NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jessie
2020-01-06, 22:06
Krajowe zawody skokowe
Autor Wiadomość
Watchman
Ujeżdżony
Mom says I'm pretty so fuck you


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat
Rasa: han x hol
Właściciel: Jessica R.
Cena: £2775

Doświadczenie w skokach: 64
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 47
Doświadczenie z lonżowania: 30
Kondycja: 45
Szybkość: 71
Wysłany: 2018-05-19, 15:40   

Watchman nie był szczególnie usatysfakcjonowany faktem, że ktoś prócz Jessie teraz regularnie pojawiał się przed jego boksem i jeszcze - o matko boska! - czegoś wymagał. Myślał, że przesadą są już niektórzy stajenni, którzy karzą mu chodzić jak w zegarku a niewiele sobą dla niego reprezentują... Ale ten mężczyzna brał go na treningi i siedział na jego grzbiecie! Kary czuł się w jego obecności bardziej niepewnie niż przy amazonce, która szybko umiała ukoić jego strachy. Dlatego często się płoszył, usztywniał albo reagował aż nazbyt elektrycznie na pomoce Oliviera. Jego wydziwianie stało się wręcz pewną stałą... Co prawda szatyn był dla niego coraz bardziej przewidywalny, ale nie znaczyło to wcale, że jest mu bliższy.
Jego nienaruszalny spokój mimo wszystko był dla niego podporą - wątłą, ale nadal jakoś. Gdy jeżył się na mijane, barwne przeszkody, butelki wody bądź po prostu dynamiczniej idące konie, sugerował się brakiem reakcji jeźdźca i szybciej wracał do stanu zero... Właściwie po rozstępowaniu jazda na nim stała się trochę przyjemniejsza, bo mózg karego zajmowały zadania, których z natury starał się nie wykonywać po łebkach. Ewentualne spadki w wykonaniu dało się zaobserwować tylko wtedy, gdy buzujące w ogierze napięcie akurat zgrywało się z elementami rozgrzewki. Oczywiście początkowo - typowo dla siebie - wyrywał w wyższe chody i niechętnie schodził w dół. Dziś jednak nawet nie sprawdzał jeźdźca - w końcu znał go na tyle dobrze, że wiedział, że takie podchody rzadko kiedy kończą się dla niego zyskownie. No, próbować Oliviera będzie pewnie jeszcze nie raz, ale nie musi robić tego przy każdej okazji, prawda? Przy wkraczaniu na parkur, ogier rozejrzał się naokoło, chowając uszy w gęstej, kruczej grzywie. Był przyzwyczajony do szemrania publiki, ruchu za bandami... Ale zawsze zachowywał się, jakby czekał na jakieś niespodziewane zagrożenie, niemiłą niespodziankę. Przy mijaniu przeszkody z wodą szarpnął łbem w górę, starając się odejść na bok. Nieco nerwowo i sztywno maszerował naprzód stępem, wrzucając na luz dopiero po elektrycznym i nieco zbyt żwawym zagalopowaniu. Jeździec zapewne zadbał o zyskanie kontroli nad karusem, więc Watchman po prostu szedł naprzód według jego wskazań, na razie nie szalejąc.

Skręt do śladu wymusił na nim lekkie zwolnienie wyjątkowo mocnego tempa - szybko załapał kontakt i zaczął wkraczać zadnimi nogami pod kłodę w odpowiedzi na sygnały jeźdźca. Wiedział, że za chwilę pojawią się przed nim przeszkody a to wiązało się z silnymi emocjami i silną motywacją... Ale póki jeszcze nad sobą całkiem panował, usypiał czujność jeźdźca. Podczas najazdu na okser ogier zaczął mocniej napierać na rękę, chcąc poluzować sobie kontakt i ruszyć szarżowym galopem prosto na przeszkodę. Z zewnątrz wydawałoby się, że jest pewny skoku, acz w środku karusa zawsze czaiły się jakieś wątpliwości. Dlatego zaczął nieco zwalniać przed przeszkodą, bo wyraźnie czuł, że stanowcze pomoce Oliviera nie pozwolą mu na spłynięcie w bok w ostatniej chwili. Złożył na chwilę uszy, wybijając się do skoku - momentalnie wszedł w precyzyjny, ciasny baskil. Był koniem marnującym swoje siły na niepotrzebny luz nad przeszkodami, na nerwowe szarże... I było to widać nadspodziewanie wyraźnie. Po udanym lądowaniu za szerszą przeszkodą - okserem - szybko złapał równowagę, także tę psychiczną. Poradził sobie z pierwszym skokiem, więc i trzymającego napięcie zmalało, pozwalając mu chociaż na chwilowe odzyskanie pewności siebie. Tak więc szedł do przodu pewnie, nie próbując uciekać na boki. Trzeba było pilnować go właściwie tylko przed wyciąganiem kroku i opieraniem ciężaru na przedzie, co skutkowałoby zmniejszeniem zaangażowania zadu... Bez większych kłopotów przesadził stacjonatę, zaraz po lądowaniu strzelając karą kitą w powietrze. Dość mocny zakręt do trzeciej przeszkody mógł sprawiać mu trudności, szczególnie, jeśli utrzyma w nim zbyt duże tempo... Ale z tym nie było kłopotu. Gdy tylko Olivier zasygnalizował mu wejście w łuk dobrał odpowiednie tempo, skupiając się przede wszystkim na zachowaniu równowagi. Wręcz automatycznie zareagował na wyginające jego kłodę łydki i dosiad, wpisując się w rysowany przez jeźdźca zakręt. Stopniowo rozluźniał się, odpuszczał, do zgięcia dołączając też szyję i łeb, tak, że jego ciało zaczęło tworzyć rogalik dla kogoś, kto obserwowałby całe przedsięwzięcie z lotu ptaka. Pelerieux podjął odpowiednią decyzję, pozwalając mu na dłuższy najazd - skok znienacka, zaraz po zakręcie mógłby pozbawić ogiera pewności siebie. To mogłoby skończyć się nawet wyłamaniem! Elektrycznie zareagował na łydkę dyktującą mu miejsce wybicia, od razu unosząc przody i wzlatując nad kolejną już dziś przeszkodę. Właściwie zaokrąglona foula od zadu wymagała od jeźdźca prowadzenia ciągłej batalii z karusem, który chętnie rwał do przodu i wyciągał się w galopie, niekiedy do granic możliwości. Łatwiej było go przekonać do utrzymania odpowiedniej postawy, gdy był lekko wymęczony poprzednimi etapami treningu i niezbyt pobudzony... Zawody pod średnio-akceptowanym jeźdźcem były dla niego jednak zawsze emocjonującym wydarzeniem. Może i dzisiaj nie pokazywał się ze złej strony, ale czujne oko mogło dostrzec, że między dwójką prezentujących się na parkurze panów nie ma nici pełnego porozumienia. Syn Weltstara znacznie lepiej poradził sobie z najazdem na czwórkę, gładko pokonując łuk i dogalopowując do samej przeszkody w wyraźnym ustawieniu, co było zasługą tylko i wyłącznie upartych pomocy Oliviera. Nad przeszkodą ponownie pochwalił się ładnym baskilem, dociskając przednie nogi ciasno do klatki piersiowej i składając się wręcz asekuracyjnie. Już w trakcie skoku hanower przechylił się nieco na lewo, ułatwiając sobie lądowanie na tę nogę.
Dopóki tuż przed ogierem nie zarysował się szereg, wszystko było właściwie w porządku - reagował na sygnały jeźdźca, starał się trzymać nieprzesadzone tempo i precyzyjnie wpisywał się w dyktowany mu łuk... Ale nerwy pojawiły się równocześnie z szeregiem, który dla niego nie wyglądał zachęcająco. Doświadczenie podpowiadało mu, że nie jest to wcale jedna przeszkoda, ale emocje robiły swoje. Dlatego szedł opornie naprzód, właściwie utrzymując ledwo parkurowe tempo tylko przez sygnały od Oliviera. Ledwo wyczekał do samego wybicia, myśląc raczej o uskoku na bok albo skoczeniu wcześniej... Ale ostatecznie podążył za wskazaniami jeźdźca i z nerwowym parsknieciem wylądował za przeszkodą. Na jego szyi delikatnie połyskiwał pot.
Nim zdążył przemyśleć, co się właśnie zadziało, pojawiły się kolejne pomoce, za którymi po prostu podążył - podniósł się do stabilnego galopu i wybił na drugi człon, składając się niczym scyzoryk.
_________________
how do you feel?
{t h a t - i s - t h e - q u e s t i o n}



    ........But I forget
    ..........- you don't expect an easy answer
    ........When something like a soul becomes initialized
    ........And folded up like paper dolls and little notes
    ..........- you can't expect a bit of H O P E
    ........So while your ◁ outside ▷ looking in

    DESCRIBING WHAT YOU SEE
    remember what you're s t a r i n g at is me

I msc - ujeżdżenie L - Jessica Reese
I msc - skoki regionalne P - Jessica Reese
III msc - wkkw entry - Jessica Reese
galeria
 
     
El Dorado
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 13 lat
Rasa: Koń Angloarabski
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £2950

Doświadczenie w skokach: 248
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 16
Doświadczenie z lonżowania: 10
Kondycja: 62
Szybkość: 61
Klasa startów: Skoki: CS1

Wysłany: 2018-05-19, 16:10   

Na ósemkę pojechali szeroko i całe szczęście, bo kary mimo, że zwykł być potulny jak pluszak, jeśli chodziło o wyjeżdżanie ciasnych zakrętów robił się bardzo nerwowy i nieznośny. Jakby był dzieciakiem, któremu wciskano szpinak. Po prostu nie i koniec. Z tą różnicą, że on nie rzucałby talerzem, a człowiekiem. Dojechał więc do przeszkody, po wcześniejszym pokonaniu szerokiego najazdu i przeskoczył przez nią.
Teraz zaczynały się kłopoty i wyszły na jaw wszystkie niedociągnięcia, jakie ogier jeszcze w sobie miał. Jego nowy właściciel robił co mógł, żeby go 'naprawić', ale w niektórych sytuacjach ogier naprawdę był jak osioł, albo zardzewiały ciągnik. Poza tym, zaczynał się już męczyć, więc jego niechęć do tych przeszkód rosła jeszcze bardziej. Najchętniej poszedłby stąd w diabły, ale mu nie pozwalali. Zabrakło mu dynamiki, przez co pierwszy człon szeregu przeskoczył na czysto, zużywając przy tym tyle siły ile mógł, ale za tym członem kryły się jeszcze dwa następne. To ci niespodzianka, widział je, ale psychicznie nie był przygotowany do skakania jak sarenka. Bardzo wyraźnie poczuł łydkę między tymi członami i zdołał wykrzesać z siebie jeszcze ostatki mocy do kolejnego skoku, ale z tym było już ciężej. Strącił drąg, tyle wystarczyło, żeby się momentalnie poddał. Nie lubił takich rzeczy, szeregów też nie bo za bardzo go ograniczały i musiał się za dużo naskakać. Na trzeci człon nie miał już ochoty, więc wyhamował gwałtownie, siadając na zadzie i kuląc po sobie mocno uszy. Sam sobie skacz. To by pewnie powiedział, gdyby umiał mówić. Jeszcze mógłby próbować zafundować temu na górze katapultę, ale na to było już za późno. Za to sam oberwał kuksańca po bokach, na co zareagował automatycznym wyrzuceniem kopyta do tyłu. To też mu się nie spodobało. Odetchnął głośno, uspokajając swoje zszargane nerwy i ruszył kłusem. Wyjechał na woltę, gdzie rozluźnił swoje spięte mięśnie i przeszedł w galop, ponownie skupiając się na szeregu. Tym razem pokonał go bez niespodzianek, dalej było mu ciężko, ale miał to dziadostwo juz za sobą, więc mógł odetchnąć. Wylądował na lewo, za przeszkodą rozglądając się już dalej, zaczął kręcić kolejny zakręt na dziesiątkę. Bez zawahania przeskoczył nad przeszkodą, wyciągając się nad nią. Po lądowaniu utrzymywał aktywny galop, dopiero w połowie trochę zwalniając. Doprowadzony do przeszkody ponownie wybił się do góry, mając kolejną przeszkodę za sobą. Machnął ogonem, obijając nim o swoje boki i przyspieszył, dalej kierując się na następną przeszkodę. Ta była już ostatnią na dzisiejszym parkurze, na jego szczęście bo był już zmęczony. Jeśli ten parkur byłby dłuższy, to pewnie zrobiłby się bardziej nieznośny. Musiał popracować nad sobą, bo na razie nie zapowiadało się to zbyt dobrze. Zbliżył się do ostatniej przeszkody, a czując na swoim boku ostrogę wybił się mocno w górę, przelatując nad przeszkodą i lądując po drugiej stronie. Gdzieś naruszając linię wody, ale nie zwrócił na to większej uwagi. Przekroczył celowniki, zaczynając po nich zwalniać. Już spokojniej zwolnił całkiem i zszedł z parkuru na rozprężalnię, gdzie został porządnie rozstępowany.
_________________
 
     
Hollywood Hell'o
Ujeżdżeniowiec


Płeć: ogier
Wiek: 7 lat
Rasa: koń oldenburski
Wzrost: 177 cm

Ostatni trening: 04.2020 - ujeżdżeniowy z Ruth i Luczkiem
Właściciel: Ruth Allen
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 45
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 117
Doświadczenie z lonżowania: 93
Kondycja: 58
Szybkość: 40
Klasa startów: Ujeżdżenie: N

Wysłany: 2018-05-19, 16:50   


Po solidnej rozgrzewce gniady był nie tylko optymalnie rozruszany, ale też skupiony na dosiadającej go osóbce, dlatego nie wyczuwając w jej ruchach żadnego wahania sam też takiego nie objawiał, znajdując się już na parkurze płynnie zagalopował od prawej tylnej nogi, nie mając problemu z zaangażowaniem zadu, uruchomionego przez Ruth jeszcze podczas rozgrzewki. Galop miał okrągły i mocny a mimo to nie za szybki, bez zająknięcia dawał sobą powodować i tak oto znalazł się na linii prostej do pierwszego oksera. Nie wykazywał tendencji do dzikiego ciągnięcia i pędzenia do przeszkody, wobec czego przyspieszył tylko w odpowiedzi na sygnał amazonki, wyciągając przy tym sylwetkę, co później pomogło mu w oddaniu ładnego, wystarczająco wysokiego ale przy tym też długiego skoku (przyzwyczaił się do swojej właścicielki i o ile nie miał sam z siebie jakichś obaw przed oddaniem skoku, wybaczał jej nawet to, że jej dosiad nie był w stu procentach obecny przy najeździe), oczywiście kiedy już Ruth nakazała mu impulsem łydki odbić się kopytami od podłoża i pofrunąć w górę. Nie składał się jakoś szczególnie spektakularnie ale i przy tych wysokościach nie było to konieczne, dlatego wylądował za jedynką na czysto i dalej galopował na prawo w stronę dwójki. Cały czas galopował aktywnie a na prośbę zawodniczki skrócił się przed stacjonatą by już tuż przed nią płynnie wyjść do góry, w locie nurkując szyją za drągi. Wsłuchany w mowę ciała Węgierki wylądował znów na prawą nogę i podążył na wprost by zacząć wchodzić na łuk wtedy, kiedy otrzymał ku temu stosowne impulsy. Po wyjściu na prostą poczuł się zachęcony do dodania, które ukróciło dopiero powrócenie Ruth do siodła przed trójką, co z kolei pomogło Hollywoodowi na kolejne zgrabne wybicie się do lotu po paraboli nad stacjonatą. Nie miał problemu z odczytaniem prośby o lądowanie na lewą nogę, tak jak i nie miał wątpliwości, by ową prośbę spełnić. Galopował więc teraz żwawo na lewą nogę, po delikatnym łuczku wyprostował się już na najazd do czwórki. Zawahałby się gdyby nie zwiększenie zdecydowania u panny Kravchenko, które nakazywało mu dążyć nadal w stronę oksera. Podbudowany wsparciem jej łydki, niezachwianie dobił do przeszkody by oddać kolejny dobrze wyważony, ekonomiczny skok nad okserem (okresem :lol: ), po lądowaniu za którym niespiesznie udał się na łuk prowadzący ich do szeregu. Wyprostowawszy się już na pierwszy człon postawił na niego uszy, z zainteresowaniem mierząc stojące w linii przeszkody. Zachęcony do tego pomocami dziewczyny, skrócił się nieco, przenosząc więcej ciężaru na tyły, co pomogło mu tylko w pewnym katapultowaniu się przez stacjonatą oznaczoną jako 5a i zaraz też chwilę po lądowaniu przed drugim już członem. Spokój gniadego jak do tej pory pozostawał niezmącony a co za tym idzie, z jasnością głowy odczytywał sygnały właścicielki i tak teraz wylądował za szeregiem na prawą nogę by dalej w pełnej równowadze pogalopować po łuku do następnej przeszkody, czyli stacjonaty z numerem 6. W drodze dojazdowej chętnie się wyciągnął, pozostając jednak umysłem przy zawodniczce, dzięki czemu kiedy przyszło mu się znowu pozbierać przed samum najazdem, nie stracił impulsu ani nie buntował się, tylko płynnie skrócił wykrok co miało mu pomóc w ponownym nienagannym wybiciu się. Po powrocie na ziemię galopował jeszcze na wprost tak długo, by później po łuku minąć zieloną ozdobę parkuru, na którą szczerze powiedziawszy nie zwrócił większej uwagi, będąc wciąż zasłuchanym w mowę ciała amazonki. Jego galop po łuku zrobił się jakby lżejszy i dłuższy, niemniej jednak kiedy ponownie przyszło mu się skupić i wrócić do optymalnych ram przed kombinacją, uczynił to bez najmniejszego zająknięcia. Nie skrócił się może bardzo, jako że nie było to wymagane przez jego zawodniczkę, niemniej ulokował ponownie większą część własnego ciężaru na zadzie i zabieg ten bez wątpienia przyczynił się do tego, że ogier po raz kolejny bez problemu był w stanie z tego zadu wybić się na tyle mocno przed pierwszym członem szeregu, że bez nawet stuknięcia kopytem drągów przeleciał nad okserem, przyjemnie dla oka zaokrąglając sylwetkę w locie. Szereg nie należał do najłatwiejszych bo składał się z trzech członów, jednak dopóki Ruth była zmotywowana i się nie bała, podobną postawę prezentował jej podopieczny. W porę "zebrany" bez zająknięcia skrócił foule tuż po lądowaniu by w skupieniu pokonać jeden po drugim kolejne dwa człony, będące stacjonatami ustawionymi w równych odległościach. Cały czas przemawiał przez niego spokój i ten brak "nadambicji", to znaczy przykładał się do stawianych przed nim zadań, ale nie próbował przeforsować swojego zdania, bo wcale szczególnie nie palił się do zbyt szybkiego latania po parkurze czy pozostawiania sobie metrowego zapasu nad każdą przeszkodą. Oba skoki oddał miękko niczym sarenka, z tą jednak różnicą, że nie zadzierał przy tym głowy do góry, a zgodnie z przesuwaną po jego szyi ręką wyciągał pyszczek w przód-dół, ufnie podążając za wędzidłem nawet podczas skoków. Za ostatnim, trzecim członem wylądował na lewą nogę i bez zastanowienia podążył po wskazanym przez właścicielkę łuku w tę stronę. W pewnym momencie zaczął z lekką niepewnością zerkać na wiszące na ogrodzeniu, drgające na wietrze kolorowe banery, spinając się przy tym lekko, jednakże orientując się, że nie jadą bezpośrednio do nich można powiedzieć, że się przemógł i nie spłynął zawodniczce do środka, choć nie zabrakło odgięcia się jego sylwetki do zewnątrz. W efekcie, choć nie zawahał się jeśli chodzi o podejście do skoku, to pokonanie ósemki nie wyglądało w ich wykonaniu tak płynnie jak poprzednie podejścia, tym razem po wybiciu rzeczywiście wyglądał jak jakiś skaczący jelonek, na szczęście jednak był na tyle dobrze wyćwiczony a przeszkody nie na tyle wysokie, że tylko musnął przednim kopytem górną sztangę, nie narażając jej jednak na spadnięcie. Wylądował nieco ciężej niż przy poprzednich razach ale na prawidłową nogę, co pozwoliło mu szybciej odnaleźć na nowo równowagę podczas gdy dalej galopował po trasie parkuru, tym samym po obszernym łuku w lewo zbliżając się do dziewiątki. Kiedy już się w sobie odnalazł, wydłużył swoją sylwetkę i wykrok, tym samym nieświadomie walcząc razem z Ruth o dobry wynik czasowy. Miał w sobie bardzo dużą łatwość do skracania się i to tak naprawdę ratowało ich jako parę przy dość późnych prośbach zawodniczki o pozbieranie się przed skokiem, także i stacjonata z numerem 9 nie okazała się pod tym względem inna, bo Holly po prostu w lot uczynił swoją sylwetkę bardziej kompaktową i dzięki temu był w stanie znów wzbić się w powietrze na tyle wysoko, aby kopytami nie dosięgać górnej sztangi. Lądując już z większą gracją niż na poprzedniej przeszkodzie galopował dalej po prostej linii, mierząc się na spokojnie ze stojącą w dystansie dziesiątką. I nad nią przeleciał bez szwanku, tym razem lądując na prawą nogę za okserem. Odparsknął sobie i na kolejnym łuku, zgodnie z możliwościami danymi mu przez Węgierkę, wyciągnął się nieco nie tylko w przód, ale i w dół, zaokrąglając sylwetkę dzięki czemu podczas długiego dojazdu na spokojnie odbudował część energii i zapału do dwóch ostatnich konstrukcji. Kiedy już wyprostował się na jedenastkę został też ponownie skrócony, choć oczywiście nie na tyle, by nie być w stanie oddać długiego skoku nad okserem. Podszedł do tego z nową świeżością, nawet jeśli dzisiaj naprawdę dużo zrobił. Należał do tych kopytnych, które odpowiednio zmotywowane dają z siebie tyle, ile tylko są w stanie, dlatego żywym ale opanowanym galopem dobił do jedenastki by z mocą odbić się od trawiastego podłoża, używając do tego siły już ładnie zaokrąglonego od mięśni zadu. Pięciolatek przykładnie zabaskilował szyją w locie, podciągając pod siebie nieprzesadnie zgrabne nóżki. Po lądowaniu odczuwalnie spróbował się wycofać, widząc rów z wodą i nie będąc pewnym co do tego typu przeszkody, niemniej jednak jego amazonka jasno pokazała mu, czego od niego oczekuje - i tak też dał się namówić, nie tracąc ostatecznie swojego dobrego, bazowego tempa, dotarł do stacjonaty, na której, którko mówiąc, pokazał swoje aktualne możliwości w pełnej krasie - wybił się nieco przedwcześnie, nie zważając na to, że nie dostał jeszcze sygnału, przygotowanego na to idealne miejsce. Katapultował się jednak z taką mocą, że bez problemu doleciał za stacjonatę, nawet mając nad nią sporawy zapas. Nie zawahał się jednak przed samą dwunastką, dlatego nawet tak mocne wybicie nie powinno było narazić pozycji Ruth w siodle. I tak też się stało, zawodniczka wylądowała za przeszkodą nadal na grzbiecie Hollywooda a ten, zadowolony z siebie i wyczuwający z jej nagłego rozluźnienia, że to już koniec, od razu odpuścił, to znaczy nie nakręcał się dalej po dużym przeżyciu i po prostu przegalopował żwawo dystans dzielący ich jeszcze od "linii mety" by następnie spokojnie zejść do kłusa i finalnie opuścić parkur i udać się na zasłużone rozstępowanie.

[ zt ]
_________________

      » H O L L Y W O O D. H E L L ' O «
      when nothing is sure, everything is possible

    wobec ludzi: nieśmiały, coby nie powiedzieć... wycofany
    nie boi się, aczkolwiek zawsze z ostrożnością obserwuje co się dzieje
    nie jest typowym łasuchem, co nie znaczy, że pogardzi jabłkiem





    pod siodłem: coraz bardziej się wyrabia i dojrzewa,
    ma już nie najgorszą świadomość własnego ciała i odpowiednią siłę
    aby bawić się własnym ruchem, co widocznie sprawia mu ogromną frajdę
    nadal nie robi nic za jeźdźca, acz skupiony chętnie wykonuje robotę
    » przyjemnie angażuje się w pracę przy właściwej motywacji
    i cierpliwie wyczekuje sygnału by błyskawicznie na niego odpowiedzieć «
    bardzo plastyczny - łatwo coś tak poprawić, jak i zepsuć

      if your dreams don't scare you
      THEY'RE NOT BIG ENOUGH
      » paszport & galeria«


 
     
Brian
Zawodnik
Allrounder
randomly awesome


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat (30.01)
Wzrost: 178 cm
Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno
Partner: the pain and the pleasure all come together

Ostatni trening: skokowy z Bolero
Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson
Pieniądze: £2384

Punkty doświadczenia: 187
Skoki: 69
Ujeżdżenie: 25
Cross: 18
Wyścigi: 62
Obycie z koniem: 15


Wysłany: 2018-05-19, 22:06   
   Tytuł: Hodowca


BRIAN DONNEY & SENSATIONET LOVE ME - klasa N


Zaplanowany udział w zawodach krajowych, był moim pierwszym w klasie N i dodatkowo na Sensationet, która była oczywistym (i tak naprawdę jedynym) wyborem. Jakoś udało mi się ją dowieźć do Leeds, gdzie miały się odbyć zawody i zainstalować w stajni. W dniu zawodów wcześniej stawiłem się w stajni, najpierw kierując swe kroki do socjalu, gdzie zostawiłem swoje rzeczy, następnie na myjkę, gdzie poprosiłem o przyniesienie sprzętu Sensationet, któ-ry wczoraj osobiście wyczyściłem. Następnie ruszyłem pod boks mojej diablicy, by się z nią przywitać. Po tych miłościach i poczęstowaniu jej smakołykiem zabrałem jej kantar i uwiąz i poprosiłem ją o miejsce w boksie, które zapewne ostatecznie otrzymałem. W środku założy-łem jej kantar, pogłaskałem o kości nosowej dopiąłem uwiąz do kółka kantara i wyprowadziłem klacz na stajenny korytarz. Zaprowadziłem ją na myjkę gdzie znajdował się cały po-trzebny sprzęt i przybory do pielęgnacji. Zabrałem się do pieczołowitego oporządzenia gniadej. Po porządnym rozczyszczeniu sierści, rozczesałem i zaplotłem jej grzywę. Rozczesa-łem też włosie ogona, oraz zadbałem odpowiednio o kopyta. Następnie ją osiodłałem i zo-stawiłem pod okiem stajennego, by samemu się przygotować. Po kilku minutach wróciłem do Sensationet już w pełnym konkursowym rynsztunku, odwiązałem ją, by zabrać na rozgrzewkę. Tam zatrzymał ją, by poprawić sprzęt. Następnie znalazł się na jej grzbiecie i dodał jej łydki do stępa, dając jej luźne wodze. Na rozgrzewkę w stępie poświęciłem kilkanaście minut, urozmaicając ją przez zmiany kierunku i jedną czy dwie figury, oraz przejścia, po czym dodałem jej łydki i wyciągnąłem ręce nieco do przodu, prosząc ją o kłus. Początkowo rozgrzewka wyglądała podobnie jak w stępie, potem jednak poprowadziłem ją na kilka ułożonych drągów, by trochę na nich poćwiczyć. Chciałem uzyskać taki efekt, żeby Sensationet była dobrze przygotowana i rozgrzana, ale nie zmęczona rozgrzewką. Następnie przeszliśmy do galopu, gdzie najpierw kilka minut rozgrzewki ze zmianą kierunku jazdy i figurami, a następnie skoczyliśmy kilka rozstawionych na obiekcie przeszkód. Stopniowo zwolniłem ją przez kłus do stępa, w którym dalej poruszaliśmy się po rozprężalni, oczekując na wywołanie.

Kiedy nas wyczytano pozbierałem wodze na kontakt i do prawidłowego ustawienia, dodałem jej łydki do kłusa i poprowadziłem na parkur, na którym przejazd kończyła poprzednia para. Oprowadziłem zangersheide po parkurze, tak aby tej drugiej parze nie przeszkadzać, jedno-cześnie zapoznając ją i przygotowując do trudniejszych, bardziej skomplikowanych przeszkód, które mogły budzić obawy. Oczywiście u Sensationet, bo ja się nie obawiałem, co będzie to będzie. Następnie poprowadziłem sześciolatkę w pobliże stanowiska jury. Był to moment, w którym mogliśmy popracować nad aktywnym i równym tempem jeszcze w kłusie i dogadać się, zanim przejdziemy do galopu. Od czasu do czasu posyłałem jej półparady przez podstawienie nóg z pomocą łydek, działanie wodzami i napięcie krzyża. Następnie przez pełną paradę zatrzymałem ją przed budką sędziowską. Ukłoniłem się, jednocześnie gotując klacz do ruszenia galopem. Przesunąłem zewnętrzną łydkę za popręg, dodałem obie, przesunąłem ręce naprzód i wypchnąłem ją lekko z bioder, prosząc o ruszenie galopem z lewej nogi, którą jej podyktowałem przez obciążenie tej strony. Przejechaliśmy przez środek parkuru, wy-mijając przeszkody, aż dotarliśmy do krótkiej ściany, gdzie dla odmiany skręciliśmy w prawo, by nawrócić i naprostować do linii startu. Nie rozpędzałem jej w tym momencie po okser leżał niedaleko, przy barierkach. Sensationet jeśli musiała, to miała szansę na szaleństwa chwilę wcześniej. Posyłałem jej półparady i w razie potrzeby sprowadzałem ją na ziemię mocniejszymi pomocami. Siedząc w siodle zamknąłem ją w pomocach, prowadząc na środek oksera, pilnując aktywnego i równego galopu. Wcześniej osadziłem ją nieco na zadzie i wziąłem ją bardziej na siebie. Zbliżając się do przeszkody zasugerowałem jej właściwe miejsce do wybicia, po czym w tym punkcie dodałem jej łydkę i wypchnąłem do skoku z bioder. Oddałem jej wodze na kontakcie, przeszedłem płynnie do półsiadu i wyszedłem za ruchem sześciolatki, ładnie się z nią zgrywając. Druga przeszkoda również znajdowała się po prostej, więc po zamortyzowaniu lądowania i zebraniu wodzy pozwoliłem jej na lekkie dodanie w tempie, pilnując, by rzeczywiście było ono lekkie. Jednocześnie posłałem jej kilka półparad, a także wcześniej usiadłem w siodło, zamykając klacz w pomocach. Ponieważ dwójka również była okserem ponownie podniosłem jej przody, osadziłem ją nieco na zadzie i wziąłem bardziej na siebie, doprowadzając na środek dwójki. Chociaż był ich to pierwszy wspólny start od pewnego czasu, to przecież gniada nie została całkiem na lodzie, jeśli chodzi o starty. Dlatego raczej wspierałem ją w ocenie miejsca do wybicia, ewentualnie ów miejsce korygując, lub wspierając ją łydką, tak jak w tym wypadku. Po wybiciu oddałem jej nieco więcej wodzy, uniosłem się w strzemionach w półśiadzie i zdążyłem za jej ruchem, przed lądowaniem zmieniając jeszcze pomoce i dyktując jej lądowanie na prawo. Zaraz po lądowaniu skupiłem się na utrzymaniu tempa sprzed przeszkody, bo chociaż nie obawiałem się o to, że Sensationet nie poradziłaby sobie z ciaśniejszym zakrętem na trójkę, postanowiłem go nie skracać, w zamian prowadząc ją nadal w szybszym tempie, niż początkowo. Pogalopowaliśmy kawałek po prostej, by odbić w prawo, przy czym jedynie przykleiliśmy się nieco bardziej do mijanej, jedenastej przeszkody. Jednocześnie na łuku, przypominającym niemal półwoltę posyłałem jej półparady, przez podstawienie jej nóg z pomocą łydek, działanie wodzami i napięcie krzyża, a także wspierałem ją na łuku z pomocą tych łydek, pilnując aby zachowała stałe tempo, ustawienie i równowagę. Wraz z naprostowaniem do stacjonaty wróciłem głębiej w siodło i zamknąłem ją w pomocach, spokojnie doprowadzając ją w pobliże trójki, gdzie tak jak poprzednio działałem, wspierając ją w znalezieniu właściwego miejsca do wybicia, ewentualnie je korygując, nie tłumiłem jednak jej samonośności. Po wybiciu oddałem jej wodze na kontakcie, przeszedłem płynnie w półsiad i wyciągnąłem nadgarstki za jego ruchem i tym razem obciążyłem lewą stronę, prosząc ją o lotną zmianę nogi. Czwarta przeszkoda leżała nieco dalej, więc ponownie dałem jej możliwość, by nieco przyspieszyć, pilnując by nie przesadzała.
Po początkowej chwili galopu po prostej, skręciliśmy w lewo, poruszając się po delikatnym łuku, na którym oczywiście wspierałem ją w łydkach, pilnując aktywnego, równego tempa i działając skupiającymi półparadami. Następnie naprostowałem ją do czwartej przeszkody, również stacjonaty, gdzie ponownie zamknąłem ją w korytarzu z pomocy. Przed przeszkodą wyrównałem ją z pomocą łydek za popręgiem, po czym kierując na środek czwórki ponownie wspomogłem ją w odnalezieniu jak najlepszego punktu do wybicia, dodając jej łydkę, a gdy oderwali się od ziemi oddałem jej wodze, uniosłem się z siodła w półsiadzie, prezentując prawidłową pozycję na jej grzbiecie, wyszedłem następnie za jej ruchem, płynnie i bez problemu zgrywając się z zangersheide w skoku i zachowując lądowanie na lewo. Zachowując dotychczasowe, całkiem dobre tempo niemal od razu odbiłem z nią w lewo, nieznacznie ścieśniając najazd na okser. Dbając o równe tempo posyłałem jej co jakiś czas półparady, wyginając ją lekko na łuku od wewnętrznej łydki i wspierając ją zewnętrzną, aby zachowała ustawienie i równowagę. Pomimo drobnego ścieśnienia najazdu nie był on szczególnie ryzykowny. W końcowej fazie zakrętu podniosłem sześciolatce łeb, żeby mogła lepiej obejrzeć okser i leżący za nim szereg. Osadziłem ją bardziej na zadzie, wziąłem bardziej na siebie, po czym naprostowaliśmy bardziej na piątkę, a ja wróciłem w siodło, by mieć nad podopieczną więcej kontroli. Zamknąłem ją w szeregu z pomocy, a przed przeszkodą wyrównałem. Tym razem postanowiłem wspomóc ją nieco bardziej, szacując najlepsze miejsce do wybicia, w którym dodałem jej łydkę i wypchnąłem do skoku lekko z bioder, prosząc o wybicie z siłą z zadu. W locie oddałem jej więcej wodzy i ponownie zaprezentowałem prawidłowy półsiad, po czym zdążyłem za jej ruchem. Zachowałem lądowanie na lewą nogę. Szereg 6ab leżał nieco dalej, ale nie rozpędzałem jej do niego dodatkowo. Wykorzystując nieco dłuższy odcinek do pierwszego członu posłałem jej kilka przygotowujących i skupiających półparad, podniosłem ją do stacjonaty, tak aby jeszcze raz mogła sobie obejrzeć cały szereg. Wcześniej usiadłem w siodło i zamknąłem ją w pomocach, prowadząc ją na środek 6a, przed którą jeszcze ją wyrównałem z pomocą łydek cofniętych za popręg. Nieco wcześniej też zasugerowałem jej miejsce do wybicia, znowu nieco bardziej ją wspierając, przez dodanie łydki i lekkie wypchnięcie z bioder. Chciałem w ten sposób osiągnąć nie tylko czysty i ładny skok, ale też lądowanie bliżej za przeszkodą. Po wybiciu oddałem jej wodze na kontakcie, uniosłem się w strzemionach, przyjmując prawidłową pozycję i lekko pochylając się względem jej szyi, po czym wyciągnąłem nadgarstki za jej ruchem. Mój zamysł się udał: Sensationet ponownie oddała udany, czysty skok, ale też wylądowała nieco wcześniej, co dawało nam nieco więcej miejsca do stojącego po prostej drugiego członu, oksera 6b. Po zamortyzowaniu lądowania pozbierałem wodze i zaraz usiadłem z powrotem głębiej w siodło. Nie zapomniałem o wysłaniu jej półparady, i dopilnowaniu aktywnego i równego tempa. Zaraz zamknąłem ją w pomocach, osadziłem na zadku i wziąłem bardziej na siebie, co pozwoliło nam na spokojne dotarcie pod przeszkodę. Wcześniej zasugerowałem jej potencjalnie najlepsze miejsce do wybicia, ale tym razem dałem jej wolną rękę, gotowy jednak zareagować w razie potrzeby. Klacz jednak wybiła się z siłą z zadu w zasugerowanym miejscu. Po wybiciu oddałem jej stosowną ilość wodzy, przeszedłem płynnie do półsiadu i wyszedłem za jej ruchem, nie mając problemu w zgraniu się z nią w skoku. Jako, że przez ten czas zachowałem lądowanie na lewo, takie też podyktowałem gniadej i tym razem, bez konieczności przestawienia pomocy. Po lądowaniu jeszcze poprosiłem zangersheide o przyspieszenie. I tym razem nie miałem zamiaru drastycznie ścinać zakrętu do siódmej przeszkody, dlatego przez przyspieszenie w tempie chciałem jak najwięcej oszczędzić. Zaraz po lądowaniu za drugim członem szeregu zamortyzowałem się i zebrałem wodze, wracając do poprzedniego ustawienia, poza tym, że dałem jej możliwość jeszcze przyspieszenia, jak zawsze jednak pilnując, by nie nadużywała tej okazji. Następnie niemal od razu skręciłem w lewo, po obszernym łuku prowadząc ją na siódemkę. Pilnowałem aby nie zwalniała na nim, przynajmniej na razie, jednocześnie wspierałem ją przez łydki i wysyłałem półparady, przez działanie wodzy, podstawienie jej nóg, z pomocą łydek i odpowiednie napięcie krzyża. Nieco bardziej przykleiliśmy się do krzaczka, minimalnie ścieśniając najazd na stacjonatę. Po wyminięciu jedenastej przeszkody naprostowałem ją do siódemki, wcześniej wróciłem w siodło, a następnie zamknąłem ją w szeregu pomocy, doprowadzając na środek siódemki. I tym razem pozwoliłem jej na większą samonośność, jednak wspierając ją w odnalezieniu odpowiedniego punktu do wybicia. Podczas lotu oddałem jej wodze na kontakcie, uniosłem się ponownie z siodła w półsiadzie i zdążyłem za jej ruchem, jednocześnie przed lądowaniem obciążając prawą stronę i prosząc ją o lotną zmianę nogi.
Również i tą przeszkodę pokonaliśmy na czysto i nie mogłem nie być zadowolony z mojej ulubionej diablicy. Tym razem nie pozwalałem jej na przyspieszenie, bo tempo galopu i tak było mocne, starałem się więc raczej o zachowanie tempa sprzed przeszkody. Zamortyzowałem lądowanie i zebrałem wodze, po czym pogalopowaliśmy z prawej nogi na razie na prosto, by w swoim czasie odbić po delikatnym łuku na okser z numerem ósmym. Przez cały ten czas Sensationet otrzymywała półparady, a w końcowej fazie zakrętu, podniosłem ją do przeszkody i wziąłem bardziej na siebie. Po naprostowaniu usiadłem głębiej w siodło, by mieć nad nią nieco więcej kontroli, o ile to w ogóle możliwe i zamknąłem ją w szeregu z pomocy, doprowadzając na środek siódemki. I tym razem nieco bardziej wsparłem ją w oszacowaniu miejsca do wybicia, po czym dodałem jej lekką łydkę i równie lekko wypchnąłem ją z bioder. Przy bogatym doświadczeniu klaczy takie lekkie pomoce powinny być wystarczające. Jak się okazało miałem rację, w obranym punkcie wybiła się z siłą z zadu i wzniosła nas nad przeszkodę, gdzie oddałem jej więcej wodzy, powróciłem w półsiad, pochylając się nieco do przodu i wyciągnąłem znacznie nadgarstki, idąc za jej ruchem, zachowując lądowanie na prawo.
Chociaż czekał nas szereg 9ab, a za nią przeszkoda z wodą, właśnie teraz postawiłem na ryzykowny najazd. To się nazywa wyczucie czasu, ale kto nie ryzykuje ten się nie bawi. Dlatego zaraz po lądowaniu odbiliśmy w prawo, kręcąc po łuku na szereg. Przykleiliśmy się do czwartej przeszkody, ale z drugiej strony, niż by to miało miejsce, gdybym wybrał bezpieczniejszy najazd. Jednocześnie starałem się o zachowanie obecnego tempa, bez żądnych dodań, co powinno nam pozwolić na jak najspokojniejsze dotarcie pod człon a. Wspierałem ją na łuku w łydkach, posyłając jej ważne w takiej sytuacji półparady. Jeszcze w końcowej fazie zakrętu podniosłem jej przody, żeby mogła obejrzeć sobie cały szereg, osadziłem ją na zadzie i wziąłem bardziej na siebie. Naprostowałem ją na linię na której znajdował się szereg, a za nimi dziesiąta przeszkoda. Okazało się, że mamy jeszcze ciut przestrzeni do oksera, chociaż wykręcenie tego łuku mogło kosztować gniadą nieco wysiłku. Nie tracąc skurczonego czasu zamknąłem ją w pomocach, doprowadzając do przeszkody, gdzie i tym razem bardziej ją wspomogłem w znalezieniu najlepszego miejsca do wybicia, gdzie dodałem jej łydkę i ponownie lekko wypchnąłem do skoku, w którym oddałem jej stosowną ilość wodzy oraz zaprezentowałem półsiad i prawidłowe ułożenie na jej grzbiecie, starając się jednocześnie o bliższe lądowanie za 9a, tak aby zmieścić się do stacjonaty. To nam się udało, skok z resztą również. Zamortyzowałem lądowanie i zaraz przygotowałem sześciolatkę do członu b, wracając płynnie w siodło i zamykając ją w solidnym korytarzu z pomocy. Zdążyłem skorzystać z półparady, prowadząc ją na środek 9b, gdzie znowu wsparłem ją w odnalezieniu miejsc do wybicia, dając jej już jednak więcej swobody, jeśli chodzi o samo wybicie. W ten sposób na czysto pokonaliśmy cały szereg. Zostały nam dwie przeszkody, więc byłem raczej nastawiony optymistycznie, szybko jednak rzeczywistość mnie dopadła. Dziesiątka leżała po prostej, ale w większej odległości. Mimo to nie rozpędzałem Sensationet do przeszkody, wcześniej usiadłem w siodle, wyczuwając jej niepewność. Zamknąłem ją w pomocach, posyłając jej półparady, chcąc rozgonić jej niepewności, po przecież pokazywałem jej tą przeszkodę przed rozpoczęciem przejazdu. Galopowała aktywnie do samej przeszkody, więc zaczął ją przygotowywać do skoku, jednak tuż przed dziesiątką nieoczekiwanie zatrzymała się i stanęła dęba. Byłem przekonany, że uda nam się przeskoczyć przeszkodę, więc nie koncentrowałem się na trzymaniu się w siodle. Dlatego ni z tego ni z owego znalazłem się na ziemi, a moje pierwsze myśli dotyczyły jakiego to mamy pecha, a gdy już znalazłem się na ziemi, tego, że no nieco się poobijałem. Zaraz jednak skupiłem się na czymś innym i bez problemów pozbierałem się z ziemi. Miałem za sobą długoletni trening, by się przekonać, jak elastyczny może być mój kręgosłup, jak twarda głowa i jak bardzo poobijany może być tyłek. Nie takie rzeczy się przeżyło, więc wolałem się upewnić, że to Sensationet nic się nie stało. Złapałem ją więc i uspokoiłem. Oczywiście upadek oznaczał eliminację, z czego teraz dopiero dobrze zdałem sobie sprawę. Opuściłem z Sensationet parkur, po czym najpierw sprawdziłem, czy w żaden sposób nie ucierpiała podczas tego incydentu. Następnie ją rozstępowałem i wróciliśmy do stajni.

zt
 
 
     
Leon
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 24 lata
Rasa: Człowiek
Wzrost: 195 cm
Podopieczny: Bijou Caramel ll Dragon Age ll Shadowfax
Pieniądze: £1045

Punkty doświadczenia: 55
Skoki: 27
Ujeżdżenie: 10
Cross: 3
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 12


Wysłany: 2018-05-19, 22:24   

LEON VARDAS & DRAGON AGE - klasa P

Dla niego te zawody nie były nowością. Stawał kolejny raz do rywalizacji w zawodach skokowych i cieszył się z tego powodu. Zaraz po regionalnych zapisał się na krajowe, ruszając w obu przypadkach na tym samym koniu Dragon Age. Ich współpraca w ostatnim czasie układała się naprawdę dobrze, więc postanowił zaryzykować. W dzień przed zaparkował BMW pod stajnią, by zapakować potrzebne rzeczy konia do przyczepy która z nimi jechała. Potem zapakował samego ogiera i ruszył z nim w drogę do Leeds. Na miejscu ulokował go w stajni, by zostawić go dnia następnego. Owego dnia wczas rano pojawił się w stajni, a po chwili pod boksem łaciatego. Krótkie przywitanie, by zaraz wyprowadzić go na myjkę i tam dokładnie wyczyścić. Ubrał go kolejno w ciemno brązowy zestaw oraz sprzęt skokowy, by kiedy oboje byli gotowi udać się na rozprężalnie. Tam go rozgrzał we wszystkich trzech chodach, przykładając się do odpowiedniego rozciągnięcia i rozluźnienia konia. Popracowali co nieco w kłusie na drągach oraz w galopie na kilku przeszkodach. Po wszystkim czekali w stępie na wywołanie na parkur konkursowy.

Na szczęście w nieszczęściu przestało padać przed ich przejazdem, ale podłoże było zdradliwe i Leon miał pewne wątpliwości w delikatnym tego słowa znaczeniu. Kiedy ich wywołano na parkur zebrał ogiera do wcześniej wypracowanego ustawienie i skierował go na niego. Pokrążył z nim między ustawionymi przeszkodami w celu zapoznania się z nimi w między czasie kiedy poprzednia para kończyła swój konkurs. W końcu zatrzymał ogiera z pełną paradą, by ukłonić się w kierunku sędziów. Dociążył dla pewności jego zad, by go odpowiednio podstawił. Dociążył po chwili prawą stronę siodło, docisnął łydki do jego boków i wypchnął z krzyża do galopu na prawą nogę. Nie chciał ryzykować z przesadnym rozpędzaniem konia w dystansie, ale starał się o zachowanie aktywnego jak się dało tempa. Zachęcał go do rozluźnienia i zaokrąglonej fouli galopu, by po szerokim łuku najechać do pierwszej przeszkody oksera. Znaleźli się najpierw na długiej ścianie, gdzie naprostował ogiera do przeszkody. Zamknął go w łydkach prowadząc na dwóch równo ustawionych wodzach do miejsca wybicia, skupiając go na przeszkodzie za pomocą półparad. Doprowadził go do miejsca wybicia które sobie zaplanował, odsyłając ogiera w nim do skoku łydką. Ogier wyszedł do skoku, ale nieco go chyba fantazja poniosła albo chciał się popisać swoimi umiejętnościami i wyszedł mocno do lotu. Leon się minimalnie skrzywił odczuwając bolesny skurcz w okolicach dolnych partii krzyża. Na szczęście udało mu się z nim zgrać, a po chwili na czysto wylądowali po drugiej stronie. Nie było jednak mowy o trzymaniu półsiadu, bo miał wrażenie ze kręgosłup mu zaraz odpadnie. Po lądowaniu starał się zachować tempo bez szarży, ale dopchnął ogiera do stacjonaty łydką, ponieważ wszelkie ruchy miednicy/krzyża to szkoda mówić. Udało mu się doprowadzić ogiera do miejsca wybicia do przeszkody, gdzie ponownie dodał mu łydkę do wybicia. Podążając za jego ruchem w locie stanął w strzemionach, unosząc tym samym cielsko do półsiadu i oddając mu odpowiednią ilość wodzy do skoku. Na szczęście obyło się skoku z zapasem na pół metra. Po lądowaniu cały czas siedział w siodle, by stosunkowo obszernie pojechać do trzeciej przeszkody. Wsparł go w zakręcie łydkami, prowadząc na zewnętrznej wodzy za szóstką, by wyjechać po łuku na prostą do stacjonaty. Skupił ogiera kilkoma półparadami na przeszkodzie, zamykając go w korytarzu z pomocy i doprowadzając do miejsca wybicia. Odesłał łydkami ogiera do skoku nad przeszkodą, nie dokładając ruchu tutaj z swojego tyłka że tak powiem. Na szczęście ogier czytał jego sygnały i je wykonywał, nie oceniony przyjaciel <3 Bez większego problemu zgrał się z jego ruchem mimo odczuwania bólu, musiał robić to by ukończyć parkur na czysto. Dociążył w locie lewą stronę siodła, by podczas lądowania odchylić się i wrócić w nie. Od razu zaczął wykręcać po malutkim łuku z ogierem na przeszkodę numer cztery, która stała w bliskiej odległości. Nie pospieszał go w tempie, a jechał dość aktywnie. Po naprostowaniu się Dragona do oksera, stało się coś niespodziewanego. Ogier potknął się o nie równe po deszczowe podłoże, wybijając siebie i Leona z rytmu, zamysłu. Jednak Leon nie miał czasu na rozmyślania tylko zagryzł zęby, by podnieść jak najszybciej ogiera do przeszkody. Dociążył od razu mocniej jego zad, podnosząc na przodach i skupiając na przeszkodzie. Udało im się pozbierać w odpowiednim czasie, bo zaraz pojawili się w miejscu które Leon wyznaczył do wyjścia do skoku. Mimo wcześniejszych problemów udało im się przefrunąć na czysto nad przeszkodą, aczkolwiek sam skok nie był taki ładny technicznie. Lądowanie dalej wypadało na lewo, by się skupić na czekającym na nich pierwszym szeregu dwu członowym 5ab. W zakręcie wygiął go od lewej łydki czyli wewnętrznej, podpierając także tą zewnętrzną. Natomiast prowadził go na prawej wodzy czyli zewnętrznej, wyjeżdżając jak najdokładniej zakręt do szeregu. Pokierował go za ósmą przeszkodą, by zaraz naprostować do pierwszego członu stacjonaty 5a. W dojeździe do przeszkody zamknął go w korytarzu z pomocy, biorąc go nieco na siebie z cofnięciem ramion. Nie zapomniał podnieść mu też nieco łba, tak aby mógł zobaczyć od razu dwie przeszkody i potem nie był zdziwiony. Mimo że to była stacjonata wybrał dalsze miejsce do odskoku, by wylądować blisko za stacjonatą i mieć więcej miejsca do oksera. Wysłał go ponownie do skoku łydką, a kiedy ogier przeszedł do fazy lotu on przeszedł do półsiadu i oddał mu odpowiednią ilość ręki. Podczas lądowania odchylił się i wrócił szybko i miękko w siodło, by wziąć konia na siebie i podnieść do drugiego członu. Jednocześnie łydką zachęcił go do aktywniejszego pokonania dystansu i samej przeszkody. Udało im się przelecieć na czysto nad drugim członem szeregu, a w efekcie cały pokonać na czysto. Podczas lotu jeszcze poprosił ogiera o zmianę nogi na prawą, poprzez dociążenie tejże strony siodła. Na szczęście w między czasie ból u Leona nieco zelżał, co oczywiście go cieszyło. Po lądowaniu na prawo pokierowali się łagodnym łukiem w kierunku szóstej przeszkody. Zachował aktywne nadal tempo i pełny siad w siodło, nie chcąc ryzykować zakończeniem przed wcześnie konkursu na glebie. Naprostował go w odpowiednim momencie do przeszkody, by zamknąć go w pomocach i doprowadzić stacjonatę do miejsca wybicia, skąd łydką odesłał go do skoku nad przeszkodę. Zgrał się z jego ruchem w locie, by po lądowaniu nadal galopować na prawo. Zdecydował się nie skracać najazdu tylko obszernie pojechał za krzaczkiem i blisko ścian parkuru na trój członowy szereg 7abc. Naprostował ponownie ogiera do przeszkody i zamknął w korytarzu z pomocy, a jeszcze w zakręcie nieco bardziej osadził go na zadzie i podniósł do przeszkody. Jednak z odpowiednią mocą wynikającą z siły z zadu oraz z tempa doprowadził do pierwszego członu, odsyłając go do skoku nad niego łydką i wypchnięciem w końcu z bioder. Hurra ! Podążając za jego ruchem przeszedł do półsiadu, wstając przy tym w strzemionach i oddał mu odpowiednią ilość ręki. Obrał wcześniejszy odskok do oksera, więc spadli za nim nieco bliżej, gdzie Leon podczas lądowania wrócił w siodło i podniósł ogiera nieco do przeszkody. Tym samym dzięki tym wszystkim działaniom, zmieścili się do skoku nad drugim członem. Podobnych użył po lądowaniu za nim i do trzeciego członu, więc w efekcie końcowym pokonali całą linię na czysto i tym samym facet odetchnął z ulgą. Jeszcze podczas lotu nad 7c podyktował mu lądowanie na lewo, by spokojnie po łuku za 4 pojechać na przeszkodę numer 8. Zdecydował się pojechać ten dłuższy odcinek spokojnie, co pewnie niekoniecznie podobało się ogierowi. Jednak no taka była jego decyzja i jej się trzymał. Podparł go w zakręcie pomocami, by zaraz naprostować do przeszkody i celując w jej sam środek dojechać do miejsca wybicia. Nie omieszkał się zamknąć go w łydkach, by uniknąć spłynięcia spod przeszkody i prowadził go w równym korytarzu z wodzy. Tak jak na wszystkie wcześniejsze oksery wybrał dalsze miejsce wybicia, by ogier mógł do kryć swobodnie przeszkodę. Cały czas utrzymywał przy tym równe tempo i zaangażowanie zadu, które pozwalało mu do kupy razem zbierać siłę do skoków. Przefrunęli na czysto nad przeszkodą, by skupić się już na kolejnej dziewiątej. Nie silił się na skróty ani przyspieszanie w dystansie, by po lądowaniu na lewo obszernym zakrętem pojechać do stacjonaty. Pokonali tą przeszkodę bez trudu i tym samym puścili w niepamięć, skupiając się już na dziesiątce która stała w jednej linii od tej poprzedniej. Podczas lądowania za stacjonatą wrócił szybko w siodło, by mieć lepszą nad nim kontrolę i skupił go na sobie za pomocą półparad. Osadził go też nieco bardziej na zadzie w celu polepszenia jego pracy, a także podniesienia na przodach. Nie zapomniał o przymknięciu go w łydkach i tak o to sposobem, doprowadził go do przeszkody numer dziesięć. Znaczy do miejsca wybicia spod tej przeszkody, gdzie odesłał go do skoku łydką i ponownie zgrał się z jego ruchem w locie. Lądowanie podyktował mu na prawo, by skupić się na wyjechaniu ostatniej linii dwóch przeszkód. Nie silił się również i tutaj na skróty tylko poprowadził obszernie wzdłuż ścian za 6 i krzaczkiem. Po drodze mniej więcej na wysokości krzaka zaliczyli jeszcze potknięcie drobne bo drobne, ale jednak. Leon ratował ich tak jak poprzednio, aczkolwiek mieli więcej miejsca i czasu na naprawienie wpadki. Naprostował w końcu ogiera do pierwszej z przeszkód, którą pokonali szybko i sprawnie. Po lądowaniu za nią już podniósł go do ostatniej z przeszkód, gdzie bardziej niż wcześniej skupił Dragona na sobie za pomocą półparad. Nie omieszkał się też mocniej domknąć go dołem i prowadzić na równych wodzach do dwunastki. Dlaczego? Ta przeszkoda mogła wydawać mu się straszna, okropna i w ogóle. Natomiast Leon wolał nie ryzykować wpadką na ostatniej stacjonacie z wodą. Po dojechaniu do miejsca wybicia posłał mu pomoce do skoku z łydki, bioder i lekkiego muśnięcia ostrogą. Chciał mieć pewność że ogier na pewno skoczy i tak też się stało. Leon bez spóźnienia przeszedł do półsiadu i oddał mu wodzę, by wylądować na czysto po drugiej stronie strasznej przeszkody. Przeszedł tutaj dopiero do niskiego półsiadu, poganiając go łydką do szybszego tempa do celowników. Niestety przekroczyli czas za wolniejszą, spokojniejszą jazdę. No ale mieli za sobą pierwsze zawody P, a to zawsze coś. Po minięciu celowników stopniowo zwolnił go przez kłus do stępa, by zjechać z nim w końcu z parkuru. Po rozstępowaniu i całych zawodach wrócili do domu.

z.t
_________________
« L e o n • V a r d a s »

.......................What the fuck is love with no pain and no suffering? « love »
.......................Silk on her body, pull it down and watch it slip off. « pms »
.......................She’s out her head, I’m out my mind. « Nadya B. »
.......................They don’t want to see us make it, they just want to divide. « Tate V. »
.......................My ’65 speeding up the PCH, a hell of a ride. « Bijou Caramel, Dragon Age, Shadowfax »
.......................Intense, this shit it gets dense. « Anna H. »

 
     
Luke
Trener
★


Płeć: mężczyzna
Wiek: 27 lat
Wzrost: 189 cm
Zawód: jeździec & trener
Partner: Liska

Ostatni trening: 02.2020 - teren z Integrity Promise
Podopieczny: Integrity Promise, Krugerrand, Licorne, Lysander, Olympique of Rohan, Royal Charming, Saver, Scandic, So Hell
Pieniądze: £12235

Punkty doświadczenia: 437
Skoki: 133
Ujeżdżenie: 253
Cross: 35
Obycie z koniem: 17


Wysłany: 2018-05-19, 23:18   

Z siwą jako tako udawało mu się dobrze dogadywać, niemniej jednak nie doszedł z nią jeszcze do takiego stopnia porozumienia, żeby zawsze zgrywać się z nią w stu procentach, co ujawniało się najbardziej przy wyższych skokach. Samo rozprężenie przebiegło pomyślnie, za to niestety już rozgrzewkowe skoki nie w pełni, bo chociaż mężczyzna mając doświadczenie z końmi trudnymi do prowadzenia nie mógł skarżyć się na brak kontroli nad klaczą, to jednak zdarzyło im się też coś zrzucić w wyniku drobnego niezgrania. Mając to gdzieś z tyłu głowy pojawił się na Promise na parkurze a zanim rozpoczął się start pokazał jej tylko jedną przeszkodę, mianowicie siódemkę z rowem. Dał jej chwilę, żeby zaznajomić się względnie z konstrukcją po czym, gdy para ich poprzedzająca zakończyła swój przejazd, podjechał z kobyłą kłusikiem na środek placu i zwróciwszy się w stronę budki sędziowskiej wykonał ukłon, oznajmiając tym gestem swoją gotowość do startu. Chwilę później wypchnął kopytną energicznie do galopu na lewą nogę i skierował ją na niezbyt obszerny łuk w tę stronę, finalnie naprowadzający ich oczywiście na pierwszą przeszkodę na parkurze. Mając jedynkę w zasięgu wzroku zaczął Promkę na nią naprostowywać, dbając nie tylko o równomierne podparcie jej łydkami w najeździe, ale także o utrzymanie żywego tempa napędzanego umięśnionym zadem, o co dbał w głównej mierze pracą dosiadu, który to pozostawał obecny aż do momentu wybicia poprzedzonego ze strony zawodnika energicznym impulsem od łydek. W momencie wychodzenia kobyły w górę również Luke zmienił ułożenie swojego ciała, naturalnie podążając za ruchem konia przeszedł płynnie do półsiadu, przesuwając przy tym dłonie po szyi kobyły by ta nie nadziała się na wędzidło przy wyciąganiu szyi podczas baskilowania. Utrzymując równowagę do galopu na lewą nogę wylądował miękko w siodle, jednak nie dociążał jej w pełni, tak aby większość dystansu po łuku mogła się bardziej swobodnie rozciągnąć i tym samym łatwiej "wyrabiać czas". Kiedy do oksera z numerem 2 zostało im jeszcze kilka dobrych fouli rozpoczął manewr brania jej bardziej na siebie, jednak nie skracał jej przy tym za bardzo, chcąc, aby nadal galopowała aktywnie i pozostała w lekkim wydłużeniu sylwetki, ale przy tym nie opadała ciężarem na przednie nogi i nie miała przez to spłaszczonej fouli. Taki zabieg sprawił, że w momencie, kiedy ponownie posłał jej sygnał do wybicia się, Integrity była najprościej mówiąc w bardzo komfortowej sytuacji do oddania soczystego, długiego ale i wystarczająco wysokiego skoku nad przeszkodą. Po powrocie na ziemię znów nie od razu poruszał się w pełnym siadzie, niemniej jednak nie omieszkał wystarczająco wyraźnie ograniczyć jej od zewnętrznej strony wodzą jak i łydką, tak aby w nadal mocnym galopie bez problemu mogła się oprzeć na jego pomocach i tym samym nie wypaść z łuku, jaki według zamysłu jeźdźca miał ich doprowadzić do następnej przeszkody. Znowuż, mając kolejnego oksera prawie "na wyciągnięcie ręki" zwiększył siłę kontaktu oraz działanie dosiadu, dzięki czemu upewnił Promise w konieczności pozostania w tempie, z ciężarem na zadzie. W efekcie nad trójką przelecieli tak samo sprawnie jak nad dwójką a zawodnik, cały czas pozostając w równowadze do galopu na lewo, tuż po lądowaniu zaczął zagarniać siwkę na kolejny łuk, jednak tym razem już w jego połowie wrócił pełnią ciężaru do siodła by w głównej mierze jego dociążającym działaniem zacząć wyciszać kopytną przed najazdem na kolejną przeszkodę. Robił to nie tylko ze względu na to, że czwórka była stacjonatą, ale też dlatego, że w dystansie za nią stała jeszcze jedna przeszkoda a Luke chciał cieszyć się większą uwagą klaczy ze względu na chęć zmiany nogi już na czwartej przeszkodzie. Wobec tego sumiennie ją przytrzymując przy jednoczesnym wyraźnym podtrzymaniu impulsu, bezpośrednio przed stacjonatą posłał jej energiczny sygnał do wyskoku, już w locie nie tylko przybierając zgrabny półsiad, ale też zaznaczył wyraźnie zmianę równowagi poprzez "dociśnięcie" stopy na prawym strzemieniu oraz lekkie zaznaczenie łydkami ich nowej pozycji. W efekcie, kiedy już wrócił w siodło po lądowaniu, miał pod sobą konia galopującego na prawą nogę i teraz tylko musiał się skupić na tym, aby nie dać kobyle rozleźć się w dystansie do piątki. Aby temu zapobiec, co foulę posyłał jej półparadę, tylko co nieco wzmacniając tempo łydką i dosiadem, tak aby ponowne podejście do oksera miało szansę zakończyć się jeszcze jednym wysokim ale przy tym dalekim lotem. Choć nie było to zadanie łatwe a siwa i tak zdołała dorzucić swoje dwa grosze, przyspieszając bardziej, niż jej jeździec by sobie tego życzył, ich dotychczasowy wynik zera punktów karnych na tym nie ucierpiał a brunet i tak zdołał ładnie zgrać się z Promką przy wyjściu w górę. Wylądowawszy od razu zaczął powoli zabierać ją na sporych rozmiarów łuk, po którym pogalopowali do następnej na trasie przeszkody. Szóstka nie stanowiła dla pary wyzwania, natomiast stojąca za nią stacjonata z rowem i owszem. Skupienie należało więc zachować już na pierwszej przeszkodzie w dystansie, wobec czego odpowiednio wcześnie przed wyjechaniem na wprost szóstki brunet wycofał lekko ramiona, biodrami nadal aktywnie podążając za ruchem konia, natomiast całe jego ciało wyraźnie mówiło do Promki "uważaj, skup się i nie pędź". Wyznaczył jej korytarz ze swoich pomocy i kiedy okser był już bezpośrednio przed nimi, posłał siwej energiczny impuls od łydek aby poleciała do góry. Jego nastawienie nie zmieniło się zbytnio po lądowaniu, może z wyjątkiem tego, że jeszcze wyraźniej pchał ją w stronę następnej przeszkody, przy tym jednak nie rozpędzając, tak aby kobyła po prostu nie zechciała się zawahać, do czego mogłoby dojść gdyby on jako jeździec okazał się zbyt mało zdecydowany. Potraktował przeszkodę jak tripplebare'a, a zatem ustalił jej wcześniej dość szerokie ramy i łydkami oraz dosiadem dopilnował, by te ramy wypełniła. Kiedy już rów znalazł się przed nimi oprócz łydki zastosował także pyknięcie boków klaczy ostrogami oraz asekuracyjne cmoknięcie, no bo w końcu sicher ist sicher. :lol: Całe szczęście kobyła nie zawiodła, ale trochę przesadziła z siłą wybicia, przez co Luke nieco stracił równowagę w locie i chociaż wylądował, owszem, w siodle, to podczas podniebnej podróży pozwolił wodzom znacznie się wydłużyć i co za tym idzie, potrzebował chwili, żeby je "pozbierać". W tym czasie siwa miała doskonałą okazję, żeby znacząco pospieszyć i zanim jeździec się obejrzał, wyrosła przed nimi ósemka. Całe szczęście wykaraskał się z opałów i mimo wszystko udało mu się w porę posłać kopytnej na tyle wyraźny sygnał, że choć miała nieźle spłaszczony galop, to jednak udało im się pokonać oksera na czysto. Sytuacja jednak nie wyglądała najciekawiej bo wylądowali nadal na prawą nogę i dopiero na łuku brunet przestawił łydki jak i przesiadł się ciężarem jak w lustrzanym odbiciu, tym samym prosząc Integrity o lotną zmianę. Cały czas byli jednak o wiele powyżej optymalnego tempa i w efekcie łuk wokół trójki nie należał do najbardziej książkowych, mimo podparcia z zewnątrz kobyła musiała jeszcze mocno pochylić się do wewnątrz żeby nie wypaść z zakrętu i chociaż mężczyzna robił co w jego mocy, żeby uspokoić siwą, to jednocześnie nie chciał wobec niej zbyt brutalny i nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, skazując nieświadomie szereg, do którego się zbliżali, na straty. Oczywiście nie wyciszył Promki na czas a ta najwyraźniej miała lepszy plan na dalszą część parkuru i jeszcze dała radę gwałtowniej wyrwać do pierwszego członu, przedwcześnie się do niego wybijając. Można się domyślać, że niegotowy na to zawodnik znacznie spóźnił się z wyjściem do półsiadu i w efekcie też przytrzymał siwą, kolokwialnie mówiąc, za pysk, co poskutkowało niczym innym jak niepodciągnięciem przez nią przednich nóg pod siebie i bardzo efektowną zrzutką. Dalszą konsekwencją była niepasująca odległość do drugiego członu i tutaj również ich zamysły nie spotkały się w jednym miejscu, bo tym razem brunet chciał wybić się wcześniej, ale siwa jakby głucha na jego impuls wybiła się dopiero foulę po sygnale jeźdźca, będąc już wtedy o wiele za blisko przeszkody. Katapultując się bardzo mocno do góry udało jej się co prawda nie naruszyć frontu przeszkody, natomiast już opadając walnęła tyłami o sztangę podtrzymywaną na tych tylnych stojakach (w sumie nigdy nie wiem jak opisać te dwie części oksera), ją także z impetem zrzucając na ziemię. Zdenerwowany w tym momencie Luczek już bardzo wyraźnie wyhamował kobyłę po tym niefortunnym szeregu, zaraz jednak jej odpuszczając jak tylko uzyskał wolny galop - wówczas znów zaczął działać całym sobą naprzód, tym samym nadając jej galopowi na nowo odpowiedniej energii i dochodząc z nią jeszcze przed dziesiątką do tego optymalnego, żywego tempa. Wziąwszy ją w najeździe na siebie znów był w stanie nad nią zapanować i posłać do wyskoku przed stacjonatą w najlepszym do tego miejscu, także teraz już nie spóźnił się z wyjściem do półsiadu i w efekcie pokonali dziesiątkę tak, jakby tego "dzikiego przerywnika" właściwie wcale nie było. Skoro kryzys został zażegnany a klacz zdawała się łaskawie znów zacząć respektować jego pomoce, pozostawił ją na wszelki wypadek przy sobie na całym długaśnym łuku do kolejnego szeregu, który dla odmiany został przez nich pokonany na czysto. Oczywiście przed okserem zaprosił Promkę do lekkiego wydłużenia sylwetki, jednakże w takim tylko stopniu, by nie zechciała się przy tym zacząć nie wiadomo jak rozpędzać. Dzięki temu zachował kontrolę także na drugim członie a zatem nic nie przeszkodziło mu w precyzyjnym posłaniu impulsu do wyskoku jak i prośby o lądowanie na lewą nogę - tak, aby w pełnej równowadze dalej pogalopować po łuku do ostatniej już konstrukcji na zaplanowanej trasie. Ponownie pozwolił jej na umiarkowane wydłużenie sylwetki, jako że kończącą parkur przeszkodą był okser i kiedy już posyłał jej po raz ostatni energiczny sygnał do wybicia, raz jeszcze asekuracyjnie wspomógł się cmoknięciem, żeby nie skopać przypadkiem jeszcze tego oksera. Także hojniej przesunął rękę do przodu podczas lotu, nie chcąc w razie czego potem sobie pluć w brodę, że jeszcze ta trzecia zrzutka była z jego winy. Na szczęście na koniec przejazdu już nie było siary bo pozostał z ruchem konia, wobec czego wylądowali za dwunastką bez nawet muśnięcia górnych drągów. Odetchnąwszy pokierował siwą przez chwilę na wprost by po minięciu celowników zabrać ją na łuk w lewo, na którym już po chwili zwolnił ją do kłusa i w tym chodzie też oddalił się z nią w stronę wyjścia na rozprężalnię, gdzie oczywiście kobyła została odpowiednio długo rozstępowana.

[ zt ]
_________________



so i am mr fucking awesome
~ luke sugarman ~

przyjaciele: ... things that we can't deny! ~ ryan & lisa ~
pms: come on baby tell me what's the word . ~ one & only ~
druga połówka: method to the madness. ~ ... ~
ex: i will never regret, but you can. ~ suzame ~
podopieczni: through the laughter and the tears
~ krugerrand, royal charming,
licorne, olympique of rohan, scandic, so hell,
lysander, integrity promise, saver ~
it's my dream team

        »» so i run and hide and tear myself up


          start again with a brand new name
          ....................and eyes that see into
          ....................................i n f i n i t y

          osiągnięcia & kp.............................∞

× garderoba × jesień/zima × zawody × skrzynka × torba ×
equip | × | × | × | × | × | × | x | ment

× g a l l e r y ×
× look: Adam Gallagher's ×

 
 
     
Oliver Pelerieux
Zawodnik
Skoki


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat
Wzrost: 186 cm
Partner: I thought I'm healing but the truth is, I just stopped feeling.

Ostatni trening: kondycyjny - 09.03.20 - Shockwave
Podopieczny: Cruzeiro, Shockwave, Soldat, Ophelia, Fleau de Baian, Odalco, Gloria Victis || Niespodzianka
Pieniądze: £4670

Punkty doświadczenia: 292
Skoki: 186
Ujeżdżenie: 22
Cross: 42
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 37


Wysłany: 2018-05-20, 00:03   

OLIVER PELERIEUX & CRUZEIRO VAN'T VENNEHOF - klasa N

Do startów w tej klasie byłem nastawiony najbardziej pozytywnie ze wszystkich, bo czułem, że oba konie - Soendergaard i Cruzeiro - są naprawdę gotowe na to wyzwanie. Z oboma musiałem wykonać kawał solidnej pracy, żeby dojść to tego punktu, w jakim się teraz znajdowaliśmy, ale nie żałowałem ani jednej godziny spędzonej na ogarnięciu swoich "chłopców".
Oczywiście żeby nie było zbyt kolorowo to podczas rozprężenia Cruza musiałem mieć oczy dookoła głowy, bo ogier nic, a nic nie zmienił się z charakteru i nie sądziłem by kiedykolwiek miało się to zmienić. Miałem poczucie, że ilekroć na niego wsiadałem, to od nowa musiałem ustalać hierarchię, bo siwy za każdym razem ją podważał, kwestionując moje zdanie. Mimo że nigdy mu nie ulegałem.
Na parkur konkursowy weszliśmy już we względnym porozumieniu, co jednak nie oznaczało, że mogłem się odprężyć, bo Cruz mimo wszystko dalej był wyraźnie nabuzowany. Nie musiał jednak długo czekać na start, bo już po chwili rozpoczęliśmy swój przejazd od dynamicznego zagalopowania z prawej nogi. Specjalnie zostawiłem sobie miejsce i czas na ustalenie z ogierem pożądanego tempa galopu, jako że przede wszystkim chciałem zyskać pewność, że Cruzeiro o mnie pamięta i nie zapomniał się w szale pokonywania parkuru. Mając go pod kontrolą, naprowadziłem go na okser otwierający parkur, w dalszym ciągu pozwalając siwemu na mocne tempo, ale nie na spłaszczanie galopu. Można powiedzieć, że wybrałem pójście na kompromis, bo nie musiałem się aż tak siłować z ogierem, a jednocześnie wiedziałem, że nie stawiam przed nim zbyt trudnego zadania. Poza tym, bez względu na tempo, nasza jazda była równa - ze spokojną głową doprowadziłem siwego do oksera, a potem wysłałem go do skoku. Wyczekałem odbicia, dopiero wraz z nim wychodząc do półsiadu, w którym oddałem ogierowi wodze w stopniu, w jakim tego potrzebował.
Lądując po drugiej stronie, wróciłem w siodło i wziąłem siwego na siebie, nalegając na utrzymanie równego tempa w linii i nie pozwalając mu na wyciągnięcie mnie do drugiego oksera. Za chwilę ponownie posłałem go do skoku, który wykończyłem lądowaniem na prawo, w tę właśnie stronę zataczając ciasny łuk na stacjonatę. Już w zakręcie zadbałem o zaokrąglenie galopu i poprawę jego jakości, motywując konia do podstawienia zadu, co miało mu ułatwić oddanie skoku nad kolejną przeszkodą. Do samego końca trzymałem go lekko przy sobie, nie pozwalając wybić się przedwcześnie, po czym wreszcie wypuściłem go i zgrałem się z jego ruchem, wzrokiem sięgając już ku czwórce.
Jeżeli w trakcie tego skoku nie zmienił nogi zgodnie z moją sugestią, to w połowie dystansu poprosiłem go o lotną, nie przejmując się ewentualnym brykiem, który bardzo pasowałby do Cruzeira. Dopóki mieliśmy jeszcze czas, chciałem go trochę ostudzić i uspokoić paroma półparadami, z pomocą których udawało mi się zachować nad nim kontrolę. Wkrótce naprostowałem konia prostopadle do stacjonaty i spokojnie, pilnując go w łydkach i na dwóch równych wodzach, dojechałem pod przeszkodę i dałem siwemu łydkę do odbicia. Zgrałem się z jego ruchem, przy lądowaniu także nie tracąc równowagi, co pozwoliło mi miękko wrócić w siodło. Dalej kontynuowałem galop z lewej nogi na okser ustawiony pod ścianą. Zacząłem kręcić na niego odpowiednio wcześnie by zostawić ogierowi dwie foule na wprost, podczas których pozwoliłem mu nieznacznie poszerzyć foule, w efekcie uzyskując daleki lot nad okserem. Takie tempo było jednak zdecydowanie za mocne jeżeli chodzi o szereg, więc po wylądowaniu wróciłem w siodło i wycofałem się ciałem, półparadami starając się nieco skrócić ogiera. To pozwoliło nam przede wszystkim bezpiecznie wejść w szereg, w którym między członami podparłem ogiera łydką, ponownie cofając ramiona. To pozwoliło nam na udany skok także nad drugim członem, za którym pogalopowaliśmy na lewo, dodając w dystansie. Nie próbowałem żadnych skrótów, więc zamiast tego postawiłem na galopadę, podczas której nie pozwalałem jednak siwemu uwalić się na przodzie i przejąć kontroli.
Wyjeżdżając z zakrętu na siódemkę, unormowałem tempo galopu, biorąc Cruza lekko na siebie i już z daleka pokazując mu przeszkodę po tym, jak go podniosłem. Podprowadziłem go do stacjonaty i wskazałem odskok wyraźnym sygnałem od łydki, po czym wyczekałem odbicia i wyszedłem za ruchem konia do półsiadu, nie tracąc oparcia w strzemionach ani bloczkach kolanowych. Po wylądowaniu jeszcze przez chwilę jechałem w półsiadzie, by przed ósemką wrócić w siodło i z pomocą paru półparadać zachować Cruza przy sobie, podczas gdy on sam zapewne chętnie postąpiłby inaczej. Nie szarpałem się z nim, nie musiałem tego robić, żeby wygrać, bo mimo wszystko miałem jakiś posłuch u ogiera. Takie zgranie pozwoliło nam pokonać kolejną przeszkodę na czysto, a także skusiło mnie by wykonać skrót i pojechać przed, a nie za czwórką, jak byłoby bezpieczniej. Wierzyłem jednak w możliwości siwego i postanowiłem je wykorzystać, proponując mu znacznie krótszy najazd, który jednak go nie zraził dzięki temu, że w zakręcie zadbałem o uzyskanie dobrej jakości galopu. Odważnie, pewnie weszliśmy w odskok zakończony udanym wejściem w szereg, w którym swobodnie zdołałem skrócić Cruza by zmieścić się w dwóch foule do kolejnego odbicia. Po skoku na 9b szybko wróciłem w siodło i podniosłem ogiera, chcąc by przyjrzał się stacjonacie z wodą. Nie sądziłem by się bał, a nawet jeśli, to nie podejrzewałem go o żaden krzywy numer - już na torze crossowym udowodnił mi, że mimo lęku potrafił i chciał. Mimo to dla pewności domknąłem go dołem, a z wodzy utworzyłem zamknięty korytarz, by następnie po dojechaniu do optymalnego miejsca odbicia sygnał łydką wzmocnić dodatkowo ostrogą. Pochwaliłem go za dobrą reakcję tuż po tym, jak wylądowaliśmy po drugiej stronie, dalej galopując z lewej nogi na ostatnią już przeszkodę. Ściąłem trochę zakręt, ale wciąż miałem wystarczająco miejsca by naprostować konia w pomocach. Za chwilę posłałem go do skoku, w którym przeszedłem do nie za głębokiego półsiadu, oddając siwemu rękę wzdłuż jego muskularnej szyi. Po wylądowaniu pomogłem mu odejść energicznie spod przeszkody, po czym zwolniłem za celownikami do kłusa, wypuszczając Cruza do dołu i entuzjastycznie go chwaląc, bo spisał się na medal. :3
Zjechaliśmy z parkuru stępem.
 
 
     
Dragon Age
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 8
Właściciel: Leon Vardas
Cena: £2300

Doświadczenie w skokach: 45
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 23
Doświadczenie z lonżowania: 16
Kondycja: 35
Szybkość: 40
Klasa startów: Skoki: L1

Wysłany: 2018-05-20, 01:35   

Dragon ostatnio naprawdę nieźle sprawował się pod siodłem w obecności swojego właściciela i był to dla niego zaszczyt, że ten zdecydował się zabrać go na kolejne zawody, tydzień po tygodniu! Ich kariera powoli nabierała rozpędu, a srokacz dawno nie był w tak dobrej kondycji, zarówno psychicznej jak i fizycznej. Oczywiście wiele mu brakowało by być mistrzem, ale naprawdę się starał i dawał z siebie coraz więcej, co ostatnio zaowocowało w postaci trzeciego miejsca w konkursie. Jako, że był to ich pierwszy start w klasie P, nie można było się spodziewać cudów – niemniej nastrój konia w dniu zawodów nie wskazywał na to, że zamierzał się specjalnie buntować. Drogę do Leeds przetrwał dość dobrze, kilkukrotnie tylko tracąc kontrolę nad sobą i uderzając dziko nogami na wszystkie strony – dobrze, że miał ochraniacze transportowe, bo bez nich mogłoby się to kiepsko skończyć – ale poza tym był grzeczny i po prostu wcinał sianko. W boksie, do którego go wsadzono, zadomowił się całkiem nieźle i odpoczął chętnie po podróży, na drugi dzień będąc gotowym do walki. Gdy znaleźli się na rozprężalni, Dragon ochoczo rozglądał się po nowym miejscu i chwilę trwało zanim znalazł się na odpowiednim kontakcie z jeźdźcem. Od tamtej, jednak, pory gładko przemieszczał się przez wszystkie trzy chody, chętnie giął się pod wpływem łydek jeźdźca, a gdy przyszła na to pora, raźno przeskoczył kilka przeszkód, uprzednio kłusem przemierzając chętnie drążki.

Kiedy Leon postanowił przerwać błogi stęp, którym obdarował go pod koniec rozgrzewki, ogier ponownie wszedł na kontakt z jeźdźcem i wraz z nim ruszył w wybrane miejsce. Już wiedział, co się święci, a zarówno atmosfera jak i nieciekawe podłoże, nie mogły wróżyć niczego dobrego.. Zestresował się chłopak odrobinę, choć jedynie prychnął głośno, okazując swoje niezadowolenie i chwilę później skupił się na poznawaniu przeszkód, prowadzony między nimi, przez Leona. Raz stawiał uszy na sztorc, raz tulił je do potylicy, ale stale obserwował otoczenie, próbując przekonać samego siebie, że przecież nic takiego złego się nie dzieje. Ostatecznie zatrzymał się przed budką sędziowską, pozwolił jeźdźcowi się ukłonić, a następnie ruszył galopem z prawej nogi, od razu narzucając dość szybkie, ale kontrolowane, tempo. Ogier ładnie pchał się od zadu, sprawiając jeźdźcowi zwiększony komfort jazdy, a także lepiej angażował się w chód, efektywniej, tym samym, pchając się do przodu. W łuku chętnie korzystał z łydek jeźdźca, które pozwoliły mu wpisać się w zakręt, a zaraz po obszernym łuku, znaleźli się na najeździe do oksera. Wyprostowany przez Leona na długiej ścianie, chętnie stawiał kolejne foule do przeszkody, dzięki ograniczeniom w postaci łydek, ani myśląc o jakimkolwiek zboczeniu z trasy. Przesyłane półparady zasygnalizowały, że za moment będą skakać, a srokacz postawił uszy na sztorc, a gdy otrzymał sygnał do wybicia, ruszył w powietrze, bardzo mocno odbijając się od ziemi. Cóż, był to jego pierwszy start w klasie P i po prostu chciał przeskoczyć, nie dotykając drążka.. a nie wyczuł jeszcze, na jakiej wysokości, dokładnie, ten się znajduje. Mimo wszystko, ładnie podciągnął nogi pod klatkę piersiową, chętnie wyciągnął szyję, korzystając z głębiej oddanej wodzy, a na koniec poprawił jeszcze tyłami w górę (jak to miał w zwyczaju), co z pewnością nie pomogło skurczowi, który właśnie złapał Leona.. Mimo, że mężczyzna nieco telepał się na jego grzbiecie, udało im się gładko wylądować na ziemi, a srokacz, z uszami przytulonymi do potylicy, podążał własnie w kierunku dwójeczki, która ustawiona była w tej samej linii. Mimo swojego niezadowolenia, doszedł do stacjonaty, a tam ponownie wybił się w powietrze, tym razem oddając dużo bardziej ekonomiczy i bezpieczniejszy dla zdrowia właściciela skok. Ponownie grzecznie się poskładał, poprawił tyłami, a następnie miękko wylądował na ziemi, tym razem kierując się w prawo, po obszernym łuku, do kolejnego punktu programu.
Prowadzony na zewnętrznej wodzy i podpierany łydkami, niemalże nie miał sposobności do wypadnięcia z rytmu czy utracenia równowagi. Chętnie wpisywał się w nakreślany zakręt, owinięty wokół wewnętrznej nogi Vardasa, a następnie wyprostował się w drodze na stacjonatę i chętnie oddał kolejny skok, gdy tylko wyczuł na swoich bokach mocniejsze ściśnięcie łydkami jeźdźca. Tym razem podczas lotu wyczuł także intencję Leona co do zmiany nogi i podążając za jego wskazówkami, wylądował na lewą stronę, by to właśnie w ten sposób kontynuwać parkur do przeszkody numer cztery. Nie zapeszając – na razie szło im naprawdę nieźle, choć nie ma co chwalić dnia, przed zachodem słońca. Do czwóreczki jechali po delikatnym łuku, a Dragon szedł ładnym i równym galopem, wyczekując kolejnych komend ze strony jeźdźca. Niestety w tym miejscu pojawił się kolejny problem.. wcześniej wspomniane podłoże było w naprawdę kiepskim stanie (no dobrze, nadal nadawało się do jazdy, ale nie było tak przyjemne, jak mogłoby), więc koń potknął się o jakąś bruzdę, na moment faktycznie tracąc równowagę i z pewnością wybijając z niej jeźdźca.
Ogier kwiknął krótko, zupełnie nie spodziewając się tego, co się wydarzyło, ale upominany przez jeźdźca, szybko wrócił do poprzedniego ustawienia, gdyż już nie mieli czasu na jakiekolwiek zastanawianie się nad przyczyną tego małego występku. Jako, że stracili tempo, dociążenie zadu dodało mu nieco speeda, a ogier zaczął ochoczo wymachiwać przednimi kończynami, rześko poruszając się w stronę stojącego oksera. Szybkie kilka foule i już ponownie znajdowali się w powietrzu. Bóg chyba nad nimi czuwał podczas dzisiejszego przejazdu, bo jakimś cudem ta przeszkoda także nie obdarowała ich punktami karnymi. Mimo, że technicznie Dragon nie wypadł najlepiej, to bardzo starał się podciągać nogi tak wysoko jak mógł, by tylko nie zahaczyć drążka, co, w tym przypadku, popłaciło.
Ponownie gładko wpisał się w zakręt do kolejnej przeszkody, szybko będąc w stanie pozbierać się po tym małym incydencie, a w chwilę później wraz z właścicielem, najeżdżał już na szereg. Wycofany odrobinę, zmniejszył foule, zwalniając przy tym nieco, a gdy uniesiono mu łeb, ujrzał, że za pierwszym członem piątki, stoi także drugi. Przygotował się więc psychicznie, stawiając przy tym uszy na sztorc, a odesłany do skoku nieco wcześniej niż powinien, posłuchał właściciela, mocno odbijając się kopytami od podłoża. Ponownie podciągnął wysoko kopyta, wyciągnął się odrobinę i poprawił zadem, aby po wylądowaniu całkowicie skupić się na kolejnej przeszkodzie. Aktywnie dotarł do kolejnego miejsca odskoku, by wkrótce pokonać człon B bez żadnego problemu, nie mając także problemu z wyczuciem intencji Leona, co do zmiany nogi, na którą miał wylądować, a w efekcie kontynuować parkur, po lekkim łuku, do kolejnej przeszkody. Z Leonem w siodle galopował nadal aktywnie, choć odrobinkę wolniej, a gdy przyszedł czas, ponownie wzniósł się w powietrze, chętnie puszczając szóstkę w zapomnienie, nie zdobywając przy tym punktów karnych. Tym samym już połowa parkuru była za nimi, a na ciele srokacza, powoli zaczęły pojawiać się kropelki potu, a na wierzch wychodziły pojedyncze żyłki. Była to jednak oznaka wysiłku, a nie zmęczenia, bo energii Dragon miał w sobie jeszcze aż zanadto. No dobrze, może wystarczająco by ukończyć konkurs..
Do szeregu numer siedem udali się po obszernym łyku, blisko ścian parkuru. Tutaj znów nie mieli problemów z wpisaniem się w łuk, po którym weszli na prostą, prowadzącą do trzyczłonowego szeregu. Zamknięty w korytarzu z pomocy, nie kombinował za bardzo, tylko parł przed siebie naprzód, chętnie najeżdżając na kolejne wyzwanie – bo ta kombinacja takim właśnie była. Przebierał chętnie przodami w drodze do A, a gdy nadszedł moment odskoku, chętnie odbił się od ziemi. Podciągnął pod siebie nogi, chętnie wyciągnął szyję i wylądował zaraz za przeszkodą, dzięki czemu bez problemu mogli zmieścić się w dystansie do B. Zarówno ten człon jak i kolejny przeszedł im bez większych niespodzianek, a zakończywsz szereg, ogier wylądował na lewo (za poleceniem właściciela), by już teraz udać się do przeszkody numer 8.
Właściwie to pokonywanie tego łuku w spokojniejszym tempie nie było dla Dragona większym problemem. Srokacz odrobinę już odczuwał zmęczenie skokami i choć spokojnie był w stanie dojechać do końca, to nie zamierzał pędzić na łeb na szyję, jeśli nie został o to poproszony. Był dziś potulny jak baranek, a Leon pewnie na długo zapamięta ten konkurs – to była chyba ich jedyna, tak dobra jazda. Galopował więc równo po łuku, ładnie wpisując się w jego rysunek, by jakiś czas później stanąć oko w oko z kolejnym okserem, na którego sam środek, był prowadzony. Ta przeszkoda zniknęła za nimi równie szybko, jak się pojawiła, a para mogła już kontynuować przejazd do dziewiątki. Dystans pokonali bez żadnych problemów, ponownie jak stojącą po nim stacjonatę i kontynuowali po tej samej linii do przeszkody numer dziesięć. Skupiony półparadami, wpatrywał się nieustannie w przeszkodę, stawiając przy tym uszy na sztorc i odrobinkę do niej przyspieszając, żeby nabrać tempa do pokonania oksera. Wybiwszy się mocno od ziemi ruszył w powietrze, a tam podciągnął nogi i chętnie pracując grzbietem, wyciągnął szyję do przodu, ładnie rozciągając się nad podwójnymi drążkami. Przez moment balansował w powietrzu, aby w chwilę później poprawić tyłami i miękko wylądować na ziemi, we wskazanym przez jeźdźca kierunku – a więc na prawo.
Idąc po obszernym łuku ogier ponownie delikatnie się potknął, ale nie było to tak efektowne jak za pierwszym razem i nie wytrąciło jakoś specjalnie mocno ani jego, ani właściciela z równowagi. Do przeszkody zostało im jeszcze trochę czasu, więc bez problemu się do niej wyprostowali i ładnie dojechali, by w chwilę później sprawnie pokonać jedenastkę i zostawiając przed sobą już tylko przeszkodę kończącą. Przebiegły typek z tego, kto ustawiał parkur, żeby na koniec zafundować jeszcze koniom wodę! Cóż za tupet.
Leon bardzo dobrze przygotował srokacza do tego skoku, gdyż wyprzedzał jego myśli i nie pozwolił mu ani odrobinkę się zawachać. Oczywiście ogier próbował delikatnie kombinować, żeby tylko nie musieć skoczyć nad tą gryzącą wodą, ale sprowadzany na ziemię przez Vardasa, po prostu musiał na nią najechać i koniec. Niechętnie, bo niechętnie, ale udał się w powietrze do skoku, wykonując go wprawdzie bardzo nieekonomicznie, ale jednak bez zrzutki – a takie przecież było założenie. Po ponownym znalezieniu się na ziemi, ogier dodał w galopie, żeby szybko przekroczyć celowniki, a gdy już się za nimi znaleźli, chętnie udał się z właścicielem na rozprężalnię, by tam odpocząć i się rozstępować. Potem już wrócili do domu.
_________________
 
     
Oliver Pelerieux
Zawodnik
Skoki


Płeć: mężczyzna
Wiek: 29 lat
Wzrost: 186 cm
Partner: I thought I'm healing but the truth is, I just stopped feeling.

Ostatni trening: kondycyjny - 09.03.20 - Shockwave
Podopieczny: Cruzeiro, Shockwave, Soldat, Ophelia, Fleau de Baian, Odalco, Gloria Victis || Niespodzianka
Pieniądze: £4670

Punkty doświadczenia: 292
Skoki: 186
Ujeżdżenie: 22
Cross: 42
Wyścigi: 3
Obycie z koniem: 37


Wysłany: 2018-05-20, 10:01   

OLIVER PELERIEUX & TERRA NIGHTWATCHMAN - klasa P - cz.2


Lądując za drugim członem, pochwaliłem konia głosem, niejako dodając mu otuchy. Pomimo tego, że dotychczas pokonywaliśmy przeszkody na czysto, pozostawałem czujny. Po prostu byłem świadomy tego, że ogier mimo wszystko dalej jest niepewny i jeżeli znajdzie w tym wszystkim lukę, to na pewno ją wykorzysta. A moim zadaniem było nie dopuścić do tego.
Łagodnym łukiem z prawej nogi poprowadziłem Watchmana na kolejną stacjonatę, w dystansie ponownie starając się go nieco rozluźnić i zaokrąglić, żeby nie wpaść w szóstkę z pełnym impetem. Trzy foule przed odbiciem usiadłem w siodle, biorąc konia lekko na siebie i dalej aktywnie jadąc go dosiadem, którym dociążałem zad ogiera, prowokując go do mocniejszego podstawienia go pod kłodę. Wreszcie posłałem go do skoku, ściskając jego boki łydkami, a potem przeszedłem do półsiadu, jego głębokość dostosowując do siły, z jaką Watchman jak się odbił. Jak dotąd skakał ze sporym zapasem, przez co loty nie zawsze były łatwe do wysiedzenia, ale jeszcze nie zdarzyło mi się żebym poleciał na jego szyję lub zgubił strzemię.
Następnie zatoczyliśmy łuk na prawo, ponownie biorąc bezpieczny zapas. Chciałem by po wyprostowaniu Watchman zdążył przyjrzeć się szeregowi i uzmysłowić sobie, że były w nim ustawione aż trzy przeszkody. Ostatnio szereg wzbudził spore emocje, więc już w zakręcie usiadłem w siodle, starając się utrzymać ogiera pod kontrolą. Nawet przez chwilę mu nie odpuszczałem, cały czas był obustronnie zamknięty w pomocach, co znacząco utrudniało mu pływanie na boki podczas najazdu, co i tak starał się robić. Stanowczo dopchnąłem go dosiadem do oksera, do samego końca siedząc lekko odchylonym, by przypadkiem nie rozstać się z siodłem w razie gwałtownego hamowania. Tym razem sygnał odbicia wzmocniłem ostrogą, zaledwie małym "piknięciem", które dla reaktywnego konia i tak było silnym sygnałem. Dzięki temu Watchman jednak nie zawahał się przed oddaniem skoku, tylko wybił się do oksera, nieprzewidywalnie sadząc nad nim dalekiego susa, przez który raptem zrobiło nam się ciasno w szeregu. Mieliśmy zaledwie jedną foule na ogarnięcie się po wylądowaniu, a tu raptem zrobiło się tego miejsca znacznie mniej. Już w locie widziałem, że może być ciężko, toteż możliwie najszybciej wycofałem się, podnosząc konia i biorąc go na siebie, by po wylądowaniu miał szansę szybko przerzucić ciężar ciała na zad. Jednocześnie zamknąłem go dołem, nie pozwalając uciec ani wyhamować, a potem znowu posłałem go w górę. I chyba znowu pomogły mi jego emocje, w których pracował w takim chaosie i na takim poziomie adrenaliny, że zadziałał instynktownie, dając dojść do głosu wrodzonemu talentowi. To automatycznie zwiększyło nasze szanse na udane wyjście z szeregu, bo ogier zdołał się odpowiednio skrócić, na tyle, żeby skok nad ostatnim członem był mniej ryzykowny. Ponownie go pochwaliłem, po wyjściu z szeregu także odczuwając ulgę, bo pokonanie go również kosztowało mnie sporo wysiłku - musiałem nie tylko pomóc Watchmanowi, ale również go przez to przepchnąć, jednocześnie balansując swoim ciałem i oddając ogierowi rękę tak, żeby mu nie przeszkodzić i go nie zniechęcić do skoków.
Na szczęście do ósemki mieliśmy kawałek drogi, na czas którego przeszedłem do półsiadu, pozwalając galopować ogierowi swobodnie, ale z umiarem. Rozluźniałem go półparadami, próbując go choć trochę wyciszyć, aż wreszcie znowu przeszedłem do pełnego siadu by naprostować karego na środek oksera ustawionego pod bandą. Z wolnostojącymi przeszkodami było prościej, zdawały się być mniej stresujące dla Watchmana, więc za chwilę mieliśmy to za sobą i nieuchronnie zbliżaliśmy się do tej części parkuru, jaka proponowała wyjątkowo niefajne zadania dla konia z takim charakterem. Na plus było zmęczenie konia, który chcąc nie chcąc, stał się przez nie bardziej karny i mniej patrzący. Dalej nie mogłem mu w pełni zaufać ani sobie odpuścić, ale przynajmniej przestałem mieć wrażenie, że siedzę na tykającej bombie. Watchman po prostu trochę się spalił, co wcale mnie nie dziwiło. Fizycznie dalej miał siłę, więc utrzymanie dotychczasowego tempa w najeździe do dziewiątki, ani skok nad nią, nie były naszym problemem. Podobnie jeśli chodzi o okser ustawiony w tej samej linii - zadbałem jedynie o prostopadły najazd i do samego końca prowadziłem ogiera na dwóch równych, napiętych wodzach i zamkniętych łydkach, żeby nie dopuścić do spłynięcia z najazdu. Pokonawszy dziesiątkę, zatoczyłem bardzo obszerny łuk na prawo, nawet nie myśląc o skrócie. Przejechałem ten odcinek półsiadem, nie poganiając konia, tylko pozwalając mu równo, spokojnie galopować. Dopiero w końcówce zakrętu wróciłem w siodło i zachęciłem konia do poszerzenia foule, po czym wysłałem go do skoku, podczas którego niestety pierwszy drąg poleciał na ziemię. Nie miałem jednak czasu nad tym myśleć, bo jawiła się przed nami najtrudniejsza dla Watchmana przeszkoda, który na widok połyskującej w dole wody wyraźnie zwątpił. Udało mi się jednak przejechać przez te lęki, co poskutkowało bardzo widowiskowym skokiem, w którym poskładałem się z koniem, pozwalając mu swobodnie wyciągnąć szyję. Strach... najwyraźniej dodawał mu skrzydeł.
Ukończywszy parkur, zwolniłem do stępa, klepiąc konia po szyi. W końcu był taki dzielny! Zjechałem na rozprężalnię, na której poczęstowałem karego jeszcze smakołykiem, a potem zabrałem się za jego rozstępowanie.
_________________
Oliver Pelerieux
» about me «
find three hobbies you love:
one to make you money - horse riding,
one to keep you in shape - rock climbing
and one to be creative – travelling.

maybe I'm too busy being yours
to fall for somebody new » «
your soul is haunting me and telling me
that everything is fine, but no one compares to you, Noémi
I find I'm hoping that
you're m o r e than a friend [1]

keep making me laugh, let’s get high
the road is long we carry on
try to have fun in the meantime
» Aileen Elizabeth Jillian «

my horses give me the wings I lack
» Cruzeiro Soldat Shockwave Ophelia «
I never dreamed of success, I worked for it
bereiter » showjumping rider
r e s u l t s


…………………………………………………………………………….. wścieklik ©


+ Za kolejny trening z dowolnym trenerem otrzymujesz 2xpunktów (loteria 28.05)
 
 
     
Watchman
Ujeżdżony
Mom says I'm pretty so fuck you


Płeć: ogier
Wiek: 5 lat
Rasa: han x hol
Właściciel: Jessica R.
Cena: £2775

Doświadczenie w skokach: 64
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 47
Doświadczenie z lonżowania: 30
Kondycja: 45
Szybkość: 71
Wysłany: 2018-05-20, 12:59   

Po pokonaniu szeregu z ogiera wyraźnie zeszło napięcie, w końcu stresujące przeszkody miał już za sobą... Pochwała ze strony jeźdźca wzmocniła tylko jego nieco rozchwiane przekonanie, że wszystko jest w porządku. Wszedł w łagodny łuk całym swoim ciałem, wyginając się od łba po zad i trzymając bez kłopotu równowagę, mimo mocnego tempa. Pomoce jeźdźca zniechęciły go co do pierwotnego planu - chciał wręcz zaszarżować na szóstkę, spuścić z siebie w ten sposób powietrze, dać ujście wewnętrznej nerwowości... Ale nie. Nie mógł wyciągnąć się naprzód, więc jedynie usztywnił się lekko na kontakcie, niechętnie wchodząc kłodą pod zad, tym samym uwypuklając grzbiet. Wybił się nad przeszkodę, emocje przekuwając po raz kolejny w luz pozostawiony nad przeszkodą. Od razu po złapaniu równowagi i postawieniu kopyt na twardym gruncie, wszedł w galop na prawą nogę. I tym razem nabranie większego łuku wyszło na korzyść jeźdźca, bo udało im się dogadać w kwestii tempa i Watch zrezygnował z szaleńczej szarży, wypatrując czujnie kolejnej przeszkody. Nie wiedział, czego może się spodziewać teraz a był przecież świadom, że na parkurze czają się różnorakie strachy. Na widok kolejnego, jeszcze bardziej rozbudowanego szeregu sprzedał nerwowego barana, obijając stawy czarnym, gęstym ogonem. Brązowe ślepia raz badały przeszkodę, raz przestrzeń obok... Ogier odczuł, jak brunet zmienia dosiad a jego pomoce stają się jakby bardziej precyzyjne i stanowcze. I tym razem zaczął zwalniać, chcąc uzmysłowić człowiekowi, że nie jest szczególnie skory do współpracy w takich warunkach i przeciwko takim przeciwnikom. Jego własny bunt budził w nim jednak jeszcze większą nerwowość, wzmagając sztywność karusa. Watch dogalopował do samej przeszkody i gdyby nie sygnał ostrogi, najpewniej zahamowałby przed nią a jeździec wylądowałby na jego umięśnionej szyi. Elektrycznie i przesadnie wybił się do skoku, odczytując szereg jako dwie przeszkody... Co szybko okazało się błędem - wylądował, rwąc się już prawie do kolejnego wybicia, bo miejsca przed sobą miał mało a nie wiedział, jak inaczej mógłby wybrnąć z tej sytuacji. Skrócił się, wyraźnie zarysowały się wszelkie jego mięśnie, w końcu był to dla niego nagły i niespodziewany wysiłek i mocniejsze niż standardowe ukrócenie foulee. Z ciężarem przeniesionym do tyłu, na zad, znacznie łatwiej było mu unieść się w powietrze i poszybować nad przeszkodą. Złożył się, od razu wlepiając wzrok w ostatni człon linii. Dojazd do trzeciej przeszkody nie wymagał od niego aż tak mocnego złożenia się i skrócenia w galopie, toteż ogier po prostu lekko ukrócił foulę, wyraźnie zaczynając galopować "pod górkę". Wyciągając płynnie wodze z ręki jeźdźca ponownie wybił się do skoku i wyciągnął się nad przeszkodą, nerwowo łypiąc naokoło.
Sukcesywne pokonanie szeregu nieco podbudowało jego pewność siebie, ale nie ukróciło wcale myślenia, czy dużo jeszcze przed nim takich przeszkód? Mimo wszystko przez postępujące zmęczenie psychiczne i fizyczne ogier nie był w stanie dzielić uwagi między pomoce jeźdźca, najazd a i przeszkody naokoło, to też skupiony był przede wszystkim na tym, co ewentualnie mogło zarysować się tuż przed nim. Długi najazd do ósemki z pewnością pozwolił im na nadrobienie czasu straconego na szersze najazdy. Zachęcony nagłą lekkością na grzbiecie, karus wyciągnął krok, jego łeb podążył do przodu... Ucierpiało na tym lekko zaangażowanie zadu, bo równowaga oparła się mocniej na przedzie ogiera. Zarówno szybkie tempo i rozluźniające półparady pomogły mu ochłonąć psychicznie po kolejnym szeregu a także powrócić do odpowiedniego ustawienia przed oddaniem skoku na ósemkę. Podczas skoku nie rozproszył się ani siedzącym niedaleko jury, ani mruczącą gdzieś w tle widownią. Przeleciał nad okserem, korzystając z możliwości wydłużenia się nad nieco szerszą przeszkodą i po chwili już galopował na dziewiątkę. Bez komplikacji pojechał też łatwiejszą przecież stacjonatę. Tuż za nią zaczął mocniej przeć na rękę jeźdźca, próbując wymusić na nim wyższe tempo w najeździe do dyszki. Zamknięty w korytarzu z pomocy karus nawet nie pomyślał o umknięciu sprzed tego wyzwania. Zresztą powoli odzyskiwał pewność siebie, bo jak dotąd żadnego drąga nie posłał na grunt. Jak dotąd. Hanower wpisał się w dyktowany przez jeźdźca łuk, co zapewniło mu prosty najazd na przedostatnią przeszkodę. Nabrał tempa wychodząc z zakrętu i... Nieco się zestrachał, bo uznał, że a, to najeżdżają lekko z ukosa, a to mentalnie się nie przygotował... Zarzucając łbem, wybił się do skoku a jego przednie nogi zahaczyły o drąg. Poprzeczka poleciała na ziemię a przednie nogi ogiera przylgnęły do klatki piersiowej w odpowiedzi na zetknięcie z drewnem. Uszy na chwilę schowały się w gęstej grzywie. No, kiepski obrót spraw! Na widok wody ogier zjeżył się jeszcze bardziej, dojeżdżając do przeszkody nieco chaotycznie i nerwowo. W odpowiednim punkcie wybił się jednak do skoku, wstrzymując wręcz na chwilę oddech i zaprezentował piękny baskil... I tym razem jednak skok był bardzo wysoki i niewygodny dla jeźdźca.

Parskając i dmuchając ciepłym powietrzem na prawo i lewo, ogier zwolnił do stępa. Jeszcze przez pierwsze chwile szedł do przodu bardzo aktywnie, gotów jakby na kolejne sygnały - pobudzony i chętny na dalszą część zadania. Że to koniec, dotarło do niego dopiero, gdy Olivier zaczął go nagradzać, co przyjął z chłodną obojętnością... No, może nieco rozbudził się i ucieszył na widok smakołyka. Gdy już zyskał pewność, że żadne więcej skoki ich nie czekają, po prostu zwolnił i na luzie stępował po rozprężalni.

[z/t]
_________________
how do you feel?
{t h a t - i s - t h e - q u e s t i o n}



    ........But I forget
    ..........- you don't expect an easy answer
    ........When something like a soul becomes initialized
    ........And folded up like paper dolls and little notes
    ..........- you can't expect a bit of H O P E
    ........So while your ◁ outside ▷ looking in

    DESCRIBING WHAT YOU SEE
    remember what you're s t a r i n g at is me

I msc - ujeżdżenie L - Jessica Reese
I msc - skoki regionalne P - Jessica Reese
III msc - wkkw entry - Jessica Reese
galeria
 
     
Caroline Hathaway
Zawodnik
Allrounder


Płeć: kobieta
Wiek: 27 Lat
Wzrost: 175 cm
Partner: Love is growing around us! On a calm, bright night, finally the world begins to live in harmony, magic feeling power - Drew
Podopieczny: Nearly Perfect ll Ricochet Fire
Pieniądze: £2595

Punkty doświadczenia: 106
Skoki: 44
Ujeżdżenie: 14
Cross: 22
Obycie z koniem: 26


Wysłany: 2018-05-20, 13:19   

CAROLINE HATHAWAY & NEARLY PERFECT - klasa P

Dla niej były to kolejne zawody skokowe w których brała udział. Nie myślała zbyt wiele nad tym kto i z kim tylko od razu zapisała się z Nearly Perfect. Była jej jedynym typowym skoczkiem w stawce, więc w sumie nie było to wcale takie dziwne nie? W dzień przed zawodami przyjechała pod stajnię Kią do której podczepiona była przyczepa dla koni. Zapakowała wpierw potrzebne jej do odbycia konkursu rzeczy dla klaczy, bo jej już dawno kisiły się w bagażniku. Kolejno udała się wprost pod boks klaczy, by po krótkim przywitaniu zabrać ją na myjkę. Tam względnie ją oczyściła i zabezpieczyła do transportu. Po krótkim spacerze po dziedzińcu zapakowała ją do przyczepy i ruszyła z nią w drogę do Leeds. Tam po dotarciu na miejsce ulokowała ją w stajni, by zostawić do dnia kolejnego. W dniu zawodów wcześnie pojawiła się w stajni, by po ogarnięciu się w socjalu udać się pod boks kasztanki. Przywitała się z nią i zaraz wyciągnęła z boksu na myjkę, tam szybko i sprawnie ją wyczyściła i grzywę zaplotła w koreczki. Kolejno ubrała ją w ciemno fioletowy zestaw i sprzęt skokowy, a kiedy obie były gotowe ruszyły na rozprężalnie. Tam stosownie ją rozgrzała we wszystkich trzech chodach, pracując nad rozluźnieniem klaczy i nad tym by zachowała w swoim przypadku choć co nieco zimną głowę. W kłusie popracowały na drągach i koziołkach, a w galopie na kilku prostych przeszkodach.

W końcu usłyszała w głośnikach swoje personalia oraz klaczy, dlatego też skierowała klacz w stępie w tamtą stronę. Postarała się powrócić z nią na elastyczny kontakt i poprzez dociążenie jej zadu zachęcić ją do tego, by go podstawiła i lepiej nim pracowała. Po wjechaniu na parkur pokręciła się z nią między przeszkodami, by pokazać jej te które mogły sprawić im jakieś problemy. Głównie przeszkoda z imitacją wody, krzaczki oraz szeregi, bo to w sumie o nie tak naprawdę się obawiała. Klacz pod jej skrzydłami i tak rozwinęła się mocno w kwestii skoków, a także nie płoszyła się na wszystko i na wszystkich. No w sensie nie tak jak kiedyś, bo miewała jeszcze nadal pewne strachy. W końcu zatrzymała klacz wraz z pełną paradą, by ukłonić się w kierunku sędziów. Od razu po tym poprosiła klacz o przejście do galopu. Dociążyła przy tym prawą stronę siodła, dociskając łydki do jej boków i wypychając z krzyża do ów chodu. Nie chciała od razu najechać na tą linię przeszkód. Dlatego wykręciły jakby dookoła ósmej przeszkody, by mieć czas na uregulowanie tempa i lepszy najazd na pierwszą przeszkodę. Poprowadziła ją wzdłuż ścian parkuru na linię dwóch przeszkód zaczynających parkur, był to okser i stacjonata kilka metrów dalej. Naprostowała w końcu Nearly do przeszkody, wyjeżdżając z krótkiej ściany na długą. Siedziała przy tym w siodle, zamknęła ją w korytarzu z pomocy i doprowadziła do miejsca wybicia. Tam ścisnęła jej boki łydkami i wypchnęła ruchem bioder do skoku, by zaraz stanąć w strzemionach z uniesieniem cielska do półsiadu i oddaniem jej odpowiedniej ilości ręki do skoku. Podczas lądowania odchyliła się i wróciła w siodło, skupiając się od razu na przeszkodzie numer dwa siebie i klacz ją oczywiście za pomocą półparad. Wysiadywała dystans do przeszkody w siodle, by mieć lepszą kontrolę nad klaczą i lekko podniosła ją do przeszkody. Sprawnie dojechały stacjonaty numer dwa, gdzie Caroline ponownie odesłała klacz łydką do skoku w wybranym do tego miejscu i zgrała się z jej ruchem w locie. Wylądowały na prawo, by zdecydować o pojechaniu obszerniej do trzeciej przeszkody bez nie potrzebnych i ryzykownych skrótów. Wcześniej popadało i podłoże w jej mniemaniu było dość zdradliwe i wolała mi wszystko uniknąć nie potrzebnych "wypadków". Podparła ją w zakręcie w łydkach, prowadząc na zewnętrznej wodzy po łuku za szóstką do stacjonaty. Niestety pech chciał że wykrakała z tym podłożem po ulewie, bo klacz już po naprostowaniu do przeszkody którą miała skakać się potknęła. Tym samym kobieta błyskawicznie musiała zareagować, osadzając ją z powrotem na zadzie i podnosząc do stacjonaty. Jednak odskok mimo że klacz wyszła fajnie do skoku, wypadł za blisko przeszkody i klacz nie zdążyła się złożyć w locie. Niestety tym samym ściągnęła górny drąg ze sobą w locie na szczęście nie potykając się po lądowaniu o niego i tym samym mimo zrzutki mogły pojechać dalej. Jakimś cudem w tym wszystkim udało im się chociaż nogę w locie zmienić na lewą, bo teraz właśnie na tą stronę miały galopować. Spokojnie wyjechały za dziesiątką po łuku na prostą do oksera numer cztery, gdzie kobieta popracowała zachęcająco dosiadem i łydkami nad klaczą. Chciała powrócić do wcześniejszego tempa. Udało im się mimo wpadki bezpiecznie odjechać do przeszkody i w wybranym przez kobietę miejscu wyjść do skoku, które wypadło nieco dalej od przeszkody. Przefrunęły nad przeszkodą na szczęście bez większego problemu, skupiając się od razu na szeregu 5ab który teraz na nie czekał. Pomogła jej pomocami w zakręcie, tak aby klacz wyjechała go w równowadze i bez utraty tempa. Poprowadziła ją obszernie za ósemką na prostą do linii dwóch przeszkód. Siedząc w siodle osadziła klacz bardziej na zadzie, by podnieść ją na przodach i unieść jej też łeb tak aby, mogła dostrzec obie przeszkody i potem nie doznać szoku. Zamknęła ją w korytarzu z pomocy, nie uciekła jej spod przeszkody i doprowadziła do miejsca wybicia. Odesłała ją w dalszym miejscu od przeszkody do skoku, mimo tego że pierwszym członem była stacjonata. Podążając zaraz za jej ruchem przeszła do półsiadu, stając w strzemionach i oddała jej rękę podczas lotu. Podczas lądowania szybko odchyliła się i wróciła w siodło, by od razu podnieść klacz do drugiego członu. Ruchem bioder dopchnęła ją do miejsca wybicia, by tam odesłać ją ponownie do skoku. Potem pozostało się zgrać z jej ruchem w locie, by lądowanie jeszcze podyktować na prawo. Odetchnęła z ulgą dzięki temu, że pokonały jeden szereg na czysto i miały już go z głowy. Do szóstej przeszkody nie było aż tak daleko, więc nie rozpędzała jej przesadnie w dystansie. Wolała pojechać ciut spokojniej ten parkur ze względu na zdradliwe podłoże. Poprowadziła ją po łagodnym łuku do szóstej przeszkody, którą pokonały bez większego problemu. Teraz ponownie czekał na nie szereg tylko trzy członowy, więc był nieco bardziej problematyczny. Pojechała obszernie do niego, jadąc za krzaczkiem i wyjeżdżając po łuku do trzy członowej kombinacji. Nieco bardziej przy tym dociążyła jej zad i podniosła na przodach oraz uniosła jej łeb, skupiając na sobie za pomocą półparad. Nie zapomniała jej przymknąć w łydkach i prowadzić w równym korytarzu z wodzy do pierwszej z przeszkód. Skupiła się na doprowadzeniu jej do miejsca wybicia, co parę sekund później nastąpiło i w nim odesłała klacz do skoku. Wybrała dalsze miejsce do wybicia bo był to raz że okser, dwa chciała jak najbliżej za nim wylądować i zmieścić się do członu drugiego. Podczas lądowania odchyliła się i wróciła szybko w siodło po wcześniejszym zgraniu się z klaczą w locie, by po lądowaniu podnieść klacz do drugiego członu i praktycznie odesłać do skoku zaraz. Udało im się za równo pierwszy jak i drugi człon pokonać bez problemu, a także wylądować tak jak Caroline sobie wymyśliła. Niestety po lądowaniu za drugim członem, klacz się potknęła w dystansie do trzeciego. Nie było czasu się ratować zbieraniem jej i kobieta po prostu odesłała ją do skoku, liczyła się tu dosłownie ze wszystkim: wyłamaniem, zrzutką, lotem samej siebie bez konia nad przeszkodą. Perfect o dziwo mimo ogromu problemów wyszła do skoku, to niestety trudno było tutaj mówić o ładnym i czystym pokonaniu przeszkody. Nie zdążyła się zebrać podczas skoku i rozbudowała przeszkodę, szczęście w nie szczęściu lądując nie wywróciła się o drągi które spadły ze stacjonaty. Podobnie jak wcześniej bliżej nie określonym cudem zmieniły jeszcze nogę w locie, bo miały kontynuować galop na lewo. Widocznie to nie był ich dzień w skokach, ale zawsze pfu pfu mogło być gorzej nie? Po lądowaniu na lewo prowadziła ją spokojnie w kierunku ósmego oksera, starając się po drodze jeszcze poprawić co nieco ich ustawienie i wrócić do poprzedniego tempa. Względnie udało im się to poprawić - na szczęście i miała nadzieję że tak już zostanie do końca. Poprowadziła ją za czwórką i zaraz naprostowała do kolejnej przeszkody którą miały skoczyć. Zamknęła ją przy tym w korytarzu z pomocy i skupiła na sobie za pomocą półparad. Na szczęście tą przeszkodę pokonały na czysto, a po lądowaniu pojechały na lewo w kierunku dziewiątki. Wyjechały przy tym dość obszerny łuk na prostą do stacjonaty, gdzie Caroline podparła ją w zakręcie łydkami i poprowadziła na zewnętrznej wodzy. Po naprostowaniu ją do przeszkody zamknęła ją ponownie w korytarzu z pomocy, by przesłać jej kilka półparada i doprowadzić pod przeszkodę do miejsca wybicia. Tam dołożyła łydki do jej boków i wypchnęła z ruchu bioder do skoku nad stacjonatę, gdzie podążając za jej ruchem przeszła do półsiadu wstając w strzemionach i oddała jej odpowiednią ilość ręki do swobodnej pracy ciała klaczy nad przeszkodą. Podczas lądowania wróciła do siodło poprzez odchylenie się w nim, by od razu wbić wzrok w dziesiątkę która stała w jednej linii od poprzedniej przeszkody. Osadziła ją nieco bardziej na zadzie i podniosła przy tym do przeszkody, skupiając na sobie za pomocą półparad. Aktywnie ale nie lecąc na łeb na szyję poprowadziła ją do dziesiątki, by zaraz przefrunąć nad nią na czysto. Lądowanie na prawo i kierunek ostatnia linia dwóch przeszkód, która mogła im sprawić jeszcze problemy. No oby nie, ale kto tam wie co będzie. Nie decydowała się pojechać skrótem tylko poprowadziła klacz za szóstką na ścianę i wzdłuż krótkiej pojechała na długą ponownie, mijajac po drodze krzaczek. Na końcówce zakrętu dociążyła nieco bardziej jej zad i podniosła klacz, by zaraz naprostować do 11. Tutaj zamknęła ją w łydkach i prowadziła w równym korytarzu ustawionym z wodzy, skupiając ją na sobie za pomocą półparad. Doprowadziła sprawnie do miejsca wybicia pod okser, który na szczęście pokonali sprawnie i na czysto. Jednak teraz dopiero mogły się pojawić schody, by czekała ich przeszkoda z imitacją wody. Podczas lotu szybko wróciła w siodło, by użyć tej samej sekwencji co przed chwilą i doprowadzić do miejsca odskoku pod dwunastkę. Tutaj dodatkowo łydkę podparła muśnięciem ostrogi, chcąc na pewno skłonić klacz do skoku nad dwunastą przeszkodą. Wyszła po raz ostatni za jej ruchem do skoku, przechodząc do półsiadu ze wstaniem w strzemionach i oddając jej wodzę podczas lotu. Po lądowaniu na czysto po drugiej stronie, przeszła na moment do półsiadu łydką poganiając klacz do celowników. Po ich pokonaniu zwolniła klacz stopniowo przez kłus do stępa, by podziękować jej za jazdę i zjechać z parkuru po chwili. Po wszystkim wrócili do domu.

z.t
_________________
Friends till the end
Never break never bend.

personalia: Now we're standing together » Caroline Hathaway
wiek: we're never alone Our dreams are alive, wherever we may go » 27 lat.

partner: Finding my feet the right melodies to key » Drew ♥
pms: Now we're standing together, we're never alone » 1.

przyjaciele: Friends understand make your smile, hold your hand » brak
wrogowie: The friendship like the like the music we love » brak.

moje: Mazda RX, Kia Ceed, fone, house, gallery
osiągnięcia: The first friend that I l' d go to
When I reached out you'd always be there for me » link
 
     
Pandemonium
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 8 lat
Rasa: koń pełnej krwi angielskiej
Wzrost: 170 cm
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £2250

Doświadczenie w skokach: 123
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 16
Doświadczenie z lonżowania: 47
Kondycja: 63
Szybkość: 63
Klasa startów: Skoki: N1

Wysłany: 2018-05-20, 15:40   

A co to ja ołówek, żeby mnie temperować? Wcale nie uważałem, że potrzebuję utemperowania, no ale mój właściciel mógł mieć inne zdanie. W dniu zawodów miałem wszelkie możliwe powody, żeby odstawiać najróżniejsze i najbarwniejsze cyrki. Po pierwsze zostałem wtarabaniony do koniowozu i zawieziony na miejsce zawodów, przez większość drogi pastwiąc się nad otoczeniem. Atmosfera panująca w stajni również nastrajała mnie raczej negatywnie, więc Christian zapewne odnalazł mnie demolującego boks, tudzież sarkającego na sąsiadów. Uspokojenie wcale nie przyszło mi łatwo, więc zaprowadzenie na myjkę, oporządzenie i osiodłanie było upstrzone wszelkiego rodzaju utrudnieniami, płynącymi z mojego zachowania. Koniec końców lśniłem czystością i prezentowałem się przystojnie, miałem na sobie też cały niezbędny sprzęt, a mężczyzna nadal był na chodzie, więc chyba nie było tragicznie. Następnie skierowaliśmy się na rozprężalnię. Byłem już nieco spokojniejszy, ale wszystko mogło się jeszcze zmienić. Osiągnięcie na niej aktywnego temp nie było problemem, ten pojawiał się, gdy miałam ochotę na jeszcze aktywniejsze tempo, do czego dążyłem pomimo wszelkich urozmaiceń w rodzaju skróceń, dodań i przejść, które z początku mi nie wychodziły, ze względu na narzucanie sobie coraz szybszego tempa. Zdawałem sobie jednak sprawę, że jesteśmy na zawodach, a zawody rządziły się innymi zasadami. Biorąc udział w zawodach kierowałem się większą chęcią współpracy zamiast próbowania zostawić w tyle swojego jeżdżca, by zgarnąć dla siebie całe światło jupiterów. Dlatego pomimo trudnych początków, po dłuższym czasie dałem się ogarnąć. Nie byłem w stu procentach grzeczny i poukładany, ale można powiedzieć, że bardziej respektowałem pomoce od Christiana. Wtedy skierował mnie na ustawione przeszkody, na których też nie bardzo mogłem się rozpędzać, jeśli chciałem je pokonać dobrze, można więc powiedzieć, że rozgrzewka byłą przynajmniej połowicznym sukcesem. Nadal byłem nabuzowany, ale to żadna nowość. Następnie zwolniliśmy do stępu na długiej wodzy, żeby odpocząć. Ze względu na skumulowaną energię, nawet pomimo solidnej rozgrzewki nie byłem zmęczony na tyle, żeby chciało mi się krążyć po obiekcie w stępie, ale jakoś to przeżyłem nie odstawiając kolejnych teatrzyków.
Kiedy w końcu nas wywołano i Christian pozbierał mnie do poprzedniego ustawienia, wjechaliśmy na parkur konkursowy, gdzie swój przejazd kończyła inna para. Strzygąc uszami parsknąłem w jej kierunku, potem jednak udało mi się skupić na przeszkodach, które pokazywał mi mężczyzna. Z tej perspektywy nie budziły u mnie lęku, czy obaw. Później zatrzymałem się dość posłusznie w pobliżu stanowiska sędziów, niecierpliwie oczekując na rozpoczęcie przejazdu, aczkolwiek nie okazywałem dobitnie tego zniecierpliwienia. Po otrzymaniu sygnału do galopu, od razu wskoczyłem do tego chodu, zaczynając z prawej nogi, początkowo szybko się rozpędzając do szybszego tempa, ale nie takiego, w którym nie wyrobiłbym na zakręcie. Jednak dość szybko i sprawnie - w porównaniu do zwykłych treningów - dałem się sprowadzić do bardziej odpowiedniego, ale nadal aktywnego (momentami przesadnie) tempa. Galopując przez dłuższą chwilę pod bandą skręciliśmy w prawo na linię startu i pierwszej przeszkody, którą był okser. Minąłem start kierując się prosto na środek jedynki, zamknięty w pomocach. Ożywiłem się i jeszcze bardziej zaktywizowałem, jednak brawura mnie nie poniosła. Nie prezentowałem żadnych obaw wobec oksera, galopując na niego odważnie, ale nie bez krztyny rozwagi, dostarczanej częściowo przez Levrulla. Doprowadzony pod przeszkodę, korzystając z sygnałów od właściciela i własnej intuicji, wybiłem się na okser w odpowiednim miejscu, z siłą płynącą z zadu. W locie zabaskilowałem, wyciągnąłem się w łuk, co pozwoliło mi na wpasowanie się w przeszkodę i spokojne jej dokrycie, jednocześnie nawet zgrałem się z Christianem w ruchu.
Po lądowaniu ruszyłem do drugiej przeszkody, również oksera. To, że znajdowała się nieco dalej tylko kusiło mnie do dodania w tempie, niezależnie od tego, co na to Christian. Stąd też wynikła wspomniana dyskusja co do tempa. Po mimo kilku prób wyswobodzenia się spod pozornej kontroli właściciela nasz najazd nie został kompletnie zachwiany i zmieściliśmy się do oksera, gdzie znowu wybiłem się odważnie i ochoczo nad przeszkodę, dynamicznie i ponownie z siłą z zadu, co pozwoliło mi na pokonanie przeszkody z imponującym zapasem, zarówno jeśli chodzi o wysokość, jak i szerokość, powodując przez to trudności w wysiedzeniu lądowania. To była też okazja do podjęcia dalszej dyskusji. Użycie siły, nawet większej niż mocniejsze wędzidło, które zawsze lądowało w moim pysku, kiedy ktoś bardzo chciał mieć nade mną większą kontrolę nie było dla mnie nowością.
Po lądowaniu za dwójką po chwili odbiłem na zakręt w prawo, na trzecią przeszkodę. Pomimo prób Christiana by trochę mnie rozlużnić, co odniosło częściowy skutek, nadal od czasu do czasu zdażało mi się przesadzać z tempem, nie na tyle jednak by to miało komukolwiek zagrażać i będąc jeszcze na łuku, nie próowałem już atakować stacjonaty. Po naprostowaniu do trójki, zamknięty w pomocach, pomimo okazjonalnych pró przyspieszania spokojnie i bezpiecznie dojechałem pod przeszkodę, gdzie znowu korzystając z już pewnego doświadczenia skokowego i sygnałów od Levrulla wybiłem się nad przeszkodę, tym razemm ciut bardziej zachowawczo niż przy dwójce. W efekcie oddałem czysty i ładny, ale nie przesadzony skok nad stacjonatą. Początkowo po prostej pogalopowałem na czwórkę, następnie wyginając się prawidłowo na lekkim łuku. Faktycznie obrane tempo było przyzwoite i zapewniało nam obecnie dobry czas. Chwilow jednak byłem pełen energii i chętnie wykorzystałbym okazję na poszerzenie fouli i wyciągnięcie kroku, nie myśląc o tym, czy mi na póżniej tej energii starczy. Delikatny łuk byłtaką okazją, ale znowu nie dawałem szczególnie Chrisowi w kość, jedynie delikatnie wydłużając krok, co w niczym nie przeszkadzało naszemu najazdowi na stacjonatę. Po chwili naprsotwaliśmy na przeszkodę, a przy dojeżdzie na nią nawet dałem się trochę wycofać i nieco odpuściłem, chociaż nadal aktywnie i odważnie galopowałem do przeszkody, by w końcu we włąściwym momencie się na nią wybić. Ponownie ułożyłem się ładnie w skoku, wyciągając ciało i zgrywając się z jeżdżcem.
Po lądowaniu odbiliśmy w lewo, kierując się pod bandę i na piątą przeszkodę, a następnie szereg 6ab. Zostałem naprostowany do piątki, by móc zobaczyć tą przeszkodę na króko przed optymalnym miejscem wybicia, co rzeczywi scie sprawiło, że nie próbowałem się wyrywać do przeszkody. Gorzej gdyby taki wybieg spowodował moje zaskoczenie i obawę przed przeszkodą. W związku z tym chociaż odważnie galopowałem do przeszkody, nie wyrywałem się do niej i bezpośredni najazd na piątkę był spokojny, Znowu w odpowiednim miejscu, idąc za intuicją i poomcami otrzymywanymi od Levrulla wybiłem się na przeszkodę z siłą z zadu, co pozwoliło mi na wzniesienie się nad nią, gdzie zabaskilowałem i ładnie ułożyłem się w skoku, lądując spokojnie za przeszkodą. Zaraz też mój wzrok skierował się na szereg 6ab, na którym się skupiłem. Tym razem zostałem na ręce i nie próbowałem wykorzystywać odcinak do pierwszego członu, by jeszcze bardziej się rozpędzać. Pozostałem w aktywnym i mocnym, ale (zazwyczaj) równym galopie, rozjeżdzając się do szeregu, by spokojnie się zmieścić w foulach. Ponownie płynnie wybiłem się we wskazanym miejscu, idąc również za własnym doświadczeniem. Zabaskilowałem nad członem a, wyciągając ciało w skoku. Wylądowałem spokojnie, bliżej pokonanej na czysto przeszkody, co dawało szansę na równie spokojny dojazd do członu b. Pomimo momentami nada nadaktywnego tempa dałem się nieco wycofać do oksera w trakcie jednej fouli, dzięki czemu odpowiednio przygotowany do przeszkody i ją pokonałem na czysto i w ładnym stylu.
Do siódemki odbiliśmy na lewo i po łuku. Christian postanowił skrócić najazd na przeszkodę, więc wykręciliśmy przed drzewem, krzewem, czy cokolwiek to było. Pomysł ten przydał mi do gustu, bo lubiłem bardziej ryzykowne i wymagające najazdy. Przez to zachowywałem się znośnie na łuku, to jednak drastycznie się zmieniło, gdy naprostowaliśmy na stacjonatę. Co poradzić, że skrócenie najazdu sprawiło, że wyjątkowo nabrałem ochoty na zaatakowanie przeszkody, przez co niemal wciągnąłem Levrulla w przeszkodę. Tym razem brawura dała o sobie znać i wybiłem się, urywając połowę foula, mocno i dynamicznie na przeszkodę. Pomimo brawurowego i nie tak harmonijnego najazdu w skoku odpowiednio się ułożyłem, na ile to było możliwe, wyciągając ciało w łuk, przez co wpasowałem się w przeszkodę, by wylądować za nią w sposób, który nieco utrudniał utrzymanie się w siodle. Pomimo brawurowego pokonania stacjonaty, podczas najazdu na ósemkę kawałek po prostej, a następnie w prawo dałem się wyhamować i nieco uspokoiłem, co było chwilową sytuacją, wynikającą z utraty energii. Takie pokonywanie przeszkód jednak trochę kosztowało. Utrzymywałem oczywiście nadal aktywny galop, odważnie zmierzając na okser, by po doprowadzeniu pod tą przeszkodę, ponownie wybić się prawidłowo i z siłą płynącą z zadu, by czysto i w ładnym stylu pokonać również ósemkę.
Chwilę po lądowaniu za ósemką odbiliśmy na prawo, kierując się na szereg 9ab. I tym razem Christian poprowadził mnie skrótem, co ponownie przypadło mi do gustu, tym razem jednak nie dostałem okazji, do kolejnego wybuchu brawury i przesadnego zaatakowania szeregu, za którym stała przecież jeszcze jedna przeszkoda w linii. Wykręciliśmy przed czwórką, a następnie na linię przeszkód. Jak dotąd pozostawałem w aktywnych i równym tempie, od czasu do czasu badając reakcję Levrulla, na lekkie dodania w tempie. Mimo tych prób testowania cierpliwości właściciela dojazd do oksera był raczej spokojny. Zamknięty w pomocach, osadzony na zadzie i doprowadzony na środek człon a wybiłem się kierując się własnym doświadczeniem i trochę pomocami od Chrisa, we właściwym miejscu, by wzbić się nad przeszkodę, gdzie zabaskilowałem i nawet zgrałem się w skoku z jeźdźcem. W ten sposób pokonałem na czysto 9a, spokojnie dokryłem tą przeszkodę. Dobra passa nadal nam towarzyszyła, bo okazałem odrobinę współpracy. Dałem się nieco wycofać przed członem b, a bliskie lądowanie w stosunku do pokonanego członu sprawiło, że spokojnie powinniśmy się zmieścić. Ponownie doprowadzony, tym razem do stacjonaty, na czysto i w dobrym stylu pokonałem również ten człon, jak i cały szereg. To, że dziesiąta przeszkoda znajdowałą się nieco dalej na ogół skłaniałoby mnie do przyspieszenia w galopie i jeszcze odważniejszego zaatakowania przeszkody, co mogłoby się skończyć żle, chociaż pomimo miejscami problemów z porozumieniem, szło nam całkiem dobrze. Jednak wygląd przeszkody nieco wzbudził mój niepokój. Zamiast jednak zwolnić, kontynuowałem aktywny galop, chociaż dałem się nieco wycofać. Jednak moje uszy chodziły na wszystkie strony, by na koniec przykleić się do potylicy całkowicie. Parskałem nerwowo, ale nie zwalniałem, nie próbowałem wyłamać przeszkody. Pod dziesiątką motywujące sygnały od Christiana sprawiły, że jednak przełamałem swoją niechęć co do przeszkody i wybiłem się na nią, chociaż samo pokonanie przeszkody wyglądało o wiele spokojniej, niż w przypadku niektórych poprzednich przeszkód. Tak czy inaczej również przeszkodę z wodą pokonałem na czysto i w dobrym stylu.
Za dziesiątką pogalopowałem kawałek po prostej, a potem odbiliśmy tym razem w lewo, na ostatnią przeszkodę, po obszerniejszym najeżdzie. Doskonale się składa, bo to dawało mi okazję, do wyciągnięcia foule na łuku i drobnego przyspieszenia, chociaż nie byłem tak naabuzowany jak na początku, co nie było niczym dziwnym. Jednak sił na pewno mi nie zabraknie przed metą, więc na drobne dodanie mogłem sobie pozwolić. Po minięciu drzewa naprostowałem do oksera. Zamknięty w pomocach i zapewne nieco wycofany przed ostatnią przeszkodą. Gdy znalazłem się przed dziesiątką, naprostowany na jej środek ponownie wybiłem się we właściwym miejscu dynamicznie, co pozwoliło mi się wznieść nad jedenastkę, gdzie zaprezentowałem ładny baskil i prawidłowe ułożenie w locie, wraz ze zgraniem z Levrulem. I tak pokonałem ostatnią przeszkodę na czysto, utrzymując, czy nawet jeszcze przyspieszając do minięcia celowników. Jednak po ich minięciu wcale nie chciałem zwolnić, przynajmniej nie w pierwszej chwili. Jednak przeszedłem w końcu do kłusa, a potem do stępa, zapewne przez zasłużone pochwały, parsknąłem zadowolony ze swojego dzisiejszego osiągnięcia. Następnie opuściliśmy parkur. Podczas rozstępowania i powrotu do stajni, tylko od czasu do czasu ubarwiałem życie włściciela. No co poradzić, jeszcze by się nudził.

zt
 
     
G-Dragon
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 12 lat
Rasa: Koń hanowerski
Właściciel: Diego Montana
Cena: £2800

Doświadczenie w skokach: 132
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 73
Doświadczenie z lonżowania: 20
Kondycja: 70
Szybkość: 66
Klasa startów: Skoki: N1

Wysłany: 2018-05-20, 16:14   

Gniady był bardzo upierdliwy, jego humorki pojawiały się wraz z ładniejszą pogodą. Musiał pokazywać, że coś mu nie pasuje, coś jest złe, albo, że na coś nie ma ochoty. Podróż była ostatnim czego by teraz chciał, co bardzo wyraźnie sugerował swoim zachowaniem. Ostatecznie jednak zapakowano go do przyczepy, której nie rozniósł już na samym starcie. Mógłby, ale te ochraniacze na nogach były tak niewygodne, że nawet za bardzo nie próbował się przemieszczać.
Po dotarciu do nowej stajni szybko zaaklimatyzował się w swoim boksie, który był tak zabudowany, żeby miał jak najmniej do czynienia z sąsiadami. Przed zawodami musiał się rozluźnić, kolejna dawka nerwów nie była mu do życia potrzebna. Minęła noc, a następnego dnia miał dać pokaz na parkurze. Czy był w lepszym humorze? Nie. Czy próbował to jakoś ukrywać? W żadnym wypadku, dlatego samo wyszykowanie go chwilę zajęło.Z położonymi po sobie uszami wyszedł na rozprężalnię, gdzie odpowiednio przygotował się do parkuru. Bez strat w koniach, ani ludziach.

Po chwili wywołano ich na parkur, na który ogier wszedł bez żadnych oporów. To nie były jego pierwsze zawody, żeby zachowywał się jak strachliwy dzieciak. Odwagi miał w sobie aż za dużo, co momentami było dużym plusem, ale czasami wręcz przeciwnie. Obejrzał przeszkody, strzygąc na nie lekko uchem. Nie wyglądały okropnie, czasami miał do czynienia z gorszymi, więc takie nie były dla niego żadnym strasznym zaskoczeniem. Pójdzie szybko, taką miał nadzieję. Stanął przed budką sędziowską, a gdy otrzymał sygnał do galopu, wyrwał się do niego od razu, zaczynając od prawej nogi. Mężczyzna nie musiał się martwić o tempo, bo ogier sam dyktował sobie dość energiczny i aktywny galop, w zaokrąglonej fouli i lekkim kontakcie. Najchętniej sam wyrwałby się do przodu i ruszył takim galopem, żeby nikt go nie mógł dogonić. Parkur skończyłby sam i tyle byłoby mu to wszystko potrzebne. Pojechał między dwiema innymi przeszkodami, zakręt kręcąc na wysokości czwórki. Wzdłuż krótkiej ściany zaczął najazd na jedynkę, wbijając w nią swoje spojrzenie. Starał się za mocno nie napalać, ale w jego przypadku było to dość trudne, patrząc na to, że i tak był okropnym napaleńcem i narwańcem. Miało to swój plus jedynie w tym, że zawsze był pewny swoich skoków i rzadko zdarzało mu się coś nie wyjść. Tym razem wybił się mocno w górę, wyciągając swoje ciało swobodnie nad przeszkodą i bezpiecznie lądując za nią. Kolejno pokierowany został na dwójkę, która również nie stanowiła dla niego dużego problemu. Zachowując żywe tempo w galopie zbliżył się do odpowiedniego miejsca i wybił w górę, krótka faza lotu i lądowanie na prawą nogę, aby teraz szukać wzrokiem trójki. Przemielił wędzidło w pysku, ogonem mocno strzelając po swoich stawach skokowych, szło mu dobrze. Elegancko wpisał się w zakręt, dzięki czemu najazd na trójkę przeszedł bez żadnych niespodzianek. Serce rosło mu coraz bardziej, a wraz z nim jego pewność siebie. Teraz mógłby przeskoczyć naprawdę wszystko, gdyby tylko ktoś mu kazał. Może i miał swoje humory, ale podczas skoków potrafił się jako tako zrównoważyć i dogadać z jeźdźcem na tyle, aby współpraca przeszła bez żadnych niepotrzebnych spięć. Chyba, że ktoś mu wyjątkowo nie podpasował, wtedy sobie mógł siedzieć, a ogier wszystko robił sam. Z różnym skutkiem. Znalazł się w odpowiednim miejscu i wyskoczył w górę, pokonując trójkę bez żadnego ale. Wylądował na lewą nogę i czekał teraz na czwórkę, którą mijał jakiś czas temu. Pojechał kawałek na wprost, by zaraz po łagodnym łuku nakierować się na sam środek przeszkody. Tu również było bez niespodzianek i gniady przeskoczył ją bez problemu. Wyglądał tak, jakby robił to już automatycznie. Za każdym razem jednak wkładał w skok maksymalną ilość siły, której w zapasie miał dość dużo. Po lądowaniu galopował dalej na lewo, jadąc na linię z trzech przeszkód, jednej stojącej luzem i dwóch w szeregu. Za tym ostatnim nie przepadał szczególnie, a jego właściciel o tym dobrze wiedział. Już nie raz Dragon mu pokazał gdzie ma te jego szeregi. Przez przeszkodę stojącą luzem przefrunął bez problemu, a po lądowaniu trochę bardziej zebrał się w sobie, unosząc wyżej łeb i oglądając stojący przed nim szereg. Ogier poukładał sobie mniej więcej w głowie i dzięki temu zarówno pierwszy jak i drugi człon nie stanowił dla niego dużego problemu. Wylądował na lewą nogę, zaraz dodając w galopie. Nie pędził na łeb na szyję, ale jego tempo też nie należało do tych ślimaczych. Ot się chłopak rozbujał jeszcze bardziej. Przynajmniej do czasu, aż znowu musiał skakać. Po zakręcie naprostował się przed siódemką, unosząc ponownie łeb i skupiając się na skoku, który wyszedł mu bezbłędnie. Wylądował na prawo, na głowie mając teraz przeszkodę numer osiem. Po naprostowaniu się do przeszkody i wycelowanie w sam jej środek, podniósł swoje ciało do skoku i zaraz lądując na prawą nogę. Znowu czekał go okser, do którego podszedł z chłodniejszą głową, nie chciał niczego staranować na sam koniec. Uniósł wysoko głowę, oglądając przeszkody z daleka, po czym wybił się w górę pokonując pierwszy człon, a po lądowaniu nie rozpędzał się, tylko niemal od razu znowu unosił ciało do skoku. Pokonał szereg na czysto, więc przeskoczenie dziesiątki było tylko formalnością. Nawet jeśli była tam woda. Jego kariera wyszykowała go nawet do takich sytuacji, więc nie przestraszył się, tylko dojechał do odpowiedniego miejsca, żeby zaraz przeskoczyć dziesiątkę na czysto. Lądowanie na lewo i została im do pokonania ostatnia z przeszkód, z nią ogier też nie przewidywał się żadnych nowości. Nie zrobił cyrku, nie zaczął się wyrywać, ani nagle potykać, więc po dotarciu do dobrego miejsca wybił się w górę i wylądował po drugiej stronie. Na koniec przekroczył celowniki, a po tym już tylko zaczął zwalniać. Był cały spieniony, a na sierści dosłownie mokry od potu, ale wyglądał na zadowolonego. Parsknął, potrząsając łbem i zwolnił do stępa, schodząc z parkuru.

zt
_________________
We are one of a kind irreplaceable
How did I get so blind and so cynical
If there's love in this life we're unstoppable
No we can't be defeated.


Trening|| Stajnia i padok||Paszport

Rezerwuję wizerunek konia Antello Z + Galeria
 
 
     
Angel's Wings
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 14 lat {15.05.2005}
Rasa: koń oldenburski
Wzrost: 173 cm

Ostatni trening: 12.07. - skokowy - Naomi
Właściciel: Naomi
Cena: £3450

Doświadczenie w skokach: 180
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 25
Doświadczenie z lonżowania: 48
Kondycja: 101
Szybkość: 101
Klasa startów: Skoki: C1

Wysłany: 2018-05-20, 22:56   

NAOMI EATON & ON THE ANGEL'S WINGS - klasa C1


Spokojnie przetrwałem podróż na miejsce rozgrywania zawodów, nie robiąc nikomu problemów, ani demolek, bo nie byłą to moja pierwsza podróż w życiu, ani tym bardziej na po-zamiejscowe zawody. Atmosfera panująca na miejscu również nie robiła na mnie większego wrażenia. Gorzej, że pogarszająca się pogoda zaowocowała tym, że zaczęło padać, nie na tyle jednak, żeby odwołać ich przejazd, co wywnioskowałem po tym, że Naomi, z którą tym razem startowałem zaprowadziła mnie na krytą halę w celu rozgrzewki i rozprężenia. Podczas roz-grzewki byłem skupiony i zaangażowany nawet w tak podstawowe ćwiczenia i zadania, które nie sprawiały mi najmniejszych trudności. Następnie w stępie ruszyłem za kobietą na parkur konkursowy, gdzie po zapoznaniu się z przeszkodami i sygnale do startu płynnie i bez pro-blemów ruszyłem galopem z lewej nogi. Naomi prowadziła mnie pomiędzy ustawionymi przeszkodami, bo czym w końcu skręciliśmy za szeregiem 11 ab, na start i leżącą za nim pierwszą przeszkodę. Utrzymywałem aktywne, dobre parkurowe tempo, nie próbując się jednak wyrywać do szybszego galopu, nie widząc do tego powodów. Miałem sporo skumu-lowanej energii pomimo rozgrzewki, ale zużyję ją na torze, bez szaleństw w galopie, zadowolony jednak, że mam w nim nieco swobody. Po naprostowaniu i minięciu mety Naomi nieco podniosła mnie do stacjonaty, abym mógł jej się dobrze przyjrzeć. Nadal poruszałem się aktywnym, ale rozsądnym, niezmiennym galopem, aktywizując zad. Oczekiwanie zaangażowania padało na podatny grunt, gdyż nie tylko na zawodach starałem się o zaangażowanie i to, aby jak najlepiej się prezentować, chociaż w trakcie zawodów te starania były przeze mnie podwajane. Doprowadzony prosto na środek pierwszej przeszkody uczuliłem się na pomoce od Naomi, korzystając z sygnałów od niej i własnego, niemałego doświadczenia wybiłem się we właściwym miejscu na przeszkodę. Zabaskilowałem, układając się prawidłowo w skoku i zgrywając z kobietą, po czym wylądowałem za stacjonatą na lewo, z tej właśnie nogi kontynuując dalej w podobnym tempie. Po chwili galopu po prostej skręciliśmy w lewo, udając się na okser po lekkim łuku, na którym utrzymując zaangażowanie i aktywność w galopie prawidłowo się wygiąłem, zachowując równowagę i ustawienie, po czym naprostowaliśmy nieco do drugiej przeszkody, gdzie Naomi zamknęła mnie w pomocach, przenosząc ciężar bardziej na tył. I tym razem skorzystałem z jej sugestii co do miejsca do wybicia, wybijając się dynamicznie, z siłą płynącą z zadu, dokładnie w wyznaczonym punkcie. Oderwałem najpierw przody, potem tyły, następnie wyciągnąłem ciało, układając się w łuk, tak aby dopasować się do przeszkody i spokojnie ją dokryć, co robiłem już przecież tyle razy, chociaż akurat był to mój pierwszy udział w zawodach z przeszkodami na takich wysokościach, odpowiadających klasie C1. I tym razem wylądowałem na lewo, po czym skręciliśmy po obszerniejszym jeszcze łuku na trójkę.
Zachowywałem dobre tempo, jednocześnie nie szarżując (pomijając fakt, że mi się to nie zdarzało), co przez wzgląd na warunki atmosferyczne nie było dobrym pomysłem. Pogoda zdecydowanie mi nie odpowiadała, a chociaż podłoże pozostawało zdatne, do przeprowadzenia przejazdu, czułem się niepewnie w tej sytuacji, chociaż też nie była dla mnie to rzecz zupełnie nowa. Już szczytem szczytów były jaskrawe, łopoczące parasole, rozstawione na trybunach. Nerwowo poruszające się uszy w końcu przytuliłem do potylicy, parskając nerwowo i niepewnie, chociaż jak dotąd każdy element najazdu na trójkę dopracowałem do perfekcji, poza jak się miało okazać, tym najważniejszym. To wszystko razem wzięte sprawiło, że ni z tego ni z owego zahamowałem przed okserem. Chociaż dla mnie samego było to zaskoczenie, nie zrobiłem tego w gwałtowny sposób, jaki mógłby zagrozić pozycji blondynki na moim grzbiecie. Tuląc nadal uszy dałem się zabrać na woltę, jak zwykle nieco zdołowany taką sytuacją. Ów dołek jednak nie trwał długo, gdyż nie mogłem sobie pozwolić na powtórkę, dlatego zebrałem się w sobie przy powtórnym najeździe na trójkę. Tym razem wybiłem się w odpowiednim miejscu, znowu dynamicznie i z siłą z zadu, pokonując trójkę ze sporym zapasem, który jednak nie zaburzył skoku ani lądowania, jakbym chciał sobie odbić pierwotne niepowodzenie. Zdawałem sobie jednak sprawę, że moje wyłamanie negatywnie wpłynie na cały przejazd.
I tym razem wylądowałem na lewo, po czym odbiliśmy na obszerny łuk, do czwarte przeszkody. Pozbierałem się już po wyłamaniu, więc znowu byłem skupiony i zaangażowany, starając się pokazać z jak najlepszej strony. Starałem się odbudować tempo, a gdy to osiągnąłem jeszcze aktywniej galopowałem, jednak nie na złamanie karku przez wzgląd na pogodę i podłoże, był to nadal swobodny i aktywny galop, w którym dobrze się prezentowałem i zachowywałem równowagę. Po naprostowaniu do stacjonaty ruszyłem na przeszkodę, zamknięty w pomocach. Tym razem otoczenie nie budziło we mnie na tyle silnych emocji, aby wyłamać i tę przeszkodę, nawet jeśli nadal byłem średnio zadowolony z pogody. Tak więc reagując płynnie na pomoce od Naomi wybiłem się w wyznaczonym miejscu, które również sam uznałem za najlepsze, ułożyłem się ładnie w skoku i zgrałem z kobietą w skoku. Tym razem pokonałem przeszkodę na czysto i w dobrym stylu. Przy lądowaniu od razu skierowałem wzrok na okser, który leżał w linii prostej. Zachowałem do tej przeszkody aktywne i równe tempo, ładnie się rozjeżdżając, zachowując jednak złoty środek jeśli chodzi o tempo galopu. Nadal byłem zaangażowany i uczulony na otrzymywane pomoce, starałem się prezentować jak najlepiej, co chyba wychodziło mi całkiem dobrze. Doprowadzony na środek piątej przeszkody odważnie się nad nią wybiłem,. W locie zabaskilowałem, wyciągając się nad przeszkodą, chociaż przez moment nieuwagi puknąłem w jeden z drągów, jednak bez żadnych nieprzyjemnych konsekwencji.
Po lądowaniu za okserem tym razem zagalopowałem z prawej nogi, by o chwili aktywnego galopu po prostej skręcić po obszernym łuku, na przeszkody 6 i 7, które leżały w jednej linii. Na łuku utrzymywałem tempo i ustawienie, bez problemu zachowując równowagę i podstawiając zad. Kroczyłem dość lekko, chociaż aktywnym galopem, pomimo dokuczliwego i upartego deszczu. Naprostowaliśmy na okser po harmonijnie pokonanym łuku, dzięki któremu zyskałem okrągłe foule. I tym razem z większą odwagą, niż w wypadku nieszczęsnej trzecie przeszkody, podszedłem do szóstki, galopując precyzyjnie na jej środek, by znowu w odpowiednim miejscu płynnie wybić się z ziemi z siłą płynącą z zadu. Zaprezentowałem dobry baskil i ułożenie w skoku, w którym się wyciągnąłem i dopasowałem do przeszkody, zgrywając się także z blondynką. Przy lądowaniu od razu skupiłem się na kolejnej przeszkodzie, czekającej w linii. Przeszkoda z rowem wodnym również nie stanowiła nowości, obdarzyłem ją parsknięciem i to było tyle. Zachowując okrągłe foule i równe tempo dałem się nieco wycofać, po czym pogalopowałem na stacjonatę. Cały najazd wyglądał spokojnie i harmonijnie, po czym korzystając z intuicji, ale też z pomocy od Naomi wybiłem się energicznie w najlepszym punkcie, ładnie układając w skoku, jakby byłą to najłatwiejsza rzecz pod słońcem. W ten sposób pokonałem i siódemkę na czysto i w ładnym stylu. No cóż, musiałem 'odpokutować" za wyłamanie, a jaki był lepszy sposób, niż przez zaprezentowanie dobrej pracy?
I tym razem lądowanie na prawo, po którym pogalopowałem na ósmą przeszkodę po lekkim łuku. Najazd na przeszodę przebiegał gładko do momentu w którym ponownie natknąłem się na niepokojące parasole, a coraz bardziej podmokły grunt nie ułatwiał sprawy więc potknąłem się, jednak było to w takiej odległości od ósmej przeszkody, że na bezpośredni najazd po naprostowaniu do oksera, nie miało to wpływu. Osadzony na zadzie i zamknięty w pomocach wybiłem się bardzo dynamicznie, w zamiarze aby pokonać przeszkodę z efektownym zapasem, co by mi wyszło, gdyby nie ponowne trącenie drąga, ale i tym razem nie spadł on na ziemię, więc mi się upiekło, chociaż padający ciągle deszcz oraz mniejsze i większe potknięcia nie nastrajały mnie tak pozytywnie, jak bym tego chciał. Zdaje się, że kobieta również miała podobne odczucia.
Tym razem wylądowałem na lewo, z tej nogi podejmując nadal aktywny galop na szereg 9ab. Po chwili galopu po prostej skręciliśmy w lewo na łuk, wyjeżdżając za trzecią przeszkodą. Dążąc do osiągnięcia, a raczej utrzymania skupienia i zaangażowania pchałem się naprzód z zadu w aktywnym, dobrym tempie. W ten sposób po naprostowaniu, zamknięty w pomocach i podniesiony do przeszkody ładnie wszedłem w szereg, zachowując stałe tempo, po czym uczulając się na sygnały od Naomi, idąc za własnym doświadczeniem wybiłem się w dobrym punkcie, zabaskilowałem i zgrałem się z blondynką, prezentując dobry styl, po czym utkwiłem wzrok w członie b, leżącym po prostej. Zaangażowany, galopując nie zmienionym tempem, ponownie podniesiony do przeszkody wybiłem się ponownie we właściwym miejscu, wyraźnie zaznaczonym przez kobietę. W ten sposób na czysto pokonałem cały szereg i wylądowałem za 9b na prawo.
Dziesiąta przeszkoda leżała nieco dalej, więc po chwili galopu po prostej, skręciłem na okser po delikatnym łuku, ładnie rozjeżdżając się w linii do przeszkody, by po naprostowaniu, nadal dobrze współpracując z instruktorką, skupiony na przeszkodzie, wybić się w prawidłowym miejscu, znowu prezentując dobry styl. Wpasowałem się do przeszkody i zgrałem z jej ruchem, lądując na prawo ponownie. Zachowując równowagę na zakręcie, krocząc swobodnie i z zaangażowaniem, jednocześnie podstawiałem zad i kumulowałem energię potrzebną do pokonania przeszkody, chociaż pomimo pokonania gorzej lub lepiej większości przeszkód, miałem jeszcze na zbyciu wystarczająco dużo sił, by spokojnie (miejmy nadzieję) dokończyć przejazd, dając z siebie wszystko. Po naprostowaniu do pierwszego członu szeregu 11ab wydłużyłem foule, koncentrując się na 11a i pomocach od Naomi, po czym we właściwym punkcie oderwałem i podkurczyłem przody, a następnie wybiłem się z ziemi dynamicznie, z siłą z zadu i wyciągnąłem ciało w skoku, dobrze się układając. To wszystko pozwoliło mi na spokojne dokrycie oksera. Wylądowałem bliżej za przeszkodą, od razu zwracając uwagę na drugi człon stojący w prostej linii, do którego blondynka nieco mnie wycofała, przygotowując do skoku, który również okazał się udany. Wylądowałem na lewą nogę, galopując nadal aktywnie do ostatniej przeszkody na parkurze. Po chwili galopu po prostej skręciłem po lekkim łuku na okser. Tym razem najazd również był spokojny, odważnie galopowałem na przeszkodę, uczulony na pomoce od kobiety, skupiony i zaangażowany, ze względu na to, że cały czas starałem się jak najlepiej zaprezentować. Galopowałem swobodnie i lekko, chociaż oczywiście brakowało mi elegancji typowej dla dresażowców. Mimo to cel chyba częściowo został osiągnięty. Naprostowaliśmy do dwunastki, gdzie zamknięty w pomocach i osadzony na zadzie, znowu korzystając z intuicji i sygnałów od Naomi wybiłem się dynamicznie, z siłą z zadu, jednak nie był to przesadzony skok. Był w sam raz. Zabaskilowałem i zgrałem się z nią w skoku, wyciągając się w łuk, w celu dopasowania do dwunastki, przez co udało mi się ją pokonać harmonijnie, na czysto, z niewielkim zapasem. Kontynuowałem galop obecnym tempem do celowników, a po ich minięciu dałem się bez oporów zwolnić stopniowo do kłusa, a następnie stępa. Parsknąłem zadowolony z pochwał, zdawałem sobie jednak sprawę z wad mojego przejazdu. Byłem cały mokry nie tylko od potu, ale przede wszystkim od deszczu, dlatego chętnie schroniłem się z powrotem pod dachem, gdzie się rozstępowałem.

zt
 
     
Orchid of Rohan
Multichampion
Skokowiec


Płeć: ogier
Wiek: 11 lat [13.01.2009]
Rasa: KWPN
Wzrost: 176 cm
Właściciel: Christian Levrull
Cena: £7500

Doświadczenie w skokach: 267
Doświadczenie w ujeżdżeniu: 93
Doświadczenie z lonżowania: 48
Kondycja: 92
Szybkość: 116
Klasa startów: Skoki: CS1

Wysłany: 2018-05-20, 23:19   

CHRISTIAN LEVRULL & ORCHID OF ROHAN - klasa CS - cz.2


Podczas galopu do ósmej przeszkody zdążył trochę odetchnąć i przewietrzyć głowę, co było bardzo wskazane ze względu na nadchodzący trójczłonowy szereg. Zanim jednak się z nim zmierzył, musiał jeszcze pokonać wolnostojącą stacjonatę. Orchid był doskonale ujeżdżony, mając solidne podstawy w ujeżdżeniu był koniem, którego z przyjemnością prowadziło się nawet po trudnym parkurze, bo reagował na najmniejsze sugestie ze strony jeźdźca. Tym samym pozwalał Chrisowi na swobodną manipulację tempem, skracanie i dodawanie wtedy, kiedy było to potrzebne. Pracując w takiej komitywie bez problemu poradzili sobie ze stacjonatą, po której rudy galopował dalej z lewej nogi na trójczłonowy szereg, zagarniając imponującą ilość terenu i pozostając przyjemnie zaokrąglonym i lekkim.
Długi najazd pozwolił Orchidowi przyjrzeć się przeszkodom i ocenić ich wysokość oraz poziom trudności. Zeszła już z niego część tych ciężkich emocji, więc z niego spokojniejszą głową dał się doprowadzić do pierwszego członu i skoczył ze wskazanego miejsca. Rozciągnął się nad okserem, chowając podwozie i wzrokiem sięgając już ku drugiej przeszkodzie. Zgodnie ze wskazówkami jeźdźca, po wylądowaniu wycofał ciężar ciała na zad, co pomogło mu na ponowne, płynne odbicie po wykonaniu dokładnie dwóch foule galopu między przeszkodami. W odbiciu uwolnił skumulowaną w ciele energię, nie tracąc dynamiki pomimo serii skoków pod rząd, z czego każdy jeden był wysoki i wymagał od ogiera maksimum zaangażowania. Nie zabrakło mu jej również na trzecim członie, więc tym samym wyszedł z szeregu z czystym kontem, a na pochwałę odpowiedział długim parsknięciem. Kondycyjnie również był bardzo wydolny, więc chociaż jego ciało było miejscami pokryte białą pianą, a także siateczką żyłek, to był to tylko efekt "uboczny" wysiłku, a Orchid dalej był jednakowo rześki i chętny do ruchu naprzód. Nie zabrakło mu więc szwungu podczas galopu w zakręcie i najazdu na okser, którego ustawienie sprowokowało go do nieco śmielszego podejścia niż zwykle. Wybił się z ogromną siłą, a jednocześnie jakby bez wysiłku, całą tą energię znajdując w podstawionym, umięśnionym zadzie. Odkąd wszedł z Christianem na ten profesjonalny poziom, zmienił się nie do poznania, nabierając niesamowitej siły i masy, na co miał również wpływ jego wiek. Aż chciałoby się powiedzieć "chwilo trwaj", bo teraz mieli zdecydowanie swój najlepszy czas w życiu.
Levrull nie pozwolił mu jednak oddać się tej chwilowej ekscytacji, tylko poskromił jego zapędy, studząc go podczas galopu w linii do jedenastej przeszkody. Jego wzrok dalej był trochę rozbiegany, ale ostatecznie utkwił go w zbliżającej się przeszkodzie, do której galopował w równym tempie aż do samego końca, gdzie w odpowiedzi na łydkę wybił się, mocno wychodząc w górę od kłębu i zaokrąglając grzbiet w trakcie lotu, podkreślając tym jego okrągłą parabolę. Między przeszkodami ponownie wykazał się bezbłędną reakcją na pomoce jeźdźca i karnie się skrócił, pozostając lekkim na ręce i rozluźnionym. Bez zbędnego popłochu podszedł bez oksera i bezbłędnie wszedł w odskok, znowu skacząc z bezpiecznym, niedużym zapasem, bo jednak potrafił mądrze rozkładać swoje siły i nie marnował ich na przesadnie wysokie loty, choć niewątpliwie byłoby go stać by skoczyć wyżej. Kto wie, może kiedyś staną w konkursie na potęgę skoku? :hahaha:
Teraz pozostała mu już tylko jedna przeszkoda, kiedyś będąca prawdziwą zmorą, a teraz czymś, co nie sprawiało mu większy problemów. Oczywiście zmierzył ją z daleka wzrokiem, strzygąc uszami, ale nie czując jakiegokolwiek wahania na górze, odważnie pogalopował na sam środek i w wybranym przez Chrisa miejscu, wyszedł w górę, w locie starannie się składając i nurkując nosem. Nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, czyste ukończenie parkuru nic dla niego nie znaczyło, ale czując zadowolenie jeźdźca chętnie rozciągnął się do dołu w kłusie, a potem w stępie, żując wędzidło i parskając. Mając jedno ucho nastawione na Chrisa, zbierał od niego pochwały i wreszcie z zadowoleniem udał się na zasłużony odpoczynek.
_________________
ORCHID OF ROHAN
11 y.o chestnut KWPN jumping stallion
[o. Royal Cherry m. Impression Sontesique Baldvaro]

[ passport ] [ offspring ] [ results ] [ gallery ]





+ darmowe wpisowe na 1 zawody
ostatnio przekuty (na 4): 20.04.2020
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8