Anne Howard - 2016-05-27, 17:48 Skąd mogła wiedzieć, że to nie całkowicie przez Bastiana znów zachowuje się dziwnie? Przez twarz Angielki przebiegł prawie niezauważalny grymas, który szybko został zastąpiony przez delikatny uśmiech. Na nic więcej nie było ją stać aż do dzisiaj, kiedy wchodząc do parku zobaczyła Elizabeth. Jednak cała zabawa, jak już wspominała chwilę wcześniej, zaczyna się od nowa. Pewnie ten wypad na łono natury będzie jednorazowy. Nie miała ochoty wychodzić do sklepu po zakupy, więc nie było mowy o jakiejkolwiek zabawie w jednym z miastowych klubów. Zbyt dużo ryzykowała. Wszystko zamawiała przez internet, zaczynając od ubrań a kończąc na piętrzących się w stosach książki. Uniosła brew, słysząc, że jednak go widziała. Skierowała na nią swoje widocznie zmieszane spojrzenie, niemal niezauważalnie spinając wszystkie mięśnie. Teraz to ona miała ochotę przepytać ją o więcej, ale zabrzmiałoby to o wiele gorzej. A nie miała w zwyczaju wtrącać się w sprawy innych, tym bardziej życie prywatne jej brata niewiele ją interesowała. Niestety z drugiej strony nie miała ochoty znów spoglądać w oczy brunetki i tłumaczyć się z tego, jaki jest.
- Niech tylko spróbuje to spieprzyć - warknęła nieco podniesionym tonem głosu, przybierając jednak pogodny wyraz twarzy - to będzie miał ze mną do czynienia. Nie przepuszczę mu tego.
Elizabeth jest jej przyjaciółką i zamierzała ten fakt wykorzystać, jeśli zrobiłby cokolwiek, co spowodowałoby jej ból. Mogła się tylko domyślać, na jakich podstawach obecnie stoi relacja tej dwójki. Była jedynym człowiekiem, przy którym brat Howard potrafił się stać zupełnie inny.Elizabeth White - 2016-06-01, 14:52 Promiennie zaśmiała się w reakcji na słowa przyjaciółki. Prawda była taka, że Bastian żył swoim życiem i w rzeczywistości nie zwracał uwagi na niczyje rady czy też groźby. Mogła mieć jedynie nadzieję, że tym razem nie postanowi od tak zerwać kontaktu i wyjechać Bóg wie gdzie. Gdyby tylko Ann wiedziała, co wydarzyło się przed ich rozłąką... Z pewnością wtedy jej widok na sprawę zmieniłby się o 180 stopni. Elizabeth nie mniej jednak nie zamierzała jej o tym mówić, upychając owe zdarzenia możliwie najbardziej w głąb pamięci. Nie było to w końcu nic wartego wspominania.
- W razie jakby co, to obie mu wpierniczymy - odparła z uśmiechem, puszczając przy tym do kobiety oczko.
- Aczkolwiek mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby - dodała po chwili, odgarniając za ucho wchodzącą jej do oczu grzywkę.
/wybacz, że tak wolno odpisuje, ale musiałam sprężać się z zawodami Anne Howard - 2016-06-02, 20:08 Anne zdawała sobie sprawę z tego, że i tak słowa kierowane do Bastiana zazwyczaj trafiają w próżnię. Nie była pewna, czy ktoś kiedykolwiek będzie w stanie dotrzeć do niego na tyle, aby zrobił coś inaczej, niż sam by chciał. Byłby to wyczyn godny złotego modelu, który Howard z chęcią powiesiłaby komuś na szyi. Ukradkiem spoglądała na twarz Elizabeth, z ulgą rejestrując na nim uśmiech. Nie zniosłaby tego, gdyby zrobił cokolwiek powodujący choćby grymas na jej twarzy. Pokrzyczałaby na niego, a nawet jeśli miałby to gdzieś, ona miałaby czyste sumienia i nie musiałaby się w żadnym wypadku zadręczać. A już na pewno nie przez brata, który w najlepszym wypadku dzwonił do niej, kiedy potrzebował swojej siostry.
- Nie pozbiera się. Nie po ataku nas dwóch, wściekłych kobiet - powiedziała z uśmiechem, czując, jak znajomy uścisk w gardle zaczyna słabnąć. Przez te kilka chwil potrafiła zapomnieć o wszystkim, co ją dręczyło. Może to właśnie spotykanie z ludźmi było dobrym posunięciem?
- Muszę się do niego wybrać. Dawno go nie widziałam - mruknęła, wzruszając ramionami. Akurat o Bastiana była spokojna, ponieważ nie sądziłaby, żeby pytał o jej samopoczucie. Nie zdziwiłaby się, gdyby na przykład o decyzji nie wracania do Anglii dowiedział się od zupełnie przypadkowej osoby.Elizabeth White - 2016-06-04, 12:48 - Co racja, to racja - zaśmiała się na słowa Anne, obdarzając ją promienistym i w stu procentach szczerym uśmiechem. Jej wyobraźnia postanowiła mimowolnie zadziałać, a Brunetka wyobraziła sobie ową sytuację. Mina Sebastiana z pewnością byłaby nieziemska.
- Odwiedź go zanim znowu go gdzieś wywieje - poradziła, jednocześnie uświadamiając sobie jak bardzo jest to prawdopodobne. Zmarszczyła na chwilę brwi, starając się odgonić od siebie te niepokojące myśli. Sam fakt, że włóczył się po świecie nie był o tyle niepokojący, co powód jego wyjazdów. Elizabeth nie chciało się wierzyć, że wyjeżdżał by pozwiedzać. Był w tym jakiś głębszy sens, aczkolwiek Collins nie chętnie zdradzał szczegóły swoich podróży. A to z kolei sprawiało, że Kanadyjka jeszcze mocniej zaczynała się nad tym zastanawiać i analizować różne opcje. A wiadomo, że gdy kobieta za dużo myśli, to nie wróży to nic dobrego.Anne Howard - 2016-06-05, 00:49 Z resztą dobrze pamiętała, jaka była jego mina, kiedy zorganizowała razem z Elizabeth imprezę w jego mieszkaniu. Mogło by się wydawać, że ta sytuacja miała miejsce wieki temu, ale tak naprawdę minęło... Uch, sama dokładnie nie pamiętała. Z tego, co pamiętała, nie był zbytnio wściekły, ale na pewno szczęśliwy też raczej nie. Miała ochotę zorganizować coś takiego podobnego, aby tylko zwrócił na nią swoją uwagę. Nawet, jeśli miałoby to oznaczać złość, ale przynajmniej obie z Kanadyjką uśmiałyby się jak za dobrych czasów tego pamiętnego wieczora.
- Masz rację. Swego czasu zjechałam za nim pół Europy. I do tej pory nie wiem, gdzie był - burknęła wyraźnie poirytowana tym faktem, jeszcze raz zaczynając się zastanawiać, co takiego robił. W sumie interesowało ją to, czy żyje. Oprócz niego nie miała żadnej rodziny - już dawno przestała w nią wliczać rodziców, których do tej pory interesowały pieniądze, a nie własne dzieci - więc był dla niej ważny. Zawsze będzie.
-Słuchaj, powiem Ci coś i zamkniemy na dzisiejszym spotkaniu temat mojego brata, bo może się to dla nas źle skończyć. Tylko przy tobie jest w stanie pokazać tą swoją lepszą naturę, więc naprawdę chcę, żeby wam się udało - powiedziała na jednym wdechu, dopiero potem pozwalając sobie na zaczerpnięcie powietrza. Spojrzała na brunetkę, uśmiechając się delikatnie. Miała dodać coś jeszcze, ale w ostateczności ugryzła się w język i nie zdołała chociaż pisnąć.Elizabeth White - 2016-06-09, 15:31 Zdecydowanie ta impreza im się udała. Elizabeth bardzo miło wspominała ten okres, chociaż rzeczywiście - od tamtej pory minął szmat czasu i dużo się zmieniło. Przynajmniej Sebastian nauczył się, że nie mądrym posunięciem jest zostawianie swoich kluczy młodszej siostrze. Nie pamiętam jednak, żeby był jakoś szczególnie zły. Co więcej sam włączył się do zabawy i Kanadyjka spędziła z nim miły wieczór. Po tym incydencie nie dawała mu jednak kluczy do swojego domu, w obawie przez zemstą. Znając Bastiana wpadłby jeszcze na coś głupiego. Zdecydowanie owy dzień należał do jednych z lepszych podczas jej pobytu w Eastbourne. Z przyjemnością zrobiłaby coś podobnego, spontanicznego i szalonego. Wyszłoby jej to na dobre.
- Nie martw się, mi też nie mówi nic o swoich podróżach - stwierdziła obojętnie, po części przyzwyczajona do niewyjaśnionych eskapad Collinsa. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się o niego martwiła, chociaż sama z pewnością mu tego nie wyzna. Był jak kot w marcu - znikał nie wiadomo gdzie i nie wiadomo na ile, ale zawsze wracał.
Uniosła do góry brew, nie ukrywając swojego zdziwienia słowami przyjaciółki. Westchnęła i popatrzyła przed siebie, na kryjące się w mroku zarośla.
- Nie jestem pewna, czy Sebastian kiedykolwiek będzie gotowy na związek - powiedziała po chwili, mimowolnie lekko obniżając ton swojego głosu. Niemiłe wspomnienia postanowiły wrócić i skutecznie zamotać myślami El. Nie wiedziała nawet, czy ponownie chce pakować się w to bagno. Chociaż tego po sobie nie okazywała, dość mocno przeżyła akcję sprzed roku. Collins był dla niej kimś naprawdę ważnym i nie chciała go stracić. Wolała, żeby ich stosunki były takie jakie są, niż żeby ten postanowił się od niej ponownie odsunąć. Myślę, że można nawet pokusić się o stwierdzenie iż go kochała. Nie zamierzała jednak nikomu o tym mówić, szczególnie Brunetowi.Anne Howard - 2016-06-10, 23:40 Można niemal powiedzieć, że od tamtego czasu nie miała prawa do wkroczenia na teren mieszkania bruneta. I właściwie klucze, które przy odrobinie szczęścia dorobiła sobie swego czasu sama, zostały jej brutalnie zabrane. Nie potrafiła sobie przypomnieć faktu, żeby to Bastian był szczególnie z tego faktu szczęśliwy, ale coś nadal kłóciło się w wspomnieniach brunetki. Zmarszczyła brwi, kątem oka spoglądając na swoją towarzyszkę dzisiejszego wieczora. Włosy połaskotały ją w twarz, kiedy zza pleców zerwał się porywisty wiatr. Zaczęła z nimi prawie walczyć, próbując przywrócić je do poprzednie stanu, co pewnie musiało doprowadzić Kanadyjkę do stanu skrajnego rozbawienia. Z głośnym świstem wypuściła powietrze z zaciśniętych ust, w końcu układając je gładko na boku ramienia.
- To jest nas dwie. Teraz nie czuję się w tym tak bardzo samotna - zaśmiała się, nie mogąc powstrzymać nagłego napadu dobrego humoru. Dusiła się tak przez kilka długich chwil, nie potrafiąc się powstrzymać. Ostatnimi czasu bardzo często miewała tak duże huśtawki nastrojów, ale w większości zwalała to na leki nasenne bez których nie potrafiła zasnąć.
Nie była zdziwiona reakcją dziewczyny na jej własne słowo. Sama zaczęła się zastanawiać, czemu właściwie to powiedziała. Przecież równie dobrze mogła jak zwykle zachować wszystko dla siebie, aczkolwiek w tym wypadku musiała przestać dusić to w sobie. Uwadze Howard nie umknął fakt, że Elka widocznie zmarkotniała, a ona była tego przyczyną.
- Wiem, ale... - wyszeptała, jakby szukając właściwych słów - przestańmy o nim gadać! To bez sensu. Przez niego popadam w coraz gorszy nastrój.
Angielka nagle poderwała się z ławki, nie potrafiąc usiedzieć w miejscu. Wzięła przyjaciółkę pod ramię, jednocześnie nie przyjmując do wiadomości odmowy do przejścia się przez park spacerkiem.Elizabeth White - 2016-06-15, 16:22 Nagły powiew wiatru sprawił, że długie włosy El również zaczęły niesfornie falować na wszystkie strony. Ann nie była w owej sytuacji sama, bo Kanadyjka również próbowała doprowadzić je do ładu, oczywiście bezskutecznie. Zaśmiała się wesoło, po wielu próbach ujarzmienia fruwających dookoła kosmyków, które osiadały jej na twarzy i odbierały możliwość widzenia. Ostatecznie ujęła wszystkie w garści i skręciła kilkukrotnie wokół ich osi, przerzucając na ramię.
- Masz rację, zmiana tematu dobrze nam zrobi - odparła, poprzedziwszy swoją wypowiedź krótkim westchnięciem.
Widząc podnoszącą się z miejsca przyjaciółkę, ruszyła w jej ślady. Leniwie ruszyła cztery litery stając na równe nogi i poprawiła swoją bluzkę, która nieznacznie podciągnęła się do góry. Śladami brunetki ruszyła alejką przed siebie, pomimo spaceru obierając dosyć aktywne tempo. Nie umiała chodzić wolno i nie lubiła tego robić. Odkąd pamięta wszyscy znajomi suszyli jej o to głowę.
- Poszłabym na jakąś imprezę - stwierdziła po chwili, wpatrując się w zieleń przed sobą, skrytą pod osłoną mroku.Anonymous - 2016-07-03, 18:38
Nadya napisał/a:
[...]
Koty raczej, nie jadają takich rzeczy. Wolą zdecydowanie: paszteciki, dobrą jakościowo karmę i inne takie. Schronisko i sklep zoologiczny odpadają, kotka nie będzie robić jako wystawa Chyba, że po jedzenie, to inna sprawa. Kotka zeskoczyła z niej na ławkę, gdy kobieta wstała, ale nadal ją obserwowała bacznie. Nie rozumiała jej słów, dlatego przekręciła tylko łepek w lewo. Może ją po prostu podnieść i pójdź? Eva - 2016-07-18, 21:33 Przyszła do parku, bez konkretnego celu. Chyba tak po prostu, by się przejść. Samą stajnią w końcu, żyć się nie dało. Uważała, ze trzeba było się od czasu do czasu rozerwać. Kupiła sobie loda w budce na kółkach, by ruszyć dalej przed siebie, alejkami parku.
Wchodzenie, nie jest mocną moją stroną.Sara - 2016-07-18, 22:15 Odkąd zrezygnowała z pracy w stajni miała zdecydowanie więcej czasu dla siebie, pomimo posiadania jeszcze jednej profesji. Do owej pracy chodziła najczęściej wieczorami lub w południe i nie spędzała w niej zbyt dużo czasu, dlatego sporą część dnia miała wolną. Do stajni chodziła teraz wtedy, kiedy miała na to ochotę, zaś ochota była znacznie większa, kiedy blondynka nie musiała już jeździć do kompleksu z niejakiego przymusu. Dzisiaj miała dzień wolny od wszelkich prac, dlatego zdecydowała się na aktywne spędzenie popołudnia. Rano posprzątała mieszkanie i przygotowała szybki obiad, który później tylko odgrzeje. Jako trenerka w klubie fitness prawie codziennie zaliczała sporą dawkę ruchu, ale kiedy nie pracowała również nie próżnowała. Przyzwyczaiła się do aktywnego trybu życia i chociaż czasem lubiła poleniuchować to raczej stawiała na ruch. Ostatnio dość często bywała w stajni, więc zorganizowała sobie małą przerwę i w zamian wybrała sił do parku na szybki jogging.
Korzystała z odpowiedniej pogody. Nie było zbyt gorąco ani przejmująco zimno. Co jakiś czas jakieś chmury przysłaniały słońce, które dzięki temu tak mocno nie grzało, a przyjemny wiaterek ochładzał powietrze. Dziewczyna właśnie przebiegała kolejne metry z słuchawkami w uszach, kiedy spojrzała na zegarek. Przez nieuwagę z impetem wpadła na idącą z naprzeciwka dziewczynę. Na szczęście nie upadła, lecz lodowy przysmak brunetki został na bluzce Sary, która nieco zdezorientowana wpierw spojrzała po sobie, lecz nie zarejestrowała tej wielkiej plamy. Pech chciał, że ubrała białą koszulkę.
- Sorry – mruknęła poprawiając rozczochrane włosy i wyjmując słuchawki z uszu. – Zagapiłam się i cię nie zauważyłam – dodała, aby jakkolwiek się usprawiedliwić. Dopiero, kiedy zgarnęła ze swoich włosów resztki loda, uświadomiła sobie, że pozostała część spływa po jej dekolcie i bluzce. Skrzywiła się natychmiastowo.
- Oddam ci pieniądze za tego loda, ale powiedz mi, że masz chusteczki – wymruczała spoglądając na Evę. Nie poznała jej i nie zapowiadało się na to, by tak się stało.Eva - 2016-07-20, 18:23 Zrezygnowanie z pracy, zawsze miało swoje plusy i minusy. Wolny dzień, potrzebny był każdemu <3 Eva się zamyśliła, więc także, nie dostrzegła kobiety, która na nią z impetem wpadła. Warknęła coś przez głośny jęk, więc wyszedł jej jakiś, bliżej nie określony dźwięk. Eva także, utrzymała się na nogach. Szkoda, że jej miętowy lód, skończył tragicznie na koszulce kobiety [*]. Nigdy nie sądziła, że świat jest naprawdę, aż tak mały. Już miała coś powiedzieć, a raczej nakrzyczeć na kobietę z cyklu: patrz jak łazisz ! Ale gdy podniosła na nią wzrok z nad bluzki, nieco ją zamurowało. No po prostu niemożliwe ! Bez słowa, podała jej paczkę chusteczek, pewnie wyszła na gbura, ale ci.
-Sara? - w końcu, udało jej się coś wydukać. Była w lekkim szoku, Eva się zmieniła to fakt, ale jej przyjaciółka niewiele. Może jedynie lat jej przybyło, a tak? Nic, a nic. Natomiast Eva, zeszczuplała i zmieniła kolor włosów, więc pewnie dlatego, ją nie od razu poznała.Sara - 2016-07-20, 21:40 Zmarszczyła delikatnie brwi, bowiem lekko zdziwił ją fakt tak wytrwałego milczenia. Naprawdę była przygotowana na solidną reprymendę, albo chociaż okazanie krzty litości względem tej sytuacji, ale nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Nic wiec dziwnego, ze wzrok blondynki stał sił nieco podejrzliwy. Mimo to jej mimika nie ukazywała żadnych innych, negatywnych emocji, chociaż takowe odrobinę w niej wezbrały.
- Dzięki – mruknęła, zabierając paczkę chusteczek. Wyjęła z niej jedną i wzdychając ciężko starła z siebie nadmiar zimnego smakołyka. Kiedy jedna chusteczka okazała się być niewystarczająca, sięgnęła po kolejną i jeszcze jedną, w międzyczasie przytakując na zadane pytanie. W pierwszej chwili zupełnie nie dotarło do niej to, o co pytała brunetka. Po prostu spłynęło to po niej jak po kaczce. Uznała, że dziewczyna pomyślała o niej jako o instruktorce z orcharda, którą już nie była. W takich sytuacjach zwykle zwracali się doń po nazwisku, ale nie zauważyła różnicy.
- Sara – potwierdziła raz jeszcze, w końcu się prostując i unosząc wzrok na Evę. – Ale niestety już nie pracuję w stajni, dlatego nie przyjmuję zapisów na lekcje. Poza tym i tak bym takowego nie przyjęła w takich warunkach. – tutaj rozłożyła lekko ramiona, mając na myśli wskazanie otoczenia. Ewidentnie nie miała ochoty na rozmowy w tym temacie, zważywszy na to, że to był jej dzień wolny, na który ciężko pracowała. Mimo wszystko wymusiła na sobie lekki uśmiech, by nie sprawiać wrażenia ponadprzeciętnie nieprzyjemnej.
- Jeszcze raz dzięki – zagadnęła, oddając dziewczynie resztę chusteczek. Te zużyte wrzuciła do kosza, stojącego tuż przy ławce, obok której stała jasnowłosa. Wciąż nie poznawała Evy, w pędzie i lekkim rozkojarzeniu nawet nie próbowała przypisywać jej osobie znajomej twarzy.
- Nie mam zbyt wiele czasu, muszę lecieć – dodała po paru chwilach, przybierając bardziej jakby przepraszające spojrzenie. Choć w rzeczywistosci za nic nie chciała przepraszać, nie była z tą dziewczyną umówiona, więc równie dobrze mogła odejść bez słowa wyjaśnienia. Niemniej jednak kultura wymagała od niej, by postąpiła inaczej.Eva - 2016-07-20, 22:59 No tak, ale w takiej sytuacji to nic dziwnego. Znaczy no sytuacji, po prostu Eva była w lekkim szoku, że Sara właśnie tu, właśnie ona na nią teraz wpadła. Faktycznie pewnie by na nią nakrzyczała, ale mowę dosłownie jej odjęło. Mogła wziąć całość, a Eva pewnie nie przejęłaby się tym zbytnio.
-Proszę. - trochę jakby, wróciła jej mowa. Choć nadal, była z lekkim szoku, choć to chyba łagodne określenie tego stanu.
-Trudno się nie zgodzić. Jednak, jeżdżę odkąd skończyłam 5 lat, więc lekcję nie są mi potrzebne. - odparła nieco odważniej, pewniej. Jednak no normalnie, a nie , że nie wiadomo jak. Trudno było uczyć w parku w dodatku bez konia, no chyba, że miała ujeżdżać jakiegoś przechodnia Odebrała od niej paczkę chusteczek, którą wrzuciła do torby.
-Nie pamiętasz mnie, choć nie widzie się, minęło tyle lat. - odparła do niej, krótko się uśmiechając. Na szczęście, Sara nie odeszła, tak szybko, znaczy nie zamierzała odejść.
-To ja, Eva. - te krótkie, ale jak znaczące słowa, mogły wszystko zmienić.Sara - 2016-07-21, 20:39 - No chyba, że tak... - mruknęła i poruszyła lekko ramionami. Nie dało się ukryć, że park to nienajlepsze miejsce na naukę jazdy konnej, jednak jasnowłosej chodziło jedynie o zapisy na takową lekcję.
Dziewczyna mocniej zmarszczyła brwi i przekręciła lekko głowę. Poczuła się nieco nieswojo i dziwnie, więc chcąc zniwelować te uczucia instynktownie objęła swoje ramiona. Naprawdę chciała już iść, lecz brunetka coraz bardziej zaczynała ją intrygować... choć robiła to w dość niecodzienny sposób. Niecierpliwiła się z każdą kolejną sekundą, więc aby popędzić dziewczynę już chciała jej coś powiedzieć. Rozchyliła nawet lekko usta, a w tym samym momencie Eva się przedstawiła. Wtedy blondynka tylko nabrała powietrza i zamilkła na dłuższą chwilę. Doskonale wiedziała, że zna to imię jednak o wiele gorzej wypadała jej pamięć do twarzy, dlatego nijak nie potrafiła jej powiązać. Dopiero po chwili namysłów złagodziła nieco wyraz twarzy, ale wciąż będąc lekko zdezorientowana. Uwolniła ręce, kciukami wskazując bliżej nieokreślony kierunek.
- Nie ta stara Eva, która zawsze czepia się dzieci na placu zabaw? - wymruczała, posyłając brunetce wymowne spojrzenie. Brzmiała całkiem poważnie, lecz już po chwili jej twarz przyozdobił szeroki uśmiech. Zaśmiała się cicho, kręcąc głową.
- Żartowałam - powiedziała na wypadek, gdyby Amerykanka nie załapała dowcipu. - dobrze cię widzieć, co ty tu właściwie robisz? - dodała po chwili, przestępując z nogi na nogę.