To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Ławki

Anonymous - 2016-01-31, 01:23

Walczył z nią przez chwilę, nie zamierzając tak po prostu jej uwolnić. Zrobił to dopiero w ostatnim momencie, zanim zdążyła się naprawdę zirytować jego szczeniackim zachowaniem. Cóż, miała pecha, że był typem osoby, która dotyk stawia ponad wszystkie zmysły. Uwolniwszy ją, wsunął ręce w kieszenie bluzy. Pozostawił je pytania bez odpowiedzi, jako że były one oczywiste - a co za tym idzie, nie były godne wysiłku. Nie wyglądał nawet na zdziwionego niecodziennym rozpoczęciem rozmowy, czy też tonem jej głosu. Zmarszczył czoło dopiero wówczas, gdy odważyła się musnąć opuszkami palców opuchnięty nos. Zareagował na to z wyraźną niechęcią, ale powstrzymał się przed ostrym sprzeciwem. Zaledwie delikatnie zwrócił głowę do boku, by chwilę później poczuć się jak mały chłopiec, gdy odgarnęła mu z czoła kosmyk włosów. Wywrócił oczami, zaczynając odczuwać irytację wywołaną jej dziwnym zachowaniem. A potem... Potem wszystko zmieniło przybrało zupełnie inny wymiar.
Nie musiała podawać żadnych nazwisk ani szczegółów aby doskonale zrozumiał, o co chodzi. Trudno opisać, jakie emocje nim zawładnęły, ale z pewnością nie stanowiły zdrowej mieszanki. Nawet się nie śpieszył z tym, aby odezwać się choćby słowem. Zamiast tego pozwolił, by kąciki jego warg drgnęły w uśmiechu, któremu daleko było do życzliwości. Jego oczy natomiast... O nich można było napisać książkę. Chyba nigdy przedtem nie pozwolił Aaren dostrzec w nich tak obrzydliwej kpiny. Nie byłoby to warte uwagi gdyby nie to, że była ona złamana żalem. Czuł się nią zawiedziony, ale wcale nie było mu przykro - sam nie wiedział, czy bardziej go ta sytuacja bawi, żenuje czy brzydzi. W jednej chwili zapragnął odejść, ale nawet nie drgnął aby zbliżyć się do tej decyzji. Wciąż też milczał sprawiając, że sytuacja stała się nieznośnie ciężka. Po prostu skazał ją na dźwiganie ciężaru tego spojrzenia i chorobliwej, zaklętej ciszy.

Aaren Wayford - 2016-01-31, 01:46

Widziała irytację malującą się na jego twarzy, wbrew pozorom dało się wyczytać z niej równie wiele co z jego przenikliwych zielonych oczu. Nie zmącił jednak jej spokoju, nie wpłynął na nią w żaden sposób. Z dala od dotyk i cielesnej bliskości, była odporna na to jak operował swoimi emocjami i mową ciała. Niewzruszona, pewna siebie z wyraźną nutą rozbawienia malującą się na jej twarzy obserwowała jakie zmiany zachodzą nie tylko w oczach, ale w całym ciele bruneta.
- Wykonuję tylko swoją pracę nic więcej. – dodała w odpowiedz na tą wyraźnie zauważalną kpinę, która spłynęła po niej jak woda. Akurat on był ostatnią osobą, która miała praco czuć wobec niej pogardę. Po tym co zrobił, po tym jak bardzo nabruździł w jej życiu powinna go upodlić na każdy z możliwych sposobów. Sam fakt, że trzymała te wszystkie jego tajemnice tylko dla siebie, świadczył o tym, że nadal traktowała go jak przyjaciela, a nie tanią dziwkę.
Naprawdę nie dbała o to jak na nią w tej chwili patrzył, była do tego zmuszona, ale o tym nie musiał nikt wiedzieć. Dopóki nie była w stanie uwolnić się spod ich nacisku, robiła to co musiała zrobić, nie przywiązując do spotkań takich tak je, większej wagi.
- Ile potrzebujesz dni na zebranie całej kwoty ?- zimnym i rzeczowym tonem kontynuowała rozmowę, chociaż właściwie słowa padały tylko z jej ust. Nieugiętym spojrzeniem taksowała jego twarz, wywierając wręcz namacalną presję.
Miała tylko cichą nadzieję, że nie zmusi jej do podjęcia kroków, których potem mogłaby żałować.

Anonymous - 2016-01-31, 11:34

- Nie obchodzi mnie twoja praca - przyznał otwarcie. Już od dawna nie interesowało go to, co i z kim robiła. To było jej życie, a on nie chciał mieć z nim nic wspólnego - szczególnie w tym momencie. Co prawda nie wiedział, co jeszcze się za tym kryje, ale było to w zupełności wystarczające. Bardzo mu to pasowało do obrazu Aaren, który jawił mu się w głowie. Wspomnienie o uwielbieniu jej osoby było mgliste i przedawnione. Nie nazwałabym też tego utratą zainteresowania, o które można było go oskarżyć.
Prawda była taka, że właśnie tak wyglądała kolej rzeczy w świecie Wayforda. Nie rozumiał, ale też nigdy się zastanawiał się nad mechanizmem, który kierował jego życiem. Postronna osoba mogłaby natomiast zaobserwować, że jego relacje przechodziły zawsze te same metamorfozy. Od miłości po nienawiść... I właśnie teraz był gotów przypisać Aaren wszystko, co najgorsze. Nie można było go za to winić, to byłoby głupie. Przede wszystkim nie był nawet tego świadom. Nie zdawał sobie sprawy nawet z tego, jak bardzo się tym ranił.
Rzeczywistość była o tyle smutna i okrutna, że ludzie nie byli w stanie tego dostrzec. Nikt bowiem nie potrafił przejrzeć jego myśli i uchwycić chorej natury umysłu. Był więc odbierany jako bezuczuciowy skurwiel, tchórz, idiota czy sprzedajna dziwka - i każde z tych określeń spływało po nim jak woda po kaczce. Niezdolny do odczuwania urazy, nawet nie czuł się z tym źle. Sam nie widział swojego drugiego "ja". Tak samo wrażliwego i zdolnego do uczuć i przeżywania jak każda inna istota. Nikt nie rodził się zły z natury. Tonego połknęła choroba, która przez nikogo niezauważona - albo umyślnie zignorowana - rozhulała się na dobre.
- Mam te pieniądze - określił się na wstępie, zupełnie nie dbając o to, że pewnie nie takiej odpowiedzi się po nim spodziewała. W końcu zawsze był spłukany z kasy. Ale teraz, gdy już ją miał, nie musiał się nie chwalić na prawo i lewo. Lubił pieniądze, ale nigdy nie determinowały jego życia i nie zamierzał się też do nich przywiązywać. Ich ilość była zbyt zmienna w jego przypadku.
- Jeszcze do dzisiaj miałem nadzieję, że jesteś mądrzejsza, niż zawsze myślałem - dodał, ściągając ku sobie brwi, ale zanim zdążyła wybuchnąć dlatego, że wprost nazwał ją głupią (ewentualnie obrazić go w podobny sposób lub uznać, że wcale ją to nie obchodzi), odezwał się znowu. - Dajesz sobą pomiatać za takie grosze? Czy obiecał Ci złote góry? - Wiedział, że dla niej trzy tysiące to nic takiego. Tym bardziej, że pewnie miała dostać z tego tylko pewien procent, bo w przeciwnym razie nie miałoby to żadnego sensu. Nawet jeśli chwilowo cierpiała na brak kasy... Boże, przecież to było absurdalne. Miała więcej niż 90% ludzi w tym zasranym mieście. Nawet nie wiedziała jak to jest żebrać o każdy grosz, aby tylko przeżyć kolejny dzień. - Może jeszcze mi powiesz, że zamierzałaś użyć broni? - Zapytał z rozbawieniem. Doskonale wiedział, że miała przy sobie spluwę, chociaż była niewidoczna. Prawie nigdy się z nią nie rozstawała, a mimo to nie bał się z nią zadzierać. Nigdy nie budziła w nim podziwu, szacunku czy uznania. Dla niego była tylko ładna, a przy tym dość przydatna jeżeli chodzi o znajomości i zasobność portfela. Do pewnego czasu zamydlał jej oczy tak skutecznie, iż niemal sam był gotów uwierzyć w prawdziwość swoich czynów i uczuć. Teraz był świadom tego, jak bardzo go nienawidziła, z drugiej strony będąc o krok do tego, aby znowu przepaść. To była sztuka manipulacji, a on był jej niekwestionowanym królem.
Oczywiście nie było w tym nic personalnego. Nie było nikogo, kogo traktowałby inaczej. Były tylko drobne różnice. Nie czuł się z tego tytułu lepszy, zresztą w jego słowach i gestach brakowało wyższości.

Aaren Wayford - 2016-01-31, 20:22

Dokładnie to było jej życie, w którym ostatnio wszystko się zmieniło, dotąd tworzone fundamenty jakiejkolwiek normalności legły w gruzach, a znajomość z Tonym ? Zdawała się niknąć w tej popieprzonej codzienności, która swoim ciężarem wgniotła w ziemię nawet takiego kogoś jak Aaren. Do tej pory była silna, niezależna i gotowa stawić czoła każdej przeszkodzie na swojej drodze, złamane serce, utrata najbliższej przyjaciółki były niczym w porównaniu do tego, co właśnie teraz działo się w jej psychice. Nie potrafiła odnaleźć się w rzeczywistości, za dnia szarej i monotonnej, nocą zaś wprowadzającej ją w piekło bytowania na tej planecie.
Spodziewała się tego, że wszystkie dotąd utrzymywane znajomości, przyjaźnie zostaną zerwane, gdy tylko ktokolwiek dowie się o tym, co właśnie robiła. Nie miała jednak na to wpływu i choć idealnie wpisywała się w wizerunek bezwzględnej jędzy, to wcale nie chciała nią być.
Podobnie jak Tony marzyła o normalności, którą już dawno jej odebrano. Nieustannie szukając jakiegoś punkt zaczepienia pakowała się, w co raz to większe gówno, w dodatku robiąc to na własne życzenie. Może gdyby nie znajomość z Bastianem, chęć pomocy przyjacielowi to teraz spotkałaby się z Wayfordem w zupełnie innych okolicznościach.
Wbrew pozorom ceniła sobie ich relację, równie popierdoloną jak oni sami aczkolwiek mającą swój specyficzny charakter. Świadoma tego, że jest wybitnym kłamcą lgnęła do niego, wpadając w zastawioną pułapkę. Tylko on był zdolny odciąć ją od otaczającego świata, tak silnie skupić jej uwagę na sobie, że nic innego się nie liczyło. Pozwalał jej odetchnąć, zachłysnąć się błogim spokojem, poczuć się uwielbianą i cenioną. Dał jej to, czego potrzebowała, i choć niejednokrotnie złamał jej serce, to nadal nie potrafiła zapomnieć o tym, co wcześniej było między nimi dobre, o drobinę szczere i prawdziwe. Od zawsze widziała w nim kogoś więcej niż zwykłego socjopatę, może właśnie, dlatego mógł na nią liczyć bez względu na wszystko.
Nawet teraz, gdy przyszła odebrać pewien dług była gotowa pokryć go z własnej kieszeni, jeśli tylko by o to poprosił. Nienawidziła go i pragnęła mieć przy sobie w tej samej chwili, uzależnił ją od siebie już dawno i choć rozsądek podpowiadał inaczej to podświadomość miała gdzieś wszelkie zasady. Był jej przekleństwem, koszmarem na jawie.
Olał ją już jakiś czasem temu, na rzecz rudej małolaty, pewne plotki szybko się roznoszą. Na początku ją to bolało, teraz nie wywierało na niej żadnego wrażenia. Mimo to nie potrafiła go olać i po prostu kopnąć w dupę. Wciąż miała ten cholerny sentyment do tych zakłamanych, lecz pięknych w swojej obłudzie wspomnień.
Podczas, gdy mówił milczała nie pokazując po sobie nic. Patrzyła bezustannie w jego zielone oczy, których kolor znała na pamięć podobnie jak całe wytatuowane ciało czy pewne zachowania, znała go dobrze, a zarazem nigdy nie pozwolił jej na to, aby poznała go zupełnie. Kusił i odtrącał, perfekcyjnie manipulował dla własnych korzyści. Podobnie było tym razem, nigdy nie mogła mieć pewności czy to, co mówi jest jedną z kolejnych sprytnych sztuczek czy naprawdę jest wobec niej szczery.
Pomimo faktu posiadania pieniędzy, wypasionego domu i mieszkania nie mogła powiedzieć, że jest bogata. Dom należał formalnie do jej ojca, który tylko próbował zrekompensować swoje błędy wychowawcze w ten właśnie sposób. Tak samo posada, jaką zajmowała w wojsku zależała tylko i wyłącznie od tego, że tatuś był przecież generałem.
Za wszelką cenę chciała się usamodzielnić, lecz nie koniecznie w taki sposób, w jaki przyszło jej teraz pracować. Nie prosiła o to, a bym bardziej nie zależało jej na tym, aby wstąpić w szeregi tej pieprzonej mafii. Zmuszona do pracowania dla nich, do przyjmowania kolejnych zleceń nie mogła odmówić ani odrzucić żadnej ze składanych ofert. Tu nie chodziło o kasę, tylko o to czy jej ojciec dostanie kulkę w łeb czy nie.
Cała gra i ta piekielna maskarada rozgrywała się właśnie o to.
- Nie robię tego dla siebie, wcale nie potrzebuję tych pieniędzy. - warknęła rozjuszona swoją bezsilnością, która pojawiła się w momencie, gdy każdym w kolejnych słów uświadamiał jej to jak nisko upadła.
Uciekając wzorkiem na bok, wzięła głębszy haust powietrza do płuc próbując ukoić w ten sposób swoje nerwy. Nie mogła pozwolić sobie na jakąkolwiek intensywniejszą reakcję, a tym bardziej okazanie tego jak bardzo jest w tym wszystkim zagubiona.

Anonymous - 2016-01-31, 20:50

- Więc? - Postanowił ciągnąć ją za język. Nie lubiła tego, dobrze o tym wiedział. Pod tym względem byli identyczni, ale ona zdecydowanie łatwiej i szybciej ulegała. Przynajmniej jemu, co zamierzał wykorzystać. Odszedł chwilowo od uszczypliwego tonu, choć wrażenie, że obnosił się do niej z niechęcią, pozostawało nieodparte. Nie była to jednak czysta niechęć... Bo nie mógł zaprzeczyć, że uczucie między nimi miało wiele twarzy. Z dala od Aaren zapominał o tym, ale widząc ją przed sobą w mgnienia oka przypominał sobie toksyczną chemię, jaka ich łączyła. Tych dwoje nigdy nie powinno skrzyżować ze sobą swoich dróg. Był to pewien rodzaj wynaturzenia, które nigdy nie powinno zaistnieć. Czasami miał ochotę to zniszczyć, ogarnięty szałem i wstrętem, by w następnej chwili w najlepsze kultywować wspomniane uczucie. Była jego głównym motorem tak, jak on jej. Znajdował chorą przyjemność w ranieniu jej i następnie gojeniu własnoręcznie stworzonych ran. We wspólnym użeraniu się ze sobą, zmieszanym z czystym uwielbieniem. Właściwie przy Aaren nie czuł się taki odosobniony w swoim pojebaniu.
- Co takiego sprawiło, że nie jesteś sobą, jeżeli nie ja? - Tylko przy nim zmieniała się nie do poznania. Tym razem jednak co innego wpłynęło na jej zachowanie. Widział jak się miota w swojej bezsilności, chociaż próbowała to ukryć. Część swoich zachowań znali na pamięć, dzielili ze sobą sporo tajemnic nieznanych innym. On ją chyba nawet znał trochę lepiej. Inaczej nigdy nie byłby w stanie tak silnie na nią wpływać.

Aaren Wayford - 2016-01-31, 21:09

- Naprawdę chcesz wiedzieć ? Czy może znów mnie wykpić ?- drżące dłonie ukryła w kieszeniach płaszcza, nie miała ochoty o tym mówić. Zdradzać się z tym co nocami spędzało jej sen z powiek. Chodziła struta i nieobecna, z uporem maniaka szukając czegokolwiek co odcięłoby ją od tej cholernego przedstawienia, w którym musiała brać udział.
Wbrew pozorom był jedyną osobą, której była w stanie zaufać. I choć nieustannie ją ranił, z każdym razem udowadniał, że jest kimś komu nie należy powierzać żadnej tajemnicy to nadal lgnęła do tej przeklętej swobody jaką czuła w jego towarzystwie. Odnosiła wrażenie, że tylko on jest ją w stanie zrozumieć, tylko on potrafił odciąć ją od bólu istnienia, dać błogie ukojenie nawet samą swoją obecnością. Wzajemnie dawali sobie to czego, żadne z nich nie mogło zaznać przy nikim innym. Tworząc specyficzną więź potrafili zapomnieć o niej na długie tygodnie tylko po to, aby po tym czasie znów pozwolić tej przeklętej chemii na nowo pojawić się w codzienności.
- Po raz pierwszy jestem w sytuacji bez wyjścia, po prostu muszę dla nich pracować.- nie chciała zdradzić zbyt wiele, nie mogła pozwolić sobie na słabość w tej chwili. Napinając wszystkie mięśnie broniła się przed natłokiem budzących się wewnątrz, skrajnych emocji. Nie mogła się im poddać, a jednocześnie tak bardzo pragnęła wyrzucić je z siebie.

Anonymous - 2016-01-31, 22:00

- Wykpię jeśli będzie to tego warte - nie omieszkał się przypomnieć jej o tym, że wyciągnęła go tu z powodu sprawy niecierpiącej zwłoki. Chyba oboje doszli do tego, że ściągnięcie z okupu wcale do takowych nie należy. Może się mylił, ale miał wrażenie, że to tylko otoczka istotnego problemu. W każdym razie, poważne sprawy nie zasługiwały na kpinę. Był na tyle... hm... dojrzały, aby rozumieć takie rzeczy.
- Powiedz mi o co chodzi. - Poprosił, powstrzymując się przed złośliwościami, które cisnęły mu się na usta. Próbował przekonać sam siebie, że kopanie leżącego nie jest fair. Niestety nie było to takie proste - sam doświadczając takiego traktowania, nauczył się takich zachowań względem innych. W jej przypadku robił to tylko dlatego, że nieświadomie prowokowała go swoimi emocjami. Szalał za tą niemocą, stłumionym buntem i zagubieniem. Satysfakcją napawała go myśl, że był przy tym jedyną osobą, która może je odgonić. Wypędzić i otoczyć ich przeciwieństwem, ale teraz było na to za wcześnie.

Aaren Wayford - 2016-01-31, 22:23

Naprawdę zależało jej na szybkim załatwieniu sprawy, na niczym więcej. Nie sądziła, że znów okaże słabość gdy tylko brunet pojawi się w jej otoczeniu, że po raz kolejny rozgryzie ją samym spojrzeniem. Podświadomie potrzebowała jego obecności , niemo błagała o pomoc i zrozumienie. O chwilę ukojenia i oderwania się od ponurej codzienności. Nie chciała dzielić się z nim problemami, a jednocześnie była świadoma tego, że nikomu innemu nie będzie w stanie wyjawić tego co ją dręczyło.
Ostatkami sił biła się z własnymi słabościami, próbując nie pozwolić słowom popłynąć ze swoich ust. Naprawdę nie musiał o niczym wiedzieć, dlaczego więc tak bardzo na to nalegał ? Znów chciał się nad nią pastwić, udowodnić jej tak niewiele znaczy ?
- Zmusili mnie do tego, nie mam wyjścia. Muszę być pieprzoną marionetką.- dygocząc cała zacisnęła dłonie w pięści, w końcu unosząc spojrzenie rozgoryczonych niebieskich oczu i zawieszając je na jego twarzy. - Nie mam pojęcia jak długo to będzie trwało, nie mam żadnego pomysłu jak się od tego uwolnić.- prawda była taka, że dopóki jej ojciec był na celowniku, naprawdę nie mogła nic zrobić. Rzucić słowa sprzeciwu, Ci na górze pragnęli zatrzymać ją na siłę w swoich szeregach. Dostarczając jej co raz to gorszych zleceń starali się oswoić brunetkę z całym tym brutalnym światem podziemi. Dla nich była cennym nabytkiem, szczególnie ze względu na swoje umiejętności i powiązania z pewnymi ludźmi.
- Po raz pierwszy w życiu jestem bezsilna, rozumiesz ?- pragnęła krzyczeć, oddać się kłębiącym wewnątrz emocjom, wzorkiem szukała zrozumienia błądząc nim desperacko po sylwetce bruneta i całym otoczeniu.

Anonymous - 2016-01-31, 23:10

Na jego twarzy zamajaczył nieoczekiwany uśmiech. Nie, nie dostrzegł w tym niczego śmiesznego - może tylko analogię do własnej sytuacji sprzed paru miesięcy. Wiedział jak to jest być pod naciskiem presji. Wspomnienie broni przystawionej do policzka i skuteczny wówczas atak na psychikę wywoływały teraz chłodny uśmiech. Dzisiaj wiedział, że lepiej wyszedłby z tej sytuacji pozostając zakochanym w sobie dupkiem... Bo co teraz z tego miał, że wtedy poszedł, pfu, za głosem serca? Tylko problemy.
- Nie uwolnisz się - rzucił beznamiętnie, wyjmując ręce z kieszeni. Splótł ze sobą palce i strzelił nimi nieprzyjemnie. Swego czasu bardzo dokładnie wyłożono mu tę prawdę. Nawet jeśli teraz miał spokój, nie mógł mieć pewności, że przeszłość nie odezwie się w najmniej oczekiwanym momencie. Nie myślał o tym na co dzień.
- Tacy ludzie nie mają sumienia. Raz się im ugniesz i możesz być pewna, że to się nigdy nie skończy. A spokoju Ci nie zwrócą nawet gdy zrobisz dla nich wszystko. Zawsze znajdzie się kolejna sprawa do załatwienia - nie był pewien, czy miała o tym jakiekolwiek pojęcie. Sądząc po jej słowach, nie miała żadnego.
Tony swego czasu poznał tę specyficzną grupę ludzi od strony, która wielu była nieznana. Na własnej skórze doświadczył ich zezwierzęcenia, braku honoru i skrupułów. Ekstrawagancja, klasa i wyrafinowanie były tylko przykrywką. Nie można było się od nich opędzić. Nie miał pojęcia, jak to działa, ale byli ze sobą piekielnie dobrze skomunikowani. Wiedzieli wszystko... i nic nie można było im zrobić.
Oczywiście mógłby jej doradzić odcięcie się mimo wszystko. Zignorowanie gróźb i przełknięcie straty, jaka by się z tym wiązała. Ale wiedział, że była to bezwartościowa rada. Była zbyt wrażliwa aby sobie na to pozwolić.
Nie szukał też na siłę pocieszenia. Nawet nie był do tego zdolny, nic nie przychodziło mu na myśl.
- I to ja się pakuję w gówno? - Nie musiał też znać szczegółów aby domyśleć się powagi sprawy. Oni lubili uderzać tam, gdzie bolało. W uczucia. Sami ich nie mieli, więc była to bezpieczna gra.
Swoją drogą miał nadzieję, że była świadoma tego, że częściowo sama do tego dopuściła. Trzeba było odłożyć zabawki zawczasu i nie zwracać na siebie uwagi, a tymczasem zrobiła to już tyle razy, choćby w jego sprawie, że wcale nie dziwiło go to, że ktoś postanowił ją wreszcie wykorzystać do swoich celów.

Aaren Wayford - 2016-01-31, 23:23

- Jedyną przepustką ku wolności jest poświęcenie własnego ojca. Teraz rozumiesz ?- nie chciała dopuszczać takiej możliwości do siebie, najchętniej postawiłaby im się, zrobiłaby wszystko aby tylko się od nich uwolnić. Nie mogła jednak narażać nikogo oprócz siebie, tylko ona mogła brać w tym udział, nikomu innemu nie pozwoliłaby na to, aby się za nią narażał.
- Jak się ugnę ? Nie mam nawet możliwości im się postawić. Mam wziąć karabin i udawać przed samą sobą, że wybiję ich wszystkich ? To brzmi jak tandetny film akcji.- wzdrygnęła się na samą myśl o tym pomyśle, to było niedorzeczne nawet dla niej, a widziała już przecież niejedno.
- Myślisz, że sama tam do nich poszłam i się kurwa zgłosiłam na wolontariusza ?!- tymi słowami naruszył jej powłokę, barierę, która do tej pory trzymała jej emocje w ryzach. - I to wszystko przez to, że mu po prostu pomogłam. - szepnęła pod nosem, nie obwiniała o to Bastiana, on sam prawdopodobnie nie był świadom tego, że osoba Aaren zwróci aż takie zainteresowanie.
Dopóki nie babrała się w tym osobiście, nie mieli podstaw do tego, aby ją zaciągać, teraz gdy tylko delikatnie nastąpiła na kruchy lód nie było już odwrotu, wpadła po uszy do lodowatej wody, czując jak sznur na jej gardle co raz mocniej się zaciska.
- Teraz już wiesz, po prostu muszę.- dodała na zakończenie odwracając się w jego stronę tyłem, łzy bezsilności samoistnie sączyły się z jej oczu.

Anonymous - 2016-01-31, 23:39

Wzruszył obojętnie ramionami. Nie miał ochoty rozmawiać o jej ojcu. W jego oczach nie był tym człowiekiem, jakim był dla Aaren, chociaż nawet go nie znał. Mimo to był w stanie uznać go winnym tego, co teraz nękało jego córkę. No bo przecież był za to odpowiedzialny. Gówno nie czepia się normalnych ludzi.
Nie rozumiał też dlaczego ten człowiek cokolwiek znaczył dla Aaren. Dał jej wiele, ale były to materialne rzeczy, może do tego jeszcze trochę kontaktów. I co jej po tym?
- Równie dobrze możesz w tym siedzieć, a i tak kropną Twojego ojca. Spytaj się Genevieve czy jej stary ma spokój, czy może jednak znalazły się kolejne niezałatwione sprawy - uśmiechnął się pogardliwie, nie kryjąc obrzydzenia, jakie czuł do tego człowieka. Nie był żadnym mafiozą, tylko zwykłym kretynem, który w interesach posunął się ciut za daleko. Tyle przynajmniej było wiadome Tonemu.
Na szczęście nie wszedł jej w słowo. Pewnie by ją tym zagłuszył, a tymczasem usłyszał zdanie wypowiedziane szeptem.
- Sama odpowiedziałaś sobie na pytanie. Brawo - nie interesowała go, o kogo chodziła i jakiego rodzaju była to pomoc. Na pewno mało humanitarna, bo inaczej nie wywołałaby takiej sensacji.
Zamilkł i przez chwilę przyglądał się jej, całkowicie ignorując to, jak pękała na jego oczach. Podczas gdy ona łkała sobie po cichu, czy nawet bezgłośnie, on zapalił sobie papierosa jakby nigdy nic. Zaciągnął się głęboko i chwilę później zrównał się z Aaren, podsuwając jej odpalonego peta.
- Masz. Zajaraj sobie - mruknął, olewając jej łzy. Ponownie zaciągnął kaptur na głowę i wolną rękę wsunął do kieszeni.

Aaren Wayford - 2016-01-31, 23:54

Pomimo tego, że wyrządził jej krzywdę to nadal był człowiekiem, który ją wychował, kochał bezinteresownie swoją córkę, próbując teraz naprawić to co spieprzył w jej najmłodszych latach życia. Niestety pieniądze nie są w stanie załatać ran, ani wypełnić obecnej pustki.
- Nie masz prawa nic o niej mówić …- warknęła, gdy tylko usłyszała imię swojej przyjaciółki. Nie ubolewała szczególnie nad jej stratą, zdążyła się przyzwyczaić do obecnego stanu rzeczy, tego, że najprawdopodobniej nigdy już jej nie wybaczy. Mimo to wiedziała co zrobił Tony i jak wielki miało to wpływ na dziewczynę.
Dłuższą chwilę zbierała się w sobie, agresja i złość skutecznie zagłuszały uczucie bezradności. Zdołała się zebrać w sobie chociaż na kilka minut i po to, aby sięgnąć smukłą i zmarzniętą dłonią po fajkę, którą jej podał. Wciągając nikotynowy dym po płuc odetchnęła głębiej, pozwalając aby wypełnił jej wnętrze.
– Dlaczego zawsze pojawiasz się w najmniej odpowiednim momencie ?- bez skrupułów wstępował na nowo w jej życie, za każdym razem, gdy już zdążyła zapomnieć jak to jest, gdy znajduje się obok. Dawał jej poczucie bezpieczeństwa, pozwalał doświadczać emocji i uczuć, tylko po to, aby mógł napawać się ich odwzajemnieniem i obserwacją. Czasami po prostu za nim tęskniła, a czasem bała się, że znów może dać się omotać.
Oddała mu papieros nie podnosząc wzorku, łzy zdążyły już zniknąć a jej oblicze ponownie przybrało kamienny spokój. Potrafiła zmienić się i swój nastrój zaledwie w kilka minut, przyjąć maskę obojętności.

Anonymous - 2016-02-01, 00:12

Przewrócił oczami, wyjątkowo respektując rozkaz i milknąc w temacie Genevieve. Odebrał od niej papierosa i spalił go do końca, oczywiście nie od razu, ale stopniowo, w równych odstępach podtruwając się dymem.
- Ty chciałaś żebym przyszedł. - Przypomniał jej, nawet nie patrząc. Z własnej woli nigdy by się tutaj nie pojawił tego wieczora. Leżałby teraz w swoim łóżku, sam albo w towarzystwie Holly i pewnie by spał, ale niespokojnie, bo z myślą o niespłaconym długu. Naturalnie nie zamierzał sprawdzać Rydera i zgodnie z wyznaczonym terminem planował oddać mu całą kwotę.
Szczerze mówiąc chętnie by już sobie poszedł, nie lubił babrać się w cudzych problemach. Zwykle równało się to ściągnięciu kłopotów na siebie, a to go nieszczególnie interesowało.
Mógł jej teraz dać to, za czym tęskniła i to, co sprawiłoby, że zapomniałaby o problemach chociaż na paru godzinach. Jednakże... Jakie to byłoby nieludzkie. Trzymał więc dystans tak długo, dopóki sama go stąd nie oddeleguje bądź nie zażąda wsparcia.

Aaren Wayford - 2016-02-01, 00:20

- Chciałam załatwić tylko to co muszę zrobić. Inaczej pewnie nadal byś się do mnie nie odezwał.- dodała z przekąsem doskonale wiedząc, że brunet najwyraźniej miał ciekawsze zajęcia niż chociażby wysłanie jej najzwyklejszego sms’a.
Nie zamierzała go tu trzymać przy sobie, ale niemal namacalnie czuła jak w jego obecności całe jej ciało powoli spuszcza z tonu, pozwala zniknąć obecnemu dotąd napięciu.
- Mógłbyś chociaż od czasu do czasu zadzwonić.- skomentowała, skoro i tak mieli zaraz się rozejść każde w swoją stronę. Podeszła bliżej tylko po to aby oprzeć głowę na jego ramieniu, zachłysnąć się tak dobrze znaną wonią perfum bruneta. - Wstyd mi się przyznać, ale nadal Cię potrzebuję.- być może to jego obecność wpłynęła na nią tak bardzo, że zdobyła się na chwilę szczerości. Naprawdę go potrzebowała, był jej własnym substytutem prochów i alkoholu, najsilniejszym ze wszystkich.

Anonymous - 2016-02-01, 20:09

- Zaraz zacznę myśleć, że dług był tylko pretekstem... - co wcale nie było takie dalekie od prawdy patrząc na to, że nie wyciągnęła od niego pieniędzy. Mógł zwyczajnie kłamać i odraczać sprawę w nieskończoność tak, jak robił to w przypadku Rydera. Przygryzł delikatnie wargę, dopiero teraz zauważając, jak bardzo odciął się o świata. Nigdy nie lubił uwiązania, a tymczasem dosłownie dał się... udomowić. Nie potrzebował telefonu do szczęścia i praktycznie z niego nie korzystał, woląc wyciszyć go na cały dzień, cisnąć w kąt i oddać się swoim zajęciom. Jeśli akurat nie spędzał czasu z Holly, to grał w pokera albo - rzadziej - przebywał w stajni. Żadna z tych czynności nie uwzględniała czasu nawet na wspomnianego, głupiego smsa.
- I co miałbym Ci mówić? - Zapytał, nie udając, że rozmawianie nigdy nie było ich mocną stroną. Ilekroć podejmowali taką próbę, najczęściej kończyło się to spięciem, co jednak nie było szczególną przeszkodą dla ich zwichrowanej relacji. Kiedy podeszła, objął ją pozwalając by schowała się w jego ramionach. Prawdopodobnie w jedynym miejscu, gdzie mogła się poczuć w zaistniałej sytuacji komfortowo i bezpiecznie. Milczał przed dłuższą chwilę po wypowiedzianych przez brunetkę słowach, kompletnie nie wiedząc co uczynić w takiej sytuacji. Z cichym westchnieniem uśmiechnął się niemrawo, odchylając się nieco do tyłu tak, aby móc spojrzeć na Aaren.
- Wiesz, że to żadne rozwiązanie? - Zapytał, delikatnym ruchem odgarniając jej włosy na jedną stronę. - Mam dziś z Tobą zostać? Chcesz? - Zapytał, zniżając nieco ton głosu. Należała do niego... tak jak on do niej. Co prawda oboje wymykali się sobie nawzajem, ale ostatecznie zawsze wracali, choć nie do końca to rozumiał. Miał wrażenie, że się nad nią lituje, a z drugiej strony nie miałby nic przeciw odgonieniu jej trosk tylko przy niej będąc.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group