Eva - 2016-07-22, 22:35 Nie którzy jednak, jeździli po parkach, ale to głównie policja chyba. Zapisać się można zawsze, jednak Evie było to akurat nie potrzebne. Sara zawsze była niecierpliwa, jednak Evie nigdy to nie przeszkadzało. Obserwowała ją uważnie, a głębiej rzecz ujmując, to jej reakcję. Mogła znać wiele Ev, nie koniecznie przecież na świecie, była tylko ta jedyna, którą znała. Eva natomiast, znała kilka Sar, ale tylko jedna, była bliska jej sercu.
-Zabawne do prawdy. - odparła na słowa kobiety, lekko się uśmiechając w duchu i na zewnątrz.
-Mieszkam od jakiegoś czasu, a ty? - domyślała się, że ona pewnie też. Nie była raczej typem, skaczącym z kwiatka na kwiatek jeśli chodziło, o miejsce zamieszkania. Widząc jej zniecierpliwienie, uśmiechnęła się krótko.
-Kawa? Lody? - może być kawiarnia, albo ławka w parku.Sara - 2016-07-24, 21:56 - Mieszkam i pracuję - odparła bez zastanowienia, tym samym rewanżując się dziewczynie. W swoim czasie dość często zmieniała miejsce zamieszkania, nawet na początku swojego pobytu w Eastbourne była niemal przekonana, że nie zagrzeje tutaj miejsca zbyt długo. Myślenie całkowicie zmieniła dopiero, kiedy znalazła stałą i pewną pracę, zamieszkała we własnym a nie wynajętym domu i natrafiła na Harleya. Właściwie nigdy nie przypuszczała, że tak bardzo się usamodzielni i ustatkuje, ale widać wszystko jest zmienne. Blondynka jest tego niemal doskonałym przykładem. Niemal, bowiem nie wszystko potoczyło się dokładnie tak, jakby mogło.
- Już piłam kawę, a lody chyba sobie odpuszczę - odparła, uśmiechając się przepraszająco. W codziennej diecie dziewczyny, którą wyznaczała sobie sama od dawien dawna była tylko jedna kawa - rano. Później rezygnowała z tego napoju ze względu na to, że po nim odechciewało jej się zupełnie wszystkiego. Zaś na lody najzwyczajniej w świecie nie miała ochoty.
- Ale chyba wiszę ci jednego loda, więc zaraz mogę po niego iść - zagadnęła, mimowolnie spoglądając na miętową plamę na swojej jasnej bluzce. No cóż... jedynym wyjściem w takiej sytuacji byłoby założenie bluzy, którą dotychczas miała owiniętą wokół bioder, lecz temperatura była zbyt duża, by siedzieć w zapiętej po samą szyję bluzie. Westchnęła cicho i wyprostowała się.Nadya - 2016-07-28, 08:02 Oczywiście, że po żarcie, po nic innego.
Kiedy kotka tylko przekręciła łebek, Nadya zatrzymała się i westchnęła. Oczywiście, że za tobą nie pójdzie, geniuszu - pomyślała. Poprawiła torbę na ramieniu i wróciła do ławki. Pomysł by wziąć ją na rękę był jej pierwszym, ale go odrzuciła, bo nie chciała brać gdzieś kotki siłą, co zapewne skończyłoby się zadrapaniami na jej rękach. Teraz natomiast nie miała wyboru, jeśli nie chciała jej tutaj zostawić. Przez chwilę tylko głaskała delikatnie czarną, jeśli ta nie miała przed tym oporów, po czym tak delikatnie jak to tylko było możliwe zgarnęła Black na ręce, nadal ją głaszcząc,żeby wiedziała, że nic złego się nie dzieje. Jeżeli kotka dość spokojnie siedziała w jej objęciach, Nadya ruszyła w stronę zoologicznego.
/zt -> zoologiczny/Eva - 2016-07-28, 15:40 -Od dawna? Ja też tu mieszkam od jakiegoś czasu. - z pracą było gorzej, ale cii. Ona mieszkała tylko w kilku miejscach, ostatecznie lądując właśnie tutaj. Miała podobne odczucia, że właśnie nie zagości tu długo, jednak okazało się zupełnie coś innego. U Evy właśnie, zmienił to również dom oraz posiadanie własnego wierzchowca. W końcu teraz, miała wobec niego zobowiązania i nie mogła do tak opuścić.
-To proponuje spacer? Bo chyba nie będziemy tu stać, jak słupy soli. - chciała porozmawiać z przyjaciółką, ale nie stojąc na środku drogi. Ławeczka w parku, albo spacer brzmiał obiecująco.
-Przydałoby ci się chyba przebrać. Możemy też pójść do mnie i coś zamówić do jedzenia, albo upichcić same. - mogła zasunąć setki pomysłów, byle się nie rozstać z Sarą tak szybko. Chciała z nią porozmawiać, pogadać, pośmiać się po prostu pobyć.Sara - 2016-07-29, 17:35 - Ponad trzy lata - odparła po krótkim zastanowieniu. Zwykle nie przywiązywała uwagi do dat, bowiem zwyczajnie nie miała do tego głowy i nie inaczej było w tym przypadku. Nie była w stanie stwierdzić ile dokładnie tutaj mieszka, lecz była pewna tego, że ten rok jest trzecim odkąd tu mieszka. Jasnowłosa również posiadała swoje wierzchowce i nie planowała ich nikomu odsprzedawać w przypadku swojej przeprowadzki. Szczerze powiedziawszy zrobiłaby wszystko, żeby obydwa konie bezpiecznie przetransportować do nowego miejsca. Jednak nie planowała przeprowadzki i w najbliższej przyszłości pewnie nie będzie tego robić. Chyba, że nie mowa o przeprowadzce za granicę lub do bardzo oddalonego miasta.
- Wolałabym, żeby tym razem na mnie nikt nie wpadł - odparła żartobliwie, uśmiechając się szeroko. Stojąc na środku chodnika faktycznie była narażona na kolejny "wypadek", którego jednak wolałaby uniknąć. Spojrzała z zainteresowaniem na brunetkę, zakładając ręce.
- Właściwie czemu nie? - wzruszyła ramionami. - Chętnie zobaczę jak mieszkasz - dodała po chwili, a jej twarz ponownie przyozdobił uśmiech. Nie przepadała za spotkaniami po latach. Nawet na początku tego czuła się zażenowana i nieco skrępowana, jednak teraz obydwa te uczucia powoli odchodziły w niepamięć. Nabierała więc coraz większej ochoty na rozmowę z Evą i wspólne spędzenie czasu.Harlow - 2016-08-05, 01:30 Snuła się parkowymi alejkami nie widząc sensu w tym aby wrócić jak najszybciej do domu, właściwie nic poza samotnością i bitwą z własnymi myślami na nią tam nie czekało. Sięgając do plecaka złapała w dłoń pudełko fajek wyciągając pierwszą z kilkunastu pozostawionych tam na czarną godzinę, dawno nie sięgała po nikotynę lecz tym razem potrzebowała jej bardziej niż czegokolwiek. Drżącą z zimna dłonią zapaliła zapalniczkę przysuwając do niej końcówkę papierosa, szary dym próbował wznieść się w powietrze, ale ledwie zamajaczył na tle zamglonego ciężkiego powietrza, które podświetlało jedynie światło ulicznych latarni.
Niosąc na plecach ciężki plecak już dawno porzuciła pomysł handlu prochami dzisiaj, straciła ochotę na wszystko, pragnąc jedynie spokoju, którego nie potrafiła zaznać. Świadomość tego, że on siedzi gdzieś tam teraz z nią nie dawała jej spokoju. Uścisk w klatce piersiowej nasilał się wraz z rosnącą w gardle gulą, łzy mimowolnie cisnęły się do szmaragdowych oczu podkreślonym ciemnym i wyrazistym makijażem, była bardziej blada niż zazwyczaj, a w dodatku cała trzęsła się z zimna.
Ubrana w sukienkę oraz szpilki była bezbronna wobec powoli spadającej temperatury otoczenia, nawet pomimo otulenia się w ciepłą bluzę, gęsia skórka nie opuszczała jej nawet na chwilę. Raz po raz zaciągała się duszącym dymem, racząc swoje płuca kolejną dawką smoły i innego paskudztwa, nie dbała o to, tak samo jak o to, że w parku nocą ktoś bardzo łatwo mógłby ją okraść czy pobić dla samego towaru jaki taszczyła w niemożliwie ciężkim plecaku.
Nieustająca gonitwa myśli nie dawała jej spokoju, pragnęła odsunąć je na bok, ale prędzej czy później niezależnie od tego jak okrężną drogę by wybrała, wszystko sprowadzało się do Niego. Nie rozumiała, a raczej nie chciała zrozumieć uczuć jakimi zaczęła darzyć bruneta. Już dawno stał się dla niej kimś więcej niż przyjacielem, nie potrafiła określić kiedy to się stało, ale stało się i już. Nie było odwrotu, pozostawała tylko ucieczka, próba stłamszenia tego co powoli zaczynało rozkwitać. Już dawno nie czuła się tak mocno zagubiona w tym wszystkim co czuła i w tym jaką decyzję powinna podjąć.
Może jeszcze za wcześnie aby nazwać to miłością lub wręcz przeciwnie, powinna nazywać rzeczy po imieniu. Potrafiła za nim tęsknić, myśleć o nim i łapać się na tym, że wspominała każdy mały gest, każde spojrzenie lodowatych tęczówek, których kolor i każdy odcień znała na pamięć. Zaskakujące jak sprawnie i niepostrzeżenie przeszli oboje od przyjaźni do czegoś więcej, przynajmniej sama Harlow bo wciąż nie była pewna jego uczuć i tego co on czuje. Nigdy nie potrafił mówić o uczuciach w przeciwieństwie do niej. Ale tym razem ona też się bała, bała się stracić przyjaciela, kochanka i ukochanego?
Jednak gdzieś tam głęboko była zakorzeniona ta obawa, lęk przed tym, że Monroe spróbuje go zabrać, że dla niej Alain, porzuci kilkuletnią przyjaźń i zrezygnuje z niej. Bała się samotności, braku kogokolwiek bliskiego w otoczeniu, po raz kolejny groziło jej funkcjonowanie w odosobnieniu. Egzystencja podczas, której myśli są przy tych, którzy nie mogą być przy Tobie.
Krążąc bez celu, zagryzła boleśnie swoją dolną wargę, pozwalając czerwonej cieczy rozlać się w ustach, metaliczny posmak ocucił ją trochę, ale nie na tyle by oderwać się od tego co zaprzątało jej myśli. Rozgoryczenie i smutek przyszły nagle zmuszając jasnowłosą do zajęcia pierwszej lepszej ławki. Usiadła, odłożyła plecak na bok, podciągnęła kolana i zaczęła cicho łkać, jasnoszare kosmyki włosów leniwie wysunęły się spod czarnego kaptura, zdradzając tym samym swoją właścicielkę.Alain - 2016-08-10, 01:07 Nie spodziewał się, że Harlow odkryje jego spisek. Oczywiście mógł domyślać się, że prawda prędzej czy później wyjdzie na jaw, ale zupełnie nie podejrzewał, że stanie się to aż tak szybko. Wracając do domu nie myślał o białowłosej, bowiem jego głowa pełna była wspomnień związanych z Monroe, które były tak wyraziste, że skutecznie przysłaniały wszystko inne. Wciąż nie mógł pojąć swoich motywów, ani tego dlaczego zdecydował się na taki krok. W końcu przez cały czas zapierał się rękami i nogami, by przypadkiem nie zrobić czegoś, co zniszczyłoby tę kilkuletnią przyjaźń. Najwidoczniej impuls był silniejszy i nijak nie dało się nad nim zapanować. Może mężczyzna zdawał sobie z tego sprawę i dlatego nawet nie próbował ze sobą walczyć? A może chodziło o coś zupełnie innego... zresztą teraz to już nie ważne. Stało się, więc musiał ponieść konsekwencje swojego czynu, nawet jeśli przepowiadałyby one koniec jakiegokolwiek kontaktu z Hodderówną. Myśli bruneta zboczyły z toru dopiero, gdy przekroczył próg własnego domu. Wówczas westchnąwszy ciężko oznajmił swoje przybycie. Pytanie tylko komu? Nie był świadom nieobecności Harlow, która przebywała w domu zanim wyszedł. Nie zwracając uwagi na takie szczegóły jak buty czy kurtka, był przekonany, że dziewczyna już śpi. W końcu pora sprzyjała tej czynności, dopiero lada moment miało zacząć świtać. Nie szukał więc Szwedki. Zamiast niej, nieplanowanie, odnalazł coś zupełnie innego. Coś co całkowicie wybiło go z rytmu. Gdy tylko przeczytał informacje zawartą na karteczce, pozostawionej w kuchni, zerwał się do wyjścia niczym ostatni wariat. Była to tak spontanicznie podjęta decyzja, że pojęcie „decyzja” powinno zostać w tym momencie dogłębniej rozpatrzone. Prędkość z jaką mężczyzna dotarł do drzwi była również zaskakująca, tak ogromna, że wręcz niespotykana u przeciętnego człowieka. Czy to był wystarczający dowód na to, że mu zależy? Z całą pewnością, bowiem w innym wypadku nie podjąłby żadnych kroków. On zaś już obmyślał wytłumaczenie, które mógłby powiedzieć Harlow i w które przede wszystkim by uwierzyła. Przecież nie mógł powiedzieć jej wszystkiego, chociaż oboje deklarowali się jako przyjaciele. Zdecydowanie coś w tym było. Najgorsze jest to, że tak jak w przypadku Monroe, także tutaj brunet nie był w stanie określić co to. Po prostu nie potrafił i zupełnie nie wiedział jak mógłby to nazwać. Miłość? Czy aby na pewno można tu o niej mówić? A może to zwykłe przyzwyczajenie i chęć posiadania obydwu dziewczyn... tak czysto przedmiotowo. To również było całkiem prawdopodobnie, zważywszy że mowa tu o Vigneronie.
Nawet nie zastanawiał się gdzie szukać dziewczyny. Wiedział w jakim miejscu może ją znaleźć i właśnie tam zmierzał. Całkiem prawdopodobne, że mógł się mylić lecz nie zważał na to. Był w tym momencie zbyt pewny swoich przeczuć. Wciąż miażdżył w ręku karteczkę, którą zostawiła po sobie białowłosa. Zupełnie w niczym mu nie pomagała i właściwie nie wiedział po co ją wziął. Był to chyba jakiś odruch i nieświadomość. Mniejsza o to. Jego zacięta mina nie obnażała żadnych emocji prócz podenerwowania, przeplecionego z poczuciem bezsilności, która ogarniała go z każdą chwilą coraz bardziej. Mimo to starał się ją maskować, niejednokrotnie warcząc pod nosem niezbyt wyszukane przekleństwa. To w jakiś sposób przynosiło mu ulgę i pozwalało skupić się na czymś innym niżeli tej plątaninie myśli, która kłębiła się w jego głowie, rosnąc do zastraszających rozmiarów. Droga przez park była najszybszą drogą do domu Harlow, lecz nie wybrał jej nie ze względu na to. Spodziewał się znaleźć dziewczynę gdzieś tutaj i... zrobił to. W krótkim czasie musiał uspokoić zszargane nerwy, by nie dać po sobie zbyt wiele poznać i przede wszystkim, aby ponownie nie wybuchnąć złością. Oboje wiedzieli jak kończyło się to poprzednimi razami i brunet nie chciał przechodzić przez to kolejny raz. Szczególnie, kiedy nie miał ku temu poważnych powodów.
Nie miał problemu z rozpoznaniem dziewczyny. Wystarczyło krótkie spojrzenie na wystające spod kaptura, białe kosmyki włosów. To nie mógł być żaden przypadek i nim nie był... Mężczyzna zwolnił kroku i wypuścił ciężko powietrze. Nie wahał się ani przez chwilę, lecz uspokojenie myśli i cała było trudnym zadaniem, toteż osiągnięcie celu zajęło chwilę. Tym spowolnionym, ale zdecydowanym krokiem zaczął się zbliżać do Harlow. Gdyby nie światła latarni nawet by jej nie zauważył. Była tak drobna i w dodatku zwinięta w niewielki kłębek... rozpaczy. Bezszelestnie podszedł najbliżej jak mógł i przykucnął tuż przed dziewczyną. Wiedział co ma robić i co mówić. Jednak z tym drugim był taki problem, że słowa nie zawsze brzmiały tak dobrze jak w głowie, a czasem nawet nie chciały wychodzić na zewnątrz. To zatrważające jak bardzo sztuka mówienia jest ciężka. Vigneron miał z tym spory problem.
- Harlow - mruknął przyciszonym tonem, nawet nie próbując się powtarzać. Dookoła było tak cicho, że białowłosa koniecznie musiała go usłyszeć. Jego zachrypnięty głos przeciął nawet jej stłumione łkanie, które z kolei usłyszał, lecz zignorował. Nie mógł skupiać się na takich rzeczach, bowiem popadłby w skrajność, a to najgorsze co mógłby teraz zrobić. - Przestań - powiedział tylko, posługując się nadzwyczaj łagodnym tonem. Nie chciał słyszeć jak płacze. Nie tym razem. Teraz nie sprawiało mu to żadnej przyjemności, chociaż mogłoby gdyby tylko nie był tak ślepo weń zapatrzony. Na pierwszy rzut oka nie było tako widać, ale przecież dokładnie taka była prawda. Na bladej twarzy mężczyzny pojawił się nieznaczny grymas, który szybko znikł z pomocą cichego westchnienia. Przypomniał sobie o karteczce, którą trzymał w ręku i mimowolnie na nią spojrzał. Cała była pognieciona, a tusz z długopisu lekko rozlany. To jednak nie było istotne. Schował papierek do kieszeni spodni. Bluzę zostawił u Monroe... Na szczęście emocje były dobrym machiną do wytwarzania ciepła w organizmie. Mężczyzna w ogóle nie odczuwał zimna, które o tej porze jak najbardziej występowało, najczęściej w połączeniu z chłodnym wietrzykiem - dzisiaj też go nie zabrakło.
- Czemu wyszłaś? - spytał spokojnie. Zachowywał się tak, jakby nie wierzył w to, co dziewczyna zapisała mu w wiadomości na kartce. Przecież nie mógł pokazać jej, że było inaczej. To rzekoma przyjaźń, ale naprawdę chodziło tu o coś więcej. To przez to Harlow była tak zazdrosna. Powoli zaczynało to do niego docierać. Najgorsze było jednak to, że przed samym sobą przyznał, że miała o co być zazdrosna... niestety.Harlow - 2016-08-10, 21:35 Ostatnim co mogłaby zrobić było siedzenie we własnym mieszkaniu, zamknięta w czterech ścianach i w odosobnieniu nigdy nie czuła się swobodnie. I choć jej własne cztery kąty powinny być dla niej azylem to zdecydowanie nim nie były. Odkąd wyprowadziła z Francji nie mogła znaleźć sobie miejsca, owszem miała własne mieszkanie dostępne tylko dla niej, ale to nie było to. Nie potrafiła znaleźć swojego miejsca, bo w końcu dom tworzą ludzie i bliscy, a nie budynek. Odkąd zabrakło Harvey'a została zupełnie sama, przynajmniej do chwili, w której poznała Alaina. Obrócił jej świat o sto osiemdziesiąt stopni, najpierw zastępując jej brata, dając poczucie bezpieczeństwa i tworząc swoją obecnością miejsce, do którego mogła wracać za każdym razem. A teraz? Teraz spętał jej serce, uziemiając ją tutaj w Anglii na dobre. Nawet jeśli by chciała to nie potrafiła by wyjechać, nie teraz gdy jej dom był tutaj przy nim. Ale dlaczego park? Bo w mieszkaniu nie czekało na nią nic poza samotnością, której starała się unikać za wszelką cenę. I nawet jeśli teraz siedziała w odosobnieniu na ławce, to było jej znacznie łatwiej.
Nie miała sił na kolejną kłótnię, wykończona dzisiejszym dniem, imprezą, dużą dawką alkoholu i chłodem jaki teraz usilnie próbował przebić się poprzez materiał ciepłej bluzy. W głowie wciąż walczyła sama ze sobą, ze swoim naiwnym głupim sercem, które nie potrafiło zrozumieć, że nie powinna się angażować. Los bywa przewrotny, niespostrzeżenie pchnął tą dwójkę ku sobie sprawiając, że każde z nich zapragnęło czegoś więcej niż przyjaźń. I wszystko najpewniej jakoś by się potoczyło, gdyby nie obecność trzeciej osoby. Wciąż miała w głowie to, że zostawił ją w tym mieszkaniu samą, okłamał i poszedł do niej. Nie wiedziała ile czasu minęło odkąd pozostawił ją samą, wszystko wokół przestało się liczyć. Drżała nie potrafiąc pohamować cisnących się do oczu łez, bolało mocniej niż mogła przypuszczać. Ale bolało bo na to pozwoliła, dopuściła do głosu uczucia, które nigdy nie powinny się pojawić, nie wtedy, gdy w grę wchodzi przyjaźń.
Zaciskając drobne palce na materiale bluzy, zwinięta w kłębek pragnęła przestać istnieć, wydłubać sobie to przeklęte serce, które czuło to czego nie powinno, które kłóciło się z rozsądkiem nie pozwalając zaznać spokoju. Nic dziwnego, że ją rozpoznał stalowo siwe kosmyki włosów były zbyt charakterystyczne podobnie jak ciągnąca się przez lewy policzek blizna.
Usłyszała czyjeś kroki i tyle, zignorowała je zupełnie pragnąc jedynie zostać sama, zwalczyć wszystko to, co w działo się wewnątrz. Wielokrotnie udawało jej się maskować uczucia, zakładać kamienną maskę i po prostu iść dalej. Tym razem nie poskutkowało, pękła nie potrafiąc pozbierać się do kupy, nie potrafiła wziąć się w garść, bezsilność przygniotła ją swoim ciężarem.
Jego głos tak doskonale znajomy, z charakterystyczną chrypą sparaliżował jej drobną sylwetkę. Teraz wiedziała kto o tej porze oprócz niej plątał się po parku, nie podniosła głowy, nie potrafiła i nie chciała spojrzeć mu w oczy. Kolejne słowo padające z ust ciemnowłosego wzmogło jej czujność, spodziewała się ataku, wyrzutów i kłótni. Zawsze tak było, za każdym razem padała ofiarą jego furii, złości, pozwalała mu się bezkarnie nad sobą pastwić mając niewielkie szans w starciu z tyranem jakim potrafił dla niej być.
Czekała i ku jej zaskoczeniu nic takiego nie nastąpiło, mówił do niej spokojnie starannie wyważając słowa i manipulując głosem tak jakby bał się, że ją spłoszy. Podniosła głowę, spojrzenie zaszklonych oczu wbijając w jego twarz, głęboka zieleń tak mocno kontrastowała z jej bladą skórą, że jej odcień był wręcz nierealny. Patrzyła na niego i milczała nie potrafiąc wykrztusić z siebie nawet jednego słowa. Żałowała wszystkiego co sie wydarzyło tego, że tak łatwo pozwoliła namiętności, pożądaniu i uczuciom dojść do głosu. W przeciwieństwie do Monroe podała mu się jak na tacy, pozwalała na każdy jeden pocałunek, na to by trafili oboje do łóżka, by bezkarnie oglądał ją nagą i napawał się tym wszystkim. Teraz? Teraz nie miała mu nic więcej do zaoferowania, nie było już tej ekscytacji, drżących rąk, gdy zbliżali się do siebie jako para kochanków. Więc po co wrócił, dlaczego przylazł tutaj za nią, mogąc dostać od blondynki o wiele więcej niż od niej. Nie rozumiała tego i miała sobie za złe, że tak łatwo dała się podpuścić, stając się jego zabawką? Przygodą, którą teraz zamierzał skończyć i zacząć na nowo z kimś innym?
Nie sądziła, że mógł czuć do niej coś na podobieństwo tego co czuła ona sama, nie dopuszczała do siebie myśli czy rozważań o tym, że jemu też zależało bardziej i mocniej, że nie była mu obojętna. Czułą się gorsza od Monroe, bo w końcu to do niej poszedł, a ją zostawił w tym cholernym mieszkaniu, zupełnie samą.
Wciąż patrzyła na niego i wciąż milczała nie mogąc się poruszyć, nie potrafiła podnieść sie z tej pieprzonej ławki, wyminąć go i pójść do siebie. Rozsądek i logika właśnie to próbowały jej uzmysłowić, wymóc na ciele, które nie chciało słuchać. Może była tak zziębnięta i słaba, że nie miała sił, a może to coś innego wciąż trzymało ją tu w parku.
- Bo wybrałeś ją.- odpowiedziała cichym i zachrypniętym głosem, oblizując wargę spowitą krwią, którą znów tak samo boleśnie zagryzła. Tylko fizyczny ból pozwalał jej myśleć trzeźwo. - Po co tu przyszedłeś?- skoro był z Hodder to dlaczego teraz znów pragnął bawić się jej kosztem, mącić jej w głowie i ponownie złamać serce. Wciąż nie potrafiła dostrzec i zrozumieć tego, że to wszystko to nie jest jej własny wymysł, że nie tylko jej serce dało się w to uwikłać.Alain - 2016-08-11, 23:09 Przygaszony wzrok mężczyzny wciąż spoczywał na drobnym ciele Szwedki. Nie obserwował jej jednak w sposób natarczywy czy przepełniony nienawiścią, tak jak zwykł to robić w podobnych okolicznościach. Właściwie to owe spojrzenie nie wyjawiało żadnych uczuć ani emocji. Było zupełnie puste, a co za tym idzie całkowicie spokojne. Był przygotowany na nieprędką reakcję jasnowłosej, lecz każda kolejna chwila bezowocnych oczekiwań przyprawiała go o nieprzyjemny skurcz pleców. Czuł się w pewien sposób zagrożony, wiedział bowiem, że stąpa po bardzo cienkim lodzie, który lada moment może pęknąć. W dodatku dziewczyna nie dawała mu żadnych sygnałów, które mogłoby jakoś zwiększyć jego pewność w tej sytuacji. I choć niecierpliwił się coraz bardziej, to tłumił to w sobie, nie pozwalając emocjom wyjść na wierzch. Milczał tylko i czekał. Całe ciało bruneta automatycznie spięło się, kiedy białowłosa uniosła głowę. Atmosfera gęstniała coraz bardziej i nie zapowiadało się na to, by mogło być inaczej. Właściwie to wydawać by się mogło, że ten stan może ulec jeszcze większemu pogorszeniu. Mężczyzna był przekonany, że aby to do tego doprowadzić wystarczy jeden niewłaściwy ruch, tak drobny jak ziarnko piasku. Trzymał jednak nerwy na wodzy, mimo że nie było to łatwe zadanie, kiedy od wewnątrz spalały go płomienie wzniecane najrozmaitszymi emocjami i uczuciami, których nie był w stanie trafnie określić. Niemniej jednak nie dawał po sobie niczego poznać. Z pozoru był spokojny i niczym niewzruszony, oczekujący na jakikolwiek ruch ze strony przyjaciółki. Przyjaciółka. To śmieszne, że można nazywać tak osobę, do której żywi się uczucia ponad zwyczajną przyjaźń. Śmieszne, a jednocześnie cholernie prawdziwe. Niestety mężczyzna nie powie tego głośno, a więc będzie męczył się z samym sobą, ze swoimi uczuciami i całą tą przedziwną otoczką. Nie przymuszał Harlow do wypowiedzenia choć jednego słowa. Był niemal pewien, że jeśli zechce samodzielnie zabierze głos, bez konieczności poganiania i zmuszania. Poza tym nie chciał tego robić. Właściwie to w ogóle nie chciał jej słyszeć. Nie dlatego, że miał jej dość. Po prostu przemawiały nim obawy związane z tym, co może usłyszeć. Podobno słowa bolały najbardziej i jest to niewątpliwa prawda. Nie wiedział w końcu, co takiego może zechcieć przekazać mu dziewczyna. Być może nie skończy się jedynie na krótkiej odpowiedzi... mógł się jedynie domyślać. Owe domysły zaczął snuć mimowolnie. Nie kontrolował tego poczynania, jego myśli same cisnęły się w tamtym kierunku, nie zważając teraz na nic innego. Wówczas spojrzenie mężczyzny padło prosto na zielone tęczówki Szwedki, które w tym świetle wyglądały bardziej zjawiskowo... lecz smutno. Nie patrzył na nią jak na przyjaciółkę i nie krył się z tym. Jego spojrzenie wyrażało wiele emocji, a będąc tak nieskazitelne, można było czytać z niego niczym z otwartej księgi wiedzy. To zdecydowanie nie był moment na wyznawanie uczuć, poza tym brunet sam nie wiedział czego chce. Z jednej strony pragnął spędzić ten czas z Harlow, podnieść ją na duchu i podświadomie czuł, że musi się nią w końcu zaopiekować, a nie traktować jedynie jak przedmiot, na którym może się wyżyć. Z drugiej jednak strony chciałby nadal siedzieć obok Monroe, choćby do białego rana. Myśl o blondynce wciąż pojawiała się w głowie Vignerona, krążyła ona jednak gdzieś z tyłu i nie była zauważana, a już szczególnie teraz, gdy brunet zagłębiał się w zieleni na twarzy białowłosej.
Kiedy w końcu doczekał się odpowiedzi, na jego bladej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech. Uśmiech ten miał jedynie maskować grymas podenerwowania, który chciał przejąć kontrolę. Był to nerwowy gest, który szybko znikł, nie pozostawiając po sobie śladu. Nie wiedział, co odpowiedzieć by wypaść przekonująco. Westchnął więc cicho i na moment spuścił głowę, kręcąc nią ospale. Uniósłszy ponownie spojrzenie, na powrót spoczęło ono na zeszklonych oczach dziewczyny.
- To nie tak - odparł, nie potrafiąc wymyślić nic innego. Właściwie nawet nie próbował kłamać. To co powiedział nie było żadnym kłamstwem, nie wiedział jak ująć myśli w słowa i od czego w ogóle zacząć. Był zagubiony we własnym umyśle, przez który przechodziła ogromna burza. - Musiałem z nią coś załatwić i to wszystko, a nie powiedziałem ci, bo wiedziałem jak będziesz reagować... - wymruczał, właściwie nadal nie kłamiąc. Być może omijał niektóre istotne punkty, ale to jeszcze nie kłamstwo. Poszedł do Monroe, bo owszem, musiał z nią coś załatwić i nie była to do końca błaha sprawa. Niestety jego cel nie został osiągnięty, a on sam zaczął gubić się jeszcze bardziej.
- Po ciebie... - odpowiedział stłumionym głosem, wpatrując się w Harlow z nadzieją na to, że ulegnie.
- Porozmawiajmy - rzucił nieoczekiwanie. Spojrzenie mężczyzny było wręcz błagalne, proszące o odrobinę litości. Nie wiedział czy rozmowa pomoże, czy w ogóle do takowej dojdzie, niemniej jednak potrzebował tego. Tak samo jak z Monroe, potrzebował porozmawiać z Harlow.Harlow - 2016-08-11, 23:56 Lód po którym stąpał był jeszcze cieńszy niż przypuszczał, niczym porcelanowa filiżanka na której wystarczy nieco mocniej zacisnąć dłoń aby cienka jak papier porcelana rozsypała się na masę małych kawałeczków. Podobnie było z Harlow, siedziała na tej parkowej ławce drżąc z zimna i wyraźnie się trzęsąc, przegrała już dawno starcie z temperaturą otoczenia, która pomimo zbliżającego się świtu wciąż nie drgnęła ani o jedną kreskę na termometrze.
Milczenie choć zazwyczaj niezręczne tym razem pozwalało zaznać spokoju, wyciszyć się i otoczyć własnym azylem myśli, w który Harlow zagłębiała się co raz mocniej. Pragnęła się odciąć myślami od tego, co właśnie teraz miało miejsce, nie chciała niego spojrzeć, ze wszystkich sił broniła się przed reakcjami własnego ciała. I teraz, gdy przed oczami miała te lodowato-błękitne oczy wpatrywała się w nie szukając ostatniej deski ratunku, jednego małego ale, które nie pozwoliłoby jej się poddać, zrezygnować z tej przyjaźni, którą oboje mogli utracić.
Jego spokój choć tylko pozorny pozwalał jej znosić to wszystko, dawał jej czas, którego potrzebowała teraz bardziej niż czegokolwiek. Milczał i odwzajemniał spojrzenie, nie zbywając jej ani nie odtrącając. A właśnie tego się bała, odosobnienia i odsunięcia na bok, nie chciała zostać sama, a właśnie tak to wszystko się zapowiadało.
W jego oczach widziała więcej niż zwykle, ale nie była to dla niej nowość, niemal zawsze, gdy się przed nią otwierał bądź rozmawiali szczerze to ona nalegała na kontakt wzrokowy, w ich mroźnym błękicie odnajdując odpowiedzi na to, czego sam nie potrafił z siebie wykrztusić, tym razem było jednak inaczej. Nie szukała w nich niczego, jej własne spojrzenie było przepełnione pustką i żalem, którego nie potrafiła się pozbyć.
- Skoro nie tak, to jak?- podniosła głowę, opierając się plecami o oparcie ławki, nie lubiła niedomówień, stania w miejscu, gdzie wszystko było jedną wielką niewiadomą. Zbyt wiele w życiu miała niewyjaśnionych spraw, zbyt łatwo odpuszczała wszystkim, sama nie dostając żadnych konkretów. Ciągłe życie w niepewności powoli zaczynało wyniszczać i podobnie było z Harlow, która już więcej nie potrafiła znieść.
Nie ułatwiała mu zadania, żądała odpowiedzi, a na tą którą dostała zareagowała cichym westchnieniem, w jej oczach malowało się niedowierzanie. - Załatwiałeś to przez całą noc Alain, to nie jest zwykłe "coś".- zwróciła mu uwagę, wciąż mówiąc spokojnym głosem, pozbawionym agresji czy wyrzutów. Czuła się okłamana, zraniona i odsunięta przed niego, dlatego teraz nie chciała aby się do niej zbliżył. Trzymała wyraźny dystans nie pozwalając go zmniejszyć w żaden sposób.
Nie zareagowała na drugą odpowiedź, to było tak banalne, że aż sama nie mogła uwierzyć w to, że brunet sięga po tak banalne rozwiązania i sposoby na przekonanie jej. Zbyt wiele razy dawała mu się, odpuszczała zbyt szybko i zbyt łatwo.
- O czym chcesz rozmawiać? - nie było żadnego tematu jaki mogłaby z nim poruszyć, niemniej jednak zgodziła się na to, będąc ciekawa tego, czy ta rozmowa faktycznie wniesie coś nowego, czy naprawdę choć trochę wyklaruje sytuację i tą gęstą atmosferę pomiędzy nimi.
Jego oczy wyrażały tak wiele emocji, nigdy dotąd nie dostrzegła ich tak wiele w jednej chwili, a tym bardziej w tęczówkach bruneta. Natomiast jej własne były puste, smutne i pozbawione blasku, spowite otoczką łez, które niedawno sączyły się z nich wypełnione goryczą.Alain - 2016-08-12, 00:29 Wypuścił ciężko powietrze, uważnie śledząc spojrzeniem ruchy dziewczyny. Nie miał jej nic więcej do powiedzenia w tej sprawie, właściwie w swoim mniemaniu już zamknął ten temat. Białowłosa jednak go kontynuowała, co nie było mu ani na rękę, ani w smak. Chciał uniknąć odpowiedzi na tej płaszczyźnie, ale najwidoczniej nie było mu to dane. Dziewczyna chciała wiedzieć wszystko, zaś on tego wszystkiego nie chciał jej mówić. Poprawił odrobinę swoją pozycję, bowiem kucanie powoli stawało się niewygodne, a nawet bolesne. Oparł łokcie na kolanach i spuścił nadgarstki, jakby w geście bezsilności, którą właśnie odczuł dość dosadnie.
- Nie wymuszaj na mnie spowiedzi, Harlow - odparł ostrzegawczo, tym samym dając dziewczynie do zrozumienia, że jeśli nie przestanie uporczywie drążyć tego tematu sytuacja rozwinie się w zupełnie innym kierunku. Nie miał wystarczającej ilości sił na kłótnię, jednak wręcz nie cierpiał, gdy ktoś nakazywał mu wykonywanie czynności, których wcale nie chciał robić. Doprowadzało go to do małego obłędu, którego niestety nie mógł kontrolować. A przecież nie chciał ponownie skrzywdzić jasnowłosej... i nie mowa już tutaj o słowach czy czynach, raniących obolałe serce i zagubioną duszę. Tutaj chodziło o fizyczny ból, który brunet był zdolny zadać, nawet bez mrugnięcia okiem. Niestety. Taki już był i nijak nie dało się tego w nim zmienić. Do tego trzeba przywyknąć i dzielnie znieść, albo poddać się i odejść - nie ma niczego pomiędzy. Mężczyzna jej nie okłamywał, mówił to, co uważał za stosowne. Żadna jego wypowiedź nie zawierała kłamstwa, czasem tylko sprawnie wymijała niewygodne fakty. Fakty, o których Harlow zupełnie nie musiała wiedzieć, bo nie były jej potrzebne do funkcjonowania, obcowania z Vigneronem. - Poza tym, nie powiedziałem, że to „coś” było drobnostką... Tak czy inaczej to nie jest ważne. To sprawa pomiędzy mną i - mówił spokojnie, aż w pewnym momencie się zatrzymał. Chciał wypowiedzieć imię dziewczyny, lecz poczuł blokadę, która powstała w wyniku obaw. - N i ą - mruknął beznamiętnie i natychmiast uciekł spojrzeniem w innym kierunku. Nabrał powietrza do płuc, a po chwili wypuścił je bezgłośnie. Wówczas przejechał dłonią po ciemnych włosach, zupełnie nie wiedząc co dzieje się w jego głowie. Jeden wielki mętlik. Ból na sercu, które do tej pory było niczym z kamienia czy może lodu, który najwidoczniej zaczął topnieć. Gdy dziewczyna nie zareagowała na jego odpowiedź w związku z przyjściem, na moment tylko zacisnął usta. Być może to było banalne i z ust bruneta brzmiało wręcz komicznie, ale przecież nie kłamał. Naprawdę przyszedł tutaj po nią... a może właściwsze byłoby określenie DO. Białowłosa była tak chłodna, że przestał wierzyć w jej powrót do domu... jego domu.
- O tym - odpowiedział bez zbędnych zastanowień. Spojrzał na jasnowłosą jakby z niedowierzaniem. Naprawdę się nie domyślała? A może to wszystko było tak oczywiste tylko w jego głowie? Całkiem prawdopodobne... - Nie widzisz, co się dzieje? Przecież to chore - dodał po chwili, a w jego głosie zabrzmiała nuta wyrzutu. Zdawszy sobie z tego sprawę, westchnął ciężko, pozbywając się nadmiaru negatywnych emocji. Zmrużył na moment powieki, żeby ponownie spojrzeć na Harlow, zaraz po ich otwarciu. Tym razem ów spojrzenie oraz mimika Francuza była znacznie łagodniejsza.
- Jesteś zazdrosna o Monroe, ale właściwie dlaczego? Niczego ci nie obiecywałem. To tylko nasz układ, który podobno ci odpowiadał... - jego ton nadal był spokojny, nieco przyciszony. Nie czuł się dobrze wypowiadając te słowa, czuł się natomiast jak ostatni kłamca. Jednak przedstawił rzeczywistość, choć była ona jedynie teorią.Harlow - 2016-08-12, 01:19 Naciskała być może niesłusznie ale ta niepewność ją wykańczała, wyniszczała od środka zasiewając najpierw ziarenko niepokoju, które prędzej czy później osiągało gigantyczne rozmiary. Odpuściła mu ponownie, sama nie mając już siły na nic, siedziała na tej ławce bardziej przypominając cień człowieka niż jego właściwy obraz. Zdrętwiałe z zimna dłonie mocniej schowała w rękawach bluzy, nie mogąc przestać się trząść, nawet malinowe dotąd usta posiniały wyraźnie odznaczając się na tle jej bladej skóry.
A może tak naprawdę się bała? Nie chciała ponownie czuć strachu, zaznać bólu z jego strony i zostać sponiewieraną psychicznie. Jako jedyny potrafił upodlić ją, sprowadzić na sam skraj wytrzymałości psychicznej besztając i zadając cios za ciosem w najwrażliwszy punkt. Czy się przyzwyczaiła do tego? W jakiś sposób na pewno, ale wciąż odczuwała lęk i obawę przed tym, że naprawdę zaboli, a on bez skrupułów zada jej ten ból.
Słuchała jego głosu uspokajając się co raz bardziej, nieświadomie albo i świadomie wpływał na jej podświadomość, wyciszając i kojąc zszargane nerwy oraz psychikę, która nie dawała za wygraną, wciąż kotłując i przetwarzając wciąż te same bolesne informacje. Coś wewnątrz powstrzymywało ją przed spontanicznym gestem, daniem nadziei brunetowi na to, że jakoś doprowadzą tą rozmowę do końca, do porozumienia.
Jednak nadal siedziała na tej pieprzonej ławce, utrzymując dystans pomiędzy nimi, tak było łatwiej i bezpieczniej chociaż wcale nie komfortowo. Wodziła wzrokiem po jego sylwetce, obserwowała mowę ciała dostrzegając każdy pojedynczy gest.
- Co jest Twoim zadaniem chore?- nie miała pewności czy miał na myśli całą tą sytuację w klubie i teraz czy też coś głębszego, coś co mogło wynikać z tej kłótni wcześniej i tego, że zostawił ją w tym mieszkaniu samą jak palec.
- Jaki układ? Nigdy nie było żadnego układu Alain, od kiedy przyjaźń nazywasz układem?- bo w końcu przecież byli tylko przyjaciółmi i czasem kochankami, nikim więcej. Obojgu to odpowiadało, a jednak pojawiło się jakieś ale, które wymagało wyjaśnień. Nigdy niczego więcej od niego nie oczekiwała, nie prosiła o żadne deklaracje, zapewnienia czy wyznania, po prostu było i tyle.
- Chcesz wiedzieć dlaczego jestem zazdrosna? - zapytała nieco odważniej wbijając wzrok w jego oczy, ożywiła się znacznie, przestała być tak mocno obojętna i oziębła, dając emocjom dojść do głosu.
- Bo mi na Tobie zależy.- wyznała wprost, bez żadnych niedopowiedzeń czy podchodów. - Jesteś dla mnie ważny, zawsze byłeś i po prostu boję się, że ona mi Cię zabierze, że wejdzie pomiędzy nas, naszą przyjaźń.- wyjawiając mu swoje obawy, mówiła bez zawahania, chcąc by wiedział chociaż tyle.
Nie zamierzała się przyznać, że poza tą przyjaźnią jest coś więcej, z resztą oboje o tym wiedzieli ale żadne nie chciało mówić o tym na głos.
Tym razem nie uciekała przed nim, nie próbowała zerwać się z ławki i uciec, nie miała na to sił, ale też gotowa była zmierzyć się z jego reakcją, z tym co padnie z jego ust, lub też z milczeniem, którego nie potrafiłaby pewnie przerwać.Alain - 2016-08-14, 17:14 Brunet milczał uparcie, a na jego twarzy nie pojawiały się żadne przebłyski mogące świadczyć o tym, co przeżywa w tej chwili wewnątrz czaszki. Kamienna maska trzymała się go zaskakująco dobrze i jedynie zmęczone oczy ukazywały obecność tej wewnętrznej rozterki, z którą tak ciężko było sobie poradzić. Wzrok Francuza utkwiony był w martwym punkcie, zawierzonym gdzieś w przestrzeni i mimo pustki, którą na pozór prezentował, wystarczyła chwila dogłębniejszych obserwacji by niemal zobaczyć myśli mężczyzny. Nie starał się z nimi kryć, choć być może powinien. Uświadamiał sobie, jak bardzo jest słaby psychicznie, choć od zawsze wydawało mu się, że nic ani nikt nie jest go w stanie złamać czy zmienić. Najwidoczniej przez te wszystkie lata kategorycznie się mylił, bowiem wystarczyło pojawienie się jednego cholernego uczucia i brak możliwości głośnego oświadczenia o jego obecności... A może to tylko on tak to postrzegał? Był wyczerpany samym sobą i własnymi myślami, może to właśnie przez to stwierdził, że jest miękki i słaby? Kto najlepiej znałby odpowiedź na to pytanie, skoro sam nie wiedział, co o tym wszystkim powinien myśleć...
- Ta pojebana sytuacja i wszystko, co jej dotyczy. Nie rozumiem tego zupełnie... ale może jestem po prostu głupi - wzruszył ramionami, przenosząc przenikliwe spojrzenie na pobladłą twarz dziewczyny. Miał na myśli sytuację z Harlow, Monroe i sobą pomiędzy nimi. Niemniej jednak nie powiedział tego wprost i pewnie nie powie... Właśnie dlatego po chwili zaczął żałować swojej wypowiedzi, będąc niemal pewnym, że białowłosa zacznie drążyć dalej. By wyjść z tego z twarzą, już zaczął myśleć nad sensownym wytłumaczeniem, które byłoby równie dobrym wymiganiem się.
- Był, ale ty po prostu tego nie widzisz - mruknął czym prędzej, niemal przerywając dziewczynie końcówkę wypowiedzi. - Powiedz mi, czy to normalne, że przyjaciele uprawiają razem seks i nie oczekują od siebie niczego więcej? Twoim zdaniem to nie jest żaden układ i to całkiem normalne, tak? Najwidoczniej mam jakieś inne pojęcie... - pokręcił lekko głową. To właśnie był ten układ. Układ, który zawarli niemo, bez żadnych ustnych czy pisemnych uzgodnień i dodatkowych podpisów. Rozumieli się zbyt dobrze, żeby dopuścić coś takiego, jak pisemne umowy w związku z ów „układem” jednak najwidoczniej Harlow tego jeszcze nie pojęła. Kiedy dziewczyna zadała to kluczowe pytanie, brunet spojrzał nań z pełnym zainteresowaniem.
- Pragnę się tego dowiedzieć już od jakiegoś czasu... - mruknął, sprawiając wrażenie odrobinę znudzonego. Był przygotowany na niemal każdą odpowiedź, na każdą z nich miał racjonalne wytłumaczenie.
- Czy ty się nad tym porządnie zastanowiłaś? Żadne osoby trzecie nie są w stanie zjebać naszej przyjaźni - „nawet Monroe” cisnęło mu się na usta, lecz powstrzymał się, uświadamiając sobie, że to mogłoby dać jasnowłosej zbyt dużo do myślenia, albo spowodować kolejne niedomówienie. - Jeśli kiedykolwiek mielibyśmy stale zerwać ze sobą kontakt to wyłącznie z mojej, albo twojej wolnej woli... pojmujesz to? - uniósł brew, spoglądając na Szwedkę pytająco, a zarazem wymownie. Miał nadzieję, że w końcu to do niej dotarło. Vigneron nie był podatny na sugestie i nie miał zamiaru robić czegoś, co ktoś mu narzuca. Miał swój rozum i wiedział jak nim władać... a przynajmniej tak mu się wydawało.
Czując jak nogi zaczynają drętwieć, powoli podniósł swoje ociężałe ciało. Wyprostował sylwetkę i spojrzał na dziewczynę z góry, choć to spojrzenie było całkowicie łagodne.
- Idziesz ze mną? - spytał stanowczo, ale mimo to Harlow miała wybór. Wcale nie musiała z nim iść, ale wówczas on również nigdzie by się nie ruszył. Po prostu nie mógł zostawić jej tu samej, szczególnie w takim stanie.Eva - 2016-08-14, 21:49 -Ja trochę krócej. - odparła na słowa kobiety, podobnie jak ona. Choć dla niej miały większe znaczenie, zresztą nie ważne. Eva miała na razie jednego, ale w planach był gdzieś tam drugi. Kiedy nadejdzie realnie? Tego chyba nikt nie wie. Uśmiechnęła się na słowa Sary, spojrzała na zegarek przelotnie.
-Idź się przebierz do domu, spotkamy się u mnie, bo muszę coś jeszcze załatwić. - odparła. Napisała na karteczce swój adres, który podała kobiecie i po "do zobaczenia", odeszła w swoją stronę.
z.tHarlow - 2016-08-14, 22:14 Obserwowała go z uwagą, widząc te wszystkie emocje, które przebijały się przez kamienną skórę bruneta. Widziała tą dezorientację, zmęczenie tym wszystkim i niemoc, która towarzyszyła także jej. Patrząc na niego dostrzegała te same uczucia, jakich doświadczała w tej chwili. Był jej odbiciem, doskonalszym niż kiedykolwiek. Milczała przez dłuższą chwilę spojrzeniem nie uciekając od kontaktu wzrokowego, od konfrontacji, która miała nastąpić prędzej czy później. Była tak bardzo tym wszystkim zmęczona, że pragnęła jedynie aby ten trwający już dłuższą chwilę koszmar po prostu się skończył.
- Alain.- westchnęła ciężko sama nie potrafiąc pojąc tego co właśnie się działo, tak samo jak on nie rozumiała tych wszystkich uczuć jakie kłębiły się wewnątrz, nie pozwalając zaznać spokoju. Wbrew pozorom nie drążyła dalej, dała mu spokój, będąc równie mocno przytłoczona zaistniałą sytuacją.
- To nie jest normalne masz rację, ale nigdy na nic takiego się nie umawialiśmy, wyszło samo. Jeśli masz tego dość to po prostu powiedz. I pamiętaj, że nic sobie nie obiecywaliśmy, więc skąd te wątpliwości odnośnie oczekiwań.- nie oczekiwała nic więcej, nie prosiła o nic, jedynie zależało jej na jego obecności obok. To wszystko i nic ponad to, nie wyobrażała sobie żadnego happy endu tej zawiłej historii.
Jeśli według niego to było tak absurdalne, że wręcz niemożliwie wystarczyło tylko powiedzieć, z pewnością zakończyliby etap kochanków, pozostając tylko i wyłącznie w relacjach czysto przyjacielskich.
- Po prostu boję się, że Cię stracę...- szepnęła podsumowując jego słowa, mówiąc o swoich obawach, które nachodziły ją nieustannie. - Harvey odszedł i zostałeś mi tylko Ty.- dokończyła, gdy na jej twarzy malował się smutek. Nawet jeśli zapewniał ją, że nic takiego nie będzie miało miejsce, to jednak obawy wciąż pozostawały, nie potrafiła ich zwalczyć, nie sama.
- Gdzie chcesz iść?- podniosła spojrzenie wbijając je w jego tęczówki, pragnęła jego bliskości i obecności. Potrzebowała ich teraz bardziej niż zwykle, czuła się zagubiona i tylko w jego objęciach byłaby w stanie znaleźć bezpieczny azyl.
Wewnątrz walczyła sama ze sobą, bo oprócz obaw o przyjaźń było przecież coś jeszcze, uczucie znacznie silniejsze od tęsknoty czy samotności. Kochała go i dopiero teraz zaczynała sobie to uświadamiać, bała się jednak wyznać mu to prosto w twarz. Wiedziała jakie ma do tego podejście i nie mogła poświęcić przyjaźni z tego powodu, że poczuła coś więcej. Kompletnie zagubiona w tym wszystkim, ponownie oparła brodę o kolana, obejmując je i trzymając kurczowo.