To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Ławki

Anonymous - 2015-11-11, 00:19

Dla kogoś kto bez oporów sprzedawał swoje ciało i kompletnie go nie szanował wspomniany "niewinny dotyk" mógł okazać się szokiem. Po prostu był czymś zupełnie odmiennym od tego, co było Tonemu znane. Dotykając wtedy jego policzka zarazem dotknęła duszy za pomocą słów; może stąd ta nerwowa reakcja, zupełnie sprzeczna z kolejnymi czynami?
Przygarnął ją do siebie chwilowo zapominając o swoich problemach i skupiając się tylko na tym, by ciało dziewczyny przestało tak uciążliwie drżeć. Chociaż tyle mógł dla niej zrobić.
Propozycja Hayley wywołała u niego bezwarunkowy i w gruncie rzeczy smutny uśmiech, którego pewnie nie miała okazji dostrzec.
- To dobry pomysł - odparł nieco melancholijnie, choć zarazem z niewytłumaczalną nutą rozbawienia w głosie. Trzeba było jej przyznać, że była rozbrajająca w swojej otwartości i swego rodzaju dziecinności, która przecież nie była niczym złym. On w sobie też miał dużo z małego chłopca... ale nie było w tym za grosz niewinności. Miał od niego wiele innego, chociażby niedojrzałość, ale nie niewinność.

Hayley - 2015-11-11, 01:22

Znikłam w silnych ramionach zacieśniających delikatny uścisk wokół mnie, a wraz z nim rozgrzewały się kolejne partie mojego zziębniętego ciała. Uporczywie ratujące się przed chłodem mięśnie dopiero po chwili przestały drżeć. Oplotłam go rękami mocno, jak małe dziecko przeciągając tę chwilę z premedytacją.
- Właściwie to już, ale nie mam odwagi puścić – Oznajmiłam z nutą rozbawienia w głosie. Każda myśl o powrocie na zimno odrzucała mnie do tego stopnia, że wręcz natychmiast na powrót zaczynałam szczękać zębami. Niestety nie chcąc nadwyrężać jego dobroci po paru chwilach zmusiłam się do odsunięcia od rozgrzanej biegiem piersi i wyszczerzyłam szeroko zęby w ramach podziękowania.
- Chodź już zanim oboje zamarzniemy. Pewnie też ci zimno po tym biegu - Ruszyłam w stronę mojego domu uprzednio dłonią wskazując brunetowi kierunek. Ciepło, które mi dał jeszcze dłuższą chwilę utrzymywało się tam, gdzie być powinno, a ja ponownie narzuciłam duże tempo, by znów nie zmienić się w sopel.
- Tony... – zaczęłam żeby zwrócić na siebie jego uwagę, cały czas dziarsko maszerując. Nie dopowiedziałam czegoś, co nie dawało mi spokoju.
- Pewnie nie pomogę ci na długo, ale gdybyś mnie potrzebował później, to się odezwij – poprosiłam odrobinę wątpiąc w to, że rzeczywiście porwałby się na coś takiego. Wolałam jednak dać mu poczucie, że nie jest sam, na czym ostatecznie zakończyłam tę przykrą rozmowę. Wyszliśmy.
/zt

Anonymous - 2015-11-14, 18:35

Cath weszła tu powolnym krokiem, z głową w chmurach. Uwielbiała spacerować po parku i kochała szelest liści poruszanych przez wiatr. To był jeden z jej żywiołów, w którym czuła się bezpiecznie i pewna siebie. Drugim była jazda konna. Dziewczyna kochała konie, nie dawałaby sobie rady w życiu bez nich. Westchnęła cicho i usiadła na jednej z ławek. Chciała mieć własnego konia, ale ne to się wyraźnie nie zapowiadało. Rodzice twierdzili, że na razie ie ma potrzeby kupowania jej konia. Jakby ciągle uważali, że jest małą 10-latką i nie umie sama wsiąść na kuca. Niedorzeczne. Przecież nawet jej wcześniejsza trenerka mówiła, że spokojnie mogłaby mieć już konia. To wściekało ją najbardziej. Nikt jej w tym nie rozumiał. W klasie raczej ją tylko za to wyśmiewali. Nie miała przyjaciół, nikogo. Tylko konie. I zapatrzyła się w dal marząc o grupie przyjaciół i własnym koniu.
Vanessa Forest - 2015-11-14, 19:51

Vanessa szła energicznie przed siebie, zastanawiając się kto znowu porwał Bacardiego na trening. Była przecież w stajni, na lonżowniku i korytarzu skokowym, ale on zaginął jak kamień w wodę. Tęskniła za swoim ulubionym koniskiem, chciała spędzić z nim trochę czasu i wynagrodzić tak długą nieobecność. Przy okazji rozruszać go porządnie, bo szczerze wątpiła czy stajenni należycie się o niego troszczyli. Biedak pewnie jest teraz nieźle zaniedbany, miała nadzieję, że nie przybyło mu zbyt dużo tłuszczu i nie zatracił mięśni które wyrobiła z nim rok temu dzięki karkołomnym treningom dzień w dzień. Miał być przecież przyszłym skokowcem z którym mogłaby startować w zawodach. Procesy sądowe, spadek odziedziczony po rodzicach i inne sprawy osobiste zmusiły ją do długiego wyjazdu do USA. Uporządkowanie tych spraw zajęło jej wiele miesięcy, a ona nie miała nawet czasu przylecieć do północnej Anglii i odwiedzić upartego Pinto. Płaciła co prawda co miesiąc odpowiednią sumkę za pensjonat dla ogiera oraz przelewała kilkaset dolarów na konta kilku stajennych którzy mieli zajmować się nim jeszcze po godzinach. Ale przecież najlepsza opieka obcych ludzi, nigdy nie zastąpi zwykłej troski i opieki właściciela. Miała z tego powody wyrzuty sumienia i obiecała sobie, że po powrocie będzie poświęcać mu więcej czasu niż kiedykolwiek indziej. Szła więc tak obok ławek, układając w głowie plan aktywności jakie musi konieczne nadrobić ze swoim koniem. Konieczny był na pewno basen na podbudowanie zaufania, powrót do lonżowania z siodłem i sprzętem jeździeckim, oraz korytarz skokowy z nieco wyższymi przeszkodami niż wcześniej. Do tego przećwiczenie chodów na karuzeli i spacery na luźnej lonży. Tyle było z nim do nadrobienia, że zastanawiała się czy starczy na wszystko czasu do jej ponownego wyjazdu z powodu kolejnego procesu jaki może wytoczyć jej wredna cioteczka. Uwielbiała poznawać nowych ludzi i kiedy zobaczyła dziewczynę o kilka lat młodszą od siebie postanowiła do niej zgadać. Vannesie ostatnio brakowało towarzystwa ludzi, więc świetnie się składało. Usiadła przy niej na ławce z radosnym uśmiechem na twarzy. Odgarnęła swoje ciemne kosmyki włosów za siebie i zaczęła Hej, jestem Vanessa, a ty ? wyszczerzając swoje białe jak mleko zęby. Ponieważ dziewczyna nie odpowiadała, brunetk wzięła swoje rzeczy i wybyła.
z/t

Nadya - 2015-12-16, 20:54

Nadya potrzebowała trochę odpoczynku i zmiany środowiska, przede wszystkim chciała się wyrwać z domu. Park wydawał się jej być "bezpiecznym", neutralnym miejscem. Zbliżał się już wieczór i jak to zimą było już prawie ciemno, a więc okolica pustoszała, jednak Nadyi to nie przeszkadzało. Ciepło ubrana przeszła przez ośnieżony park w stronę jednej z ławek, z której najpierw pozbyła się resztek śniegu zanim usiadła może nie było tu ani za bardzo wygodnie, ani za ciepło, ale Bravo przywykła i do niższych temperatur. Kiedy usiadła w końcu na lodowatej ławce wyciągnęła z kieszeni świeżo kupioną paczkę fajek i zapaliła papierosa. Przynajmniej tyle.
Ostatnio jej życie kręciło się głównie wokół stajni - co miało wiele plusów, miała też jednak nieoczekiwanych gości - rodzice postanowili ją skontrolować, co robili raz na kilka tygodni. Dwudziestodwulatka, która nigdy nie czułą mocnej więzi z rodzicami nie lubiła tych wizyt, czuła się bardziej spięta i miała potrzebę odreagowania. Chociaż pewnie jej rodzice mieli rację by od czasu do czasu zorientować się w sytuacji, wcale jej tym nie pomagali. Zaciągnęła się papierosem i rozejrzała po niemal opustoszałym parku.

Anonymous - 2015-12-18, 23:30

Kotka od dawna siedziała w okolicy, nudziło ją samotne życie, nie było komu uprzykrzać, kogo męczyć, kto by ją nakarmił czy wyczesał z naciskiem na karmienie. Śnieg dla niej nie był nowością, zdawała się go w ogóle nie zauważać, zauważyła postać kobiety która zasiadła na jednej z ławek. Postanowiła wykorzystać nadarzającą się okazję, zeskoczyła z dotychczasowej kryjówki wprost na ławkę. Pech chciał, że skacząc na jej oparcie ześlizgnęła się z niego i spadła na dziewczyną przy okazji wbijając pazurki w jej kurtkę. Nie wyrządziła raczej zbyt dużej szkody bo zaraz spadła obok Nad i napuszyła się na nią.
Bastian Collins - 2015-12-27, 16:24

Kolejny kilkumiesięczny wyjazd Bastiana za granicę przyniósł mu nie tylko większy zarobek z kilku nielegalnych źródeł, ale zaopatrzył go także w.. psa. Brunet nigdy nie posiadał własnego czworonożnego przyjaciela tego gatunku toteż kiedy Farciarz przybłąkał się do niego, po jednej z akcji, nie śmiał odmówić zwierzakowi pomocy. Owczarek był wychudzony, przemarznięty i pogryziony przez inne psy. Na jego widok nawet serce Bastiana pękło i z łatwością podjął decyzję o przygarnięciu zwierzęcia. Tygodnie szczepień, odrobaczania, stopniowego dokarmiania i leczenia ran spowodowały, że pies zaczął wyglądać całkiem podobnie do swojej rasy, nabrał więcej wigoru i chęci do życia oraz nie odstępuje swojego nowego właściciela nawet na krok. Farciarz spowodował także wiele dobrego u swego właściciela, który teraz częściej wychodzi na dłuższe spacery, czasem odezwie się normalnie do innych ludzi a dużą część zarobionych pieniędzy przeznaczył na schronisko i leczenie porzuconych zwierząt.
Nie zamierzał zostawiać owczarka w Niemczech. Zwyczajnie przywiązał się do psiaka i zabrał go ze sobą wracając na stare śmieci. Po rozpakowaniu się w domu i wstępnym usunięciu grubych warstw kurzu z mebli postanowił wybrać się z Farciarzem na spacer. Nasunął na nos ciemne, przeciwsłoneczne okulary - gdyż tegoroczna zima ma mniej wspólnego ze śniegiem niż kraje położone wokół równika - wrzucił na ramiona skórzaną kurtkę i ruszył przed siebie z radośnie poszczekującym czworonogiem.
Nie rozglądał się za bardzo wokół siebie uznając, że to miasto zapewne niewiele zmieniło się podczas jego nieobecności. Szedł równym krokiem, z papierosem w ręku, aż doszedł do parku, w którym spuścił psa ze smyczy i rzucił mu patyk, aby chłopak rozprostował kości po długiej - i z pewnością męczącej dla psa - podróży.

Aaren Wayford - 2015-12-27, 18:39

Park w środku dnia, nie był miejscem uczęszczanym przez brunetkę. Znacznie bardziej lubiła przemierzać parkowe alejki nocą, kiedy nikt ani nic nie przeszkadzało jej w bezsensownym parciu na przód z papierosem w dłoni.
Tym razem zamiast skórzanej kurtki, która towarzyszyła jej nieodłącznie przy każdej z wycieczek, miała na sobie zgniłozieloną wojskową kurtkę z naszytymi poprzeczkami świadczącymi o stopniu wojskowym. Pani porucznik została tym razem zmuszona wracać pieszo, ponieważ kierowca tym razem nawalił, a swój samochód zostawiła tym razem w domu pod pretekstem zdrowej wycieczki do pracy, która zakończyła się równie zdrowym spacerkiem powrotnym.
Zmuszona szybko pokonać miejski przytułek dla bezdomnych, złowrogim spojrzeniem omijała każdą z napotkanych twarzy. Zakochane pary, uroczych staruszków, nic nie przykuło jej uwagi na dłużej, do momentu kiedy wielki psi patyk wylądował tuż pod jej nogami.
Unosząc wzrok w stronę nadbiegającego psa podniosła patyczek z ziemi, gotowa wbić nim właścicielowi trochę rozumu do głowy. Prowadząc za sobą uroczego czworonoga, napotkała osobę wysokiego bruneta.
Rozpoznając twarz Bastiana uśmiechnęła się szeroko. Nie dowierzając własnym oczom westchnęła ciężko. No i nici z wychowywania ludzi odnośnie trajektorii lotu drewnianych patyków. - No proszę, kto wrócił do miasta.- poprawiając kosmyk niesfornych kruczoczarnych włosów założyła go za ucho. - Masz szczęście, że nasze ostatnie spotkanie stawia się w dobrym świetle, w moich oczach. – kiwając trzymanym z dłoni patykiem, oddała go nareszcie owczarkowi.

Bastian Collins - 2015-12-27, 20:38

Kiedy patyk uniósł się nad ziemię zanim wielkie psisko zdążyło go pochwycić w zęby, Farciarz warknął głośno i zaszczekał na brunetkę, która właśnie pozbawiła go odrobiny zabawy. Włosy na karku najeżyły mu się w odruchu walki i już szykował się do ataku, kiedy do jego uszu doszła donośna, karcąca komenda właściciela.
- Far, spokój - burknął brunet - noga - dodał po chwili a owczarek podkulił pod siebie ogon i wolnym krokiem ruszył w stronę Collinsa. Prychnął głośno stając przy nodze pana, a ten w końcu mógł spokojnie rozejrzeć się kto był źródłem zdenerwowania czworonoga. Niespodziewanie kobieta, która wywołała to niemałe zamieszanie, znalazła się tuż przed nimi i bez słowa oddała psu zabawkę, a ten oddalił się z nią jak najdalej, zupełnie jakby w obawie, że ktoś znów pozbawi go ukochanego (od jakiejś minuty) przedmiotu.
Gdyby Bastian był zwierzęciem to pewnie także od razu by się najeżył. Z bardzo negatywnym nastawieniem spojrzał na stojącą przed nim osóbkę, ale widok ten momentalnie wygładził zmarszczkę, która pojawiła się na jego czole i wywołał na ustach mężczyzny krótki, niemal niezauważalny uśmiech.
- Doprawdy? - zagaił, wsuwając jedną dłoń w kieszeń swoich spodni, a drugą podał sobie do ust papierosa. Zaciągnął się mocno i powoli wydmuchał powietrze zanim w ogóle raczył dziewczynę kolejnymi słowami. Przy okazji przyjrzał jej się dokładnie a to co zobaczył zdecydowanie spodobało się móżdżkowi.. nie wspominając o tym, że widok wojskowej kurtki jeszcze to wrażenie potęgował.
- Cieszę się, bo wolałbym z Tobą nie zadzierać - uśmiechnął się szyderczo i zaciągnął ponownie, aby w chwilę później rzucić niedopałek na ziemię i przydepnąć go ciężkim butem.

Aaren Wayford - 2015-12-27, 21:00

Szczerzący się do niej pies nie wywołał na brunetce żadnego wrażenia. Ostatnio non stop miała do czynienia z czworonogami, które nie pałały do niej zbytnią sympatią. Potrafiąc szybko zareagować i unieszkodliwić zwierzaka, nie miała powodów do zmartwień czy ucieczki przed owczarkiem. Swoją drogą ta rasa zawsze była jej ulubioną, darzyła ją ogromnym sentymentem. Sama jednak nie decydując się na posiadanie własnego czworonoga.
Obserwując z uwagą cały proceder umieszczania papierosa pomiędzy spierzchniętymi wargami, przez bruneta nie oderwała nawet na chwilę wzroku od jego ust, pozwalając sobie na bezczelne spojrzenie w tym kierunku. Czując powoli narastający głód nikotynowy lekko zmarszczyła brwi, nie chcąc dać pragnieniu dojść do głosu. Fajki zostawiła w innej kurtce, na rzecz zdrowej wycieczki do pracy, którą najpewniej będzie przeklinała przez kolejny miesiąc.
- Czyżbyś ostatnim razem poczuł się skrzywdzony, ja nie gryzę. A jeśli, to tylko w wyjątkowych sytuacjach.- wolała mężczyzn, którzy raczej stawiają jej czoła, a nie uciekając z podkulonym ogonem.
Ciesząc się wysoką rangą w wojsku musiała się przyzwyczaić do tego, że to ona wydaje rozkazy, a panowie wręcz jedzą jej z ręki. W życiu prywatnym, było podobnie. A trafienie na samca, godnego uwagi graniczyło z cudem w tych czasach zniewieściałych chłopców w rurkach.

Bastian Collins - 2015-12-27, 21:22

(w poprzednim poście pisałaś, że idzie z papierosem w dłoni :D)

Oh, oczywiście żartował z tym, że wolałby jej nie podpaść. Nie należał do pantoflarzy, którzy boją się kobiet. Lubił dominować a czasem być zdominowanym, dlatego wspomnienie ostatniej nocy z Aaren było dlań przemiłym wspomnieniem. Ponadto uwielbiał droczyć się z kobietami, a ta zdawała się rozumieć jego dziwne poczucie humoru.
- Skrzywdzony? - zaśmiał się głupkowato i podszedł do dziewczyny. Ułożył dłoń u dołu jej pleców i pochyliwszy się, złożył na jej policzku szybki pocałunek. - Nie tak łatwo mnie skrzywdzić, moja droga - puścił jej oczko i zrobił krok do tyłu aby spojrzeć w stronę psa. Farciarz leżał spokojnie na trawie i dopilnował aby ani kawalątek kory nie pozostał na patyku, który przed chwilą odzyskał. Teraz wpatrywał się w bladego kija wzrokiem błagającym o to, aby przedmiot sam się podniósł i odleciał w dal, by owczarek mógł po niego podbiec. Kiedy jednak nic takiego się nie wydarzyło, ponownie zaatakował patyk pyskiem i obślinił go od jednego końca do drugiego.
- Prosto z pracy? - zagaił, jeszcze raz przesuwając wzrokiem po jej stroju. Jedną z rąk przysunął ku głowie by zdjąć okulary i umieścić je na czubku głowy. - Ilu facetów sprowadziłaś dziś do poziomu? - ponownie głupio się uśmiechnął. Nadal cholernie podniecała go sama myśl o tym, że brunetka pracuje w wojsku.. nie wspominając o fragmencie munduru, który miała na sobie. Zwierzęce instynkty znów brały nad nim górę.

Aaren Wayford - 2015-12-27, 21:39

(Przeczytaj dokładnie :lol2: , napisałam, że zazwyczaj nikt ani nic, nocą nie przeszkadza jej przeć na przód z papierosem w dłoni XD A zakładam, że akcja dzieje się za dnia. )

Zagranie ze strony mężczyzny nieco ją zaskoczyło, oczywiście pozytywnie. Nie była tak otwarta jak Bastian, aczkolwiek znali się przecież, spędzili razem upojną noc, więc dlaczego miałaby nie przyjąć tego z aprobatą.
Uśmiechając się w odpowiedzi na krótkie muśnięcie pozostawione na bladym policzku pokusiła się o komentarz. - Stęskniłeś się aż tak ?- mierząc wzorkiem delikatnie widoczny zarost na twarzy mężczyzny odsunęła się, zyskując z powrotem swoją przestrzeń osobistą.
Spojrzenie przeniosła na psa, bawiącego się patykiem. Naprawdę uroczy obrazek, wywołał mimowolny uśmiech kobiety. - Twój nowy nabytek ?- skinęła na psa, oznajmiając, że to właśnie o niego pyta w tym momencie.
- Tak, z pracy. Pewien idiota zapomniał, że ma mnie dzisiaj odwieźć.- wzdychając ciężko spojrzała na swoje buty, które również w niczym nie przypominały szpilek. Jedynie rozpuszczone włosy podkreślały jej kobiecość, bo w tym ubraniu raczej nie mogła zaprezentować swoich wdzięków. - Paru, kilkunastu, no może kilkudziesięciu. - zagryzła dolną wargę w zastanowieniu próbując przypomnieć sobie ilu adeptów liczy jej obecny pluton nad którym sprawuje opiekę.
Sprawę wojska traktowała raczej nie jako coś co mogło podnosić ciśnienie mężczyznom, bardziej jako hobby i możliwość zarobku. Chociaż o wiele przyjemniejsze były wizyty na strzelnicy niż w garnizonie.

Bastian Collins - 2015-12-27, 21:52

(Zwracam honor :P)

- Chyba w to nie wątpisz? Nasze ostatnie spotkanie zagrzało specjalnie miejsce w mojej pamięci - po tych słowach nastąpił sugestywny uśmiech, po którym mężczyzna zajął miejsce na ławce i zarzucił prawą nogę na lewe kolano. Był zmęczony podróżą i gdyby nie miał psiaka, pewnie właśnie odpoczywałby w domu. Kolejne obowiązki, które nałożył sobie na głowę nie pozwalały odpocząć gdyż psiak miał swoje potrzeby, które bez domu z ogrodem trzeba było spełniać długim spacerem. Owczarek potrzebował ruchu, nawet taki, który dopiero odzyskał życie i siły witalne.
- Przybłęda - odparł tylko, kiedy brunetka spojrzała w stronę Farciarza i zwilżył wargi językiem, zupełnie jakby usta wyschły mu od tych kilku zdań, które wypowiedział.
Rozpiął skórzaną kurtkę, gdyż na dworze było nadzwyczaj gorąco i ponownie wrócił wzrokiem na Aaren. Mimo, że jej strój faktycznie nie przypominał iście wyjściowej kreacji, to było w nim coś, co sprawiało, że wrzała krew. Collins pewnie nie do końca umiał określić co to takiego, ale cholernie go to nakręcało.
- Kilkudziesięciu? - uniósł w górę brew, przybierając prześmiewczy wyraz twarzy - Muszą Cię tam bardzo lubić - dodał po chwili, przybierając wygodniejszą pozycję na ławce. Owczarek przyszedł z patykiem, który rzucił przed nogami pana a sam położył się tuż obok nich, układając łeb na swoich łapach.

Aaren Wayford - 2015-12-27, 22:18

(Ahahah, dziękuję ; ) )

- Tak ? Miło słyszeć, że ktoś o mnie jednak pamięta.- pozwalając sobie na chwilę odpoczynku, zajęła miejsce obok mężczyzny, zakładając nogę na nogę, tak jak to robią kobiety. Może w tym wydaniu nie było to tak kuszące, jakby była ubrana w sukienkę, ale zachowując swoją kobiecą logikę nie mogła usiąść inaczej.
Może nie miała psa, ale za to na jej głowie wisiał obowiązek sprawowania opieki nad dwójką braci, którzy potrafili dać jej nieźle w kość. Szczególnie ten starszy od niej, któremu najwyraźniej ujawnił się instynkt rodzicielski i wyładowywał go na niej.
Całe szczęście, że był jeszcze ktoś, kto odciągał ją od tego toksycznego układu mieszkania z dwójką rodzeństwa. Dzięki niemu mogła odciąć się od wszystkiego, ulec pokusom, które od dawna mieszkały w jej podświadomości.
- O proszę, dałeś mu dom ? - nie powiem, zaimponował jej tym. Mało, kto obecnie decydował się na przygarnięcie psa z ulicy, a tym bardziej danie mu domu i opieki, której dane zwierze potrzebowało. Takich ludzi ze świecą dzisiaj trzeba szukać.
Obserwując rozsuwający się zamek skórzanej kurtki powiodła po koszulce mężczyzny, pod którą najpewniej ukryty był nagi tors bruneta, zdążyła już zapomnieć jak wyglądał bez niczego. Jednak miłe wspomnienia z wspólnie spędzonej nocy, nie były w stanie wyblaknąć, przynajmniej tyle.
- Tak, pluton liczy około 40 osobników płci męskiej. Ciężko ogarnąć taką chodzącą grupę testosteronu, ale jeśli odpowiednio dam im w kość, nie ma miejsca na bójki. To nie ja jestem podła, tylko Ci, co wydają mi rozkazy.- wkładając dłonie do kieszeni rozpiętej kurtki, pod którą miała tylko czarną bokserkę komponującą się z jeansami , westchnęła ciężko unosząc klatkę piersiową ku górze.
- Opowiadaj, co u Ciebie ? Dlaczego zniknąłeś bez pożegnania, co ?- może ona też się trochę stęskniła ;> ?

Bastian Collins - 2015-12-27, 22:34

Zaśmiał się krótko.
- Pokaż mi tego, który by nie pamiętał takiego spotkania a roześmieję się mu w twarz - odparł, niespecjalnie siląc się na to by jego wypowiedź zabrzmiała jak komplement, choć bez wahania można ją było za taką uznać. Pomiędzy tą dwójką już od samego początku, gdy spotkali się w kawiarni, działała jakaś wyjątkowa chemia, która wywołała burzę gdy dotarli w odosobnione miejsce. Tak. Zdecydowanie ciężko byłoby o tym wszystkim zapomnieć.
Kiedy owczarek znów zaczął pałętać się przy nogach właściciela, ten pochylił się by chwycić w rękę obśliniony patyk w najbardziej suchym miejscu - o ile takie w ogóle było - i rzucił go najdalej jak mógł, by zwierzak miał zajęcie na kolejne kilka sekund. Farciarz zaczął biec jeszcze zanim kij znalazł się w powietrzu, a kiedy Bastian postanowił zmienić kierunek rzutu, psiak zawrócił prędko, niemal potykając się o swoje nogi by dopaść upragnioną zdobycz.
- Nigdy nie sądziłem, że szwab może zostać moim przyjacielem, a tymczasem mam już dwóch - skomentował jedynie w temacie przygarnięcia psa pod swój dach. Drugim szwabem, którego miał na myśli jest Alexis. :P
Dla Sebastiana przygarnięcie czworonoga nie było na tyle aktem bohaterstwa co bardziej naturalnym odruchem. Ten drań kochał konie, a to świadczyło, że w zakamarkach czarnego, zepsutego serca ukrywało się choć trochę dobra. Na tyle dużo, że uratował jedno istnienie, które było mu za to ogromnie wdzięczne.
- Musisz być bardzo przekonywująca skoro czterdziestka facetów się Ciebie słucha - odparł, choć już po chwili dziewczyna zmieniła temat. Westchnał krótko, gdyż nigdy nie lubił opowiadać o sobie i tłumaczyć się ze swoich, nie do końca legalnych, wyjazdów acz, choć niechętnie, podjął temat brunetki.
- Moje wyjazdy zazwyczaj są nieplanowane i długie. Jeżdżę kiedy do wykonania jest jakaś nagła robota i nie ma czasu na pożegnania - odpowiedział bez zbędnego entuzjazmu i odetchnął głęboko. A jeśli mowa o tęsknocie to.. - A co, tęskniłaś? - uniósł kącik warg.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group