To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Starbucks

Sean Linbell - 2013-03-21, 18:19

Chyba Seanowi przydałoby się, aby dostał po głowie <3
- Wiesz o mnie dużo, ale jeszcze nie za dużo - odpowiedział za to. Nie, nie przyznał w tym momencie racji słowom Noy. Wiedział, że nie był normalny, ale bez przesady. Daleko mu do było do masochisty. Nie popadajmy w paranoję, nie wszystko to co złe tyczy się Linbella. Większość, ale większość to nadal nie jest wszystko.
- Zdecyduj się, to jest wyzwanie czy propozycja? - zapytał jej, dostrzegając wzrok, jaki skierowała ku niemu.
Może jednak w takiej sytuacji nie skusi się na nocowanie u niej? To jest bardzo nie fair, że ona mogłaby zadawać mu ból do woli, a on mógłby jedynie się bronić. Ewentualnie unieruchomić dziewczynę, acz to nic by nie pomogło. Wystarczyłoby jedno 'ała' Noy, a już zostałby zmuszony przez własne sumienie, aby ją puścić. Gdzie jest sprawiedliwość?
W momencie, kiedy jego towarzyszka wstała, aby przywitać się z jej znajomym on sam również powstał, aby pójść po kolejną kawę. Nie powinien jej zbyt wiele pić, ale cóż, najprawdopodobniej będą tu siedzieć dłużej, aniżeli sam przypuszczał. A kolejna kawa z pewnością mu się przyda, bo jest po dość długiej podróży. Wraz z chwilą informacji, że ma możliwość do ponownego przybycia do tego miejsca, podjął decyzję, aby to uczynić. Nie był typem nazbyt racjonalnym. Robił to co chciał w danej chwili, toteż przejechał dobrych kilka godzin stopem, aby się tutaj dostać. Nie wyglądał na zmęczonego, acz w rzeczywistości marzył tylko o tym, by iść spać. Kiedy otrzymał kawę do ręki, wrócił na swoje miejsce.
Może to i dobrze, że Noa nie podejrzewała go o zaborczość. Znaczy, to ona nazwała to zaborczością. On się o nią po prostu troszczył, nic ponad to. To, że nie lubi się nikim dzielić to tylko powód poboczny. Właśnie tak.
Jimmy miał rację w swoich przemyśleniach. Linbell aktualnie nie miał ochoty kogokolwiek widzieć, poza Noy. Pewnie gdyby spotkali się w innych okolicznościach, jego reakcje byłby bardziej przyjemne. Wbrew temu, że został nazwany typem samotnika, wcale taki nie był. Ale jak widać nowy znajomy odpłacił mu się tym samym, co i uczynił Sean - ocenianiem po pozorach. Nie miałby mu tego za złe, gdyby tylko potrafił mu czytać w myślach. Co nie zmienia faktu, ze mógłby i może ma mu za złe parę innych spraw.
Siedział, trwając w swojej obojętności oraz pijąc gorący napój. A przy tym łamiąc jeden z wielu nakazów, jakie były mu dane, a które dotyczyły tego co jeść/pić może, a czego zdecydowanie nie. Nijak go to obchodziło - jak zawsze. Tak samo nijak go obchodziło otoczenie, w które jednak od czasu do czasu się wpatrywał. Chłopak, który siedział naprzeciwko niego jakoś wyjątkowo działał mu na nerwy, stąd to rozglądanie się od czasu do czasu na boki. Chociaż nie patrzenie przez dłuższy czas w jego stronę jakoś nie pomagało. Tego gościa słyszał chyba cały Starbucks. A może miał tylko takie wrażenie. Tak czy inaczej, ton głosu także miał drażniący. Można pokusić się o stwierdzenie, że wszystko co niego dotyczyło, było drażniące w tej chwili dla osoby Linbell'a.

Noa - 2013-03-21, 18:52

Czy to jest pozwolenie?
- Doprawdy – mruknęła, było to jednak bardziej stwierdzenie, niźli pytanie.
Sean może i nie był stuprocentowo normalny, czterdzieści procent to jego normalność, a sześćdziesiąt to jego wyjątkowość, ot co.
- W co wolisz? Propozycje, czy wyzwanie? – odparła, zerkając na niego ze słodkim uśmiechem.
Eeeej…no przecież Noa nie skrzywdziła by za bardzo swojego przyjaciela. Pogroziłaby mu jedynie, oberwałby parę razy poduszką, a patelnia jest tylko groźbą…no chyba że Linbell wpadnie na pomysł w stylu „zakradamy się do nic nie wiedzącej przyjaciółki od tyłu”, wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że oberwałby owym przyrządem kuchennym. Dziewczyna widząc, iż chłopak bierze kolejna kawę zmarszczyła lekko brwi.
- Zjadłbyś coś – powiedziała lekko zmartwionym tonem, natomiast do Jamesa delikatnie się uśmiechnęła– tak, zdecydowanie wydzielałbyś specyficzna aurę…z resztą nawet w takim momencie to widać.
Puknęła Seana w klatkę piersiową, nie mogąc znaleźć sobie wygodnej pozycji prychnęła cicho rzucając komentarz w stylu „jesteś kościsty”, by w końcu oprzeć po prostu swoją głowę o jego ramię i podciągnąć swoje kolana pod własną klatkę piersiową. Nie wiedziała, że chłopak jest zmęczony, gdyż w tym wypadku praktycznie siłą zaciągnęłaby go do siebie i położyła do łóżka, będąc skłonna nawet załatwić chipsy, popcorn i colę oraz puścić jakiś pierwszorzędny horror. Tak, nieco to pewnie odbiegało od gustu innych dziewczyn, ale co tam. Z resztą taki plan nadal miała zamiar zrealizować. Chociaż pewnie dodatkowym punktem byłoby wrzucenie przyjaciela do wanny z ciepłą wodą, może mu nawet masaż zrobić, jak ładnie poprosi. Z Jamesem również musiała kiedyś gdzieś wyjść, wymusić na nim wyjście do kina, zaciągnąć do stajni, bądź zaprosić do siebie na jakiś obiad. Jakoś nie mogła się zdecydować na którąś z tych opcji.
- Nie przesadzaj – mruknęła i machnęła delikatnie ręką – nie jesteś mi nic winien. Każdy człowiek ma jakieś problemy od czasu do czasu.
Noa jakoś nie czuła, by ten był jej cokolwiek winien. Pomaganie przyjaciołom w problemach, czy to drobnych, czy poważnych było dla niej naturalne. Obecnie znając zarówno myśli Seana jak i Jamesa chyba zaczęłaby się śmiać. Tacy różni, tacy podobni, a niechże mówią co chcą, ona i tak wie swoje.

/Sorry, że jakoś tak krótko...Jim, jakoś weny nie mam na wymyślanie przeszłości :lol2: /

Jimmy - 2013-03-21, 19:23

//No, przebaczę ci ten jeden raz xd'

Przekrzywił nieco głowę, zaciekawiony wyraźnie tym, że Sean nagle wstał. Zaraz jednak zakumał, że idzie tylko po kolejną kawę. Wykorzystał okazję i rzucił znaczące spojrzenie do Noi. - Mam dość... dość mocne wrażenie, że ten pan za mną nie przepada - przekazał swoje obawy dziewczynie. Zaraz jednak kąciki ust ku górze, zaciął się na chwilę, a potem sam z siebie roześmiał. Tym razem brzmiało to nieco chrapliwie. Z tego też powodu przypomniał sobie o swojej kawie i upił łyk. Spojrzał zaraz znów na Noę. Otworzył usta jakby chcąc coś jeszcze powiedzieć powiedzieć, ale zawahał się. W końcu jednak jego głębokie poczucie moralności zwyciężyło.
- Z resztą co ja się będę przejmował... - odparł luźno i wbił wzrok gdzieś w bok, najprawdopodobniej w okno lokalu. Westchnął cicho i skrzyżował ręce na piersi, przeniósł zaraz spojrzenie ponownie na dziewczynę. Kątem oka zauważył, że jej towarzysz zaczął już wracać.
- Wyskoczmy gdzieś razem w najbliższym czasie, co? - uśmiechnął się ciepło. Tym samym szczerym uśmiechem przywitał Seana który usiadł znów koło nich. Jimmy mógłby teraz powiedzieć coś w stylu "hej kolego, bądź trochę bardziej rozmowny", ale z doświadczenia wiedział, że to nie zawsze działa zbyt dobrze. Zmierzył znów ich dwójkę wzrokiem.
- Wyglądacie razem całkiem dobrze - stwierdził rzeczowo i znów zatopił wargi w swojej kawie. Nie komentował już dalej wypowiedzi Noi, tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i zaczął cicho bębnić palcami w blat stołu. Ohoho, działanie Seanowi na nerwy zaczyna sprawiać mi przyjemność. XD'
Będziesz go, Sean, widział w koszmarach i słyszał pod poduszką. Jego wysoki, chrapliwy głosik. Nakładam na ciebie klątwę, o~! trololo.
James przeprosił ich grzecznie na chwilkę i pomaszerował do kasy, w zamiarach kupienia czegoś dobrego. Kawę zostawił pod opieka Noi, ufając, że nie pozwoli swojemu koledze do niej napluć.

Sean Linbell - 2013-03-21, 19:48

Zdecydowanie nie!
- To i to jest na swój sposób satysfakcjonujące... - odparł poważnie, w zamyśleniu, jakby nie mogąc zdecydować się, która opcja byłaby dla niego korzystniejsza. Widząc jej słodki uśmiech, który niezbyt pasował do osoby Noy, mało co nie parsknął śmiechem. Wystarczyło jedynie pomyśleć o obecności pewnego pana obok, aby zdusić ten śmiech w sobie. To nie było trudne zadanie.
Nie skrzywdziłaby za bardzo? Czyli jednak by skrzywdziła, a to się liczy! Najwyraźniej ma się czego obawiać. Koszmary o Jimmy'm to jedno. Ale koszmary o Jimmy'm i leżenie w szpitalu poprzez pobicie patelnią to drugie. Za jakie grzechy?
Wracając do stolika natknął się wzrokiem na ten irytujący uśmiech swojego nowego kolegi.
- Nie wiem jak mam odebrać ten uśmiech - mruknął podejrzliwym tonem głosu, patrząc się przez jakąś chwilę na towarzysza. Coś mu się wydawało, że Jimmy go w pewien sposób rozgryzł. I że teraz będzie chciał mu robić specjalnie na złość swoim zachowaniem. Ale to nieważne, Sean nie jest w takich sprawach gwałtownym typem osoby. Miał swoją cierpliwość, która nie kończyła się nazbyt szybko. No i był uparty, toteż nie zamierzał dać satysfakcji Jimmiemu, że uda mu się go wyprowadzić ze stanu równowagi. Nie ma takiej opcji.
Wypowiedź Noy stosownie przemilczał. Nie lubił, kiedy to ona się o niego martwiła. W rzeczy samej, nie lubił kiedy ktokolwiek się o niego martwił. Był dużym chłopcem, mógł sam o sobie decydować. I sam sobie dawać radę.
- Nikt Ci nie każe się o mnie opierać - odpowiedział, wzruszając swoimi ramionami. Chyba nie za bardzo miał humor, bo normalnie to nigdy by tak nie odpowiedział. Chociaż może gdyby wiedział o planach dziewczyny na dzisiejszy wieczór, to wcale nie miałby takiego złego humoru. Ktoo wie.
Kolega czasami jest dziecinny, ale bez przesady, nie naplułby do kawy. Przecież to od razu widać! Prędzej dosypałby soli. Albo wymyślił coś jeszcze gorszego.

Noa - 2013-03-21, 20:09

A szkoda.
- To się zdecyduj - powiedziała jedynie rzeczowym tonem.
Oj, no logicznym jest, iż Noa nie skrzywdziłaby Seana...możliwe iż lekko by dla zwykłej zabawy zaczęła się z nim siłować, co najwyżej oberwałby poduchą. Hmh, za jakie grzechy? Mam zacząć wymieniać? Po pierwsze, zniknięcie bez słowa, po drugie zniknięcie bez słowa, po trzecie, zniknięcie bez słowa. Idziemy dalej z ową wyliczanką?
- Nie przesadzaj - rzuciła, gdy pan Linbell szedł po kawę - on naprawdę nie jest zły facetem.
Na następną wypowiedź jedynie uniosła sugestywnie lewą brew, przekręcając lekko głowę.
- Oczywiście, że gdzieś wyskoczymy - powiedziała pewnym tonem, zerkając jednocześnie na Seana - jeszcze nie wiem gdzie, ale coś się wykombinuje. Na długo zostajesz?
Dalej idąc martwiła się o dwudziesto-jednolatka, gdyż sama wiedziała jak to jest, gdy nikt tego nie robi. Człowiek potrzebuje innych ludzi, temu nie można zaprzeczyć. Możliwe też, że to Noa bardziej potrzebowała niż Sean jej i chyba to najbardziej nurtowało dziewczynę. Z różnych powodów.
- Przepraszam - mruknęła, odsuwając się od chłopaka.
W normalnej sytuacji próbowałaby pewnie obrócić to wszystko w żart, jednakże dzisiaj najwyraźniej nie miała na to siły. Ale i tak planowała doprowadzić do skutku wieczorne plany chociaż nie była pewna, czy uda jej się namówić na nie przyjaciela. Cóż, jako że kawy nie musiała pilnować, zaufała w tym wypadku dojrzałości chłopaka, wlepiła wzrok w plecy Jamesa, najwyraźniej nie wiedząc, co powiedzieć. Spojrzała jedynie na niego kątem oka, jakby sprawdzając, czy jest na nią zły. Zdecydowanie była ostatnimi czasy przewrażliwiona na tym punkcie, co niezbyt do niej pasowało. Prędzej czy później jej to przejdzie i zamiast martwić się taką sprawą, zacznie próbować uspokoić atmosferę. A na razie niech znosi jej humorki. Ma zespół napięcia przedmiesiączkowego...a raczej zespół napięcia po miesiączce :lol2: . Jest niewyżyta i tyle. A to, że Sean i James trafili na okres zmiennych nastrojów to...to kara za te ich znikanie, ot co.

Jimmy - 2013-03-21, 21:08

Uśmiechnął się leniwie słysząc komentarz Noi dotyczący jego obaw wobec Seana. - Cóż, ale jak na pierwsze wrażenie, to nie jest zbyt kontaktowy - osądził, po czym gorączkowo zamachał rękami. - Oczywiście nie zamierzam go, tfu, oceniać po czymś takim! - zastrzegł się sam i poklepał zaciśniętą dłonią po piersi. Na jego twarz znów zawitał wyszczerz, który jednak przybladł, coby jego słowa nie wyglądały sztucznie na tle tego psychopatycznego wyrazu twarzy. - Nie śmiałbym - dodał cicho. Zaraz jednak skupił właśnie uwagę na chłopaku który do nich wrócił. Zaśmiał się krótko z jego reakcji na uśmiech Jamesa. Podniósł się z siedzenia i po drodze do kasy - uwaga, kontratak:
Wyciągnął rękę w jego kierunku, po czym z dłoni zrobił tzw. pistolet i wystrzelił do Seana, szczerząc się. Wydał przy 'wystrzale' z siebie taki właśnie wystrzału odgłos. Zwyczajne 'pow', 'bum', czy coś w ten deseń. Zaraz uniósł brwi do góry i spojrzał znacząco na chłopaka, wciąż wskazując go bezceremonialne palcem. - Po prostu staram się być miły - skomentował raźnie wypowiedź szatyna. - A ty odbieraj to jak chcesz - dodał ciszej i posłał mu kolejny uroczy uśmiech. Bynajmniej wcale nie sztuczny, to był najnaturalniejszy uśmiech na świecie. Jimmy po prostu nie umie być sztuczną, wredną zołzą, chociaż wielu osobom niestety sie taki wydaje.
Zasalutował im wesoło i odmaszerował hardo w kierunku kasy. Nie przejmował się tam czy na niego patrzą czy nie. Zamówił sobie jakąś smaczną sałatkę i począł wracać się do stolika. Nie mógł oczywiście zaczekać aż usiądzie, nie, to nie takie proste - otworzył jedzenie po drodze i wszamał trochę. Cóż począć, głód go złapał. w końcu na śniadanie tu przylazł, nie? Nigdy by nie pomyślał, że wpadnie starą przyjaciółkę.
Zasiadł luźno przy Seanie i Noi, racząc ich milutkim uśmiechem. Bez większych ogródek zaczął sobie jeść. Nie przejmował się za bardzo tym co sobie towarzysz dziewczyny o jego bezpośredniości pomyśli, ale Noa raczej nie będzie mu miała tego za złe w żadnym wypadku. Nie żeby jadł jak jakaś świnia, nie to chodzi. to był raczej kulturalnej osoby, toteż wszystko elegancko robił. Chodzi tu raczej o sam fakt, że sobie po prostu jadł, podczas gdy oni sobie tylko kawusie siorbali, z tego co wiem.
Pacnął nagle dłonią lekko w blat stołu, łapiąc się na czymś. - Pierdzielę - zaczął i spojrzał na ich parę. - Zapomniałem spytać, czy nic nie zamówić. Głupio, bo tak sam wpierdzielam. Wrócić się? - odparł szybko bez większego zastanowienia, jak to zwykle on. Wskazał przy ty w kierunku kasy z pytającym wzrokiem.

Sean Linbell - 2013-03-21, 22:23

- Koniecznie ja muszę decydować? - zapytał. Może w końcu chociaż raz dziewczyna by się zdecydowała? Nie dość, że to on dawał propozycje, to on jeszcze ma wybierać spośród nich? Zresztą, podobno to ona, jako dziewczyna, jest bardziej dojrzała niż on. A więc jest w stanie podejmować mądrzejsze i trafniejsze decyzje. Nie mówiąc już o tym, że jest o cztery lata starsza. To już w ogóle! Sean powinien czuć się przy niej jak nastolatek. I to taki z dolnej granicy. Może zacznie mówić do niej 'mamo'?
Nawet oberwanie z poduchy może boleć, jak się dobrze trafi. Więc to go ani trochę nie uspokoiło. Już chyba spanie na ulicy wdawało się bezpieczniejsze, niż spanie w domu Noy. Ale może warto czasami zaryzykować? <3
Co do sprawy martwienia się o kogoś. To nie tak, że Sean nie potrzebuje troski. Potrzebuje, aż nadto. Ale raczej w wydaniu takim, by ktoś nim wstrząsnął, kazał mu robić to to i tamto. Bezdyskusyjnie. Ale do pana Linbella to nie dociera. Rozum jedno, serce drugie. A że serce ważniejsze... Do tego jest wspomagane upartością, więc nic z tego. Zostaje przy tym, że nie chce żadnej troski. Od kogokolwiek.
Westchnął cicho, słysząc 'przepraszam' z ust Noy. To była kolejna rzecz, której nie lubił. Konkretniej, nie przepadał za tym, kiedy ktoś go przepraszał bez wyraźnego powodu. Właśnie zaczęło docierać do niego, że tylu rzeczy nie lubi. Gdzież się podział Seanowy optymizm? Przez ten cały czas chyba jeszcze ani razu nie pomyślał o tym, że coś lubi. Coś parszywy dzisiaj miał ten humor. Zgoni pewnie na przemęczenie, bo na co innego?
Zerknął kątem oka w bok, patrząc na to, co wyprawia Jimmy. Ruch, który wykonał chłopak momentalnie kojarzył mu się ze śmiercią. Albo ze strzałem w skroń. A dalej kojarzyło mu się to z... Tak czy inaczej, nie były to nazbyt miłe odczucia. Potrząsnął mimowolnie głową na boki, wyzbywając się dość negatywnych myśli. Z Sean'em trzeba być dość ostrożnym, nigdy nikt nie wie jak zareaguje na pewne sprawy. Dość nieprzewidywalny to był osobnik, to na pewno. Tak czy inaczej, próbując być miłym, także odwzajemnił uśmiech. Pomińmy sprawę tego, jak mu to wyszło. Nie był w tym dobry, tym bardziej, że typ zaczął go trochę irytować. Chociaż uodparniał się na niego z chwili na chwilę. A może to tylko chwilowe, bo dystans między nimi uległ zwiększeniu? Albo inaczej - nie między nimi, tylko między nim a Noy? Miejmy nadzieję, że tak to jednak nie działa. Sam siebie nie posądziłby o taką zaborczość. To znaczy, to nie była zaborczość! To Noa tak to nazwała, a on tylko powtarza jej słowa.
- Dziękuję za pozwolenie, chyba skorzystam z drugiej opcji - odpowiedział. Nawet gdyby chciał być przyjemny dla tego tutaj chłopaka - nie da rady. Nie ten czas, nie to miejsce. Może przy następnej okazji, o ile taka się nadarzy.
Nie, nie był zły na towarzyszkę. Siedział, nie ruszając się ani trochę z miejsca, w którym był. Poza ruchem ręką, aby ponownie chwycić za swoją kawę. Miał wrażenie, że w żaden sposób napój mu nie pomaga w walce z sennością oraz zmęczeniem. Aż dziwne, skoro kilka miesięcy nie miał okazji by napić się kawy. Na wiele innych rzeczy też nie miał okazji przez najbliższy czas. Tak to jest jak się trafia do miejsca, gdzie samotność zżera cię doszczętnie. Pozorna samotność, rzecz jasna.
Zaczepił Noę lekkim szturchnięciem w ramię, kiedy Jimmy od nich na chwilę odszedł. Jakby chciał powiedzieć 'no juuż, nie obrażaj się na mnie'. Zrobił przy tym skruszoną minę, o ile w ogóle na niego spojrzała. Nie powiedział jednak ani słowa. Mógłby ją przeprosić, ale nie. Nie zrobi tego, ze względu na własne zasady. Całkiem durne zasady, tak nawiasem mówiąc.
Miał wrażenie, że nie minęła nawet sekunda, a jego ukochany nowy przyjaciel na nowo wrócił na swoje miejsce. Ależ się ucieszył z tego powodu. Tak się stęsknił, że aż zabrakło mu słów, by odpowiedzieć na pytanie zadane przez chłopaka. Chociaż domyślał się, że nie było raczej skierowane ku niemu. Jednak i tak, z grzeczności, powinien zaprzeczyć. Ale Sean grzeczny nie był. Cokolwiek miałoby to znaczyć/

Noa - 2013-03-21, 22:26

- Sam zacząłeś - odparła.
Darujcie mi to wszystko o dojrzewaniu i tym podobnych bzdetach. Wszystko zależy od charakteru danego człowieka i czynników środowiska. Poza tym, to Sean zaczął wierzyć w dane statystyczne? Jakaś nowość. A jak zacznie do niej mówić per "mamo", to chyba jej słów zabraknie, a zamiast tego, nie poduszka, a patelnia pójdzie w ruch i tyle.
Ale zawsze może zaryzykować powiedzenie jej czegoś takiego, ale lepiej wyjdzie, jeśli w tym temacie będzie trzymał buzie na kłódkę.
- Cóż, po prostu wszystko zależy od tego jaki ma humor - powiedziała, zwracając się do Jamesa i pozwalając, by na twarzy zagościł cień uśmiechu.
Na westchnięcie Seana zareagowała tylko krótkim prychnięciem pod nosem, zerkając na niego kątem oka. Już ona mu jakoś humor poprawi...może jakąś książkę da mu do przeczytania? Jakieś ciekawe powinny się znaleźć w jej zbiorze. Widząc ruch wykonany przez drugiego przyjaciela pokręciła z politowaniem głową, w tym momencie doskonale wiedziała, jakie skojarzenia może mieć chłopak. Początkowo "złoty chłopiec" ze "złotym strzałem" mu się skojarzył. Na to więc zdecydowanie trzeba było uważać. Przez chwilę milczała, myśląc nad czymś intensywnie, a z zamyślenia wyrwało ją szturchnięcie pana Linbell'a. Zerknęła na niego unosząc sugestywnie lewą brew i przewróciła oczami, następnie delikatnie się uśmiechnęła i wystawiła do jego język. To się nazywa zmienny humor, poza tym znała się jednak zbyt długo z Seanem, by fochnąć się na niego na poważnie z jakiegoś błahego powodu. Nie przesadzajmy z jej humorkami.
- Oglądamy dzisiaj jakiś horror? - ni z tego ni z owego zapytała się przyjaciela, tym samym zapraszając go do siebie.
Chwilę później wrócił James tak więc skierowała na niego swój wzrok. A co niby miała mieć mu za złe? To, iż je? Odgarnęła niesforny kosmyk włosów z czoła i postukała palcem o blat stołu.
- Ja nic nie chcę. Smacznego tak w ogóle - powiedziała, przeciągając się.
Dzisiaj najwyraźniej cała trójka miała stosunkowo specyficzne humory, albo tylko jej się tak wydawało.

Jimmy - 2013-03-24, 22:51

//wybaczcie za zwlokę, ale jak już pisałam Szerkerowej, jakoś nie mogłam się zabrać do forum w weekend.

Na odpowiedź dziewczyny wzruszył tylko ze szczerym uśmiechem ramionami i dalej zaczął wcinać swoją sałatkę. Jedna z jego ulubionych, z kukurydzą. O tak, kukurydza jest dobra! Ale za to popcornu James juz nie lubi. Ot, taki defekt. Aż dziwne - niektórzy tego nie ogarniają. No bo ja tu nie lubić popcornu? W sumie to po tym typie można się wielu rzeczy spodziewać, więc...
Chociaż dzisiaj tak czy siak był wyjątkowo spokojny. Albo po prostu się jeszcze nie przystosował do nowego miejsca zamieszkania. Tak, to bardzo możliwe. Co innego jak się bywa w trasie - wtedy przynajmniej masz kumpli ze sobą. Ba, przyjaciół! Ale teraz został sam jak palec, no biedaczek no.
Całkiem sprawnie i żywo spałaszował swój posiłek, popił go po chwili mokką. - O, dziękuję! - mruknął niby do siebie, niby do nich. Cóż, kultura zobowiązuje, prawda?
Jimmy wyprostował nogi pod stołem i odchylił sie nieco, powiedzmy, że na krześle. Bo raczej jakby siedzieli na kanapie, to jej od ziemi nie oderwie tak łatwo siedząc na niej, nie?
Skrzyżował ręce na piersi luźno i spojrzał łagodnie najpierw na Noę potem na jej towarzysza. Czy przeszło mu pierwsze złe wrażenie na temat Jamesa czy tylko się potęgowało? Interesująca kwestia, ale niezbyt istotna.
- Od kiedy tutaj jesteś? - zwrócił się do przyjaciółki. - W mieście mam na myśli - doprecyzował wypowiedź szybko i trochę pokrętnie układając słowa. Ale co tam się go o to czepiać.

edit.

Wysłuchał wszelkich odpowiedzi przyjaciółki i już miał coś powiedzieć, gdy mu telefon zatańczył w kieszeni. Dobył komórki uprzednio przepraszając i zerknął w ekran. Rzucił niemą kurwą i spojrzał przepraszająco na towarzyszy.
- Wybaczcie kochani, ale ja muszę uciekać - odparł treściwie i wstał. Jakoś dobrnął do Noi i cmoknął ją w policzek. - Bawcie się dobrze - odrzekł ze szczera wesołością i zgarnął swoje śmieci do, no, śmietnika. Na odchodnym szybko rzucił do dziewczyny:
- Nel, weźże zadzwoń kiedyś! - zawołał w wielkim wyszczerzu i opuścił lokal. Tak, właśnie zawołał do niej przezwiskiem które kiedyś jej wymyśli. Z tego co pamiętał, to niezbyt jej sie spodobało, toteż można się podrażnić, ohoho.
Żwawym krokiem spierdzielił z tematu.
    zt.

Sean Linbell - 2013-04-11, 19:27

- Ja? Nieprawda - niewiniątko się znalazło, wiadomo. Co to, to nie on. Noa jest dużą dziewczynką, powinna sama zacząć o sobie decydować. Sean przecież nie będzie trwać przy niej wiecznie. Powinna nauczyć się trochę samodzielności. Czas na to najwyższy.
Po tej dłuższej-krótszej chwili milczenia, panna Noy chyba w końcu stwierdziła, że nie warto się obrażać na Linbella. Bo to tak bardzo nieładnie. Dość żywo zareagował na jej ruchy, uśmiechając się momentalnie, gdy ta pokazała mu swój język. Krowa ma dłuższy i się nie chwali. Nie będzie jednak na tyle niemiły i nie powie tego na głos. A i przy okazji - nie chciał tym tekstem reprezentować poziom przedszkola. Mimo że poziom jego edukacji nie jest powalający, zaszedł trochę dalej niż do przedszkola. Aż tak źle z nim nie jest.
- Nie będziesz się bała? - zerknął na nią podejrzliwie, kpiąc z niej lekko. Wszystko jednak odbyło się w formie żartu. Nie kpił z niej naprawdę, tylko dla zabawy. Ewentualnie, żeby się trochę oburzyła. No dalej, zrób tą minę wielce obrażonej kobiety. A wtedy będzie mógł się z niej troszeczkę pośmiać. Spokojnie, tylko tak odrobinkę. Nie będzie aż tak wredny, na jakiego (podobno) wygląda.
Trwając tak w tej parszywej trójce, nagle stała się rzecz cudowna. Nowy, ulubiony kolega Seana nagle musiał gdzieś iść. Radość wypełniła serce chłopaka, bo nadal utrzymywał, ze typ był irytujący. Zbyt gadatliwy, zbyt żywy, zbyt głośny. Prychnął pod nosem, słysząc słówko 'kochani'. Nie skomentował jednak tego głośno, postanawiając być grzecznym chłopcem. Bo jeszcze przyjaciel dziewczyny pomyśli, że ta zadaje się z podejrzanymi typami. Jakby wcale tak nie było. Cóż, trzeba zachowywać jakieś pozory. Prawda? Prawda.
Z chwilą wyjścia Jimmiego cała atmosfera w kawiarni nagle się zmieniło. Nagle zrobiło się spokojniej ciszej, było czym oddychać, nie było na co narzekać. Jakby wiedział któż to taki zadzwonił do jego nowego kolegi, spełniłby marzenie tej osoby, w podziękowaniu za telefon. Bo było za co dziękować.
Wcale nie był zaborczy. Nie wie skąd Noa sobie to ubzdurała.

Noa - 2013-04-11, 19:38

Zaraz zaraz...ma się nauczyć samodzielności? Z przeproszeniem, sama doskonale sobie radzi. Poza tym Sean jest przy niej parę razy na kilka miesięcy i jakoś Noa nie narzeka. Więc tu nawet niech się nie wtrąca z wypowiedzią o samodzielności i o tym, że czas najwyższy się tego nauczyć.
- Dobra, dobra, kończmy ten temat - przewróciła oczami.
Westchnęła delikatnie, wstając na chwilę by rozprostować kości, a także by zamyślonym wzrokiem objąć przestrzeń przed siebie. Coś najwyraźniej przez chwilę zaprzątało jej myśli i raczej nie był to zbyt miły temat. Jednak ni z tego, ni z owego ponownie się uśmiechnęła do chłopaka, siadając wygodniej na krześle.
- Ja mam się bać? - spytała z niedowierzaniem.
Fuknęła cicho i roześmiała się po chwili. O nie, nie da mu tej satysfakcji...za to sama musi mu coś wykombinować, by zaskoczyć z lekka chłopaka. Odprowadziła Jimmiego wzrokiem, obiecując, że zadzwoni, a słysząc przezwisko zrobiła naburmuszoną minę, a po chwili westchnęła cicho, zerkając na Seana. Skoro tak się broni, to jest winny. Ot co.

Sean Linbell - 2013-04-11, 19:50

Sama doskonale sobie radzi? Jakoś Sean nie umie w to do końca uwierzyć. Skoro dziewczyna nie jest zupełnie zadowolona ze swojego życia, to oznaka, że czegoś jej braknie. A fakt, że czegoś jej braknie mówi sam za siebie. Cokolwiek by sobie nie chciała wmówić - wcale nie jest do końca samowystarczalna. Może się założyć, że Noa wiecznie siedzi w stajni i zajmuje się końmi, bo ma wrażenie, że tylko one jej potrzebują. Czy tak przypadkiem nie jest? Może jednak się myli? Bo w końcu - to rzecz ludzka.
- A może nie, nie chcę skończyć tego tematu? - rzucił wyzywająco, patrząc prosto na Noę. Coś buntowniczy dzisiaj miał ten dzień. Udaje mu się jeszcze, jakimś cudem, wykrzesać z siebie trochę energii. Pomimo, że był zmęczony tą całą podróżą. Może kawa mu jednak w pewien sposób pomogła? A może zadziałało placebo? Nikt nie wie.
- A kto, ja? No przyznaj się, że się boisz na horrorach. Nikomu nie powiem - wyszczerzył swoje zęby w uśmiechu. Zdecydowanie ją prowokował. Był ciekawy, jak długo da radę nic sobie z tego nie robić. Nie liczył, że dziewczyna wytrzyma nazbyt długo. A nawet jeśli - to Sean był bardziej uparty. Wiec będzie dłużej ją męczył i prowokował.
Wcale się nie bronił.

Noa - 2013-04-11, 19:59

Nie mówiła przecież, że nie jest zadowolona tylko, że nie wie, czy jest do końca spełniona. W końcu, ma dopiero dwadzieścia pięć lat, ma jeszcze czas na Boga, by pozmieniać parę rzeczy. A w stajni cały czas nie przesiadywała. Często bywała w domu, łaziła ze znajomymi, których zdążyła poznać. Tak więc tutaj Sean się pomylił.
- Dobrze, a gdybym powiedziała, że mam ochotę na stosunek na tylnym siedzeniem samochodu - parsknęła cicho, najwyraźniej chcąc zobaczyć jego reakcje.
Pokręciła jedynie głową na jego zachowanie i oparła się o oparcie krzesła, dopijając swoją kawę, a także zakładając nogę na nogę.
- Seaaaan...jak nie chcesz oglądać horroru to powiedz, nie będę zła, nie będę się z Ciebie wyśmiewać - powiedziała spokojnym tonem.
Powinien wiedzieć, że z nią nie ma tak łatwo. W końcu Noa to...Noa, czyż nie? Znali się nie od dziś, ale lepiej, by tego dnia uważał, co mówi. Dziewczyna miała stosunkowo specyficzny humor, co mogło poskutkować róznymi sytuacjami.
A teraz to co, też się nie broni? No dalej, przyznaj, Linbell jest zaborczą osobą. Przecież to normalne. Żadna choroba, nic dziwnego, po co się wzbraniać tak bardzo?

Sean Linbell - 2013-04-11, 20:13

Skoro ni jest spełniona, to nie jest zadowolenie. Bo czy nie o to chodzi w spełnieniu, by czuć całkowite zadowolenie z siebie i ze swojego życia? A konkretniej z tego, jak się je wykorzystało. Nikt dziewczynie nie zapewni, że nie umrze jutro. Przecież wszystko jest możliwe, czyż nie? Noa pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wielu ludzi nie dożyło tych lat, co dożyła ona. W takim wieku nikt chyba nie myśli o śmierci. I prawidłowo - nie powinien. Ale to nie oznacza, że jej wokół nas nie ma. Bo jest, codziennie zbierając swoje żniwa. A na każdego przyjdzie czas - czy to dzisiaj, czy jutro, czy za kilka lat.
Bardzo chętnie poznałby tych jej znajomych. Przedstawi im swojego przyjaciela z dawnych lat?
- Zapytałbym, gdzie się podziała moja niewinna, grzeczna Noa. Ewentualnie stwierdził, że jesteś bardzo zdesperowana - powiedział. To, co powiedziało nie zrobiło na nim żadnego większego wrażenia. Nie powiedziała tego, tylko sugerowała, że mogłaby to powiedzieć. A to całkowicie inne sprawy.
- Oj Noa, Noa, Noa - wymruczał pod nosem, kręcąc swoją głową z dezaprobatą na boki. Skąd taki głupi pomysł wpadł do jej głowy. - To, że Ty się boisz horrorów nie oznacza, że wszyscy też się ich boją. Ale spokojnie, obronię Cię - powiedział.
- O ile ładnie poprosisz - dodał po chwili. Nie ma nic za darmo!
On do niczego nie będzie się przyznawał. Ona jest psychoanalityczką, więc wpływa na jego podświadomość, żeby wydawało się, iż jest zaborczy. Plan doskonały, ale trochę nie wyszedł.

Johnny - 2013-05-10, 13:24

No i tak się złożyło, że zadzwonił do Meg, zgarnął ją samochodem po drodze na mieście po czym stwierdził sobie, ż epojadą do kawiarni o. Bo coś mało ostatnio z domu wychodzą ;> :lol2:
Podjechał pod budynek po cyzm zaparkował auto, zgasił silnik, zostawił okulary przeciwsłoneczne w schowku i wysiadł. Otworzył drzwi brunetce i razem weszli do kawiarni.
-Czego chcesz się napić?
Spytał, skanujac wzrokiem menu, powieszone nad kasą. Sam sie zastanawiał na co dzisiaj ma ochotę, marszcząc brwi lekko :d



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group