To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy Belmont Park

Vesiputous - 2014-03-03, 18:34

No ja myślę; to może zrzucamy siodło? :'D
Oczywiście jak już psiałam został wstrzymany w stępie i tam utrzymywał bez żadnych problemow aktywne tempo. Wolty i inne zawijasy wpierw wykonywał niezbyt przykładnie, ale wiadomo, że nierozgrzany do końca miał prawo, prawda? Poza tym, wypadałoby go wygimnastykować trochę, bo jego wyginanie się do najlepszych jednak faktycznie nie należy.
Mimo to po jakimś czasie zaczął się bardziej wyginać, bez oporów wszedł w kłus. Pozwolił Bastianowi przytrzymać się w jakimś normalnym tempie, ale jednocześnie mocno wyrzucał nogi, dając znać, że jego zdaniem jest już gotowy na każdy wyścig! Och, jakże się mylił... :lol:
W kłusie wolty i inne wykonywał już znacznie lepiej, gdy rozruszał bardziej nogi. Głowa co prawda do środka się nie układał zbyt, a gdy trener próbował go do tego nakłonić wodzami, to wtedy Jaszczur ścinał koło. Trzeba by z nim zrobić jakiś porządny ujeżdżeniowy trening, coby go porozciągać troszkę i uelastycznić.
Zauważywszy, że kierują się ku bramkom, mocno wyciągnął kłus. Noo, teraz jest kłusakiem, w boksie był arabem... Co jeszcze dziś?
Dał się jednak szybko ogarnąć, gdy Bastian zainterweniował w kwestii jego tempa. Zagalopował niemalże od razu, mocno wyskakując w tenże chód. Zaczął bardzo dynamicznie i chciał już popędzić, ale czując, że trenerowi bynajmniej nie o to chodzi i go przytrzymuje, pozostał w roboczym tempie. Tam jeśli dalej robili wolty to troszkę się opierał przy zawracaniu od bramek. I odwrotnie, gdy się zwracali w ich kierunku, machał nieco głową, okazując tym samym wielkie podniecenie. Nie wyrywał jednak przesadnie, a ucho ciągle miał mimo wszystko skierowane ku trenerowi, wyczekując dalszych poleceń.

Bastian Collins - 2014-03-03, 23:44

Nie mogę obiecać, bo już zbyt wielu użytkownikom obiecałem, ale Bastian chętnie przeprowadzi trening ujeżdżeniowy Jaszczurce. Lubi pracować z końmi, z którymi wcześniej już miał do czynienia, bo je zna i wie czego się spodziewać. A i można zobaczyć czy rozwijają się w dobrym kierunku, czyż nie? Więc jeśli będzie jeszcze okazja aby spotkać się na fabule - piszę się na to.
Bastian widział, że koń nie jest tak elastyczny jak powinien. Widział, że nie rozumie do końca niektórych poleceń. Połowicznie zrzucał to na ogólnie podniecenie pojawieniem się na torze wyścigowym, ale nie mógł pozwolić ogierowi, aby ten nim zawładnął. Dlatego też usilnie próbował go utrzymywać w normalnym tempie i dlatego właśnie robił z nim przeróżne wolty czy wężyki. Chciał go sprawdzić pod kątem umiejętności, ale także sprawić by ten nie myślał tylko o pędzeniu przed siebie.
Jeśli ogier za każdym razem zmniejszał woltę w galopie pędząc do środka koła, ta w końcu zrobiła się tak ciasna, że ten musiał zacząć się wyginać. Ten moment Bastian wykorzystywał do wywiezienia go na większe koło i próbował robić kolejną woltę, mocniej trzymając zewnętrzną wodzę i wewnętrzną łydkę. Nie robili jednak zbyt dużo wolt - ten trening nie na tym polegał. Tu po prostu ogier miał się wyszaleć, a do tego potrzeba mu było także energii.. więc nie mógł przedłużać do galopu.
Po przejechaniu jeszcze fragmentu zwolnił ogiera do kłusa, a następnie do stępa, kiedy już niewiele brakowało im do bramek. W ich pobliżu zrobił się trochę bardziej uważny, mając na uwadze reakcję konia na tą wielką maszynę. Zajechali ją od tyłu, aby wejść do bramki, a mężczyzna powoli i ostrożnie podprowadził ogiera do wejścia. Jeśli ten się wystraszył zrobili koło w stępie i spróbowali wejść drugi raz, a jeśli i to nie zadziałało, trener zsiadł z konia i z ziemi próbował wprowadzić go do środka.
Jeśli natomiast wszystko było w porządku stali już w wejściu, a Bastian przytrzymywał konia, aby ten przypadkiem zbyt szybko nie wystartował. Musiał czekać na sygnał.

Vesiputous - 2014-03-04, 18:14

To jak tylko będzie czas i możliwości, to będę cię łapać dla Jaszczura! Ujeżdżeniowo i może delikatnie skokowo, tak gimnastycznie by mu się przydało. Może na lonżowniku też by pochodził? Albo troszkę na wypinaczach na lonży, coby sobie mięśnie ponadrabiał. Trzeba tylko ludzie poznajdywać do tego chętnych, ale Bastian w takim razie jest na liście. :'D
I w galopie już tak naumyślnie tych kół nie ścinał, jak to w kłusie kombinował, ale po prostu teraz ciężko mu się było wygiąć troszkę jeszcze na pierwszych woltach. Ze dwie więc zrobił nieco na odwal się, głowa uciekając na zewnątrz i łopatką wpadając do środka. Gdy jednak trener wcisnął go na ciaśniejsze koła, ten najpierw nieco oburzył się takim zagraniem i przytupał nieco mocniej, ale poza tym za chwilę wygiął się już poprawniej i gdy wrócili na większe koło, pozostał w całkiem przykładnym ustawieniu. Zaraz i spuścił łeb, bo póki co to miał go nieźle w chmurach, ale stwierdził w końcu, że daleko go to nie zaprowadzi. Rozluźnił się troszkę bardziej i kolejne wężyki, i inne zawijasy robił całkiem nieźle, tempa nie zmieniał. Zaparskał za to parę razy, uszami co rusz we wszystkie strony świata sterował, pozostając ciągle bardzo uważnym na otoczenie.
W końcu zaczęli stępować już definitywnie po to, by zająć miejsce w bramkach. Gdy ogier to zrozumiał, przystanął na chwilę i machnął łbem, jakby w geście: "Hej, patrzcie ludzie! Idę biegać, jestem taki fajny! Patrzcie na mnie!". Ale tylko tą sekundę pogwiazdorzył i zaraz spuścił łeb i ruszył rozluźniony do celu. Ani razu się nie zawahał przy wchodzeniu w bramki, a gdy już się w nich znalazł, stał wpierw w małym nieładzie, głowa wąchając podłoże. Odpoczywał sobie jeszcze chwileczkę po wcześniejszym rozgrzewaniu się, które to pewnie sam sobie przedłużył.
Gdy jednak tak już chwilę stali i Bastian pewnie mu przypomniał, by ten pozbierał się do kupy, Jaszczur ustawił się dobrze, głowę najpierw przycisnął do piersi i poskubał się tam, ogon uniósł. Patrzcie go, ile radości z tego ma :lol: !
Ciężar ciała przeniósł na zad mocniej i tylne kończyny, przody odciążając. Głowę zawiesił pionowo do podłoża. Zaczął przeżuwać wędzidło, skupiając się coraz bardziej. Czekał, czekał na moment, kiedy usłyszy ten dźwięk uprzedzający otwarcie bramek. Wyprzedał je o milisekundy, a ten odstęp czasu Vesi bardzo dobrze znał. Trwał więc tak, wyłączając się na zbędne odgłosy z otoczenia. Wsłuchiwał się tylko lekko w Bastiana i szukał tego jednego dźwięku, dzięki któremu będzie mógł w końcu ruszyć przed siebie.
Przyznać mu trzeba, że wiedział co robi. I jako tak młody koń, znał się na tym z doświadczenia już. A i kochał to całym sobą, to z wielką ochotą starać się teraz będzie na całego, jeśli tylko trener to odpowiednio doceni i pobiegnie razem z nim.

Bastian Collins - 2014-03-04, 21:26

Jasne. Kiedy tylko znaleźli się w bramkach, co w zasadzie wywołało niewielkie zdziwienie u mojego bohatera, który nie sądził, że pójdzie mu z tym tak gładko. Poklepał ogiera po szyi gdy znaleźli się w środku i faktycznie zaczął go trochę zbierać, choć zdawał sobie sprawę z tego, że wyścigi polegają na czymś zupełnie innym niż ujeżdżenie. Skrócił sobie sprawnie strzemiona, choć w zasadzie nie lubił jeździć w tak krótkich - uroki wyścigów jednak nie pozwalały cieszyć się ich długością. Tylko na start trochę poustawiał go na wodzach, a już w chwilę później jakimś magicznym sposobem włączył dzwoneczki, po których otworzyły się bramki.
Nie czekając zbyt długo dał ogierowi sygnał do ruszenia i wypuścił mu nieco wodze, aby wyciągnął głowę. Z pewnością nie musiał za bardzo się starać aby rozpędzić go do takiego chodu, jaki powinien stosować na zawodach, a więc uniósł się lekko w półsiad i popędził go łydkami i głosem.
- Dalej! - krzyknął, pozostając w kontakcie z koniem, ale nie ciągnął go za pysk ani zbytnio nie przeszkadzał w wyciąganiu głowy do przodu. Cały czas starał się też sterować koniem, aby ten nie przyjął sobie wyścigów jako ślepego biegu przed siebie. Skierowywał go co jakiś czas na zewnętrzny tor, aby w chwilę później wrócić do wewnątrz. Jakby trzeba było kiedyś wyprzedzić inne konie, prawda?

Vesiputous - 2014-03-04, 22:09

Zachrapał z podekscytowania, gdy został poklepany. Miłe połechtało to jego mniemanie o sobie, które w sumie i tak plasowało się całkiem wysoko, ale egoistą i narcyzem to on nadal nie był. Ale miło jest się czasem popuszyć, jak się ma dobry powód, prawda?
Na podebranie mu wodzy i próby ustawienia go bardziej w zebraniu odpowiedział oczywiście, ale sam doskonale też wiedział co robić. Jednakże ucho cały czas trzymał skierowane jedno na Bastiana, a gdy ten zaczął poprawiać coś tam jeszcze, Vesi odwrócił do trenera głowę i błysnął oczkami. Wszystko gra tam z tyłu?, pytało jego spojrzenie i ogier wyciągnął nos do niego, próbując go dotknąć chrapami. Kiedy tylko upewnił się, że u faceta wszystko jest git, powrócił głową do przodu. Ustawił się wtedy jak należy, przeniósł ten ciężar ciała na tyły jak już to opisywałam. Wyciszył się i skupił maksymalnie, przymrużając nieco oczy.
Gdy tylko usłyszał to cichuteńkie kliknięcie mechanizmu uprzedzające dźwięk dzwoneczków oznaczających start, już spiął się mocno i gdy tylko bramka była otwarta, on już był w wyskoku. Zadnimi nogami mocno zarył w ziemi, wykorzystując je bardzo mocno jako siłę wybicia. Przody wyrzucił daleko hen i następnym razem na podłoże opadły one mocno, pewnie, pod najwłaściwszym kątem. Zadem dogonił równo i dalej mocno się wybijał, dając susy niczym zając. To dało mu bardzo dobry start, co z resztą od zawsze go cechowało. Warto więc podszlifować jeszcze go w tej kwestii, to podczas wyścigu będzie to jego broń z pierwszej linii przeciw rywalom.
Pierwsze foule były może troszkę nierówne, ale wiadomo, że jak dawno nie biegał, to tym później wyłapie równowagę podczas biegu. Gdyby trenował regularnie, robiłby to bez żadnego zachwiania. I potrzeba do tego wyhodować solidne mięśnie!
Już po parunastu metrach wpadł świetnie w rytm i gonił jeszcze trochę takim mocnym tempem, wyrabiając tak sobie spora przewagę już na początku. Bastian pewnie pozwolił mu na starcie rozwinąć te skrzydła, ale zaraz i rozsądnie musiał go przytrzymać trochę. Jaszczur mu na to pozwolił i zwolnił tempo, nadal jednak pozostając w dobrym wyciągnięciu, i w pełni skupionym, z uchem skierowanym jednym do Bastiana jak zwykle, a drugim pozytywnie nastawionym do przodu.
Posłusznie odpowiadał na pomoce trenera w kwestii zmienia toru biegu. Odsunęli się nieco na zewnątrz, a zarz potem znów wpadli do środka. Vesi docenił na początku luz na wodzach bo mógł sobie dobrze wystartować, ale jeśli teraz czuł go tyle samo ile wtedy, szarpał nieco głową. Czuł się niepewnie, kiedy nie był na kontakcie podczas biegu. W końcu jest tutaj z człowiekiem na grzbiecie, a nie sam, prawda? Przemielił trochę wędzidło, jeśli chłopak faktycznie miał elastycznie zebrane te wodze i dłonie mu chodziły z ruchem jego głowy.

Bastian Collins - 2014-03-04, 23:52

Normalnie wyprzedzasz wszystkie moje myśli związane z pisaniem postów. Doprawdy jest to niesamowite.
Oczywiście Bastian zdawał sobie sprawę z dystansu jaki mieli do przebiegnięcia. Musiał więc racjonalnie rozłożyć siły ogiera, aby ten dobiegł do mety, a nie musiał się do niej dotoczyć. W tym celu przytrzymał go nieco, pozwalając sobie na chwilowy uśmiech. Wiatr smagał okrutnie jego twarz, a niewielkie drobinki, znajdujące się w powietrzu, co chwila lądowały na jego czole czy policzkach. Pogoda nie szczędziła także oczu trenera, który co rusz musiał mrugać, aby pozbyć się wszelkich zanieczyszczeń. Mimo wszystko był naprawdę zadowolony. Dawno nie miał przyjemności pędzenia na koniu, a uczucie to było doprawdy cudowne.
Na początku, przy nierównych foulach konia miał co prawda niemałe problemy z równowagą, ale kiedy udało im się wyrównać trajektorię, wszystko zaczęło układać się w jak najlepszym porządku. Mężczyzna, jak wspominałem wcześniej, nie tracił ani na chwilę kontaktu z koniem. Nie dawał mu całkiem długich wodzy, starał się jedynie zapobiec szarpaniu poprzez trzymanie ich nieco luźniej, choć w każdej chwili mógł pogłębić kontakt.
- Dobry - pochwalił go, choć wątpił, że koń cokolwiek słyszy. Pędząc przedzierali się przez wiatr, a ten sam w sobie zagłuszał wszystko co działo się wokół. Jeśli jednak, jakimś cudem, jego głos dostał się do uszu Jaszczura, ten z pewnością mógł połechtać swoje ego tonem głosu trenera, który wskazywał na wyraźne jego zadowolenie.
Wjechali w pierwszy łuk toru, na który Bastian postanowił wprowadzić ogiera po wewnętrznej jego stronie. To zawsze pomagało zachować nieco lepszy czas, albo nadrobić stratę. Krótka prosta, która pojawiła się zaraz po przejechaniu zakrętu, także jeszcze była prowadzona wolniejszym tempem, a jeśli koń miał jeszcze siłę w nogach, tuż po wyjściu z kolejnego zakrętu, trener znów dał mu wskazówkę do przyspieszenia. Meta była niedaleko, a w normalnym wyścigu to właśnie na tym odcinku odbywała się najbardziej zaciekła walka. Nie wspominając oczywiście o starcie, ale w tym ogier poradził sobie całkiem dobrze.
Jeśli natomiast Bastian stwierdził, że zwierzę opada z sił, nie przyspieszał go. Jeśli nie było tragicznie, nadal utrzymywał to samo tempo galopu, aby w ogóle osiągnąć linię mety, w innym wypadku - gdy zauważył wyraźny brak sił u konia - postanowił nie ukończyć wyścigu, przejść do kłusa, a następnie stępa i pochwalić Jaszczurowatego.
Nie znał przecież kondycji konia, choć miał nadzieję, że uda im się dobiec do samego końca. Wierzył w niego.

Vesiputous - 2014-03-05, 16:47

Haha, naprawdę to robię? Cóż, wychodzę z założenia, że coby nie było nieporozumień, to trzeba opisywać wszystkie możliwości dokładnie. To chyba dobrze, nieprawdaż?
Mimo tego strasznego wiatru, to coś tam usłyszał od trenera. Co prawda tylko cichutko, ale po jego ogólnym zachowaniu domyślił się, że wcale nic złego mu nie mówił.
A w sumie to nie wiem jak świetnie konie słyszą. Może w takiej sytuacji hipotetyczny, realny Jaszczurek usłyszałby to zupełnie dobrze? Zagłębiać się nie będę, bo w skórze konia nie byłam i pewności mieć nie mogę!
Zjechali definitywnie na wewnętrzny tor w miejscu gdzie trasa zaczęła zakręcać. Vesi wygiął się odpowiednio i zasuwał takim tempem, o jakie poprosił go Bastian. Przemielił parokrotnie wędzidło w pysku, gdy skręcająca droga się skończyła i wypadli na ostatnią prostą. Chwilę jeszcze jechali wolniej, ale zaraz trener go pogonił. Wiadomo - sprintujemy na ostatnich metrach, bo jest o co!
Jaszczur już był trochę zmęczony, rzecz wiadoma, ale choćby padał na pysk ukończyłby wyścig. A teraz tak drastycznie przecież nie było, to spokojnie się rozpędził i wyciągnął najdalej jak mógł. Mięśniami pracował solidnie, sprawiając wrażenie skupionego na wszystkich częściach swojego koniuchowego ciała, a na każdej z osobna. Kopytami rył mocno, siłę wybicia kierunkując jak najbardziej na wprost. Żuł wędzidłem czasem, wiedząc o tym, że musi pozostać skupionym. Bo zdarzy się tak, że jakaś dziwna myśl mu do głowy wpadnie i co? Koń zapomni nóg dociągnąć do końca i straci równowagę, a przy takiej prędkości o to nie trudno, bo siła nadal popycha i trzeba się podpierać tymi kończynami, pracować nimi jak cholera, żeby to dokończyć.
Dał więc z siebie ponad sto procent w ostatniej fazie biegu, głośno już oddychając. Gdyby nie był tak ambitny, pewnie by już odpuścił - ale zważywszy na własnym charakter spinał tylko mięśnie dalej, chrapiąc coraz ciężej. Ale pruł, nie dając się zwolnić w żadnym wypadku.
Mam wrażenie, że ten post jest dużo bardziej nieskładny od poprzednich, ale coś wena ze mnie uleciała póki co.

Bastian Collins - 2014-03-05, 17:27

A trener nie zamierzał go zatrzymywać, jeśli widział, że koń dobrze radzi sobie z takim dystansem. Uważnie starał się obserwować wszelkie poszlaki, które mogłyby świadczyć o zmęczeniu, ale nie było mu dane ich zobaczyć. Koń miał całkiem niezłą kondycję, choć nadal trzeba było pracować, aby była jeszcze lepsza.
W tym właśnie momencie wbiegli na metę. Nie mogę stwierdzić, czy mieli dobry czas albo czy wygraliby wyścig, bo przecież nie było z kim rywalizować. Ferwor walki z pewnością tylko by polepszył ich wspólny wynik, gdyż dla konia byłoby to większą mobilizacją, aby prześcignąć pozostałych zawodników.
Mimo wszystko Bastian był z niego dumny. Poklepał ogiera po szyi, kiedy tylko przekroczyli linię mety i pogalopowali jeszcze przez moment, a mężczyzna już starał się zwalniać konia. Najpierw przytrzymał go nieco dosiadem i upomniał rękoma, jeśli ten za bardzo wyrwał do przodu. Mrucząc pod nosem pomocne "prrrr" zwolnił go do kłusa, a po chwili do stępa i poklepał ogiera po szyi. Spisał się naprawdę dobrze.

Vesiputous - 2014-03-05, 21:40

Radzić sobie teraz dobrze radził, ale co będzie zaraz? Oddychał już mocno i chrapy rozwarte niczym spadochrony miał. Kondycja ta była niby dobra, ale do genialnej jej brakowało - nadrabiał jednak dzikimi ambicjami. Ciekawe tylko, czy to faktycznie takie dobre?
Na metę wpadł pełna prędkością i zaraz po jej przekroczeniu dokładnie wiedział o tym, że może już odpuścić. Gdyby czuł się lepiej, biegłby pewnie i dalej, ale skapitulował i prędko przeszedł w robocze tempo. Głowę zwiesił leniwie i przebiegł tak chwilę, a zaraz wykoleił się do kłusa, tocząc się ciężko. Teraz poczuł, jak go to wyczerpało! Oj, Vesi, nie przeciążysz ty się, młody?
Coby jednak na takiego niedojdę nie wyglądać pomachał raźnie łbem i gdy zwolnili po jakimś czasie do stępa, odwrócił głowę do Bastiana, zatrzymując się. Spojrzał na niego wzrokiem typu: "Padam na pysk, ale jest dobrze". Zamachnął się fantazyjnie ogonem i ruszył z miejsca leciutkim kłusikiem, drobiąc sobie. Głowę wyciągnął w dół, rozciągając się. Po chwili pewnie i tak został wstrzymany znów do niższego chodu, tak więc i to uczynił już z ochotą, a głowa zaczął machać od kopyt po niebo. Hej-ho, hej-ho, hej-ho! Kto tu jest taki wspaniały!?
Nie było mu już tak gorąco jak jeszcze moment temu, no i troszkę się wyciszył, jego rytm ustabilizował się; serce nie biło już jak szalone. Ogier odetchnął głęboko i parsknął, strzygąc uszyskami. Chodził powolnie, z głową w dole i wyciągniętą do przodu, co chwilę obracając pysk na boki, rozglądając się niby to podejrzliwie.

Bastian Collins - 2014-03-05, 22:17

Poklepał go ponownie po szyi. Naprawdę dobrze się spisał.
Postępowali jeszcze przez jakiś czas, a trener dał ogierowi luźne wodze i poluzował popręg. Nie miał zamiaru go specjalnie zajmować różnego typu woltami czy wężykami. Dał mu spokój w rozchodzeniu, cały czas chwaląc go głosem czy klepaniem po szyi.
Po jakimś czasie, kiedy trener zdecydował o zakończeniu treningu zsiadł z konia i wraz z nim ruszył do stajni.

zt.

Vesiputous - 2014-03-06, 18:08

Z wdzięcznością skorzystał z tych długich wodzy i poluzowanego popręgu, rozluźniając się. Chodził spokojnie, aż w końcu zatrzymali się, trener zsiadł i go odprowadził, ot. Pochwały oczywiście przyjmował do siebie, zadowolony bardzo.
    zt.

Jonah Wrens - 2014-04-21, 22:49

W sumie zaraz za stajnią, Jonah podciągnął popręg, skrócił wodzę i wsiadł na Vesiputousa. Podążając spokojnym krokiem w stronę toru. Gdy ujrzał już zarys barierek i trawę, podebrał nieco wodzę siwka, gdyby ten nazbyt entuzjastycznie reagował na widok tego miejsca. Przekraczając już "progi" obiektu, wkroczyli na trawę, tą na której siwek niedługo będzie robił to co kocha. Pilnując jego tempa, brunet korzystał z okazji, aby dobrze zapoznać się z tym miejscem. Obmyślał jak wszystko ma przebiegać, kiedy ma go puścić, żeby go nie przemęczyć.
Kiedy już mniej więcej ogarnął plan działań, przyłożył delikatną łydkę Księżniczce, póki co rozgrzewając go na jednej prostej. Nie zamierzał zaczynać treningu wyścigowego gdzieś od połowy długości. Spokojnie staną sobie przy słupku i wtedy ruszą, jednak póki co rozgrzewali się i kłusowali. c;


--
aw następny post jakoś bardziej ogarnę, bo jakoś mi idzie pisanie, że yh. Kupa.

Vesiputous - 2014-04-22, 02:00

Nieco był zdziwiony tym, że brunet pod stajnią na niego wsiadł. Mimo tego, nieprzesadnie wyrywał do przodu. Wkroczywszy już jednak na teren toru, Jaszczur podekscytował się jeszcze bardziej i ruszył kłusem, zawieszając się nieco na wędzidle. Znając jednak magię Jonaha prędko został przyhamowany do stępa i wszedł na przyjazne człowiekowi ustawienie. A dobry efekt wzmagało to, że Vesil dobrze pamiętał Jonaha po ostatniej ich wspólnej jeździe.
Koniuch więc ogarnął się o tyle o ile, aczkolwiek ciągle spoglądał w stronę bramek startowych, prychając wtedy głośno pod nosem i wyciągając krok.
Kłusem uszył ochoczo, od razu go nieco wyciągając. Przy każdej jednak okazji możliwej, czyli gdy przy jakichś zakrętach kierowali się w stronę bramek, Vesi próbował uciekać z ustawienia i "o kryjomu" zbliżać się do miejsc startowych.

Jonah Wrens - 2014-04-22, 02:24

Ta, zrobił tak bo domyślał się, iż na torze ciężej będzie utrzymać go w miejscu. Przynajmniej mieli trochę więcej czasu na przypomnienie się sobie. Dobrze, że znał magię, a nie chciał przeciwdziałać niej, bo jeszcze by się brunetowi pomysły skończyły i dupa.
Jednakże póki co na spokojnie, uniósł dłonie i zapulsował wodzami, wyciągając go do góry. Jeśli tak delikatny sygnał nie podziałał, to dorzucił piłkę, jednak nie jakąś ostrą, łagodną. Wszystko na spokojnie.
-Jeszcze chwila, spokojnie.
Mruknął łagodnie, skupiając się jednak na tempie, które starał się ograniczyć używając pomocy. Uśmiechnął się pod nosem, gdy niby przypadkiem znajdywali się coraz bliżej bramek, no ale niech będzie. Zamykał go w łydkach, jednak prowadził go coraz bliżej bramek, ku jego uciesze. No dobra, zwolnił go do stępa siadając miękko w siodło i pulsując wodzami, żeby go przypadkiem nie ciągnąć za japkę, bo by tylko zaczęli ze sobą walczyć. Jeśli siwek przeszedł do stępa, to Jonah skinął w stronę jednego ze stajennych czy tam kogoś, kto kręcił się nieopodal toru. Zawołał go i poprosił o wystartowanie, skoro już mieli tak się bawić.
Portugalczyk postarał się samemu wprowadzić do bramki startowej Księżniczke, chyba, że jednak o dziwo by nie chciała to owy chłoptaś co tu był, pomógł mu. Zamykając drzwiczki za zadem Glucika, zaraz znalazł się przy zwolnieniu blokady na drzwiczkach. Jonah w sumie dopiero teraz wsadził nogi w strzemiona, gdyż były króciutkie.:c Miał zaledwie chwilę, aby przyzwyczaić się do takiej pozycji i nawet sobie zrobił półsiad, zbierając wodzę. Wyciszył się i patrzył przed siebie, aby ostatecznie zerknąć w stronę mężczyzny. Skinął mu głową, a w uszach Księżniczki i Księcia ( :lol2: ) rozbrzmiał dzwonek, zaś drzwiczki rozstąpiły się przed koniem. Jonah odruchowo przyłożył łydki, tak na wszelki wypadek dając mu sygnał, że to już. Zamknął go w pomocach i trzymał równo napięte obie wodze, coby ten ruszył prosto. Żeby przypadkiem nie uderzył w drzwiczki bramki, bo to mogłoby się skończyć nieprzyjemnie. Jeśli start był udany, to brunet nie musiał się niczym martwić, a jedynie przytrzymywał nieco Glutka, żeby nie poleciał na samym początku do przodu. Rozumiał, że ma pełno energii, jednak to dopiero początek, a mają całe okrążenie. A jeśli chodzi o pozycję Jonaha, jakoś dawał radę. Zawsze było mu nieco łatwiej, skoro skakał przez przeszkody, zatem jakąś równowagę miał wyrobioną. W końcu nie każdy skok jest idealny.
No to Księżniczko, pokazuj swój świat.<3

Vesiputous - 2014-04-22, 20:48

Nie wiem czy najlepszym posunięciem ze strony bruneta było to, że pozwalał księżniczce się tak przybliżać i przybliżać do tych bramek, bo ogier zaczął to perfidnie wykorzystywać, coraz bardziej do nich ciągnąc i przy tym nico spinając się. Jednakże do stępa zwolnił bez oporów, mocno wgryzając się tylko w wędzidło, co bez wątpienia mógł odczuć wujek Dżo tam na górze. I to chyba była taka oznaka najwyższego stanu gotowości, skupienia, stłoczonych w jednym teraz miejscu ambicji. Oj tak, Vesil był mocno ambitny, jeśli chodzi o wyścigi.
Do bramek wszedł bez oporów większych, już nieco bardziej na luzie. Gdy zamknęli ich tam we dwójkę, koń dreptał w miejscu, ale nie niespokojnie. Szukał najdogodniejszej pozycji, z której to będzie musiał wystartować.
Znalazł w końcu się w takim położeniu z kopytami, że bardzo dobrą miał przyczepność i przywarł do podłoża mocno, przeżuwając w pysku w skupieniu. Odczuwając coraz to większe napięcie, zapewne zarówno swoje jak i jeźdźca, zaczął przenosić ciężar ciała na tyły i zad, aby zapewnić sobie na starcie dobre wybicie. I wyciszył się, wyciszył się bardzo, opuszczając nieco łeb. Strzygł tylko uszami biernie względem swojej woli. I słuchał, oczekując sygnału do startu, wyruszenia. Szastnął zabójczo ogonem, ciężko odetchnął, dając upust podnieceniu.
I słyszał teraz tylko swój oddech i oddech Jonaha. Skupił się na tym, ale szukał też czegoś jeszcze. I odnalazł! Usłyszał zaraz bardzo czujnym uchem jak w maszynie przeskakują te wszystkie rybiki, coś pyknęło, poprzedzając o niecała sekundę właściwy sygnał startowy - dzwonek. Z tego względu przed otwarciem bramek folblut wiedział już, że musi być gotowy. I był.
Jego tylne kopyta mocno wbiły się w ziemię, gdy ogier przygotowywał się do wybicia i równo z otwarciem boksu startowego Vesil wystrzelił do przodu, naprawdę mocno wylatując z zadnich kończyn. Przednimi sięgnął daleko, mocno osadzając je na ziemi i dokładnie amortyzując i podszarpnął zaraz resztą ciała, rozpoczynając kolejną foulę. Mocno pierwsze susy sadzał, wykorzystując pełen swój potencjał i wyciskając tyle ile się da ze swoich całkiem nieźle wyrobionych mięśni. Miał genialny start.
Pierwsze te foule były trochę chybotliwe, a zwłaszcza pewnie dla Jonaha na grzbiecie folbluta. Po paru krokach jednak żwawo Vesil wyrównał tempo, odnajdując się już całkowicie w tym co robi i po prostu cisnął na przód, wywalczając dzielnie pierwszy odcinek toru.
Niedługo minęli pierwszą tabliczkę z napisem "100m", więc pewnie wujek Dżo postanowił trochę przyhamować Vesila, który i tak z przyzwyczajenia miał to w planach, a więc wyrównał tempo, nie pędząc już tym pełnym cwałem. Prychnął cicho, odwracając jedno ucho w stronę mężczyzny.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group