Płeć: mężczyzna Wiek: 22 lata [16.04.1998] Wzrost: 177 cm Zawód: dostawca pizzy / student Partner: too shy to say, but I hope you stay Ostatni trening: Ophelia - korytarz skokowy Podopieczny: Soul Eater, Shenanigans, Daybreaker Pieniądze: £4875 Punkty doświadczenia: 125 Wyścigi: 104 Obycie z koniem: 21
Wysłany: 2018-01-12, 15:33
Między pierwszą i drugą gonitwą, w której brał udział, Aiden na szczęście znalazł chwilę wolnego czasu. Podczas gdy na torze ścigały się dwulatki, blondyn mógł samodzielnie, z niewielką pomocą luzaków przygotować Soula do wyścigu. To właśnie w nim pokładał zawsze największe nadzieje, wciąż nie mógł uwierzyć, że pozwolono mu pracować z takim koniem i właśnie dlatego tak bardzo się starał by tego nie zepsuć.
Również z tego względu najbardziej przyłożył się oczywiście do rozprężenia, długo stępował po torze jeżdżąc po kołach czy wyginając ogiera w szyi w ramach gimnastyki, zanim zdecydował się przejść do kłusa i w nim także spędzić dłuższą chwilę, by organizm ogiera przyzwyczaił się do rosnącego wysiłku. Blondyn nie musiał się bać o jego kondycję i przygotowanie, ale jak każdy koń nie był niezniszczalny, więc musiał dołożyć wszelkich starań, by właściwie go rozgrzać.
Mając ten etap za sobą, nie zostało im już nic innego niż zająć swoje miejsce w przydzielonym startboksie. Aiden starał się by przebiegło to w miarę sprawnie i komfortowo, gdyby się okazało, że Soul ma jakiś problem z wejściem, był gotów chwilowo odpuścić i spróbować raz jeszcze, aż do skutku.
Już w boksie startowym pogładził konia po szyi, po czym założył gogle, złapał krótko wodze i przyjął pozycję do startu, równomiernie obciążając strzemiona. W skupieniu wyczekiwał otwarcia bramek, by w owej chwili wspomóc ogiera w sprawnym, szybkim wyskoczeniu z nich poprzez wypchnięcie go w określonej chwili. Jak się okazało - z udanym rezultatem, bo byli jedną z par, które wyszły jako pierwsze. Na tym jednak nie skończyły się starania Aidena, bowiem nie mógł sobie teraz pozwolić na to, by zablokowały ich konie z dalszych torów, a istniała duża szansa na to, że NPC3 miał właśnie taki zamiar. Postarał się zatem o zajęcie dobrego miejsca w stawce, póki co bez intencji wyjścia na prowadzenie, bo to zostawił tym nielicznym przypadkom, które należały do wąskiej grupy first winnerów (lub ewentualnie do ludzi, którzy nie bardzo wiedzieli co robią). Nie musiał się zresztą chwilowo martwić, bo dobry start w połączeniu z możliwościami karego prognozowały obiecująco.
Płeć: ogier Wiek: 3 lata Rasa: Koń pełnej krwi angielskiej Właściciel: Aiden Craven Cena: £5150 Doświadczenie w skokach: 11 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 11 Doświadczenie z lonżowania: 20 Kondycja: 201 Szybkość: 228
Wysłany: 2018-01-12, 16:26
Kary zachowywał się bardzo ugodowo, co nie było dla niego żadną nowością. Dobrze zniósł całą podróż, po drodze nie uszkodził ani siebie, ani nikogo kto akurat znalazłby się blisko. Sam czas przed gonitwą też zachowywał się nie najgorzej. Emocje owszem, dawały o sobie znać, ale nie na tyle, by zaraz miał kogoś z tego powodu zabijać.
Kiedy w zasięgu jego wzroku pojawił się Aiden, cicho odetchnął z ulgą. Większość już zaczynała się rozgrzewać, a on nie chciał zostać z tym za mocno z tyłu. Drugą sprawą było to, że z nim najlepiej mu się współpracowało. Gdyby trafił mu się nowy jeździec, to musiałby się przyzwyczajać do kogoś innego na swoim grzbiecie.
Zaczęli się rozgrzewać, co miało przygotować mięśnie karego na dalszy wysiłek. Był teraz w szczytowej formie, ale lepiej nie kusić losu jakąś kontuzją, bo o nią nie było wcale tak ciężko. Wykonywał posłusznie polecenia jeźdźca i gdy nadeszła pora na wejście do bramek, nie miał z tym dużego problemu. Dał się wprowadzić do tej wyznaczonej dla nich, niecierpliwie czekając na start. To był najgorszy moment, najbardziej nerwowy i nawet on nie był w stanie ustać w miejscu. Dlatego głośno odetchnął z ulgą, gdy bramka się otworzyła, a on mógł wyskoczyć do przodu. Reakcja nie najgorsza, nie byli mocno z tyłu. Starał się zająć najlepszą dla siebie pozycję na torze i nie dać się zablokować.
_________________
There's no point now, broken anyway
I try to stop my breath
Even knowing the truth won't unravel
Me until my death
Paszport i osiągnięcia: klik Moje: x Potomstwo:
og. Keenashaw (m. Blue Moon)
kl. Awake My Soul (m.Shenanigans)
kl. Stellar Vestige (m. Genesis Chain)
Rezerwuję wizerunek konia Triple Threat.
Płeć: ogier Wiek: 2 lata Cena: £3200 Doświadczenie w skokach: 11 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 14 Doświadczenie z lonżowania: 13 Kondycja: 102 Szybkość: 92
Wysłany: 2018-01-12, 20:48
Już podczas rozgrzewki zdradzał pierwsze oznaki poddenerwowania, strzygł uszami po bokach, nie mógł się skupić, rżał do kobył, podnosił czerep, nijak nie reagował na polecenia Aidena, podkłusowywał i caplował obok luzaka, aż w końcu odpuścił. Z natury był porywczy, ale na szczęście charakter nadrabiał naturalne predyspozycje konia arabskiego. Wystarczyła mu bowiem chwila cierpliwości, by zaznajomił się z sytuacją, wyczulił na jeźdźca i ludzi wokół. Jego zaletą była też niechęć do zrobienia komuś krzywdy, nawet jeżeli zdarzało mu się "tańczyć" obok człowieka, uważał, by nie nadepnąć mu na stopę, nie szarpnąć czy przypadkiem nie zaatakować w przypływie impulsu wywołanego panującym wokół rozgardiaszem. Ponadto kiedy już udało mu się znaleźć wewnętrzną równowagę, skupił się na rozgrzewce grzecznie idąc przed siebie, wyginając szyję w rogal i przeżuwając wędzidło. Wówczas stał się znacznie chętniejszy do wygięć, wpisywał się w koła, nieco mocniej angażując przy tym zad. Zdawać by się mogło nawet, że przerwa nie wpłynęła na niego niekorzystnie, kiedy imponujące mięśnie tańczyły pod hebanową skórą, co zdecydowanie lepiej widać było podczas kłusa. Wówczas również żywo parł do przodu, niemal całkowicie zapominając o obecności wszechobecnego hałasu, szumu, huku i oczywiście innych, niekoniecznie grzecznych koni. Po pierwszej, nieco nieprzyjemnej fazie aklimatyzacji w nowym miejscu przeszedł wręcz do naturalnego, dobrze wyuczonego zachowania, grzecznie wchodząc do bramek startowych i skupiając całą uwagę na momencie, w którym te otworzą się, umożliwiając mu bieg. Niemal cały ten czas zachowywał jedynie pozorny spokój, gromadzącą się energię magazynując na start. Niemal od razu po sygnale wyskoczył w przód, siłę czerpiąc od zadu. Starał się wybić na.przód, zgodnie z poleceniami Aidena i swoim własnym doświadczeniem, toteż już na tym etapie narzucił mocne tempo. Skupił się na pozostałych koniach w stawce, które w tym momencie dorównywały mu kroku. Wbił się w lukę pomiędzy barierkami a innym koniem i prąc mocno do przodu łypnął białkami ślepi na konkurencję. To jak zwykle pobudziło jego ambicje, natychmiast nakazując ogierowi podkręcić tempo. Decyzję czy tak się stało pozostawiam Aidenowi, który rozważyć musiał wybór pomiędzy zaoszczędzeniem trochę sił na kolejne etapy wyścigu, czy wybrał jednak zbudowanie odległości.
Płeć: mężczyzna Wiek: 29 lat (30.01) Wzrost: 178 cm Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno Partner: the pain and the pleasure all come together Ostatni trening: skokowy z Bolero Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson Pieniądze: £2384 Punkty doświadczenia: 187 Skoki: 69 Ujeżdżenie: 25 Cross: 18 Wyścigi: 62 Obycie z koniem: 15
Wysłany: 2018-01-13, 12:33
Tytuł: Hodowca
Brian do Irlandii przywiózł sprawdzoną stawkę koni. W gonitwie dwuletnich koni pełnej krwi angielskiej miał oczywiście zamiar wystartować razem ze swoją podopieczną Jackpatches. Miał nadzieje, że klacz zdążyła się zaaklimatyzować w tymczasowym miejscu pobytu. W dniu ich wyścigu stawił się wcześniej w jej boksie. Zostawił rzeczy w socjalu i poprosił luzaka o przyniesienie sprzętu kasztanki z siodlarni. Sprzęt ten wcześniej wyczyścił, pozostało mu więc ruszyć pod boks dwulatki. Tam brunet przywitał się z nią, poczęstował smakołykiem, by w końcu wyprowadzić ją na myjkę.
Tam ją przywiązał i spokojnie zajął się jej oporządzeniem, w które wplótł elementy masażu, tak aby angielka byłą na tyle rozluźniona, na ile było to możliwe. Wyczyścił jej sierść, rozczesał grzywę i ogon, poświęcił też sporo czasu kopytom. Kiedy lśniła już czystością zajął się jej osiodłaniem, po czym zostawił ją na chwilę pod okiem luzaka, by samemu się przygotować. Kilka minut później wrócił do Jackpatches niemal w pełnym stroju, odwiązał ją i ruszyli w pobliże toru, by tam się rozgrzać. Podczas rozgrzewki trzymał się raczej na uboczu i koncentrował się na sobie i Jadźce, zachęcając ją do tego samego. Rozgrzali się porządnie w stępie i kłusie, ze zmianą kierunków. W ten sposób byli przygotowani do startu, a jednocześnie klacz zachowała na niego siłę. Potem pokręcili się chwilę w galopie, by wrócić do stępa i skierować się w stronę swojej bramki startowej. Jeżeli za pierwszym razem folblutka miał jakieś opory przed wejściem do środka, Brytyjczyk wycofał ją, by w końcu zająć miejsce w boksie, z pomocą luzaka. Będąc już w środku poprawił się w siodle, przybierając prawidłową postawę, poprawił kask i gogle, ujął wodze Jackpatches, przygotowując ją do startu. Kiedy bramki się otworzyły wypchnął ją do galopu, chcąc ją w ten sposób dodatkowo wspomóc. Ich start pozwolił im na bieg w zwartej grupie, pomimo, że dwie pary, które wykazały się najlepszym refleksem, miały pewną przewagę nad grupą, w której biegli z Jackpatches. Brian skupił się na ustaleniu z klaczą jak najlepszego tempa, a także zajęciu najkorzystniejszego toru. Póki co odpowiadał mu tor, z którego wystartowali i że jeżeli miał tylko taką możliwość, postarał się go zająć. Jednocześnie starał się o aktywny, żywy galop, jednak zarówno Donney jak i jego podopieczna wiedzieli, że nie jest to ich pora na przypuszczanie ataku, więc jego celem był ekonomiczny galop, który pozwalał na skumulowanie jak najwięcej energii i pozostanie na obecnej pozycji w grupie.
Płeć: kobieta Wiek: 26 lat Wzrost: 164 cm Zawód: mechanik Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri Pieniądze: £12655 Punkty doświadczenia: 150 Skoki: 4 Ujeżdżenie: 4 Wyścigi: 128 Western: 2 Obycie z koniem: 12
Wysłany: 2018-01-13, 16:14
Drugiego dnia Ev miała już w pełni ogarnięte sprawy stajenne, a jej plan dnia wyraźnie się skrócił, ponieważ wiedziała już co, gdzie i jak. Dlatego też po ogarnięciu samej siebie raźnym krokiem wkroczyła do stajni i od razu skierowała się do boksu swojego ogiera. Tak, jak na poprzednich postanowiła sama zajmować się swoim koniem i jak najbardziej ograniczyć pomoc, chyba, że tę związaną z przyniesieniem czegoś pod drzwiczki. Przywitała się ze swoim podopiecznym i spokojnie przeszła do czynności przygotowujących, zaczynając od obejrzenia nóg już któryś raz dzisiejszego dnia, poprzez siodłanie, poprawianie i pilnowanie, by wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Po przygotowaniach wyprowadziła ogiera na tor, cały czas go obserwując i próbując sprawdzić, w jakim to dzisiaj on jest nastroju. Jednocześnie jeśli zachodziły jakieś problemy, starała się je ze spokojem rozwiązać, a podczas drogi próbowała maksymalnie rozluźnić ogiera. Na torze znalazła dość ustronne miejsce, gdzie zaczęła rozgrzewkę od razu z siodła. Na tyle, na ile było to możliwe starała się angażować ogiera w pracę, krążenie po kołach, zmiany chodów, dbając by odpowiednio go rozgrzać przed gonitwą.
Wejście do bramek mogło być problematyczne, jednak Ev wciąż wspierała ogiera, motywując go swoją postawą i zachęcając do wejścia w boks startowy. Nie była ani trochę zdziwiona reakcją koni, często takie sytuacje miały miejsce i mogły generować później problemy w gonitwie, gdy jeździec, czy koń nie byli w pełni skupieni na przebiegu wyścigu. Po znalezieniu się w bramce, hiszpanka postawiła na ostatnie przygotowanie, standardowe poprawienie gogli, sprawdzeniu strzemion, czy są dobrze osadzone i czy utrzymują jej ciężar, a przy okazji sprawdziła samo siodło i podkładkę, na koniec poprawiła wodze i przystąpiła do wyczekiwania na sygnał startowy.
Otworzenie bramek równało się z wypchnięciem ogiera do przodu, jednak już w momencie wybiegania wiedziała, że wystartowali z opóźnieniem. Cóż, mieli jeszcze czas to nadrobić, obecnie starała się zwiększyć tempo ogiera, by nadrobić różnicę, dopóki ten wysiłek jest niemal niezauważalny dla Hero. Szukała również swojego miejsca w stawce, które sprawiłoby, że później ich sytuacja może się polepszyć i już od razu starała się blokować pary za nimi, co by i im utrudnić znalezienie odpowiedniego miejsca.
_________________
G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l
Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n
Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e
Płeć: klacz Wiek: 2 lata Rasa: Pełna Krew Angielska Właściciel: Brian Cena: £2950 Doświadczenie w skokach: 7 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 10 Doświadczenie z lonżowania: 10 Kondycja: 124 Szybkość: 126 Klasa startów: dead last
Wysłany: 2018-01-13, 17:28
Jadźce nie przeszkadzały podróże, ba nawet całkiem dobrze je znosiła. Nie burzyła się też specjalnie w towarzystwie innych koni, które zasilały stawkę koni Briana do wyścigu jak i tych w samej stajni. Klacz cieszyła się już na start, który miał lada moment nadejść. Spokojnie znosiła pobyt w stajni, jedynie w dzień samych zawodów była podenerwowana atmosferą nich. Jednak było to do przewidzenia. Powitała dość radośnie właściciela, by po chwili wyjść za nim na myjkę. Tam dzielnie zniosła najpierw masaże i czyszczenie, a potem siodłanie. Potem poczekała na właściciela pod okiem luzaka, bo ten pierwszy się przygotowywał sam. Kiedy oboje byli gotowi ruszyli na teren do rozgrzania, by rozgrzać się odpowiednio do wyścigu. Długa i porządna rozgrzewka w stępie i kłusie ze zmianą kierunków. Potem pokręcili się chwilę w galopie, by wrócić do stępa i skierować się w stronę swojej bramki startowej. Miała drobne obiekcję przed wejściem do środka, dlatego potrzebna była im pomoc luzaka. W końcu trafili do środka, gdzie klacz kuląc uszy po sobie, fukała nerwowo i dreptała w miejscu. Po otwarciu się bramek i otrzymaniu pomocy, klacz odepchnęła się mocno od podłoża w przód. Wyskoczyła wielkim susem z bramki, a ich start pozwolił im na bieg w zwartej grupie. Nie przeszkadzał jej specjalnie fakt, że ktoś biegł przed nią. Trzymała się swojej techniki, która zawsze sprawdzała się na ostatniej prostej. Skupili się na początek na zachowaniu odpowiednio aktywnego acz nie przesadzonego tempa galopu. Klacz nie dała się wygryźć z swojego toru, walcząc o niego całym cielskiem i idąc jak pocisk bez zawahania.
_________________
It's like you still lay with me Whisper all the things that make me go mad.
imię: Hand me a drink, I need it now - Jackpatches właściciel: I want a place with on time - Brian Donney.
rodzice: Big Brown x Jantama
dokumenty: passport moje:gallery
[img]xxx[/img]
potomstwo: Know it's my fault we don't speak - brak
osiągnięcia: I'm in the room we used to sleep - link
Hero Of War World's Champion Wyścigowiec creepy beast
Płeć: ogier Wiek: 4 lata Rasa: Koń pełnej krwi angielskiej Wzrost: 172 cm Ostatni trening: 14.05.20 - wyścigowy - Eviline Cena: £3900 Doświadczenie w skokach: 7 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 10 Doświadczenie z lonżowania: 10 Kondycja: 156 Szybkość: 157 Klasa startów: dead last
Wysłany: 2018-01-13, 17:35
Już na początku dnia wyłapał wzmożony ruch w obcej stajni i panujące poruszenie zarówno wśród koni jak i ludzi. Zwykle nie obchodziło go to w jakiś szczególny sposób, ale dzisiaj pozostawiony w nowym miejscu i wśród innych nieznanych sobie koni, po prostu chodził po ścianach. Dopiero wraz z przyjściem Eviline zdołał na chwilę ochłonąć i to na niej skupił całą swoją uwagę.
Dzięki regularnym treningom ogier nabrał do kobiety zaufania i pozwalał jej na znacznie więcej niż jakiemukolwiek innemu dwunogowi. Przy siodłaniu nie sprawiał problemów stał niewzruszony w boksie i dając ze sobą zrobić wszystko, co było koniecznie. Nie chciał przecież skrzywdzić drobnej blondynki nawet, jeśli hormony rozsadzały mu łeb i instynkt terytorialny walił do drzwi. Po wyjściu ze stajni zaczął standardowo wyć i mocno się ekscytować wszystkim wokół.
W trakcie rozgrzewki ciężko było mu się skoncentrować i znacząco utrudniał Ev praca, choć tak naprawdę wynikało to tylko i wyłącznie z nadmiernego pobudzenia.
Niechętnie podszedł do bramek, w pewnym momencie nawet ustając dęba, gdy jeden z luzaków chwycił go za wodze. Dopiero po skutecznych i spokojnych namowach właścicielki wszedł wreszcie do bramki. Miotał się w środku, ale nie stwarzał zagrożenia dla jeźdźca, dzięki czemu blondynka mogła być spokojna o swoje nogi i dopiąć wszystko na ostatni guzik.
Spóźnił się trochę z wyjściem z boksu startowego, ale na szczęście w miarę szybko zaczął nabierać tempa i powoli odrabiać straty. Mocno pracował całym ciałem, jednocześnie z impetem wbijając kopyta w podłoże. Wewnętrzny tor dawał im sporą przewagę i umożliwiał nie tylko kontrolowanie par z tyłu, ale również nadrobienie strat.
W pełni ufając właścicielce pozwalał jej na podejmowanie decyzji sam dając z siebie już teraz naprawdę wiele i pokazując tą niezłomną wolę walki, która była dla niego cechą charakterystyczną.
_________________
WAR ADMIRAL x HEGEMONY OF LIFE
It's the moment of truth and the moment tolie
The moment to L I V E and the moment to die
I M I Ę: Hero Of War
W I E K: 4 lata
The moment to fight, the moment to FIGHT,
To fight, to fight, to fight
D Y S C Y P L I N A: Wyścigi długodystansowe (dead last)
O S I Ą G N I Ę C I A:tutaj P A S Z P O R T:tutaj
To the right, to the left
We w i l l fight to the death
WŁAŚCICIEL: Eviline
L U B I A N I: Eviline
TRENINGI: 3
Płeć: mężczyzna Wiek: 28 lat Wzrost: 180 cm Podopieczny: Princessof the Nile Pieniądze: £2580 Punkty doświadczenia: 53 Skoki: 8 Ujeżdżenie: 4 Wyścigi: 33 Obycie z koniem: 8
Wysłany: 2018-01-13, 18:19
James brał udział po raz kolejny w gonitwie. Miał wystartować w tych zawodach na trzech koniach, a w tym również na swojej kochanej podopiecznej - Princessof. Przywiózł trzy klacze do Irlandii, gdzie mieli wystartować w kolejnych wyścigach. Dla faceta było to o tyle ważne i stresujące, że to pierwsze zawody po jego wypadku z poprzednich zawodów wyścigowych. Jednak nie bał się, no może jedynie nieco stresował. Ulokował wszystkie panie w stajni, dbając o ich komfort, bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. W dniu zawodów przybył do stajni, by przygotować swoją prawowitą podopieczną do zawodów. Krótkie przywitanie pod boksem, by zaraz zabrać ją na myjkę. Tam ją do porządku wyczyścił, a wkrótce również osiodłał. Kiedy i on był gotowy do startu, zabrał klacz wpierw w miejsce do rozgrzewki. Po odpowiedniej rozgrzewce z siodła, gdzie szczególny nacisk nałożył na dużą ilość stępa i kłusa oraz wygięć na strony i wplótł w to zmiany kierunku, oddał ją w ręce luzaka który miał wprowadzić ich do boksu. Klacz na szczęście nie specjalnie się opierała przed wejściem do boksu, co znacznie ułatwiło im życie. Tam poprawił gogle, przyjął odpowiedni dosiad, złapał pewnie wodzę. Poczekał aż boksy się otworzą, co stało się krótki moment później. Zachęcił ją do biegu cmoknięciem i ruchem rąk, co przyniosło pożądany efekt. Nie mieli na szczęście najgorszego startu, udało im się dość sprawnie wyskoczyć z bramki i pobiec w przód dość zwartą grupą. Narzucał klaczy na razie aktywne acz nie przesadzone tempo, które zagwarantować miało im zachowanie energii na sam koniec.
_________________
This world can hur you It cuts you deep and leaves a car.
personalia: Nothing breaks like a heart » James Stocke wiek: I heard you on the phone last night » 25 lat.
partnerka: We live and die by pretty lies » xxx.
pms: You know it, oh, we both know it » 0.
przyjaciele: These silver bullet cigarettes » xxx.
wrogowie: This burning house there's nothing left » xxx
Płeć: mężczyzna Wiek: 29 lat (30.01) Wzrost: 178 cm Zawód: szlachta nie pracuje, szlachta jeżdzi konno Partner: the pain and the pleasure all come together Ostatni trening: skokowy z Bolero Podopieczny: Blue Moon, Bolero de Ravel, Chaos Amir, Jackpatches, Sensationet | Samson Pieniądze: £2384 Punkty doświadczenia: 187 Skoki: 69 Ujeżdżenie: 25 Cross: 18 Wyścigi: 62 Obycie z koniem: 15
Wysłany: 2018-01-13, 20:31
Tytuł: Hodowca
Na zawody odbywające się w Cork, w Irlandii zabrał również Blue Moon, co nie powinno być szczególnym zaskoczeniem, ponieważ startował z nią regularnie. Dopilnował aby skarogniada zaaklimatyzowała się w stajni, tak aby spokojnie mogli się przygotować i wyczekiwać startu. Kiedy przyszedł czas na gonitwę koni trzyletnich i starszych pojawił się w stajni, aby przygotować klacz. Poprosił o przyniesienie jej lśniącego czystością sprzętu, po czym ruszył pod boks folblutki. Po przywitaniu się udało mu się ubrać jej kantar i wyprowadzić na korytarz, by następnie skierować się na myjkę, aby i Blue doprowadzić do porządku. Pieczołowicie i dokładnie doczyścił jej sierść, podobnie postępując z grzywą i ogonem, oraz kopytami. Osiodłał ją, a gdy oboje byli gotowi odwiązał ją, by udać się na rozgrzewkę. Zdając sobie sprawę z panującej również podczas rozgrzewek atmosfery, Brian starał się epatować spokojem, zajmując się rozgrzewką bez pośpiechu i z należytą uwagą. Najpierw przez dobry kwadrans rozgrzali się w stępie ze zmianami kierunku, czasem wykręcając jakąś woltę, potem podobnie rozgrzali się w kłusie i znacznie krócej w galopie. To powinno stanowić odpowiednie przygotowanie na gonitwę, a jednocześnie rozgrzewka nie powinna być za bardzo wyczerpująca dla pięciolatki.
Po rozgrzewce poprowadził ją w stronę ich bramki. Większość z koni miała problemy przy wprowadzaniu ich do boksów startowych, brunet starał się jednak zachować spokój, co Oczekując poskutkowało tym, e z pomocą luzaka znaleźli się w swojej bramce startowej. Tam Brytyjczyk automatycznie obrał właściwą pozycję w siodle, pochylając się do przodu i ujmując wodze Blue Moon, wraz z kilkoma włosami z jej grzywy. Oczekując na otwarcie bramek starał się jak najlepiej przygotować klacz do startu, bazując też na jej dużym doświadczeniu, zdaje się jednak, że emocje i atmosfera zrobiły swoje. Po otwarciu bramki Donney wypchnął skarogniadą do przodu, jednak może zrobiło za mało zdecydowanie. Tak czy inaczej nieco "zostali" w boksie. Wyskoczyli z niego jako jedni ostatnich, co nie było najkorzystniejszą sytuacją. Co prawda nie zależało mu na tym, by objęli prowadzenie już na starcie, jednak choćby miejsce w środku stawki byłoby lepsze. Z resztą każda pozycja w stawce ma swoje plusy i minusy. Po wyskoczeniu z bramki skupił się na ustaleniu optymalnego tempa z angielką, mając na uwadze, żeby zachować siły na mocny finisz, chciał jednak choćby minimalnie dogonić stawkę, tak aby możliwie skrócić ich drogę o lepsze miejsce. Pilnował też, by nie dać się wyprzedzić przede wszystkim NPC 5. Dbał więc o aktywne tempo galopu, kumulując siły na finisz i starając się chociaż minimalnie zyskać do tego czasu. Postarał się zająć z pięciolatką bardziej środkowy tor. Stwierdził, że nie ma sensu pchać się pod płot, na samą wewnętrzną, skoro w ten sposób zostaną przyblokowani przez konie z przodu.
Płeć: kobieta Wiek: 26 lat Wzrost: 164 cm Zawód: mechanik Podopieczny: Ebony Knight, Daiquiri Pieniądze: £12655 Punkty doświadczenia: 150 Skoki: 4 Ujeżdżenie: 4 Wyścigi: 128 Western: 2 Obycie z koniem: 12
Wysłany: 2018-01-13, 20:38
Ev zdążyła się już przestawić w tryb najspokojniejszy, więc ta gonitwa w ogóle jej nie stresowała i było to po niej widać. Może nie była z niej zdradliwa pewność siebie ale bardziej spokój i opanowanie z którym to weszła do stajni i przeszła do boksu swojego ogiera.
Przywitała się z Knightem i uraczyła go kilkoma czułymi miźnięciami, które wprawiły ją w jeszcze lepszy nastrój. Szybko zabrała się za staranne oporządzenie ogiera, sprawdzając przy okazji, czy wszystko z nim jest w jak najlepszym porządku na tyle, na ile mogła to sprawdzić. Niemal ekspresowo przeszła od czyszczenia do siodłania, starając się delikatnie założyć ogłowie, co na szczęście nie powinno sprawiać jej wielkiego problemu z racji, że Knight nie był olbrzymem, a jak zwykle najdłużej zajęło jej zakładanie owijek.
Wyszli ze stajni w kierunku toru, po drodze Ev skorzystała z pomocy luzaka, by wskoczyć na Knighta i wybrali się już na tor w celach rozgrzewki, znajdując sobie obszerną ilość miejsca do kręcenia się i lawirowania w bliżej nieokreślonych kierunkach, robiąc przejścia i rozciągając tym samym ogiera, jak i siebie. Mieli dzisiaj na szczęście dość ładną pogodę, więc pozytywnie rozpatrywała tę gonitwę. W połowie ćwiczeń dokładniej sprawdziła popręg, obciążenie na strzemionach i samo siodło, a dopiero później dokończyła w spokoju rozgrzewkę.
Po zakończeniu rozgrzewki zostali wprowadzeni przez luzaka do startboksu, liczyła się z możliwością problemów z wejściem do niej, zauważyła już panikę wśród koni, starała się jak najbardziej załagodzić podobną reakcję u swojego karosza, to też próbowała go zająć czymś innym, z braku laku sobą. Gdy już przebrnęli i znaleźli się w boksie, kobieta standardowo przygotowała się do gonitwy, na samym końcu przyjmując najwygodniejszy i najskuteczniejszy dla niej dosiad, zostało oczekiwanie na rozpoczęcie wyścigu.
Po otwarciu bramek, hiszpanka zachęciła ogiera do wystartowania, choć pewnie i on wiedział co ma w tej chwili robić. Nie wyszło im to źle, w tym wypadku najgorzej by było w ogóle nie wybiec z bramki, dlatego też Ev była zadowolona z ich wyniku na początku i spokojnie zaczęła poszukiwania odpowiedniego miejsca dla nich wśród innych koni, próbując jednocześnie znaleźć takie, które nie przyblokuje ich na długo.
_________________
G o t t a ..r a i s e ..a..l i t t l e..h e l l
Oh my God, look at that face, you look like my next mistake
Love's a game, wanna play? » b o y f r i e n d ♥
Nice to meet you, where you been? I could show you incredible things
Magic, madness, heaven, sin. » 3 p m s Screaming, crying, perfect storms, I can make all the tables turn Rose garden filled with thorns. » e x b o y f r i e n d
So it's gonna be forever, or it's gonna go down in flames
.....» S c a r l e t t, A u r e l i e, A n n, A i d e n, B r i a n, L u c a s, C. J.
'Cause we're young and we're reckless. We'll take this way too far
It'll leave you breathless. » A l e x i s, D e l f i n
Young blood, run like a river, young blood, never get chained.
Heaven need a sinner.
» E b o n y K n i g h t, D a i q u i r i, H e r o O f W a r, B a s h a y e r
gotta raise a little hell, baby drop them bones
Baby sell that soul, baby fare thee well
» l i k e h o r s e s a n d m o r e
Płeć: klacz Wiek: 5 Lata Rasa: Pełna Krew Angielska Wzrost: 170 cm Właściciel: Brian Donney Cena: £3250 Doświadczenie w skokach: 13 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 10 Doświadczenie z lonżowania: 13 Kondycja: 156 Szybkość: 205 Klasa startów: dead last
Wysłany: 2018-01-13, 21:11
Dla Blue Moon to był kolejny sezon wyścigowy, a być może ostatni w jej karierze. Była zdecydowanie najstarszym ścigającym się koniem z Orchardu, jednak była w doskonałej formie i to powodowało że nadal mogła robić to co kocha. Praktycznie dosiadał ją już tylko jeden dżokej, a był nim Brian. Skarogniada cieszyła się z tego faktu, bo nie lubiła wiecznych zmian. Blue dobrze zniosła podróż do Irlandii oraz szybko zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. W dniu zawodów klacz była lekko podenerwowana, bo wiedziała że się coś święci. Przywitała się z Brianem, by zaraz wylądować z nim na myjce. Tam dała się dość szybko i sprawnie wyczyścić, a także osiodłać. Po wszystkim udali się do miejsca, gdzie obydwały się rozgrzewki dla par. Klacz była doświadczona i wiekowa, nie ekscytowała się przesadnie wyścigami jak inni. Dobry kwadrans rozgrzali się w stępie ze zmianami kierunku, wykręcając czasem woltę. Potem w podobny sposób rozgrzali się w kłusie i znacznie krócej kolejno w galopie. Odpowiednio rozgrzali się do wyścigu, by przypadkiem nie był dla niej to ostatni w karierze lub życiu. Po rozgrzewce skierowali się do bramek, gdzie udało im się względnie bez trudu w porównaniu do innych par wejść do środka. Klacz w środku nerwowo dreptała w miejscu, kuliła uszy i fukała. Dopiero teraz zaczęła odczuwać presję startu i konkurencję na plecach. Do klaczy jednocześnie wróciła przeszłość i jej wypadek, słabe zdecydowanie Donney poskutkowały spóźnionym wyskoczeniem Blue z bramek. Wyskoczyli z swojego boksu jako jedni z ostatnich, ale w sumie im to na rękę. Klacz i tak zawrotne prędkości rozwijała na koniec, zjadając słabą konkurencję na śniadanie. Klacz galopowała pewnie i mocno przed siebie, ale jednocześnie pośrednim tempem pozwalającym jej zachować siły na finisz. Postarali się o zajęcie środkowego toru, by było im potem łatwiej atakować. Klacz idąc jak pocisk blokowała swój tor, nie pozwalając się przyblokować ani zepchnąć.
_________________
In yours eyes There's a heavy blue.
imię: One to love and one to lose » Blue Moon właściciel: Sweet divine a heavy truth » Brian Donney.
rodzice: Prince Royal II x Soneria
dokumenty: passport moje:gallery
potomstwo: Water or wine don't make me close »
o. Keenashaw (o. Soul Eater),
kl. Bite the Dust (o. Scho Can Do)
osiągnięcia: I wanna feel the way that we did that summer night » link
Płeć: ogier Wiek: 2 lata Rasa: koń czystej krwi arabskiej Wzrost: 153 cm Właściciel: Eviline Cena: £3300 Doświadczenie w skokach: 7 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 10 Doświadczenie z lonżowania: 15 Kondycja: 119 Szybkość: 107 Klasa startów: reasonable runner
Wysłany: 2018-01-13, 21:43
Ebony jakoś przetrwał podróż do Irlandii, o wiele łatwiej przyszło mu jednak zaaklimatyzowanie się tymczasowo w stajni, pomimo panującej tu przed zawodami. Widząc na horyzoncie Eviline ucieszył się bardziej niż zwykle. Jeszcze bardziej się ucieszył z krótkiego miziania, nie dając kobiecie żadnych powodów do podejrzeń, że coś z nim może być nie tak, bo wszystko było w porządeczku. Może nie był tak spokojny i opanowany jak właścicielka, ale trudno tego od niego wymagać. Dał się wyprowadzić z boksu, nie utrudniając również Eviline życia przy oporządzaniu go, a także siodłaniu.
Następnie skierował się za Hiszpanką w stronę toru, na którym miała się odbyć dzisiejsza gonitwa. Podczas rozgrzewki zachowywał mniej więcej spokój, robiąc się jedynie bardziej nerwowym, kiedy w pobliżu znajdowała się inna rozgrzewająca się para. Poza tym jednak skupiał się na ćwiczeniach z Eviline. Kręcili się w rozmaitych kierunkach po torze, z dodatkowymi przejściami. W połowie rozgrzewki kobieta sprawdziła sprzęt, po czym dokończyli rozgrzewkę, podczas której karosz był nawet dość cierpliwy, wyczuwał już jednak, że zbliża się czas startu.
W końcu ruszyli do boksów startowych. Knightowi udzieliła się panika innych koni, aczkolwiek przesadnie nie szalał, okazał jedynie nieco nerwowości przy wprowadzaniu do boksów, jednak metodą dwa kroki do przodu, jeden do tyłu, został wprowadzony do ich boksu z pomocą luzaka. Będąc już w środku dwulatek również przygotowywał się do startu, wyczekując na otwarcie startboksu. Łypał na tor przed sobą, to ewentualnie na konia w sąsiednich boksach, starał się jednak skupić na starcie.
Gdy bramki się otwarły wyskoczyli z nich nawet sprawnie, toteż arab również był zadowolony, chociaż wiedział, że zawsze może być lepiej, póki co jednak nie ma co narzekać. Ruszył naprzód, dostosowując się do tempa, jakie wyznaczyła mu Eviline, skupiając się na niej, na torze i na tym co się tam działo. Tak jak ona szukał właściwego miejsca, które dawało im pole do manewru i starał się przyblokowywać konie, które mogły "przypuścić atak" z tyłu, już od początku starał się zachować obecne miejsce w stawce.
Płeć: klacz Wiek: 2 lata Rasa: pełna krew angielska Wzrost: 168 cm Właściciel: James Stocke Cena: £2150 Doświadczenie w skokach: 7 Doświadczenie w ujeżdżeniu: 10 Doświadczenie z lonżowania: 13 Kondycja: 97 Szybkość: 111
Wysłany: 2018-01-13, 22:24
Princess bez żadnych nieprzyjemnych przygód przetrwałą podróż do Cork w Irlandii i zainstalowała się w stajni, również dzięki trosce, z jaką zadbał o to James.
Ach, jak to miło, że jej właściciel odwzajemnia jej miłość
W dniu gonitwy Princess kręciła się mniej lub bardziej nerwowo po swoim boksie. Z jednej strony atmosfera miała i na nią pewien wpływ, a z drugiej jednak tęskniła za znajomym elementem, którym w tym miejscu był tylko James. Kiedy więc go zauważyła, z daleka powitała go uradowanym rżeniem. Po krótkim przywitaniu, podczas którego tradycyjnie dopraszała się o mizianie i smakowitości, dała się zaprowadzić na myjkę, nie sprawiając żadnych trudności pry oporządzeniu (wiadomo, że musi się przyzwoicie prezentować pod względem wizualnym) jak i osiodłaniu. Następnie udali się na rozgrzewkę, podczas której gniada starała się wyjątkowo, aby ani nie poniósł jej entuzjazm, ani gęstniejąca przed startem atmosfera. Rozgrzali się porządnie w stępie i kłusie z wygięciami i zmianami kierunku. Następnie udali się w stronę bramek startowych. Klaczy udało się mniej więcej sprawnie wejść do swojego boksu, z pomocą luzaka. Teraz pozostało jej oczekiwać na start i przygotowywać się do niego. Parsknęła nieco nerwowo, zastrzygła uszami, po czym postawiła je na sztorc, skupiając się na Jamesie i torze. Kiedy bramki się otwarły, wsparta pomocami od dżokeja wyskoczyła z nich. Ich start pozwalał im na bieg w zwartej grupie, od której odsadziły się dwa konie z najlepszym startem. Dwulatka ochoczo ruszyła przed siebie, nie rozpędzając się jednak przesadnie, poruszała się aktywnym tempem, chcąc skumulować energię na finisz, jednocześnie utrzymując póki co obecną pozycję w stawce.
I can be as meek as sheep and in the same time as stubborn as a donkey,
but don't be mistaken - I'm a racehorse.
I was born for it and with my mother's milk I drank
love for the horse racing, and love for my owner - James Stocke
Dżokeje dosiadający koni NPC3, NPC4 i NPC1 (a w szczególności dwaj pierwsi) wykorzystali dobry start by już na początku podkreślić swoją przewagę. NPC4 miał najlepszą sytuację, bowiem to właśnie jemu udało się mocno wyjść mocno do przodu bez najmniejszych obaw o przyblokowanie przez resztę konkurentów. Drugi first winner, NPC3, choć startował z dalszego toru, także zdołał wykorzystać te ułamki sekund przewagi nad tymi, którzy z bramek wyszli z opóźnieniem. Bez problemu przybliżył się bliżej wewnętrznej krawędzi, celując w w okolice trzeciego i czwartego toru, w czego efekcie z pewnością wyszedł przed Eight Belles i umykał Soulowi, pozostając jednak lekko w tyle za NPC1.
Jeżeli natomiast chodzi o NPC5 i NPC6, te dwa konie postawiły na nadrobienie strat dopóki reszta biegła jeszcze stosunkowo zwartą grupą, lecz na niekorzyść NPC5 działał start z ostatniego startboksu. NPC2 z kolei bezpiecznie wmieszał się w resztę.
Przed końmi pierwszy zakręt i wyjście na przeciwległą prostą.
Płeć: kobieta Wiek: 28 lat Wzrost: 154 cm Zawód: Masztalerz i dżokej w Orchardzie Partner: Just when you think you've got me figured out... the season is already changing. Podopieczny: Scho Can Do, Kobayashi, Awake My Soul, Noblesse Pieniądze: £330 Punkty doświadczenia: 96 Skoki: 13 Ujeżdżenie: 7 Cross: 1 Wyścigi: 56 Obycie z koniem: 19
Wysłany: 2018-01-14, 14:07
Tytuł: Hodowca
Dla Delfina to kolejna gonitwa, teraz jednak o zdecydowanie większej randze. Dotarła z Scho oraz Thunder do Cork w Irlandii. Pierwsze kilka godzin pobytu poświęciła na masaż i zapoznanie koni z terenem stajennym, zaś następnie na zrelaksowanie siebie na lodowatych bezdrożach Irlandii. To dało jej widoczną trzeźwość umysłu i pozwoliło na podejście do wyścigów w pełnym spokoju.
Kilka godzin przed startem Scho był już przygotowany idealnie - czysty, sfotografowany oraz przygotowany na rozgrzewkę, która prócz tego, że trwała bardzo długo to była bardzo solidna, lecz nie przemęczająca. Siły musiały w końcu zostać na wyścig.
Po zaprezentowaniu koni przed publicznością nastąpił moment przygotowania do startu. Luzak wspomógł ją w trafieniu na grzbiet, by finalnie pomóc także z trafieniem do bramki. Już w niej nasunęła na oczy gogle, zaś w ręce pochwyciła mocniej wodze wraz z grzywą, by w momencie startu utrzymać się w pełni na grzbiecie Scho. Start nie wyszedł najlepiej, ku dezaprobacie Delfina, która to pogoniła Scho, by nadrobił straty do reszty grupy i przejął tor 3 od wewnątrz - pozycję wyjściową w każdą stronę. Jeśli udało im się nadrobić dystans wstrzymała ogiera coby wstrzymał siły na koniec biegu, jednocześnie nie tracąc odległości do reszty grupy.
_________________
M o n e y ... i s ...t h e... a n t h e m... o f... s u c c e s s
So put on mascara and your party dress [Delphine Loevitone • Frenchwoman]
We are heavy metal lions. They will never understand.
The kind of people you or I am bow your heads and take your hands
.........[Drew Jasper Eviline]
You can be the boss, daddy, you can be the boss
Taste like a keg party, back on the sauce.
.........[I'll never love again]
Light wanders through endless shadows AWAKE INSIDE A DREAM WILL I FOLLOW [graduated from veterinary and computer science studies]
Leave me wonderin' why the hell I ever let you in
Won't you tell me if you found that deeper meaning
So go ahead and break my heart again. [1]
If there’s blood on my hands, you should let me know
If you’re done with the dance, you should let me go
.........[Scho Can Do, Kobayashi, Awake My Soul]
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum