NSFW




Poprzedni temat «» Następny temat
Starbucks
Autor Wiadomość
Alexander
Jeździec zaawansowany


Płeć: mężczyzna
Wiek: 28 lat
Wzrost: 180 cm
Podopieczny: Countess ll Unbridled Life
Pieniądze: £1445

Punkty doświadczenia: 56
Skoki: 25
Ujeżdżenie: 13
Cross: 7
Obycie z koniem: 13


Wysłany: 2017-01-20, 22:48   

Przesadzała i to zdecydowanie. To jest życie, a nie bajka. Raz się jest na wozie, a raz pod wozem jak to mówią. Alex nie mniej jednak był wdzięczny kelnerce za pomoc, ogarnął się co nieco i podniósł ponownie wzrok na kobietę kiedy ta odchrząknęła.
-Skończ już, przecież nic się nie stało. - odparł nader spokojnie. Choć osobiście nie lubił ani mazgaj, ani mimoz życiowych. Wolał konkretnych i jasnych ludzi, którzy wiedzieli czego chcą od życia i nie łamali się z byle gównianego powodu. Oczywiście Delfin nie wybuchnął tu histerycznym płaczem, ale już przepraszała pięćdziesiąt razy i ten pięćdziesiąty pierwszy nic nie zmieni. Nie był typem który uganiał się za kobietami, to raczej one to robiły. Podobnie właśnie było i w tej sytuacji. Zapłacił za swoją kawę i ciastko, by się pozbierać i wyjść z kawiarni.

z.t
_________________
Me miras, me sonries
Luego ni hola dices.

[img]xxx[/img]

personalia: No entiendo si es un juego » Alexander Wine
wiek: Ahora si voy tras de ti » 28 lat.

partnerka: Que tu seas Mi princesa » xxx.
pms: Yo se que en verdad Te gusto yo » 0.

przyjaciele: Rompamos el hielo Yo solo quiero, esta a tu lado » Delphine.
wrogowie: Esta a tu lado Darte un beso » brak.

moje: Volvo XC60, fone, house, gallery
osiągnięcia: Yo se que I en verdad Te
gusto yo Por que no aceptar » link
 
     
Delfinek
Masztalerz
Metr pięćdziesiąt w kapeluszu


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 154 cm
Zawód: Masztalerz i dżokej w Orchardzie
Partner: Just when you think you've got me figured out... the season is already changing.
Podopieczny: Scho Can Do, Kobayashi, Awake My Soul, Noblesse
Pieniądze: £330

Punkty doświadczenia: 96
Skoki: 13
Ujeżdżenie: 7
Cross: 1
Wyścigi: 56
Obycie z koniem: 19


Wysłany: 2017-01-23, 13:52   
   Tytuł: Hodowca


Toteż finalnie i ona wyszła z kawiarni zmierzając w stronę domu. Może nie liczyła na zapomnienie tego spotkania, lecz po kilkunastu minutach kompletnie zignorowała je. I nie, ona się ubiegać nie będzie :lol2: .
z.t
_________________
M o n e y ... i s ...t h e... a n t h e m... o f... s u c c e s s
So put on mascara and your party dress
[Delphine Loevitone • Frenchwoman]

    We are heavy metal lions. They will never understand.
    The kind of people you or I am bow your heads and take your hands
    .........[Drew Jasper Eviline]

    You can be the boss, daddy, you can be the boss
    Taste like a keg party, back on the sauce.
    .........[I'll never love again]

Light wanders through endless shadows
AWAKE INSIDE A DREAM WILL I FOLLOW
[graduated from veterinary and computer science studies]

    Leave me wonderin' why the hell I ever let you in
    Won't you tell me if you found that deeper meaning
    So go ahead and break my heart again. [1]

    If there’s blood on my hands, you should let me know
    If you’re done with the dance, you should let me go
    .........[Scho Can Do, Kobayashi, Awake My Soul]

    ♣ ♣ ♣

 
 
     
Monroe
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 lata
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 23
Ujeżdżenie: 16
Obycie z koniem: 10


Wysłany: 2017-02-02, 17:10   

Nikt nie zwrócił większej uwagi na pojawienie się wewnątrz nowego gościa. Dwukolorowe oczy leniwie przemknęły po stolikach, niemal od razu wychwytując jeden na samym środku sali. Ów miejsce nie było ani wygodne, ani ustronne, ale właściwie nie przeszkadzało jej to ani trochę. Potrzebowała kofeiny. Dużo kawy i chociaż wypiła już dzisiaj dwie, ogrom pracy zwiastował jeszcze przynajmniej małą latte. W pierwszej kolejności kroki skierowała do jedynego wolnego miejsca, by zarezerwować je powieszoną na oparciu krzesła kurtką, a później chwyciła torebkę i ruszyła w stronę kas. Wokół panował gwar, atmosfera nie była przytulna mimo ładnego wystroju i gdyby nie brak lepszego miejsca, do którego mogłaby wracać w chwilach takich jak ta, zapewne wyszłaby zaraz po zakupieniu kawy i trzech kawałków ciast; dwóch na wynos dla rodzeństwa i jednego tutaj, w kawiarni obleganej przez instagramowe nastolatki z telefonami w dłoniach. Na ich tle, Monroe wyglądała wręcz dziwnie, niedorzecznie, jakby urwała się z choinki i przyszła tu tylko się napić. A przecież było tyle innych kawiarenek. Mniej popularnych, przytulniejszych, nie kojarzonych z internetu sieciówek. Tak czy owak do kas dostała się po około dziesięciu minutach od razu prosząc o dwa cista czekoladowe i szarlotkę wraz z sowitą porcją kawy z cukrem. Całość zamówienia chwyciła w dłonie i zapłaciwszy, wróciła do stolika. Jej krok nawet mimo tłumu zdawał się lekki i swobodny jakby przeciskanie się pomiędzy ludźmi wcale nie było trudne. Ktoś powiedział kiedyś, że kiedy szła przywodziła na myśl taniec, przyciągała wzrok gestami, otaczała się pozorami kruchości i wabiła. Obiecywała coś, lecz nie wprost. Nie była wszak z natury wulgarna, a jednak to coś, ów lekkość, tajemnica przyciągały uwagę. Czasami wręcz wbrew intencjom samej Monroe.
_________________
oczy Monroe
 
     
David Harrison
Jeździec zaawansowany
I'm only human after all


Płeć: mężczyzna
Wiek: 26 lat
Wzrost: 192 cm
Zawód: dźwiękowiec & techniczny w radiu
Właściciel: worship me, it just might make me yours
Pieniądze: £2550
Wysłany: 2017-02-02, 18:14   

Starbucks stał się w ciągu kilku ostatnich lat całkiem znaną sieciówką w Niemczech i chociaż do uzależnionych od kawy David nie należał, lubił ją sobie wypić dla smaku od czasu do czasu, kiedy już zdarzyło mu się być na mieście. Znajome logo i przyjemny zapach mielonych ziaren zwabiły go do lokalu a brunet machinalnie ustawił się w kolejce, nieszczególnie rozglądając się za wolnym stolikiem bo i tak nie miał w planach zostawać w kawiarni, raczej zwyczajowo zgarnąłby kubek do ręki i poszedł z nim dalej, tam gdzie go akurat niosło. Tym razem wracał akurat do domu i wcale mu się nie spieszyła, jednakże perspektywa siedzenia w zatłoczonym lokalu nie przemawiała do niego jakoś szczególnie. Wybór napoju był dla niego oczywisty, więc zamiast wgapiać się z zamyśleniem w wywieszone menu błądził wzrokiem po ludziach zgromadzonych w kawiarni. Nie dało się ukryć, że sporo tu było małolatów, na których nie zawieszał spojrzenia na dłużej niż tyle, ile wymagało poglądowe określenie wieku na szkolny.
Dosyć szybko "odkrył" stojącą kilka osób przed nim blondynkę, na której już nieco dłużej skupił uwagę. Pierwsza rzecz, której nie sposób było przeoczyć, to ładna, kobieca figura. Dopiero na drugim miejscu zarejestrował, że nie ma na sobie odzienia wierzchniego - czyli będzie tutaj siedzieć. Nie chciał być nachalny, z drugiej jednak strony stała do niego tyłem i raczej nie mogła widzieć, że ją obserwuje. Patrząc na sprawę w ten sposób nie czuł skrępowania, w końcu nic złego też nie robił.
Gdy dziewczyna otrzymała swoje zamówienie i z nim powędrowała do stolika, nie było mowy o tym, że wzrok Davida spocznie na czym innym niż jej sylwetka i później twarz. Ciężko mu było pokonać swoją naturę i właściwie jakiś czas temu nawet przestał z nią walczyć, co najwyżej czasem musiał się opamiętać, chociaż rzadko zdarzało mu się nie móc oderwać oczu od jakiejś kobiety. W tym przypadku zrobił to dopiero, gdy Monroe usiadła a on akurat doczekał się na swoją kolej. Z przyzwyczajenia poprosił o zwykłe macchiato na wynos a kiedy po zapłacie otrzymał kawę do łapy, razem z nią odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę stolika, przy któym siedziała.
W żuciu faceta zdarzają się chwile, w których widząc jakąś kobietę po prostu chce nawiązać z nią kontakt. Tak właśnie było w tym przypadku, fakt że nie widział przy niej nikogo przez cały ten czas przekładał się na raźny krok i niemal niezauważalny, bo prawie tylko wewnętrzny uśmiech. Niedługo trwała jego wędrówka i dopiero kiedy zatrzymał się u celu zauważył torbę z zapakowanymi na wynos produktami, co z jednej strony nie było niczym szczególnym, z drugiej jednak już wzbudziło jego drobne podejrzenia i pozbawiło niewielkiej części entuzjazmu, którym Harrison na co dzień raczej nie grzeszył. Mimo to odchrząknął nieznacznie, chcąc zwrócić na siebie uwagę jasnowłosej.
- Czy tu jest wolne? - Spytał miękkim głosem, wskazującym palcem ręki trzymającej kubek subtelnie wskazując na krzesło przy jej stoliku. Dawno już przestał się przejmować tym, że zaczepiając dziewczynę może zostać odrzucony. Dziś nie mógł się oprzeć i prędzej żałować mógłby, gdyby nie spróbował.
_________________

    Who are you to change this w o r l d? Silly boy.
    No one needs to hear your words. Let it go.
    » ......d a v i d...h a r r i s o n

    .... • Carnivore, carnivore... Won't you come digest me? •
    ........Take away everything I am. Bring it to an end.
    .... make me fall, make me bleed, go ahead and change me


    .....................take a w a y everything i am
    ............................................... e v e r y t h i n g

    I'll b l e e d if you want me to. I'll serenade before I do.
    » ......h e r n a m e

    I wish my girlfriend was more like you. I lose my mind with the way you move.
    . ........ « they say the b e a s t inside of me is gonna g e t ya » ..1

    I see the empty dreams race across the sky here
    I see e n e r g y streams where the ashes lie here
    » ......f r i e n d s... a n d...e n e m i e s

    Set your love on fire and let the flames burn higher.
    » ...... ex. c a e l i e

    ..................all my life they let me know how far i would not go
    .........................................but inside the beast still grows
    ............................waiting, c h e w i n g t h r o u g h the ropes

@Lottie
 
     
Monroe
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 lata
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 23
Ujeżdżenie: 16
Obycie z koniem: 10


Wysłany: 2017-02-02, 19:01   

Nieznajomy głos zwrócił jej uwagę, nakazując odwrócić głowę w stronę jego źródła. Dwukolorowe, niezwykłe tęczówki na chwilę zatrzymały się na twarzy nieznajomego i zapewne gdyby nie tłok panujący w kawiarni, z przyzwyczajenia pokiwałaby przecząco, na znak braku zainteresowania. Teraz jednak intencje nieznajomego nie były do końca jasne w obliczu ilości otaczających ich ludzi, a tym bardziej całkowitego braku wolnych miejsc jeśli nie liczyć krzeseł przy stołach nastolatków.
- Proszę – uśmiechnęła się lekko, chwytając w dłonie mały pakunek z ciastem. Przesunęła go nieco bliżej, robiąc więcej miejsca na stoliku i dopiero kiedy wszystko było gotowe, wskazała krzesło naprzeciwko. Przez chwilę nienachlanie pozwoliła sobie zbadać wzrokiem sylwetę nieznajomego, otaczając jego osobę efemeryczną siateczką pierwszego wrażenia. Niestety raczej nie było to świadome zagranie, a raczej coś na rodzaj instynktownej reakcji. Lubiła wiedzieć z kim ma do czynienia choćby przez krótkie pięć minut razem, weryfikując naprędce swoje chęci do pozostania na miejscu. Zwykle stroniła od podejrzanego towarzystwa, które prędzej czy później mogłoby zechcieć zatruć jej i tak już mało spokojne życie. Ostatnimi czasy wszystko znów stało na głowie i chociaż nie mogła narzekać na nudę, czasami chciałaby tak po prostu usiąść przed telewizorem i powiedzieć sobie „mam dość”. W jej przypadku było to jednakże niemożliwe. Obojętność miewała opłakane skutki w domu takim jak speluna Samuela, bo inaczej, niestety, nie dało się jej nazwać. Dom to zbyt dużo powiedziane, choć od pojawienia się tam Monroe, stary budynek stał się jego namiastką. Zaprowadziła wewnątrz porządek, odrobinę ocieplający wizerunek tego miejsca, choć wciąż z całych sił stroniła od mieszkańców osiedla. Nawet teraz nieświadomie oceniała Davida starając się przypasować go do konkretnej warstwy społecznej i odpowiedzieć sobie na pytanie czy w ogóle chce choćby siedzieć z nim przy stoliku. Na szczęście nie sprawiał negatywnego wrażenia, bo choć mógł okazać się skończonym gnojem, wciąż pozostawał zadbany i czysty. Nie śmierdział alkoholem, co ostatecznie dyskwalifikowało każdego, kto w ogóle chciał podjąć rozmowę z blondynką. Niestety, poza wspomnianą tolerancją, David nie mógł liczyć na nic więcej ze strony Monroe. Owszem, była miła, kiedy ich spojrzenia przypadkiem spotkały się na jednej drodze uśmiechnęła się lekko, ale na tym koniec. Z tyłu głowy wciąż miała Alaina, nie szukając żadnych przypadkowych znajomości nawet jeśli opierać miały się wyłącznie na rozmowie. Ot, mężczyźni rzadko kiedy dosiadali się tylko po to by oddać się błogiej przyjemności konwersacji, a jeśli już cokolwiek miało szansę powodzenia to właśnie wymiana zdań. Na szczęście nie domyśliła się jaki był rzeczywisty powód, przez który się dosiadł, traktując go tylko jak zupełnie przypadkowego amatora kaw z kartonowych opakowań.
_________________
oczy Monroe
 
     
David Harrison
Jeździec zaawansowany
I'm only human after all


Płeć: mężczyzna
Wiek: 26 lat
Wzrost: 192 cm
Zawód: dźwiękowiec & techniczny w radiu
Właściciel: worship me, it just might make me yours
Pieniądze: £2550
Wysłany: 2017-02-02, 20:34   

Machinalne wzięcie kawy na wynos z jednej strony czyniło go nieco podejrzanym jeśli chodzi o to, co jeszcze robił w tej kawiarni, z drugiej strony zawsze dawało mu możliwość odwrotu w razie gdyby jednak się okazało, że blondynka jednak nie jest tutaj sama - o co oczywiście nie miał zamiaru jej pytać, bo to zbyt prostackie i oczywiste przy próbie "podrywu" - nazwijmy to w ten sposób z dużym przymrużeniem oka, w końcu David po prostu zaintrygowany aparycją dziewczyny zapragnął się do niej odezwać. Mimo, że przy pierwszym wrażeniu rzeczywiście go w pewien sposób do siebie przyciągnęła, wcale nie miał zamiaru rozpoczęcia misji zdobycia, do tego typu głupich samców na szczęście już nie należał. Brak większego zainteresowania jego osobą ze strony blondynki dotarł do niego szczątkowo, płeć tak zwana silna ma to do siebie, że widzi albo tylko to, co chce widzieć, albo tylko bardzo wyraźne sygnały, nawet jeśli te subtelniejsze są odbierane przez podświadomość, to właśnie tam zostają i nierzadko bywają sumiennie tłumione przez umysł takiego osobnika.
- Dzięki. - Również lekko się uśmiechnął w jej stronę, był to odruch bezwarunkowy bo nawet jeżeli rzeczywiście nie miałby nic przeciwko posłaniu jej uśmiechu, to uniesienie kącików ust w wykonaniu Monroe zadziałało na niego z taką siłą wymagającą powtórzenia czynności, z jaką powszechnie działało ziewanie. Odstawił swój kartonowy kubek na stolik aby móc swobodnie rozpiąć kurtkę i zrzucić ją z ramion, następnie przewiesił ją przez oparcie krzesła na którym niedługo potem usadził swoje cztery litery. Od razu oparł plecy o oparcie, co prawda nie była to dlań najbardziej naturalna pozycja bo zwykł raczej pochylać się nad stolikiem, często także podpierać na nim łokcie, niemniej jednak nie chciał swoją postawą jakoś ingerować w przestrzeń Monroe i jej poczucie swobody, chociaż zgadywał, że i tak już obie te sfery naruszył siadając w jej pobliżu. Z początku nawet zachowywał się, jakby jego jedynym interesem było posiedzenie i wypicie kawy - wziął ją bowiem w dłonie i na moment zapatrzył się w oddalone okno, upijając pierwszego łyka. Kilka dłuższych sekund trwał w bezruchu, trochę jak taki zawieszony komputer, który mając słaby procesor nie umie sobie w od razu poradzić z narzuconym mu zadaniem i odmawia posłuszeństwa udając, że wszystko się po prostu zmroziło. W gruncie rzeczy Harrison rzeczywiście się zamyślił, jego głowa ni stąd ni zowąd odbiegła w zupełnie inne miejsce, wygląda na to, że jednak nie umiał być taki niewzruszony życiem i sprawami codziennymi.
- Uważasz, że lepiej jest chodzić do nudnej i męczącej, ale dobrze płatnej pracy, czy robić coś za grosze ale mieć z tego satysfakcję? - Zapytał nagle w przestrzeń, ni z gruszki ni z pietruszki, nie mogąc jakby otrząsnąć się ze swojego dziwnego stanu. Łapał takie "fazy" ostatnio dosyć często i nie umiał jeszcze rozgryźć, czy i jeśli tak to jak z nimi walczyć.
_________________

    Who are you to change this w o r l d? Silly boy.
    No one needs to hear your words. Let it go.
    » ......d a v i d...h a r r i s o n

    .... • Carnivore, carnivore... Won't you come digest me? •
    ........Take away everything I am. Bring it to an end.
    .... make me fall, make me bleed, go ahead and change me


    .....................take a w a y everything i am
    ............................................... e v e r y t h i n g

    I'll b l e e d if you want me to. I'll serenade before I do.
    » ......h e r n a m e

    I wish my girlfriend was more like you. I lose my mind with the way you move.
    . ........ « they say the b e a s t inside of me is gonna g e t ya » ..1

    I see the empty dreams race across the sky here
    I see e n e r g y streams where the ashes lie here
    » ......f r i e n d s... a n d...e n e m i e s

    Set your love on fire and let the flames burn higher.
    » ...... ex. c a e l i e

    ..................all my life they let me know how far i would not go
    .........................................but inside the beast still grows
    ............................waiting, c h e w i n g t h r o u g h the ropes

@Lottie
 
     
Monroe
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 lata
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 23
Ujeżdżenie: 16
Obycie z koniem: 10


Wysłany: 2017-02-02, 22:00   

Przez chwilę milczała, jakby w ogóle nie usłyszała pytania. Głęboko w środku coś zablokowało ją przed udzieleniem odpowiedzi, bo tak naprawdę wszystko było dobre w odpowiednich ilościach. Czy nie dało się mieć lubianej i dobrze płatnej pracy jednocześnie? Ta perspektywa była dość przybijająca, jeśli zestawić ją z koniecznością spędzenia niemal reszty życia na konkretnym stanowisku. Na szczęście Monroe w tej kwestii nie trafiła źle. Lubiła grafikę, którą zajmowała się na co dzień i chociaż ostatnio miała mnóstwo pracy, wszystko miało szansę rozwiązać się po jej myśli. Christian również nie oszczędzał na wypłatach, choć blondynka nie była w stanie odkopać się z finansowego dołka, w jakim od dawien dawna stała jej rodzina. To ona utrzymywała ojca, siebie i trójkę młodszego rodzeństwa, nawet jeśli Chloe zarabiała mniej więcej na swoje potrzeby.
- Dobrze płatną i nielubianą – odparła w końcu, opuszkiem paca wodząc po brzegu filiżanki. Westchnąwszy ciężko zaczesała włosy do tyłu i wzruszyła ramionami w pozornej obojętności. Tym gestem próbowała ukryć swoją niepewność, głęboko wpisane w jej wnętrze kompleksy, których nie pokazywała nigdy poza tematami finansowymi. Poniekąd peszył ją przepych, standard, na który nie będzie mogła sobie pozwolić dopóki ojciec jak kotwica będzie zatrzymywał ją w miejscu.
- W końcu czasami musisz odstawić na bok swoje przyjemności i skupić się na bliskich, którzy cię potrzebują – upiła łyk kawy, zaraz odwracając głowę. Złapała się na tym, że nie powinna podejmować tematu kruchego jak cienka warstwa lodu, ale było już za późno. Nagłe wycofanie się byłoby zwykłym tchórzostwem.
/słabo, ale już padam na twarz ;c
_________________
oczy Monroe
 
     
David Harrison
Jeździec zaawansowany
I'm only human after all


Płeć: mężczyzna
Wiek: 26 lat
Wzrost: 192 cm
Zawód: dźwiękowiec & techniczny w radiu
Właściciel: worship me, it just might make me yours
Pieniądze: £2550
Wysłany: 2017-02-07, 19:23   

Chociaż sprawiał wrażenie nagle otępiałego i wyłączonego, uważnie przysłuchiwał się jej odpowiedzi. Wzrok niezmiennie skierowany w okno jednakże nieskupiający na niczym ostrości sugerowałby obserwatorowi nieobecność myślową mężczyzny, niemniej jednak już nawiązawszy jakąś rozmowę z blondynką nie zignorowałby jej tak łatwo tylko dlatego, że nagle zebrało mu się na życiowe, głębokie rozkminy.
- Jakich znowu bliskich.. - Mruknął sobie pod nosem w największym możliwym zamyśleniu, miał tylko nadzieję że słowa te jakoś rozmyły się w szumie panującym w kawiarni i nie dotarł do uszy Monroe. Nie miał potrzeby dzielenia się ze wszystkimi faktem, że jego rodzice nie żyją a z resztą rodziny za bardzo nie utrzymywał kontaktów. Dodatkowo rodziciele Niemca należeli do tej części społeczeństwa, która dosyć skutecznie doprowadziła do obrazu niemieckiej rodziny w oczach świata jako tak zwane 2+1, a zatem rodzeństwa także nie posiadał. To, co zostało mu zapisane w spadku powinno z łatwością zaspokoić jego potrzeby do końca życia, w końcu dobrze prosperująca firma, posiadłość na przedmieściach oraz trochę oszczędności wraz z wypłaconym odszkodowaniem urządziłaby niejednego młodego człowieka. Problem w tym, że Harrison nie wyobrażał sobie dalszego funkcjonowania w domu nieżyjących rodziców, w dodatku przedsiębiorstwo ojca okazało się być w ogóle nie jego broszką, nie umiałby się odnaleźć w jego strukturach, zasadach, cała branża mu nie leżała. Interes należało odsprzedać póki jeszcze dobrze się kręcił, niestety ten moment David zwyczajnie przegapił i nie dostał tylu pieniędzy, ile mógłby zyskać od razu po wypadku rodziców, wtedy jednak zupełnie nie miał do tego głowy i raczej ciężko mu się było dziwić. Dom spieniężył i przeniósł się tutaj, zakupił nowe, dwupoziomowe mieszkanie którego nawet jeszcze nie urządził, chociaż miałby za co. Mimo posiadanego zapasu gotówki od jakiegoś czasu rozglądał się za pracą bo wiedział, że pieniądze dosyć szybko mogą się skończyć jeśli w końcu ruszy z zadamawianiem się w Eastbourne oraz postanowi kupić samochód (ten ojca po ich wypadku nadawał się już tylko na złom) a żyć z czegoś wtedy trzeba będzie. Póki co jednak nie miał takiego parcia na materialny aspekt zatrudnienia, aczkolwiek nie umiał przewidzieć, czy za pewien czas pogląd na tę sprawę znacząco mu się nie zmieni. Owszem, mógłby wówczas szukać nowego stanowiska zatrudnienia, ale kto wie, czy znajdzie coś odpowiedniego od razu? Czy nie bezpieczniej było od razu celować w coś, co zapewni dobrą sytuację finansową? Z drugiej strony nie widział siebie w pracy, która wyciska z niego ostatnie poty, wymaga ogromnego zaangażowanie i przysparza stresu w dniu codziennym. Nie umiał określić, które zło jest w jego przypadku mniejsze.
- Dlaczego nie zdarza się nigdy, że praca dająca satysfakcję i nieprzekreślająca posiadania życia towarzyskiego przy okazji też pozwala na utrzymanie się na jakimś sensownym poziomie? - Ponownie się zadumał, jednakże tym razem powoli powrócił wzrokiem w stronę stolika i siedzącej przy nim blondynki. Posłał jej słaby uśmiech dosyć wyraźnie pokazujący, że brunet należy do osób uświadomionych o nieprzychylności realiów współczesnego świata do próbującej "jakoś dawać sobie radę" jednostki. Co prawda sam jeszcze nie znajdował się w ciężkie sytuacji, co nie zmienia faktu, że zdawał sobie sprawę z bardzo realnej groźby znalezienia się w takowej.
- Podobno łatwo zwariować, kiedy pięć dni w tygodniu siedzi się przez osiem lub więcej godzin w nielubianej pracy. Na dłuższą metę to wykańcza psychicznie. - Nie bardzo wiedział, dlaczego akurat podzielił się z siedzącą naprzeciwko kobietą taką informacją, zapewne nie była to dla niej żadna rewelacja, wiadomość zmieniająca wszystko w jej życiu. Spodziewał się, że już słyszała gdzieś podobną opinię, niemniej jednak powiedział co powiedział i jakoś nie wydawało mu się, żeby powiedzenie dosyć oczywistego stwierdzenia mogło być nie na miejscu. Co najwyżej nie podchwyci tematu do dyskusji i uzna go za mało interesującego, niewartego uwagi obcokrajowca.
_________________

    Who are you to change this w o r l d? Silly boy.
    No one needs to hear your words. Let it go.
    » ......d a v i d...h a r r i s o n

    .... • Carnivore, carnivore... Won't you come digest me? •
    ........Take away everything I am. Bring it to an end.
    .... make me fall, make me bleed, go ahead and change me


    .....................take a w a y everything i am
    ............................................... e v e r y t h i n g

    I'll b l e e d if you want me to. I'll serenade before I do.
    » ......h e r n a m e

    I wish my girlfriend was more like you. I lose my mind with the way you move.
    . ........ « they say the b e a s t inside of me is gonna g e t ya » ..1

    I see the empty dreams race across the sky here
    I see e n e r g y streams where the ashes lie here
    » ......f r i e n d s... a n d...e n e m i e s

    Set your love on fire and let the flames burn higher.
    » ...... ex. c a e l i e

    ..................all my life they let me know how far i would not go
    .........................................but inside the beast still grows
    ............................waiting, c h e w i n g t h r o u g h the ropes

@Lottie
 
     
Monroe
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 lata
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 23
Ujeżdżenie: 16
Obycie z koniem: 10


Wysłany: 2017-02-07, 21:08   

- Zakładając, że zapragniesz założyć rodzinę, kiedyś będziesz ich miał – Uśmiechnęła się enigmatycznie, uświadamiając sobie jak dziwnie brzmiały te słowa w jej ustach. Była w końcu tą, która jakiś czas temu uciekła z domu, odcięła się od środowiska i zapomniała na kilka krótkich miesięcy o istnieniu ów patologicznej komórki społecznej. Tamten czas pozwolił jej na wewnętrzny reset, zaczęła żyć pełnią młodzieńczych możliwości i zapewne nigdy nie wpadłaby na pomysł powrotu w dawne strony, gdyby nie wieść o samobójczej śmierci matki. Znów wszystko musiało wrócić do normy, z tą różnicą, że na Monroe spoczęła odpowiedzialność, której nie chciała i w tamtym czasie nawet nie była na nią gotowa. Opieka nad rodzeństwem, dla których wyrzekła się marzenia o normalności, spadła na nią jak grom z jasnego nieba obarczając codzienność strachem o jutro. Wróciła do syfu i patologii, by zapewnić dzieciom choć odrobinę ochrony, zawsze dać im na obiad ciepłą zupę, dopilnować lekcji a kiedyś, w przyszłości, pozbawić ojca praw rodzicielskich. Czekała na ten moment, bo jak nietrudno się domyślić, zamierzała uciec i już nigdy więcej nie zainteresować się starym pijaczyną. Niestety urząd był nieubłagany, sprawy rozstrzygano powoli, toczono procesy, wysyłano kuratorów i odpuszczano wtedy, kiedy nie powinno się zachować obojętności. Czasami wręcz obawiała się, że Samuel postawi na swoim, choć nie mogło być to realne...
- Chyba, że urządza cię wizja spędzeni starości samotnie – wzruszyła ramionami, doskonale wiedząc, że ma rację. Żaden człowiek świadomie nie skazywał się na samotność, choćby rękami i nogami zapierał się i walczył z prostym pragnieniem ludzkości. Bo w końcu my wszyscy jesteśmy „zwierzętami stadnymi”, szukamy troski, zrozumienia, opieki i zainteresowania drugiej osoby. Owszem, łatwo o tym zapomnieć, bo przecież życie toczy się tak szybko, intensywnie…
Ale starość odbiera kolory. Usadza w miejscu, nakazuje zacząć myśleć nad sobą, dojść do jakichś wniosków, choć na zmiany i tak już nie ma czasu. Wówczas przydałaby się choć jedna osoba, która zechce choćby podać nam kubek gorącej herbaty.
- Zdarza się, jeśli potrafisz wykorzystać drzemiący w tobie potencjał i znasz swoją wartość. Co nie zmienia faktu, że to dość ryzykowne w dobie wszechobecnego bezrobocia – Odpowiedziała tym samym uśmiechem, upijając kolejny łyk kawy. Miała wrażenie, że w ciągu ostatnich kilku minut upiła już ponad połowę filiżanki i nieszczególnie podobała jej się ów perspektywa. Wówczas nie będzie miała wyjścia, niżeli wstać od stołu i ruszyć w stronę „domu”.
- Podobno – Uśmiechnęła się enigmatycznie, szybko dochodząc do wniosku, że swoją pracę wyjątkowo lubi. Zresztą... ktoś z jej wykształceniem powinien najwyżej siedzieć za kasą lub sprzątać szkoły, gdy tymczasem szczyciła się stanowiskiem grafika komputerowego. Przynajmniej w tym względzie dopisało jej szczęście, skoro możliwości finansowe i rodzinne całkowicie zablokowały jej dostęp do statusu studenta.
_________________
oczy Monroe
 
     
David Harrison
Jeździec zaawansowany
I'm only human after all


Płeć: mężczyzna
Wiek: 26 lat
Wzrost: 192 cm
Zawód: dźwiękowiec & techniczny w radiu
Właściciel: worship me, it just might make me yours
Pieniądze: £2550
Wysłany: 2017-02-10, 17:27   

David nie mógł jej oceniać pod względem wygłaszania takich mądrości bo przecież nie mógł nic wiedzieć o jej sytuacji rodzinnej, tym bardziej o związanej z nią przeszłością. Wobec tego w żaden sposób jej nie oceniał, nie dość, że starał się unikać wystawiania opinii o ludziach przed ich poznaniem, to w tym przypadku nie miał podstaw, aby snuć domysły w jakąkolwiek stronę. Niemniej jednak same słowa uderzyły bruneta jak policzek od zranionej dziewczyny. Tak bardzo chciał się widzieć jako dorosłego i niezależnego od nikogo człowieka, że jak widać zapomniał o najważniejszym. Zachowywał się zupełnie tak, jakby nigdy nie miał się zestarzeć i zniedołężnieć, jakby nigdy nie miało mu przyjść pożegnać się ze wszystkim, co podczas tego przelotnego życia zdobył. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy na łożu śmierci będzie ktoś, kto zechce trzymać jego rękę. Myślał w innych kategoriach. Owszem, nigdy nie wykluczał, że będzie mieć partnerkę (w miłość zaczynał coraz zagorzalej powątpiewać), aczkolwiek najwidoczniej nie dotarło do niego nigdy, że powinien pamiętać o tym, żeby szukać sobie kobiety na całe życie a nie tylko na tyle, na ile akurat tym razem się uda. Z takim podejściem nie miał szans na bliskich a przecież nie oznaczało to, że w głębi duszy wcale nie pragnął otaczać się kręgiem wyjątkowych dla siebie osób, mniej lub bardziej z nim spokrewnionych. Z dosyć gorzką miną i cichym parsknięciem pokiwał głową, spuszczając wzrok na swój kartonowy kubek, który następnie poszedł w ruch. Brunet upił kilka łyków by zaraz podnieść brązowe oczy na twarz blondynki. Jego uwagę przykuły jej nietypowe, kolorowe tęczówki, którym z zaciekawieniem przyglądał się gdy ta mówiła dalej.
- Przynajmniej z psem. - Pokusił się o ironiczny żart wymierzony w samego siebie i w wizję swojej przyszłości, która, jeśli pójdzie tak dalej jak szło mu teraz, nie zapowiadała się na zbyt kolorową. Coby dużo nie mówić, Harrison stał się samotnym samcem nie chcącym dostrzec tych największych mankamentów swojej teraźniejszości. Celowo odwracał spojrzenie ze spraw ważnych na błahe nie spodziewając się nawet, jak poważne może mieć konsekwencje tak krótkowzroczne zachowanie.
- Mało to młodych i zdolnych robiących kawy starym wyjadaczom w ich firmach? - Była to bez wątpienia poważna hiperbola, aczkolwiek ziarno prawdy tkwiło w niej niezaprzeczalnie. - Najgorsze są rozmowy kwalifikacyjne. Jak się jest świeżym w tych sprawach i nie umie się dobrze sprzedać - nie lubił tego wyrażenia, ale w tym temacie pasowało mu idealnie - to najprawdopodobniej przegra się z kimś o mniejszych umiejętnościach i wiedzy, ale za to posiadającym, powiedzmy, charyzmę czy coś w tym stylu. - Sam właśnie wracał z rozmowy o pracę i, jeśli miałby być szczery, miał po niej dosyć mieszane odczucia. Już nie tylko dlatego, że występowała ta niesprawiedliwość w ocenie, ale także z dużo bardziej poważnego powodu. Nie wiedział, czy była to robota dla niego. Przy której nie skiśnie, ani duchowo, ani finansowo.


/ Troy Bolton mnie inspirował do tego posta więc wybacz mi jego popełnienie :lol2: a czas nie pozwolił wykończyć mrocznej wizji, więc jeszcze bardziej przepraszam
_________________

    Who are you to change this w o r l d? Silly boy.
    No one needs to hear your words. Let it go.
    » ......d a v i d...h a r r i s o n

    .... • Carnivore, carnivore... Won't you come digest me? •
    ........Take away everything I am. Bring it to an end.
    .... make me fall, make me bleed, go ahead and change me


    .....................take a w a y everything i am
    ............................................... e v e r y t h i n g

    I'll b l e e d if you want me to. I'll serenade before I do.
    » ......h e r n a m e

    I wish my girlfriend was more like you. I lose my mind with the way you move.
    . ........ « they say the b e a s t inside of me is gonna g e t ya » ..1

    I see the empty dreams race across the sky here
    I see e n e r g y streams where the ashes lie here
    » ......f r i e n d s... a n d...e n e m i e s

    Set your love on fire and let the flames burn higher.
    » ...... ex. c a e l i e

    ..................all my life they let me know how far i would not go
    .........................................but inside the beast still grows
    ............................waiting, c h e w i n g t h r o u g h the ropes

@Lottie
 
     
Monroe
Jeździec zaawansowany


Płeć: kobieta
Wiek: 22 lata
Pieniądze: £2525

Punkty doświadczenia: 23
Ujeżdżenie: 16
Obycie z koniem: 10


Wysłany: 2017-02-20, 19:11   

- To wciąż dość marna perspektywa – Zdawała się nie dostrzegać ironii, choć rzeczywistość znów okazała się zgoła bardziej odległa od złudnego, pierwszego wrażenia. To bowiem karmiło się niedopowiedzeniami i ludzką naiwnością, a wystarczyło sięgnąć nieco głębiej by dostrzec przykrą prawdę; Monroe była niewzruszenie dobitna. Swoimi słowami, które choć wcale nie były niemiłe ani oschłe, bardzo szybko podkreśliła wszystkie wcześniejsze wnioski do jakich doszedł David. Bo owszem, zachowywał się trochę jak nieco rozpuszczony nastolatek, któremu wydawało się że osiągając marne osiemnaście lat, pozjadał rozumy i nie musi słuchać już absolutnie nikogo na świecie. Weryfikacja poglądów następowała zwykle niespodziewanie szybko, kiedy jeden argument od życia przekreślał wszystkie dotychczasowe marzenia. Dziecięce marzenia dla ścisłości. Na szczęście wbrew nieco negatywnej nucie zawartej w słowach Monroe, wykazała się wyrozumiałością, lecz nie ignorancją. Wiedziała, że mężczyzna był młody, znała ludzkie pragnienia, bo niestety, sama była ich pełna. Ona sama kiedyś była na tym etapie. Wydawało jej się, że wystarczy spakować walizkę, uzbierać trochę pieniędzy, wyjść z domu, zatrzasnąć drzwi i zniknąć, rozpłynąć się jak mgła, kamień rzucony w wodę. Ale nie wystarczyło. Najpierw pojawił się Alain, później minęło trochę czasu i dawne życie uderzyło w nią jak potężny, twardy młot. Skończyło się myślenie, że da radę być sama, bo sumienie nigdy nie umarło w Monroe do końca. Przez chwilę może nawet wszystko na to wskazywało, ale co z tego skoro był to jedynie przebłysk dziecięcego pragnienia? Później przyszedł czas na prawdziwą dorosłość. Pierwszą trudną decyzję, w której po raz pierwszy nie liczyła się ona sama. Bo właśnie tym była dojrzałość – odpowiedzialnością.
- Mało jest tych, którzy coś faktycznie umieją - uśmiechnęła się krótko, upijając ostygłą już nieznacznie kawę. Jej temperatura nie parzyła języka, choć nadal smak pozostawał niezmiennie miły dla podniebienia. W końcu westchnąwszy, zaczesała włosy do tyłu i przeniosła spojrzenie na twarz nieznajomego rozmówcy. Choć była zmęczona i nieco przygaszona, w jej tęczówkach rozbłysła iskra zainteresowania.
- Skąd u ciebie tyle pesymistycznego myślenia? – Zbywając jego słowa, zastanowiła się głośno, opuszkami palców wodząc gdzieś po powierzchni gładkiego, czarnego blatu. Nie naciskała na niego ani słowem ani nawet spojrzeniem, a jedynie w głośnym zastanowieniu, pozostawiła mu możliwość dokończenia wypowiedzi milczeniem bądź kontynuacją zaczętego tematu.
_________________
oczy Monroe
 
     
David Harrison
Jeździec zaawansowany
I'm only human after all


Płeć: mężczyzna
Wiek: 26 lat
Wzrost: 192 cm
Zawód: dźwiękowiec & techniczny w radiu
Właściciel: worship me, it just might make me yours
Pieniądze: £2550
Wysłany: 2017-03-20, 20:39   

W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami, zwyczajnie w ten sposób przytakując na to, co powiedziała. Rzeczywiście perspektywa ta była marna a wszystkie przemyślenia Monroe, o których brunet co prawda nie miał pojęcia, okazały się być w rzeczy samej trafne. Naprawdę zdawało mu się kiedyś, że wszystko może przyjść tak łatwo, że wystarczy zachcieć i zrobić, a cały świat niech się pieprzy. Jego zdaniem odcięcie się od przeszłości było jednorazową decyzją, ale w praktyce, chociaż odrzucał tę myśl, cały czas na nowo musiał odrzucać swoje dotychczasowe życie, co w efekcie prowadziło do poczucia pustki i właśnie tego pesymizmu.
- Nie wszystko da się umieć od razu, często potrzeba doświadczenia, którego nie da się zdobyć na stanowisku pracy, bo pracodawcy wymagają doświadczenia. Błędne koło. - To, jak funkcjonował dzisiejszy świat, ostatnio coraz bardziej co dobijało swoją absurdalnością i "nieżyciowością". Chcąc zatuszować swoją irytację całym tym tematem przytknął wargi do swojego kubka i powoli zaczął upijać to, co jeszcze w nim zostało. Kiedy dotarł do dna papierowego "naczynia" ściągnął brwi w lekkim zdziwieniu, dopiero teraz sobie przypominając, że przecież nie zamawiał dużej kawy, tylko małą. Zaraz też podniósł wzrok na blondynkę i z nieco gorzkim uśmiechem zgniótł kubek w dłoni.
- Z rozczarowań. - Odparł krótko i nieadekwatnie pogodnym głosem, jakby był w pełni pogodzony ze swoim marnym losem i ciągłymi przeciwnościami, jakie spotyka na swojej drodze. Przez to całość mogła się wydać jeszcze smutniejsza, ale zanim Monroe cokolwiek mogła odpowiedzieć, Harrison wstał i jeszcze poszerzył uśmiech kierowany w jej stronę, tym razem zupełnie normalny, bez żadnego negatywnego zabarwienia.
- Na mnie czas, ale dziękuję za towarzystwo. Miłego dnia. - Puścił jej niezobowiązujące oczko i jakby nigdy nic zasunął za sobą krzesło i wyszedł z kawiarni. Gdy mijał przeszklone ściany nie oparł się tej chęci i odszukał sylwetkę dziewczyny wzrokiem, tym samym dostarczając swoim oczom jeszcze jakiegoś miłego widoku.

zt
_________________

    Who are you to change this w o r l d? Silly boy.
    No one needs to hear your words. Let it go.
    » ......d a v i d...h a r r i s o n

    .... • Carnivore, carnivore... Won't you come digest me? •
    ........Take away everything I am. Bring it to an end.
    .... make me fall, make me bleed, go ahead and change me


    .....................take a w a y everything i am
    ............................................... e v e r y t h i n g

    I'll b l e e d if you want me to. I'll serenade before I do.
    » ......h e r n a m e

    I wish my girlfriend was more like you. I lose my mind with the way you move.
    . ........ « they say the b e a s t inside of me is gonna g e t ya » ..1

    I see the empty dreams race across the sky here
    I see e n e r g y streams where the ashes lie here
    » ......f r i e n d s... a n d...e n e m i e s

    Set your love on fire and let the flames burn higher.
    » ...... ex. c a e l i e

    ..................all my life they let me know how far i would not go
    .........................................but inside the beast still grows
    ............................waiting, c h e w i n g t h r o u g h the ropes

@Lottie
 
     
Olivia Sidorova
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-25, 10:26   

Ciemnowłosa zjawiła się w kawiarni przed umówioną godziną, bowiem wolała uniknąć spóźnienia, które byłoby niewykluczone, gdyby zwlekała z czasem. Olivia była osobą dość niezorganizowaną, która mimo planowania zawsze w ostatniej chwili zmieniała swój grafik. Zaś spotkanie w sprawie o mieszkanie było dla niej na tyle ważne, by tego nie zaprzepaścić, więc poświęcając się, wyszła z pokoju hotelowego znacznie wcześniej. Zaraz po wejściu do kawiarni podeszła do lady i zamówiła swoją ulubioną kawę oraz ciastko. Kiedy odebrała zamówienie, zasiadła przy jednym z wolnych stolików. Była lekko zestresowana, bowiem po jej ostatnim nieprzyjemnym spotkaniu w parku miała wiele obaw. Zaczęła przejmować się tym, że któryś z klientów zechce odwiedzić ją w domu, a przecież nie chciała ściągać na głowę Ruth żadnych podejrzanych osób. Spojrzała przelotnie na zegarek, upewniając się co do godziny, a chwilę później odkroiła pierwszy kawałek ciasta. Jakoś trzeba sobie umilić czas oczekiwania.
 
     
Ruth
Zawodnik
Ujeżdżenie


Płeć: kobieta
Wiek: 28 lat
Wzrost: 162 cm
Zawód: Właścicielka biura projektowego oraz zawodnik w Orchardzie
Partner: Now darkness has come to the roses. The fire is reaching the end. I really feel that I'm losing my best friend...

Ostatni trening: kwiecień '20 - ujeżdżenie [Hollywood Hell'o]
Podopieczny: Femme Fatale & Sensual Seductress & Hollywood Hell'o & Belvedere & Chilli Child & His Highness & Atterupsgaards Armani
Pieniądze: £1970

Punkty doświadczenia: 139
Skoki: 38
Ujeżdżenie: 79
Cross: 8
Obycie z koniem: 14


Wysłany: 2017-06-25, 16:08   

Ruth jak przystało na perfekcjonistkę zjawiła się na miejscu idealnie o umówionej godzinie. Na wejściu przywitał ją zapach kawy i ciast, które były wszechobecne w kawiarni a dzięki temu na jej ustach zawitał lekki uśmiech. Przepadała za odwiedzinami kawiarni które były, można by rzec, jej środowiskiem naturalnym.
Olivię zobaczyła od razu - większość odwiedzających Starbucks'a albo od razu wychodziło, albo było z osobą towarzyszącą. Wręcz raziło po oczach puste miejsce przy stoliku dziewczyny. Nie mogła oczywiście pozwolić na to, by dziewczę na nią czekało, stąd dość szybkim krokiem, bez zamawiania niczego - bo przecież spożywać nie mogła ani kawy, ani słodyczy - trafiła do stolika i stanęła wpierw obok brunetki, by po podaniu jej ręki i krótkim ''Cześć'' zasiąść naprzeciwko niej z lekkim, dość miłym uśmiechem.
- Smacznego. - Zauważając jej ciasto nie omieszkała jej tego nie powiedzieć, kultura i życzliwość przede wszystkim, czyż nie? Zaczekała więc na to, aż Olivia przełknie czy też do końca spożyje ciasto, aby zacząć swój krótki monolog.
- Cóż, myślę, że najpierw omówimy wszelkie uwagi etcetera, później zaś przejdziemy do tych kluczowych spraw. Sądzę, że zależy Ci raczej na szybkim znalezieniu lokum. - Skwitowała wszelkie skumulowane myśli i przypuszczenia, po czym obdarowała dziewczynę promiennym uśmiechem.
Racja, lepiej by było dla nich obu, ażeby nikt podejrzany ich domu nie odwiedzał. Ruth była osobą dość specyficzną w obyciu, jeśli mowa o mężczyznach, a przy 'podejrzanych' mężczyznach to bliżej jej było do niewytresowanego dobermana niż kobiety. Mimo to, we dwie powinny sobie jakoś poradzić, dodatkowo nie miałaby zamiaru wyrzucić Olivię za drzwi tylko dlatego, że ktoś inny ma nierówno pod sufitem, czy też w spodniach. Mogę śmiało rzec, że lepiej dla dziewczyny, że trafiła akurat na Ruth. Może i nie ma siły, ale ma szpilki, to już coś!
_________________
    ..........................................
    ....................................BUT THE STORY IS THIS
    .............................She’ll destroy with her sweet kiss.

    I kiss your eyes and thank God we're together
    And I just wanna stay with you forever, forever and ever, xxx
    h e a v e n...g o n n a...h a t e...m e

    .......I'll seek you out, flay you alive. One more word and you won't survive
    .............Ruth Oksana Allen × Architect and interior designer × 02.01.1994

    Sweet talk with a hint of sin begging you to take me
    Devil underneath your grin, sweet thing, bet you play to win.
    .............× maybe no one, maybe two ×

    .............TO LOVE AND TO FUCK
    ...........................a n d t o o n l y s e e o u r s e l v e s

    Dear Dália, Richi and April, never lose yourself, hold your head up high
    Remember that you're like nobody else.
    Wasted times I spent with someone else. She wasn't even half of you.
    ................. × Aurelie × Alexis × Mary Anna × Friedrich ×

    Now there's no p o i n t in placing the blame and you should know I suffer the same.
    You only see what your eyes want to see, ex. Seth Allen
    .......How can life be what you want it to be?

    ................. ....... •••

 
     
Olivia Sidorova
[Usunięty]

Wysłany: 2017-06-25, 20:04   

Ciemnowłosa nigdy wcześniej nie widziała Ruth, dlatego nie miała pojęcia jak dziewczyna wygląda. Z tego powodu odrobinę obawiała się tego, że przeoczy przybycie Węgierki i że ciężko będzie jej z tego wybrnąć. Na szczęście nieznajoma sama spostrzegła Olivię i bez zawahania podeszła, żeby się z nią przywitać. Ukrainka nie miała wątpliwości co do tego, że kobieta zmierzająca w jej kierunku to właśnie Ruth. Wstała od stolika, uprzednio pospiesznie przełykając kawałek ciasta, który właśnie miała w ustach i przywitała się ze swoją przyszłą rozmówczynią. W wyobrażeniach Olivii Węgierka wyglądała odrobinę odmiennie, jednak na żywo nie różniła się zbyt wiele, poza długością włosów. Ukrainka wyobrażała sobie Ruth jako naprawdę bardzo długowłosą brunetkę, tymczasem dziewczyna miała dużo krótsze włosy. Ale mniejsza z tym. Po chwili ponownie zajęła swoje miejsce, uśmiechając się ciepło.
- Dziękuję - odparła, przecierając chusteczką kącik malinowych ust. Na talerzyku pozostał jeszcze niewielki kawałek ciasta, ale ciemnowłosa nie chciała go dokańczać teraz, więc odsunęła go nieznacznie od siebie, co powinno być dla Ruth jednoznacznym sygnałem. Kiedy towarzyszka zaczęła rozmowę, brunetka skinęła lekko głową na znak zgody z jej słowami. Nie było tajemnicą to, że Ukrainka niezbyt przepadała za nawiązywaniem nowych znajomości, bo zwyczajnie sprawiało jej to swego rodzaju trudność. Inaczej sprawa wyglądała jeszcze przed opuszczeniem rodzinnego kraju, ale w Anglii czuła się bardzo nieswojo. Obawiała się zostać wziętą za kogoś, kim zupełnie nie jest i to w głównej mierze odciągało ją od innych. To trochę głupie, lecz taka jest prawda. Poza tym stresowała się rozmowami, doskonale wiedząc, że chwilami jej angielski nie jest do końca taki, jaki być powinien. Oczywiście posługiwała się nim płynnie i rozumiała wszystkie kierowane do niej słowa, ale czasami miała problem ze swoim akcentem, który chwilami był aż nader charakterystyczny. Prawdopodobnie pozbycie się go było kwestią czasu, jednak brunetkę i tak fakt posiadania w sobie tego akcentu odrobinę... stresował? To chyba najlepsze określenie.
- Tak, przyjechałam tutaj już jakiś czas temu, ale nadal tkwię w hotelowym pokoju, w dodatku w niezbyt ciekawym miejscu - potwierdziła przypuszczenia Węgierki, sięgając po filiżankę z kawą, której upiła niewielki łyk. Na samo wspomnienie niedawnej sytuacji miała na plecach ciarki. Wolała nie przechodzić tego kolejny raz, a pomieszkując w takiej dzielnicy powtórka z rozrywki była całkiem możliwa.
- Chcę się stamtąd jak najszybciej wyrwać... O ile to możliwe - dodała z lekkim uśmiechem. Ruth wyglądała na osobę, z którą można śmiało się dogadać, jednak pozory często mylą, dlatego Olivia wolała być ostrożna. Poza tym zbyt duża pewność siebie też nie zawsze jest dobrą cechą.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Zasady wymiany i nasze bannery znajdziesz tutaj.
Fort Florence
Eastbourne pogoda
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 8