Ebony Knight - 2020-05-22, 16:49 Gdzieś po drodze jego mam właścicielka wraz z Hero opuściła tor, co Ebony przyjął z zadowoleniem i oczywiście nie chodziło tu o obecność Eviline, a o Hero. Tor był po prostu dla nich za mały, chociaż zwykle mając okazję do treningu na tym samym obiekcie i w tym samym czasie co inna para, nie jeżył się aż tak jak teraz. Może to Hero tak na niego działał, a może wszystkie pozostałe konie właścicielki? Co to za poligamia, chyba miał powody do zazdrości?
Gdy tylko Hero zniknął z obrazka, Ebony był skłonny do większego skupienia na Wandzie, a nawet większego spokoju i cierpliwości - chociaż ona wciąż była ograniczona. Po odpowiednim rozgrzaniu i rozpracowaniu ewentualnych sztywności w końcu Wanda zaczęła przygotowywać go do galopu. Wraz z pomocami do przejścia być może pozytywnie zaskoczył Wandę, bo pomimo buzującej energii przejście było płynne, a karosz nie wystartował od razu z mocnego tempa, stosując się w zasadzie do tego narzuconego mu przez Wandę. Czy była to kwestia litości, pomocy Wandy, czy też zrozumienia, że moment, w którym naprawdę może zacząć "szaleć" jest już blisko, więc może jeszcze chwilę na to poczekać?
Przynajmniej tak było kiedy kierowali się na skos do kanatu i dopiero tuż przy nim Wanda zachęciła go do stopniowego przyspieszania. Arabowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, chociaż nie do końca rozumiał słowo "stopniowo".Bashayer - 2020-05-22, 20:07
Eviline napisał/a:
Evil nie wiedziała, czy to dobry pomysł prowadzić ogiera akurat na ten tor, ponieważ dalej był tu Ebony z Wandą, więc nie była pewna co tu się zadzieje. Z drugiej strony na drugim torze był Liam z Daiquirim, wychodziło więc na to, że wszystkie jej dzieci dziś trenują i nie ma dobrego miejsca na przeprowadzenie treningu
Podprowadziła Basha do płotu, poprawiła popręg, zaciskając go mocniej, bo jak zwykle okazało się, że podczas trasy komuś się schudło Evil wspięła się z płotu na grzbiet karego. Już chwilę później wypchnęła go z bioder do stępa, bez strzemion i na luźnej wodzy, choć cały czas czujnie kontrolowała sytuację, by w razie potrzeby się przytrzymać i nie zlecieć. Aktywizowała stęp ogiera, zachęcając go do aktywnej pracy wszystkich kończyn. Jeśli ogier próbował przyspieszyć, to zwyczajnie posyłała go na koła, krążąc sobie tak, by nie przeszkadzać drugiej parze.
Basha nie był problematyczny, tak jak inne „dzieci”, dzięki czemu przeprowadzenie mu treningu mogło odbyć się gdziekolwiek. Akceptował inne konie i darzył je raczej sympatią, dlatego na widok „braciszka” zarżał donośnie w jego stronę.
Podprowadzony do płotu, ładnie zaparkował za chwilę kładąc po sobie uszy, gdy tylko Eviline zdecydowała się podciągnąć popręg. Zadzierając łeb do góry zazgrzytał zębiskami, a za chwilę znów stawiając uszka na sztorc, gdy tylko nieprzyjemny proceder dobiegł końca.
Poproszony o stęp ruszył nim aktywnie, stawiając dość obszerne kroki, na tyle na ile pozwalała mu arabska budowa ciała. Eviline - 2020-05-25, 15:46 Pogłaskała karego po szyi, w końcu się dzieciakowi należało za ten nieszczęsny popręg, którym mogła mu trochę dech odebrać
Musiała przyznać, że nigdy nie lubiła kroku arabów, pocieszała się tylko faktem, że typ sportowy tych koni miał jeszcze ten krok jako-taki znośny, choć dla Evil nadal było to mało komfortowe w dosiadzie. Z drugiej strony niejeden anglik miał tak spierniczone chody, że również próbował kastrować na każdym kroku. Za to galopy na szczęście owe konie miały udane
Na kilka krótkich minut wyprosiła u ogiera kłus, wcześniej wkładając stopy w strzemiona i skracając wodze. Starała się jak najmniej dla siebie inwazyjnie przeżyć ten kłus, trzaskając dosłownie dwa koła w dwie strony i jak najszybciej puścić ogiera w kenter. Zdecydowanie kłuso-galop był o wiele bardziej przyjemniejszy, a Ev mogła unosić się tyłkiem nad siodłem i obciążać jedynie swoje nogi, co było zdecydowanie przyjemniejszym bólem (a w krzyżu po dzisiejszym to jej będzie strzelało przez tydzień )Bashayer - 2020-05-25, 17:43 Jeszcze by biedny zemdlał i co wtedy?
Niewątpliwie ze swoim krótkim krokiem był mało wygodny do wysiedzenia, a dodajmy do tego wyścigowe siodło, w którym komfort tak naprawdę był znikomy. Niemniej Basha rekompensował Evi te niewygodne chody, swoim spokojem i swobodą na jaką mogła pozwolić sobie na jego grzbiecie. Niewielu rzeczy się bał, był odważny, a w dodatku zachowywał stoicki spokój niemal w każdej sytuacji.
Dopiero na torze budziły się w nim najczarniejsze pokłady energii, a siła nieczysta przejmowała stery
Wracając jednak do kłusa, ruszył nim chętnie, znów niosąc mało wygodnie. Jego wybijający kłus, z pewnością nie był zbyt wygodny, dlatego ochoczo przystał na przejście do nieco wyższego chodu, gdzie zarówno Evi jak i on sam mogli od siebie odpocząć.