To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy im. św. Wiktorii

Taylor - 2013-08-27, 17:02

Weszła prowadząc Vesia. Wyregulowała szybciutko strzemiona, podciągnęła popręg, poprosiła stajennego o palcat, a gdy go dostała, bez zbędnych ceregieli, odbiła się od ziemi i wsiadła na konia. Chwila stępa na długiej wodzy, po chwili pozbierała go i zaczęła jakieś tam kółka i serpentyny robić. Zakłusowała, wysiadując Jaszczurzy krok. Na razie tyle, bo mykam, jak wrócę odpiszę.
Vesiputous - 2013-08-27, 19:39

Wszedł w całkowitym rozluźnieniu i ogólnie o super nastawieniu. Gdyby bł spem merdałby właśnie wesoło ogonem. Tymczasem majtał nim na wszystkie strony ze względu na wszędobylskie muchy. Prychnął z irytacji gdy do jednej nie dosięgła i musiał zamachnąć się ryjcem w kierunku okolic popręgu. Niestety ta wredota zaraz tam znowu wróciła. Tym razem użył tylnej nogi, podkopując sie tam. I trafił skurczybyka! Wygrana! :lol:
Gdy Taylor wskoczyła na siodło ruszył nieco niepewnie kilka kroków do przodu, nie będąc pewnym, czy może. jak tylko dostał odpowiednie sygnały to ruszył bardzo aktywnym stępem. Zakręty i serpentyny pokonywał w ładnym wygięciu, ładnie przestawiając nogi. Potem zgodnie z wolą właścicielki przeszedł zgrabnie do kłusa, trzymając bardzo aktywne tempo .Wyciągał ładnie nogi, może nawet zbyt pędząc. Tam również skręcał wszędzie gdzie mu kazano. W skupieniu sie lekko zebrał i majtał ogonem na boki. Nogi ładnie stawiał i podnosił, nawet lekko je w powietrzu zawieszając. Jednak po jakimś czasie tego kłusa robiło mu sie lekko dość i przestał się tak bardzo angażować. Zaczął bardziej powłóczyć kończynami i wyszedł z wcześniejszego ładnego ustawienia. Prychał co jakiś czas. w końcu stwierdził, że się trochę ponaburmusza i zaczął walczyć z wodzą. Uciekł nogami na bok, rozpoczynając tym samym prawie idealny chód boczny! :lol: Na wszelkie próby pulsowania ręką odpowiadał szarpnięciem pyskiem. Taki o, bulwers! Galopujmy bo nie mam cierpliwości! :lol:

Taylor - 2013-08-27, 20:47

Chód boczny? :> Taylor z uśmiechem na twarzy wykonała bunt i dokończyła starania Vesia, spychając go na elegancki ciąg, ot co! Jak taki jest chętny do tych chodów bocznych, to ma! :lol:
Dobra, po dość długich wygibasach w ów nieszczęsnym kłusie, wprowadziła go na duże koło na całą szerokość toru, na którym zagalopowała, skracając w razie potrzeby wodze. Z łydką szło wypchnięcie, więc jaszczur nie powinien mieć nawet najmniejszych problemów z zagalopowaniem. Zawsze miała palcat. Ale Vesiputous wiedział, że palcat w rękach Taylor jest niebezpieczny :lol2:
Chwilę pogalopowała z karym, rozglądając się po torze. Jeszcze w galopie złapała jakiegoś pracownika toru, którego poprosiła o przygotowanie bramek i stopera. A jak już się Vesiu zaznajomił z ciemnowłosą, to może dać mu wycisk nie? :lol: Zwolniła go do kłusa i stępa, dając mu jeszcze 5 minut na najwolniejszy z możliwych chodów (nie chodzi tu o stój :lol2: ). Po chwili zebrała go i skierowała w kierunku bramek. Bramki jak bramki - nic szczególnego w nich nie było. Nie miała wątpliwości, że Vesiputous nie będzie się ich bał, więc aktywnym stępem skierowała go w tamtym kierunku. Do dyspozycji miała mężczyzn z lonżą, którzy jak zwykle pomagali w pakowaniu niegrzecznych koni do bramek. W razie czego Ci uprzejmi panowie pomagali brunetce :lol: .
Znaleźli się już w boksach startowych. Taylor weszła w najwygodniejszą, pozwalającą koniowi potem, już na torze, rozwijać wysoką prędkość, pozycję; skróciła także wodze i czekała na moment, w którym bramki się otworzą. Podczas oczekiwania głaskała Jaszczura, przemawiając do niego spokojnym tonem. Paplała coś o wyścigu, ale kogo to obchodzi. Po jakimś czasie przestała i od tamtego momentu w milczeniu oczekiwała startu.
Bramki otworzyły się gwałtownie, by wypuścić konia i dziewczynę. Taylor tuż po otwarciu dała Vesiowi kilka solidnych łydek, wymagając od niego dobrego, aktywnego tempa, chcąc doprowadzić go do szybkiego galopu, na razie jeszcze nie tego 'morderczego'. Pierwsze kilka metrów pokonanych przez parę zapewne były dosyć nierówne i może nawet zbyt gwałtowne, co nie oznaczało, że Taylor nie utrzymała się na Vesiputous'iowym grzbiecie. Po osiągnięciu najlepszego jej zdaniem tempa, skierowała go na wewnętrzny tor, gdzie pilnowała by 'nie zwalał się na barierkę' oraz nie schodził z wybranego przez niej toru biegu. Schowała się za szyje konia i oddała mu trochę wodzy, pozwalając wyciągnąć głowę do najwygodniejszej pozycji. Uważnie lustrowała trasę po której biegli, co jakiś czas dając Jaszczurowi mocną, stanowczą łydkę, w razie komplikacji wspomagając ją palcatem.
Uważnie wypatrywała pierwszej tabliczki, na której znajdował się napis '100 M'. Im szybciej pokonają tor, tym lepiej. Dała mu jeszcze trochę wodzy i kolejną łydkę, nie pozwalając się jednak wyrywać do zbyt szybkiego tempa. Vesiuuuu działaj :lol:

Vesiputous - 2013-08-29, 11:37

Gdy został tak bezczelnie zepchnięty, z zaskoczenia rozszerzyły mu się źrenice i rozwarły mocniej powieki. Toż cóż to za historie, tak nim manewrować?! D:
Zaczął zajadle machać łbem, ale rytmu kroków nie zgubił! Po paru chwilach dodał sobie chamskie brykanie. Baranki, takie od przodów po zad. Taka fala! I przy tym tez majtał łbem. On najwspanialszy, a zabronili mu drobnego buntu i chcą robić zeń ujeżdżeniowca? :lol:
Gdy zmienili w końcu taktykę i ruszyli w ten galop na dużym kole, Vesi się po prostu chamsko zawiesił na wędzidle. Nie m tak dobrze, ot co! Na wszelkie pulsowania mające go zachęcić do zejścia łbem i aktywniejszego przyjmowania wędzidła odpowiadał tylko jeszcze wyższym zadzieraniem łba i blokowaniem się na wodze. Podziałało, jeśli Taylor wyznała metodą podbierania mu wodzy. Wtedy Jaszczur przyśpieszał, ale z pysiem wracał nieco niżej i skupiał się na wędzidle. Po jakimś czasie jednak uspokoił się nieco i faktycznie zaczął aktywnie, zgodnie z właścicielką pracować. Wędzidło najpierw mocno gryzł, ale potem już po prostu żuł. Leniwie, od niechcenia, ale żuł!
Galop jak galop - zbyt roboczego nie było, on się tak do koca nie dawał! Taki pośredni, jak już. No i wygięcie obowiązkowo ładne, nogi idealnie stawiane. Grzbiet delikatnie przelewał, pracując tak przodami i zadem, coby najmniej turbulencji w siodle było.
W końcu zaczęli zmierzać do bramek. Tutaj Vesi tak się znów napalił, że nie dał się hamować i iść wolniej niźli b a r d z o wyciągniętym kłusem. :lol: W końcu już w bramce zatrzymanie z tego tempa, a więc gwałtowne szarpnięcie. Tam gdy go zamknęli podreptał chwilę w miejscu, uszko jedno skierował ku Taylor, okazując jej tym samym teraz mega zmianę nastawienia i zgodę na wszelką współpracę. Jak już się ścigamy, to on jest owieczka!
Ustawił się w jak najdogodniejszej pozycji i zamarł, wyczekując jakiegokolwiek sygnału. Wszystko dookoła przestało wydawać odgłosy. Słyszał tylko oddech swój i właścicielki. Nie, nawet ten jej się teraz nie liczył. Nawet jego. On musi usłyszeć sygnał i być gotowym. A ten właściwy sygnał czyli otwarcie bramek poprzedzało, jak ostatnio i zawsze, cichutkie, ledwo słyszalne klikniecie. Taylorka z pewnością tego nie słyszała, ale koń ze swoimi wyostrzanymi zmysłami, zwłaszcza taki wyścigowiec w bramach, z pewnością.
Wtedy Jaszczur spiął mięśnie, gotowy do startu, ciężar ciała lekko wycofał. I gdy tylko przestrzeni robiło się więcej i tor sie przed nim otworzył, wyrwał z miejsca niemalże cwałem. Tym razem jego wybicie nie pozostawiało żadnego "ale" - silne, mocne, efektowne. Pierwsze susy były bardzo wyciągnięte, energiczne. I ani trochę nie zgubił rytmu! Nawet zbędnych szarpnięć i rozlazłego chodu nie było! Maksymalne skupienie, uszka bardziej do tyłu i sus! sus! sus! Hop! hop! hop!
Oop, już seteczka? :lol:
Rzeczywiście, start wyszedł im tymże razem nader znakomicie. Co prawda, na takie zagranie Vesi musiał zużyć trochę więcej energii, dlatego teraz posłusznie utrzymał aktywne, acz nie mordercze tempo. Nie zwaliła ani nie gnał szybciej niźli to potrzebne było.
może kosztowne rozpoczęcie, ale ile mu da przewagi już na samym początku nad innymi końmi! A przewaga na starcie jest najważniejsza. Zawsze daje dużo.
Także Taylor - palcat na razie chowaj, Vesi trzyma się świetnie! <3

Taylor - 2013-08-30, 11:06

Na razie wolała palcata nie chować, bo nie wiadomo, co ten Vesiu sobie wymyśli. Żeby się nie zatrzymał, wolała go mieć przy sobie :lol:
A seteczka dopiero będzie. Powoli do niej się zbliżali, właściwie, byli już przed nią. A to raczej dobrze, może dlatego, że dotarli do niej w dość szybkim czasie. Cieszyła się że jej koń zmienia się na torze, bo gdyby miał pracować na nim tak, jak to robił na rozgrzewce, to ona chyba by podziękowała i oddała w ręce jakiegoś profesjonalnego trenera koni wyścigowych. Bo ona trochę o nich wiedziała, ale w życiu nie zajeżdżała takiego konia. Co jakiś czas dawała mu lekką łydkę, o ile utrzymywał dobre tempo. Jeśli przyspieszał, wstrzymywała do tego dobrego, jeśli zwalniał - dawała nieco mocniejszą. bardziej stanowczą. Skoro biegł dobrym tempem, dziewczynie nie pozostawało nic, jak pilnowanie go przed zwalnianiem\przyspieszaniem. A jak tak, to relaksik <3 :lol2: Oczywiście tutaj sobie żartuje, bo utrzymywanie się na pędzącym koniu wyścigowym nie było łatwe. Duże szczęście, że trzymał się w całkiem dobrej pozycji i nie wisiał na wędzidle. Ale nawet jeśli by to robił, długo by nie wytrzymał, bo zaraz byłaby łydka do morderczego tempa, gdzie musiałby się trochę bardziej wysilić i zaprzestać 'bawienia się' z Tay w kotka i myszkę. Ale ja piszę bez sensu :lol: Twoje posty są znacznie lepsze, więc niech to zdanie będzie rodzajem zapychacza, który sprawi, że mój post wyda się dłuższy i może choć minimalnie dorówna Twojemu :lol2:
Po walnięciu tego niepotrzebnego zapychacza, mogę oświadczyć, że powoli zbliżali się do celu jakim była tabliczka '200 m'. Powoli, bowiem znajdowali się 50 m przed nią. Nie dawała mu żadnych łydek, jeśli nie zwalniał, wolała, żeby utrzymał tempo. Ewentualnie leciutko dociskała jego boki, ale tylko w ramach sygnału 'czymam się, hasaj dalej'. Gdy dotarli do upragnionej tabliczki, wysunęła jedną łapę, drugą trzymając obie wodze, coby go lekko poklepać. Ale tak szybciutko, żeby przypadkiem jej wodzy nie wyrwał. Fuck yeah, jeszcze 1800 m! :lol2: Ale przynajmniej na zawodach będzie łatwiej, bo tam tor ma tylko 1500 m. Lepiej było ćwiczyć na czymś dłuższym, żeby z łatwością wygrać na krótszym. Ale nie powinnyśmy się nastawiać, że wygramy :lol:
Pilnowała, żeby nie odstawał w żadnym wypadku od barierki toru. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.. Co tu jeszcze napisać? Hop hop hop, tup tup tup! :lol2: A tak na serio, trzymała się teorii, że mają jechać jednym, solidnym, ale nie zabijającym tempem. I tak się powoli zbliżali do osiągnięcia 300 metrów. Po pokonaniu ich ponownie poklepała konia, na szybko, ale zawsze. Dała mu lekką łydkę jakieś 10-20 m za tabliczką, żeby minimalnie przyspieszył krok, no chyba że był wcześniej już trochę szybszy, to nie było potrzeby. I tak jechali. :lol: Kolejny raz zapycham, ale sama już nie wiem co tu dodać, więc stańmy na tym.

Vesiputous - 2013-08-30, 19:27

Oj tam zapychasz... :lol: Ja tak tylko powiem, e jeśłi zależy ci na dłuższym poście, to komentuj całość moich, a nie ciągnij dalej. Bo aj się na przykład zastanawiam niesamowicie, co żeś Taylorka uczyniła, gdy Vesi tak wypruł do bramek. A tu co? nico, zero komentarza i puszczone z wiatrem nadzieje! :c :lol2:
Jak że to tak seteczka dopiero będzie? On już wie, ja wiem! Była od razu, tacy są zajebiści! :lol2: Nawet nie zauważyłaś, pff! :lol:
Ty się nie martw o Vesia na torze. On tam zawsze będzie inny. <3 I to chyba całkiem dobrze, bo przynajmniej pokazuje, jak bardzo kocha biegać. I widać, jak cholernie wielkie ambicje nm szastają na lewo i prawo. Może padać na łeb i na szyję, ale jeszcze pociągnie! Ale to też z lojalności, bo u niego tejże cechy nie brakuje. Jako koń przywiązany do jeźdźca nie pozwoli, by owy jeździec się zawiódł nad wynikami ich pracy. Chyba, że to zły jeździec i sam zawiódł konia. Nawet nie kilka razy, tyko chociażby jeden, jedyny raz. Wtedy cóż się starać tak, jak i tak solidnie nikt nie pochwali? Trzeba mieć jakąś... Taka latarnię morską! :lol: Żeby z zajebiście rozbujanego pełnego morza dobrnąć do brzegu jako cholerny zwycięzca. I tym ma być jeździec dla konia, ot co!
Współpracy na fałszu nie zbudujemy, prawda? Dlatego też konie zawsze starają się być szczere. Nie chce mi się - to mi się ie chce. Mam ochotę, to zaowocuje to na treningu. A nawet jeśłi nie mam ochoty, ale mam jasność, że z tobą się uda, to nabieram chęci. A jak nie umiesz jeździć i będziesz mnie lał, to nie będę się krył z niechęcią. Oczywiście, mogę się bać sprzeciwu i twojej reakcji, ale nigdy nie zobaczysz w mych oczach prawdziwego wyrazu szczęścia.
Ja pierdzielę, i ty mówisz, że zapychasz? :lol2: Wybaczcie, ale jak mnie napadną jakieś takie przemyślenia to... No, widać. :lol: Mam nadzieję, że to przynajmniej ma jakiś sens...
dobra, wracając do posta:
Oczywiście, Jaszczur się póki co nie dopatrzył się u siebie żadnego zawodu z powodu Taylor. Ba! Jak na razie to ją nieźle polubił i ogólnie da się z nią fajnie pracować. A to chyba spory plus, nie? :lol:
Także, że nie miał nic do stracenia, po prostu dawał z siebie wszystko. Nie w sensie pędzenia na łeb na szyję, a w zakresie po prostu poprawnego odpowiadania na pomoce i pilnowania własnego tempa.
Toteż wtedy gdy odczuwał te lekkie łydeczki, odczytywał je oczywiście doskonale jako to "czymam się, hasaj dalej", no i... Hasał dalej! :lol: Motywacją niesamowitą też były dla neigo pochwały, którymi raczyła do właścicielka po każdej pokonanej setce. Więc z tejże racji z pełną mobilizacją wyciągnął nogi trochę bardziej, gdy go o to poproszono.

Jonah Wrens - 2014-08-18, 16:08

Po drodze poprawiałem popręg, dla pewności, żeby nie zlecieć gdzieś po drodze. Pewnie chwyciłem w dłonie wodze, wprowadzając już siwusa na tor. Poklepałem jego szyję, wciskając kask na swoje obślinione przez wierzchowca włosy. Cały czas pilnowałem dosiadem ogiera, aby jego krok był równy, pozwalając mu w tym na energiczny wykrok stępa. Uważnie śledziłem kształt toru, po którym mieliśmy się poruszać. Na szczęście byliśmy sami, zatem nie dostanie mi się po oczach piachem. Taa..głupi nie pomyślałem.
No cóż, poprowadziłem Vesia przy zewnętrznej bandzie, żeby przypadkiem nie zorać sobie ścieżki najbliższej wewnętrznej barierki. Tutaj rozgrzewałem go, dość szybko posyłając sygnały do kłusa. Tutaj nie dawałem koniu pędzić, chciałem jak najdłużej przytrzymać go w spokojnym tempie, żeby oszczędzić jego siły, w końcu szmat drogi na nas czeka.

Vesiputous - 2014-08-18, 18:34

Podczas drogi na tor szedł spokojnie, zwracając pełną uwagę na Jonaha. Maszerował równym tempem, parsknął raz czy dwa razy. Poklepany po szyi obniżył ją nieco i delikatnie, tak tyci tyci, zaokrąglił. A w tym stępie to wykroku tak energicznego i długiego to nie miał wcale, taki pośredni raczej. Ale aktywny, równy. Bardzo równy, jak nie on. Tak równy, że równiejszy byłby tylko wtedy, gdyby stawiał przednie nogi najpierw razem, a potem tyłami doskakiwał! :lol2: Taki trochę galop, tylko w stępie. I równiejszy. :lol:
Do kłusa wszedł mocno, wręcz prawie podrzucając zadem do góry. Z początku nabrał takiego elektrycznego tempa, raźno łbem zarzucając. Pewnie jednak wujcio Dżo coś tam do niego powiedział czy go szturchnął w zęby wędzidłem, także Visio się ogarnął prędko i opuścił ryja nieco, zwalniając.
Co ty się tam martwisz tym piachem w oczach, już i tak dostałeś :lol: ! A śmiesznie by było, jakby wracali z treningu tacy ubrudzeni, jak Vesi na jednym ze swoich avatarów. Brudny koń to szczęśliwy koń, nie? A przynajmniej wtedy, kiedy i jego jeździec jest usyfiony. :lol:

Jonah Wrens - 2014-08-18, 22:31

Mhm, czemu nie fajnie by to wyglądało. Brudni po stoczonej walce z torem, ot co! Jak prawdziwi faceci, więc byłoby bez miziania Księżniczki moich czarnych włosów.
Poklepałem szyjsko ogiera, gdy ten spokojnie kroczył pode mną. Spodziewałem się bardziej energicznego wejścia na tor, a jednak siwek nie taki nabuzowany jak wygląda. Rzecz jasna szybko zmieniłem zdanie w momencie gdy Ves postanowił z mocnym akcentem wejść w kłus. Od razu wolniej zacząłem anglezować mocniej naciskając na strzemiona i spinając mięśnie brzucha, jak i pleców. Jeżeli to nie pomogło, przepuściłem folbluta przez wędzidło.
Bawiłem się trochę na pierwszej prostej toru, robiąc sobie na połowie szerokości wolty i różne zygzaki. Chociaż to nie było potrzebne do szczęścia Księżniczce wolałem go przygotować do wszystkiego. Żeby biedny w życiu nie biegał jedynie po prostej i lekkich zakrętach - do tego sztywny jak decha. Oczywiście w momencie gdy wymagałem od niego wyginania się po kole, czy łuku podpierałem go, a w razie potrzeby miziałem łydkami jego boki, żeby go trochę ustawić i wspomóc. W tym samym czasie starając się ustawić też jego głowę chociażby do lekkiego zebrania.
Usiadłem w siodło i wycofałem trochę plecy do tyłu używając całego dosiadu do zwolnienia siwka. Wymusiłem na nim stęp, oddając trochę wodzy i klepiąc go po szyi. Prowadziłem go wzdłuż zewnętrznej bandy na wysokość bramek startowych. Nie było nikogo, kto miałby nam pomóc, więc stwierdziłem, że wystartujemy obok nich. Ustawiłem wierzchowca równo z bramkami i złapałem krótko wodze. Palcami przejechałem po szyi ogiera uspokajając go trochę.
-No Księżniczko, pokaż na co Cie stać.
Wplątałem palce w grzywę tym samym dodając łydki do zagalopowania. Od razu z miejsca. Wiedziałem, że siwek ruszy mocno (a raczej tak zakładałem) toteż potrzebnie moja ręka przytrzymała jego grzywę, gdyż wraz z ruszeniem konia, ja musiałem zrobić półsiad. A nie widziało mi się zostanie gdzieś za jego zadem. Więc gdy galopowaliśmy, z mocnymi i pewnymi foulami puściłem jego grzywę trzymając jedynie wodzę. Poprowadziłem Jaszczura tak, by znalazł się jak najbliżej wewnętrznej bandy.

Vesiputous - 2014-08-18, 23:29

Brudni faceci na tle jakiegoś pożaru czy wybuchu. Tak oryginalnie i męsko! 8-)
Vesi grzecznie odstąpił honoru Jonahowi zwalniając tego kłusa i opuszczając szyję. Nawet przeżuł leniwie wędzidło dwa razy. A gdy zaczęli zakręcać w te zygzaki, to nawet coraz częściej myślał tym pyskiem. Ucho skierował jedno do tyłu, w stronę jeźdźca, a drugie nasłuchiwało otoczenia. Ale dookoła było cicho i głucho. Kojąco. Słychać było tylko szelest kopyt Jaszczura, szum piasku przesypującego się pod jego kopytami.
Po którejś wolcie i kolejnym zygzaku widać już było, że Vesi jest w pełni skupiony na swoim jeźdźcu i na tym, co robi. I choć z początku krzywo się wyginał i sztywno wchodził w łuki, to teraz korzystając z pomocy wujka Dżo ustawiał się przyzwoicie. No wręcz prawidłowo. I troszkę zadu więcej zaczął używać, ale jednak jakoś się jednak nim nie interesował przesadnie.
Wpierw nie zaczaił przejście do stępa, zbyt wolno zareagowała jego mózgownica. Ale mimo, że z opóźnieniem, to posłusznie zwolnił. Chociaż troszkę opornie.
Poszedł tak jak go brunet poprowadził i zatrzymał się tam gdzie mu nakazano. Przeżuł wędzidło. Czuł jakieś napięcie, że na coś czekali... Ale na co? Vesi nie wyczuł tematu. Powagę sytuację owszem, ale nie dotarło do niego, że mają wystartować bez bramek. Nigdy tak nie startował, pusto mu się w głowie zrobiło. Więc gdy brunet w końcu wypchnął go do startu Vesi wyskoczył ze spiętych mięśni, które były przygotowane, choć nie wiedziały na co dokładnie, ale...
Wyskoczył do stępa. :lol: Ot, troszkę podfrunął jakby zaczynał foulę galopu, ale zastygł w powietrzu i pokracznie przestępował dwa kroki, a czując, że coś na grzbiecie najwidoczniej się nie zgadzało i że zrobił coś nie tak, dopiero wtedy zaczął biec. Jednak już całkiem zdezorientowany nie przegalopował nawet pięciu metrów i się zatrzymał. Zadarł głowę wysoko, odwracając ją lekko do chłopaka. Spojrzał nań krzywo, wydając z siebie dźwięk pomiędzy parsknięciem a kwiknięciem. Tupnął nogą, machnął ogonem. Co jest grane? >:

Jonah Wrens - 2014-08-18, 23:42

Tak bardzo męsko! :oops:
Skoro Ves tak chętnie współpracował, może powinien zmienić dyscyplinę? Nie było jeszcze za późno na ujeżdżenie czy skoki! No ale nie wyciągając go z dyscypliny; spokojnie poczekałem aż ogier zwolni i przejdzie do stępa. Nie musiał tego robić gwałtownie, ba nawet nie byłem nastawiony na to, że wyjdzie to idealnie.
Na starcie byłem chyba jeszcze bardziej zdezorientowany niż koń. Aż klapnąłem w siodło, nie wiedząc co zrobić po prostu. Widząc odwróconą w moją stronę łepetynę konia uderzyłem się otwartą dłonią w twarz, tak zwany facepalm.
-Ves miałeś biec. Nie za każdym razem są bramki, wiesz?
Westchnąłem głośno i przyłożyłem do jego boków łydki. Dałem mocny sygnał do zakłusowania i znowu wprowadziłem go na tą samą linię. Zatrzymałem go i nakierowałem jego łepetynę na sam środek toru.
-Skup się.
Mruknąłem, choć zachciało mi się śmiać z całej tej sytuacji. Przytrzymując wodzę przyłożyłem do ciemnych boków łydki. Chciałem sprawdzić czy zareaguje na to, zrozumie że trzeba przygotować się na ruszenie. Ponownie przesunąłem jedną z łydek do tyłu i dałem sygnał do zagalopowania. Tym razem bardziej zdecydowanie.

Vesiputous - 2014-08-19, 00:20

Współpracował chętnie, bo dobrze kojarzył człowieka. Gdyby z kimś nowym przyszło mu tutaj pracować, nawet jeśli by jeszcze lepiej niźli Jonah jeździł, to Vesi nie byłby w stanie tak się odnaleźć. Ale czuł się pewnie i swobodnie przy swoim Księciu. <3
Oklapł trochę cały, stojąc tak w rozsypce z mężczyzną. Zbaraniał kompletnie. Poczuwszy jednak jak skupienie wraca do bruneta i on się ogarnął, zebrał w sobie. Wszedł do kłusa jak go wypchnął Jo, żwawo zawrócił, powracając na ich linię startową. Tam zatrzymał się, przeżuwając wędzidło. Okej, wiedział, że ostatnio było źle. Co więc miał zrobić? Jakby był człowiekiem myślącym abstrakcyjnie zrobiłby sobie drzewko decyzyjne we łbie i drogą logiczną dotarł do celu. Ale że był zwierzem, instynktownie podłapał o co miało tak naprawdę chodzić. Tak, już chyba wiedział. A z resztą, miał się przekonać!
Wycofał ciężar ciała mocniej na tyły, przestąpił parokrotnie przodami w miejscu, ustawiając się wygodnie. Przeżuł raz jeszcze, mrugnął dwukrotnie. I czekał, choć jeszcze nie był pewien, jakiego sygnału ma oczekiwać. W bramkach tak na prawdę zapominał o człowieku. Skupiał się na melodii mechanizmu całej konstrukcji. Wyciszał całą resztę i doszukiwał się tego magicznego kliknięcia - wtedy wypalały petardy w jego kopytach i startował, genialnie wypadając z bramek.
Ale bez bramek była tragedia, jak się już wszyscy zdążyli przekonać. :lol:
Trochę więc z opóźnienie zareagował na sygnał bruneta do ruszenia, ale tym razem sygnał ten był dużo mocniejszy i nieustępliwy, więc Jaszczur przełamał się i wystrzelił, odpalając fajerwerki spod nóg. Wystartował całkiem zgrabnie, chociaż nie było to jego 100%, nawet nie 75%. Ale nie był to najgorszy start, chociaż terenu w pierwszych foulach dużo nie zagarniał. Przynajmniej nie było bardzo pokracznie, Vesi od razu złapał dobry rytm i wszedł łagodnie w tempo jakie nakazał mu brunet.

Jonah Wrens - 2014-08-19, 00:37

Jezu, na prawdę jak gej. Staph, pliss. :lol2:
Na szczęście z drugim ich startem wiązałem większe nadzieje. W końcu czułem jak wszystko przenosi się na zad siwka, a on szykuje się do startu. Jedyna myśl która przyszła mi do głowy, to startowanie z nim bez bramek. W końcu gdyby coś cudem zawiodło i konie musiałyby lecieć bez bramek, on może załapałby o co chodzi, kiedy reszta kończyłaby okrążenie. No ale.
Dla otuchy dodałem mu jeszcze łydkę, by nie zgasł po kilku metrach, tym samym zrobiłem półsiad. Chciałem mu otworzyć nieco drogę, ażeby domyślił się wreszcie o co chodzi. Pozwalałem mu na mocne tempo, aczkolwiek nie za szybkie. Wiedziałem, że tym razem mamy więcej metrów do pokonania, a lekceważenie odległości wcale nie wyszłoby nam na dobre. Tak więc skupiając się cały czas na pokonywanej przez nas trasie, najbardziej bawiłem się na zakrętach pamiętając o nieprzeszkadzaniu folblutowi. Bo zapewne gdybym chciał się mocniej coś zasygnalizować to byśmy się wywalili na pewno.
Sprawdzałem jak ogier zareaguje tym razem na lekko przyłożoną łydkę podczas pierwszego zakrętu. Delikatnie odpuściłem kontakt na wodzy od strony wewnętrznej bandy pozwalając mu uciec po zakręcie w lewo. A wraz z powrotem na prostą wyrównałem wszystko. Jeżeli to nie pomogło, pozostawiłem zakręty ogierowi, a ja zająłem się jego tempem.

Vesiputous - 2014-08-19, 01:06

Nie obiecuję, że przestanę, ale postaram się pamiętać. :lol2:
Vesi już sam domyślił się, że nie powinien przerywać biegu, ale kolejna łydka bruneta nie pozostała tak bez sensu. Dodała ogierowi pewności siebie i zakodował już sobie, że tak właśnie powinno być. Wędzidłem troszkę pomiętosił w pysku, lekko opuścił szyję, którą miał dotychczas mocniej niż zazwyczaj zadartą. Uspokoił się trochę, jak wyszło na jaw, że robi wszystko teraz prawidłowo.
Ej, nie oceniaj go tak surowo! Wcale nie wystartowałby jakby kończyli okrążenie, jakby byli w połowie by wystarczyło :lol: ! A co jakby i tak zdążył do nich dobiec? Zatkałoby kakao, booyah :lol2: !
Vesi docenił to, jak mu Jo rozchylił ramiona, choć wcale nie po to, by wbiec w nie i się wtulić, ale coby oswobodzić trochę ogiera na torze. Jaszczurek parsknął głośno raz, drugi i trzeci, każde parsknięcie przerywając potężną foulą.
Na zakręcie poczuł, jak tam wujek Dżo się zabawia [wędzidłem], no i nawet jakoś na to zareagował. Poszedł po rozum do głowy i przyhamował nieco, by oszczędzać siły. Biegł nadal z niezłym wykrokiem, mocno wbijając kopyta w ziemię, jak sprężynka się odbijając, ale nie wymiatał nogami tak szybko jak po starcie. No i trzymał równe tempo, co istotne.
Na łydkę zareagował tak, że trochę się od niej odsunął po wyjściu z zakrętu, no i dodał kapkę. No dobra, może i troszeczkę się owinął bardziej wokół tej łydki, mocniej się wyginając. Nie pokonał tak sztywno końcówki tego zakrętu, jak jego początku. O to chodziło? :'D
Na prostej już trochę mocniej wyciągnął, czując, jak tam brunet sobie poprawia wodze.

Jonah Wrens - 2014-08-19, 01:32

Zabawia, rozchyla? :lol2:
Pogładziłem go palcami po szyi w miarę możliwości. Chciałem go trochę uspokoić, pokazać że wszystko jest już w porządku.
Haha no jakby tak mu się udało, to powiedźmy że przed nim bym padł na kolana i go wielbił. Próbujesz? :lol2:
Uśmiech gdzieś kręcił się na mojej twarzy, bo znowu jak duże dziecko mogłem poczuć te niesamowite uczucie. Prędkość, uderzający w moją twarz wiatr i wolność. Czułem się świetnie w każdej dyscyplinie jeśli chodzi o jeździectwo, jednak niektóre trochę bardziej traktowałem jako zabawę. Nie żebym nie lubił prawdziwych treningów, ale tutaj bardziej się wydurniałem ze swojego punktu widzenia.
Uważnie obserwowałem zmiany zachodzące w ogierze, gdy wchodziliśmy w zakręt. Okey, tym razem wszystko poszło po mojej myśli. bez żadnego buntu czy nieporozumienia. A skoro to pomogło w luźniejszy sposób pokonać zakręt, trzeba próbować dalej. Tak, mniej więcej o to chodziło. xD
Pozwoliłem mu wyjść do przodu, a w momencie gdy pokonaliśmy połowę trasy zacząłem po prostu liczyć. Sprawdzałem kiedy mogę pozwolić sobie na puszczenie folbluta. Mimo wszystko brałem pod uwagę każdy aspekt, nawet dłonią przejechałem po szyi ogiera, żeby sprawdzić jak się ma. Nie mogłem się zbytnio pochylić i sprawdzić jak z jego oddechem, czy zaraz nie padnie pode mną. Wszystko jednak mówiło, że jest szansa do dobiegnięcia na metę. :lol:
Przed zakrętem wychodzącym z tej krótkiej prostej na długą zwolniłem go nieco, dosłownie skracając jego foulę o kilka centymetrów. Chciałem sprawdzić jak poradzi sobie ze skręcaniem w takiej prędkości. W końcu poruszaliśmy się po piaszczystym podłożu, a co za tym idzie większa stabilność. Nie musiałem się obawiać śliską trawą. Jednakże nie blokowałem drogi Księżniczce do zwolnienia kroku. Od niego zależało czy czuje się na siłach, by w taki sposób to pokonać.
Prostując Vesia wróciłem z nim do tempa na krótkiej prostej, czyli mocnego ale dalej w pewnym stopniu kontrolowanego. Poczekałem gdzieś do połowy długości tej prostej i puściłem ogiera. Dodawałem co jakiś czas mu łydki, aby miał pewność że może biec. Niech wyciśnie ze swoich nóżek ile może, i pokaże na ile go stać, a co. Mogliśmy pozwolić sobie już na takie coś, będąc jedną nogą na mecie. Pozostały dwa zakręty łączące krótką ścianę i kawałek ostatniej prostej. Da radę? Da, na pewno.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group