To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy Belmont Park

Disaster Response - 2018-06-06, 00:19

Disaster nie była czarnym koniem tych wyścigów, ba, nadal odstawała sporo od większości jeśli chodzi o umiejętności. Kolorowa z pewnością chciałaby wygrać dzisiejsza gonitwę, jednak było to nie do osiągnięcia, a poza tym klacz wyraźnie zaczynała się już męczyć i opadać z sił, nie tylko przez słaby przebieg gonitwy i upozycjonowanie, ale też i poprzez wszystkie ruchy w bok w celu prześcignięcia konkurentów.
Przed zakrętem rzecz jasna zwolniła, choć tak naprawdę wcale nie musiała, jej tempo nie było specjalnie zadowalające. Utrzymała się prawidłowo na łuku, odważnie idąc do przodu, pomimo ogromnej ilości potu, przyspieszonego tętna i wyraźnego zmęczenia.
Wychodząc z zakrętu jeszcze zwiększyła tempo, galopując ile sił w nogach, wręcz na ostatkach swoich możliwości, jednak miała zamiar ukończyć tę gonitwę tylko po to, by osiągnąć swój zamierzony cel i zdobyć tor od a do z. Niepotrzebne były jej żadne miejsca na podium, ona przecież ścigała się z wieloma bardzo dobrymi końmi i chciała im dorównać choćby przez pokonanie tego samego toru.

Delfinek - 2018-06-06, 10:50

Na samym zakręcie nie orzetrzymywała ogiera zbyt silnie, aby miał ułatwiony start na prostej. Tym samym wzmocniła tylko kontakt z jego pyskiem, by w drugiej połowie zakrętu poruszyć rękoma wzdłuż szyi i skłonić ogiera do wrócenia, do aktywnego tempa.
Scho, synku, trzeba zniszczyć te gmioty! Skłoniła ogiera do przyśpieszenia z pomocą stymulacji z dłoni oraz batu, którym oczywiście go nie lała, ale jednak pokazała, że ma się mieć na baczności. Początkowo postawiła na wyprzedzenie NPC2, z drugiej zaś strony liczyła przede wszystkim na dognanie do Daiquiriego. Nawet, jeśli jej się nie uda, będzie szczęśliwa ze zwycięstwa Ev, ale chyba każdy wiedział, że na wyścigach nie ma przyjaźni i wszystko jest przysłonięte rywalizacją.
Przesunęła bardziej wodze do przodu, pozwalając ogierowi się wyciągnąć. Miał kawałek do nadrobienia, wierzyła jednak, że z powodzeniem mu się to uda, w końcu na swoim konie miał już trochę zwycięstw a jego forma nie spadała. Jak mu się nie uda, to go da na wychowanie u Blue i wtedy będzie, po łbie za każdym złym przykładem dla córeczki! O!
Im bliżej mety, tym usilniejsze starania i walka o zajęcie najlepszego, możliwego miejsca. Droga ta była ciężka i mozolna, nie ukrywajmy, że zły start wskazywał na problemy w późniejszej gonitwie, ale po Scho nie było tak tego widać. Niech moc będzie z Tobą, synku! <3

Scho Can Do - 2018-06-06, 22:45

Ogier galopował już jednostajnym tempem do zakrętu, starając się trzymać klaczy i być w takim szeregu powiedzmy. Jeśli miał okazję to jeszcze minimalnie starał się poprawić swoją pozycję, aż zaczął się zbliżać do kolejnego zakrętu. Wtedy zwolnił nieco przed nim, by wyjechać go dzięki pomocą kobiety w równowadze i bezpiecznie. Starał się nie stracić przy tym swojej pozycji, a nawet ją polepszyć. Od razu podążając za instynktem i resztą koni w połowie zakrętu zaczął nabierać tempa, przyspieszając znacząco by po wyjściu na ostatnią prostą już być w tempie sprzed zakrętu. Ogier na tym nie poprzestał, a zaczął nabierać coraz większego tempa. Wchodząc zadem mocniej pod kłodę, skulił uszy i poszerzył swoją foule biegnąc do mety. Nie pędził jeszcze pełnią swoich możliwości, ale na pewno przyspieszał z każdą foule i był jednak konkurencją i to sporą dla reszty koni. Jeśli nadarzała się okazja do polepszenia swojego toru poprzez wyprzedzenie jakiegoś konia i wskoczenie na jego miejsce, to nie wahał się ani chwili. Scho był faktycznie w szczytowej formie, doskonała kondycja i szybkość w końcu zapewniły mu krótką i szybką drogę do Championa i to World. Nie ma co jednak spoczywać na laurach tylko trzeba działać. Proszę nie straszyć dziećmi! On się nie boi, a nie lubi nawet swoich takie no życie. W końcu dla niego to konkurencja w przyszłości nie? Pewnie w końcu osiągnął swoje maksimum i biegł tak do mety, która gdzieś tam była. Walczył do samego końca, wbijając kopyta mocno w podłoże i pracując intensywnie zadem.
Mistrz Gry - 2018-06-11, 22:33

Linię mety jako pierwsza przekroczyła Thunderhead. Kolejnym koniem, który w naprawdę niedużym odstępie dokonał tego, był NPC2. Za nim ukończył wyścig Bashayer, któremu przypadło ostatnie miejsce na podium. Następnie przybiegły NPC3, Parnassus, Kind of Magic, Ebony Knight oraz NPC1.
Mistrz Gry - 2018-06-13, 12:37

Jako pierwszy przekroczył linię mety NPC2. Następnie dobiegł na metę Daiquiri, Jackpatches. Koniem na czwartej pozycji był natomiast Scho Can Do, na piątej Princessof the Nile, która o centymetry wyprzedziła Shenanigans.
Ostatnie dobiegły NPC1 i Disaster Response.

Christopher Verendal - 2018-06-25, 14:09

Naprawdę miał ogromną nadzieję, że dzisiaj nie skończy z połamanymi kończynami, albo co gorsza ten trening nie zakończy się jego śmiercią. Co prawda Keenashaw wykazywał nieco większe zainteresowanie jakimkolwiek ruchem niż z tego co o nim słyszał, więc może to jakiś dobry znak, szczególnie, że od niedawna był jego właścicielem. Może to po prostu kwestia tego, że zwierzę przyzwyczajało się do osoby, a później było porzucane bądź co chwila zmieniał się mu dżokej? Kto wie, zobaczy na co go stać dzisiaj, bo mimo, że Keen był jeszcze niewytrenowany, to jednak pod tą warstwą tłuszczyku mogło znajdować się całkiem sporo mięśni.
Dłuższą drogę prowadził go na tor z ręki, dla własnego bezpieczeństwa, z drugiej strony też chciał mu pokazać, że jednak to nie skarogniadosz dzisiaj będzie tu dominował, a jak na pierwszy raz kiedy młodzik miał pokazać się na torze było to bardzo ważne. Dopiero kiedy dotarli do padoku, gdzie zwykle dżokeje wskakują na swoje wierzchowce - Christopher zatrzymał ogiera i na niego wskoczył. Jakakolwiek była reakcja starał się utrzymać na koniu i nie dać się zrzucić pomimo krótkich strzemion, które znacznie utrudniały zadanie. Zaraz po tym pokierował go ku wyjściu na tor. No zobaczymy.

Keenashaw - 2018-07-08, 22:00

Nikt ostatecznie nie mógł przewidzieć jak się skończy ich wspólny trening. Można jedynie mieć nadzieję, że obaj wyjdą z tego cało. Nie no, może nie od razu że śmiercią to byłaby przesada. Keen od źrebaka zmienił właściciela trzy razy, a dwaj poprzedni nie wykazywali nim większego zainteresownaia. Dopiero Chris miał to zmienić. Za pewne więź w końcu między nimi się utworzy i staną się kompanami, a może nawet przyjaciółmi. Do tego jednak trzeba czasu i masy pracy, która dopiero ich czekała. Nie był wcale gruby ani tłusty ! To same mięśnie nie widzisz? :lol2: No dobra może trochę był, ale większość nadmiaru energii i tkanek tłuszczowych jak do tej pory zatracał na padoku/pastwisku, spalając ją na szaleństwach z innymi końmi w jego wieku. Może i Chris chciał być panem i władcą, ale Keen niekoniecznie się z tym zgadzał i po drodze próbował jakiś sztuczek. Nie byłby sobą jakby tego nie zrobił. Może jego chęć do walki zamiast być skierowaną do faceta, przekieruje do na walkę na torze i z konkurentami. Dotarli na padok, gdzie Chris go dosiadł. No cóż idealne to to nie było, bo pierwsze chwilę z dżokejem wyglądały jak podskoki królika na łące. Nawet nie tyle że próbował go zrzucić i stosował baranki np. tylko zwyczajnie i dosłownie hopsał pod nim do przodu. Ni to był galop ni to kłus ni to stęp, trudno powiedzieć czym się poruszał karosz.
Christopher Verendal - 2018-07-11, 17:57

W miarę możliwości starał się go opanowywać, ale z drugiej strony jeden z jego pierwszych treningów na torze musi pokazywać na ile go stać, a później zastanowią się nad ewentualną taktyką czy stylem jazdy z jakim będzie musiał sie zmierzyć i w jakim najlepiej się czuje. Koniec końców choć hamował go w dużym stopniu to pozwalał też okazywać mu jego temperament, który z pewnością był bardzo interesujący.
Poprowadził wierzchowca prosto na piaszczysty tor, gdzie puścił mu nieco wodze i trzymał go w miarę przystępnym kłusie, wstrzymując go za każdym razem kiedy miał zamiar przejść do galopu. Musiał go najpierw porządnie rozgrzać zanim przejdą do bardziej konkretnych rzeczy takich jak jego pierwsza porządna przebieżka. Kierowal go w stronę bramek, ale nie był idiotą, żeby już dzisiaj, teraz, kiedy zwierzę po raz pierwszy zapewne widzi tor, wprowadzać go do środka albo chociażby zaznajamiać go z bramkami, bo teraz nie była na to pora. Kłusowali więc sobie w jednym kierunku, a kiedy męzczyzna uznał, że zwierzę jest gotowe, kliknął stoper w swoim zegarku i pokierował ogiera na półwoltę, dając mu bodziec do pełnego biegu. Pędź dzieciaku i pokaż na co Cię stać.

Keenashaw - 2018-07-12, 22:16

Nie było to takie łatwe, bo ogier średnio radził sobie z tą nową sytuacją. No ale w końcu kiedyś zajeździć się trzeba nie? Obecnie czuł się nieco zagubiony i niepewny co ma w tej sytuacji począć, ale był młody i za pewne szybko przywyknie do niej. Oczywiście nie omieszkał się wypróbować swoich sił i jednak to podyktować Chrisowi żądania, a nie na odwrót. W końcu nie byłby sobą, gdyby nie spróbował. Chris powinien być czujny cały czas, bo Keen był nieco jak tykająca bomba. Nie było wiadomo kiedy i czy wybuchnie. Udało im się skierować na piaszczysty tor, gdzie walczyli o zachowanie narzuconego tempa. Kary oczywiście miał własną wizję na trening i nieco odmienną niż właściciel, ale ostatecznie jakoś udało im się osiągnąć kompromis. Rozgrzali się odpowiednio tak jak Chris chciał, by skierować się ostatecznie do bramek. Keen przyjrzał im się bacznie, nie miał przed nimi obaw i nie wykazywał ich. Zakręcił w końcu półwoltę, by poczuć luz który nie omieszkał się wykorzystać. Skocznie przeszedł do galopu i wypruł do przodu. Na początku rozpędzał się stopniowo do przodu.
Christopher Verendal - 2018-07-28, 19:16

Nie wstrzymywał go ani przez chwilę. No, może nieco bardziej na zakrętach, w których łatwo było o poślizg bądź uderzenie w barierkę. Generalnie jednak trzymał mu dobre tempo, co jakiś czas zachęcając do tego, żeby biegł szybciej. Nie miał być to długi trening, tak więc przebiegli jedynie jakieś sześćset metrów pełnym biegiem, a później nawet jeśli ten protestował, to mężczyzna zaczął zwalniać ogiera i jeszcze przez chwilę pozwalać mu biec w kłusie. Po wszystkim uspokoił go i pohamował jego zapewne rozbudzone obecnie zmysły, żeby później odprowadzić go do stajni, gdzie na pewno zostanie sprezentowany mu porządny prysznic. [zt]
Keenashaw - 2018-08-04, 14:08

Galopował aktywnie przed siebie, pchając się instynktownie z zadu naprzód. Niechętnie dawał się zwalniać na zakrętach, ale trudno było mu się dziwić kiedy poczuł pęd wiatru w grzywie. Ostatecznie jednak poddawał się woli właściciela, co pozwalało mu wyjechać całkiem nieźle zakręt. Jeszcze nie potrafił dobrze kontrolować tutaj równowagi, ale nawet było to niezłe. Przebiegli tak kilkaset metrów, by generalnie zacząć zwalniać. Na początku było to nieco szarpane, ale w końcu przeszli do kłusa w którym podążali jeszcze moment. Potem zwolnił do stępa przed czym już tak nie oponował, bo był dość zmęczony. Po wszystkim wrócił z nim do stajni.

z.t

Rozalia - 2018-12-09, 00:39

Póki nie było śniegu mogli z powodzeniem trenować na torze, a czemu by nie. Pozwoliła sobie jednak na dłuższy trening, dlatego wzięła ogiera na lonżę, wcześniej odpowiednio zabezpieczając sprzęt. Na wolnym placyku obok toru puściła go na koło, wpierw skłaniając do stępa, to się jednak nie udało, więc występowała go w ręku, bo lonża to za długa ręka jak na wyścigowca. Dopiero potem znów wróciła na lonżę, skłaniając go do kłusa na lonży, co kontrolowała zmniejszaniem koła, co do galopu było niewygodne. Ha bang! :lol2:
Po serii kłusu w jedną stronę, sprowadziła go do siebie, poklepała po szyi i sprowadziła w drugą, usilnie pilnując, by nie wystrzelił galopem, bo to by skończyło się katastrofalnie, miała jednak swoje sposoby na takie przypadku, w końcu nie pierwszy to jej bolid, nie ostatni! Lepiej jednak, by ich nie poznał!

Kobayashi - 2018-12-09, 19:26

Wizja chodzenia w kółko na lonży niezbyt mu się podobała, dodatkowo widok toru obok mu nie pomagała w wyciszeniu się. Zdesperowany i głody biegu nie utrzymywał się w najniższym chodzie, za to rozpędzając się w pewnym momencie nawet do galopu. Dziewczyna potrafiła sobie z nim poradzić i sprowadziła do chwilowo do pionu, stępując z nim w ręku. Trzymał swój łaciaty łeb mocno zadarty, a cały aż się pocił z emocji, jakie teraz przeżywał.
W powrocie na lonże widział kolejną okazję do przejścia do galopu, co nie udawało się przez małe średnice kół, którymi się poruszał. Strasznie walczył z wędzidłem, cały czas otwierając i unosząc w chmury swój pychol, czasami nawet wymachując językiem na różne sposoby. Po zmianie kierunku zmniejszanie koła wciąż sprawdzało się w jego przypadku, traktował to jako wyraźną blokadę, niepozwalającą mu na przyspieszenie.

Rozalia - 2018-12-14, 20:00

Prowadziła go po kilku następnych kółkach w obie strony, by finalnie sprowadzić go do siebie i poprawić cały sprzęt. Wtedy poprosiła znajomego z pracy o pomoc w usadzeniu oraz wprowadzenie na tor. Nie startowała z bramki, ponieważ wpierw wolała sprawdzić zdolność ogiera do rozpędu, o to także poprosiła ją Delphine.
Będąc już na torze uniosła się do niskiego, treningowego dosiadu o dłuższych strzemionach, trzymając ogiera na początku na mocnym kontakcie, starając sie prowadzić go aktywnym galopem, ale nie szaleńczym, by z postępującym biegiem pozwalać mu na coraz dłuższe kroki. Przede wszystkim musiały budować na nim kondycję, a nic tak nie działało na to, jak stosowanie długich biegów o różnym natężeniu tempa.
Przetrzymywała go na jakieś 50% możliwości biegu, prowadząc w stronę zakrętu, na którym nie miała zamiaru zwalniać, ze względu na umiarkowane tempo, które nie utrudniało im pokonania go, na razie jednak do niego nie dotarli a ważne było jedno - posłuszeństwo.

Kobayashi - 2018-12-26, 15:46

Sumiennie pracowal robiac kolejne okrazenia na dwie strony, dopiero po uplynieciu kilkunastu minut stajac tak, aby dziewczyna mogla spokojnie poprawic zapewnie juz lekko przemieszczony sprzet. Oczywsicie ta chwila w stoj byla dla niego niemalym wyzwaniem, pokazujac to nerwowym grzebaniem kopytem w ziemi i potrzasaniem lba, ktorym nawet probowal sie ocierac o stojaca obok Rosalie.
Ruszyl juz z kobieta na grzbiecie w asyscie nieznajomego mezczyzny, nie zachowuajc sie wzgledem jego agresywnie. Wyruszyl z poczatku nie rozpedzajac sie calkowicie, robiac okragle i krotkie kroki, juz z poczatku mocno pchajac sie zadem. Bez problemu z rownowaga wszedl w zakret, nie wytracajac na predkosci, ktora byla bezpieczna w ich aktualnej sytuacji. Nawet nie opieral sie mocno na jej rekach, nie wyrywajac sie juz do przodu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group