To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy im. św. Wiktorii

Eviline - 2020-02-19, 12:04

To guzik prawda! Starość! :lol:
Nie zdziwiła jej duża i mocno sygnalizowana potrzeba ruchu u Hero. Musiała przyznać, że trochę ostatnio zaniedbała treningi na rzecz szybkich wyjść, karuzel i lonży. Teraz będą musieli dłużej pracować nad powrotem do formy i zrzuceniem nadmiaru zimy z brzuszków :lol:
Szła w zaparte i mocniej domykała koło, za każdym razem, gdy dziad próbował sprowadzić ją na manowce. Nie robiła tych ćwiczeń niedbale, jednak podchodziła do nich dość specyficznie, nie starając się za bardzo i to tylko przez wzgląd na niewygodny dosiad i cholerne niby siodło, które mogłoby kastrować, gdyby tak w nim pozostać. Pozwoliła sobie jeszcze na drugie, pełne koło i zmieniła kierunek, tym razem już stopniowo zwiększając średnicę, aż zupełnie wyszli z koła na prostą, gdzie Evil zdecydowanie podniosła tyłek w górę, poprawiając sylwetkę i dała ogierowi sygnał do galopu, jednocześnie sprawdzając, czy na pewno uda jej się go w razie potrzeby zwolnić do w miarę rozsądnego tempa.

Hero Of War - 2020-02-20, 19:00

Jasne, jasne. Ty się matka nie tłumacz, tylko ojca szukaj! :lol2:
Brzuszek może i miał, ale raczej nie duży i taki, który zaledwie po paru treningach powinien zniknąć. Mimo obecności właścicielki, na brak ruchu nie mógł narzekać, i nawet jeśli były to tylko karuzele czy lonże, to jednak zapewniały mu odrobinę rozrywki.
Nie podobał mu się ten upór Evi i ciągły pobyt na kole, co podsumował potrząsaniem łba i lekkim spięciem. Będąc jednak w miarę podporządkowany Brunetce, pozwalał jej dyktować warunki przez co nawet zmiana kierunku i koło wykonane w drugą stronę, wypadły nie najgorzej.
Dopiero po wyjściu na prostą spuścił z siebie trochę pary, będąc naprawdę szczęśliwy w momencie, w którym wreszcie mógł galopować. Wystrzelił niczym z procy, od razu narzucając mocne tempo i nie dając się przytrzymać. Był pełen energii i zdecydowanie musiał się zmęczyć zanim zaczął przytomnie myśleć.

Oliver Pelerieux - 2020-03-09, 19:17

W drodze na tor wyścigowy przynajmniej częściowo zdołałem występować ogiera przed biegiem, ale oczywiście był to zaledwie początek rozgrzewki, której nie mogłem pominąć. Na trawie było ślisko, więc tylko na stępa zjechałem do środka toru, który był niczym innym niż torem crossowym. Dziś jednak nie zamierzałem skakać, więc między przeszkodami kręciliśmy się tylko po to, bym miał jakikolwiek punkt odniesienia. Jeszcze przez dwie minuty stępowałem na luźnej wodzy, aż wreszcie nabrałem ją na kontakt, dojeżdżając przy tym łydką, dzięki czemu ustawienie ogiera na pomocach było kwestią sekund. Współpracowaliśmy ze sobą już na tyle długo, bym dokładnie wiedział w jaki sposób Shockwave "działa" i jeśli tylko nic go nie rozpraszało, to zwykle szybko wchodził w tryb pracy. Przez parę kolejnych minut jeździłem po kołach i ósemkach, wyginając konia zarówno do wewnątrz, jak i do zewnątrz, po czym zatrzymałem go przy jednej z przeszkód by zostawić na niej derkę i przy okazji podciągnąć popręg. Potem zjechaliśmy już na tor, który lepiej znosił ostatnie ulewy i nadawał się do jazdy. Zaprosiłem konia do kłusa, dając mu łydkę i po chwili zaczynając anglezować, póki co na wprost, żeby go po prostu trochę rozruszać po dniu przerwy, bez stawiania wymagań. Pilnowałem jedynie by szedł równym tempem i nie próbował wpaść w galop, do czego mogła prowokować otwarta przestrzeń.
Shockwave - 2020-03-09, 19:24

W drodze na tor utrzymywał aktywne tempo stępa, którym poruszali się aż do momentu, gdy ich oczom okazał się ogromny tor wyścigowy . Była to kolejna odmiana w treningach, ale chyba najbardziej zaskakująca dla ogiera.
Poruszając się po trawie stawiał kroki bardzo ostrożnie czując, że mimo wszystko podkowy nie zapewniały mu stabilności. Jednak dopóki stępował to mógł czuć się w miarę pewnie. Zaproszony do wejścia na kontakt, przyszedł do ręki od razu i zaczął już na samym początku bawić się wędzidłem. Pieniąc się pozostawał lekki na ręce i rozluźniony, dzięki czemu prowadzenie go było samą przyjemnością.
Dosyć dobrze przechodził w tryb pracy, wtedy poświęcając całą swoją uwagę jeźdźcowi, jeśli ten na to sobie zapracował. Oliver nie musiał się o to martwić, bo pracując z Shockiem regularnie, znał go najlepiej.
W trakcie pracy na kołach i ósemkach giął się swobodnie i przyjemnie od łydek, pokazując sporą elastyczność i swobodę w kłodzie. To z kolei pozwalało pracować mu w rozluźnieniu, dzięki czemu praca była efektywna i przyjemna.
Po zdjęciu derki chętnie ruszył kłusem, gdy tylko Oliver zabrał go na tor, gdzie piaszczyste podłoże dawało mu znacznie lepszą przyczepność. Od samego początku szedł bardzo energicznie, ale też wyraźnie napierał na wędzidło będąc kuszony przez długą prostą przed nimi. :lol2:

Oliver Pelerieux - 2020-03-09, 19:45

Czując, że ogiera bardzo ciągnie do puszczenia się przed siebie, nie zamierzałem się z nim siłować. Wykonałem tylko serię krótkich półparad, po których zawróciłem przez półwoltę, chwilowo zapewne zbijając Siwego z tropu, ale wolałem to niż ciągle ingerować ręką czy męczyć się poprzez zwalnianie go dosiadem. Co prawda tempem anglezowania starałem się narzucić koniowi pożądaną prędkość, ale znając jego temperament, mogło to być niewystarczające, gdy miał przed sobą taką pokusę. W każdym razie półwolty i wolty pomagały mi w zapanowaniu nad sytuacją i w utrzymaniu ogiera w ciągłym ruchu, będąc jakąś alternatywą od ruchu na wprost. Przy okazji mogłem go trochę powyginać i uelastycznić, co też być może miało mi ułatwić przeprowadzenie kolejnego etapu rozgrzewki, do którego przeszliśmy po wstępnym rozruszaniu się w kłusie. Shock niestety albo i stety był takim typem konia, któremu najwyraźniej trzeba było regularnie przypominać, kto dowodzi w tym teamie, dlatego nie dawałem mu się wozić po torze; w celu wzmożenia jego uwagi i podporządkowania go sobie, wprowadziłem przejścia z kłusa do stępa. Do każdego przejścia przygotowywałem Holsztyna półparadami, a w samym przejściu podpierałem go w łydkach, żeby wspomóc go w utrzymaniu równowagi i też nie dać furtki do ucieczki z ustawienia, od czego częściowo zależała kontrola nad nim.
Shockwave - 2020-03-09, 19:52

Na półparady opowiedział mocniejszym ganaszowaniem się i podstawieniem zadu, niestety tylko nieznacznie wytracając prędkość w kłusie. Dopiero nawrotka przez półwoltę wybiła go z rytmu przez co bardziej skupił się na wykonaniu zadania niż na samym parciu naprzód. Nadal ciągnęło go do biegania, ale skrupulatnie wykonywane wolty i półwolty sprawiały, że Shock musiał nieco bardziej skoordynować swoje ruchy.
Będąc rozluźniony wykonywał dosyć chętnie wszelkie wężyki czy wolty, ale zmuszony przejść do stępa bardzo wyraźnie pokazał swoje niezadowolenie. W pierwszej chwili spóźnił się z przejściem, a przy kolejnym podejściu mocno zadarł łeb do góry i zaczął uciekać z ustawienia. Nie podobało mu się to i to bardzo, zwłaszcza gdy pokusa wyrwania galopem przed siebie była co raz mocniejsza.
Ostatecznie obaj pewnie doszli do jakiegoś porozumienia, ale Siwego kosztowało to sporo nerwów. Z resztą nie tylko jego, bo zapanowanie nad taką górą mięśni z pewnością nie należało do najłatwiejszych zadań.

Oliver Pelerieux - 2020-03-09, 20:12

Najtrudniejsze było w tym znalezienie złotego środka, bo z jednej strony chciałem od niego wyegzekwować to przejście, a z drugiej nie chciałem się z nim szarpać. Nie mogłem mu wiecznie pobłażać i pomijać części rozgrzewki, bo on już myślał o galopie, co nie wchodziło w grę tym bardziej po jednym dniu stania. Niestety nie dało mu się tego wyjaśnić słownie. :lol: Dlatego ilekroć udawało mi się sprowadzić konia do stępa, to nieważne jakby to wyglądało, odpuszczałem mu na ręce, ogólnie używając jej delikatnie by nie prowokować Holsztyna do złapania za wędzidło i puszczenia dzidy przed siebie, do czego niewątpliwie byłby zdolny. Zauważyłem jednak, że mimo możliwości wyegzekwowania od niego przejścia, wpływa to negatywnie na jego rozluźnienie, zamiast je poprawić, dlatego skończyłem na kolejnym takim przejściu. Tym razem jednak nie dałem ogierowi łydki do kłusa, tylko zostawiłem go w stępie, czekając aż się na nowo wyciszy i przestanie myśleć o pędzeniu przed siebie. Na szczęście innych pogoda odstraszyła od jazdy na dworze, więc brak innych koni biegających wokół działał na moją korzyść, nie nakręcając dodatkowo Holsztyna, któremu po krótkiej przerwie pozwoliłem wreszcie zagalopować, lecz nie pełną parą. Gdybym pozwolił mu pójść tak jak ostatnio w terenie, to po jednym, może dwóch okrążeniach toru byłoby już po jeździe, a tymczasem miałem na nią inny plan. Dlatego też zagalopowałem ze stępa i pozostałem w pełnym siadzie, zwyczajnie utrudniając ogierowi rozpędzenie się, nawet jeżeli miał przez to podrzucać co rusz zadem.
Shockwave - 2020-03-09, 20:20

Potrafił iść na kompromis ale czasem chęć wyrzucenia z siebie nadmiaru rozpierającej go energii przezwyciężała wszystko inne. Tym razem jednak dał sobie wytłumaczyć, że przejścia to nic strasznego, nawet jeśli budziły w nim tyle sprzecznych emocji.
Będąc bardzo niepocieszony wykonywał je pokornie do momentu, w którym Oliver wreszcie mu odpuścił. Po przejściu do stępa kroczył nerwowo, ale nie skracał tylko odrobinę drobił wyraźnie się niecierpliwiąc.
Dopiero pomoce do zagalopowania sprawiły, że spróbował gwałtownie wyrwać do przodu, ale nadziewając się na wędzidło i zdecydowane działanie ręki, mocno przysiadł na zadzie. To skutecznie go otrzeźwiło, dzięki czemu na samym początku galopował spokojnym i równym tempem. Z czasem, zapewne po zrobieniu pełnego okrążenia, zaczął się już wyraźnie niecierpliwić przez co napierał mocniej na dłonie mężczyzny, będące bezpośrednio połączone z jego pyskiem.
Głośno wypuszczając powietrze przez nozdrza wyraźniej zaczął odpychać się zadem od ziemi, aby w pewien sposób przeforsować swój pomysł odnośnie aktywnego galopu.

Oliver Pelerieux - 2020-03-09, 20:39

Kiedy już wydawało mi się, że Shockwave odpuścił i wyciągnął jakieś wnioski z tego po tym, jak sam się "ukarał" nadzianiem się na rękę, to okazało się, że jednak jest bardziej uparty. 🙃 Czując, że mimo przegalopowania niespełna dwóch kilometrów jednak wciąż ma ochotę pędzić, znowu miałem wybór - albo się z nim siłować i męczyć, albo pokazać mu, że nie tędy droga, z nadzieją, że po paru takich razach wreszcie wyciągnie z tego właściwe wnioski i następnym razem będzie bardziej pokorny. Liczyłem się z tym, że miał dobrą kondycję, ale wciąż nie taką jak WKKWista na podobnym poziomie, więc spodziewałem się, że przy postawieniu na drugie rozwiązanie Siwy jednak spuchnie najdalej po trzecim kilometrze, tym bardziej, że ostatnio sporo pracował (ale chyba za mało, skoro dalej się tak zachowywał :lol2: ). Nie było zresztą na to innego sposobu niż się przekonać, więc na jego własne życzenie dałem mu wyraźną łydkę, jednocześnie oddając wodze i przechodząc do półsiadu, czyli stwarzając idealne warunki do wyrwania szybkim galopem, na który miał taką ochotę. Na torze było to całkowicie bezpieczne zagranie, a że szybki galop nie sprzyjał wysokiemu brykaniu, to nie obawiałem się o siebie, za to czułem się trochę zmęczony posuwaniem się do takich rozwiązań.
Shockwave - 2020-03-09, 20:50

Trzeba mieć twardy charakter, a tym bardziej uparty jak jest się Siwym Osiołkiem. :lol2:
Wbrew pozorom miał naprawdę sporo siły, a jego wytrzymałość również była nie najgorsza, choć nie tak duża jak w przypadku koni chodzących wkkw. Pomimo przegalopowania niecałych dwóch kilometrów, Shock wciąż napierał i wyrywał się do przodu, będąc głodny przestrzeni i wyzbycia się całego napięcia, jakie skumulowało się w jego ciele. Nie podobało mu się to trzymanie, ale poza napieraniem na wędzidło nie robił nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób zagrażać jeźdźcowi.
Może faktycznie się przeliczył po przegalopowaniu kolejnego kilometra miał wreszcie spuchnąć. Nie zastanawiał się jednak nad tym, dlatego gdy tylko dostał łydkę do galopu i swobodę z przodu, wypruł do przodu jak strzała. Mocno zaczął nabierać tempa, które wbrew pozorom dosyć szybko sam sobie wyregulował, nie lecąc na złamanie karku, a jedynie galopując mocnym, aktywnym krokiem. Dzięki temu jego oddech był równy, a sam galop przynosił znacznie więcej korzyści niż pędzenie naprzód z klapkami na oczach. Może jednak coś tam zapamiętał z tego terenu? ;>

Oliver Pelerieux - 2020-03-09, 21:03

Chociaż ogier szybko wyrównał tempo galopu, to wciąż nie była to dla mnie korzystna sytuacja, bo w takim tempie szybsze zmęczenie było po prostu nieuniknione, a nie miało to za wiele wspólnego z budowaniem kondycji. Niemniej pozwoliłem mu dalej iść w takim tempie, po prostu czekając na ten moment, kiedy mu się odechce, żeby wówczas kazać mu galopować jeszcze szybciej. Na tym właśnie miała polegać ta lekcja - żeby nauczył się, że to nie on tu jest od dyktowania tempa i decydowania, kiedy mu się chce biegać, a kiedy nie. Spodziewałem się, że jeden raz może nie wystarczyć, ale najdalej po trzech takich nauczkach może coś zostanie w tej siwej główce. :lol: <3
Dopiero po odebraniu tej lekcji zacząłem zwalniać do roboczego galopu, a potem do kłusa, znowu zaczynając anglezować. Po krótkim odpoczynku zawróciliśmy przez półwoltę i przez dłuższą chwilę oczekiwałem od konia wyłącznie ruchu przed siebie, sprawdzając go, czy dalej myśli o galopowaniu, czy raczej ma już dość na dzisiaj. Jakby nie było, nawet w przypadku zmęczenia musiałem go po tym pierw porządnie rozkłusować, żeby stopniowo zszedł z tętna.

Shockwave - 2020-03-09, 21:16

Kondycja niewątpliwie przydawała się podczas konkursów czy zawodów wysokiej rangi, gdzie koń był narażony nie tylko na ogromny wysiłek, ale również na spory stres. Samo czekanie na rozstrzygniecie konkursu, w którym nierzadko startowało po kilkadziesiąt koni, potrafiło być męczące.
Galopując we własnym tempie wydawał się nie męczyć, ale powoli na jego srebrzystej sierści zaczynał pojawiać się pot i pierwsze oznaki zmęczenia. Oddychał coraz głośniej i ciężej przez co wyraźnie zwiesił łeb niżej i spróbował odrobinę wyhamować.
Nie otrzymując takiej możliwości, położył uszy po sobie i wyraźnie przyśpieszył, ale nie był z tego faktu zadowolony. Złośliwie oddał z zadu, ale ostatecznie przyjął nauczkę z pokorą, chociaż zemsta była nieunikniona. :lol2:
Przechodząc do kłusa chętnie zmienił kierunek i pozostał w tym chodzie, krocząc przed siebie równo i dosyć żwawo. Dzięki temu powoli schodził z tętna, raczej nie mając już ochoty na galop. Z drugiej strony mogła być to cisza przed burzą, ale ciężkie wilgotne powietrze sprawiało, że Siwy męczył się znacznie szybciej.

Oliver Pelerieux - 2020-03-09, 21:26

I tak moje słowo będzie ostatnie. :| :lol2:
Czując, że ogierowi raczej starczy tyle ruchu na dziś, nie podjąłem się kolejnej próby galopu. Po prostu innym razem, gdy przyjdziemy na tor, poświęcimy galop drugiej stronie, żeby obie strony ogiera były poddane równomiernemu treningowi. Na torze i tak nie miało to aż takiego znaczenia, z racji kształtu z niewymagającymi i rzadkimi zakrętami.
W końcu zwolniłem od dosiadu do stępa i zostawiłem koniowi długą wodzę, pozwalając wyciągnąć nos niemal do samej ziemi, o ile nie przeszkodziło mu to w aktywnym kroczeniu przed siebie. Po drodze zgarnąłem derkę z przeszkody i okryłem nią Siwka, po czym jeszcze długo stępowałem go na torze, nie chcąc go skazywać na bezpośrednie stanie w boksie po takim wysiłku.
Wreszcie jednak zawróciliśmy w stronę stajni, do której pokusiłem się wracać z buta, więc zsiadłem z Siwka, podciągnąłem strzemiona z obu stron, poprawiłem derkę i zaprowadziłem konia z powrotem do stajni. zt

Shockwave - 2020-03-09, 21:35

Chciałabyś, chciała… :lol2:
Zdołał się mocno wyhasać dzięki czemu w dość krótkim czasie wyraźnie się uspokoił i spokorniał, chociaż był gotów do walki o dominację w każdej chwili. ;>
Przechodząc do stępa odetchnął z ulgą, mocno wyciągając nos i szyję do dołu. Oddychał już spokojniej i znacząco się uspokoił, dzięki czemu samo stępowanie po torze było naprawdę przyjemne, nawet jeśli nie zapewniało tylu emocji.
Okryty derką czuł jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego cielsku, które powoli stygło w takich warunkach. Dopiero w drodze do stajni Siwy delikatnie poszerzył wykrok, ale nie śpieszył, wyraźnie nie mając na to siły. Szanował też Olivera i dostosował się do jego tempa, którym wrócili do stajni.
/zt

Eviline - 2020-05-05, 08:24

Hero Of War napisał/a:
...


Ciężko szukać ojca, kiedy ma się czwórkę dzieciorów. To, że mają kopyta niczego nie zmienia - potencjalni tatusiowie są tak samo przerażeni i uciekają w popłochu :-K
Cmoknęła sama do siebie, jakby reagując na wyczuwalną zmianę w postawie ogierzastego. Dziwniejsze było już tylko to, że chwilę później Hero zaczął iść tak, jakby aspirował na ujeżdżeniowca, tym samym Evil nie miała już na co reagować, prędzej spojrzała na ogiera z wymownym uniesieniem jednej brwi. Musiała przyznać, że tak ładnie to jej nie szedł jeszcze nigdy.
Na całe szczęście z koszmaru o Hero podbijającym czworoboki wyrwał ją galop, który przecież sama zainicjowała. Tak, to dopiero oprzytomniło Hiszpankę. Dziewczyna utrzymywała stabilną pozycję w strzemionach, dając ogierowi możliwość do zmęczenia się. Ba! Evil była na tyle chętna do beztroskiego pędzenia, że nawet dopingowała Hero w działaniu. Trzymała jedynie kurs, aby przypadkiem dziad nie wyprowadził ich w maliny przy całym tym szaleństwie i po prostu wolniej mu "odpuszczała" kontrolę na wodzach, żeby rozpędzali się szybko, ale rozsądnie. Nieszczęście nie było im teraz potrzebne, a pewnie razem chcieli pozostać w galopie jak najdłużej.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group