynnie wyrównał swoje pomoce do „bazowych”, popychając ogiera do ruchu naprzód. Pokonawszy jedną długość, wystarczającą do przestawienia konia, zainicjował ponowne ustępowanie w drugą stronę, tak, aby przy M powrócić na pierwszy ślad. W połowie najbliższej krótkiej ściany, uprzedziwszy go półparadą, zaprosił do kłusa, dbając o własną odpowiednią postawę motywującą do aktywnego kroczenia tylnymi nogami i oparcia na kontakcie w zaokrągleniu. Przy literce E zagarnął Lavarda na koło o standardowym rozmiarze, po jego połowie płynnie przeszedł do anglezowania i od tego momentu zaczął też stopniowo wypuszczać wodze, a do powstałego miejsca na wędzidle dojeżdżał kopytnego aktywną łydką, podczas gdy działanie ciężaru w strzemionach i kolan nie pozwalały karemu przyspieszać. Nie odważył się jednak na zaproszenie do zbyt głębokiego żucia z ręki, bo mimo wszystko na czworoboku konkursowym obawiał się w tym momencie rozproszenia. Zejście w przód-dół dopuścił więc miarowo, za to zachowując kontrolę i kończąc figurę był w stanie bez zgrzytów ponownie nabrać wierzchowca na pierwotną długość wodzy. Powróciwszy w siodło prowadził go wzdłuż białych szranków aż do A, przed którym zagarnął go na zakręt w lewo na środkową linię, po której, jak podczas wjazdu, poruszali się na wprost aż do punktu środkowego, gdzie po pilnym przygotowaniu nadeszły ze strony jeźdźca pomoce do zatrzymania. Kiedy już ukłonił się sędziom, sowicie poklepał Synusia i oddawszy mu wodze wypchnął do stępa aby w nim opuścić czworobok.

[ zt ]
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2019-08-23, 12:00   



Na krajowych zawodach ujeżdżeniowych, Ruth pojawiła się wraz z dość sporą, w tym nową gromadką dzieci. Holly, Chilli, Armani i Heniek, stanowili reprezentację wszystkim możliwych klas, nawet jeśli dwa ostatnie startowały jednym konkursie. W ogarnięciu wszystkiego pomagał jej kochany mąż, który przy okazji stanowił wsparcie weterynaryjne Orchardu, tym samym to od niego, z rozstępowania, odebrała Hollywooda na szybką rozgrzewkę. Postawiła głównie na kłus i galop, zmiany nogi oraz liczne wolny, czerpiąc nieukrywaną przyjemność z tego, że na nim jeździ. Ot, taki kochany i pojętny synek! Sam Holly pracował dzisiaj niebywale chętnie i starannie, prezentując sobą naprawdę wysokie umiejętności, których nie mogła nie skwitować smakołykiem i pieszczotami. Po rozgrzewce zaś, stępowała spokojnie wokół rozprężalni, dając Hello trochę luzu. Dopiero gdy usłyszała wezwanie na czworobok, zebrała ogierka, rzuciła mu kilka półparad i skróciła wykrok, prowadząc go w stronę szranek. Objechała czworobok wokół, w tym czasie poprzednia para wyjechała z czworoboku, zaś na niego mogła wjechać Ruth. Zamknęła ogiera w pomocach, przesunęła łydki za popręg, prostując go, by wjechać na linię środkową czworoboku, na której trzymała go w równych pomocach po obu stronach. Lekkim ruchem bioder mobilizowała gniadego do ruchu w przód, aktywnego i ładnego kłusa. Przed X poleciała ze strony Ruth półparada, natomiast już na środku czworoboku, łydki Węgierki i ręce zamknęły ogiera w półparadzie współgrając z dociążającym działaniem dosiadu. Pochwyciwszy w jedną rękę wodze, kobieta ukłoniła się, zaraz ponownie łapiąc równo wodze, by pchnąć Hello dosiadem i łydką do dalszego kłusa.
Trzymała równą linię dzięki idealnemu ułożeniu łydek i wodzy, dosiadem kontrolując tempo kłusa. Dojeżdżając do C, przesunęła lewą łydkę za popręg, zaś prawą na niego, by skłonić ogiera do wyjechania zakrętu zaraz za ładnie zgiętą szyją, którą wpierały wodze. Następnie pokonali mały fragment krótkiej ściany, wyjechali w podobny sposób narożnik, by po dojechaniu do M, wjechać na przekątną. Tutaj ciężej było utrzymać równe tempo, Holly niestety nieźle przyśpieszył, co Ruth poprawiła dopiero niedaleko literki X. Później zaś podczas zjazdu na ścianę i wyjechaniu narożnika, udało im się utrzymać stałe tempo.
Następnie dojeżdżając do A, wjechali na serpentynę o trzech łukach. Cały czas pomoce Węgierki były skupione na odpowiednim wygięciu. Szczególnie sprawnie działały wewnętrzne łydki, nadając ładne zgięcie kłody w każdą stronę. Przed linią środkową rzuciła kilka półparad, by po niej dociążyć zad i wzmocnić łydki w celu spowolnienia do kłusa pośredniego, zaś po 4 krokach pchnęła ogierka ponownie do kłusa roboczego, kontynuując dalej wyjeżdżanie serpentyny. Po dojechaniu na ścianę wyrównała ciało Hello w łydkach, kierując się przez narożnik, gdzie lewą łydką zginała kłodę, zaś prawą dopełniała zgięcie zadu, by identycznie postąpić przy literce H, gdzie ponownie zjechali na przekątną. Wtedy pomoce Węgierki zmieniły się, dosiad stał się głębszy, zaś łydki przyległy do ciała Gniadosza. Tym samy skłoniła go do poszerzenia ram i kiedy to już zrobił, stale trzymała go w takim ustawieniu, aż do zjazdu na ścianę, gdzie po półparadzie, przesunęła łydki na popręg, dociążyła zad i wzmocniła kontakt, sprowadzając ponownie do kłusa roboczego. W nim przejechali kolejny fragment ścian, narożnik, by dojeżdżając do A, przejść w galop na prawą nogę. Był to ten chód, który szczególnie chciała zaprezentować, gdyż Holly jeśli chciał, potrafił naprawdę pięknie się zaokrąglać. Do tego też dążyła, dociążając zad i unosząc przody, z jednoczesnymi, aktywizującymi łydkami. Jednocześnie, prócz dążenia do pięknego galopu, wspomagała go w wyjechaniu koła, z lekkim spóźnieniem oddając wodzę, jak również z przyśpieszeniem ją nabierając. Już tutaj niemal zapomniała o tym elemencie. No cóż, polecą punkty.
Po powrocie na ścianę dalej kontynuowała aktywne tempo galopu, także na narożniku, aby dojeżdżając do K, wpierw dać ogierowi kilka półparad, następnie usiadła głębiej, zamknęła go w łydkach, wzmocniła kontakt i lekkimi ruchami dosiadu oraz łydką, dążyła do poszerzenia ram aż do H. W tej literce bowiem obciążyła zad, docisnęła łydki i zamknęła ręce, skracając galop do roboczego. Ponownie pokonali narożnik, by w C wjechać na pół koła w prawo. Na nim ponownie dążyła do ładnego łuku, by po pokonaniu połowy, dociążyła zad i zwolnili do kłusa na ułamki sekundy, by zagalopować na lewą nogę. Wtedy kontynuowali pół-koło, jednak już w galopie w lewą stronę, tym samym wjeżdżając na 1,5 koła. Wpierw pół koła z poprzedniej figury, następnie po dojechaniu do A kolejne koło, pełne, gdzie już całkowicie zapomniała o oddaniu i nabraniu wodzę, trzymając Hollywood'a zamkniętymi łydkami, dosiadem i stałym kontaktem w równowadze i tempie owego chodu. Po powrocie na ścianę dociążyła zad i przycisnęła łydki, przechodząc w kłus, którym pokonali resztę krótkiej ściany i połowę długiej. Na literce B, łydki Węgierki uwarunkowały łuk przy skręcie w lewo. Już na tym krótkim odcinku poleciały dwie półparady, zaś w X pełna parada. Trzymała Hello w łydkach i wodzach, odliczając w głowie 5 sekund, następnie wykonała ruch miednicą, wraz ze ściśnięciem kolanami i łydkami, aby ogier przeszedł w kłus roboczy. W nim przy E skręcili ponownie w lewo.
Dojeżdżając do A paradą zwolnili do stępa, w którym przejechali spory kawałek ściany, trafiając na F. Tam miało nastąpić ustępowanie, dlatego wewnętrzna wodza została wzmocniona, zaś łydka cofnięta za popręg, dociśnięta do ciała konia, odrywając się delikatnie podczas odrywania się o ziemi tylnej kończyny konia. Zewnętrznymi pomocami zaś wszystko kontrolowała.
Ustępowanie w lewo trwało do linii ćwiartkowej, zaś po niej nastąpiło ustępowanie w prawo, na którym Ruth zastosowała odwrotne pomoce, zaś ogierek wykonał je o niebo lepiej, niż te w lewo. Głównie dlatego, że na tamtym szedł bardziej do przodu, niż w bok. Ale za to te w prawo, wyszło super, będzie go mamcia chwalić po zakończeniu przejazdu. Następnie przejechali stępem dalej po ścianie, dojeżdżając C. Przy tej literce ręce kobiety zamknęły się, łydki przyłożyła do boków ogierka, zaś dosiadem pchnęła do kłusa. W nim kontynuowali dalej przejazd, dojeżdżając do E, gdzie wjechali na koło w lewo. Od razu zaczęła anglezować, bardzo płynnie, gdyż i kłus ogiera nie był zbyt wybijający. Stopniowo, zamykając konia w kolanach i łydkach, zaczęła mu oddawać wodze, by zbliżając się do E, zacząć je nabierać. Dalej pozostało im tylko pokonać ściany w kłusie, wjechać na linię środkową, na której wszystkie pomoce skupiły się na równym tempie i idealnej linii. Następnie parada w X, ukłon, zaś po tym kobieta popuściła wodze, kierując Hello dosiadem do A, po drodze gładząc go po szyi i cicho chwaląc głosem. [zt]
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
Anna Ross
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 Lat
Wzrost: 175 cm
Podopieczny: Unannounced Pleasure
Pieniądze: £4060

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 23
Ujeżdżenie: 16
Cross: 9
Obycie z koniem: 20


Wysłany: 2019-08-23, 21:15   


Kobieta jeszcze nie zdecydowała w której z dyscyplin będzie startować z ogierem, jednak w przypadku Unannounced Pleasure skłaniała się jednakże ku WKKW. W końcu liczyła że kiedyś pójdzie w ślady swojego ojca, ale wiadomo różnie bywa. Na razie jednakże zdobywali doświadczenie na różnych płaszczyznach, więc dlatego kobieta bez wahania zapisała ich na zawody ujeżdżeniowe. Dostarczyła ogiera do stajni w której miały się odbywać zawody na dzień przed ich odbywaniem się, a w tymże konkretnym dniu wcześnie rano pojawiła się w stajni. Po krótkiej wizycie w socjalu, udała się pod boks gniadego i się z nim przywitała. Po chwili wyciągnęła go na myjkę, gdzie dokładnie go wyczyściła, włosie zaplotła w koreczki i osiodłała Unna. Po czym odesłała go z luzakiem na rozprężalnie, gdzie sama się przygotowała do zawodów w tym czasie. Po chwili do niego dołączyła, by zabrać się za porządną rozgrzewkę ogiera z siodła. Przerobili wszystkie trzy chody, wykręcając w nich masę różnych figur oraz wykonując liczne przejścia między chodami i zatrzymania. W końcu zwolnili do stępa w którym oczekiwali wezwania na czworobok konkursowy.

W końcu nadszedł ich czas, a kobieta była pełna obaw. Ogier jak zwykle był dość mocny do przodu, energiczny i czasem przesadnie reagował na pomoce wysyłane przez kobietę. Pozbierała ogiera do wcześniejszego ustawienia, wchodząc z nim z powrotem na kontakt i dociążając jego zad, zachęciła dosiadem i łydkami do podstawienia go i zaangażowania w pracę. W stępie skierowali się w okolice czworoboku konkursowego, gdzie kobieta wraz z Unnem pojechała najpierw poza nim dookoła. Mieli czas na oswojenie się z miejscem i atmosferą zawodów, a także dopracować ostatnie szczegóły. W połowie długiej ściany, dołożyła łydki do jego boków i wypchnęła z krzyża do kłusa. Przez kilka następnych kroków anglezowanym kłusem starała się mu narzucić równe tempo, by nakręcić na półwolty na linię środkową po której mieli wjechać na czworobok. W tym czasie również siadła w siodło, domykając ogiera w łydkach i prowadząc w równym korytarzu z wodzy poprzez ów linię do X. Po drodze wysłała mu kilka półparad skupiających, by wraz z dojechaniem do punktu kulminacyjnego wysłać mu jedną pełną i zblokować ruch miednicą. Jednocześnie odchyliła się i dociążyła mocniej siodło, ściągając wodze. Nie dopchnęła jednak odpowiednio zadnich nóg ogiera pod kłodę, więc zatrzymanie było krzywe. Złapała wodzę w jedną rękę i ukłoniła się sędziom, by po półparadzie dołożyć łydki do jego boków i wypchnąć z krzyża do kłusa. Poprowadziła go dalej na wprost w kierunku C, udało się jej poprowadzić ogiera ładnie po linii prostej do C. Chociaż ten się nieco spieszył w swoim tempie, jednak chociaż jakoś jechali naprzód. Dojeżdżając do C wygięła go od lewej łydki, zginając go również w potylicy i prowadząc na zewnętrznej wodzy. Dzięki dość dobremu wpisaniu się w zakręt, a potem narożnik w podobny sposób znaleźli się na długiej ścianie. Tam poprowadziła ogiera do E, gdzie ponownie wygięła go od tych samych pomocy i poprowadziła ku X. Tam wygięła go tym razem nieco dłużej, ponieważ zabrali się za rysowanie koła. Wewnętrzną łydkę zostawiła na popręgu i wygięła od niej ogiera, zewnętrzną przesunęła za i pilnowała jego zadu. Nadawała mu zgięcie w potylicy wewnętrzną wodzą, prowadząc do na zewnętrznej i pilnując jego odpowiedniego wygięcia. Przez to że ogier się spieszył, te koło wyszło nieco spłaszczone i bardziej przypominało jajko. Wraz z zamknięciem koła w X, a raczej tuż przed tym wysłała mu półparady i naprostowała go na moment. Wtedy zaraz też odbiła na lustrzane odbicie koła tylko w prawo, przestawiając też pomoce na tą że stronę. Wyjechanie ów koła odbyło się tak samo jak przed momentem, a rysunek jego wyglądał też dość podobnie. Po zamknięciu koła w X skierowali się do B, gdzie kobieta wygięła ogiera wcześniej na prawo i dzięki temu znaleźli się pod długą ścianą jadąc dalej pod nią na wprost. Wyjechali narożnik, gdzie Anna po znalezieniu się na krótkiej ścianie wysłała mu skupiające półparady i przygotowała do zmiany chodu. Dociążyła bardziej prawą stronę siodła, dołożyła łydki do jego boków i utrzymując stabilny kontakt, wypchnęła Unna z krzyża do galopu. Ogier pierwszych kilka foule zrobił na prawdę mocnych, wyciągając kobietę mocno w przód i wychodząc spod kontroli Anny. Tej dopiero mocniejsze ściągnięcie wodzy i dociążenie zadu ogiera, wraz z półparadami sprowadziło ogiera do pionu. Nie wyglądał przez to na szczęśliwego i tempo dalej było nieco za mocne, ale przynajmniej odzyskała nad nim kontrolę. Przez to narożnik wyjechali praktycznie jak deska, ścinając go w tym szaleńczym galopie. Wysyłając mu półparady doprowadziła go do E, gdzie ponownie zjechali na koło. No w zasadzie bardziej jajko, bo ogier się nadal spieszył i spłaszczał przez to jego rysunek. Dojeżdżając do końca koła czyli punktu w którym go zaczęli, wysłała mu znowu półparady i po powrocie na ścianę przed dojechaniem do H przytrzymała gniadosza do kłusa. Przejście było całkiem niezłe, jednakże tempo nadal pozostawało coś do rzeczenia. Poprowadziła go przez kolejne dwa narożniki, starając się jak najlepiej wpisać ogiera w nie. Wraz z pojawieniem się na długiej ścianie i dojechaniem do M, Anna ściągnęła ogiera na przekątną czworoboku. Wraz z tym manewrem zaczęła anglezować w siodle czyli unosić się i opadać w siodło w rytm kroków konia, pilnując ogiera łydkami i korytarzem z wodzy. Chciała aby poruszał się po przekątnej przez X do K po linii prostej, co też się jej udało. Wraz z dojechaniem do końca przekątnej siadła w siodło, by powrócić z ogierem na ścianę i pojechać pod nią dalej na wprost. Poprowadziła go przez narożnik wysyłając mu półparady, by w A przytrzymać go do stępa. Tutaj zadbała o to, by jego spieszenie wykorzystać na rzecz jak najlepszej prezencji stępa. Postarała się o poprawne tutaj poszerzenie jego ram i zaznaczenie kroku, co o dziwo na prawdę wyszło im dobrze. Jakieś drobne kosmetyczne niedociągnięcia pojawiły się, ale jedne z lepiej wykonanych elementów jak na razie w ich wykonaniu. Wyprowadziła go przez narożnik na długą ścianę, by w F zjechać na przekątną czworoboku. Tam oddała mu wodzę, pilnując jedynie łydkami jego ruchu po linii prostej i dosiadem aktywnego kroku naprzód. Ogier zszedł głową co prawda w dół i przód, ale nie umiał się do końca rozluźnić i szedł lekko spięty. Przez co nie dokładnie zaznaczał też swoje kroki na linii. Pokonali jednakże całą przekątną, gdzie wraz z jej końcem wysłała mu półparady i zebrała Unna na kontakt. Wrócili tym samym do wcześniej wypracowanego ustawienia oraz wcześniejszego lekko spieszącego się tempa. Poprowadziła gniadego przez narożnik, by pojawić się z nim na krótkiej ścianie i tam przygotować go do kolejnego zadania. Wraz z dojeżdżaniem do C wysłała mu uprzedzające właśnie półparady, by w punkt dołożyć energicznie łydki do jego boków i wypchnąć z krzyża do kłusa. Przejście do kłusa nie było najgorsze, jednak same tempo było lekko znowu spieszące się. Wyjechali narożnik by pojechać do środka długiej ściany, a tam w E zejść na kolejno koło. Podobnie jak wcześniej wygięła go od wewnętrznych pomocy, a ograniczała i prowadziła na zewnętrznych. Jednak wraz z zejściem na koło, zaczęła ponownie anglezować w siodle i oddała mu wodzę wraz z aktywnym działaniem ręki. Zachęcony przez kobietę ogier zszedł głową w dół i przód z żuciem z ręki, jednakże gdzieś się znowu spiął. Wraz z ciągnięciem się za nimi spieszeniem, spowodowało to zaburzenie rysunku koła i po powrocie do wcześniejszego ustawienia wraz z nabraniem wodzy, ogier nadal pozostał spięty. Anna wróciła w E w siodło, a także pojechała z Unnem wzdłuż ściany na wprost. Poprowadziła go przez kolejny narożnik,by za przygotować go kolejnej zmiany wraz z półparadami. W narożniku przed F dołożyła łydki do jego boków, dociążyła mocniej lewą stronę siodła i wypchnęła z krzyża do galopu. Pozostał tym razem pod jej kontrolą, choć nadal się spieszył. Podążyli do B, gdzie po raz ostatni zjechali na koło w ich przejeździe. Prócz spłaszczenia jego rysunku przez nadmierne tempo, nie było nawet najgorzej. Jednak mogło być oczywiście lepiej. Wraz z zakończeniem koła, wysłała mu kilka półparad i przed dojechaniem do M przytrzymała go do kłusa. Poprowadziła go przez kolejne dwa narożniki, by w H sprowadzić ogiera na przekątną czworoboku. Wraz z zejściem na nią zaczęła anglezować w siodle, pilnując łydkami i korytarzem z wodzy jego ruchu po linii prostej przez X do F. Tam siadła z powrotem w siodło. Udało im się wyjechać prostą tą linię, ale nadmierne tempo wcale nie znikało. Poprowadziła go przez narożnik i potem w A na linię środkową, tam prowadziła Unna w korytarzu z wodzy i łydek wraz z półparadami do X. Tam wysłała mu jedną pełną paradę i pomoce do zatrzymania, by podobnie jak na początku zatrzymać się w punkt aczkolwiek znowu krzywo. Złapała wodzę w jedną dłoń, ukłoniła się i po zrzuceniu ogierowi wodzy, sprowadziła go z czworoboku w stępie. Nie szczędziła mu po drodze masy pochwał.

z.t
_________________
Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar iee eé.

personalia: No soy ave para volar » Anna Ross
wiek: Y en un cuadro no sé pintar » 20 lat.

partner: No soy poeta escultor » xxx.
pms: Tan sólo soy lo que soy » 0.
ex: Las estrellas no sé leer » Brian.

przyjaciele: Podemos volar sin tener alas » Amelie.
wrogowie: Ser la letra en mi canción » brak.

moje: Volvo XC40, fone, house, gallery
osiągnięcia: No soy el sol que se pone en el mar » link
 
     
Mercedes
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat
Wzrost: 170 cm
Podopieczny: La Isla Bonita
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 35
Skoki: 12
Ujeżdżenie: 7
Cross: 4
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2019-08-24, 20:00   


Ich współpraca dopiero się rozwijała, podobnie zresztą jak znajomość. Jednak uważała że raczej rozwija się dobrze, a z czasem stworzą na prawdę udany duet. Kupiła Islę z myślą o sporcie, ale jak wysokim? To kiedyś się okaże, bo na tą chwilę próbowały trochę wszystkiego i zarazem zdobywały wspólne doświadczenie, rozwijały się. Na dzień przed zawodami dostarczyła kucynkę do stajni, gdzie miały odbywać się zawody i zostawiła ją w spokoju do dnia kolejnego. W dniu zawodów dość wcześnie przyjechała do stajni, by po krótkiej wizycie w socjalu udać się pod bok Isli, przywitała się z klaczą i zabrała ją zaraz na myjkę. Tam dokładnie klacz wyczyściła, włosie zaplotła w koreczki i osiodłała. Wtedy na moment zostawiła ją pod okiem stajennego, by samemu się przygotować do zawodów i po tejże chwili wrócić po klacz. Następnie udała się z nią na rozprężalnie, gdzie rozgrzała się z klaczą we wszystkich trzech chodach. Wykręcili po kilka figur we wszystkich chodach, a nawet zatrzymania i przejścia między chodami. W końcu kobieta zwolniła klacz do stępa w którym oczekiwały wezwania na czworobok konkursowy.

W końcu usłyszała jak ich wywołują na czworobok, więc trzeba było się zmobilizować i ruszyć do działania. Zebrała wodze wracając z klaczą na kontakt, a także dociążyła jej zad i zachęcająco dosiadem poprosiła ją o jego zaangażowanie w pracę. Po kilku krokach w stępie na wyższym ustawieniu, dołożyła łydki do boków klaczy i wypchnęła z krzyża do kłusa. Tak też pojawiły się w okolicy czworoboku, który okrążyły dookoła. Mercedes dała im chwilę czasu na zapoznanie się z miejscem i atmosferą zawodów, by potem uniknąć jakiś niespodzianek. Mercedes na początek miała problem z ustaleniem tempa, bo przez no nie ukrywajmy większy wzrost niż przewidywany na kucyka, nie siedziała idealnie w siodle. Albo nie mogła zmotywować jej do energiczniejszego tempa i klacz jej gasła, albo jak ją poganiała to wychodziło za szybko. W końcu zrobiły półwoltę i najechały na linię środkową, by w A wjechać na czworobok przez otwarte szranki. Starała się trzymać ją w zamkniętych łydkach po bokach i w korytarzu z wodzy wraz z wysyłaniem jej skupiających półparad, tak aby klacz dojechała w linii prostej do X. Tam wysłała jej jedną pełną paradę, zablokowała ruch miednica i ściągnęła wodzę do siebie, aby zatrzymać klacz. No niemal jej wyszło dobrze, bo Isla zatrzymała się po kroku w stępie i do tego krzywo. Nie dokładnie zainicjowała to wszystko łydkami, co spowodowało takie a nie inne zatrzymanie. Złapała wodzę zaraz w jedną rękę, by ukłonić się w kierunku sędziów i poprosić klacz po półparadzie o przejście z powrotem do kłusa. Przejście wyszło im dość dobrze, aczkolwiek miały problem ciągle z utrzymaniem równego tempa. Poprowadziła ją po prostej w kierunku środka krótkiej ściany, gdzie wygięła ją najpierw na lewo i wpisała zaraz klacz jak najlepiej mogła w łuk na krótką ścianę. Następnie podobnie zachowała się w narożniku, wyginając klacz tutaj od wewnętrznej łydki i prowadząc ją na zewnętrznej wodzy. Poprowadziła ją wzdłuż długiej ściany do E, gdzie skręciła z nią w lewo do środka czworoboku. Tam po dojechaniu do X zaczęły wykręcać 20m koło w lewo, gdzie Mercedes starała się o jak najlepsze wpisanie klaczy w figurę. Postarała się jak najdokładniej wygiąć klacz od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, a zewnętrzną przesunąć za i przypilnować jej zadu. Prowadziła ją też na zewnętrznej wodzy, a przynajmniej się starała jak najlepiej. Początkowo szło im dość dobrze, ale w pewnym momencie Mercedes przy kończeniu już koła na lewo kobieta za szybko przeszła do prostowania klaczy w X. Zaczęła za szybko odpuszczać zewnętrzną łydką i klacz szybko wypadła zadem tym samym burząc rysunek koła. Kobieta w X naprostowała ją i zaraz odgięła od lustrzanego odbicia pomocy na 20m koło w prawo, gdzie dalej miała problem z odpowiednim dopasowaniem tej zewnętrznej łydki i przypilnowaniem klaczy, a w zasadzie jej zadu na kole. Dlatego też te koło było bardziej koślawe i na pewno nie przypominało dobrej jakości koła. Wraz z jego zamknięciem pojechali pod ścianę do B, gdzie udało im się wrócić dobrze na ścianę po skręcie na prawo. Poprowadziła ją na wprost, wyjeżdżając jeden narożnik i w A przygotowując klacz za pomocą półparad do nadchodzącego zadania. Zaraz dociążyła mocniej prawą stronę siodła wraz z dociśnięciem mocniej wewnętrznej łydki do popręgu. Natomiast zewnętrzną łydkę przesunęła za niego, podpierając to wszystko wypchnięciem z krzyża w wyższy chód. Isla przeszła do ód chodu, choć nadal kobieta miała problemy z dobrym a raczej odpowiednim tempem w którym miały się poruszać. Przy tym wyjechały narożnik na długą ścianę, gdzie dojechały do jej środka E i zjechały w galopie na 20m koło w prawo. Tym razem kobiecie udało się dopilnować klaczy od samego początku do końca na kole, które wyszło im na prawdę nieźle. Jedyne co to te tempo, gdzie klacz raz jej niemal przeszła do kłusa i dopiero mocniejsza łydka zmobilizowała ją choć momentu zakończenia koła w punkcie w którym zaczęły. Wraz z powrotem na ścianę wysłała jej kilka półparad, by przed H przytrzymać klacz do kłusa. Nawet trochę za mocno, bo plus ciągłe problemy z tempem przeszły niemal do stępa. Jednak kobiecie odpowiednio szybko udało się zażegnać ten problem, bo klacz zachęcona łydką i ruchem rąk zaczęła żwawiej zdecydowanie iść przed siebie. Poprowadziła ją przez dwa narożniki, by w M sprowadzić klacz na przekątną czworoboku. Postarała się o wyjechanie przez nią linii prostej przez X do K, utrzymując ten stan rzeczy łydkami zamkniętymi po jej bokach i równym korytarzem z wodzy. Ona natomiast anglezowała w rytm kroków Isli, gdzie klacz dla odmiany zachęcona jakby ruchem kobiety zaczęła iść trochę za bardzo żwawo. Mercedes udało się dopiero to skorygować wraz z powrotem w siodło w K i przytrzymaniem lekkim klaczy, by wyjechać z nią kolejny narożnik na krótką ścianę i przed A wysłać jej kilka półparad. Tam ją przytrzymała do stępa, gdzie od razu starała się dosiadem zachęcić klacz do pozostania w żwawym tempie. Chciała aby klacz jak najlepiej tutaj poszerzyła swoje ramy i zaznaczyła kroki, utrzymując ją na mocnym kontakcie bez pozwolenia na rozjechanie się przesadne. Udało im się wykonać ten element dość dobrze, jedynie walcząc o zachowanie tego równego tempa. Wyprowadziła klacz przez kolejny narożnik, by dojechać do F i zjechać w owym punkcie na przekątną czworoboku. Wraz z zejściem na nią oddała klaczy wodzę, starając się jedynie dosiadem zachęcić do aktywnego kroku naprzód. Tym razem miała drobny problem z utrzymaniem jej w tej linii prostej po przekątnej, bo jakoś w stępie nie umiała dobrze dołożyć zamykających łydek po bokach klaczy. Przez co Isla delikatnie spływała na boki, a dojeżdżając do końca przekątnej zebrała z powrotem wodzę na kontakt i powróciła z klaczą do wcześniejszego tempa. Podobnie jak przed przekątną, udawało się im wykonać ten element dość dobrze. Wyjechały narożnik na krótką ścianę, gdzie jej środkowy punkt kobieta uprzedziła kilkoma półparadami. Tam zaraz postarała się jak najdokładniej dołożyć łydki do jej boków i wypchnąć z krzyża w wyższy chód, co udało się jej uzyskać dość poprawnie. Jednak musiała walczyć o utrzymanie równego tempa, bo albo szły za wolno co Mercedes próbowała zaraz skorygować łydką i ruchem wodzy wraz z półparadą, a wtedy dla odmiany było za szybko. Wyjechały narożnik i znalazły się przy tym na długiej ścianie, gdzie dojechały do jej środka do E. Tam kobieta ściągnęła ich na 20m koło w lewo, które różniło się jednakże od tych poprzednich. Kobieta zaczęła anglezować w siodle, oddając Isli stopniowo wodzę. Początek był całkiem udany, a koło zostało zarysowane na prawdę nieźle. Dopiero w momencie jak kobieta zaczęła zbierać z powrotem wodzę, klacz się lekko spięła i utraciła tempo. Spowodowało to nie tylko utratę płynności na figurze, ale i pogorszyło końcowy rysunek koła. Wraz z powrotem na ścianę Mercedes odpuściła na chwilę klaczy, oddając jej na moment wodzę lekko i zaraz nabierając je jeszcze raz. Tym razem mocniej dopchnęła ją łydkami, nie natrafiając tym razem na większe problemy. Wyjechali jeden narożnik, by w połowie krótkiej ściany zacząć się przygotowywać do kolejnej zmiany. Zaraz dociążyła mocniej lewą stronę siodła wraz z dociśnięciem mocniej wewnętrznej łydki do popręgu. Natomiast zewnętrzną łydkę przesunęła za niego, podpierając to wszystko wypchnięciem z krzyża w wyższy chód. W tym chodzie jechały już wzdłuż długiej ściany do jej środka, gdzie w E zjechały na ostatnie 20m koło w ich przejeździe. Starała się ponownie jak najlepiej wygiąć klacz od wewnętrznych pomocy, ograniczając i prowadząc na zewnętrznych. O dziwo mimo drobnej walki o utrzymanie dobrego tempa, wyjechanie samego koła wyszło im na prawdę nieźle. Wraz z jego zamknięciem, kobieta już przygotowywała klacz do kolejnego zadania. Dojeżdżając do M po półparadach przytrzymała klacz do kłusa, by w nim wyjechać kolejne dwa narożniki i w H zjechać na przekątną czworoboku. Zaczęła ponownie anglezować w siodle, starając się jednak utrzymać tym razem klacz w linii prostej przez X do F. Poza drobnymi niedociągnięciami w tempie, udało im się wyjechać ten element dobrze. Wraz z powrotem na ścianę siadła również w siodło, by wyjechać z klaczą jak najdokładniej narożnik i potem łuk na linię środkową. Starała się na niej utrzymać ruch klaczy po linii prostej do X, podtrzymując to łydkami zamkniętymi po jej bokach i w korytarzu z wodzy. Przed punktem zatrzymania wysłała jej kilka półparad i jedną pełną w punkt paradę, a także pomoce do zatrzymania. Tym razem udało im się zatrzymać bez nie potrzebnych kroków w stępie, jednak znowu nieco krzywo. Nie było jednak co roztrząsać, a kończyć przejazd i udać się na rozprężalnie. Ukłoniła się to też w kierunku sędziów, oddała klaczy wodzę i sprowadziła stępem z czworoboku na rozprężalnie. Chwaląc ją po drodze należycie.

z.t
_________________
I'm cocky, beat that pussy up like Rocky
I fly to Amsterdam for the right fee.



personalia: We survived the thunder » Mercedes Smith
wiek: And escaped the hunger » 23 lata.

partner: Who knows what they'll ask us » xxx.
pms: We don't need no answers » 0.

przyjaciele: Once a millionaire can't get off me » xxx.
wrogowie: Shark blue cool with a shark fee » xxx.

moje: Porsche Cayenne, Mercedes Reveals, phone, house, gallery
osiągnięcia: And sometimes I wonder how we got through » link
 
     
Nadya
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 25 lat {18.01}
Wzrost: 171 cm
Zawód: architekt (nie pracuje), jeżdziec
Partner: bottle of whisky will do the trick

Ostatni trening: 04.2019 - skokowy - Jim Beam Rye
Podopieczny: Jim Beam Rye, Prescription Boy
Pieniądze: £2495

Punkty doświadczenia: 68
Skoki: 22
Ujeżdżenie: 29
Cross: 8
Obycie z koniem: 9


Wysłany: 2019-08-24, 20:26   



Zdecydowanie miałam ochotę wystartować w tych zawodach ujeżdżeniowych, choćby po to, żeby sobie odbić niepowodzenia w drużynkach. W założeniu, bo w rzeczywistości te zawody mogły się okazać jeszcze większą masakrą ale bądźmy dobrej myśli. Zwłaszcza, że poza Boyem, który był moim standardowym koniem do ujeżdżenia, zabrałam ze sobą jeszcze "nowicjusza", dodatkowo konia, którego znałam od niezbyt długiego czasu, mieliśmy okazję tylko raz wspólnie startować, aczkolwiek konik wydawał się całkiem milutki, mianowicie Gamebreaker'a. Dowiozłam ich dwójkę bezpiecznie na miejsce na dzień przed, aby następnego dnia zjawić się w stajni, zostawić rzeczy i ogarnąć sprzęt. W końcu lśniący czystością sprzęt ogiera zniosłam na myjkę, zachodząc później do jego boksu i po dłuższym przywitaniu, połączonym z podkarmianiem go marchewką i mizianiem wyprowadziłam go na korytarz, prowadząc na myjkę. Tam dokładnie go oporządziłam i osiodłałam, odsyłając na rozprężalnię z luzakiem. Dołączyłam do nich po kilku minutach, w pełnym stroju, odpowiednim na tę okazję. Poprawiłam sprzęt i znalazłam się na jego grzbiecie, rozpoczynając naszą rozgrzewkę w trzech chodach. Zarówno w stępie, jak i w kłusie i galopie na początek kręciliśmy się po rozprężalni na luzie, po kilku minutach wchodząc na kontakt i wyższe ustawienie i dopiero po chwili rozpoczynając wykręcanie kół i innych figur na obie strony, zmieniając kierunek przez przekątną, wyciągając i skracając chód, a także ćwicząc przejścia. Po takiej rozgrzewce również w kłusie, a potem galopie powróciliśmy stopniowo do stępa, na odpoczynek i w oczekiwaniu na naszą kolej.

Kiedy zbliżała się pora naszego przejazdu posłałam Game półparadę, stopniowo nabierając wodze na kontakt i wchodząc na wcześniej całkiem dobrze wypracowane, wyższe ustawienie, prowadzą go w pobliże czworoboku. Zaczęliśmy okrążać czworobok poza szrankami, aby zapoznać Gamebreakera z obiektem i atmosferą. Jednocześnie pilnowałam tempa w stępie, korygując go w razie potrzeby i posyłając półparady. W końcu po jednej z półparad, dodałam mu obie łydki z minimalnym wypchnięciem do kłusa i równie minimalnym przesunięciem wodzy, trzymając jednak ręce równo względem siebie, prosząc go o kłus, którego tempo udało nam się jako tako wyrównać przed zakrętem i wjazdem w A pomiędzy szranki, na linię środkową. Na tej linii posyłałam mu od czasu do czasu półparady, stymulując także do poruszania się do przodu, podtrzymując linię prostą, przez pilnowanie go w łydkach. Kolejna półparada, po czym wysłałam mu pełną paradę, zamykając go i blokując dosiad do zatrzymania, w którym z pomocą łydek utrzymywałam go, dopóki nie dodałam ogierowi łydek, wracając do kłusa, w którym prowadziłam go na podobnej zasadzie do tej pory, do C. Przy zjeździe pod ścianę w lewo wygięłam go starannie w tę stronę. Znaleźliśmy się pod krótką ścianą, na której pilnowałam stałego, ale aktywnego tempa, po czym równie dokładnie wyjechaliśmy narożnik. Na długiej ścianie utrzymywaliśmy dość dobrze to dotychczasowe tempo, posłałam ponownie Gamebreakerowi półparadę, zakręcając w lewo w punkcie E i ponownie ten zakręt wyglądał w naszym wykonaniu całkiem dobrze. Dotarliśmy do X, gdzie przygotowałam Gamebreakera do koła, rozpoczynając wykręcanie figury w lewo, starając się stosować takie pomoce, aby jak najlepiej go wspierać, działałam wewnętrzną łydką na popręgu, zewnętrzną cofając za niego, pilnując zadu, wodzami nadając kierunek i zgięcie w potylicy, coś jednak nam nie wyszło, nie do końca dopilnowałam młodego, który zaczął mi nieco umykać z pomocy, a to miało swój wpływ na nasze koło, które koniec końców wyszło nieco spłaszczone. Zamknęliśmy koło w X, zmieniając kierunek i zaraz rozpoczynając kolejne koło o średnicy 20 metrów, ale w prawo. Na tym kole poprawiłam i doprecyzowałam pomoce, co pozwoliło nam dokładniej wyjechać figurę, zamknąć ją i pojechać w prawo do B, zjeżdżając pod długą ścianę. Następnie ruszyliśmy po prostej pod ścianą, byłam skupiona na zachowaniu dobrego i równego tempa i oczywiście chodu dobrej jakości, oraz skupienia. Z tym osttnim nie tyle mieliśmy trudności, co Gamebreaker czasami zbyt wiele uwagi poświęcał widowni i ewentualnym odgłosom z niej, ale ogier nie miał za sobą zbyt wielu startów w zawodach , więc cóż się dziwić. Wygięłam go dość dokładnie na narożniku i trafiliśmy po d krótką ścianę, na której wysyłałam mu półparady, aktywniejsze gdy minęliśmy A, po czym na chwilę przed narożnikiem po kolejnej półparadzie cofnęłam zewnętrzną łydkę i zaraz dodałam obie, wraz z lekkim wypchnięciem i obciążeniem bardziej prawej strony prosząc go o galop roboczy z tej nogi. Od razu właściwie miałam pewne problemy z opanowaniem jego tempa, udało mi się to w narożniku, którego wyjechanie jednak nie było zbyt dokładne. Na długiej wodzy Gamebreaker miał większe pole do popisu i udało mi się jego tempo ograniczyć dopiero na kole od E, w prawo o średnicy 20 metrów. Na samym początku ta figura nie wyglądała najlepiej w naszym wykonaniu, ale udało mi się ograniczyć tempo na rzecz bardziej precyzyjnego wpisania się w figurę. Powracając do E by zamknąć koło, posłałam mu półparadę, po czym posłałam mu impuls z łydek, także aby podstawił zad, następnie wodzami dając mu pewną barierę i sygnalizując przejście w dół, do kłusa roboczego, w momencie zejścia pod ścianę, pod którą ruszyliśmy następnie do przodu.
Kolejny narożnik też nam wyszedł całkiem dobrze, pokonując krótką ścianę posyłałam mu półparady, pilnując tempa, co przychodziło mi łatwiej w kłusie. Kolejny dokładnie wyjechany narożnik i zaczęłam przygotowywać Gamebreakera przez półparady do nowego elementu. W M skierowałam go przez środek czworoboku, na przekątnej, jednocześnie rozpoczynając wyjeżdżanie jej zaczęłam anglezować dość szybko odnajdując właściwy rytm, przy tym z zachowaniem stałego tempa i utrzymaniem hanowera na linii prostej, z czym miałam największe problemy, bo znowu trochę uciekał. Wysłałam mu jeszcze półparadę, zbliżając się do K i przy wjeździe pod ścianę, dokładnie w literce zaprzestałam anglezowania, chwaląc Gamebreakera, bo jednak szło mu całkiem dobrze. Mi za to gorzej, gorzej mi, gorzej... Wydawało mi się, że dobrze zapamiętałam program, jednak w ostatnim czasie dopiero zaczęłam cokolwiek ogarniać, więc cudem jakimś przy poprzednich zawodach nie popełniłam takich pomyłek. Co nie poprawiało jednak obecnej sytuacji. Punkt 8 głosił, że w A mieliśmy przejść do stępa pośredniego, jednak ja postanowiłam olać punkt 8. Nie, tak na prawdę, to po prostu zapomniałam o nim, albo nie wiem co mi odbiło. W tym czasie wciąż w kłusie roboczym wygięłam go na narożniku, przejechaliśmy wesoło nieświadomi pomyłki (oczywiście do pewnego momentu) od krótką ścianą, znowu zaliczyliśmy narożnik i przygotowałam go do przekątnej i przejścia do stępu swobodnego, na zasadzie podobnych pomocy co wcześniej, wraz z rozpoczęciem (koślawej) przekątnej z F. Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę z popełnionego błędu i najchętniej walnęłabym takiego facepalma, że zrobiłabym aż salto w tył z grzbietu ogiera, ale pomimo frustracji, wolałam go nie narażać na takie nerwy. Poker face, oł yea, dałam mu luz na wodzach zachęcając do obniżenia łba w przód i w dół, pilnując nadal aktywnego, chociaż spokojnego tempa i równej linii, prowadząc go do X i odbijając z powrotem do ściany. Pod koniec przekątnej posłałam mu półparadę, przechodząc do stępa (pośredniego), nabierając wodze na kontakt i wchodząc na odpowiednie ustawienie, zjeżdżając następnie pod ścianę. Nawet nieżle wyszedł nam zakręt pod ścianę, po czym skupiłam się na pilnowaniu odpowiedniego tempa, aby wygiąć Gamebreakera odpowiednio w narożniku i o ile to drugie nam wyszło, to z pierwszym, pomimo, że to był stęp miałam problemy, znowu czując, że ogier trochę mi ucieka w tym tempie, wydostając się spod mojej kontroli, co starałąm się naprawić, ale zaraz musiałam posłać mu jeszcze jedną półparadę, dodać łydki i lekko, subtelnie wypchnąć do kłusa roboczego. Przejście było dość płynne i zaraz usiłowałam narzucić Gamebreakerowi pewne granice w tempie, zajęło mi to jednak całą pozostałą krótką ścianę, aby ogarnąć jego tempo i uzyskać lepszą jakoś chodu w narożniku, jednocześnie wyginając go na nim od wewnętrznej łydki. Z wjazdem na długą ścianę przypilnowałam tego wciąż aktywnego tempa, znowu zyskując lepszą kontrolę, większe skupienie i zaangażowanie ogiera, a przez to lepszą jakość kłusa. Mały, tymczasowy sukces.
Starałam się ten efekt utrzymać jak najdłużej, posyłając ogierkowi półparady i przygotowując przed kolejnym punktem programu, na który odbiliśmy w stronę środka czworoboku w E. Zaczęliśmy wykręcać koło w lewo, znowu o średnicy 20 metrów i o dziwo pamiętałam (poza oczywistym pilnowaniem stałego tempa i odpowiedniego wygięcia) o tym, aby na kole anglezować, a miałam przecież już za sobą jedną pomyłkę, ale jak na Boga mogłam zapomnieć o żuciu z ręki, które powinniśmy na tym kole wykonać. Nie wiem, nie wiem, nie chcę wiedzieć. Wiem tylko, że żucie z ręki nie zaistniało, może to, że do tej pory wykręcaliśmy koła bez żadnych dodatków uśpiło moją czujność i na chwilę pamięć? Innego wytłumaczenia nie widziałam, chyba, że kosmici... W każdym razie w E zamknęliśmy to całkiem przyzwoicie wykonane koło, ale jego jakość nie zmieniała faktu, że zostaną nam przyznane kolejne punkty na minus. Ruszyliśmy następnie po prostej pod ścianą, na któej jeszcze jako tako udawało mi się utrzymać Gamebreaker'a w aktywnym, ale równym tempie, ograniczając do minimum sytuacje, w których uciekał mi z pomocy w tym tempie, chociaż jednak takowe się zdarzały. Narożnik też wyszedł nam najlepiej średnio na jeża, być może Gamebreaker wyczuł moje zdenerwowanie pomyłką o której wiedziałam i pomyłką, o której nie wiedziałam do czasu. Na krótkiej ścianie ponownie skupiłam się na zachowaniu tempa, posyłając mu półparady i dbając o nasze skupienie, aby pod koniec krótkiej ściany znowu posłać półparadę, cofnąć zewnętrzną łydkę, dodać obie, z lekkim wypchnięciem do galopu i przeniesieniem ciężaru na lewą stronę. Zagalopowaliśmy z lewej nogi, pokonując narożnik dość chaotycznie, ale po wyjściu z niego nawet nieźle ogarnęliśmy się w tempie, a Gamebreaker naprawdę ładnie prezentował się w tym chodzie. Pod długą ścianą posyłałam mu półparady, aby w B zabrać na kolejne koło (całe szczęście całkiem zwykłe, więc może o niczym nie zapomnę!), tradycyjnie o średnicy 20 metrów. Po tym jak pod ścianą prezentowaliśmy się dobrze w galopie, to na kole powinno być tak samo, ale nie były. Cofnęłam zewnętrzną łydkę za popręg, pilnując zadu, wyginając go od wewnętrznej, wodzami nadając kierunek w lewo, zgięcie potylicy, ale też ograniczając zgięcie w szyi. A mimo to Gamebreaker nieznacznie, ale jednak wypadał zadem raz czy dwa i chyba znowu była to kwestia moich pomocy. W końcu najczęściej pracowałam z Boy'em i mimo, że czasem nam nie wychodziło, to kasztan był do mnie przyzwyczajony i czasem miałam wrażenie, że wie o co mi chodzi, zanim na dobre mu to pokażę. Albo wiem, będę się tłumaczyć, że mam zły dzień! Zamykając to felerne koło posłałam mu półparadę, by wkrótce po powrocie pod ścianę przygotować go do przejścia, które wypadło między B i M, zadziałałam łydkami, posyłając hanowerowi impuls, podstawiając jego zad bardziej pod kłodę, ale ograniczając go przez działanie wodzy, prosząc go o przejście w dół, do kłusa roboczego, od początku narzucając mu określone tempo, które na razie udawało mu się utrzymać. Dokładnie wygięłam go na narożniku, na krótkiej ścianie posyłając mu półparady, starając się, aby cały czas zachowywał skupienie. W ten sposób pokonaliśmy krótką ścianę, w podobny sposób wyjeżdżając drugi narożnik i wysyłając mu kolejne półparady na długiej ścianie, które miały go przygotować do kolejnego elementu, który rozpoczęliśmy już w H, zjeżdżając na przekątną do M. Na przekątnej pilnowałam aktywnego, równego tempa, wraz z wjazdem na przekątną zaczęłam anglezować, przy tym pilnując go na linii prostej, co w tym wszystkim wychodziło mi najgorzej, jednak nie na tyle, żebyśmy zrobili z prostej serpentynę. Dotarliśmy do M, dokładnie zakręcając pod ścianę i po chwili wyjeżdżając dosyć dokładnie narożnik, wjeżdżając pod krótką ścianę. Tam udawało nam się zachowywać równe, ale wciąż aktywne tempo, od czasu do czasu wysyłając Gamebreakerowi półparady, po czym zakręciliśmy na linię środkową. Na niej z większym sukcesem utrzymywałam go na linii prostej, posyłając półparady, a zbliżając się do X po wysłaniu kolejnej półparady, posłałam pełną paradę, zablokowałam dosiad i zatrzymując go w X, niestety zatrzymanie to wyszło nam dość krzywo, na co jednak niewiele już mogłam poradzić. Ukłoniłam się i odesłałam hanowera do stępa, wyprowadzając go poza szranki, w stępie na luźnej wodzy, po drodze chwaląc go, bo dysponując takim doświadczenie jakie miał, to się spisał.

zt
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2019-08-25, 00:45   



Nowa podopieczna powoli nabierała kondycji i Luke nie mógł sobie odmówić zgłoszenia jej na zawody, bardziej w treningowym charakterze, chcąc po prostu sprawdzić, jak Hell będzie się sprawować w innych warunkach niż codzienne orchardowskie. Już po rozgrzewce, kiedy nadchodziła ich kolej, poprowadził klacz w stronę konkursowego czworoboku, który w kłusie objechali naokoło zanim finalnie w A wjechali do jego wnętrza. Równomiernie przyłożone do boków łydki jak i zbalansowany dosiad jasno wskazywały karej ruch po linii prostej, rozluźniona ręka niesiona przed siodłem oferowała elastyczny kontakt i jednocześnie dopełniała niejaki korytarz tworzony przez pomoce. Na kilka metrów przed punktem środkowym półparadami zaczął przygotowywać kopytną na zatrzymanie, by tuż przed X zblokować miednicę i pozostając wyprostowanym, dociążyć ją przy tym bardziej, tak aby po domknięciu kolan i dłoni na wodzy pełna parada była dla Hell czytelna. Nieznacznie zwolnił uścisk palców z wodzy kiedy już stała i następnie wykonał sprawny ukłon, szybko acz elegancko nabierając po nim kontakt z pyskiem konia. W następnej chwili wypchnął ją też biodrami do kłusa, dając przy tym także wyraźny impuls aktywizujący od łydki. Biodrami od razu zaczął w równowadze podążać za ruchem konia, prowadząc karą dalej na wprost, aż w końcu na chwilę przed spotkaniem z krótką ścianą zagarnął ją na zakręt w prawo, uprzedzając o nim półparadą na lewej wodzy, a w samym zakręcie podpierając klacz wewnętrzną łydką, podczas gdy wewnętrzna wodza nadawała jej tylko ustawienie, natomiast zewnętrzne pomoce ograniczały i nadawały formy temu ciasnemu łukowi. Po podobnie wyjechanym narożniku zagarnął ją na przekątną mającą swój początek przy literce M i koniec w K, dbając przy tym o stałość swoich pomocy, tak, aby nie prowokować klaczy do zmian w tempie, jako, że zależało im na pozostaniu w regularnym i energicznym kłusie roboczym. Spływając z powrotem na ślad po zmianie kierunku nie zapomniał o wcześniejszym, lekkim ustawieniu w nową stronę, a już za chwilę wyginał ją wokół swojej wewnętrznej łydki w najbliższym narożniku, dzięki temu wyraźnie go wyjeżdżając. Następny nie był już w planach jako, że wraz z przekroczeniem połowy krótkiej ściany para miała rozpocząć serpentynę, a zatem Luke już od tego momentu miał w głowie rysunek figury i pierwszego łuku, na który stopniowo wprowadzał podopieczną. Po muśnięciu pierwszego śladu tuż za F zaczęli odbijać w stronę linii środkowej i prostując kopytną przed nią, mężczyzna napięciem w krzyżu i przytrzymaniem wodzy wraz z podparciem na łydce zwolnił kobyłę do stępa, rzecz jasna wcześniej szykując ją na te pomoce półparadami. Cztery dość sztywne kroki dalej, już w ustawieniu na prawo, zaprosił ją do kłusa po nowym łuku by zabieg z przejściem w dół powtórzyć ponownie przy przekraczaniu linii środkowej, niestety bez wyraźnej poprawy w jakości stępa pośredniego na tym krótkim odcinku. Finalny łuk w lewo zakończyli wyraźnym wyprostowaniem przy powrocie na ścianę w literce C i już moment później wyjeżdżali narożnik, w którym to zawodnik pobudzał kopytną łydką i w następnej chwili energię powstałą w niej przez posłany impuls przytrzymywał niepozwalającymi jeszcze na wyjście w przód dosiadem i ręką, w ten sposób używając półparady do nastawienie Hell do wydłużenia wykroku na najbliższej przekątnej. Nie miał to być jeszcze nawet kłus pośredni a zatem raczej skupił się na pewnym ale opanowanym rozwijaniu kłusa poprzez otwarcie dosiadu i zwiększoną aktywizację ze strony łydek, podczas gdy nadal oferujące oparcie na kontakcie dłonie przesunęły się lekko w przód w celu umożliwienia poszerzenia ram, do którego dojeżdżał karą. Dbał też przy tym o jej wyprostowanie na linii i pozostanie przy sobie, dzięki czemu dość efektywnie mógł ją na powrót skrócić do roboczego tempa wraz z końcem przekątnej, czyli chwilę przed powrotem na ślad w F. W razie jednak jakiegoś spięcia zaraz w narożniku przepuścił ją wewnętrzną łydką z chwilowo wyraźniejszym ustawieniem do wewnątrz na prowadzenie zewnętrznej wodzy aby mieć ją na powrót zaokrągloną jeszcze przed zagalopowaniem. To z kolei nastąpiło w punkt za sprawą subtelnego acz precyzyjnego wypchnięcia bioder i impulsu od prawej łydki, lewa znajdowała się oczywiście cofnięta za popręg i po prostu przylegała tam do boku konia. W momencie zagalopowania też zagarnął klacz na krzywiznę dwudziestometrowego koła, precyzyjnie wyjeżdżając każdą foule galopu i dociążającym dosiadem zachęcając do pewnego pchania się zadem w tym chodzie. Mając ją w wygięciu wynikającym głównie z ułożenia łydek oraz ciężaru spokojnie zaczął oddawać jej wodze minąwszy X i jeszcze przed A je nabrał z powrotem na rozsądną długość, jazdą od tyłu do przodu zapobiegając spięciu w momencie powrotu na kontakt. Po dokończeniu figury i wyjechaniu z narożnika, w którym Hell powinna była się jeszcze pewniej oprzeć na jego pomocach, analogicznie jak wcześniej w kłusie zaczął ją otwierać w galopie do wydłużenia sylwetki i tym samym wykroku, jednocześnie starając się wodzami sugerować jej niesienie uniesionego przodu. Pod koniec długiej ściany, po kilku półparadach zrobił się jakby cięższy w siodle, biodrami determinując znów spokojniejszą galopadę i jednocześnie podpierając skrócenie łydką, po pierwsze, aby Hell nie spadła mu do kłusa, po drugie, aby nie zareagowała zgrzytem na ponownie skracający się kontakt. Niestety to właściwe przejście do galopu roboczego nastąpiło z opóźnieniem, bo za H, praktycznie już podczas wchodzenia w narożnik, niemniej dla jeźdźca ważniejsze było to, że ma pod a właściwie to „przed sobą” pewnie idącego od zadu konia, którego tempo pewnie kontrolował. Dzięki temu połowa koła, na którą weszli od C, przebiegła jak najbardziej pomyślnie i na chwilę przed X, i wyprostowaniem w nim, Sugarman w równowadze sprowadził karą do kłusa, w niższym chodzie prowadząc ją niecałą długość na wprost zanim po przestawieniu pomocy sprawnie zaprosił ją do ponownego zagalopowania na lewą nogę. Teraz też poprowadził ją na lewo po linii koła do A, tam jednak pozostawił ją w wygięciu jako że czekało ich jeszcze jedno pełne koło na tę nogę. Podobnie jak poprzednio, mijając X zaczął oddawać jej wodze, tym razem niestety nie unikając u niej lekkiego spięcia wynikającego z faktu bycia na tę gorszą stronę. Nie udało mu się tego przepracować łydką w porę i dopiero po nabraniu wodzy przed A i wspomożeniu się rozluźniającym ich działaniem w połączeniu z pozostałymi pomocami był w stanie ją sprawnie ogarnąć i przygotować do przejścia na środku krótkiej ściany. Na samym początku kłusa jeszcze musiał porzeźbić przez chwilę regularność chodu i rozluźnienie, niemniej z pomocą przyszedł najbliższy narożnik z którego wyszli już w wyraźnie lepszej równowadze i harmonii. Przydało się to na ciasnym zakręcie w lewo przy B, podpartym przed Luczka pilną wewnętrzną łydką, a chwilę po wyprostowaniu już z jego strony pojawiło się przygotowanie półparadami do zatrzymania w punkcie środkowym. To nie wyszło mu tak przykładnie jak wjazdowe zatrzymanie do ukłonu, ponieważ niekontrolowanie odpuścił lekko prawą łydkę, tym samym podczas zatrzymywania pozwalając kobyle na pół kroku w bok zanim jej nie domknął. Postarał się odczekać te wymagane pięć sekund zanim zdecydowanym wypchnięciem bioder i daniem łydki zainicjował zakłusowanie, od razu odnajdując równowagę w swoim głębokim, podążającym za ruchem konia dosiadzie. Przed ścianą zagarnął ją w lewą stronę na zakręt, uważając, aby mu z niego nie wypadła, i dalej po pierwszym śladzie prowadził kopytną bez żadnych zmian aż do literki A, gdzie po całej serii półparad, bo lepiej na zimne dmuchać jak jest możliwość, przytrzymał ją do stępa. Choć tutaj też przez moment widać było małe spięcie, to perspektywa pozostania w tym chodzi pozwoliła mężczyźnie z większą stanowczością zaprowadzić spokój przy jednoczesnej aktywizacji dosiadem tego stępa pośredniego. Po wyjechaniu narożnika sprawnie przestawił Hell, aby patrzyła do zewnątrz, przy tym najeżdżając ją prawą łydką na lewą wodzę mającą zaraz poprowadzić łopatkę klaczy w przód-bok. Działanie to zapoczątkował podczas mijania literki F i podparł je w pierwszej kolejności prawą łydką na popręgu, a kiedy łopatka rozpoczęła ruch, łydkę sprawnie przesunął do tyłu by stamtąd spychać karą impulsami do ustępowania. Przy tym jego ciężar sugerował jej ruch w lewo, choć działanie dosiadu i ograniczenie w postaci wyważonego prowadzenia lewą wodzą skutecznie chroniły ją od nadmiernego pójścia do boku. Sugarman uważał też, aby sylwetka klaczy pozostała prosta w kłodzie i starał się dopilnować równomiernego krzyżowania kończyn, niestety raz czy dwa musiał wyraźniej zadziałać łydką bo czuł, że podopieczna zaczyna trochę ciągnąć za sobą zad. Kiedy dotarli do linii ćwiartkowej sprawnie wyrównał pomoce i jasno pokierował ją wyprostowaną na wprost, jedną długość konia poświęcając na zmianę ustawienia na lewo i dojechanie jej lewą łydką do prawej wodzy, tak aby móc zaraz odbić w ustępowaniu w prawo z powrotem na ścianę. Tu z kolei trochę za bardzo zagarnął ją do boku i w efekcie na śladzie znaleźli się jeszcze przed M. Luke zauważył, że musi też trochę na powrót ożywić ten stęp do czego niezwłocznie przystąpił, nawet, jeśli już za narożnikiem przygotowywał Hell do zakłusowania. Pomoce do wejścia w wyższy chód posłał jej tuż przed minięciem środka krótkiej ściany i już w kłusie siedząc miękko w siodle pomógł jej w odnalezieniu jak najlepszej wersji aktywnego, roboczego tempa. Przy literce E wygiął ją miarowo i pokierował na koło, w B natomiast zaczął też lekko i zgrabnie anglezować, łydką dojeżdżając karą do stopniowo oddawanej wodzy, zachęcającej do zejścia w przód-dół. Pracując ciężarem starał się zapobiec zmianom w tempie kłusa i nie pozwolić też kopytnej na opadnięcie na przednie nogi z własnym balastem. Będąc już na ostatnich metrach koła płynnie nabrał wodze i powróciwszy na ślad w E miękko powrócił do pełnego dosiadu, sprawnie prostując kobyłę przy ścianie. Za najbliższym narożnikiem pozostawił ją w ustawieniu by po chwili zagarnąć na zakręt wprowadzający ich na linię środkową. Znów skupiając się na wyrównanym działaniu pomocy z obu stron kierował dresażystkę po linii prostej i tak jak na samym początku, po odpowiednio wczesnym przygotowaniu zamknął ją w pomocach do w miarę możliwości płynnego parkowania na środku placu. Kiedy już się zatrzymała, on przytrzymał ją dosiadem i ukłonił się, tym samym kończąc przejazd. Następnie wypuszczając wodze wypchnął ją lekkim impulsem do stępa, zaraz też klepiąc po szyi pokierował do opuszczenia czworoboku.

[ zt ]
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2019-08-25, 01:16   



Kara mordka jak na razie przechodziła przez dorastanie bez większych dramatów i podobnie dało się streścić przebieg racjonalnie rozplanowanej rozgrzewki, w efekcie której gotowa do startu para prezentowała nienaganne zgranie już podczas objazdu konkursowego czworoboku i później też w momencie wjazdu na niego w A. Pilnując równomiernego oparcia, jakie oferował Licorne łydkami z obu stron, a także wyprostowania we własnej postawie, prowadził ją kłusem roboczym po linii środkowej, pracą dosiadu zachęcając kary zadek do aktywnego, sprężystego napędzania ruchu naprzód. O konieczności oczekiwania na zmiany w pomocach dał jej znać półparadami, tak aby po ich serii móc tuż przed X zablokować krzyżem przepływ ruchu, jednocześnie dociążając ją i domykając łydkami i finalnie też ręką. Kiedy się zatrzymała, zaraz subtelnie odpuścił rękę aby, trzymając ją zamkniętym dosiadem, ukłonić się elegancko i zaraz zaprosić do ponownego zakłusowania, naturalnie po uprzednim nabraniu wodzy jak należy. W równowadze dbając o regularność chodu podopiecznej poprowadził ją do końca linii środkowej, z której zagarnął ją w wygięciu wokół pracującej, lewej łydki, na zakręt właśnie w tę stronę. Ograniczył jej sylwetkę zewnętrzną wodzą i łydką mając nadzieję na elegancki, w miarę możliwości ciasny łuczek, podobnie jak za chwilę ten w wyjeżdżanym narożniku. Miał ją przy tym nieprzesadnie ustawioną do wewnątrz, jednak lekką na tej wewnętrznej wodzy, jego elastyczna w nadgarstku i łokciu ręka nie walczyła z pyskiem karej tylko traktowała go z należytą delikatnością w prowadzeniu na kontakcie. Na środku długiej ściany poprowadził najpierw jej łopatkę, a później wygiętą resztę ciała na łuk dziesięciometrowej wolty, który w połowie został „przerwany” jedną długością zainicjowaną przez Luczka na wprost. Po tym odcinku już przestawioną na prawo Lickę pokierował na drugą połowę wolty, ale już w prawo, tak, że znaleźli się teraz po przeciwległej stronie czworoboku, to znaczy w B, od której spokojnie kłusowali dalej po pierwszym śladzie. Zabiegając o regularność i harmonię podczas sprężystego odbijania się od podłoża w dwutaktowym chodzie przeprowadził klaczkę przez resztę długiej ściany, oba narożniki z krótką ścianą pomiędzy i jeszcze mały początkowy kawałek następnej długiej ściany, aż do V. Na kilka kroków przed tą literką wzmógł u podopiecznej koncentrację kilkoma półparadami i zaraz subtelnie ustawił ją sobie już do zewnątrz, upewniając się, że prowadzi ją teraz na prawej wodzy dzięki działaniu lewej łydki. Następnym ruchem było zagarnięcie prawej łopatki do ruchu w przód-bok, na co już cofnięta lewa łydka odpowiedziała zaraz impulsem do krzyżowania tylnych nóg. W ustępowaniu starał się prowadzić Księżniczkę wyprostowaną w kłodzie, ustawioną przeciwnie do kierunku ruchu na lekkiej lewej wodzy. Co prawda można by było sobie życzyć większej obszerności w krzyżowaniu nóg, ale jeździec też nie próbował tego na razie wymuszać na czterolatce, w efekcie stosunek ruchu do przodu a do boku wypadał nierówno z przewagą dla tego pierwszego i para znalazła się na linii środkowej wyraźnie za I. Sam powrót do jasnego ruchu naprzód wypadł dość chwiejnie mimo raczej szybkiej reakcji ze strony Luczka w wyrównaniu pomocy, ale przynamniej do C dotarli już pewnie po prostej by tam mężczyzna wygiął kopytną do zakrętu w prawo. W ten sposób zjechawszy z powrotem na ścianę poprowadził Licorne do najbliższego narożnika by tam półparadami obudzić w niej większą chęć do ruchu przed siebie, wyraźnie dając jej więcej łydki i powstały impuls przechwytując dosiadem oraz ręką i nie pozwalając mu się rozwinąć aż do momentu wyjścia na przekątną MXK, gdzie zaczął anglezować i stopniowo otwierać się dosiadem, przesunął też nieznacznie rękę do przodu, umożliwiając kopytnej poszerzenie ram w dodaniu. Pod koniec przekątnej przygotował ją na skrócenie, którego dokonał wracając w K na ścianę, działając bardziej dociążająco dosiadem, nie zapominając o podparciu łydką szczególnie powrotu ręki na standardowe miejsce nad i nieco przed siodłem. Po zmianie kierunku podążali wzdłuż białego ogrodzenia aż do literki P, gdzie analogicznie jak chwilę wcześniej zaprosił Licorne do ustępowania w stronę linii środkowej, także na lewo nie dając rady dojechać do I. Podobnie więc jak przy wcześniejszym podejściu, choć może pewniej, wyprostował ją na linii środkowej kilka metrów za wymaganym punktem i dalej poprowadził ją do C by tam przeprowadzić przez zjazd na pierwszy ślad w lewą stronę. Zaraz też ponownie przyszykował ją do poszerzenia wykroku na najbliższej przekątnej, tym razem jednak działając wyjeżdżającym do przodu dosiadem z siodła, w czym odnajdował się naprawdę dobrze dzięki swojej równowadze i rozluźnieniu. Kiedy znów skracał ją przy powrocie na ścianę zupełnie zapomniał, że powinien ją przygotować do zatrzymania w A, które zwyczajnie pominął. O fakcie tym przypomniał sobie dopiero w momencie, kiedy usłyszał charakterystyczny dzwonek oznaczający pomyłkę w momencie wchodzenia w narożnik pod koniec krótkiej ściany, i w tym momencie dość chaotycznie przymknął karą w pomocach, niestety prowokując spięcie w przejściu do stępa. Potrzebował dłuższej chwili aby aktywizującym działaniem łydek i dosiadu przepracować to zblokowanie klaczy, za które był odpowiedzialny, tak aby w K móc ze spokojem skierować ją na przekątną do R i na niej wyważonym ruchem oddać jej wodze. W stępie swobodnym, bez kontaktu, prowadził ją pewnie między łydkami i tym samym całkiem prosto do końca przekątnej, gdzie raczej stopniowo zaczął nabierać wodze, chcąc powoli nabierać kopytną na kontakt w stępie pośrednim, w którym o przekraczanie tylnymi nogami dbał sumienną pracą bioder. Przed M posłał jej dwie półparady by w tej literce zaprosić Licorne do kłusa i już chwilę później szykował ją na kolejne pomoce, tym razem do zagalopowania. Aby zmotywować klacz do przejścia w wyższy chód na środku krótkiej ściany, cofnął zewnętrzną łydkę i posłał jej wyraźny impuls od wewnętrznej na popręgu, czemu towarzyszyło wyraźne wypchnięcie z bioder. Zaraz po wyjechaniu narożnika i dalej minięciu literki S wygiął ją w lewo, wprowadzając tym samym na koło w tę stronę, którego rozmiar starał się wyprowadzić na średnicę piętnastu metrów, co, powiedzmy, na oko mu się nawet udało. Już zamykając figurę ostrzegł karą serią półparad o nadchodzącej zmianie, by wraz z powrotem na ścianę czytelnie zachęcić ją do wydłużenia foule. Choć oddał jej przy tym nieco wodzy, nie zostawiał jej z przodu samej, nadal oferował jej elastyczny kontakt, nie chcąc, aby mu się rozlazła i straciła równowagę, bo już w K dociążającym działaniem dosiadu, ma się rozumieć po kilku półparadach, postarał się ją płynnie i przejrzyście skrócić. Po przejechaniu krótkiej ściany (i poświęceniu jej na ewentualne uregulowanie roboczego galopu) skierował ją na przekątną z F do H. Mając ją przy sobie postarał się przed punktem środkowym przygotować ją na wstrzymujące pomoce do przejścia do kłusa, które należycie podparł też łydką aby wyszło ono możliwie płynnie. Dojechawszy z powrotem na ślad miał ją już ustawioną w nowym kierunku i tuż przed narożnikiem posłał jej kolejny precyzyjny sygnał do zagalopowania i dalej w bardzo podobnym stylu jak jeszcze przed chwilą na lewo, przeprowadził ją przez piętnastometrowe koło w R, po zakończeniu którego zaprosił ją do wydłużenia wykroku i ram by skrócić galop pod koniec ściany, w F. Analogicznie jak wcześniej po przejechaniu krótkiej ściany w aktywnym, okrągłym galopie roboczym zagarnął ją na długą przekątną czworoboku, tym razem jednak zwalniając do kłusa dopiero na kilka metrów przed powrotem na ścianę w M. Od tego momentu prowadził ją w tym dwutaktowym chodzie, niezmiennie zabiegając o jego lekkość wynikającą z aktywności zadnich nóg i ich podstawiania, o co troszczył się zrównoważony dosiad. Kiedy znaleźli się przy literce E, Luczek, oprócz tego, że zaczął anglezować, poprowadził Lickę w przykładnym wygięciu na dwudziestometrowe koło, na którym powolutku zaczął jej oddawać wodze, łydką zapraszając ją do dojścia do wędzidła schodzącego w dół, a że i ręka przesunęła się do przodu, to także do wypełnienia miejsca powstałego i w tym kierunku. Ciężarem i obejmującymi boki łydkami sprawował kontrolę nad tempem, starając się nie dopuścić do jego zmiany podczas kiedy klacz wykonywała żucie z ręki i kiedy też stopniowo wracała z niego do bazowego ustawienia, co stało się za sprawą miarowego nabierania wodzy jeszcze przed zakończeniem koła w E. Powróciwszy z kopytną na ślad wrócił też z pupą w siodło, od razu miękko się w nim odnajdując i podążając biodrami za ruchem w równowadze, na co pozwalała mu wyprostowana postawa i oparcie w strzemionach na długiej, rozluźnionej nodze. Po wyjechaniu najbliższego narożnika pozostawił karą w lekkim ustawieniu do wewnątrz by już po chwili łatwiej zagarnąć ją na zjazd na środkową linię. Prowadząc ją już na wprost odpowiednio wcześniej rozpoczął przygotowania do pełnej parady mającej nastąpić, tak jak podczas wjazdu, w puncie środkowym. Będąc więc w X zamknął Księżniczkę w pomocach i kiedy już elegancko stanęła, ukłonił się sędziom po czym mógł oddać jej wodze i poklepać po szyi, zachęcając do ruszenia stępem w którym poprowadził ją do opuszczenia czworoboku.

[ zt ]
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2019-08-25, 14:22   



Po nieudanym przejeździe z Heniem, w najniższej klasie został Armani. Wobec niego miała trochę mniejsze wymogi, bowiem pierwszy przejazd z pomyłkami, totalnie ją załamał, ale teraz przynajmniej wiedziała gdzie co ma zrobić. Dlatego po odebraniu konia z rozstępowywnia, zaczęła ćwiczyć wolty i serpentyny w galopie i kłusie, przede wszystkim w myślach powtarzała sobie cały program, chcąc tym razem nie zapomnieć o niczym.
Kiedy zostali poproszeni na czworobok, ze strony Ruth poleciały półparady, następnie zaś usiadła głębiej w siodło, kierując Bułanka wokół szranek czworoboku, aby dojeżdżając do A, wyprostować go w pomocach na idealnie prostą linię do X. Na niej starała się utrzymać stałe tempo dosiadem i kontaktem, zaś łydkami blokowała jakiekolwiek spłynięcie z owej linii. Przed X poleciała półparada, zaś w owej literce pełna parada. Po ukłonie kobieta ponownie złapała wodze w dłonie i pchnęła Bułanka do kłusa lekkim ruchem miednicy skoordynowanym z aktywizującą łydką. Kierowali się dalej na wprost, by przy C lewa łydka kobiety została mocniej przyłożona do ciała, prawa spłynęła za popręg, zaś wodzami starała się uzyskać odpowiednie zgięcie szyi, co się nawet udało. Następnie po ścianie dojechali do E, gdzie ponownie był skręt w lewo, z identycznymi pomocami jak przy literce C, czy narożniku. Finalnie trafili na X, skąd rozpoczynało się koło o średnicy 20 metrów. Na nim dosiad Ruth kontrolował odpowiednie tempo, cały czas lekko wypychając ogierka, jeśli ten przygasał. Lewa wodza skupiła się nadaniu zgięcia, zaś prawa ograniczała ten ruch, by nie było to przesadne zgięcie. Lewa łydka skłaniała do wygięcia kłody, zaś prawa spychała zad na ślad za przodem ciała. Ogierek był jednak lekko spięty, tym samym koło wyszło momentami kanciaste, zaś rysunek nie był tak idealny. Następnie kończąc pierwszy element, poleciała półparada i wjechali na koło w prawo z pomocami niczym w odbiciu lustrzanym. Po pokonaniu go, już lepiej niż poprzedniego, wjechali na prostą do B, tam zaś skręcili w prawo. Ruth cały czas jechała w pełnym dosiadzie, tym samym mając sporą kontrolę nad tempem Mańka, lepszą niż w kłusie anglezowanym. W tej części problemu nie mieli, gorzej jednak z rozluźnienie, gdyż konik widocznie rozpraszał się hukiem i wszechobecnymi reklamami.
Pokonali resztę ściany długiej, wjechali na krótką, a na niej, dokładniej w pobliżu A, następował galop z prawej nogi. Samo zagalopowanie nie stanowiło problemu, Armani zareagował bezproblemowo na wypchnięcie dosiadem i łydkę. Następnie zaś kobieta mocniej dociążyła zad, wzmocniła kontakt, by jechali aktywnym, ale nie energicznym tempem, bowiem na ich drodze stał narożnik. Na nim ponownie prawa łydka wspierała wygięcie tułowia, lewa ślad zadu, zaś wodze kontrolowały zgięcie szyi. Dalej jechali galopem, ciągle w jednym tempie, które było ograniczane przez Węgierkę, w galopie także nastąpiło koło przy E, o średnicy 20 metrów. Na nim aktywne tempo się posypało, mimo usilnych prób wypchnięcia Mańka do szybszego galopu. Kiedy to próbowała uczynić, cierpiał na tym, jeszcze bardziej rysunek koła, a to znaczyło mniej więcej tyle, że stracą punkty i tak, i tak.
Nie mnie jednak po pokonaniu koła wjechali na ścianę, gdzie ze strony kobiety poleciała wpierw półparada, później zaś mocne dociążenie zadu i dociśnięcie łydek, w celu spowolnienia ogierka do kłusa roboczego. Finalnie nastąpiło to tuż przed literką H. Od niej jechali po ścianie w kłusie roboczym ćwiczebnym, by po dojechaniu do M kobieta wpierw skręciła na przekątną, zaś tuż po wyprostowaniu Mańka zaczęła rytmicznie anglezować, obejmując ciało Bułanka nogami. Mocno zaciśnięte kolana, łydki na popręgu oraz aktywne unoszenie się, które wyraźnie wyznaczało tempo kłusa dla konika. Ponownie przy wjeździe na ścianę usiadła w siodło, czując się z tym zdecydowanie lepiej, zaś po chwili wyjechali narożnik, kobieta natomiast rzuciła kilka ostrzegawczych półparad, spowalniając Mańka dociążeniem zadu i ściągnięciem wodzy do stępu pośredniego w A. Od tej literki do F kierowali się po ścianie w aktywnym tempie, wspieranym dodatkowo ruchami dosiadu i łydkami kobiety, natomiast dojeżdżając do miejsca wjazdu na przekątną, po skręceniu, pomoce kobiety odpuściły, na tyle, by stęp był swobodny. Przekątna tym samym wyszła dość sztywno, bowiem ogier co raz się rozpraszał, ale po ponownym zjechaniu na ścianę i skupieniu Bułanka na pomocach, udało się Ruth osiągnąć względnie atrakcyjny, dalszy stęp pośredni. Zmiana chodu nastąpiła dopiero przy dojeździe do C. Węgierka oplotła Armaniego mocniej łydkami i zacisnęła uda, wykonując wypychający ruch dosiadem, aby prześć do kłusa roboczego. Kierowali się po ścianach, na których jak zawsze, łydki kobiety kontrolowały równy ruch, zaś na narożnikach idealne wyjechanie ich, nim w końcu dojechali do miejsca, gdzie mieli przejść na koło. Na nim lewa łydka kobiety spoczęła przy popręgu, prawa lekko z tyłu, zaś podczas anglezowania, wodze stopniowo wydłużały się, pozwalając Armaniemu na opuszczenie głowy. Nie wyszło to na tyle, na ile powinno, bowiem tempo i rysunek nie zostały zachowane, prawdopodobnie przez zdenerwowanie ogiera i mniejsze skupienie kobiety, natomiast kiedy już wodza została całkowicie zebrana, konik ożywił się, idąc już chętniej w kłusie roboczym.
Zmieniło się to dopiero po dojechaniu do A, gdzie wpierw poleciało kilka półparad, następnie zaś tuż przed narożnikiem, uda i łydki zacisnęły się na ciele konika, wodze zostały zamknięte, zaś lewa strona dociążona i wzmocniona obecnością narożnika, tym samym zagalopowanie odbyło się na lewą nogę w momencie, gdy wszystkie pomoce ku temu zostały aktywowane. Na ścianie ponownie starała się ograniczać tendencję do zbyt aktywnego tempa, wolała jechać cały czas spokojniej, by potem móc te tempo utrzymać na kole, niż jechać szybko i tracić przez brzydkie zwolnienie przy wjeździe na łuk. I tak jak uważała, tak się stało, bowiem koło o średnicy 20 metrów, będące przy literce B, wyszło im całkiem ładnie. Dzięki ograniczającym łydkom i wodzom, udało się utrzymać odpowiedni rysunek, a tym samym jedno zostało im z tego przejazdu już na tyle mało, że nie miała co się obawiać o pomyłkę. Przede wszystkim tuż po B wykonała paradę do kłusa roboczego, w którym kierowali się wzdłuż ścian. Dojeżdżając do H wjechali na przekatną, na której kobieta mocniej dociążyła zad i przytrzymała łydki, ograniczając Armaniego w tempie, aby znów wylądować na ścianie. Dojeżdżając do A, skręcili na linię środkową, na której łydki i wodze działały ograniczająco na rysunek ciała w kłusie.W X nastąpiła pełna parada, ukłon, a Ruth podziękowała Mańkowi za przejazd rozluźnieniem całkowicie wodzy i głaskaniem go w drodze na rozprężalnię. zt
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
Diego Montana
Zawodnik
Allrounder


Płeć: mężczyzna
Wiek: 33 Lat
Wzrost: 185 cm
Podopieczny: G-Dragon ll Little Parrish ll Machiavellian Z ll Take It Now
Pieniądze: £1905

Punkty doświadczenia: 155
Skoki: 79
Ujeżdżenie: 31
Cross: 23
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 18


Wysłany: 2019-08-25, 20:01   
   Tytuł: Hodowca



Diego zasadniczo dzielił się między skoki i ujeżdżenie, jednak z większym naciskiem na to pierwsze. Nie najgorzej jednak radził sobie na czworoboku, a do tego w końcu rozwijał się w tej kwestii z Parrish. Na zawody ujeżdżenie zapisał się ze swoją podopieczną oczywiście, ale i jednego z koni należących do Orcharda. Tym ów koniem był kary ogier Unee BB, którego wraz ze swoją podopieczną na dzień przed zawodami dostarczył do stajni w której one miały się odbywać. Zostawił ich do dnia następnego, gdzie w dniu zawodów pojawił się dość wcześnie w stajni i po krótkiej wizycie w socjalu, by udać się pod boks ogiera wpierw. Przywitał się z nim i po chwili zabrał go na myjkę, gdzie dokładnie wyczyścił. Następnie zaplótł włosie w koreczki i osiodłał ogiera, by odesłać go z luzakiem na rozprężalnie. Sam w tym czasie przygotował się do zawodów, by dołączyć po chwili do ogiera. Wtedy też zabrał się za porządną rozgrzewkę konia we wszystkich chodach, wykręcając figury i ćwicząc dodania, skrócenia, zatrzymania czy przejścia między chodami. W końcu po przejściu do stępa, oczekiwali wezwania na czworobok konkursowy.

W końcu usłyszał jak ich wywołują, więc trzeba było się zmobilizować i zacząć przejazd. Powrócił z ogierem na kontakt poprzez zebranie wodzy, a także dociążył zad karego i zachęcającym dosiadem, starał się zachęcić go do zwiększonej pracy nim. Po kilku krokach ogier poprosił Diego go o przejście do kłusa, poprzez dołożenie łydek do jego boków i wypchnięcie go z krzyża do ów chodu. W takim chodzie oraz ustawieniu pojawili się w okolicy czworoboku, który okrążyli dookoła w celu przyzwyczajenia się do miejsca i atmosfery panującej dookoła. Starał się doszlifować ostatnie niedociągnięcia, by w końcu wyjechać obszerny łuk na linię środkową. Wjechali na czworobok w literce A przez otwarte szranki, gdzie Diego siedząc równo w siodle trzymał pewnie i równo wodze w rękach. Jednocześnie utrzymywał zamknięte po bokach karosza łydki, pilnując jego ruchu po linii prostej do X. Wysłał mu kilka półparad po drodze i jedną w końcu pełną, a także zblokował ruch miednicą, dociążył zad i ściągnął wodzę. Nie zapomniał jednakże o dopchnięciu łydką zadnich nóg ogiera pod kłodę, dzięki uzyskał całkiem fajne zatrzymanie wraz z Unee. Złapał wodzę w jedną rękę, by się ukłonić w kierunku sędziów i wysłać ogierowi półparadę. Wypchnął go zaraz z krzyża z powrotem do kłusa wraz z przyłożeniem łydek do jego boków, by przypilnować jego jazdy na wprost do krótkiej ściany. Tam ustawił ogiera na lewo, wyginając go od wewnętrznej łydki i nadając mu nią zgięcie. Prowadząc go jednocześnie na zewnętrznej wodzy, gdzie podobnie zachował się w narożniku na długą ścianę. Tam poprowadził Diego karosza w kierunku środka długiej ściany, gdzie w E zjechali na pierwszą półwoltę w lewo o średnicy 10m. Lewą łydkę pozostawił na popręgu i odgiął ogiera od niej, prawą przesunął za niego i pilnował zadu ogiera. Wewnętrzną wodzą nadawał zgięcie w potylicy, zewnętrzną pilnując ogiera i prowadząc po półwolcie. WRaz z dojechaniem do X wysłał mu półparadę, naprostował i przestawił pomoce na półwoltę w prawo o średnicy 10m. Pierwsza półwolta poszła im zdecydowanie lepiej, przy drugiej na drugą stronę Diego spotkał się z lekką sztywnością u konia. Spodziewał się że to mogło być spowodowane brakiem zaufania pary do siebie takim pełnym, albo że to była gorsza strona konia. Spowodowało to lekkie zaburzenie rysunku tej półwolty, ale jeszcze bez większej tragedii. Po zamknięciu tej figury wrócili pod ścianę w B, gdzie pojechali dalej na wprost przez kolejnych 5 literek i dwa narożniki w tym. Postarał się jak najlepiej wpisać ogiera w nie, by po zjechaniu na długą ścianę przed V wysłać Unee skupiające półparady. Wraz z dojechaniem do odpowiedniego miejsca, zaczęli ustępowanie od łydki do I na prawo. Zewnętrzną wodzę zostawił prowadzącą, a wewnętrzną pilnował zgięcia do wewnątrz. Wewnętrzną łydkę cofnął o szerokość dłoni, nakłaniając ogiera do ruchu naprzód i w bok. Natomiast zewnętrzna łydką pilnując jej zadu i przy okazji również ruchu naprzód wraz z łydką wewnętrzną. Jednak napotkali drobne problemy z ciągłym spięciem, które towarzyszyło im od półwolty. przez co ogier nie dokładnie krzyżował te nogi. Po dojechaniu do I wyprostował konia i pojechał na wprost do krótkiej ściany, gdzie tym razem pod nią zakręcił na prawo. Tym razem staranniej po półparadzie przyłożył się do wyjechania łuku i potem dalej narożnika na długą ścianę, dzięki czemu poprawnie wpisali się w oba zakręty. Przed dojechaniem do M wysłał mu półparady, by w tejże literce sprowadzić ogiera na przekątną czworoboku. Diego zaczął wraz z tym manewrem anglezować w siodle, wysuwając lekko ręce w przód i zachęcająco dosiadem prosił ogiera o poszerzenie swoich ram i zaznaczenie wyraźniejsze kroków. Starał się przy tym pamiętać o przytrzymaniu ogiera w zamkniętych łydkach po bokach, aby nie spłynął mu z wyznaczonej linii na boki. O ile krok udało im się dobrze wydłużyć, to trochę ich znosiło na boki. Facet chyba nie dostatecznie jednak przypilnował tego, co miało taki a nie inny skutek. Wraz z dojechaniem do K wysłał mu półparadę, siadł w siodło i wziął ogiera na siebie, skracając go tym samym do roboczego. Ten element akurat wyszedł im dobrze, więc dalej pod ścianą pojechali na wprost. Poprowadził karego ogiera przez dwa kolejne narożniki, starając się go wpisać w nie jak najdokładniej i po pojawieniu się na długiej ścianie, uprzedził Unee o nadchodzącym zadaniu półparadami. Dojeżdżając do P przygotował go do ustępowania od łydki w lewo, które zaczęli zaraz wykonywać. Diego użył tych samych pomocy co za pierwszym razem, tylko w ich lustrzanym odbiciu i tak do I pojechali. Na tą stronę ustępowanie zdecydowanie było lepsze w ich wykonaniu, a w kończącej literce na linii środkowej naprostowali się i pojechali dalej naprzód w kierunku krótkiej ściany. Tam zadbał o jak najlepsze wyjechanie łuku na lewo pod nią, a następnie narożnika na długą ścianę. Już przed nim wysłał ogierowi skupiające półparady, by w H odbić na przekątną czworoboku przez X do F. Zamknął łydki po boksach ogiera, jednocześnie zachęcając dosiadem do większej aktywizacji zadu ogiera. Jednocześnie pilnował zachowania równego i energicznego tempa do tego potrzebnego. Jednak trochę przy mocno go przytrzymał na pysku, przez co ogier na początku nie mógł odpowiednio się otworzyć na przodach do tego ruchu. Postarał się dość szybko naprawić swój błąd, który wpłynął na jakoś wykonania ćwiczenia z pewnością. Przed F po półparadzie wziął ogiera na siebie, skracając go z powrotem do roboczego tempa. Poprowadził go przez kolejny narożnik wyginając ogiera od wewnętrznej łydki i prowadząc na zewnętrznej wodzy, by już po drodze wysłać mu półparady skupiające przed A. Tam zaraz wysłał mu jedną pełną wraz z pomocami do zatrzymania, tak jak na początku przejazdu. Udało im się zatrzymać w punkt, jednakże trochę krzywo z racji słabego dopchnięcia łydką zadnich nóg konia pod kłodę. Spokojnie jednak w myślach odliczył 5s, by dołożyć łydki do jego boków i wypchnąć z krzyża do stępa. Od razu zadbał o energiczny krok ogiera zachęcając go do tego dosiadem, a także bezbłędnym podążaniem za jego ruchem. Poprawnie wyjechali narożnik, by zaraz w K odbić na krótką przekątną czworoboku do R. Wraz z zejściem na nią zaczął oddawać ogierowi wodzę, zachęcając jednak dosiadem do aktywnego kroku naprzód. Ogier zszedł trochę łbem w dół i przód, ale spiął się przy tym też i nie do końca odpuścił. Dojeżdżając do R wysłał mu półparadę, by ponownie pozbierać wodze i wrócić do stępa sprzed przekątnej. Na dystansie do M wysłał mu kolejne półparady, by zaraz dołożyć łydki do jego boków i wypchnąć z krzyża do kłusa. Poprowadził go przez kolejny narożnik, by z półparadami dojechać do środka krótkiej ściany i tam przejść w najwyższy chód. Dołożył w tym celu obie łydki do jego boków, dociążył mocniej lewą stronę siodła i wypchnął go z krzyża od galopu. Jednocześnie dał mu trochę luzu z przodu, by ogier płynnie wszedł w ten chód. Wyjeżdżając narożnik na długą ścianę i przygotowując się w S do wykręcenia 15m koła w lewo. Lewą łydkę pozostawił na popręgu i odgiął ogiera od niej, prawą przesunął za niego i pilnował zadu ogiera. Wewnętrzną wodzą nadawał zgięcie w potylicy, zewnętrzną pilnując ogiera i prowadząc po kole. Wiedząc że z zamknięciem koła czeka na nich kolejny element, to uprzedził go półparadę i po powrocie na ścianę zachęcił ogiera do wydłużenia ponownie kroku. Zamknął przy tym łydki po bokach i zaktywizował jego ruch dosiadem, wysuwając lekko ręce w przód i zachęcając przy tym do poszerzenia ram i zaznaczenia wyraźnie swoich kroków. Nie miał tym razem z prawidłowym poszerzeniem swoich ram, a także wydłużeniem swojego kroku i dzięki temu poprawnie wyjechali ten ruch pod ścianą do K. Przed owym punktem wysłał mu ponownie półparady, by zaraz wciąż go na siebie i skrócić do roboczego tempa. Poprowadził go przez kolejna dwa narożniki, by przed F wysłać mu półparady i sprowadzić go na przekątną do H. Jednak najpierw w X czekała na nich zmiana, którą wcześniej uprzedził półparadą i przytrzymał ogiera do kłusa. Właśnie w nim skończyli ów przekątną na ścianie w H, by pojechać przez narożnik w kierunku C. Jednak w trasie do ów punktu po półparadzie dociążył bardziej prawą stronę siodła, dołożył łydki do jego boków i wypchnął z krzyża do galopu z prawej nogi. Poprowadził go przez kolejny narożnik aż do R na długiej ścianie, gdzie zjechali na 15m koło w prawo. Podobnie jak wcześniej mieli nieco problem z prawidłowym jego zakreśleniem, gdzie ogier nieco wypadał z ustawienie przez spięcie i sztywność. Zamykając figurę uprzedziła go o nadchodzącym zadaniu, by zacząć wraz z zetknięciem się ze ścianą wydłużenie ponowne kroku. Dojeżdżając do F wziął karosza na siebie, skracając go do roboczego tempa. Poprowadził kolejno Unee przez dwa kolejne narożniki, by w K zjechać na przekątną przez X do M. Trzymał go w łydkach i równo prowadząc w korytarzu z wodzy po linii prostej, by przed końcowym jej punktem wysłać mu półparady i przytrzymać go do kłusa. Poprowadził go przez kolejne dwa narożniki, starając się wyjechać jak najdokładniej i potem pod długą ścianą do E. Tam sprowadził go po raz ostatni na koło, gdzie zaczął też od razu anglezować w siodle. Wyginając go od wewnętrznych pomocy i ograniczając go zewnętrznymi, by oddać mu też stopniowo wodze wraz z aktywnym działaniem nadgarstków. Wspomógł ten ruch łydkami, starając się by ogier wykonał obniżenie szyi wraz z żuciem z ręki jak najlepiej. Do tego momentu wszystko szło dobrze, aż Diego zaczął z powrotem nabierać wodzę na kontakt. Nie do końca zrozumiale dla jeźdźca ogier się spiął i stracił na moment właściwie tempo, co spowodowało że Diego musiał na moment odpuścić i jeszcze raz wykonać całą sekwencję. Dopiero wtedy udało im się to zrobić poprawnie, a po zamknięciu figury pojechali dalej pod ścianą i następnie przez narożnik na krótką ścianę. wyginając go od wewnętrznej łydki i nadając mu nią zgięcie. Prowadząc go jednocześnie na zewnętrznej wodzy i tak samo czyniąc na łuku na linię środkową. Na niej pilnował korytarzem z wodzy i łydkami zamkniętymi po jego bokach ruchu ogiera po linii prostej do X, wysyłając mu po drodze w dystansie półparady. W końcu wysłał mu jedną pełną paradę, zblokował ruch miednicą i ściągnął wodzę. Nie zapomniał dopchnąć łydką nóg ogiera pod kłodę, a kiedy już stali w pełnej nieruchomości ukłonił się w kierunku sędziów. Oddał ogierowi wodzę i zjechali zaraz z czworoboku stępem na rozprężalnie, gdzie Diego należycie go pochwalił poklepaniem po szyi.

z.t
_________________
Debo confesar que
Solo pienso en ti.

personalia: Tu mirar tu caminar » Diego Montana
wiek: Eres muy timida lo se » 33 lata.

partnerka: Dime lo que so » xxx.
pms: Ver tu voz de terciopelo » 0.
ex: Cuando me hablas ya yo toco el cielo » Lara.

przyjaciele: Pienso en ti por darte un beso » Brian.
wrogowie: Dime si tu te sientes asi » brak.

moje: Renault Koleos, fone, house, gallery
osiągnięcia: Dime que al verme tu tambien tiemblas » link
 
     
Lavard Sontesique
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat [6.08.2012]
Rasa: Holenderski Koń Gorącokrwisty
Wzrost: 176 cm

Ostatni trening: 02.02 - teren - Jessie
Właściciel: Jessica Wrens
Cena: £4750

Doświadczenie w skokach: 40
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 117
Doświadczenie z lonżowania: 90
Kondycja: 86
Szybkość: 21
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2019-08-25, 21:51   
   Tytuł: Postrach stajni




Krocząc wyniosłym kłusem prezentował się nienagannie, swoją prezencją i ruchem zaskarbiając uwagę wszystkich zebranych. Oddychał spokojnie, choć jego spojrzenie zdradzało ekscytację i skumulowaną w ciele ogiera energię. Luke nie miał łatwego zdania i naprawdę musiał się postarać, aby ta tykająca bomba nie wybuchła przedwcześnie.
Poruszając się kłusem minął szranki czworoboku i kierując się idealnie po linii prostej dotarł do litery X, w której nastąpiło zatrzymanie. Dostając wyraźny sygnał od dosiadu zatrzymał się w miejscu równo obciążając wszystkie cztery kończyny. Cierpliwie zniósł nieruchomość, podczas gdy mężczyzna wykonywał ukłon i dopiero, gdy formalnościom stało się za dość, ruszył kłusem na wprost do litery C.
Prowadzony na miękkim i elastycznym kontakcie był oparty na ręce i chętnie żuł wędzidło pieniąc się przy tym obficie. O ile na rozprężalni potrafił zajść za skórę nie tylko swojemu właścicielowi, ale i innym rozgrzewającym się parom, to na czworoboku myślami był tylko przy Luczku.
Gnąc się od wewnętrznej łydki i pozostając podparty zewnętrzną, uformował cielsko w przyjemny łuk, którym wpisał się idealnie w krzywiznę zakrętu w prawo. To pozwoliło im swobodnie przylgnąć do krótkiej ściany przy budce sędziowskiej i za moment poprawnie wyjechać narożnik. Nie mając zbyt wiele czasu musieli niemal od razu po wyjściu na długą ścianę odkleić się od niej i wyjść na przekątną MXK. Poruszając się aktywnym i bardzo lekkim kłusem niósł miękko właściciela na swoim grzbiecie pozwalając mu swobodnie kontrolować tor jazdy. Nie utrudniał mu zadania, choć Luke i tak musiał włożyć sporo wysiłku, aby ogier nie odpalił się w niepożądanym momencie.
Delikatnie ustawiony na lewo oparł się na zewnętrznej wodzy i dokładnie wpisał w narożnik, który znów nie sprawił żadnych trudności. Docierając natomiast do litery A rozpoczęli serpentynę o trzech łukach, w trakcie której ogier pozostawał lekko poddenerwowany. Nie podobały mu się przejścia, co jasno pokazał tuż przy pierwszym z nich, gdy spiął się zauważalnie i lekko uciekł głową przed pion. Dopiero przy kolejnym przejściu zdołał się uspokoić, choć wciąż był niezadowolony z faktu, że ktoś prosi go o stęp w momencie, w którym ogier nie bardzo radzi sobie z nadmiarem energii i emocji. I tak zachowywał się lepiej niż zwykle aczkolwiek w jego mowie ciało dało się dostrzec to, że Lavard wyraźnie jest nabuzowany.
Ucieszył go natomiast koniec serpentyny, podczas której wykonywania był naprawdę elastyczny i swobodnie wpisywał się w łuki swoim cielskiem. Wyjeżdżając kolejny narożnik miał okazję na przekątnej zaprezentować część swojego potencjału, co bardzo mu się spodobało. Lubił błyszczeć i być w centrum uwagi podobnie jak jego mama. W takich momentach naprawdę zachwycał, choć było to zaledwie wydłużenie wykroku. Mocniej idąc od zadu wyraźnie poszerzył wykrok, swobodną łopatkę wypychając lekko do przodu przy jednoczesnym wysunięciu nosa do przodu wraz z szyją.
Dopiero przed literą F pozwolił się na nowo skrócić tym razem nie zgłaszając większego protestu. Precyzyjna praca dosiadu i seria półparad pozwoliła mężczyźnie na nowo wprowadzić ogiera w kłus roboczy bez żadnych spięć. Poruszając się nadal aktywnym kłusem, choć w nieco bardziej skróconych ramach niż przed chwilą, cały czas pozostawał rozluźniony i przepuszczalny. Po pokonaniu narożnika zagalopował w literze A odpowiadając na prośbę jeźdźca. Poruszając się z lekkością przyjemnie niósł Luczka na grzbiecie wyraźnie wchodząc zadem pod kłodę i prezentując naturalny uphill.
Wyjeżdżając na koło pozostawał ustawiony ciałem tak, aby wpisywać się idealnie w łuk i jednocześnie pozostawać na miejscu zadem i łopatkami. Podczas oddania wodzy nie wyszedł z ustawienia prezentując samoniesienie się i nie tracąc równowagi pozostał pod kontrolą. Będąc bardzo uważny na pracę dosiadu nie rozpadł się i pozwolił Luke’owi swobodnie odzyskać kontakt. To z kolei umożliwiło im przygotowanie się do zaprezentowania kolejnego elementu, w którym Lavard miał okazję zaprezentować swój najlepszy chód. Odpowiednio przygotowany i zmagazynowany od litery K rozpoczął wydłużenie galopu, w którym nie tylko otworzył się przodem, ale też bardzo ambitnie pracował zadem.
Dopiero przed H spiął się na moment, gdy Luke zamiast zacząć wcześniej go wyciszać, spróbował w jednej chwili skrócić galop, co bardzo nie spodobało się Paniczowi. Skwitował to położeniem po sobie uszu i mocnym naparciem na wędzidło, co jednak udało się przepracować w trakcie wyjeżdżania narożnika.
Rozpoczynając w C połowę 20 - metrowego koła pozostawał skupiony na jeźdźcu starając się bezbłędnie odczytać jego pomoce. Samo przejście do kłusa wypadło nienagannie i pozwoliło im na zachowanie równowagi oraz swobodną zmianę ustawienia, co z kolei dało im szansę na równy i niczym niezachwiany galop poprzez drugą połowę koła, którą nakreślili od X do A.
Nie mając jednak czasu na odpoczynek od A rozpoczęli koło w galopie, ale tym razem tak jak poprzednio prezentując oddanie i nabranie wodzy przed jeźdźca. Utrzymując równy rytm galopu ogier chętnie wysunął nos do przodu i z powrotem przyszedł do ręki, nie rozsypując się ani nie rozpadając we wspomnianym chodzie, choć nie było to łatwe, bo ogier rozpraszając się chwilowo utracił łączność z Luczkiem.
Dopiero seria półparad pozwoliła na ponownie skupienie na jeźdźcu i całkiem niezłe przejście do kłusa, którym skierowali się aż do B, by tam odpić w kierunki X’a. Dopiero na samym środku wykonali zatrzymanie poprzedzone półparadą, a następnie ruszyli ponownie kłusem na wprost do E.
Po ponownym zakręcie w lewo pozostali na ścianie prezentując pełen równowagi i elastyczności kłus, z którego w literze A przeszli do stępa pośredniego. To właśnie w tym chodzie wykonali najpierw ustępowanie od łydki w lewo do linii ćwiartkowej. Krocząc miękko i cały czas w rozluźnieniu przeżuwał wędzidło i będąc opartym na zewnętrznej wodzy wyraźnie krzyżował nogi przemieszczając się równocześnie do przodu i w bok. Nie śpieszył zadem ani nie wyprzedzał łopatką, choć to właśnie ona prowadziła jego całą sylwetkę w lewo. Po krótkim wyprostowaniu i przestawieniu pomocy obaj wrócili z powrotem na ścianę znów prezentując ustępowanie, ale tym razem od łydki z prawo.
Po powrocie na ścianę pokonali narożnik, aby następnie w połowie krótkiej ściany wrócić do kłusa roboczego, którym od C przemieszczali się aż do E, aby tam rozpocząć koło o średnicy 20 metrów.
W jego połowie Lavard wyszedł z nosem do przodu i w dół wyraźnie podążając za wędzidłem, które żuł pieniąc się cały czas w pysku. Dzięki odpowiedniemu zaangażowaniu zadu i podtrzymywaniu równego tempa mężczyźnie udało się płynnie nabrać wodze i wrócić do kłusa roboczego, bez zbędnych spięć z wierzchowcem.
Po powrocie na ścianę dotarli do A, gdzie odbili na linię środkową kierując się na wprost aż do X’a, aby tam wykonać zatrzymanie kończące przejazd. Po ukłonie i chwilowej nieruchomości, Lavard finalnie otrzymał luźną wodzę i został pochwalony przez właściciela. Po chwili opuszczając też czworobok w całkowitym rozluźnieniu na długiej wodzy.

/zt
_________________

 
     
Elizabeth White
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 26 lat (18.04.1993)
Wzrost: 175 cm

Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur
Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato
Pieniądze: £4638

Punkty doświadczenia: 314
Skoki: 161
Ujeżdżenie: 72
Cross: 53
Wyścigi: 2
Obycie z koniem: 28


Wysłany: 2019-08-25, 21:52   



Na tych zawodach najbardziej czekała na przejazd z Florkiem, bo jakby nie patrzeć - był to ich debiut. Właściwie to odkąd kupiła ogierka, była nim naprawdę zauroczona i nie mogła się doczekać, aż wspólnie zawojują czworoboki. I oto nastał ten dzień!
Gdy zarówno Elizabeth jak i koń prezentowali się nienagannie, a wszystko było odpięte na ostatni guzik, para zjawiła się na rozprężalni. Podczas rozgrzewki zawodniczka starała się przypomnieć kopytnemu to i owo, sprawdzić jak znosi całą tą nerwową otoczkę, rozluźnić go i poprawić reakcje na pomoce. Całość nie była długa i wycieńczająca, ale za to bardzo treściwa i niosąca za soba - miejmy nadzieję! - pewne korzyści.
Gdy wreszcie zostali wywołani, Elizabeth zaprosiła Florencio do kłusa, którym to jeszcze przez chwilę poruszali się po zewnętrznej stronie szranek. Ów czas brunetka poświęciła na dopracowanie chodu w którym się poruszali, szybko starając się naprawić ewentualne uchybienia w sylwetce ogiera. Finalnie wprowadziła go przez rozsunięte szranki na linię środkową, automatycznie zamykając w korytarzu z łydek oraz wodzy, który miał na celu uniemożliwić ewentualne wężykowanie na boki. Dalej przed dojechaniem do X, uprzedziła podopiecznego kilkoma krótkimi półparadami, by w danej literce zablokować dolny odcinek kręgosłupa, napiąć mięśnie brzucha, domknąć rękę i cofnąć ramiona, z zamiarem wykonania pełnej parady. Łydkami dopchnęła jeszcze zadnie nogi pod kłodę i upewniwszy się o nieruchomości, złapała wodze w lewą dłoń, a prawą rękę odwiodła do boku i złożyła układ w stronę jury. Gdy to było załatwione, na nowo ułożyła paski pomiędzy palcami i z półparady wypchnęła kopytnego do kłusa roboczego, znowu skupiając się na precyzyjnym wyjechaniu linii do C, gdzie skręcili w lewo. Skupiła się również na dobrym wyjechaniu najbliższego narożnika, w E sprowadzając Florka na pół wolty do X. Prowadziła go na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną pulsacyjnie nadając zgięcie szyi do środka i rozluźniając. Łydkami również pilnowała, by ogier wpasowywał ciało do narzuconego mu łuku i nie tracił przy tym impulsu do przodu. W X wyprostowała go na sekundę, ale tylko po to by zmienić pomoce na drugą stronę i teraz wykręcić takie samo pół wolty, ale w prawo - kończąc figurę w B. Po powrocie na ścianę czekało ich prawie pół czworoboku kłusa roboczego, w którym to Panna White starała się siedzieć nienagannie, porządnie rozluźniając kręgosłup i miękko wpisując się w kroki konia. Dopiero przed dojechaniem do V, uprzedziła go półparadą, by od danej literki rozpocząć ustępowanie od łydki na prawo, do I. W celi wykonania tej figury, cofnęła lewą łydkę, działając nią spychająco i jednocześnie pilnując zadu, podczas gdy prawa pozostała na wysokości popręgu i dały czas pilnowała impulsu zarówno do przodu jak i w bok. Po za tym wygięła Florencio lekko na zewnątrz, dłońmi przesuniętymi w prawo ''wskazując'' ogierowi kierunek. Kończąc figurę wyprostowała go, na końcu linii skręcając dla odmiany w prawo. Upchnęła cielsko gniadosza w narożniku, robiąc sobie z tego poniekąd podstawę pod przekątną, którą właśnie mieli zaprezentować. Poza wytyczeniem precyzyjnej linii do K, Kanadyjka zaczęła jeszcze aktywizować ujeżdżeniowca, zachęcając go do widocznego poszerzenia wykroku, jednocześnie pilnując, by omyłkowo jej tutaj nie zagalopował. Do roboczej wersji kłusa wrócili chwilę przed powrotem na ścianę, dojeżdżając nim do P, gdzie czekało ich kolejne ustępowanie do linii środkowej, tym razem w lewo. Śmiem twierdzić, że wypadło ono lepiej niżeli to poprzednie, bo Elizabeth wiedziała już na czym bardziej się skupić i co ostatecznie poprawić w sylwetce ogiera. Później w C skręcili w lewo i weszli na kolejną przekątną, z wydłużeniem wykroku oczywiście. W F powrócili do roboczej wersji chodu, a chwilę przed A Elizabeth zaczęła przygotowywać podopiecznego do kolejnego zadania, jakim była pełna parada na środku krótkiej ściany. Ów element wykonała identycznie jak za pierwszym razem, gdy pojawili się na czworoboku i wtedy pozostało im odczekać przepisowe pięć sekund w bezruchu. Dziewczyna wytrwała ten czas w bezruchu, nie chcąc zmianą rozłożenia ciężaru nakłonić Florka do oddania chociażby jednego, niepotrzebnego kroku. Dopiero po upływie tego czasu przyłożyła łydki do jego boków, aktywując go ciut mocniej i inicjując tym samym stęp pośredni. Teraz czekała ich krótka przekątna od K do R, na której mieli zaprezentować stęp swobodny. Kanadyjka oddała wodzę zachęcając do obniżenia i rozluźnienia szyi, w razie potrzeby subtelnie zachęcając do tego Florka niewidoczną zabawą palcami. Teraz za pomocą samych łydek musiała dopilnować, by nie spływał jej na żadną ze stron, choć to nie okazało się wcale takie trudne. Wkrótce wróciła na kontakt, wracając również do stępa pośredniego, w którym to dla odmiany mobilizowała ujeżdżeniowca do aktywnego kroku.
W M powrócili do kłusa roboczego, choć nie na długo. W najbliższym narożniku miało bowiem nastąpić zagalopowanie. White wykorzystała tą krzywiznę, by prawidłowo wygiąć swojego podopiecznego i wtedy zsynchronizowanym działaniem pomocy wypchnąć go do galopu. Wyszła jeszcze na chwilę do przodu z ręką, by ogier od pierwszego kroku nie nadział się na wędzidło i wtedy zaczęła go zachęcać do okrągłej, energicznej i równej fouli. Nie mieli na to co prawda zbyt dużo miejsca, bo już w S czekało ich 15-metrowe koło, które mogło okazać się nawet pomocne w uzyskaniu określonej sylwetki. Elizabeth oczywiście starała się nie dopuścić do zaburzenia rysunku figury, jak i do tego, by gniadosz wypadał na zewnątrz lub wpadał do środka którąś częścią swojego ciała. A od razu po domknięciu koła, zaczęła aktywizować go i biodrami również dłużej posyłając do przodu w celu poszerzenia fouli, do litery K, bo tam wrócili do roboczego tempa i od F wjechali na przekątną. Przed dojechaniem do punktu X, zaczęła uprzedzać kopytnego półparadami, by później zblokować go i jednocześnie sprowadzić do kłusa roboczego. Wtedy dopiero zjeżdżając z przekątnej, w narożniku od H do C znowu zadbała o wygięcie i wykonała kolejne zagalopowanie, teraz powtarzając sekwencję sprzed chwili. Najpierw 15-metrowe koło, potem wydłużenie wykroku, a jeszcze później przekątna od K do M, gdzie przed powrotem na ścianę wrócili do kłusa. Przed zakończeniem mieli jeszcze koło w E, na którym musieli zaprezentować żucie z ręki. Brunetka stopniowo oddawała wodze, pozwalając rozciągnąć mięśnie szyi oraz grzbietu. Dała zejść Florkowi mniej więcej na wysokość guza barkowego, przez cały ten czas rytmicznie anglezując i jeszcze starając się utrzymać rysunek figury. Przed dojechaniem do E wróciła na kontakt i usiadła w siodło, teraz już jadąc prosto do A, skąd znowu wprowadziła gniadego na linię środkową. Po zatrzymaniu w X, ukłoniła się i opuściła czworobok stępem na długiej wodzy, przy okazji chwaląc kopytnego pogłaskaniem po szyi.

z/t
_________________

    ...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles
    ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
    ..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «


    T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
    I just want you close where you can stay forever
    You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
    So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
    ..............................pms » 1

    ...............L a s h e s..a n d..d i a m o n d s,..A T M..m a c h i n e s
    ...............BUY MYSELF ALL OF MY FAVORITE THINGS


    Real protective with my soul, where you been?
    
Is your GPS even on, where you been?

    f r i e n d s » OLIVER, AILEEN, ANNE HOWARD



    @edit by Delfinek


30% zniżki na zakup konia
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8