Wygodnie umościłem sobie miejsce na rękach bruneta, podwinąwszy pod siebie łapki. Kilka dni temu oficjalnie poczułem się częścią cudzego świata, dlatego też zawsze kiedy mężczyzna okazywał mi choć trochę zainteresowania, bezgranicznie oddawałem mu całą swoją uwagę. Czułem się bezpiecznie, zamknięty w uścisku jego dłoni, choć bezustannie przytłaczał mnie ogrom świata poza małym mieszkaniem, w którym przygarnąłem sobie na własność ciasny kąt obok łóżka.
Kiedy dotarliśmy do kawiarni, wypiąłem dumnie pierś, łapiąc równowagę na nierówności jego nóg i zaszczekałem dwukrotnie w stronę przechodzącej kelnerki. Chciałem się z nią bawić, dlatego zapraszająco wykręciłem kółko dookoła własnej osi, omal nie spadając z kolan Tonego. Niestety nikt nie przyjął mojej propozycji, poza tym, że znikąd pojawiła się Holly. Na wszelki wypadek przysunąłem się bliżej właściciela i wsunąłem czerep pod kurtkę, tudzież bluzę, w którą był odziany. Oczywiście zrobiłem to niedelikatnie, nosem podważając grube struktury materiału, tak jak kiedyś robiłem to z kocem w poprzednim domu. Zagrzebywałem się w nim aż po same uszy, stając się zupełnie niewidoczny dla otoczenia. W tym przypadku niestety było inaczej. Przede wszystkim nie udało mi się schować nawet całego łba, a jedynie część kufy i oczu. Zawsze to jednak coś, prawda?
Anthony Wayford [Usunięty]
Wysłany: 2016-03-16, 20:42
Uśmiechnął się szeroko do Holly, autentycznie ciesząc się z jej widoku.
- Cześć - przywitał się, zaraz marszcząc czoło w reakcji na zachowanie psa, który najwyraźniej postanowił się schować przed siedemnastolatką. Nie przeszkodził mu w tym, a jedynie poczochrał go po grzbiecie, niejako chcąc zapewnić, że nic złego się nie dzieje.
- No widzisz, a jednak - odparł, podnosząc wzrok na dziewczynę. - Znalazłem go parę dni temu. Nazywa się Zgredek. Podoba Ci się? - Zapytał, podnosząc przy tym pieska tak, aby ten był zwrócony przodem do Holly. Oczywiście nie trzymał go w powietrzu, wciąż mógł siedzieć w kolanach, w delikatnym i bezpiecznym uścisku dłoni.
- Zgredku, bądź miły dla tej Pani, bo bardzo mi się podoba, jasne? - Zwrócił się do psa, pochylając się nad nim, niby w konspiracji. Niby, bo wcale nie starał się o to, aby zostać nieusłyszanym. Wręcz przeciwnie. Posłał Holly szelmowski uśmiech, po którym zostawił psa w spokoju.
- Kawę, herbatę? A może ciastko? - Zaproponował, już wyglądając w stronę kelnerki, aby złożyć zamówienie także dla Holly.
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2016-03-16, 21:02
Dzisiejszy ranek przysporzył mu wiele emocji - w tym głównie złości i frustracji w najczystszej postaci. Nie chciał przebywać w mieszkaniu, w którym wciąż panowała napięta atmosfera i bardzo zagęszczone powietrze, pomimo że osoba, która rozpętała tę całą burzę już dawno z niego zniknęła. Poza tym nie mógł przyglądać się zaistniałemu bałaganowi, zaś nie miał najmniejszego zamiaru się z nim uporać. Jedyne co chciał zrobić to nieco odetchnąć i chociaż częściowo uspokoić rozpędzone myśli. Nie znał na to lepszej metody, niż ponowne odwiedziny w jednym z tutejszych lokali. Raczej nie przebierał w miejscówkach, kierując się do pierwszej napotkanej. Idąc pośpiesznym krokiem ciągle myślał o sprawie sprzed niespełna godziny, choć za wszelką cenę starał się odegnać od siebie ten temat. Soczyście czerwony ślad nadal zajmował swoje honorowe miejsce na samym środku lica Francuza. Przyzwyczaił się do nieprzyjemnego szczypania i pieczenia, lecz irytował go jeden fakt związany z ów urazem, a mianowicie to, że był aż tak widoczny. Miał tylko cichą nadzieję, że w lokalu będzie na tyle złe oświetlenie, by odbita dłoń nie rzucała się aż tak w oczy. Zaciągając się ostatni raz ostatecznie dopalił papierosa do końca, a chwilę później wypuścił niedopałka, gdzieś po drodze. Miejsca takie jak to były otwarte od samego rana, więc dobrze trafił. Może załapie się na poranną darmową kawę? Zdecydowanie brakowało mu energii, więc porządna dawka kofeiny na pewno by się przydała. Pozbywszy się dymu, przetrzymywanego w płucach, wszedł do baru. Od razu obrzucił wnętrze chłodnym spojrzeniem, pocieszając się tym, że wewnątrz nie przebywało zbyt wiele osób. Szczerze nie przepadał za tłumami, ale to dodatkowa informacja. Zajął najbardziej ukryte miejsce i westchnął ciężko. Kelnerka zjawiła się nadzwyczaj szybko i tak jak podejrzewał - zaproponowała mu czarną kawę za połowę ceny. Skorzystał z okazji, starając się nie wystawiać swojego czerwonego policzka na światło dzienne.
Odprowadził kobietę wzrokiem, po czym oparł się ramieniem o ścianę. Kiedy emocje zaczęły z niego uchodzić wraz z adrenaliną, wskaźnik energii spadł jeszcze bardziej.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Stojąc częściowo schowany w bluzie chłopaka szybko zacząłem się nudzić. W tej pozycji nie miałem niczego lepszego do zrobienia niż zakopać się w materiale albo zacząć lizać go po brzuchu, który odsłoniłem przy którymś ruchu. Jako, że pierwsza opcja dość szybko okazała się niemożliwa do zrealizowania, postawiłem na drugą, mokrym językiem błądząc po wytatuowanej, ciepłej skórze. Na szczęście w zupełnie innym miejscu niż rana, toteż jedyny efekt jaki mogłem wywołać to łaskotki. O ile takie miał oczywiście. Ta czynność mnie wyciszała. Nie byłem więc zachwycony, kiedy zupełnie nagle odciągnął mnie od dotychczasowego zajęcia i pokazał dziewczynie. Owiało mnie zimno, jednak nadal z wyrzuconym na wierzch językiem, spojrzałem na Holly wyłupiastymi oczami. Choć daleko mi było do czempiona, miałem pocieszną mordkę i niemal zawsze wyglądałem jakbym się uśmiechał, co znacznie poprawiało mój wizerunek. Dodatkowo na kojący dźwięk głosu chłopaka reagowałem szybkim merdaniem i cofnięciem uszu, stając się najprzyjaźniejszą istotką na Ziemi. Oczywiście nie wiedziałem co mówił do mnie mężczyzna, ale ciepły głos sprawił, że język mi oszalał nieudolnie starając się dosięgnąć jego twarzy.
- Ciastko! – spośród wszystkich nieznanych mi słów wyłapałem to jedno, które poznałem u poprzednich właścicieli. Dziecko, którego zabawką byłem przez jakiś czas często wypowiadało to słowo i zdążyłem powiązać je już ze słodkim poczęstunkiem, który udało mi się czasem ukraść kiedy nikt nie patrzył. Zjadłbym ciastko.
Płeć: kobieta Wiek: 21 lat Wzrost: 162 cm Pieniądze: £3225
Wysłany: 2016-03-16, 21:22
Zaśmiała się w reakcji na zachowanie psa, który uparcie próbował schować się w jeszcze zabawniejszy sposób. Nigdy nie przepadała zanadto za zwierzętami, bo przede wszystkim nie była odpowiedzialna i nie potrafiła się nimi zająć. Jednak postać Zgredka złapała ją za serce, przez co nie mogła spuścić z niego wzroku dłuższą chwilę.
- Tak, jest uroczy - odpowiedziała bez zawahania, dopiero wtedy podnosząc wzrok na twarz bruneta. Widząc, że ten widocznie już wydobrzał, rozpromieniła się jeszcze bardziej. W końcu mogła przestać się martwić o niego i odetchnąć, bo jeszcze kilka dni temu z niecierpliwością wyczekiwała telefonu od niego czy jakichkolwiek innych oznak życia.
- Nie przestaniesz, prawda? - Mruknęła, niezbyt zadowolona z jego kolejnych słów.
Nie lubiła, gdy schodził na ten tor, tym bardziej, że ten całkiem się tym nie przejmował. Pomimo swoich starań i uników tego tematu, ten ponownie rozpoczynał swoje i psuł całe jej plany. Jednak jedynie przewróciła oczami w reakcji na jego uśmiech, mimowolnie wkrótce samej unosząc lekko kąciki ust z nadzieją, że nie będą tego ciągnąć dalej.
- Kawę. I może szarlotkę - wybrała pierwszą rzecz, która przyszła jej na myśl, żeby nie wyjść na anorektyczkę czy bulimiczkę. Była już wystarczająco chuda, by wstrzemięźliwość od jedzenia w tym przypadku mogła okazać się podejrzana .
- Jak się czujesz? - Spytała, kiedy tylko kelnerka odeszła z jej zamówieniem. Spojrzała na Tonego z wyraźną troską wymalowaną na twarzy, zarazem przygotowana również na krótkie "Dobrze", bo raczej na długie monologi nie miała co liczyć.
_________________
Anthony Wayford [Usunięty]
Wysłany: 2016-03-16, 22:07
Pokręcił głową, naraz wydobywając z siebie stłumione "yy-y" przez zaciśnięte usta. To wszystko było spowodowane nagłym przejawem miłości ze strony psa, przed którą nawet nie próbował się bronić. Uśmiechem zareagował na jego zachowanie, do pewnego momentu nawet pozwalając na lizanie po twarzy. Zaraz jednak się wyprostował, kładąc kres tymże czułością. Nie w miejscu publicznym!
Złożył więc zamówienie, dokładając je do swojego rachunku.
- Całkiem dobrze - przyznał. - Szwy już zdjęte, więc najgorsze za mną - rozwinął się nieznacznie. Chwilę później kelnerka przyniosła zamówioną kawę oraz rurkę z kremem informując, że lada moment przyniesie też drugą część zamówienia.
- Nawet nie wiesz jaka to ulga wreszcie wyrwać się z domu - westchnął, biorąc rurkę do ręki, aby palcem drugiej dłoni zgarnąć trochę kremu z wierzchu i podsunąć psu pod pysk. - A Ty jak sobie radzisz? - Zagadnął, przede wszystkim mając na myśli sytuację, w której przyszło im się znaleźć w ostatnim czasie.
Płeć: mężczyzna Wiek: 42 lata Podopieczny: Lopin to the party Pieniądze: £2785 Punkty doświadczenia: 39
Wysłany: 2016-03-16, 22:23
Już któryś tydzień włóczył się po Eastbourne jak bezdomny pies - ot, spanie w stajni, po najtańszych hostelach i opuszczonych budynkach, mycie się na stacjach i powolne rozglądanie się za nowym domem oraz starymi znajomościami. Można by rzec, że Francję opuścił w tempie ekspresowym, skłócony z kolejną kobietą i niezbyt tym faktem przejęty... Bardziej się martwił o swoje dzieci (przynajmniej te, o których się dowiedział albo te do których się poczuwał). Na szczęście nie przewidywał zmartwień i spotkań z żadnym z powyższych.
Otulony ciasno dżinsową kurtką podszytą białym, sztucznym futrem z włosami zaczesanymi w tył i schowanymi pod kapturem bluzy wszedł do kawiarni. Za pieniądze zarobione w stajni mógł sobie akurat pozwolić na kawę i niewielkie śniadanie. Zdecydował się na parę omletów i expresso, ruszył na poszukiwanie miejsca... Oczywiście w dalekie, zaciszne kąty lokalu, usiadł przy stoliku i po uniesieniu wzroku oniemiał. Jego tu jeszcze brakowało! Ray przez długie lata trzymał się zasady, że kobiet z dziećmi się nie tyka - ale ten chłop był już prawie dorosły, więc uwiedziony przez jego matkę pozwolił sobie na małe odstępstwo od normy i dość srogo za to zapłacił. Zmierzył go chłodno.
-Kto Ci mordę obił, Alain?
Siedział przy stoliku obok, więc cała kawiarnia się o tym raptownie nie dowiedziała. Przesiadł się do stolika chłopaka, zmierzył go chłodno. Poniekąd powinien czuć wobec niego jakieś ojcowskie uczucia... Ale chyba nie zostały jeszcze odkryte przez wzajemną niechęć.
-Słabo Ci się wiedzie, co?
Zdaje się, że matka kilka razy wspominała o tęsknocie za niezwiązanym z rodziną synalkiem, ale nie był tego wcale tego taki pewny - pamięć to zbiór zreformowanych na naszą modłę wydarzeń, urojeń i pustych kartek. Może teraz to wymyślił i wcale tego nie pamiętał? Może.
Płeć: kobieta Wiek: 21 lat Wzrost: 162 cm Pieniądze: £3225
Wysłany: 2016-03-16, 22:45
Jeszcze trochę i zazdrosna będzie o tego psa, bo w tym momencie był traktowany lepiej od niej . Póki co była jednak tak zauroczona Zgredkiem, że przez myśl jej to nie przeszło. No, może raz czy dwa .
- To dobrze - skwitowała krótko, po prostu nie wiedząc jak zareagować w inny sposób. Rozmowy z nią nigdy się nie kleiły i nie miały sensu, często ograniczając się do krótkiej wymiany zdań na temat pogody czy właśnie samopoczucia. Niestety, nie była osobą przesadnie towarzyską i kontaktową, więc jeśli ktoś nie postanowiłby ciągnąć całej tej rozmowy samemu, zapadłaby między nimi długa i męcząca cisza, jednakowoż całkowicie nieprzeszkadzająca siedemnastolatce.
- Coś o tym jednak wiem - powiedziała cicho, spuszczając wzrok na swoje dłonie. Mówienie o swoich emocjach nigdy nie było dla niej proste, dlatego nie postanowiła rozwijać swojej myśli, jeżeli nie została o to poproszona. - Och, wiesz, ledwo wiążę koniec z końcem - zażartowała, uśmiechając się promiennie.
Nie zabieraj mi tej gęby, no weź! podskoczyłem jeszcze, kiedy się podnosił, chcąc ostatni raz oblizać jego policzek, ale byłam na tyle ostrożny by go nie podrapać ani w żaden inny sposób nie zrobić krzywdy. Bądź co bądź wychowałem się przy dziecku, więc karcony byłem za wszystkie zachowania, które rzutować mogły na poczucie bezpieczeństwa rodziców i malucha. Niemniej pewnych nawyków, jak właśnie lizanie po twarzy czy wrodzona głupota (choć ciężko to nazwać nawykiem) nie dało się mnie oduczyć. Niemniej kiedy tylko zauważyłem, że dalsze pieszczoty nie mają racji bytu, zacząłem mościć się na jego kolanach kręcąc kółko za kółkiem zanim położyłem się wygodnie tuż przy jego boku. Czułem tam przyjemne, kojące ciepło, którego jeszcze niedawno tak bardzo mi brakowało, i zamknąłem oczy. Nie na długo. Obudził mnie przyjemny zapach, który przyniosła ze sobą młoda kobieta, toteż otwierając ślepka zastałem piękny widok rurki z kremem. Natychmiast wstałem wlepiając wzrok we wspomniane ciastko jak zahipnotyzowany. O Boże, widzę cud! Co więcej, Tony podzielił się ze mną kremem, więc ochoczo przystąpiłem do wylizywania mu palca tak pieczołowicie, że chyba żaden milimetr nie uchował się przez moim ozorkiem.
Płeć: kobieta Wiek: 22 Lat Wzrost: 175 cm Podopieczny: Unannounced Pleasure Pieniądze: £4060 Punkty doświadczenia: 68 Skoki: 23 Ujeżdżenie: 16 Cross: 9 Obycie z koniem: 20
Wysłany: 2016-03-16, 22:52
Sama od początku miała zwierzyniec, w domu wiele ras i wielkości psów, kotów i innych stworzeń się u niej przewijało. Cóż trzeba by spróbować, jak nie spróbujesz to się nie dowiesz nie?
-To będziemy w kontakcie w tej kwestii. - mnie również się to bardzo podobało, faktycznie przebywanie tylko dom -> stajnia bywało już nieco nużące. Jednak w końcu tym żyły, to była ich miłość oraz pasja, przynajmniej tak mi się wydawało. O tak zawody często są sporą odskocznią, adrenalina i inne takie tam. Uniosła lekko brew ku górze, widząc skonsternowaną minę kobiety do jej pytania. Czy serio było takie złe?
-Wszystko gra? - rzekła, ukrywając własne rozbawienie, choć było niezmiernie trudno. Spojrzała ukratkiem na zegarek, matko późno już, a lotnisko?
-Muszę lecieć, jesteśmy w kontakcie co do tego spotkania. - rzekła, wycałowała Amelie na pożegnanie, zostawiła numer komórki i wyleciała niczym strzała.
z.t
_________________
Podemos pintar colores al alma Podemos gritar iee eé.
personalia: No soy ave para volar » Anna Ross wiek: Y en un cuadro no sé pintar » 20 lat.
partner: No soy poeta escultor » xxx.
pms: Tan sólo soy lo que soy » 0.
ex: Las estrellas no sé leer » Brian.
przyjaciele: Podemos volar sin tener alas » Amelie.
wrogowie: Ser la letra en mi canción » brak.
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2016-03-16, 23:35
Od dłuższego czasu nie zmieniał swojej pozycji, która wydawała się być całkiem wygodna. W dodatku w takim ułożeniu niewiele osób było w stanie dostrzec tę promieniejącą czerwoną plamę na licu i iście fioletową śliwę pod okiem. Do tego drugiego już się przyzwyczaił i w ogóle nie zwracał na to uwagi, lecz odbita dłoń bolała go dużo bardziej. Oczywiście cierpiała na tym jego duma, fizycznie praktycznie w ogóle tego ciosu nie odczuwał. Jego chłodny wzrok wodził po nielicznych osobach, przesiadujących w kawiarni. Z czystego znudzenia każdemu osobnikowi dogłębnie się przyglądał, nic więc dziwnego, że w jednym z nich dostrzegł przyjaciela. Uważnie zmierzył również jego towarzyszkę, jednak szybko zaprzestał obserwacjom, kiedy przy jego stoliku przystanęła kobieta, podsuwająca mu pod sam pysk kawę. Nie uraczył jej nawet krzywym uśmiechem, a jedynie spiorunował spojrzeniem lodowatych tęczówek i odprowadził wzrokiem.
Westchnął zupełnie nie kontrolując tego odruchu. Upił niewielki łyk parującej cieszy i w tym samym momencie dotarło do niego to, że zamiast napychać się kofeiną powinien się zdrzemnąć. Ale na to nie było warunków, dlatego wybrał łatwiejszą drogę do celu. Kiedy już zajął się sobą, przestał przywiązywać większą uwagę do otoczenia. Zwyczajnie dał się owładnąć myślom, które skutecznie odciągnęły go od zewnętrznego świata, nie pozwalając dostrzegać mniej lub bardziej ważnych szczegółów. Jakim szczegółem było zjawienie się jego niedoszłego ojczyma? Gdyby tylko sam to wiedział...
Z letargu wyrwał go szorstki głos, który pytanie kierował ewidentnie w jego stronę. Zmarszczył lekko brwi i odwrócił się raptownie, niemal nie wypluwając kawy, którą właśnie przełykał. -Nie twój zasrany interes.- burknął w stronę mężczyzny, nawet nie zastanawiając się skąd się tu wziął. Po prostu był i już. Akurat tak szczegółowe szczegóły go nie interesowały. Odwzajemnił chłodne spojrzenie, kręcąc przy tym głową. Nie zapraszał go do stolika, ale szybko zwątpił w jakiekolwiek uwagi na ten temat, wiedząc, że i tak nic nie dadzą.
-Wręcz przeciwnie.- mruknął przez zaciśnięte zęby. Akurat ten człowiek był ostatnim, którego teraz chciał spotykać. Obecność Raynarda nie była mu na rękę, irytował Francuza samym swoim byciem, a co dopiero uwagami.
Wyprostował się, kolejny raz podnosząc do ust kubek. -Czego chcesz?- rzucił dość oschle, tylko snując domysły.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Anthony Wayford [Usunięty]
Wysłany: 2016-03-17, 20:50
Można powiedzieć, że zdążył przywyknąć do osobowości Holly, a także ją... zaakceptować. Nie nazwałabym tego lubieniem - wciąż najbardziej ujmowały go osoby, których wszędzie było pełno (choć miało to swoje granice, patrz: Jess). Nie oznacza to jednak, że w jakikolwiek sposób przeszkadzało mu towarzystwo Holly. Naprawdę je lubił. Urzekała go czymś innym niż reszta i niekoniecznie mam tu na myśli sam wygląd, który odgrywał sporą rolę.
- Tak myślałem - uśmiechnął się z rozbawieniem, posyłając jednak dziewczynie uważne spojrzenie. Nie dopytywał. Nauczył się, że miała pewne trudności z mówieniem o swoich uczuciach. Pod tym względem byli podobni, więc uszanował to i nie naciskał.
Kelnerka przyniosła zamówienie Holly, uśmiechem reagując na Zgredka pieczołowicie zlizującego krem z palca bruneta.
Płeć: kobieta Wiek: 21 lat Wzrost: 162 cm Pieniądze: £3225
Wysłany: 2016-03-17, 21:40
Niestety, małe szanse były, żeby kiedykolwiek była tak porywcza i wszechobecna jak inni, bo wbrew pozorom była dziewczyną spokojną i lubiącą się ustatkować. Ciężko było jej nawiązać nowe kontakty, więc brakowało jej osoby, która rozruszałaby ją i postanowiła coś w niej zmienić, bo sama nie dostrzegała swoich wad, czym często zniechęcała do siebie innych.
- Sugerujesz coś? - Uniosła brew, choć z jej twarzy dalej nie znikał uśmiech. Ich spojrzenia na dłuższą chwilę się spotkały, przerwane dopiero nadejściem kelnerki z jej zamówieniem. Nastolatka podziękowała nieco chłodno, dłońmi obejmując kubek i grzejąc się w ten sposób. Spojrzenie zawiesiła na Zgredku, który częściowo był przysłonięty stolikiem, jednak uśmiech odchodzącej kelnerki przykuł jej uwagę i postanowiła odnaleźć jego źródło. Mimowolnie sama znowu się rozpogodziła, z trudem powstrzymując się od śmiechu.
- Traktujesz go lepiej ode mnie - zażartowała, chcąc przerwać jakąś tę przytłaczającą ciszę. W oczekiwaniu na odpowiedź upiła łyk gorącej kawy, rozluźniając się w reakcji na ciepło, które ogarnęło jej ciało.
Płeć: mężczyzna Wiek: 42 lata Podopieczny: Lopin to the party Pieniądze: £2785 Punkty doświadczenia: 39
Wysłany: 2016-03-19, 15:18
Podziękował grzecznie za otrzymane zamówienie. Przez dłuższą chwilę milczał, bo widział, że kelnerka zbiera jego zamówienie i niedługo podejdzie do stolika... A nie chciał prowadzić takiej rozmowy przy niej. Nieładnie niszczyć innym ludziom dzień bez powodu.
Na szczęście przy niektórych łatwo o powody... Mimo oczywistej niechęci do niedoszłego przybranego syna, uświadamiał sobie jak bardzo są podobni. Lodowate spojrzenia rzucane na prawo i lewo, zlewczy stosunek do gatunku ludzkiego i ciągłe poszukiwanie czegoś, może samego siebie? Cholera ich wie. W przypadku Raya popadnięcie w taki styl życia - niestały, oparty na krótkich związkach (w zasadzie na pożądaniu, bo wszelkie przywiązanie odczuwał krótko, a bliskość i troska stały się jego autokreacjami, rodzajami masek, które zapewniały mu dłużej dom i tani odpowiednik miłości), braku refleksji i hedonistycznego z lekka podejścia. Na szczęście jeszcze szanował ciężką pracę - inaczej już dawno straciłby wszystko. Jakby nie patrzeć - Alain też uciekał. W końcu spieprzył tu przed poprzednim życiem, a one go dogoniło w postaci szorstkiego brodacza, niedoszłego ojczyma.
Zignorował pierwsze warknięcie chłopaka, kwestie własnościowe interesów go nie obchodziły. Zmarszczył brwi, nie rezygnując z kontaktu wzrokowego.
-Po prostu się martwię - uśmiechnął się jadowicie - synu.
Podejrzewał, że zagrał odpowiednią kartę, jeśli chodzi o dopieczenie mu... Jakiekolwiek wracanie do kwestii rodzinnych mogło być dla chłopaka bolesne, więc będzie miał jeszcze przez chwilę czym zagrać i zabawić się. Uniósł widelec, by wziąć się w końcu za swoje śniadanie. Lewą dłonią błądził po omacku po kieszeniach, szukając paczki fajek. Ah, no tak. To kawiarnia. Rozejrzał się i nie zadowolił go fakt, że nie znajduje się w strefie dla palących. Westchnął.
-Naleśniczka?
Raczył się tylko kawą, a żeby jeszcze się trochę z nim pomęczył trzeba mu energii - nie można dać mu zejść za wcześnie! Co prawda jeden naleśnik w tę czy we wtę... Zajęty już jedzeniem przechylił głowę, by przyjrzeć się twarzy szatyna. O, bitny jest chłopczyna. Gorzej, że chyba nie na najwyższym poziomie, skoro chodzi obity. To jego przeciwnicy powinni tak wyglądać. Śliwa zainteresowała go jednak tylko na chwilę - zaczerwienienie. Na tyle nietypowe, że zaczął podejrzewać, że to ślad soczystego plaskacza... Ale na razie pozostał litościwy - być uderzonym w twarz przez kobietę to spora rana dla dumnego mężczyzny. Przemilczy to. Może nawet nie tylko chwilowo.
-Ładna śliwa. To co, powiesz mi w końcu, kto Ci ją podarował?
Płeć: mężczyzna Wiek: 24 (23 V 1993) Wzrost: 190 cm Podopieczny: Frey Pieniądze: £2510
Wysłany: 2016-03-19, 17:53
W przeciwieństwie do niedoszłego ojczyma, Alain nie dostrzegał miedzy nimi żadnego, nawet najdrobniejszego, podobieństwa. Z całego swojego skamieniałego serca nie przepadał za tym osobnikiem i w żadnym stopniu tego nie ukrywał. To powód, dla którego nawet gdyby zdawał sobie sprawę z tego podobieństwa to nie dopuszczałby do siebie tejże myśli. Po prostu nie i koniec. Chociaż ich style bycia, a być może nawet charaktery, rzeczywiście były do siebie bardzo zbliżone. Niemniej jednak istniała jedna poważna i wyraźna różnica - Francuz nie miał tak dużego szacunku i uznania dla ciężkiej pracy. Wszystko, co robił było raczej przysłowiowym dążeniem do celu po trupach. Niezbyt przykładał się do swoich zajęć, a będąc pewnym, że i tak uda mu się osiągnąć to, co chce tym bardziej podchodził do całej sprawy lekceważąco. Mimo wszystko nie oznacza to, że chłopak w życiu nie wykonał żadnej cięższej pracy. Nim znalazł łatwiejszy sposób na dochód łapał się wszelkich prac, które niejednokrotnie mogły wydawać się bardzo czasochłonne i wymagające. Jednak tak, jak wspomniałam, łatwiejsza i szybsza droga do zarobku była zwyczajnie wygodniejsza. Nic więc dziwnego, że handel niewskazanymi środkami był i jest mu całkiem na rękę. To prawda, że uciekał. To również było znacznie łatwiejszą i wygodniejszą drogą, która jednak teraz ponownie nieco się skomplikowała. Problemy zdają się nie odstępować ciemnowłosego ani na krok.
Nie poczuł się zdziwiony postępowaniem mężczyzny, podświadomie chyba się tego nawet spodziewał. Odwzajemniał się tym samym i również bezustannie, wręcz bezczelnie, wpatrywał się w spojrzenie brodacza.
Usłyszawszy to zdanie, odłożył nieostrożnie kubek z powrotem na blat stolika i parsknął ironicznie. -Jak ty w ogóle śmiesz się tak odzywać?- rzucił tonem przepełnionym wrogością i niechęcią. Jego spojrzenie także uległo diametralnej zmianie, nie będąc już tak beznamiętne, a niemal wściekłe. Kontakt z rodziną zerwał już dawno temu, uważał, że jej kwestie go nie dotyczą, jednak jakiekolwiek próby powrotu do jej tematu wywoływały w mężczyźnie skrajne emocje, których nie potrafił się zwyczajnie pozbyć w inny sposób, niż dając im upust. Marszcząc lekko brwi, jego wzrok zsunął się niechętnie z twarzy towarzysza. Spojrzenie przeniosło się w bardziej komfortowym i wyciszającym kierunku, zupełnie ignorując osobę niedoszłego ojczyma. Mruknął pod nosem coś niemal niesłyszalnego i równie niezrozumiałego, kolejny raz sięgając po wciąż parującą kawę.
-Spierdalaj z tym naleśnikiem...- burknął, zerkając w jego stronę tylko kątem oka. Nie było mowy o tym, by wymagał od Raynarda czegokolwiek i kiedykolwiek, nawet w tej zdawać by się mogło głupiej kwestii. Westchnął ciężko, wciąż wpatrując się w zupełnie inny obiekt: w tym momencie wszystko było lepsze od widoku znienawidzonego tatusia. Śliwę nosi ze sobą już szmat czasu, pewnie nie miałby jej na sobie, gdyby nie stawiał się zupełnie pijany ochroniarzowi jednego z lokalów. Niestety alkohol skutecznie upośledza ruch i reakcje, a wtedy kończy się to podbitymi oczami i innymi obrażeniami. Zaś ów czerwony ślad. No cóż... tak to jest, kiedy natrafi się na kobietę, posiadającą własne zdanie i honor.
-Już ci powiedziałem, że to nie twój interes.- spojrzał w końcu na Raya, przewracając jasnymi oczyma.
.....................................................My life is a song with no one to dance to
.....................................................The ... same ... old ... shit
.....................................................Nothing ...and... nobody knows
.....................................................My HEART IS A DEAD horse
...........................................................There's .. no point... in beating
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum