To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Ławki

Hayley - 2015-11-08, 21:55

Poczułam, że zimno maluje na moich policzkach dwa, wielkie rumieńce szczypiące nieprzyjemnie podrażnioną skórę. Szukając ratunku przed chłodem naciągnęłam kołnierz kurtki najwyżej jak się dało i zacisnęłam mocno posiniałe nieznacznie wargi. Pogoda o tej porze roku nie sprzyjała jakimkolwiek spacerom, tym bardziej jeśli były one nieplanowane. Wychodząc dzisiaj z domu ubrałam się tylko w cienką kurtkę, skórzane buty i rękawiczki, więc nic dziwnego że marzyłam już o ciepłym łóżku. Czułam, że kostnieję. Spóźniłam się na autobus, a nie chcąc marznąc na przystanku zdecydowałam się na spacer i to był błąd. Powinnam była wrócić do znajomych i poczekać, choć teraz nie miało to najmniejszego sensu.
W związku z zaistniałymi okolicznościami postanowiłam skrócić drogę skręcając do parku. Szłam szybkim marszem ze słuchawkami w uszach skupiając się tylko na celu. Już nawet nie dlatego, że było mi zimno. Zwyczajnie nie lubiłam tędy chodzić po ciemku. Wszystko wydawało się szare, smutne i niebezpieczne, a ja zaciskając mocno zęby starałam się nie zwracać na to najmniejszej uwagi.

Anonymous - 2015-11-08, 22:25

Wyszedł z domu pobiegać. Wysiłek fizyczny pomagał mu w radzeniu sobie z emocjami. Była to jedyna nieszkodliwa droga ucieczki od codziennych problemów, chociaż niekiedy doprowadzał się do granic wytrzymałości, jak dzisiaj. Powinien się oszczędzać jeszcze przynajmniej przez okres tygodnia. Siarczyste powietrze drażniło płuca, których pojemność ograniczył w ostatnim czasie z czystej głupoty, wracając do palenia. Oddychanie przez nos przy wzmożonym wysiłku przysparzało mu nieco bólu, a mimo to wciąż biegł przed siebie jedną z alejek parku. Czuł spływający na jego umysł spokój oraz czystość, zupełnie tak jakby stwierdzenie, że ból uszlachetnia, było prawdziwe. Ścięgna paliły go odkąd przekroczył swoje możliwości, kontynuując bieg pomimo pokonania dystansu dostosowanego do obecnej kondycji. Tylko psychika pozwalała mu przezwyciężyć słabości ciała.
Nie zwracał najmniejszej uwagi na otoczenie. Mając zaciągnięty na głowę kaptur czarnej bluzy i włożone do uszu słuchawki całkowicie odciął się od świata. Otwarcie uciekał od wszystkiego, co wydarzyło się w ostatnim czasie i nękało go teraz na każdym kroku. Odnajdował w tym wszystko, czego mu brakowało; przede wszystkim spokój i stabilność. Mimo to tylko on był świadom tego, jak było mu ciężko. Pewne myśli powracały do niego uparcie, nie poddając się nawet zmęczeniu i muzyce dudniącej w uszach. Nie zamierzał przestać dopóki nie ustąpią, choćby miało go to zaprowadzić daleko od domu.

Hayley - 2015-11-08, 23:26

Z czymś się zderzyłam. Zupełnie nagle zatrzymał mnie opór cudzego, rozgrzanego ciała, a ja odrzucona siłą uderzenia w jednej chwili straciłam równowagę. Cichy jęk wydarł się z mojej krtani wraz z mlecznym obłoczkiem gęstej pary, która rozmyła się w powietrzu z upływem następnych kilku sekund. Zrobiłam pół kroku do tyłu rozpaczliwie szukając stabilizacji, ale nie pomogło. Zadziałały proste prawa fizyki. Machnęłam kilkakrotnie rękami w powietrzu szukając punktu zaczepienia, a potem runęłam do tyłu. Cała scena rozegrała się w mgnieniu oka. Zapiekły mnie pośladki jak po mocnym klapsie, choć byłam w tak ciężkim szoku, że nie zdążyłam poczuć strachu kiedy uniosłam głowę marszcząc gniewnie brwi. Jak chodzisz? – fuknęłam w myślach jeszcze nim uzmysłowiłam sobie, że właściwie to ja weszłam na jego stronę chodnika. Podniosłam się szybko, nieco obolała nabierając powietrza w płuca. Gniew zszedł równie szybko, co się pojawił, a ja poczułam jak gorąco niespodziewanie obejmuje całą moją twarz. Speszyło mnie to jeszcze bardziej, ale próbowałam zignorować nieprzyjemną świadomość, że właśnie moja twarz przypomina kolorem buraka ćwikłowego.
- Przepraszam bardzo. Nie widziałam cię w ogóle. – wytłumaczyłam się szybko, otrzepując dłońmi spodnie.
- Nic ci nie jest? – właściwie lepszym pytaniem byłoby czy to mnie nic się nie stało. Człowiek, w którego weszłam był postawny, wysoki i zapewne moje uderzenie nie wytrąciło go nawet z równowagi, ale jednak wciąż mogło zaboleć.

Anonymous - 2015-11-08, 23:45

Gdy patrzył przed siebie widział mroczki przed oczami, więc spuścił wzrok, w ten sposób odzyskując choć namiastkę kontroli nad tym zmysłem. Krew szumiała mu w uszach do tego stopnia, że niemal nie rozróżniał słów padających w piosence. To wszystko uśpiło jego czujność na tyle, by nie zauważył dziewczyny, która będąc równie nieobecną, nieopatrznie zaszła mu drogę. W pewnym momencie po prostu poczuł mocne uderzenie, które było tak oszołamiające, że nawet nie zdążył zareagować, a Hayley już upadła na ziemię. Gwałtowne zatrzymanie się wywołało w organizmie bruneta szereg nieprzyjemnych reakcji. Przez chwilę nie był zdolny do wykonania najmniejszej czynności po gwałtownym uderzeniu fali gorąca, które objęło całe jego ciało aż przyćmiewając umysł.
- Hayley? - Rzucił, oddychając ciężko i szybko przez rozchylone usta. Dopiero wtedy wyciągnął słuchawki z uszu za jednym, krótkim pociągnięciem za cienki kabelek. Nie to, że nie miał pewności, z kim ma do czynienia - bo rozpoznał dziewczynę bez trudu - po prostu zupełnie się tego nie spodziewał. Był zaskoczony. Nawet nie samym spotkaniem blondynki, tylko brutalnym powrotem do rzeczywistości. Zsunął z głowy kaptur, prawdopodobnie tym samym rzucając dziewczynie światło na swoją osobę. - Nie, nic... Kurwa - Mruknął, naraz pociągając lekko nosem. Wierzchem dłoni wytarł go delikatnie, zaraz zauważając na skórze odrobinę krwi. - Masz jakąś chusteczkę? - Zapytał, dłonią zatykając nos tak, by nie poplamić się bardziej krwią. To było do przewidzenia. Nie był to efekt zderzenia, a raczej gwałtownego zatrzymania się, przez co tętno i ciśnienie nie miały szansy stopniowo opaść.

Hayley - 2015-11-09, 12:48

Nim moje poczucie bezpieczeństwa zdążyło spaść do zera, usłyszałam swoje imię. Odruchowo uniosłam lekko podbródek starając się spojrzeć na oblicze chłopaka. Błądziłam wzrokiem po ciemnej sylwetce, kompletnie nie wiedząc z kim mam do czynienia. W uszach dźwięczał mi jego znajomy głos, choć nie umiałam powiązać go jeszcze z konkretną osobą. Był lekko zachrypnięty, odrobinę słabszy, po prostu zmieniony zmęczeniem. Na szczęście zaraz kaptur opadł. Moim oczom ukazały się wyraźne, pociągłe rysy mężczyzny, lekko zmierzwione materiałem kaptura, ciemne włosy i jasne oczy, których koloru nie mogłam dostrzec w tym świetle. Od razu rozpoznałam Tonego i rozluźniłam się wyraźnie. Niestety tylko dlatego, że w panującej ciemności widziałam niewiele. Nie dostrzegłam jeszcze świeżej, dużej, srebrnej blizny przecinającej jeden z jego policzków. Lekko pochylony stał tyłem do światła pozwalając, by ciemność zakryła mankamenty jego urody. Nie przewidywałam ich zresztą, dlatego skupiłam się tylko na stróżce krwi kapiącej leniwie z nosa chłopaka. Dla ścisłości, jej także nie dostrzegałam. Wnioskowałam jedynie z ruchu dłoni bruneta, dlatego bez zastanowienia sięgnęłam do torebki zaczynając przeszukiwać jej wnętrze, choć doskonale wiedziałam, że nie kupowałam ostatnio chusteczek. Szanse na znalezienie czegokolwiek były więc małe, ale chciałam się upewnić. Przestawiając, podnosząc i wyciągając niektóre przedmioty skrupulatnie przeczesywałam dno torebki dopóki nie natknęłam się na cienką folijkę pod palcami. Naruszone zębem czasu opakowanie nie wyglądało wprawdzie szczególnie schludnie, ale ciężko się dziwić skoro nawet nie wiedziałam, że jeszcze gdzieś tam leży.
- Uderzyłam cię? – w moim głosie pojawiła się lekka nuta troski. Podałam mu chusteczki uważnie śledząc jego ruchy, jednak kiedy tylko się wyprostował moja twarz stężała natychmiast. Wiązka słabego, żółtego światła ulicznych latarni padła na jego osobę oświetlając niemal cały porozcinany policzek. Nie spodziewałam się tego widoku, dlatego przez chwilę nie mogąc uwierzyć patrzyłam na niego jakby robił mi jakiś nieszczególnie udany żart. Nabrałam powietrza głośno, otwierając usta jakbym chciała coś powiedzieć, ale że żadne słowa nie wydały mi się wystarczająco odpowiednie, zamilkłam.
- Widzę, że w twoim życiu wciąż dużo się dzieje – zauważyłam z goryczą nie mając zamiaru obracać jego stanu w żart. Temat był nieadekwatny, chciałam się zresztą upewnić czy Tony nie potrzebuje rozmowy.

/Mam nadzieję, że jak się rozpiszę te posty przestaną być tak do dupy :<

Anonymous - 2015-11-09, 16:49

- Nie, to tylko... - urwał na chwilę, odsuwając nieco wierzch dłoni. Tak naprawdę nie wiedział, co powiedzieć. "To tylko złamanie nosa"? - Ostatnio mi się zdarza. - Dokończył, jednocześnie uśmiechając się krzywo, co już mogło świadczyć o tym, że niejako ją kantował. Od początku ich znajomości nie dawał o sobie najlepszego świadectwa, prawdopodobnie już całkowicie burząc wizerunek, który udało mu się stworzyć w sieci. Nie chciał go jeszcze bardziej pogrążać. Poza tym było mu najzwyczajniej w świecie... głupio? Tak, to chyba dobre określenie. Nie lubił wypadać w oczach innych na nieudacznika, a tymczasem Hayley już któryś raz z rzędu spotykała go w stanie największej słabości. Blizna widniejąca na jego twarzy była tylko śladem po ostatnim potknięciu, ale nie trzeba było dużych zdolności aby dostrzec jak bardzo to zdarzenie ciążyło Tonemu.
- Dzięki. - Mruknął cicho, wyjmując chusteczkę z lekko pomiętego opakowania. Przyłożył ją do nosa, naraz lekko nachylając się do przodu, by krew mogła swobodnie spłynąć. Nie było jej dużo.
Słysząc jej uwagę był już pewien, że zauważyła. Już samo jej spojrzenie dało mu podstawy ku takim podejrzeniom. Najchętniej odwróciłby wzrok jak zbity pies, który pragnie zostać niezauważonym. Zbyt skruszony i zbolały aby podjąć jakiekolwiek działanie. - Tym razem nie miałem na to wpływu. - Rzucił w niejakiej obronie, choć pewnie nie brzmiało to wiarygodnie. Spoglądając na dziewczynę spode łba, miął w palcach chusteczkę, która coraz bardziej nasiąkała krwią. Dopadło go nagłe osłabienie, ale zdawał się nie zwracać na to uwagi, choć mogło być to widoczne nawet z zewnątrz, choćby po rozkojarzonym spojrzeniu i nieco pobladłej skórze.

Hayley - 2015-11-09, 18:29

- Dlaczego? – pociągnęłam śmiało, wciąż patrząc prosto w jego oczy jakbym chciała dać mu do zrozumienia, że nie zadowalają mnie półsłówka i niedopowiedzenia. Miał rację, znów spotykałam go w chwili największego kryzysu, ale nigdy nie oczekiwałam od ludzi perfekcji. Paradoksalnie czułam się w jego towarzystwie dobrze tylko dlatego, że nie mamił mnie pozorami. Widziałam go przecież w stanie, w którym człowiek nie jest zdolny udawać. To miało swoją dobrą stronę. Ideał, który chciał mi pokazać nigdy nie sięgnie bruku.
- Tony... – szepnęłam cicho, patrząc jak jego mimika stopniowo ulega zmianie. Zbierałam myśli wyjątkowo nie wiedząc jak zareagować. Nie lubiłam takich sytuacji. Znałam przyczynę jego żalu, ale nie miałam prawa zacząć go pocieszać, bo nigdy nie byłam na jego miejscu. Nie zostałam oszpecona i nie oszukujmy się, każdy, w mniejszym lub większym stopniu, patrzył na aparycję. Dla jednych liczył się wzrost, waga czy ładna twarz, innym wystarczyło tylko, by druga osoba była czysta, ale wciąż wszystkie te cechy leżały na półce z podpisem „wygląd”. Tylko głupiec temu zaprzeczy i wiedzieliśmy to oboje. Na szczęście Tony wciąż był kimś więcej niż tylko ładnym chłopcem. Lubiłam go za to jakim był człowiekiem, po prostu.
- Powiedz mi co czujesz – poprosiłam nagle, zapewne go tym zaskakując. Właściwie poniekąd zaskoczyłam samą siebie, bo wyznania tego typu stwarzały między ludźmi pewną otoczkę intymności, ale nie o to mi chodziło. Czułam, że dusił się swoimi myślami i tak szczerze tylko w ten sposób mogłam mu pomóc. Po prostu posłuchać. Pozwolić mu wyrzucić cały żal, choć celowo nie pytałam co się stało. Domyśliłam się, że nie chciał o tym mówić, dlatego oszczędziłam mu zbędnych pytań.

Anonymous - 2015-11-10, 11:29

- Nie wiem. Może to przemęczenie. - Nie był prostym rozmówcą, choćby z tego względu, że unikał mówienia prawdy jak ognia, choćby dotyczyła mało istotnych spraw. W zasadzie w tej odpowiedzi tkwiła cząstkowa prawda, jednak bezpośrednią przyczyną było złamanie sprzed paru tygodni. Powody mogły być jednak różne, co uświadomił sobie dopiero po fakcie. Mogła go teraz zacząć podejrzewać nawet o branie prochów, co z dwojga złego było o wiele gorszym wyjściem, ale jakże prawdopodobnym w jego przypadku. Nawet jeśli nigdy nie powiedział jej o tym wprost, to choćby jego ostatni wyskok wskazywał na to, że nie był święty. - Mam złamany nos. - Dodał więc po krótkiej chwili milczenia, gniotąc chusteczkę do postaci ciasno zwiniętej kulki, którą wrzucił do stojącego obok śmietnika. To wytłumaczenie w połączeniu z rozciętym policzkiem zdawało się już składać w logiczną, aczkolwiek ponurą całość.
Otworzył szerzej oczy, rzucając dziewczynie wyraźnie zaskoczone spojrzenie. Czuł się teraz jak dzikie zwierzę zagonione w róg, nie potrafiąc ani mówić o swoich uczuciach, ani się nimi dzielić. To była dla niego nieosiągalna sztuka. Nie był w stanie nawet odczuwać emocji jak przeciętni ludzie, a niektóre z nich były mu całkowicie obce, dlatego tak bezpośrednia prośba musiała wywrzeć na nim potężne wrażenie. Tracił poczucie bezpieczeństwa w zastraszającym tempie, wręcz na oczach Hayley coraz szczelniej zamykał się w sobie, starając się skryć pod siecią pozorów. W jej przypadku nie było to jednak takie proste. Znała go z tej innej, całkiem obnażonej strony. Może dlatego nie był teraz w stanie jej oszukać udając, że wszystko jest w porządku.
Jego oddech jeszcze nie zdążył się uspokoić, mówił więc zmienionym głosem, pomiędzy słowami łapiąc hausty zimnego powietrza. Dopiero teraz do niego docierało, jak daleko wyszedł poza swoje możliwości, stając się niemal katem własnej osoby. Paradoksalnie przynosiło mu to ulgę. Dawało wolność od myśli, które Hayley zapragnęła teraz poznać.
- Nie zrozumiesz. - Odezwał się w końcu, uciekając gdzieś wzrokiem. Nawet nie potrafił tego sprecyzować ani nazwać. Nie miał też ochoty dzielić się tym z kimkolwiek. Nigdy się tego nie nauczył. Rozmowa na ten temat była dlań bardziej niż kłopotliwa, bo nawet nigdy nie miał w sobie tyle odwagi czy współczucia by wysłuchać drugiej osoby w podobnej sytuacji. Tm, gdzie wkraczały uczucia, dla niego nie było już miejsca. Wycofywał się, co stało się pewną formą obrony.

Hayley - 2015-11-10, 13:18

Moje oczy pociemniały nieznacznie, kiedy krótkie wyjaśnienie wszczęło ostrzegawczy alarm. Pierwsza lampka kontrolna zapaliła się czerwonym światłem natychmiast nastawiając mnie na czujność. Miał rozcięte pół buzi, co więcej wyraźnie coś go męczyło. Jak w takiej sytuacji miałabym uwierzyć, że naprawdę nie wiedział gdzie leży przyczyna krwawienia? Na mojej twarzy zarysowała się lekka nuta niedowierzania, która miała dać mu do zrozumienia, że nie przyjmuję błahych kłamstw. Zamiast na słowa nastawiłam się na emocje, co mogło stanowić dla niego nie lada wyzwanie. To nie była już zwykła rozmowa. Oczekiwałam czegoś więcej jakbym chciała żeby obnażył mi swoją duszę, bo tylko w ten sposób mogłabym ją uleczyć. Nie pomagało mi to, że wciąż nie wiedziałam czy miał wypadek, pobił się czy został pobity, ale nie było mi to aż tak bardzo potrzebne. Domyślałam się, że nie to bolało najbardziej. To było coś w psychice i chciałam do tego dotrzeć.
Na wzmiankę o złamanym nosie poczułam, że robię dobrze nie pozwalając mu się wycofać. Szczerze się martwiłam, ale chciałam dać mu odrobinę czasu. Czułam jak jego mięśnie zaczynają się naprężać, a zaskoczenie powoli ustępuje miejsca jakiemuś przerażeniu, którego podłoża nie mogłam rozgryźć. Tony był specyficzną osobą, która zamiast poprosić o pomoc wolała szukać rozwiązania na własną rękę. Zapętlać się swoje problemy, tworząc w ucieczce następne. Wiedziałam, że tak będzie i tym razem dlatego nie pozwoliłam się zbyć. Obserwując powoli jak coś w nim zaczyna się wykruszać dostrzegłam też panikę. Uderzyłam w punkt, którego nikt nigdy nie naruszył i Tony nie był na to gotowy. Miałam wrażenie, że osłabiłam tym jego upór, choć liczyłam się też z histeryczną złością, która mogłaby być następstwem zaskoczenia. Przez chwilę sama nie wiedziałam co robić. Porównanie do zapędzonego w róg zwierzęcia było aż nader trafne. Czułam się dokładnie tak samo, z tym że to ja osaczałam. Podeszłam więc do niego dokładnie tak, jak do przestraszonego zwierzątka, któremu próbuję pomóc. Powoli, jakbym chciała dać mu czas na oswojenie się z nowym ruchem, podniosłam dłoń układając ją na zdrowym policzku chłopaka. Wiedziałam, że to kolejna rzecz, której się nie spodziewał. Dotyk ostatecznie kruszył istniejące pomiędzy nami bariery. Na chwilę zbliżał jakbyśmy budowali relację od dziecka, pozwalał zaufać. Liczyłam się z jeszcze większą paniką, która zapewne nastąpiła zaraz później, ale nie pozwalając mu odwrócić wzroku skierowałam go na moje łagodne oblicze. W pewnej chwili musiał się do tego przyzwyczaić, właśnie jak to dzikie zwierzę. O ile oczywiście nie zaczął „gryźć”...
- Uczucia rzadko kiedy można naprawdę zrozumieć – odparłam. To po prostu trzeba poczuć.

Anonymous - 2015-11-10, 14:52

Kątem oka dostrzegł ruch, który skłonił go do uważnego, podejrzliwego śledzenia kolejnych poczynań Hayley. Chociaż mógł przewidzieć wynik jej podchodów, to nie uchylił się przed dotykiem, który zadziałał na niego wręcz paraliżująco. Dopiero teraz wyraźnie zesztywniał, zbliżając się do nieznanej dotąd granicy. Mogło to zabrzmieć absurdalnie, ale postawiła go w sytuacji, w której czuł się autentycznie zagrożony. Odnosząc się do niego z delikatnością i niosąc chęć pomocy budziła w nim niezrozumiałe uczucie lęku. To na pewno nie było normalne. Często na podobne próby reagował błyskawiczną zmianą tematu, ucieczką czy nawet stłumioną złością, ale Hayley swoją bezpośredniością dosłownie go rozbroiła. Przed dłuższą chwilę był zbyt oszołomiony by jakkolwiek zareagować, spoglądał na nią z niedowierzaniem i lękiem kryjącym się w intensywnej zieleni jego tęczówek.
- Te zawsze będą Ci obce. - Szepnął, nie odwracając od niej wzroku. Nawet nie potrafił sobie wyobrazić Hayley czującej to samo, co on. Tej palącej nienawiści i gniewu, wyniszczającego bólu i dyskomfortu. To wszystko było podszyte narastającą bezsilnością. Tłumił w sobie te wszystkie emocje jednocześnie żyjąc w ciągłej tęsknocie za... odczuwaniem. Pragnął intensywnych przeżyć jednocześnie broniąc się przed tym, co się w nim kłębiło.

Hayley - 2015-11-10, 15:53

Przez chwilę przyglądałam mu się spokojnie, ale narastający w nim niepokój wręcz zdawał się wzmagać. Napinał mięśnie, stał skulony jak zbity pies i zamykał się na wszystko. Może nie byłam odpowiednią osobą, ale w takim razie dlaczego wtedy w mieszkaniu poprosił o pomoc akurat mnie? Kompletnie zdezorientowana taką rekcją powoli odsunęłam rękę robiąc duży krok do tyłu. Tym razem to ja opuściłam wzrok, przechylając głowę w lewo i wbijając oczy w chodnik.
- Dlaczego tak bardzo się tego boisz? – rzuciłam chowając ręce do kieszeni wręcz namacalnie budując między nami dystans. Nie dlatego, że się obraziłam, bo właściwie moje uczucia z gniewem nie miały nic wspólnego. Nie chciałam go tylko już więcej stresować. W chwili cofnięcia dłoni uświadomiłam sobie bowiem, że nie jestem w stanie mu pomóc, a to wywołało cały szereg reakcji począwszy od skruchy, poprzez nieznaczne rozgoryczenie aż do kompletnego spokoju. Na nowo podniosłam wzrok wbijając go na chwilę w twarz chłopaka. Intrygował mnie i nieznacznie martwił. Jego zachowania odbiegały od normy, były wręcz autodestrukcyjne, czego nie przyjmowałam dobrze. Wiedziałam niestety, że jeśli sam nie zechce się otworzyć, ja nie zrobię tego za niego. Nie da się pomagać na siłę.
- Nie zrób sobie jakiejś krzywdy, dobra? – szepnęłam w ramach pożegnania dopiero teraz czując jak bardzo trzęsę się z zimna.

Anonymous - 2015-11-10, 16:20

Dopiero gdy cofnęła dłoń, odwrócił wzrok od jej osoby, celując nim w ziemię. Nieznacznie zwrócony profilem do dziewczyny wyglądał jakby właśnie odniósł porażkę, choć w rzeczywistości daleki był od tego uczucia. Nie traktował tego jako przegranej. Bardziej jako ulgę, powrót na bezpieczny grunt.
- Nie umiem inaczej - powiedział cicho, nawet nie spoglądając na Hayley. Ogarnęło go zimno, na które dotąd nie zwracał uwagi, zbyt rozgrzany biegiem. Swoją postawą mógł stwarzać bardzo mylne wrażenie. Wszakże nie na co dzień spotykało się kogoś, kto miał tak "po prostu". Zachowywał się jak głęboko skrzywdzony człowiek, już w dorosłym życiu czy nawet w dzieciństwie, ale przecież nic takiego nie miało miejsca. Co prawda w ciągu ostatniego roku niejednokrotnie doświadczył poniżenia, nieludzkiego traktowania oraz bólu, ale... Niewiele się przecież zmieniło.
Zacisnął usta w wąską linię słysząc kolejne słowa dziewczyny. Wsunął ręce do kieszeni i niepewnie podniósł wzrok na blondynkę.
- Nie mogę Ci tego obiecać. Próbuję, ale... Nie wiem czy dam radę. - To było ciężkie wyznanie, ale zdobył się na nie. Potrzebował wsparcia nawet jeśli zdawał się je odrzucać swoim zachowaniem. Nawet nie podejrzewała jakie myśli krążyły mu głowie, związane z przyniesieniem sobie ulgi. Jak można było się domyśleć, związanej z braniem narkotyków.

Hayley - 2015-11-10, 19:32

Po raz pierwszy byłam w takiej sytuacji. Stojąc naprzeciwko Tonego zastanawiałam się nad różnymi scenariuszami jego przeszłości. Dopiero teraz docierało do mnie, że nie wiem o nim nic i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem, bo wcale tego nie chciał. Czułam, że potrzebował cudzej obecności, ale nie wiedziałam jak ona miałaby wyglądać i przede wszystkim, czy moja wystarczy. Zaciskając mocno zęby próbowałam skupić się tylko na nim, ale uciążliwe drżenie nie dawało mi spokoju.
- o czym ty mówisz Tony? – z letargu wyrwały mnie jego słowa. Ożywiłam się natychmiast wręcz słysząc własny, przyspieszający puls. Nagły skok adrenaliny wręcz mnie zmiażdżył, choć powinien mobilizować. Jakaś panika zaczęła kłębić się gdzieś głęboko we mnie i już sama nie wiedziałam czy chcę wiedzieć. Nim wrócił spojrzeniem do mojej sylwetki wzięłam głęboki wdech udając, że panuję nad emocjami. Właściwie chciało mi się płakać, ale nie pozwalając łzom spłynąć po moich policzkach zacisnęłam dłonie w pięści. Drgnęłam przy tym jeszcze raz, niespokojnie.
- Jak mogę ci pomóc? Proszę cię, powiedz mi cokolwiek. – jęknęłam płaczliwie zastanawiając się jak właściwie to się stało, że znalazłam się tu i teraz. Jak właściwie wzięłam na siebie tak duże poczucie odpowiedzialności zaczynając z nim rozmawiać?

Anonymous - 2015-11-10, 20:24

Chcieć a móc to dwie różne kwestie. O pewnych rzeczach nie mógł nawet wspomnieć okrężną drogą, choć w pewnym sensie było to bardzo niesprawiedliwie. Hayley niejako miała prawo do tego by wiedzieć, z kim naprawdę miała do czynienia. Był pewien, że gdyby tylko posiadła taką wiedzę, to zobaczyłby ją ostatni raz.
Odpowiedział jej wymownym milczeniem nawet nie wiedząc jak mógłby wyjaśnić swoje zachowanie w przyswajalny sposób. Zrzucenie winy na jakąś życiową traumę chyba byłoby prostszym wytłumaczeniem.
Widział jak bardzo była wewnętrznie rozbita. Tylko czym? Mrużąc nieznacznie oczy jakby starał się ją przejrzeć; chyba nie przejmowała się nim? Ta myśl wprawiała go w niejasne przeczucie, którego nie był w stanie zobrazować nawet sam sobie. Nie ona jedna się nim przejmowała, więc nie w tym rzecz. Ich po prostu nic nie łączyło. Teoretycznie. Lubił ją, z wciąż niejasnych przyczyn zwrócił się o pomoc właśnie do niej w chwili największego załamania, a mimo to chyba nawet nie mógł nazwać tego przyjaźnią. Co najwyżej taką raczkującą.
Czując jej narastającą rozpacz i zagubienie czuł, że po prostu powinien pozwolić jej odejść. Pozwolić odciąć się od jego toksycznej osoby zanim będzie za późno. Czasami przyświecały mu takie ludzkie przebłyski, ale egoistyczna natura dusiła je w zarodku, brutalnie rozpychając się swoją siłą. Chwytał się zdrowych jednostek jak tonący brzytwy...
- Zajmij mnie czymś. - To zabrzmiało jak błagalna prośba i być może rzeczywiście nią była. Nie było to proste życzenie, ale nie umiał tego wyartykułować w bardziej dosadny sposób. - Chodź do mnie. Okropnie się trzęsiesz. - Dodał po chwili, otwierając ramiona tak, jakby zapraszał ją do tego by w nie wpadła i poddała się ciepłu jego objęć. Zimno jakie odczuwał brało się raczej z gwałtownych emocji, jakie nim teraz targały. Jakże sprzecznych zresztą. Czyż przypadkiem właśnie jej przed chwilą nie odrzucił, a teraz wręcz zapraszał?

Hayley - 2015-11-10, 23:16

Czułam na sobie jego wzrok, choć nie mogłam przypuszczać o czym właśnie myślał. To, co dla mnie było naturalne Tonego omijało szerokim łukiem; nie miał poczucia odpowiedzialności za drugiego, przypadkowego człowieka. Dopiero teraz mogliśmy zobaczyć prawdziwy wymiar istniejącej pomiędzy nami przepaści. On należał do tego grona, które któregoś dnia odrzuciło dziecięcą naiwność i dostosowało się do brutalnej rzeczywistości, w której wszystko istniało po coś. Coraz mniej ludzi miało w sobie ten pierwiastek bezinteresownego dobra, który ocalał we mnie. Lubiłam to w sobie. Owszem, czasami zdarzyło mi się oberwać po tyłku za taki styl bycia. Cierpiałam po zdradach i oszustwach, ale to, co różniło mnie od głupiej dziewczynki było niejako moją tarczą. Nie dawałam drugich szans, choć nie wszyscy o tym wiedzieli. Ktoś raniąc mnie z premedytacją, opuszczał blokadę nie pozwalającą mi wejść drugi raz na ten stopień relacji i naprawdę rzadko robiłam wyjątki. Nawet nie dlatego, że nie chciałam. Blokowałam się.
Słysząc jego słowa uciekłam wzrokiem w bok nawet nie wiedząc co powinnam powiedzieć. „Zajmij mnie czymś” tylko w teorii brzmiało dobrze, bo w praktyce nie wiedziałam nawet co mogłoby go zainteresować. Trzęsąc się z zimna myślałam szybko, uparcie nie dając sobie wytchnienia, a później zwrócił moją uwagę rozchylając ramiona i wołając mnie do siebie. Dość zdezorientowana spojrzałam na niego pytająco nie umiejąc odpowiedzieć sobie dlaczego przytulenie się było lepsze niż niewinny dotyk na policzku, ale lgnąc do ciepła jak mucha do światła powoli przysunęłam się wtulając w jego pierś. Od razu zrobiło mi się lepiej choć zziębnięty organizm jeszcze chwilę trząsł się niekontrolowanie.
- Masz ochotę na gorącą czekoladę? Mam jeszcze jakąś w domu – zaproponowałam nagle, wreszcie znajdując odpowiedź czym mogłoby być to „coś”, o którym wspominał.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group