Płeć: ogier Wiek: 7 lat (21.09.2012) Rasa: KWPN Wzrost: 164 cm Właściciel: Liam Cena: £2550 Doświadczenie w skokach: 63 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 74 Doświadczenie z lonżowania: 59 Kondycja: 63 Szybkość: 66 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2019-07-23, 17:47
NICOLE VELIEN & PETER PAN - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA
Do boksu startowego może nie wszedł niepewnie, ale sztywno przez podekscytowanie, które go ogarnęło. Nie mógł się zdecydować, czy iść stępem, czy kłusem, więc Nicole co chwilę musiała go przytrzymywać, a także 'bombardować' półparadami bo ciągle zadzierał łeb i rozglądał się. To, w połączeniu z kiepskim, rozmieklym podłożem i brakiem doświadczenia Nicole dawało dość trudną, emocjonująca mieszankę, lecz jak mawiają - kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Warto było więc spróbować choćby dla samych siebie, mimo że zawody rozgrywaly się daleko... W każdym razie Piotruś zagalopowal wraz z otrzymaniem łydki i chętnie nabrał tempa, ale też uległ większemu rozkojarzeniu, które Nicole musiała zwalczać dużo silniejszym działaniem ręki by ogier dalej jej nie ignorowal, co zdarzało mu się nagminnie. Mimo wszystko nie był ślepy i pierwsza przeszkodę obejrzał sobie już z daleka, ale więcej uwagi poświęcił jej dopiero na parę kroków przed odbiciem, gdy już Nicole wyprostowala go w po mocach i mocniej pojechała dołem. Skoczył w odpowiedzi na lydke, jak zawsze skacząc z wyraźnie zaokraglona parabola lotu, co było spowodowane jego nurkowaniem nosem i mocnym wyjściem od klebu w górę. Niezmiennie wyglądał na zdziwionego, że coś pod nim leży, więc stąd brak się jego okrągłe skoki ze sporym zapasem, który jednak nie aspirowal na wyższe klasy, bo ze swoim gapiostwem i marnym talentem prędzej by się zabił na bardziej skomplikowanych przeszkodach. Te tutaj były jednak optymalne do jego możliwości. Po wyładowaniu odszedł energicznie spod przeszkody i kontynuowal galop do drugiej, przed którą Nicole ponownie lekko go wycofała i podniosła umożliwiając oddanie kolejnego okrągłego skoku. Następnie dalej galopował przed siebie, energicznie, ale niezbyt wydajnie, zwyczajnie nie mogąc się pochwalić okrągłą foule. Jego galop był raczej płaski, ale za to wygodny, choć jeśli Nicole próbowała go jakoś zaokrąglić czy rozluźnić to zapewne umordowała się co niemiara, zwłaszcza że Piotruś miał skłonności do krzyżowania w galopie i robienia innych, dziwnych rzeczy. Mimo tych wszystkich wad był wdzięcznym koniem, który chętnie szedł do przeszkód, toteż gdy dziewczyna wskazała mu trzecią z nich, sam ją łagodnie wyciągnął w jej stronę i z jej pomocą wybrał miejsce odbicia, po czym wyszedł w górę i ponownie skoczył z zapasem, wysoko podciągając nogi i pracując szyją dla lepszej równowagi. Wylądował i sprawnie odszedł spod przeszkody, po czym zaczął szukać wzrokiem kolejnej. Ta okazała się straszyć kolorami, lecz nie przywiązał do tego szczególnej wagi, zwłaszcza że wszystko było zacienione, więc słońce nie drażniło jego wrażliwych oczu i mógł wszystko zobaczyć. Równo dogalopował więc do czwórki i skoczył z wybranego przez Nicole miejsca, zgrywając się z nią w locie.
Szeregi i kombinacje zawsze były dla niego najbardziej problematyczne, bo wymagały szybkich reakcji, a Piotruś był z tych wolnomyślacych. Niemniej zgodnie z sugestią amazonki dodał do pierwszego elementu i pewnie wszedł w odskok, by po wylądowaniu pozostać w takim samym tempie i po chwili skoczyć znowu, oba te człony pokonując bez większego problemu. Po skoku parsknął przeciągle i w odpowiedzi na działania kobiety zaokrąglił się lekko, pieniąc się w pysku. Niestety po wyjściu z zakrętu na siódmą przeszkodę coś ubzdurało mu się w głowie i dla wygody zmienił nogę w galopie, choć nie do końca, bo zaczął krzyżować i Nicole była zmuszona zatrzymać go do kłusa, a potem zagalopować znowu. Piotruś jednak od razu zaczął krzyżować po powtórnym zagalopowaniu, najwyraźniej przegrzał mu się system i nie zamierzał się odblokować... Jakoś udało im się pokonać siódmą przeszkodę, ale przed ósmą Nicole zgłosiła rezygnację i w sumie była to dobra decyzja, jeśli brakowało jej doświadczenia do ukończenia tego crossu, choć bardziej przydałoby się jej więcej pewności siebie. Niemniej ogier bez problemu się zatrzymał i opuścił tor miękko stępując na obniżonej i rozluźnionej szyi.
_________________
‘ I can be your LOST BOY, your last chance,
…………………….. your "everything better" plan somewhere inNEVERLAND ‘
imię: chcę na zawsze pozostać małym chłopcem - Peter Pan
pseudonimy: Piotruś, Piotrek, Pete
właściciel: zna mnie najlepiej ze wszystkich ~ Liam x3
moje:paszport, sprzęt skokowy, ujeżdżeniowy, stajenny, galeria osiągnięcia:nie dziw się że masz pod górkę
jeżeli pchasz się na samą górę ~ są
klacz: piękna - to słowo zdaje się być stworzone dla niej lubię: cześć, jestem Piotruś i kooocham ciebie! ♥
nie lubię: złość piękności szkodzi
źrebaki:mogę być z nich dumny x3
Milky Way po Charmeur
Płeć: mężczyzna Wiek: 29 lat Wzrost: 186 cm Partner: I thought I'm healing but the truth is, I just stopped feeling. Ostatni trening: kondycyjny - 09.03.20 - Shockwave Podopieczny: Cruzeiro, Shockwave, Soldat, Ophelia, Fleau de Baian, Odalco, Gloria Victis || Niespodzianka Pieniądze: £4670 Punkty doświadczenia: 292 Skoki: 186 Ujeżdżenie: 22 Cross: 42 Wyścigi: 3 Obycie z koniem: 37
Z boksu startowego ruszyliśmy niezwłocznie po usłyszeniu dzwonka. Zagalopowałem ze stój, więc musiałem się trochę bardziej postarać o zbudowanie odpowiedniego tempa galopu po starcie, ale zniecierpliwiony oczekiwaniem Bloo zdawał się tylko na to czekać. Wszedłem więc w półsiad, w którym ogier miał większe szanse rozwinąć pode mną oczekiwaną prędkość. Zaskakiwał mnie dziś swoją chęcią do ruchu naprzód i ciągnięciem do przeszkód, bo miałem jednak o nim zgoła inne zdanie - zwykle był dość strachliwy i patrzący, co dziś zupełnie nie miało miejsca. Wspierałem go w tym, w trakcie najazdu na pierwszą przeszkodę nie jadąc biernie, tylko prowadząc go w korytarzu z pomocy i pilnując przede wszystkim w łydkach, żeby jednak nie skrócił się w ostatniej chwili ani nie zatrzymał przed przeszkodą, która wyglądała dość zachęcająco. W pomocach naprostowałem go prostopadle do jedynki, przysiadłem go parę kroków przed odbiciem i podprowadziłem pod samą "stacjonatę", skąd dałem srokatemu łydkę do odbicia. Z wyczuwalną mocą odbił się od ziemi, a ja wyszedłem za jego ruchem do półsiadu, nie przeszkadzając mu w skoku i pomagając mu zachować równowagę. Po wylądowaniu pomogłem mu sprawnie odejść spod przeszkody i odbudować tempo galopu przed oddaniem kolejnego skoku, na równie przyjemnej przeszkodzie, która choć wyższa o dobrych kilka centymetrów, to nie wymagała od Bloo więcej wysiłku. Był już chyba tyle doświadczony by wiedzieć, że miękką część przeszkody można spokojnie przeczesać ciałem podczas skoku, choć nawet jeśli zdecydował się na mniej ekonomiczny skok, to nie miało to teraz większego znaczenia. Pokonawszy ten wariant, który stał bliżej prawej strony, dalej galopowaliśmy z prawej nogi ku następnej, znacznie oddalonej przeszkody, której póki co nawet nie było w zasięgu wzroku. Dopiero ona budziła większy respekt, ale Bloo dziś zaskakiwał szczerością i odwagą, więc do samego końca galopował odważnie na stół, a potem wybił się ze wskazanego miejsca i oddał długi skok nad przeszkodą, w trakcie którego przyjąłem półsiad i oddałem srokatemu rękę, wyciągając ją wzdłuż jego grzywy. Po skoku w dalszym ciągu trzymałem tempo, co było spowodowane tym, że znałem ułożenie trasy i wiedziałem, że tylko przez pierwszą jej połowę można dużo, efektywnie galopować, bo w drugiej części znajdowało się dużo więcej przeszkód. Z tego względu musiałem jednak też uważać na to, by nie przeforsować konia, więc nie była to prędkość ponad jego kondycyjne możliwości.
Podjeżdżając do pierwszej kombinacji przeszkód na tej trasie, wróciłem w siodło na parę kroków przed oddaniem pierwszego skoku i stanowczo wziąłem ogiera na siebie, zdecydowanie nie chcąc wyłożyć się z nim na przeszkodzie, do czego mogłaby dopuścić nadmierna prędkość. Siłą rzeczy zaokrągliłem tą decyzją galop i zamkniętego w pomocach srokacza doprowadziłem pod samą czwórkę, po czym wysłałem go do skoku. Po wylądowaniu w dalszym ciągu zabiegałem o kontrolę, by w łagodnym łuku na prawo zmieścić dokładnie pięć foule, po których nastąpił drugi skok. W przypadku tej przeszkody szczególnie pilnowałem Bloo w łydkach i na kontakcie, tworząc z pomocy zamknięty korytarz, który ograniczył ryzyko wyłamania na tej wyjątkowo wąskiej przeszkodzie. Po udanym skoku pochwaliłem krótko ogiera, dbając o jego motywację, po czym energicznie pogalopowaliśmy do kolejnych przeszkód. Szóstka, tak jak siódemka, wyglądały identycznie, lecz odległość między nimi była na tyle duża, by nie rozpatrywać tego w kategorii szeregu. Dlatego też pozwoliłem sobie na skok z większego tempa, zwłaszcza, że przeszkody były proste i zachęcające. Oczywiście zarówno w przypadku szóstki, jak i siódemki podczas lotu siedziałem w półsiadzie i elastycznie pracowałem ręką z pyskiem srokatego, starając się jak najmniej mu przeszkadzać. Siłą rzeczy byłem też trochę bardziej zachowawczy w swoim działaniu, bo na krosie działy się niekiedy nieprzewidywalne rzeczy, a jednak wolałbym uniknąć tak srogiej gleby jak kiedyś na Unexie, która do dziś odzywała się echem w bolącym barku.
Po wylądowaniu zdecydowanie odesłałem ogiera do żywszego galopu, chcąc wykorzystać ten dosyć długi, pozbawiony przeszkód odcinek trasy prowadzący nas bezpośrednio do ósemki. Przed nią lekko uspokoiłem galop, wycofując Bloo i biorąc go na siebie, by nie wpadł z impetem na przeszkodę, która mimo wszystko wymagała uwagi. Poprawny najazd jednak znacznie ułatwił pokonanie ósemki, toteż za chwilę mogliśmy odbudować tempo galopu sprzed przeszkody i uspokoić je ponownie dopiero przed kombinacją składającą się z aż trzech elementów. Przeszkody same w sobie nie były trudne, ale liczyło się poprawne rozjechanie linii, na określoną ilość foule, które miałem już okazję policzyć pod ogiera podczas porannych oględzin trasy. Dlatego też zadbałem o to, by po pokonaniu pierwszej przeszkody (9a) zmieścić w linii do jelonka 7 krótkich foule, zamiast sześciu dłuższych, a po przeskoczeniu drugiego członu równie pilnie rozjechałem linię do ostatniego elementu, mieszcząc w niej pięć foule, wciąż przy skróconym galopie, motywującym ogiera do okrągłych skoków.
Zachmurzone niebo zwiastujące deszcz było dziś naszym sprzymierzeńcem, bo dzięki temu nie było tak gorąco. Pojedyncze krople, które padały od początku naszego przejazdu, raczej nie utrudniały nam przejazdu. Ogier w dalszym ciągu galopował pewnie, stawiając stabilne kroki dzięki wkręconym w podkowy hacelom, wobec czego żadne błoto ani mokra trawa nie były mu straszne. Do 10a dogalopowaliśmy równym, umiarkowanie szybkim galopem, z którego oddaliśmy skok nad pierwszym członem. Po wylądowaniu, zamortyzowanym przeze mnie na strzemionach, stanowczo wziąłem konia na siebie by w łuku do drugiego członu zmieścić cztery foule galopu. W odpowiednim momencie dałem srokatemu łydkę do skoku, po czym wyszedłem za jego ruchem do półsiadu, w równowadze z nim pokonując tę przeszkodę. Następnie, po wylądowaniu, odesłałem go do energicznego galopu, w którym jechaliśmy przed siebie szukając wzrokiem jedenastej przeszkody. Pamiętałem, że będzie ona bardzo wąska, więc z daleka pokazałem ją Bloo, zaś przed samą przeszkodą wróciłem w siodło i w równych pomocach doprowadziłem konia do przeszkody, skąd znowu podyktowałem mu odbicie. Po udanym skoku kontynuowaliśmy galop wyznaczoną trasą do dwunastki, za którą spojrzałem kontrolnie na zegarek, chcąc się przekonać, ile czasu zajęło nam pokonanie połowy trasy - bo właśnie na tym etapie się teraz znajdowaliśmy, przed sobą mając teraz więcej przeszkód, a mniej pustego galopu. Bloo wciąż zdawał się mieć sporo sił, co dawało nadzieję na to, że z takim nastawieniem jakie miał dzisiaj uda nam się pojechać ten cross bardzo dobrze.
Przed kolejną kombinacją cofnąłem lekko ramiona i wykonałem parę półparad, po czym nakierowałem srokatego na sam środek pierwszego elementu i dałem mu łydkę do skoku. Bez trudu nadążyłem za nim przechodząc w półsiad i przesuwając rękę wzdłuż grzywy, ale nie straciłem przy tym kontaktu z pyskiem, dzięki czemu uniknąłem nieprzyjemnego dla konia uderzenia wędzidłem przy lądowaniu. Zakończyliśmy skok lądowaniem na lewą nogę, z której po łuku pojechałem na drugi człon, mieszcząc w linii dokładnie sześć foule. Za chwilę znowu zgraliśmy się z sobą w locie. Pokonanie kolejnej przeszkody także nie przysporzyło nam kłopotów, bo była jedną z tych standardowych, natomiast kolejne dwie były sprawdzianem umiejętności, doświadczenia i posłuszeństwa konia. Najeżdżając na pierwszy corner skróciłem konia w galopie i dość mocno go kontrolowałem do samej przeszkody, pilnując szczególnie z prawej strony, żeby nie spłynął z przeszkody, na którą chcąc nie chcąc musiałem najechać z samego brzegu. Czułem lekki opór ze strony Bloo, ale udało mi się go zwalczyć i skoczyć w odpowiednim momencie. Po wylądowaniu, w zależności od tego jak wypadło, odpowiednio rozjechałem konia w przód lub przytrzymałem takiego skróconego, do drugiego cornera mając naprawdę niewiele miejsca. Za nim miałem okazję jednak ponownie śmiało pojechać w przód w półsiadzie, co znacznie bardziej odpowiadało Bloo, który po tylu skokach i przegalopowanych metrach w moim odczuciu nie był już tak nakręcony, ale wciąż wystarczająco rześki by wykrzesać z siebie jeszcze trochę energii. Nie chciałem go zresztą trzymać w ciągłym skróceniu, tym bardziej, że kolejna kombinacja przeszkód ponownie od nas tego wymagała: po pewnym wejściu w szereg na pierwszym członie, choć za skróconego galopu, za przeszkodą podparłem konia w łydkach, nie chcąc by zmienił rozmiar foule. Po dwóch krokach galopu ponownie dałem mu łydkę do skoku, a po kolejnych czterech foule sytuacja powtórzyła się raz jeszcze. Pochwaliłem konia po ostatnim skoku i pomogłem mu energicznie odejść spod przeszkody, po czym ponownie wszedłem w półsiad i pokierowałem Bloo w stronę kolejnych przeszkód, na następującym odcinku nie próbując już zwiększać tempa, tylko co najwyżej je podtrzymywałem, o ile pozwalała na to kondycja ogiera.
Doprowadziłem go do dziewiętnastki, po pokonaniu której, kilkadziesiąt metrów dalej, czekała na nas następna przeszkoda. Za nią ogier mógł już dostrzec wodę, ale to nie rozproszyło; pewnie weszliśmy w odskok do 20stki, zgraliśmy się ze sobą w ruchu i po wylądowaniu wjechaliśmy do wody. Kierowałem nas na stojącą w wodzie przeszkodę, jednocześnie starając się podtrzymać aktywny galop w łydkach. Niestety Bloo nie wybił się na łydkę, tylko jakby rozmyślił się w początkowej fazie i został przed przeszkodą. Lekko wybiło mnie to z równowagi, ale odepchnąłem się od szyi ogiera i wróciłem w siodło, po czym zdecydowanie skręciłem i zagalopowałem, wyjeżdżając z wody. W tej sytuacji mogliśmy skoczyć alternatywę na lądzie, która oznaczała znaczne wydłużenie drogi, ale nie było innego sposobu by powtórzyć skok w wodzie. Tym samym zarówno 21, jak i 22 przeszkodę pokonaliśmy w drugim wariancie, z czego nie byłem zadowolony wiedząc też, że przed nami długi odcinek galopu. Każde dodatkowe metry były więc dodatkowym obciążeniem...
Niebawem jednak dogalopowaliśmy do kolejnej przeszkody, nad którą ogier mógł oddać ekonomiczny skok, przeczesując miękką część przeszkody. Dalej jechaliśmy na lewo, kierując się w stronę kolejnego zbiornika z wodą, przez który jednak musieliśmy tylko przegalopować po tym, jak oddaliśmy skok nad 24a. Wtedy też zadbałem o to by Bloo wgalopował do wody dynamicznie i dochował tej energii aż do wyjścia na ląd, w tym celu podpierając go w łydkach i w razie potrzeby dodatkowo mobilizując go głosem. Po wyjściu na ląd doprowadziłem go w równych pomocach do drugiego członu i wysłałem do skoku, po czym zgrałem się z ruchem srokacza, nie przeszkadzając mu w skoku nad tą stosunkowo wysoką i szeroką przeszkodą. Przed kolejnymi dwoma przeszkodami ponownie byłem zmuszony stanowczo wziąć Bloo na siebie i go wycofać, jako że obie przeszkody tej kombinacji były wąskie, a między nimi było ciasno. Nie miałem jednak problemu z wyegzekwowaniem od ogiera skróconego galopu, jako że na tym etapie trasy nie ciągnął już tak bardzo do przodu, a wręcz wymagał ode mnie wsparcia, mimo że nie była to kwestia braku sił. Spojrzałem na zegarek, wiedząc, że mamy małe szanse na dotarcie na metę o czasie, choć nie była to wina tempa, tylko tego felernego zatrzymania i nadłożenia trasy. Wiedziałem też że Bloo nie był na tyle wydolny by za wszelką cenę próbować teraz to nadrobić, tym bardziej, że po skoku nad 26, przed samą metą, znowu musiałem go stanowczo skrócić podjeżdżając do kolejnej kombinacji przeszkód, ponownie wymagającej dużej precyzji nie tylko ze względu na wąskość linii, ale też przeszkody będącej drugim elementem. Niemniej obie te przeszkody udało nam się pokonać na czysto, a wtedy już dodałem w półsiadzie do ostatniej przeszkody, jednocześnie pilnując by Bloo nie spłaszczył galopu. Ostatni skok zdecydowałem się skoczyć z nieco większego tempa, ale i tak przed przeszkodą usiadłem zapobiegawczo w siodle i wycofałem ramiona, by nie wpaść w przeszkodę z aż takim impetem. Po wyjściu do skoku po raz ostatni przeszedłem w półsiad i oddałem ogierowi rękę, zaś po wylądowaniu i odejściu spod przeszkody zacząłem zwalniać, jednocześnie luzując mu lekko wodze i klepiąc go po szyi, bo był dziś wyjątkowo dzielnym konikiem. :3
_________________
Oliver Pelerieux
» about me «
find threehobbiesyou love:
one to make you money - horse riding,
one to keep you in shape - rock climbing
and one to be creative – travelling.
maybe I'm too busy being yours
to fall for somebody new » «
your soul is haunting me and telling me
that everything is fine, but no one compares to you, Noémi
I find I'm hoping that
you're more than a friend [1]
keep making me laugh, let’s get high
the road is long we carry on
try to have fun in the meantime
» AileenElizabethJillian «
my horses give me the wingsI lack
» CruzeiroSoldatShockwaveOphelia «
I never dreamed of success, I worked for it
bereiter » showjumping rider
results
Płeć: klacz Wiek: siedem Rasa: selle francais Cena: £2000 Doświadczenie w skokach: 22 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 24 Doświadczenie z lonżowania: 24 Kondycja: 25 Szybkość: 24 Klasa startów: WKKW: ENTRY
Wysłany: 2019-07-23, 20:38
NAOMI EATON & QUICKY DE VOLTAIRE - WKKW ENTRY
Dla Quicky były to pierwsze zawody po przeprowadzce, ale, zapewne ku radości Naomi, niepierwsze w tej dyscyplinie. Należała do koni nie tylko spokojnych, ale i chętnych do pracy i całkiem utalentowanych - od pierwszego dnia zawodów zachowywała się w zasadzie nienagannie, naturalnie popełniając kilka błędów podczas poszczególnych prób, ale nie sprawiając zawodniczce większych kłopotów pod siodłem czy w obejściu.
Błyskawicznie odpowiedziała na pierwsze półparady blondynki, w zasadzie odruchowo próbując unieść łeb, zainteresowana - po przebiegu rozprężenia zdążyła już wywnioskować i domyślić się, po co się tutaj znalazły, w związku z czym była wyraźnie ożywiona. To było jednym z wielu powodów, dla którego ich wspólny start był dynamiczny; zgodnie z obserwacjami Naomi, Quicky zdecydowanie nie odpowiadało spokojne, miarowe tempo, zwłaszcza nie biorąc pod uwagę fakt, że wyrastała przed nią ogromna otwarta przestrzeń, wręcz kusząca swoją rozległością. Od pierwszych chwil zdecydowała się więc narzucić sobie dość mocny galop, dzięki obszernemu, dość płaskiemu wykrokowi zdolna kryć sporo terenu. Choć odpowiadało jej trwanie w takim galopie, zwłaszcza, że nie zdążyła się jeszcze w żadnym stopniu nim zmęczyć, nie oponowała gdy Eaton delikatnie ostudziła jej entuzjazm przed samą przeszkodą, wbrew dużej chęci do ruchu naprzód nie zamierzając próbować walczyć z zawodniczką o swoje; być może i byłaby do tego zdolna, ale nie dało się ukryć, że sama przeszkoda pochłonęła sporo jej uwagi - z zainteresowaniem zwróciła doń uszy, po delikatnym wycofaniu się kobiety mocniej wchodząc w rękę i idąc za jej wskazówką w kwestii wybicia, oddając pełen zaangażowania, ale dość ekonomiczny skok nad konstrukcją. Chętnie i bez większego zawahania wznowiła poprzednie tempo, dość naturalnie nabierając prędkości, pewnie zmierzając w stronę kolejnej przeszkody, która również nie wywarła na niej specjalnego wrażenia - bez większych protestów wróciła do ręki, aby oddać w pełni poprawny skok i wrócić do aktywnego galopu. Podczas dystansu między dwójką a trójką zachowywała pełną płynność, czerpiąc sporo radości z takiego biegu, dawno nie mając styczności z crossem, który był niewątpliwie jej całkiem mocną stroną; także przeszkody traktowała ze sporą dozą entuzjazmu, rzeczywiście ciągnąc w ich kierunku, oczywiście w tym pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bez żadnego problemu uporała się także z trójką, oddając trochę dalszy, ale wystarczająco mocny do pokonania niewysokiej przeszkody skok. Chętnie odeszła do przodu na lądowaniu, istotnie korzystając z niepowtarzalnej szansy na spuszczenie pary - choć sam fakt wyjazdu na zawody, trening, przegląd, próby i wszystko inne mogło być wyczerpujące, w Quicky zdawało się drzemać niezmiennie wiele energii, która teraz mogła znaleźć ujście. Nie oszczędzała się więc nadto, pewnie galopując wzdłuż kolejnych i kolejnych metrów leśnej ścieżki, nie napotykając po drodze żadnych problemów; im bardziej zbliżały się do czwartej przeszkody, tym przytomniejsza i uważniejsza Voltaire zdawała się być, po choćby częściowym wyrzuceniu z siebie wszelkich emocji dużo lepiej reagująca na wszelkie pomoce i sygnały, wreszcie wyraźnie zainteresowana tym co Naomi ma do powiedzenia, a nie tylko tym, co działo się wszędzie dookoła. Dzięki długiemu dystansu galopu, nie oponowała przed lekkim, aczkolwiek potrzebnym skróceniem jakie wiązało się ze skokiem przez czwartą przeszkodę - zamiast protestów, płynnie odpowiedziała na przygotowywacze działania amazonki, strzygąc żywo uszami gdy tylko konstrukcja pojawiła się w jej polu widzenia. Pozbierana przed samym skokiem, galopowała w mocny, okrągły sposób, dzięki temu zdolna oddać silny, płynny skok nad czwartą przeszkodą, wyraźnie ciągnąc kłębem do góry, uszami żywo strzygąc na wszystkie strony i wyglądając kolejnej przeszkody, która, jak się tego spodziewała, nie znajdowała się znów aż tak daleko; utrzymana w linii prostej, pewnie zmierzała w stronę konstrukcji o numerze pięć, za sugestią Naomi nieco uaktywniając się podczas pokonywania wzniesienia, co blondynka mogła odczuć choćby po tym, jak pozytywnie zmienił się jej galop - momentalnie pchała się bardziej zadem, wykonując obszerne, energiczne, ale i silne kroki po wilgotnej ziemi. Nie było jednak dla niej problemem, z aby nieco mocniejszego galopu oddać skok, bezbłędnie uporały się więc z piątką, po której przyszło im pogalopować do szóstki, pokonanej równie pomyślnie co wszystkie dotychczasowe przeszkody. Niestety, ich dobra passa miała zatrzymać się przed siódemką, co nie było winą żadnej z nich. Quicky dotychczas raczej nie zwracała uwagi na ustawionych wzdłuż trasy widząc, bardziej zaabsorbowana samym rozglądaniem się po otoczeniu aniżeli nimi konkretnie; jej nastawienie wobec tłumu gapiów zmieniło się z momentem, w którym zupełnie niespodziewanie wyskoczył spośród nich pies. Jako że skupiona była wówczas na galopie do kolejnej przeszkody, na moment usypiając czujność na rzecz skoncentrowania się przede wszystkim na jeźdźcu i konstrukcją przed nimi, była całkowicie zaskoczona zwierzakiem wypadającym jej w zasadzie prosto pod nogi. Nie tylko zaskoczona, ale i chwilowo przestraszona, momentalnie odskoczyła w bok, chaotycznie uciekając od źródła wszystkich tych nerwów, w efekcie omijając siódemkę, o której chcąc nie chcąc na chwilę zapomniała. Nie odebrało jej to jednak na trzeźwości - choć na chwilę wybiło ją to z rytmu, pozbierała się równie szybko co Naomi, kręcąc ciasną, dynamiczną woltę i z odrobinę niewygodnego miejsca zerwała się do lotu, uszy jeszcze chowając w ciemnej grzywie w wyniku zdenerwowania jakiego przysporzyła im cała ta sytuacja. Szczęśliwie, nie trzeba było czekać długo aż gniada myślami wróci do trasy i zapomni o nieprzyjemnym incydencie - błyskawicznie na nowo skoncentrowała się na Naomi, za jej poleceniem nieznacznie skracając galop w dojeździe do ósmej kombinacji. Quicky na ogół nie była koniem "patrzącym", ale charakterystyczny kolor konstrukcji wymagał od blondynki nieco pewniejszego zainicjowania skoku; tego, na całe szczęście, nie zabrakło, dzięki czemu siedmiolatka ostatecznie bez żadnych ekscesów przedostała się na drugą stronę, analogicznie postępując w wypadku drugiego członu, nad którym również przefrunęła z łatwością, dla własnego bezpieczeństwa odbijając się na tyle mocno, aby zostawić zapas, tym samym nie ryzykując zahaczenia o konstrukcję wobec której miała cichutkie wątpliwości. Nie to co dziewiątka, wobec której nie żywiła żadnych wątpliwości ani skrajnych emocji: galopowała w jej kierunku niezmiennie pewnie, najwyraźniej tylko bardziej i bardziej pokrzepiana pewnością, stanowczością i spokojem zawodniczki, pomimo nerwów na siódemce zdając się z każdą kolejną minutą crossu coraz lepiej czuć i radzić sobie na trasie. Nie zawahała się więc w dojeździe do rzeczonej przeszkody, galopując dalej z werwą i ochoczo, aby w podpowiedzianym przez zawodniczkę miejscu mocno pchnąć się zadem od podłoża i przez wzgląd na szerokość przeszkody, energię wkładając w długość a nie wysokość lotu, mocno ciągnąc przy tym pyskiem przed siebie. Z niezmienną walecznością galopowała w dystansie do dziesiątej przeszkody, dopiero na tym etapie powoli zaczynając odczuwać zmęczenie, szczęśliwie na tyle niewielkie, aby nie wpłynęło ono realnie na jej zachowanie i pracę. Nie należąc do koni specjalnie dominujących i posiadających tendencję do walkę o pozycji, zdawała się całkiem usatysfakcjonowana układem w którym Eaton pełniła funkcję liderki w ich duecie - ufnie podążała za jej wskazówkami, poleceniami i decyzjami, po raz kolejny powierzając zabierając się do lotu tam, gdzie to zasugerowała, dzięki temu efektywnie, ale bez zbędnego wysiłku lądując w równowadze po drugiej stronie i wznawiając galop do leżącej dalej jedenastki. Ta, choć teoretycznie podłożona gałęziami w celu utrudnienia, nie stanowiła dla kobyły większej gratki: potraktowała ją z dużą dozą obecności, nie widząc w niej nic niepokojącego, w efekcie skacząc ją bez zawahania, zwłaszcza, że Naomi tak bardzo zadbała o prawidłowy, pewny dojazd. Nie inaczej było w wypadku zbiornika wodnego, który z początku ją zainteresował, ale którego obecności nie roztrząsała nadto - nie był to pierwszy raz, gdy przyszło jej mierzyć się z przeszkodą wodną, więc bez zbędnych ekscesów przegalopowała po płyciźnie, równie szybko odsuwając ją w niepamięć, po delikatnych zakrętach trasy i odbudowywaniu tempa po wodzie zaczynając wypatrywać trzynastki, która już wcześniej majaczyła na horyzoncie. Po niej miały przed sobą już tylko trzy przeszkody, ułożone na ostatniej prostej do mety. Voltaire być może byłaby i zlekceważyła niektóre z nich, czternastki na przykład z początku nie zauważając i nie wykazując dużego zainteresowania nią, ale odpowiednio przygotowana nie pozwalając sobie na brak dokładności i w efekcie wykonując malutki, ale w zupełności wystarczający skok, bez większego wysiłku wdrapując się na niewielki bankiet. Chociaż klacz nie miała już zbyt wiele energii, nie przestawała płynnie i bez protestów stosować się do wszelkich decyzji blondynki, poszerzając więc lekko ramy przed samą piętnastką, z obszerniejszego galopu wchodząc w niczym niezakłócony, silny skok. Waleczność nie ustawała nawet i przez szesnastką, którą pokonała równie płynnie, po lądowaniu kontynuując aktywny, choć nie szaleńczy galop, którym wspólnie przekroczyły linię mety.
_________________
seven yo eventing prodigyselle francaisnightmare
made in france by quelle surprise x empêchement du verger
galeria + rocana & dream of india greenfield × dokumenty × sprzęt treningowy
Drugiego dnia zawodów nadeszła dla obu pań próba terenowa. Klacz była dziś zwarta i gotowa, więc kiedy skierowały się stępem w pobliże boksu startowego, to gniada nie mogła się doczekać startu. Wraz z pomocami właścicielki przeszła bez wahania do galopu z prawej nogi, pchając się mocno z zadu na lekkich przodach i na elastycznym kontakcie z ręką amazonki. Galopowała aktywnie przed siebie, nie pędząc jednak na złamanie karku. Dark była czuła w pysku najbardziej, oczywiście na łydki też reagowała jednakże czasem jak była zbyt podekscytowana to szalała - delikatnie. Była raczej znana ze spokojnego charakteru, ale także tego że podporządkowywała się jeźdźcowi niemal w 100% zawsze. W końcu ku jej uciesze pojawiła się pierwsza przeszkoda, raczej taka zwykła. Galopując stałym rytmem galopu do ów przeszkody, skupiła się na niej i podniosła się do jedynki. W miejscu wybicia bez wahania wyszła do skoku nad przeszkodę, składając w locie kończyny pod siebie i balansując ciałem nad jedynką. Dzięki temu gładko przefrunęła nad przeszkodą, by po odejściu z spod przeszkody wrócić do energicznego galopu. Dawała się gniada jak na razie spokojnie prowadzić po trasie, nie próbując się kobiecie wymknąć spod kontroli. Nie miały problemu z dojechaniem do drugiej przeszkody, a także oddaniem nad nią ładnego skoku. Po odbiciu się spod niej do trójki miały kawałek drogi przez skoszoną trawę, mijając po drodze przeszkody z innych klas. W końcu jednak pojawiła się na ich drodze ich własna trójka, którą bez wątpienia musiały pokonać. Klacz chciała ją odważniej zaatakować i wyciągnęła kobietę do miejsca odskoku, wychodząc w nim do lotu i wykonując w powietrzu baskil. Po lądowaniu odbiły spod przeszkody dalej naprzód wyznaczoną trasą, by niedługo później ujrzeć kolorową przeszkodę numer cztery. Gniada krótko się przyjrzała przeszkodzie, ale pewnie dojechała do przeszkody i wyszła pod nią do skoku. Przeleciała nad nią na czysto, by skierować się kolejno na dwie ustawione blisko siebie przeszkody. Utrudnieniem na pewno był fakt, że między nimi było dość mało miejsca. Odpowiednio wcześniej zaczęły przygotowywać się do skoków nad przeszkodami, gdzie klacz wraz z sugestią kobiety odpowiednio się skróciła i podniosła do nich. Energicznym galopem dojechała do miejsca wybicia, by wyjść do skoku nad beczkami pierwszymi pod lekkim skosem. Po lądowaniu dojechały spokojnie do drugiej przeszkody, gdzie klacz zaraz oddała czysty i ładny skok nad beczkami. W odpowiedzi na pochwałę od właścicieli krótko parsknęła, by pojechać dalej w kierunku siódmej przeszkody. Jednocześnie dodając nieco w tempie, by nadgonić cenny czas. Po zakręcie na prawo wyjechały na wprost siódemki, którą za moment pokonały w nienagannym stylu a co ważniejsze na czysto. Dalej kontynuowały galop na prawo na ósmą przeszkodę, która mogła się okazać nieco zdradliwa. Kiedy ów ósemka pojawiła się w zasięgu ich wzroku, klacz podniosła się do przeszkody, skupiła się na niej i przyjrzała się jej. Jednakże bez obaw dojechała do przeszkody, by finalnie przefrunąć nad nią na czysto. Po odjechaniu spod przeszkody miały niewielki dystans do przejechania do dziewiątki, która wyglądała identycznie jak ósemka. Podobnie jak poprzednio nie miały problemu z pokonaniem jej, by pojechać w kierunku czekającej ich dziesiątki. Jak na razie trasa przebiegała bez problemowo i po ich myśli. Przeszkoda nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale klacz nie zlękła się jej. Przyjrzała się jej badawczo, dając się jednak prowadzić na nią do samego miejsca wybicia. Tam wyszła do skoku bez wahania, składając kończyny pod siebie w locie i pracując odpowiednio ciałem nad przeszkodą. Po odbiciu spod przeszkody pojechały dalej na wprost, kierując się na jedenastą przeszkodę. Wyglądała ona dość ciekawie i inaczej, ale obie panie nie miały z nią najmniejszych problemów i została pokonana na czysto. Po jej pokonaniu w pewnym sensie wracały, by dojechać do dwunastki po chwili i gładko ją pokonać. Po lądowaniu za nią klacz w skupieniu i zaangażowaniu dojechała do trzynastki, wpasowując się idealnie w wizję kobiety na rozjechanie dystansu. W wyznaczonym przez Nao miejscu Dark wyszła do skoku nad przeszkodę, wykonując nad nią baskil i lądując za nią na czysto. Po jej pokonaniu odeszła spod przeszkody energicznym galopem, wyrównując tempo dopiero przed dwiema kolejnymi przeszkodami. Dlatego przy tym podniosła się do przeszkody, skupiając się w pierwszej kolejności na czternastce. Pokonała ją bez zgrzytu, a po lądowaniu za nią na idealną ilość foule zmieściła się do piętnastki i ją również pokonała na czysto. Klacz w dystansie jednak do 16abc nieco osłabła, bo dotychczasowe tempo dało jej nieco w kość. Nie mniej jednak udało się jej pokonać potrójną kombinację nie najgorzej, by do siedemnastej przeszkody skierować się równym i nie tak mocnym tempem jak wcześniej. Pochwały na pewno dużo robiły, ale czy wystarczały? Między kolejnymi dwiema przeszkoda był znowu mały dystans, więc trzeba było z pewnością uważać i rozważnie wszystko zrobić. Wraz z naprostowaniem się do 17, klacz podniosła się do przeszkody i spokojnie do niej dojechała. Wyszła do skoku w wyznaczonym przez kobietę miejscu, wykonując w locie baskil nad przeszkodą. Po lądowaniu pojechały galopem na prawo z podniesieniem się do 18 do miejsca wybicia, by finalnie pokonać i tą przeszkodę na czysto. Kolejno pojechały do przeszkód 19ab, by spokojnie dojechać i pokonać pierwszy człon. Tym samym wjechały do wody i za decyzją kobiety wybrały alternatywę przeszkody B, która stała gdzieś obok i skoczyły ją również na czysto. Podobna sytuacja miała miejsca na przeszkodzie 20abc, jednak najpierw oczywiście dojechały do członu A. Tam pod przeszkodą klacz wyszła do skoku i wykonała w locie baskil, by po lądowaniu podnieść się do rowu. Płynnie do niego dojechały i pokonały go, by po lądowaniu za nim zdecydować się na łatwiejszy wariant przeszkody 20c. I ten człon pokonały na czysto, dzięki temu choć czas sobie wydłużyły to nie zarobiły karnych punktów za przeszkody czy wolty czy inne. Klacz choć zmęczona dodała w tempie do 21, tyle co mogła z siebie jeszcze wykrzesać. Jasna kłoda w końcu pojawiła się w zasięgu jej wzroku, a ona podniosła się do niej na ostatniej kilka foule przed odskokiem. Dojechała pewnie do przeszkody i ją pokonała, by dalej skierować się na niebiesko-biały stół. Bez wahania Dark wraz z Naomi dojechała do ów przeszkody, gdzie w locie nad nią podciągnęła pod siebie kończyny i za balansowała ciałem w locie nad stołem. Dzięki temu miały do pokonania dwie ostatnie przeszkody, a do wykonania trzy skoki i jak na razie mogły być z siebie dumne i zadowolone. Po odejściu spod przeszkody pogalopowała dalej naprzód na 23ab, by na ostatnie foule przed 1 skokiem podnieść się do przeszkody. Pokonała człon A bez trudu, by po w mocniejszym ataku dojechać do członu B i za chwilę jego też pokonać na czysto. Po lądowaniu za przeszkodą przedostatnią dodała w tempie do 24, by i ją pokonać finalnie na czysto i ostatni raz dodać jeszcze do mety w tempie. Za metą zwolniła do kłusa, a potem do stępa i zjechała z Nao na rozprężalnie.
KONIEC
_________________
Descubrí que el sentimiento Es uno luz Y el amor.
imię: Siempre gana sobre el mal » Dark Princess Intentians właściciel: Que no puedes apagar » Naomi Eaton.
rodzice: Desperado x Princess Ida
dokumenty: passport moje:gallery
potomstwo: Decreto el sueño real » xxx
osiągnięcia: Sé que podemos confiar y nada nos detendrá » link
Płeć: kobieta Wiek: 25 lat Wzrost: 170 cm Podopieczny: La Isla Bonita Pieniądze: £2525 Punkty doświadczenia: 35 Skoki: 12 Ujeżdżenie: 7 Cross: 4 Obycie z koniem: 12
Wysłany: 2019-07-24, 11:34
MERCEDES SMITH & LA ISLA BONITA - WKKW ENTRY
Dla tej pary tak na prawdę to były pierwsze wspólne zawody, więc kobieta będzie zadowolona z jakiegokolwiek wyniku. Na dzień przed próbą ujeżdżeniową dostarczyła klacz do stajni w której miały startować, by następnego dnia przetrwać próbę na czworoboku. Dnia drugiego czekała ich próba na torze crossowym, nie łatwa ale wykonalna z pewnością. Pojawiła się dość wcześnie w stajni, by przygotować klacz do tego zadania. Isla została dokładnie wyczyszczona oraz osiodłana po krótkim przywitaniu się z Mercedes, by wraz z kobietą udać się na rozprężalnie wokół toru. Tam kobieta dokładnie rozgrzała ją we wszystkich trzech chodach, kręcąc z nią masę figur na obie strony, wykonując przejścia między chodami oraz zatrzymania. Na koniec skoczyły kilka razy przeszkody ustawione tutaj na rozgrzewkę, tak by ostatecznie zwolnić do stępa i w nim oczekiwać wezwania na tor crossowy.
W końcu nastąpił ten długo wyczekiwany moment i pojawiły się w okolicy linii startu. Kobieta czuła że klacz jest trochę nerwowa i spięta, ale miała nadzieje że mimo wszystko pójdzie im dobrze. Zatrzymała się na ów linii w oczekiwaniu na sygnał do startu, który po chwili otrzymała i zaprosiła klacz do galopu łydką i wypchnięciem z bioder. Do pierwszej przeszkody było dość blisko, a w dystansie kobieta utrzymywała cały czas niski półsiad. Na kilka foule jednak przed przeszkodą siadła w siodło, zamknęła klacz w łydkach i wraz z półparadami prowadziła do miejsca wybicia pod przeszkodę. Tam odesłała ją do skoku łydką i wypchnięciem z bioder, podążając za jej ruchem przeszła do niskiego półsiadu i oddała jej stosowną ilość wodzy do skoku. Do dwójki było stosunkowo blisko, więc kobieta nie rozpędzała klaczy tylko prowadziła ją w stałym tempie galopu które było pośrednie, aczkolwiek energiczne z siłą potrzebną do oddawania skoków. Doprowadziła dość szybko w pobliże przeszkody, gdzie po siadzie w siodło wzięła Islę na siebie i podniosła do przeszkody. Zamknęła ją w pomocach i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia, gdzie odesłała ją do skoku w nim. Przefrunęły jak na razie nad dwoma pierwszymi przeszkodami bez problemu, by po lądowaniu wrócić do tempa sprzed przeszkody i skierować się na trójkę. Do niej stosunkowo również było blisko, więc nie zmiennym tempem dojechały w jej pobliże, gdzie kobieta ponownie wzięła klacz na siebie i w korytarzu z pomocy doprowadziła wraz z półparadami do miejsca wybicia. Po odesłaniu klaczy do skoku nad przeszkodę, zgrała się kolejno z jej ruchem podczas lotu. Do czwartej przeszkody był już do pokonania większy dystans, gdzie kobieta prowadziła klacz pewnie i spokojnie naprzód do ów przeszkody. W końcu drewniana przeszkoda z fioletowymi znaczeniami pojawiła się na ich trasie, a przy okazji jakoś nie przypadła do gustu klaczy. Na jej widok zaczęła lekko jej gasnąć, co nie do końca było dla nich dobre. Kobieta siadła w siodło po trzymanym wcześniej półsiadzie, by zamknąć ją w pomocach i wraz z półparadami doprowadzić do przeszkody. Musiała ją nieco do niej dopchnąć, wspomagając się w konieczności podczas obicia muśnięciem bacika. Ostatecznie udało im się wyjść do skoku nad przeszkodę, by finalnie przelecieć nad nią na czysto. Do kolejnej 5 i 6 przeszkody była krótka trasa, więc niezmienne tempo para utrzymywała w dystansie do ów przeszkód. W zamkniętym korytarzu z pomocy wraz z półparadami Mercedes prowadziła klacz wpierw do piątki, biorąc ją lekko na siebie i wyczekując miejsca odbicia. Tam łydką i wypchnięciem z bioder odesłała Islę do skoku, zgrywając się kolejno z jej ruchem podczas lotu. Po lądowaniu szybko dość wróciła w siodło, by domknąć wszystko w ten sam sposób co przed chwilą w najeździe do przeszkody numer sześć, którą również pokonały bez większego problemu wraz z klaczą. Szybko namierzyła też siódemkę, która stała bliżej niż kobiecie się wydawało na początku. Jednak szybko po skoku nad szóstką wróciła w siodło, zamknęła ją w pomocach i wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia. Odesłała w nim klacz do skoku nad przeszkodę, przechodząc za jej ruchem do półsiadu i oddając jej stosowną ilość wodzy potrzebną do czystego lotu. Do kolejnej ósmej przeszkody znowu był kawałek do pokonania w dystansie, który para spokojnie rozjechała do przeszkody jasnej w kształcie jak dla niej kłody. Chociaż każdy mógł widzieć w niej coś innego ze względu na dodatki. Z racji koloru mogła być ona zdradziecka dla klaczy, a Mercedes znowu wyczuła że ów przeszkoda nie do końca podoba się Isli. Po ukazaniu się jej obu paniom, Mercedes wróciła w siodło i zamknęła klacz w zdecydowanych pomocach. Wysyłając jej kilka półparad w najeździe do miejsca wybicia, gdzie w razie konieczności wspomogła się backiem przy odskoku. Nie lała jednak nim klaczy bez potrzeby, to takie lekkie muśnięcia nim były. Ponieważ mimo że para ledwo się znała, to klacz jak na razie bezwzględnie ufała decyzją kobiety i jej słuchała, co natomiast niezmiernie cieszyło Mercedes. Po lądowaniu za przeszkodą od razu mogły zobaczyć bliźniaczo wyglądającą dziewiątkę, którą udało im się już pokonać bez uprzedniego zgrzytu. Klacz po skoku nad jej poprzedniczką przekonała się że przeszkoda nie była taka zła, więc bez wahania skoczyła nad jej bliźniaczą siostrą. Po pokonaniu tejże przeszkody spokojnie rozjechały dystans do kolejnej przeszkody, wyglądającej trochę jak stół albo ławka. Na szczęście i ją pokonały bez większego trudu. Do dziesiątki miały znowu kawałek do przejechania, gdzie kobieta zdecydowała się na rozjechanie spokojnie tego dystansu. Utrzymywała przy tym niski półsiad i znalazła przy tym chwilę na pochwałę dla klaczy, która z pewnością się jej należała. W końcu przeszkoda o drewnianej konstrukcji pojawiła się na ich drodze, a kobieta siadła od razu w siodło i zamknęła ją w łydkach. W równym korytarzu z wodzy wraz z półparadami prowadziła ją do miejsca wybicia, gdzie odesłała ją do skoku łydką i wypchnięciem z bioder. Podążając za jej ruchem przeszła do półsiadu i oddała jej stosowną ilość wodzy do skoku, by po lądowaniu skierować się na 11. No zasadniczo jeszcze 12 i 13 które stały za nią w bliskiej odległości. Jednak w pierwszej kolejności skupiły się na przeszkodzie w kształcie ławki z jakimiś kolorowymi dodatkami. Większość dystansu do przeszkody szła po jej myśli do momentu, kiedy klacz potknęła się o coś na podłożu. Pewnie jakaś nie równość, co wybiło je z równowagi i skupienia. Kobieta walczyła o poprawę całości, zbierając klacz na kontakt i powrót do wcześniejszego ustawienia. Jednocześnie pozostała w siodle i wzięła ją na siebie poprzez cofnięcie ramion, zamknęła w korytarzu z pomocy i doprowadziła do miejsca wybicia wraz z półparadami. Tam odesłała ją do skoku nad przeszkodę, zgrywając się zaraz z jej ruchem w locie. Do dwunastki było bliziutko, a Mercedes pozostała w siodle dla lepszej kontroli nad klaczą. Przeszkoda w postaci mini zbiornika wodnego nie sprawiła im większego problemu i sprawnie przez niego przegalopowały. Natomiast po wyjechaniu z niego na horyzoncie pojawiła się 13, która wyglądem również nie zachęcała. Jednakże kobiecie udało się podebrać klacz na siebie, a po zamknięciu w pomocach i półparadach skupiających doprowadzić do miejsca wybicia. Finalnie przefrunęły nad tą małą przyjemną przeszkodą na czysto, by po galopować do ostatnich trzech przeszkód 14, 15 i 16 które stały w bliskiej odległości od siebie i tuż przed metą. W dystansie nie popędzała klaczy, starając się o utrzymanie aktywnego tempa tylko. Czternasta przeszkoda wyglądała bardzo przyjemnie i nie sprawiła parze żadnych problemów, a po lądowaniu za nią kobieta pozostała w pełnym siadzie w siodle. Prowadząc klacz dalej do przed ostatniej przeszkody kilka foule dosłownie naprzód, by i tą że przeszkodę pokonać na czysto. Po lądowaniu za nią pozostała w siodle, prowadząc Islę do ostatniej szesnastej przeszkody. Podobnie jak kilka poprzednich nie wzbudziła w klaczy pozytywnych uczuć, co Mercedes wyczuła przez spięcie i niepewność w dojeździe do niej. Siadła jednak głębiej w siodło, wzięła klacz na siebie i zamknęła w pomocach. Tak wraz z półparadami doprowadziła do miejsca wybicia, gdzie odesłała do skoku ją łydką i wypchnięciem z bioder. Wspomogła się w razie konieczności muśnięciem bacika, by podążając za jej ruchem przejść do półsiadu i oddać jej stosowną ilość wodzy do skoku. Po lądowaniu pogoniła klacz do mety, potykając się dosłownie przed nią o dwie foule i wpadając na nią z śmiesznym poślizgiem. Na szczęście bez konsekwencji i po wszystkim stopniowo zwolniła ją przez kłus do stępa, by w salwie pochwał sprowadzić ją na rozprężalnie.
z.t
_________________
I'm cocky, beat that pussy up like Rocky I fly to Amsterdam for the right fee.
personalia: We survived the thunder » Mercedes Smith wiek: And escaped the hunger » 23 lata.
partner: Who knows what they'll ask us » xxx.
pms: We don't need no answers » 0.
przyjaciele: Once a millionaire can't get off me » xxx.
wrogowie: Shark blue cool with a shark fee » xxx.
Płeć: kobieta Wiek: 24 Lat Wzrost: 172 cm Ostatni trening: 16.09.2019 - rozruch z Why Not Podopieczny: Hemingway Z ll Why Not Pieniądze: £3820 Punkty doświadczenia: 70 Skoki: 39 Ujeżdżenie: 11 Cross: 9 Obycie z koniem: 15
Wysłany: 2019-07-24, 12:52
NICOL ILLAS & WHY NOT - WKKW ENTRY
Dla tej pary to były drugie wspólne zawody. Pierwsze poszły im świetnie, a mogły jeszcze lepiej. Jednak trudno wymagać na start od razu samych sukcesów nie? Na dzień przed zawodami dostarczyła siebie i klacz do miejsca ich docelowego odbywania się, by ulokować klacz w stajni i zostawić do dnia kolejnego. Pierwszego dnia zawodów odbyły próbę na czworoboku, by drugiego dnia podejść do próby na torze crossowym. Zawitała dość wcześnie z rana w stajni, by po krótkim przywitaniu się z klaczą zabrać ją na myjkę. Tam ją dokładnie wyczyściła oraz osiodłała, by po swoim ogarnięciu się do zawodów udać się wraz z kasztanką na rozprężalnie w pobliże toru crossowego. Tam dokładnie rozgrzała ją we wszystkich trzech chodach, wplatając w trening zmiany kierunków, przejścia między chodami, zatrzymania oraz figur na rozgrzewkę. Na koniec skoczyły kilka razy ustawione tutaj przeszkody, by zwolnić do stępa i w nim oczekiwać wezwania na start.
W końcu usłyszała jak ich wywołują na owy start, więc pozbierała klacz na elastyczny kontakt i do wcześniej wypracowanego ustawienia. W stępie pojawiły się na linii rozpoczynającej ich trasę konkursową, gdzie na momencik się zatrzymały. Tam po otrzymaniu sygnału do startu poprosiła klacz o energiczny galop przed siebie, a ona sama przeszła do niskiego półsiadu i wysyłała jej półparady skupiające. Pilnowała Nicol przede wszystkim na początek tempa, by nie było ono za szybkie. Klacz była dzisiaj skora do współpracy i odpowiadała pięknie na pomoce, więc kobieta była pełna nadziei i optymizmu co do ich przejazdu. Pierwsza z przeszkód była niedługo po starcie, by na kilka foule przed przeszkodą powrócić w siodło i zamknęła Why w korytarzu z pomocy, prowadząc ją do miejsca wybicia pod przeszkodę. Tam odesłała ją do skoku łydką i wypchnięciem z bioder, by podążając za jej ruchem przejść do półsiadu i oddała jej stosowną ilość ręki do skoku. Po odejściu spod przeszkody zachęciła klacz do powrotu do poprzedniego tempa, a ona sama powróciła przy tym do półsiadu. Poprowadziła pewnie klacz przez dystans do drugiej przeszkody, która stała wcale niedaleko od tej poprzedniej. Siadła w siodło na kilka foule przed przeszkodą, by sprawnie doprowadzić klacz do dwójki i oddać nad nią czysty skok wraz z Why. Po lądowaniu za przeszkodą powróciły do wcześniejszego tempa, by po niewielkim kawałku skierować się na trzecią przeszkodę. Klacz jak na razie skakała bez wahania, a wręcz sama chciała już teraz i zaraz skakać. Zamknęła ją w pomocach w najeździe do przeszkody klacz, wysyłając jej kilka półparad i doprowadzając zaraz do miejsca wybicia pod nią. Przefrunęły nad trójeczką na czysto, by po lądowaniu za nią w galopować do lasu i jechać przez niego dłuższy odcinek do czwórki. Nicol cały czas w dystansie między przeszkodami utrzymywała odciążający dosiad, zachęcając ją tutaj minimalnie do dodania w tempie. Zbliżając się do końca lasu w którym były, czekały na nie trzy kolejne przeszkody w bliskiej odległości od siebie. Wraz z wyjechaniem z lasu na czwórkę, Nicol siadła w siodło i zabrała klacz na siebie równając tempo i domykając klacz w pomocach. Dojechała z nią do miejsca wybicia wraz z półparadami, gdzie odesłała ją do skoku nad przeszkodę łydką i wypchnięciem z bioder. Płynnie podążając za jej ruchem przeszła do półsiadu i oddała jej stosowną ilość wodzy do skoku. Po lądowaniu za przeszkoda wbiła wzrok od razu w piątkę, która stała po prostej niedaleko od tej poprzedniej przeszkody. Prowadząc klacz pewnie i dokładnie na ów przeszkodę, którą udało się dziewczyną pokonać bez większego trudu. Po lądowaniu za nią w niewielkiej odległości dalej stała szóstka, gdzie do niej pojechały również spokojnym tempem wpasowując się idealnie w dzielący przeszkody dystans. Skok nad przeszkodą był dokładny, ale też dość efektowny w wykonaniu ów pary. Po lądowaniu za przeszkoda, czekała na nich jeszcze siódemka również stojąca dość blisko poprzednich przeszkód. Spokojne rozjechanie linii i do tej przeszkody wraz z zamknięciem w pomocach oraz półparadami, pozwoliło kobiecie spokojnie doprowadzić klacz do miejsca wybicia i w nim odesłać Why do skoku nad siódemkę. Zgrała się płynnie z jej ruchem podczas lotu nad przeszkodą, by po lądowaniu za nią powrócić do półsiadu i zachęcić klacz do dodania w tempie do ósemki. Miały do niej kawałek do przejechania, więc trzeba było z tego skorzystać jak to mówią. Na kilka foule przed przeszkodą siadła w siodło i wzięła Why na siebie, wyrównując jej tempo do przeszkody. Zamknęła ją ponownie w korytarzu z pomocy, by z półparadami doprowadzić do miejsca wybicia i tam odesłać klacz do skoku. Podążając za jej ruchem przeszła do półsiadu i oddała jej rękę, by po lądowaniu zostać w siodle i spokojnie rozjechać linię z podniesieniem klaczy do dziewiątki. Która defakto wyglądała jak ósemka, a skok nad nią był równie czysty co wcześniej nad jej bliźniaczą siostrą wcześniej. Po lądowaniu za nią czekała ich jeszcze przeszkoda w kształcie stołu czy ławki, zależy kto co w niej widział. Do ów przeszkody miały tylko kawałek do przejechania, gdzie Nicol postawiła na spokojne rozjechanie dystansu do niej. Podniosła ją jeszcze do przeszkody, zamknęła w pomocach i doprowadziła kolejno do miejsca wybicia z półparadami. Wysłała ją do skoku łydką i wypchnięciem z bioder, by zgrać się z jej ruchem w locie. Po lądowaniu za przeszkodą podniosła się do półsiadu w dystansie do 11 przeszkody, pozostając cały czas niema w równym tempie w energicznym ale nie przesadzonym na trasie. Wróciła w siodło na kilka foule przed miejscem odskoku i zamknęła klacz w pomocach, by pokonać tą że przeszkodę na czysto i bez większego problemu. Po lądowaniu za nią bezpiecznie w pełnym siadzie przeprowadziła ją przez wodny zbiornik, by zaraz z niego wyjechać na trzynastkę. Podniosła klacz jeszcze do tejże przeszkody, zamknęła w korytarzu z pomocy i doprowadziła z półparadami do miejsca wybicia. Odesłała tam Why do skoku nad przeszkodą, zgrywając się kolejno z jej ruchem podczas lotu. Po lądowaniu Nicol wróciła do półsiadu, jadąc na wprost w kierunku linii ostatnich 3 przeszkód. Zachęciła tutaj minimalnie klacz w dodaniu w tempie w dystansie do nich, jednak nie za przesadnie. W końcu naprostowały się wpierw do 14, która pojawiła się na ich drodze. Była to niewielka przeszkoda przyjemna do skakania, dlatego pokonały ją bez większego problemu. Po lądowaniu za nią postawiła na spokojne rozjechanie linii do piętnastki, gdzie pozostawiła klacz na lekkim podniesieniu do przeszkody tak jak do poprzedniej przeszkody i w zamkniętych pomocach doprowadziła ją do miejsca wybicia. Odesłała klacz w nim do skoku nad przeszkodę, zgrywając się z nią idealnie podczas skoku nad przedostatnią przeszkodą. Po lądowaniu za nią spokojnie również rozjechanie linii do szesnastki, gdzie również podniosła klacz do niej i wraz z zamknięciem w pomocach ostatni raz doprowadziła Nicol - Why do miejsca wybicia do przeszkody. Odesłała ją do skoku łydką i wypchnięciem z bioder do skoku, podążając za jej ruchem przeszła do półsiadu i oddała jej stosowną ilość wodzy do skoku. Po lądowaniu za nią przeszła do półsiadu i pogoniła kasztankę do mety, gdzie po jej przekroczeniu stopniowo przez kłus zwolniła ją do stępa. Sprowadziła ją kolejno na rozprężalnie, chwaląc ją należycie po drodze.
z.t
_________________
How long till you play me the song That will make belong to you?
personalia: One dance with my baby tonight » Nicol Illas wiek: And we'll dance til the night is through » 22 lata.
partner: I used to be so ready to run » xxx.
pms: My philosophy don't let nobody come too close » 0.
przyjaciele: To handle my love » brak
wrogowie: I want it to be you ooh » brak.
Płeć: mężczyzna Wiek: 29 lat (30.01) Wzrost: 178 cm Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno Partner: the pain and the pleasure all come together Ostatni trening: skokowy z Bolero Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson Pieniądze: £2384 Punkty doświadczenia: 187 Skoki: 69 Ujeżdżenie: 25 Cross: 18 Wyścigi: 62 Obycie z koniem: 15
Wysłany: 2019-07-24, 13:10
Tytuł: Hodowca
BRIAN DONNEY & CARTHAGO Z - WKKW 3* - PRÓBA TERENOWA cz 2
Kierując się następnie na 15ab starałem się uzyskać z Carthago jak najlepsze tempo, które przekładało się na czas, ale jednocześnie nie groziło kolejnym, już poważniejszym poślizgiem, był to jednak kompromis trudny do osiągnięcia. Po odjeździe spod czternastki wykręciliśmy łuk, dojeżdżając w pobliże 15a. Cały czas posyłałem siwemu półparady, korygując w razie potrzeby tempo. Podniosłem go nieco do przeszkody bo zarówno 15a, jak i 15b należały do węższych, ale ciut szerszych przeszkód, a chciałem, aby Carth był do nich odpowiednio przygotowany. Precyzyjnie nakierowałem go na środek 15a, znajdując odpowiednie miejsce do wybicia, w którym dodałem mu łydkę. Następnie oddałem mu wodze, zostając na kontakcie, zaprezentowałem odpowiedni półsiad i zaczekałem na niego, zgrywając się z jego ruchem. Po lądowaniu od razu skupiłem jego uwagę na 15b, która od "członu a" nie różniła się specjalnie, tak więc nie sprawiła nam żadnych kłopotów. Do szesnastki dzielił nas spory odcinek, więc poprosiłem ogiera o dodanie w tempie, aby nieco nadrobić, chociaż gdzieś w połowie tego dystansu, musiałem go nieco zwolnić, bo śliskie po wciąż słabo padającym deszczu znów dało nam się we znaki. Od czasu do czasu posyłałem mu półparady, działając nimi aktywniej w miarę zbliżania się do przeszkody, też dlatego, że potem siedemnasta i osiemnasta były dość blisko, a najpierw trzeba było przejechać przez niewielki zbiornik wodny. Przeszkoda wyglądała jak domek, nakierowałem siwego dokładnie na nią, wracając w siodło i zamykając go w pomocach, aby wspomóc go w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia. Następnie oddałem mu wodze przy szyi, wróciłem w półsiad i wyszedłem za jego ruchem. Po lądowaniu od razu skupiłem się na siedemnastce, zostając w tempie sprzed przeszkody, przejeżdżając przez wodę i posyłając mu półparady, dojeżdżając finalnie do siedemnastki, która wyglądała niemal identycznie. Wcześniej wróciłem w siodło, ponownie zamykając dziesięciolatka w pomocach i doprowadzając do miejsca wybicia. Skok i tym razem był udany, pokonaliśmy siedemnastkę na czysto i w ładnym stylu. Osiemnastka stojąca jeszcze trochę dalej była trzecią przeszkodą w postaci domku. Minimalnie wypuściłem Cartha do przodu w tempie, posyłając mu półparady i pilnując o właściwe rozjechanie tego odcinka do 18stki, którą również w podobny sposób udało nam się pokonać.
Następnie pogalopowaliśmy mniej więcej po prostej i zaczęliśmy wykręcać łuk na kolejną, już dziewiętnastą przeszkodę, przy czym starałem się wyegzekwować jak najlepsze tempo, mając na uwadze nasz czas. Wciąż jednak nie mogliśmy sobie pozwolić na pełnię możliwości Carthago jeśli chodzi o tempo. Dość spokojnie i dokładnie mimo wszystko wyjechaliśmy ten odcinek, posyłałem mu często półparady i w ten sposób znaleźliśmy się już niedaleko nieco masywniejszej przeszkody od poprzednich. Posłałem ogierowi jeszcze półparady, prowadząc go prosto na środek 19stki, wziąłem go bardziej na siebie, aby wrócić w siodło i zamknąć go w pomocach, doprowadzając o optymalnego miejsca do wybicia, w którym dodałem mu łydkę. Carth wybił się z siłą z zadu, a ja oddałem mu więcej wodzy na kontakcie, przeszedłem w półsiad i wyciągnąłem nadgarstki za jego ruchem. Po odjeździe spod przeszkody pozostałem w odciążającym półsiadzie, wracając też do jak najenergiczniejszego
tempa, pozostawałem jednak czujny, w razie potrzeby go korygując. Dwukrotnie zakręciliśmy i w końcu przed nami pojawiła się dwudziestka. Siadłem z powrotem w siodło i zamknąłem go w pomocach, chwilę później swobodnie przeskakując nad przeszkodą. Następnie nie rozpędzałem go dodatkowo, dokładniej przygotowując do "wodnej" przeszkody. Jednak takie przeszkody dla ogiera chodzącego tą klasę w WKKW nie powinny stanowić problemu, tak więc dosyć pewnie prowadziłem go dalej, częściej posyłając mu półparady i wkraczając do wody. W pewnym momencie przejechaliśmy blisko siedemnastki, Carthago mógł już wtedy dość dobrze się przyjrzeć dwudziestej pierwszej przeszkodzie, na którą rzeczywiście go skierowałem, motywując do wkroczenia do zbiornika, z zachowaniem stałego tempa. W końcu wróciłem w siodło, solidniej zamykając go w pomocach, stanowczo wskazując mu najlepsze miejsce do wybicia, po którym oddałem mu wodze przy szyi, prezentując półsiad i odpowiednie z nim zgranie. Następnie wbiłem wzrok w kolejną, bardzo podobną przeszkodę, nadal motywując Cartha, aby aktywnie i energicznie do niej ruszył. W ten sposób trafiliśmy pod przeszkodę numer 22, również stojącą w wodzie, która też nie sprawiła ogierowi problemu. Carthago poradził sobie z tymi przeszkodami lepiej niż mógłbym przypuszczać, więc nawet ta minimalna obawa okazała się nieuzasadniona, następnie wyjechaliśmy ze zbiornika, ruszając dalej.. Do 23 przeszkody mieliśmy naprawdę spory odcinek, tak więc tym bardziej poprosiłem Carthago o znaczniejsze dodanie w tempie. Plusy były takie, że prawie już nie padało, ale nadal trzeba było uważać. Pilnując tego mocnego tempa nie zapominałem się i pozostałem czujny, posyłając mu też często wspomagające półparady. Galopowaliśmy jednak głównie po prostej. Zbliżając się już jednak do tej przeszkody w zakręcie podniosłem go do przeszkody, po naprostowaniu, bo już nie było dużo tego miejsca, siadłem głębiej w siodle i zamknąłem go w pomocach, kierując się na środek przeszkody z "żywopłotem", wspomagając siwka w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, dodając mu łydkę. Następnie, w locie oddałem mu nieco więcej wodzy, wróciłem w półsiad i zdążyłem za jego ruchem. Po odjeździe spod dwudziestki trójki zaczęliśmy zakręcać, udając się na 24a. Nie rozpędzałem dodatkowo Carthago, pilnując, aby po prostu powrócił do tempa sprzed przeszkody i w nim pozostał, oraz aby to tempo było równe. W końcu naprostowaliśmy dokładniej do 24a, która była bardzo podobna do poprzedniej przeszkody, w związku z tym podeszliśmy do niej ze spokojem i bez obaw. Tu wszystko potoczyło się podobnie, Carthago oddał udany, ładny technicznie skok na czysto. Właściwie zaraz po lądowaniu wkroczyliśmy o wody, o czym wcześniej ostrzegłem ogiera, prosząc o koncentrację, przez posyłanie mu kolejnych półparad. I w tym wypadku dbałem o równe tempo, podążając do 24b. Przejechaliśmy przez kawałek wody, 24b stała na drugim "brzegu" i była to o wiele drobniejsza przeszkoda. Nakierowałem dziesięciolatka precyzyjnie na jej środek, wróciłem w siodło, zamknąłem go w pomocach i doprowadziłem do miejsca wybicia, dodając mu łydkę. Tak oto pokonaliśmy 24b. Przestało już całkiem padać i zaczęło się wypogadzać. Mieliśmy co nadrabiać, a znowu dłuższy odcinek trasy do 25a też do tego skłaniał, tak więc wypuściłem siwego do przodu w tempie, pozostając w odciążającym półsiadzie. Jak dotąd udało nam się uniknąć jakichś zgrzytów, byłem naprawdę zadowolony z pracy siwka i prezentowanych przez niego zdolności, a chociaż znaliśmy się praktycznie tyle co nic, to i tak miałem wrażenie, że sytuacja była mimo wszystko dla nas komfortowa. Po kolejnym lekkim zakręcie znaleźliśmy się już blisko 25a. Zaraz więc wziąłem go bardziej na siebie, po dokładniejszym naprostowaniu wróciłem w siodło i zamknąłem ogiera w pomocach, wyrównałem w tempie, prowadząc go na środek 25a, aby wspomóc go w odnalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, poprzez dodanie łydki. Również skok nad tą przeszkodą był udany. Zostając w tempie sprzed przeszkody ruszyłem na 25b, czasem posyłając Carthago półparady, aby prowadząc go precyzyjnie na mniejszą, ale szerszą przeszkodę wskazać mu właściwe miejsce do wybicia. W locie oddałem Carthowi więcej wodzy, zostając na kontakcie, prezentując półsiad i zgrywając się z nim w skoku.
Wciąż mając na uwadze, że mamy co nadrabiać, a do dwudziestki szóstki czekał nas znowu dłuższy odcinek pozwoliłem ogierowi na przyspieszenie, motywując go w aktywniejszym galopie. Znów podczas tego odcinka działałem półparadami, korygując galop Cartha tylko, jeśli zachodziła taka konieczność. Galopowaliśmy głównie po prostej (albo niemal prostej), w końcu zakręcając, w tym zakręcie podniosłem dziesięciolatka do przeszkody, i naprostowaliśmy do 26, która wyglądała jak drewniany murek, albo coś takiego. Po naprostowaniu wróciłem w siodło i solidnie zamknąłem Carthago w pomocach, prowadząc pewnie do przeszkody. Posłałem mu jeszcze w międzyczasie półparadę, wspomagając w znalezieniu optymalnego miejsca do wybicia, dodaniem mu łydki. Wznieśliśmy się nad przeszkodę w odpowiednim miejscu, oddałem mu stosowną ilość wodzy, powracając do półsiadu i wychodząc za jego ruchem. Po odejściu spod przeszkody zostałem w półsiadzie, znowu rozpędzając Cartha w galopie, na tyle, na ile się dało, mając nadzieję, że siwkowi zostało jeszcze tyle energii, aby to zakończyć. Zostały nam przeszkody 27ab i 28. Ruszyliśmy mocnym galopem najpierw po prostej, lekko zakręcając i znowu mniej więcej po prostej, cały ten czas motywowałem Cartha w mocnym galopie, którego nie utrudniały nam warunki pogodowe, przynajmniej nie aż tak jak poprzednio. Znów zakręciliśmy, w tym zakręcie wziąłem dziesięciolatka bardziej na siebie, bo 27a była już blisko i w końcu skierowaliśmy się już bezpośrednio na przeszkodę, która wyglądałaby całkiem zwyczajnie, gdyby nie wieżyczka pośrodku niej. Wróciłem w siodło i zamknąłem Carthago w pomocach prowadząc na przeszkodę. I tym razem dogadaliśmy się , znajdując miejsce do wybicia, po którym oddałem mu odpowiednią ilość wodzy przy szyi, powracając w półsiad i wychodząc za jego ruchem, od razu kierując wzrok ku 27b. Po pokonaniu na czysto członu a nie rozpędzałem go dodatkowo, pilnując jedynie zachowania równego tempa, podniosłem go po skoku, kierując na o wiele mniejszą 27b, wyrównując do niej w tempie, pewnie kierując Cartha na jej środek, aby i tę przeszkodę pokonać na czysto. Została nam ostatnia, dwudziesta ósma przeszkoda, tak więc znowu poprosiłem siwka o energiczniejszy galop, chcąc jeszcze coś nadrobić, chociaż obawiałem się, że jednak w normie czasu się nie zmieściły. Zostałem w półśiadzie, posyłając ogierowi półparady, korygując ewentualnie jego tempo. W odpowiednim momencie wziąłem go bardziej na siebie, bo 28 należała do tych masywniejszych przeszkód. Następnie, będąc już dość blisko tej przeszkody wróciłem w siodło, posyłając mu kolejną półparadę i solidniej zamknąłem w pomocach, doprowadzając pod ostatnią przeszkodę i wspomagając Cartha w znalezieniu odpowiedniego miejsca do wybicia, dodając mu łydkę. Oddałem mu więcej wodzy na kontakcie, prezentując prawidłowy półsiad i sylwetkę na jego grzbiecie i wychodząc za jego ruchem. Pochwaliłem go cicho po pokonaniu tej przeszkody i energicznie dogalopowaliśmy do mety. Byłem naprawdę zadowolony z naszej próby terenowej, pomimo, że zgodnie z moimi przypuszczeniami nie zmieściliśmy się w normie czasowej, a to oznaczało kilka punktów karnych. Mimo to chwaląc Cartha poprowadziłem go na rozprężalnię.
zt
Płeć: klacz Wiek: 4 lata Rasa: DRP - gr. D Wzrost: 145 cm Właściciel: Jessica Wrens Cena: £2262 Doświadczenie w skokach: 19 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 24 Doświadczenie z lonżowania: 18 Kondycja: 18 Szybkość: 13
Wysłany: 2019-07-24, 18:05
JESSICA WRENS & VEUVE CLICQUOT - WKKW ENTRY
Veuve nie miała tego problemu co Jessie, wszak była pod okiem stajennych i w dosyć hermetycznym pomieszczeniu przed zawodami, gdzie musiałaby jej woda sodowa do głowy uderzyć, by zrobiła sobie krzywdę. Inna sprawa nie przeszłaby inspekcji weterynaryjnej, która akurat w tym typie zawodów są najwyższym priorytetem.
Nikogo nie zdziwiła obecność pary w pobliżu bosku startowego, wszak niedługo miała odbyć się ich kolej według listy startowej. Jessie zabiegała o jej uwagę, a ta odchylała uszy naprzemiennie w jej stronę. Co jak co, ale miała ją w garści. Z resztą nie robiłyby tak wysokich wyników ujeżdżeniowych, jeśli nie odpowiadała na jej sygnały. W dodatku półparady wciąż trzymały jej uwagę w napięciu, więc w momencie usłyszenia wyraźnego sygnału nie tylko dźwiękowego jak i otrzymaniu sygnału fizycznego od zawodniczki, Veuve wystartowała przechodząc płynnie do galopu. Przebieg trasy z pewnością będzie trudniejszy dla niej, chociażby dlatego, że jest mniejsza gabarytami od innych koni, więc będzie musiała nadrabiać sercem i duchem. Akurat tego miała pod dostatkiem, więc moi drodzy patrzcie się i uczcie! W dodatku miała na sobie Jessie Wrens, która była dla niej wsparciem w momentach, które ją kształtują. W końcu ma być przeznaczona dla jej syna, więc matka musi mieć pełne zaufanie dla takiego konia. Chociaż para zaczęła zacieśniać pomiędzy sobą więź, że będzie im trudno zaprzestać wspólnej pracy. Wracając do przejazdu, uważnie wjechały na dystans prowadzący na jedynkę. Amazonka prowadząc ją przez cały proces, podyktowała miejsce wybicia, na co izabelowata uwolniła skumulowaną energię w swoim zadzie, posyłając swe kucykowate ciało do skoku. Z pieczołowitością złożyła przednie nogi pod siebie, szyję wyciągnęła do przodu idąc ruchem ręki jeźdźca, a grzbietem zapracowała należycie. Nie były to wysokie skoki, więc grawitacja szybko podyktowała miejsce lądowania. Niedługo później na ich celowniku pojawiła się dwójka, więc i tutaj uczciwie wybiła się do góry, by pokonać przeszkodę powiedzmy, że ekonomicznym skokiem, bo dobrała nieco zbyt dużo siły do wybicia względem wysoki i szerokości pokonywanej przeszkody. Niemniej dzisiaj klacz czuła się wyśmienicie, jej psychika była wręcz idealna. Przeszkody te wydawały się zupełnie niestraszne, a z drugiej strony chciała za wszelką cenę zadowolić swoją właścicielkę. Dystans do trójki przebiegł bez zbędnych zawahań, klacz galopowała równym tempem, starając się kryć teren jak na jej możliwości. W końcu miała do czynienia z trasą poza terenem stajni, zazwyczaj jak wyjeżdżała poza teren.. wówczas niektóre aktywności trwały znacznie dłużej, podczas których trzeba było dobrze dobrać tempo jak i wkładaną siłę. Oczywiście przed trójką, Veuve przeniosła ciężar ciała na zad, by w momencie odbicia odbić się silnie z zadnich nóg. Paraboliczną trajektorią lotu pokonała ową zawalidrogę, która jawiła się stonowanym kolorem. Kiedy wszystkie jej kończyny dotknęły ziemi, niedługo później wjechały do lasu. Cały ten odcinek przejechały utrzymując równe tempo galopu, dostosowane oczywiście do możliwości klaczy. Jessie czuła się swobodniej, bo czuła swoistą ulgę, jakby to miejsce przypominało jej coś, a obecność Clicquot było swoistym ukojeniem. Nie wiedziała jaką batalię musiała przejść z gałęziami na znacznie wyższym koniu. Kiedy odcinek lasu się skończył, promienie słońca nagle padły na jej ciał, oślepiając ją na chwilę. Ta mimowolnie przysiadła na zadzie, nie wiedząc, gdzie zmierza. Niemniej Jessie miała rękę na pulsie i nie pozwoliła jej wpaść w dezorientację i poprowadziła ją na czwartą przeszkodę, którą zobaczyła w czasie, kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do natężenia światła. Przed przeszkodą mocniej podstawiła zad, co dało jej większą swobodę w łopatkach i ułatwiło to odbicie się od ziemi. W locie złożyła przednie nogi pod siebie, a pyskiem podążyła do przodem. W momencie lądowania na chwilę utraciła równowagę z racji nierówności terenu, ale szybko odzyskała ją. Następnie śmiało przegalopowały przez przecinającą ich trasę piaszczystą drogę, w zasięgu wzroku mając już kolejną przeszkodę w formie skrzyni. Izabelka zatrzygła uchem na taką, a nie inną przeszkodę. Zawodniczka przygotowała ją do skoku, podpowiadając co powinna zrobić, by pokonać tą niedogodność bez większych problemów. W rezultacie Veuve oddała okrągły skok, zakończony na lewą nogę. W międzyczasie strzeliła swoim jasnym, acz puszystym ogonem niczym z bicza i parsknęła przeciągle pozbywając się z nozdrzy owada, który przypadkiem się tam dostał.
_________________
... VEUVECLICQUOT Shiny like a treasure from a sunken pirate wreck Scrub the deck and make it look..
facts » klacz; córka White Chocolate oraz Strawberry Wine;
DRP - gr. D (145cm); skradnie nie jedno serce!
owner » Aby czasu nie marnować i sił nie roztrwonić.
Mądrych ludzi trzeba słuchać i chronić. Jessica Wrens
friends » Hej, w ręce wasze, żagle natężcie!
Niechaj nam sprzyja zdobycz i szczęście!
Oh, and here theycome, come, come
To the brightest thing that glitters
Płeć: ogier Wiek: 9 lat (13.04.2010) Rasa: Mecklenburg Właściciel: Eva Cena: £2250 Doświadczenie w skokach: 53 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 54 Doświadczenie z lonżowania: 14 Kondycja: 31 Szybkość: 33 Klasa startów: WKKW: 1*
Wysłany: 2019-07-24, 20:43
IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW 1* - PRÓBA TERENOWA CZ. 2
Trzynasta przeszkoda była równie wymagająca, jak poprzednia, ale dzięki podniesieniu go przez mężczyznę, ogier jeszcze bardziej obniżył swój zad, mocniej wkraczając nogami pod kłodę i tym samym zyskał na lekkości na przedniej partii ciała. Tak skumulowaną energię uwolnił podczas odbicia, po którym Lux złożył podwozie na czas lotu i moment później był już po drugiej stronie, szybko wracając do ustawienia po lądowaniu.
Jednakowym i dobrym tempem poruszał się przez dłuższą chwilę, już z daleka wypatrując stojącą w oddali czternastkę, która wyglądała dla niego zachęcająco. Nie spływał z trasy i pozostawał na wyjeżdżonym przez inne konie śladzie, co jakiś czas młynkując ciemnym ogonem. Dotarłszy do kłody na podwyższeniu, Lux postawił uszy na sztorc i trzymany przez Montane w ryzach dojechał do miejsca odbicia, wykonując prawidłowy technicznie skok. Podobnie było z piętnastką, która wymagała precyzyjnego najazdu ze względu na jej szerokość. Obyło się jednak bez względnych problemów, więc już za chwilę para mogła galopować dalej, w kierunku ciekawego szeregu, bo z ostatnim członem w postaci drewnianej świnki. Za pozwoleniem, w drodze do pierwszej przeszkody dodał w tempie, co później pozwoliło mu na swobodne wejście w szereg i niewytracenie energii, która była potrzebna na trzy skoki praktycznie z rzędu. Nie tracąc na okrągłości galopu skrócił się kilka foule przed skokiem, który wyszedł mu wyśmienicie. Bez trudności zmieścił się w odległościach do pozostałych przeszkód, radząc sobie nawet z różową konstrukcją, która była najbardziej problematyczna, ze względu na swój nietypowy wygląd. Wylądował i po paru przejechanych metrach przyspieszył, zwalniając dopiero przy zakręcie poprzedzającym siedemnastkę. Obie przeszkody w jednej linii udało mu się zostawić w tyle, a po tym odbił bardziej w lewo. Na tym odcinku czekały ich aż dwa szeregi, więc mężczyzna musiał wszystko dobrze przemyśleć, bo już jeden błąd, mógł wszystko przekreślić. Okazało się, że dziewięciolatek miał wyraźne obawy przed wodą, która znajdowała się za dziewiętnastką, więc próbował mu spłynąć na boki, przez chwilę siłując się z Diego. Ten jednak zdołał nad nim zapanować, dodatkowo używając bacika dla dodatkowego "zachęcenia". Z powodzeniem udało mu się wylądować w wodzie, wcześnie przeczesując przodami ruchomą część hyrdy. Odbicie światła w wodzie nieco go dekoncentrowało, ale jakoś wygalopował z wody, by podjąć się następnego skoku. Tutaj ponownie nie skakał nad wystającymi gałęziami, a "zatopił" w nich na moment nogi, zachowując przy tym balans i sprawnie lądując. Dojechał do dwudziestki i oddał okrągły skok, harmonijnie lądując po drugiej stronie. Wcześniej nie zauważył rowu, ale poradził sobie i z nim, a ostatni człon był tylko kwestią czasu, bo ogier pokonał go również na czysto, bez komplikacji. Zebrał się po lądowaniu i kontynuował jazdę na łagodnym łuku, który prowadził do względnie bezpiecznej przeszkody. Pewnie, bez wychodzenia w przód, ogier po raz kolejny przeleciał gładko nad jasną kłodą, stękając cicho. Teraz zaczął odczuwać zmęczenie bardziej, poza tym porządnie się spocił, ale nie opadał z sił, na odcinkach pomiędzy przeszkodami dalej dzielnie przyspieszając i poprawiając czas. Dwudziestka trójka nie należała do najłatwiejszych, ale z pomocą Monatny poradził sobie z najazdem i samym skokiem. Podobnie było przy drugiej w linii, postąpił zgodnie z wcześniej wyrobionym schematem, co gwarantowało udany lot. Ostatnia przeszkoda była tylko formalnością, Lux przeleciał płynnie nad czerwonym "daszkiem" i pogalopował mocno do linii mety, po której zaczął zwalniać i ostatecznie zmył się na rozpężalnie.
_________________
I zawsze chciałem czegoś więcej
Ale gdy upadłem moje serce w końcu pękło na pół Nie ulało kropli krwi na szczęście
Ale na nieszczęście z pęknięcia wysypało cały lód
ślizgam po nim się chcąc złapać szczęście Pytam gdzie mogę wszędzie, czy chociaż widział je bóg?
Mapy nie mam, kompas mówi „nie chcę”
Została intuicja. ona jedyna popycha mnie w przód
Płeć: kobieta Wiek: 27 lat Wzrost: 168 cm Zawód: żona bogatego mężczyzny :P Partner: I may not ever get my shit together but ain't nobody gonna love you better - Jonah Ostatni trening: ujeżdżeniowy - Bloo Podopieczny: Abaddon, Blooregard Q. Kazoo, Charleston Disasterpiece, Sternkämpfer CS, Insostenible, Duran Duran, Fandango, Foudre Rouge, I So Bad, Lavard Sontesique, Maven, Notesique Nox, Red Hot Chili, Sambuca, Strawberry Wine, War Admiral, Watchman, Valiente, Veuve Clicquot, Visueno Pieniądze: £4270 Punkty doświadczenia: 635 Skoki: 200 Ujeżdżenie: 249 Cross: 77 Wyścigi: 4 Obycie z koniem: 105
Wysłany: 2019-07-24, 20:50
Tytuł: Hodowca
JESSICA WRENS & VEUVE CLICQUOT - WKKW ENTRY
Szósta przeszkoda także nie różniła się za bardzo od pozostałych, więc Jess niespecjalnie była zaskoczona brakiem reakcji Veuve, która po prostu w dalszym ciągu śmiało szła przed siebie, z zaciekawieniem wypatrując kolejnych przeszkód. Zadaniem Jess było tego nie zepsuć, a więc znowu podpowiedziała klaczy miejsce odbicia, a w samym skoku zadbała o to by nie zostać za ruchem kucynki. Podobną odwagą wykazała się przy siódmej przeszkodzie, do której Jess pojechała spokojnym, równym galopem, celując w sam środek przeszkody. Pokonawszy ją, z entuzjazmem zorientowała się, że mają za sobą już połowę trasy. Co się okazało, czas także im sprzyjał, a że czuła że Veuve ma w sobie jeszcze spore pokłady energii, to zdecydowała się dodać w dystansie do ósemki. Była to właściwie ostatnia prosta, na której mogły to zrobić bez konsekwencji, więc Jessie wykorzystała ten moment, przykładając łydki do boków izabelowatej i kontynuując jazdę w półsiadzie. W krótkim czasie udało im się pokonać cały ponad dwustu metrowy odcinek, po którym czekała na nie pierwsza i jedyna kombinacja przeszkód. Odległość między elementami była na tyle duża, że manipulowanie tempem byłoby możliwe także po pierwszym skoku, ale Jessie postawiła na dokładność i już przed pierwszym członem kombinacji wróciła w siodło by uspokoić galop i przypilnować podopiecznej podczas najazdu. Doprowadziła ją pod samą ósemkę, skąd dała jej łydkę do skoku i w porę przeszła do półsiadu, oddając rękę i wzrokiem mierząc do drugiej przeszkody. Dzieliło je do niej zaledwie parę kroków galopu, których równą ilość zawodniczka zmieściła w linii bez zbędnego wysiłku, zwłaszcza, że foula Veuve była dużo mniejsza niż dużego konia. Tym razem nie był to dla nich problem. W rezultacie klacz odbiła się ze wskazanego miejsca płynnie i bez wahania, nie musząc dorabiać dodatkowej foule czy skakać z daleka, co znacznie ułatwiło im obu pokonanie drugiego członu.
Dziewiąta przeszkoda wreszcie odrobinę różniła się od pozostałych, jako że swoją budową prowokowała konia do oddania raczej długiego, niż okrągłego skoku, wobec czego Jess zdecydowała się lekko rozjechać Veuve w przód, odpowiednio wcześnie siadając przed przeszkodą w siodło i domykając ją dołem. Szerszy wykrok miał pomóc klaczy w oddaniu dłuższego skoku, jak też się stało gdy Wrens wskazała izabelowatej miejsce odbicia i wyczekawszy go zgrała się z jej ruchem, musząc jednak uważać by nie zaburzyć równowagi kucynki, bo jednak idealny jeździec dla niej miałby parę centymetrów mniej niż brunetka. Niemniej współpraca tej dwójki układała się całkiem obiecująco, zwłaszcza podczas tych zawodów, choć Jess starała się nie cieszyć przedwcześnie tym, jak szło im teraz na trasie. Było to jednak ciężkie biorąc pod uwagę zmotywowanie Veuve - wciąż nie trzeba było jej zachęcać do dalszego galopu ani do przeszkód, które niezmiennie budziły w niej zainteresowanie. Ktoś tu był dziś wyjątkowo dzielnym kucykiem!
Dziesiątą przeszkodę także udało im się pokonać bez zbędnych atrakcji. Ciekawsza natomiast okazała się jedenastka, ale nawet gałęzie będące potencjalnym straszakiem nie zdołały odwrócić uwagi Veuve, być może również dlatego, że Jess często sprawdzała jej uwagę i przepuszczalność z pomocą półparad, chcąc mieć możliwość zareagowania w każdej sytuacji i chwili. Przed przeszkodą standardowo wróciła na chwilę w siodło i w korytarzu z pomocy doprowadziła kucyka do tej jasnej, usypanej gałęziami świerku skrzyni, po czym dała jej łydkę do skoku. Po wylądowaniu pomogła jej sprawnie odejść spod przeszkody i kontrolnie zerknęła na zegarek wiedząc, że są już niemal u samego końca trasy, a wszystko zapowiadało na to, że uda im się dotrzeć na metę o czasie.
Ku jej zaskoczeniu Veuve dała się namówić do wgalopowania do wody bez wahania, za co Jessie od razu ją entuzjastycznie pochwaliła, podczas tej przeprawy skrupulatnie podpierając ją w łydkach by nie zgasła. Po wyjściu z wody, która dała im trochę ochłody w ten upalny dzień, czekała na nie następna przeszkoda z serii tych, które spotkały na samym początku trasy. Po takiej ilości galopu i skoków Veuve z pewnością nie miała już głupich pomysłów, ale nie uśpiło to czujności Jess, która musiała ją z tego względu teraz podwójnie motywować, żeby nie zabrakło jej energii przed końcem. Dlatego po pokonaniu trzynastki raz jeszcze pochwaliła Veuve i zmotywowała ją głosem do dalszego ruchu naprzód, nawet już nie walcząc o czas, którego miały trochę w zapasie, tylko o chęci klaczy, która dziś i tak wykazała się wyjątkową chęcią współpracy. Pokonanie czternastej przeszkody na szczęście nie wymagało wysiłku ze strony klaczy, właściwie wystarczyłoby żeby wykonała dłuższy sus galopu, po którym zostały im już tylko dwie przeszkody - dwie skrzynie, nieodstające wyglądem czy poziomem trudności od wcześniejszych przeszkód. W obu przypadkach Jess zadbała o najkrótszy możliwy najazd, czyli prostopadły do przeszkody i pilnowała izabelowatej w łydkach i na kontakcie, nie dopuszczając do ewentualnego wyłamania czy odmowy. Po ostatnim skoku była już pewna tego, że poszło im wspaniale, więc gdy tylko minęły fotokomórki entuzjastycznie pochwaliła Veuve za kawał dobrej roboty, klepiąc ją po mokrej od potu szyi.
Płeć: klacz Wiek: osiem lat Rasa: Deustches Reitpony Wzrost: 147 cm Ostatni trening: Zawody ujeżdżeniowe z Mercedes, sierpień '19 Właściciel: Mercedes Cena: £1300 Doświadczenie w skokach: 26 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 27 Doświadczenie z lonżowania: 26 Kondycja: 27 Szybkość: 27
Wysłany: 2019-07-24, 23:15
MERCEDES SMITH & LA ISLA BONITA - WKKW ENTRY
Dla Bonitki były to nie tylko pierwsze zawody pod nowym jeźdźcem a zarazem właścicielką, ale również pierwsze zawody po przyjeździe do nowej stajni; szczęśliwie, nie był to jej pierwszy wyjazdowy raz i któraś już z kolei szansa na bycie otoczoną WKKWistami - była już niejednokrotnie sprawdzana w tej dyscyplinie, za każdym razem wykazując się przyzwoitą odwagą i zaangażowaniem, choć z pewnych przyczyn nieukierunkowana na nią definitywnie. O powodach Mercedes miała więc szansę przekonać się sama. Od momentu przyjazdu na zawody Bonita pozostawała, jak na prawdziwą damę, spokojna i posłuszna, jedynie podczas poszczególnych prób czy rozprężania emocjonując się nerwową atmosferą zawodów, ale nie fundując właścicielce żadnych złośliwości, także w trakcie przygotowań do crossu.
Pewnym krokiem zmierzyła w stronę linii startu, rozkojarzona i wyraźnie poddenerwowana zamieszaniem, z jakim wiązał się start - samym miejscem do tego przeznaczonym, stojącymi obok osobami odpowiedzialnymi za pomiar czasu czy samym odliczaniem. Z lekkim oporem ruszyła więc galopem, myślami najwyraźniej nadal przy wszystkim tym, co działo się dookoła, choć po kilku pierwszych krokach nabrała nieco animuszu i przyspieszyła, obierając już docelową, narzuconą przez Mercedes prędkość. Prowadzona po polnej ścieżce żywo strzygła uszami, rozglądając się na wszystkie strony, pomimo obycia z torem crossowym zdając się nieco zagubiona w związku z własną obecnością tutaj; stąd też jej zdziwienie, gdy oczom ukazała się pierwsza przeszkoda, o czym szczęśliwie właścicielka zdołała ją uprzedzić półparadami i powrotem w siodło. We wskazanym przez kobietę miejscu oderwała się od ziemi, dużo siły wkładając w skok, przelatując nad nią z zapasem i w równowadze wylądować po drugiej strony, aby niezmiennie aktywnym tempem zmierzać w stronę konstrukcji o numerze dwa. Utrzymywała regularne tempo, w zasugerowanym przez kobietę miejscu odrywając się od ziemi, wkładając w to niewiele, ale wystarczająco żeby bezpiecznie przeskoczyć nad kłodą energii i tym samym wylądować bez turbulencji, co pozwoliło na natychmiastowe wznowienie galopu. W przeciwieństwie do innych koni które przemierzały tą trasę przed nią, nie parła na oślep do przodu, wyraźnie wchodząc w rękę, ale nadal będąc na tyle spięta i zdenerwowana nowym miejscem, aby pomimo aktywnego tempa nie myśleć o przyspieszaniu, zdecydowanie niegotowa na takie otwieranie się i ekspresyjne dodania. Stąd też kłopotem nie był dojazd do trójki, która wzbudziła w niej lekki niepokój, ale wobec której w ostateczności pozostała względnie neutralna, po pewnym, mocnym doprowadzeniu będąc w stanie oddać przez nią w pełni poprawny skok. Zdawała się nie korzystać z pełni swoich możliwości i oddawać bardzo technicznych skoków, ale nie było to raczej problemem - cross nie wymagał perfekcji i dokładności godnej zegarmistrza, kłopotem nie było więc, że Bonita skakała raczej ekonomicznie i niekiedy płasko, latając w zasadzie tylko tak, aby nie zostawić nogi albo właścicielki na którejś przeszkodzie, najwyraźniej zbyt zaaferowana atmosferą zawodów aby w ogóle myśleć o wysokich, długich i efektownych lotach. Po powrocie na ziemię wróciła do galopu, tutaj znów idąc za wskazówkami właścicielki i podtrzymując poprzednie tempo, sama zdając się zbyt mocno nie ciągnąc naprzód, u końca dystansu nawet tracąc na charakterystycznej iskrze, która z zasady towarzyszyła jej choćby na parkurze, co swoje źródło miało u stojących w pobliżu czwórki ludzi, którzy z jakiejś przyczyny wywołali w klaczy pewne obawy - w zasadzie nie oni, a choćby ujadający w jej pobliżu pies. Bonita nie należała do koni zatrzymujących się ani ponoszących, ale mimowolnie zaczęła zwalniać, odmawiając ruchu w stronę źródła swojego niepokoju; niepewnie dobiła więc fioletowej konstrukcji, dopiero za dotykiem palcata trzeźwiejąc i momentalnie odrywając się do ziemi z ogromnym, dotąd nieprezentowanym impetem, nagle rozbudzona. Sprawniej niż poprzednio także odgalopowaład od przeszkody, zapewne zmotywowana możliwością ucieczki od psa. Choć zdawała się odrobinę nieswoja i zaniepokojona, po dystansie między czwórką a piątką wyjątkowo pewnie podeszła do rzeczonej przeszkody, tym razem nie stawiając żadnego oporu i z wielką płynnością przelatując na drogą stronę, analogicznie postępując w wypadku szóstki, która także nie wiązała się z żadnymi skrajnymi emocjami u kucynki. Wskazówki od właścicielki, to znaczy czytelne pomoce, wystarczyły aby Isla całkiem przyzwoicie radziła sobie nad crossówkami, rzeczywiście pozostając spięta, nerwowa i dość czuła na wszelkie hałasy jak psie ujadanie właśnie, ale z drugiej strony nie robiąc niczego, o co można byłoby ją w jakimkolwiek stopniu obwiniać. Pomimo tych drobnych "ale", spisywała się bardzo przyzwoicie, co udowodniła także prawidłowym pokonaniem siódemki, na którą we wskazanym przez Mercedes miejscu odbiła się, z lekkością podnosząc się do lotu i podkurczając pod siebie nogi. Dystans po niej upłynął im dość zadowalająco, co znaczy tyle, że tym razem Isla zdawała się nie mieć żadnych problemów ani obaw - te pojawiły się dopiero wraz z nadejściem ósmej przeszkody, której jasny kolor wywołał w niej kolejną falę niepokoju, objawiającego się raz jeszcze niechęcią do ruchu naprzód. W ostateczności, dzięki kolejnemu działaniu palcata i pewnemu prowadzeniu, udało się ją pokonać, tak samo jak i bliźniaczo podobną do niej konstrukcję. Kolejna przeszkoda w obliczu mrożących krew w żyłach poprzedniczych nie była dla Bonitki żadnym wyzwaniem, więc pokonała ją bez trudu i wielkiego wysiłku, nie wkładając w skok zbyt wiele energii, ale zostawiając po sobie ekonomiczny zapas. Wobec dziesiątki, przed którą miały chwilę dystansu, w której Isla galopowała dość chętnie, ale nie nadto dynamicznie, jakby z rezerwą, kasztanka również nie żywiła zbyt głębokich emocji. W zasadzie, potraktowała ją z dużą dozą obojętności, zwłaszcza w obliczu wskazówek i stanowczości Mercedes, dzięki którym z ogromną precyzją zabrała się do lotu, aby bez kłopotu poszybować na drugą stronę, mocno pracując przy tym szyją dla lepszej równowagi. Podążyła galopem po wskazanym torze, powoli zdając się nabierać pewności - emocje najwyraźniej opadała, a kasztanka przekonywała się, że nie takie to wszystko straszne jak jej się wydawało. Pozostawała jednak niezmiennie rozkojarzona, co w połączeniu z nierównym, bo wydeptanym przez poprzedników podłożem zaskutkowało nie jednym, a kilkoma potknięciami o ziemię; w połączeniu z mocnym tempem było to dość niebezpieczne i rozkojarzające jeszcze bardziej, więc nie lada gratką musiało być dla Smith pozbieranie klaczy i przygotowanie jej do skoku przez jedenastkę, który nastąpił zdecydowanie za szybko. Mimo, ze Bonitka czuła się trochę zaskoczona, ufnie i w pewnym sensie na oślep oddała skok, wyciągając się mocno w jego trakcie. Przez wodę pogalopowała pewnie, nie mając problemu z tym konkretnym elementem trasy, wcześniej już po prostu mając okazję trenować na tego typu przeszkodach; nieco inaczej było z trzynastką, która również nie wydała się niedoświadczonej kucce zbyt przystępna, ale dzięki pewnemu impulsowi od Mercedes ostatecznie zabrała się do lotu. Aktywnie pracowała w dystansie, dobijając czternastki, która zgodnie z predykcjami kobiety nie okazała się w żadnym stopniu problematyczna - klacz chętnie nawet sama pociągnęła lekko w jej stronę, nie wahając się ani chwili nad tym, czy oddać skok, wyjątkowo konstrukcją niewzruszona, pomimo wielkiego stresu nawet odnajdując trochę frajdy w pokonywaniu jej. Także wobec piętnastki nie żywiła obaw, doprowadzona do końca nie myśląc o ewentualnej ucieczki, tu już trochę zmęczona trasą i galopem na tyle, aby oddać skok pozbawiony wigoru i entuzjazmu, choć w dalszym ciągu w pełni poprawny i niezagrażający ich wspólnemu dobru. W dystansie w związku z rzeczonym zmęczeniem pozostawała więc nieco powściągliwa, co wpłynęło też na dojazd do szesnastej przeszkody, której nie obawiała się jako konstrukcji, ale która była na tyle mało przekonująca, że Bonita czuła, że zwyczajnie mogłyby sobie odpuścić i dlatego zdecydowała się nieco zwolnić; zamknięcie na pomocach i ponaglający sygnał łydek wystarczył jednak, aby w końcu pokonała przeszkodę, a zaraz po lądowaniu za poleceniem Mercedes ruszyła aktywniejszym galopem, w ostatnim dystansie do mety wkładając trochę więcej energii i zaangażowania w swój galop, choć nierówności na podłożu trochę krzyżowały jej plany. W końcu jednak przekroczyły jej linię i zaczęły zwalniać, czemu towarzyszył głośny furkot Isli. Z ulgą opuściła teren toru i skierowała się w stronę rozprężalni, nadal jeszcze rozemocjonowana.
_________________
Bonita jest kuta na cztery nogi [ostatnio: 18.04.2020]
Płeć: ogier Wiek: 12 lat (ur. 15.09.2007) Rasa: Hanowerska Wzrost: 185 cm Właściciel: Luke Sugarman. Cena: £4850 Doświadczenie w skokach: 162 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 147 Doświadczenie z lonżowania: 110 Kondycja: 115 Szybkość: 115 Klasa startów: WKKW: 4*
Wysłany: 2019-07-25, 00:40
LUKE SUGARMAN & SAVER - WKKW 4* - PRÓBA TERENOWA
Dalej na 21 skierowali się kawałek przez trasę w lesie, by w końcu wyjechać na czerwono-białą konstrukcję. Za przeszkodą ponownie stał zbiornik wodny, co wcale ogierowi nie przeszkadzało wbrew pozorom. Po drodze do ów przeszkody karosz się podniósł do niej, wyrównując swoje tempo i skupiając się na przeszkodzie. On kochał wodę i nie miał z nią żadnych problemów, bez znaczenia w jakiej formie. Oczywiście na torze crossowym wygłupy w grę nie wchodziły, a on to wiedział. Dlatego do tego zadania podchodził z zimną głową, podjechał do przeszkody i wyszedł do skoku nad nią - pokonując ją finalnie na czysto. Po lądowaniu za nią wylądował w wodzie, przez którą spokojnie przegalopował i po chwili z niej wyjechał na przeszkodę w postaci hybrydy cornera z hydrą. Bez trudu najechał pod lekkim skosem nad przeszkodę, by przefrunąć nad nią bez problemu i po lądowaniu w galopować jeszcze raz do wody. Bez wahania przez nią przegalopował, kierując się na przeszkodę numer 23. Nieco żywiej nawet podjechali do przeszkody, by na kilka foule przed nią podnieść się do niej i wyrównać tempo. Pokonali ją pewnie i bez większego zgrzytu, jadąc również nieco aktywniej do 24. Po ukazaniu się przeszkody oczom Savera, nie pojawił się strach w jego zachowaniu. Kary ogier pewnie i spokojnie dojechał do przeszkody, którą pokonał bez problemu i po lądowaniu skierował się dalej na dwudziestkę piątkę. Do tej przeszkody też mieli kawałek do przegalopowania, a po dojechaniu do przeszkody wraz z Lukiem ogier wyszedł do skoku na nią i wykonał w locie poprawny baskil. Po lądowaniu za przeszkodą skierowali się po pętelce na 26, która wyglądała nieco faktycznie jak połączenie stacjonaty i koperty. Ogier krótko się jej przyjrzał, by pewnie dojechać do miejsca wybicia i tam wyjść do skoku nad przeszkodę i zgrać się z ruchem właściciela w locie. Po lądowaniu za nią spokojnie najechali na nieopodal stojącą dwudziestkę siódemkę, gdzie para lekko do niej się podniosła i zwolniła z racji charakteru przeszkody. Po dojechaniu do miejsca wybicia wyszedł w nim do skoku, składając nogi w locie nad przeszkodą i balansując nad nią ciałem. Po lądowaniu za przeszkodą kontynuowali dalej galop do kolejnych przeszkód, a w tym wypadku do kolejnej konstrukcji. Faktycznie przeszkoda wyglądała nie typowo, inaczej niż wszystkie dotychczasowe przeszkody. W dojeździe do przeszkody Saver się jej bacznie przyjrzał, by zwolnić nieco do niej i się podnieść. Nie do końca był przekonany co do przeszkody, ale bezgranicznie ufał swojemu właścicielowi. Dlatego dał się doprowadzić do miejsca wybicia pod przeszkodę, by w locie nad nią wykonać baskil i za moment wylądować za przeszkodą. Kolejno skierowali się na szereg 29abc, któremu ponownie towarzyszyła woda. Pewnie rozjechali dystans do ów przeszkód, dojeżdżając do pierwszego członu za którym wskakiwali do wody. W dystansie wyrównali nieco tempo galopu, a także podnieśli się do członu A. Finalnie pokonali go bezbłędnie i wylądowali tym samym w wodzie, by spokojnie i z rozmysłem dojechać do członu B - wyglądającego jak łódka. Jadąc na przeszkodę celowali w płaską jej część, tak by zmieścić się jednocześnie pomiędzy chorągiewkami. Po pokonaniu ów przeszkody wy galopowali zaraz z wody, by dojechać do członu C. W dystansie ogier dodał bez wahania w tempie z pomocami od Luka, by dojechać za momencik do przeszkody i wyjść w wyznaczonym miejscu do skoku. Saver zgrał się od razu z ruchem właściciela, by wylądować zaraz za przeszkodą i pozostawić ten cały szereg już w niepamięci. Dostosował tempo do wymagań właściciela do kolejnej przeszkody, którą była hydra na delikatnym wzniesieniu. Karosz dał radę podjechać pod te wzniesienie, a także wyjść kolejno do skoku nad przeszkodę i wykonać w locie poprawny baskil nad nią. Po lądowaniu za 30, skierowali się w niewielkim dystansie na 31. Ogier podążając za jego pomocami podniósł się do przeszkody, ale po spojrzeniu na nią zwątpił w udany skok nad nią. Nie był do niego zwyczajnie przekonany, a Luke też nie do końca zdawał się pewny tego skoku. Ostatecznie zamiast skoczyć nad przeszkodą, karosz ostro przed nią wyhamował. Kary od razu zaczął się cofać, kuląc po sobie uszy i furkając nerwowo. Po odejściu spod przeszkody, powrócili do galopu i najechali na nią raz jeszcze po wykonaniu wolty. Tym razem udało im się pewnie dojechać do ów przeszkody, wychodząc do skoku nad nią w wyznaczonym przez jeźdźca miejscu. Saver w locie podciągnął nogi pod siebie i za balansował ciałem w locie, by za drugim razem pokonać tą felerną przeszkoda na czysto. Po lądowaniu za ów przeszkodą skierowali się dalej na 32, galopując równo przed siebie. Wyjechali do przeszkody po delikatnym łuku na prawo, jadąc też z tej nogi właśnie. Po dojechaniu na kilka foule przed przeszkodą karosz się jej przyjrzał, by zaraz dojechać do przeszkody bardziej z prawej strony. Tam murek z żywopłotem był niższy, dlatego skok nad nim okazał się znacznie przyjemniejszy. Po lądowaniu za przeszkodą zostały im do pokonania dwie ostatnie, więc trzeba było się jeszcze skupić i to zrobić. W dystansie do konstrukcji 33ab, ogier wraz z pomocami od chłopaka chętnie dodał w tempie i dawał z siebie wszystko na tych ostatnich kawałkach trasy. Sprawnie dojechali pod człon A, przed którym ogier się do niego podniósł i wyrównał tempo z pomocami od Luka. Oddając po chwili czysty skok nad przeszkodą z wyglądu przypominającą zwykłą stacjonatę, by po lądowaniu za tym że członem wbić wzrok w człon B. Jadąc pod lekkim kątem na lewo dojechali do ów przeszkody, skacząc w takim miejscu że przelecieli nad obiema sztangami na raz i pomiędzy białą chorągiewką a dwoma czerwonymi. Po lądowaniu za ów członem dodania w tempie do ostatniej przeszkody, gotując się do oddania ostatniego skoku w ich przejeździe. W ostatnich foule do przeszkody podniósł się ogier do niej, wyrównał tempo i zaraz dojechał do miejsca wybicia. Tam z sygnałem od Luka wyszedł do skoku nad przeszkodę, wykonując kolejno w locie nad nią baskil i lądując za moment za nią. Po lądowaniu za nią dodał jeszcze na ostatnich metrach do mety, by zwolnić przez kłus do stępa i w salwie pochwał zjechać na rozprężalnie.
z.t
_________________
I'm not afraid To take a stand.
imię: I ain't playing around - Saver właściciel: we walk this road together, through the storm - Luke Sugarman.
potomstwo: I feel I got a tear in my eye - brak
osiągnięcia: Ain't no way I'mma let you stop me from causing mayhem - link
Gość
Wysłany: 2019-07-25, 01:09
IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW PONY - PRÓBA TERENOWA
Galopując na kolejną przeszkodę, dotarły na brzeg niewielkiego lasku, przez co sceneria uległa zmianie. Było tutaj więcej cienia, więc poniekąd i dziewiątka była lepiej widoczna, bo od pewnego momentu słońce było dość wysoko na niebie i nieźle przypiekało. Cóż, była to z pewnością przyjemna odmiana, która może nie ułatwiła im w znaczącym stopniu pokonania tej kłody, ale na pewno też nie przeszkodziła. Dalej czekała ich kolejna niewielka przeszkoda, ale w sumie to nie ona była tutaj najistotniejsza, a raczej to co za nią. Elizabeth nie miała najmniejszego pojęcia jak One zareaguje na przejazd przez wodę, dlatego podparła ją łydką, nie okazując ze swojej strony żadnych oznak zaniepokojenia. Pozwoliła też kasztance trochę przyhamować, ale nawet jeśli ta miała pewne obawy, to Kanadyjka pewnie posyłała ją do przodu - prosto na drugi brzeg tej sadzawki. Było to całkiem przyjemne doświadczenie, bo uniesione w powietrze krople wody między innymi trafiły na rozgrzaną skórę Panny White, przynosząc błogie ukojenie. Było to jednak chwilowe uczucie, nad którym kobieta nie miała czasu rozmyślać, bo 20 metrów dalej czekała ich podobna przeszkoda, ale z częścią czesaną. Amazonka naturalnie celowała w ten ''prześwit'' po lewej stronie, chcąc ułatwić kucynce zadanie. Jednocześnie jeszcze mocniej pilnowała tej lewej strony, by Million nie zwęszyła okazji do ucieczki w bok. A prawdopodobieństwo takiej okoliczności rosło proporcjonalnie wraz ze zmęczeniem. Na szczęście do mety było coraz bliżej, więc szybciutko rozprawiły się z jedenastką i Elizabeth zachęciła kopytną do obudowania tempa na trasie do kolejnej przeszkody. Teraz z kolei czekał ich dwuczłonowy szereg i naprawdę to było zdumiewające, ile energii nadal drzemało z tym kucyku. Można powiedzieć, że całkiem nieźle się rozkręciła, bo próbowała zaatakować pierwszy człon, na co zawodniczka musiała radykalnie zareagować. Tempo było zbyt szybkie, foula za płaska, a miejsca za mało na poprawienie tych mankamentów. Brunetka nie zamierzała ryzykować, więc z bólem serca ściągnęła klaczkę na woltę, po chwili wykonując drugi najazd. Tym razem nie pozwoliła już na samowolkę, podnosząc kasztankę i zamykając dołem, oraz wspomagając ją w doborze miejsca wybicia. Później płynnie zgrała się z nią w locie, wzrok od razu kierując na rów, który czekał na nie dwadzieścia metrów dalej. Tutaj już poszło gładko, a kopytna nawet się nie zawahała, co naturalnie ucieszyło amazonkę. Utrzymując ów dobrą passe, książkowo przeskoczyły przez niegroźną trzynastkę (w końcu szczęśliwa, co nie?), a po lądowaniu White standardowo pozostała w półsiadzie, mobilizując swoją towarzyszkę do aktywnego okrągłego galopu do czternastki. Ta z kolei była ciut szersza, ale nie wywołała u Kanadyjki żadnych obaw. Co prawda ta w dalszym ciągu czuła się... dziwnie, siedząc tak blisko ziemi. Zdążyła się już jednak przyzwyczaić to dużo drobniejszych kroków One, nie odczuwając już z tego powodu dyskomfortu. W tym przypadku zasugerowała ciutkę dalsze wybicie, nie zostając w tyle nawet pół sekundy. Płynnie złożyła się z nią w locie, miękko balansując w strzemionach, dzięki czemu zachowała całkowitą równowagę. No a dzięki temu sam lot również był nienaganny i w pełni harmonijny. Piętnastka prezentowała się trochę gorzej, bo choć formę miała dosyć podobną, to jej kontrastujące kolory mogły być w tym przypadku sporym minusem. Zawodniczka kilkukrotnie posłała kucynce półpradę, zamykając ją w korytarzu z pomocy i nie dając się zbyt wcześnie wyciągnąć do skoku. To wszystko poskutkowało tym, że zgrały się bezbłędnie - znowu! - i po blisko siedemdziesięciu metrach miały kłodę. Właściwie to dwie kłody, bo szesnastka i siedemnastka leżały dosyć blisko siebie a i były identyczne. Gdy dziewczyny się już przez nie przeprawiły, Elka zmobilizowała kopytną do energicznego pokonania tego ostatniego odcinka, wkrótce mierząc się z osiemnastką. Równym, okrągłym galopem doprowadziła Million pod przeszkodę, gdzie zaserwowała jej łydkę i wtedy płynnie uniosła się w strzemionach, nie zapominając oczywiście o oddaniu ręki. Takim sposobem, po przekroczeniu celowników zakończyły całą trasę, a Elizabeth była raczej zadowolona z wyniku. Pochwaliła swoją dzisiejszą kompankę i sprowadziła ją na rozprężalnie.
Płeć: kobieta Wiek: 26 lat (18.04.1993) Wzrost: 175 cm Ostatni trening: 26.02.2020 - skokowy - Petit Coeur Podopieczny: Volstrup'gaards Comet, Fabiola, Petit Coeur, Shamrock, Panta Rhei, Carisma, Despacito, Florencio II, Latte Macchiato Pieniądze: £4638 Punkty doświadczenia: 314 Skoki: 161 Ujeżdżenie: 72 Cross: 53 Wyścigi: 2 Obycie z koniem: 28
Wysłany: 2019-07-25, 01:09
ELIZABETH WHITE & ONE IN A MILLION - WKKW PONY - PRÓBA TERENOWA
Galopując na kolejną przeszkodę, dotarły na brzeg niewielkiego lasku, przez co sceneria uległa zmianie. Było tutaj więcej cienia, więc poniekąd i dziewiątka była lepiej widoczna, bo od pewnego momentu słońce było dość wysoko na niebie i nieźle przypiekało. Cóż, była to z pewnością przyjemna odmiana, która może nie ułatwiła im w znaczącym stopniu pokonania tej kłody, ale na pewno też nie przeszkodziła. Dalej czekała ich kolejna niewielka przeszkoda, ale w sumie to nie ona była tutaj najistotniejsza, a raczej to co za nią. Elizabeth nie miała najmniejszego pojęcia jak One zareaguje na przejazd przez wodę, dlatego podparła ją łydką, nie okazując ze swojej strony żadnych oznak zaniepokojenia. Pozwoliła też kasztance trochę przyhamować, ale nawet jeśli ta miała pewne obawy, to Kanadyjka pewnie posyłała ją do przodu - prosto na drugi brzeg tej sadzawki. Było to całkiem przyjemne doświadczenie, bo uniesione w powietrze krople wody między innymi trafiły na rozgrzaną skórę Panny White, przynosząc błogie ukojenie. Było to jednak chwilowe uczucie, nad którym kobieta nie miała czasu rozmyślać, bo 20 metrów dalej czekała ich podobna przeszkoda, ale z częścią czesaną. Amazonka naturalnie celowała w ten ''prześwit'' po lewej stronie, chcąc ułatwić kucynce zadanie. Jednocześnie jeszcze mocniej pilnowała tej lewej strony, by Million nie zwęszyła okazji do ucieczki w bok. A prawdopodobieństwo takiej okoliczności rosło proporcjonalnie wraz ze zmęczeniem. Na szczęście do mety było coraz bliżej, więc szybciutko rozprawiły się z jedenastką i Elizabeth zachęciła kopytną do obudowania tempa na trasie do kolejnej przeszkody. Teraz z kolei czekał ich dwuczłonowy szereg i naprawdę to było zdumiewające, ile energii nadal drzemało z tym kucyku. Można powiedzieć, że całkiem nieźle się rozkręciła, bo próbowała zaatakować pierwszy człon, na co zawodniczka musiała radykalnie zareagować. Tempo było zbyt szybkie, foula za płaska, a miejsca za mało na poprawienie tych mankamentów. Brunetka nie zamierzała ryzykować, więc z bólem serca ściągnęła klaczkę na woltę, po chwili wykonując drugi najazd. Tym razem nie pozwoliła już na samowolkę, podnosząc kasztankę i zamykając dołem, oraz wspomagając ją w doborze miejsca wybicia. Później płynnie zgrała się z nią w locie, wzrok od razu kierując na rów, który czekał na nie dwadzieścia metrów dalej. Tutaj już poszło gładko, a kopytna nawet się nie zawahała, co naturalnie ucieszyło amazonkę. Utrzymując ów dobrą passe, książkowo przeskoczyły przez niegroźną trzynastkę (w końcu szczęśliwa, co nie?), a po lądowaniu White standardowo pozostała w półsiadzie, mobilizując swoją towarzyszkę do aktywnego okrągłego galopu do czternastki. Ta z kolei była ciut szersza, ale nie wywołała u Kanadyjki żadnych obaw. Co prawda ta w dalszym ciągu czuła się... dziwnie, siedząc tak blisko ziemi. Zdążyła się już jednak przyzwyczaić to dużo drobniejszych kroków One, nie odczuwając już z tego powodu dyskomfortu. W tym przypadku zasugerowała ciutkę dalsze wybicie, nie zostając w tyle nawet pół sekundy. Płynnie złożyła się z nią w locie, miękko balansując w strzemionach, dzięki czemu zachowała całkowitą równowagę. No a dzięki temu sam lot również był nienaganny i w pełni harmonijny. Piętnastka prezentowała się trochę gorzej, bo choć formę miała dosyć podobną, to jej kontrastujące kolory mogły być w tym przypadku sporym minusem. Zawodniczka kilkukrotnie posłała kucynce półpradę, zamykając ją w korytarzu z pomocy i nie dając się zbyt wcześnie wyciągnąć do skoku. To wszystko poskutkowało tym, że zgrały się bezbłędnie - znowu! - i po blisko siedemdziesięciu metrach miały kłodę. Właściwie to dwie kłody, bo szesnastka i siedemnastka leżały dosyć blisko siebie a i były identyczne. Gdy dziewczyny się już przez nie przeprawiły, Elka zmobilizowała kopytną do energicznego pokonania tego ostatniego odcinka, wkrótce mierząc się z osiemnastką. Równym, okrągłym galopem doprowadziła Million pod przeszkodę, gdzie zaserwowała jej łydkę i wtedy płynnie uniosła się w strzemionach, nie zapominając oczywiście o oddaniu ręki. Takim sposobem, po przekroczeniu celowników zakończyły całą trasę, a Elizabeth była raczej zadowolona z wyniku. Pochwaliła swoją dzisiejszą kompankę i sprowadziła ją na rozprężalnie.
_________________
...............Breakfast at Tiffany's and bottles of bubbles ...............G i r l s..w i t h..t a t t o o s..w h o..l i k e..g e t t i n g..i n..t r o u b l e
..............................» E L I Z A B E T H..W H I T E «
T H E Y..C A N..S A Y..W H A T ..T H E Y ..L I K E
I just want you close where you can stay forever
You can be sure that it will only get better. it's complicated » Bastian
So I love when you call unexpected, cause I hate when the moment's expected.
..............................pms » 1
108; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu. 20 punktów karnych 72; Dekoncentracja, strach; na trasie para napotyka hałaśliwą publiczność, głośną muzykę lub koń wyraźnie boi się przeszkód czy elementów trasy.
83; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
Opis
PRÓBA SKOKOWA
18; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa.
21; Opór; za opór uważa się każdy przypadek w którym koń – bez względu na powód – odmawia poruszania się naprzód, zatrzymuje się, wykonuje regularne lub nieregularne półwolty, wspina się lub cofa. Przekroczenie normy czasu
INSTRUKCJE
• Przejazd można podzielić na dowolną ilość postów.
• Realizacji podlega jedynie próba terenowa. Wynik próby ujeżdżeniowej i skokowej liczy się do końcowego wyniku, a w temacie widnieje tylko dla informacji usera, by był świadom jak poszły mu pozostałe losowania. ;)
• Zawody rozgrywają się na dworze.
• Na początku każdego przejazdu proszę wstawić:
Kod:
[center][size=10][color=#565857][b]IMIĘ NAZWISKO & IMIĘ KONIA - WKKW ENTRY[/b][/color][/size][/center]
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum