Eviline - 2018-05-25, 13:58 Drugi dzień gonitw oznaczał, że kolej na dwulatki, co bardzo satysfakcjonowało Ev, ponieważ miała ze sobą Daia z którym współpracowała już od dłuższego czasu i mniej więcej wiedziała czego może się spodziewać i jakie oczekiwania może stawiać.
Od rana spędzała czas w boksie ogiera, skrupulatnie dbając o nogi Daia przed gonitwą, oraz racząc go swoim śpiewaniem i nuceniem a'la pianie koguta. Dopiero gdy zbliżał się czas do rozgrzewki, zabrała się za siodłanie ogiera, każdy element zakładając mechanicznie, aż do owijek, przy których oczywiście spędziła najwięcej czasu. Koniec końców byli gotowi do działania.
Na rozgrzewkę udali się na tor, gdzie Ev wsiadła z pomocą luzaka na grzbiet ogiera i od razu rozpoczęła solidną pracę w stępie, dbając o jakość i poprawność chodu, jak i o samo wyginanie się w różnych kierunkach, owe czynności powtórzyła również w kłusie, ostatecznie serwując ogierowi chwilę galopu. Gdy rozgrzewka była już zakończona, powróciła do stępa, gdzie podziękowała ogierowi za udaną rozgrzewkę i krążyli tak aż do wywołania. W drodze z toru do bramek nie chciała lecieć pełnym galopem, więc poprosiła o kenter, uważnie pilnując, by ogier z pewnością szedł właśnie tym chodem.
Luzak wprowadził ich do bramek, gdzie Ev wpierw na szybko poprawiła cały osprzęt, gogle umieszczając na oczach, poprawnie łapiąc wodze i ostatecznie przyjmując odpowiednią pozycję w strzemionach. Nie reagowała zupełnie na inne pary, mając przed sobą misję do wykonania, a nie była to jej pierwsza gonitwa, więc wszystko przyjmowała ze stoickim spokojem, obserwując tor spomiędzy uszu ogiera.
Wraz z otworzeniem się bramek i rozpoczęciem wyścigu, Ev wypchnęła ogiera do galopu i trafili dość szczęśliwie, wychodząc mniej więcej w środku. Wiedziała, że inne konie będą spływać do wewnętrznej, więc żeby uniknąć kłopotów w związku z tym, że inne konie dobijając w ich stronę mogą ich przyblokować, pozwoliła Daiquiriemu na szybsze tempo, jako że jeszcze nie doszli do swojego rutynowego tempa gonitw i mogli to wypracować na tej pierwszej prostej. Nie chciała na siłę kogoś wyprzedzać, jedynie nie chciała pozwolić zbić się z pozycji i w miarę możliwości blokować inne konie, które miałyby ochotę jej to miejsce zabrać. Zawierzała też Daiowi, który też już swoje doświadczenie miał. Jako, że to był sam początek gonitwy, to mogli jedynie próbować przesuwać się skrupulatnie do przodu i czekać na jakiś obrót sytuacji, jaki to często się na wyścigach zdarzał.Daiquiri - 2018-05-25, 16:05 Po przebytej rozgrzewce Daiquiri udał się do bramek, w których pobliżu poziom jego ekscytacji wzrósł jeszcze bardziej. Zanim został wprowadzony do jednego z boksów, zarżał luzakowi dosłownie nad uchem, intensywnie wpatrując się w konie. O ile do boksu wszedł bez większych problemów, to w środku zdawał się być niespokojny, zwyczajnie nie mogąc się doczekać otwarcia bramek i wyskoczenia z boksu.
Był na ten moment przygotowany, więc gdy bomba poszła w górę, a bramki otworzyły się, Daiquiri wyskoczył z nich z pomocą Eviline. Wykazał się całkiem dobrą reakcją, podszytą wolą walki, która była w nim obecna już teraz. Ich pozycja startowa pozwalała im na bardzo obiecujące rozpoczęcie wyścigu, jako że Daiquiri miał szansę zająć sobie dogodną pozycję, do czego też dążył, zgodnie z wolą dżokejki stopniowo nabierając tempa i śmiało przebijając się naprzód, chociaż oczywiście nie na sam początek, co nawet trudno byłoby mu osiągnąć w tym momencie.Eva - 2018-05-25, 23:27 Dla tej pary nie był to pierwszy ani pewnie ostatni start w zawodach wyścigowych. Tym razem odbywały się na miejscu, więc nie kłopotały się z transportem do innej stajni. W dniu zawodów Eva podjechała pod stajnię, by po krótkiej wizycie w socjalu udać się pod boks Disaster. Przywitała się ze swoją podopieczną, by po chwili zabrać ją na myjkę. Tam ją wyczyściła i osiodłała do wyścigu, by ostatecznie skierować się z nią w okolice toru gdzie miały rozgrzać się do biegu. Tam ją dosiadła i rozgrzała najdłużej w stępie i kłusie, a potem co nieco w galopie. Po wszystkim skierowała ją w stępie na tor, gdzie z pomocą luzaka trafiły do bramki. Zaciągnęła gogle, złapała pewnie wodzę oraz podniosła się do typowego wyścigowego siadu. W końcu usłyszała dzwonek i bramki się otwarły, o ile klacz wyskoczyła z bramki nawet względnie dobrze to z nieznanych Evie przyczyn nie galopowała od razu w przód. Siłą rzeczy zostając wyprzedzoną przez resztę stawki, acz nie były w tym całkiem same. Dopiero muśnięcie bacikiem skłoniło ją do biegu, a Eva musiała szybko podjąć decyzję. Za pewne reszta stawki przyblokowała jej tor, więc Eva kosztem wypadnięcie na bardziej zewnętrzną ale wolną skierowała tam klacz. Wiedząc o technice swojej klaczy prowadziła ją od razu aktywnie w przód, mając przynajmniej nadzieję że do zakrętu choć co nieco dogoni stawkę.Ebony Knight - 2018-05-26, 08:58 Starzy bywalcy może byli odporni na tą atmosferę i dobrze, natomiast ja z całą pewnością nie byłem pod tym względem, że wyczuwając gorącą atmosferę w stajni zacząłem się nerwowo i niecierpliwie kręcić, od czasu do czasu obdarzając ścianę bądź drzwiczki kopniakiem dla animuszu. Pojawienie się Eviline ani trochę mnie nie zdziwiło, chociaż niestety przy czyszczeniu i siodłaniu sprawiałem drobne problemy, bo mnie roznosiło. Udało mi się nieco bardziej skupić na rozgrzewce, co chyba działało na korzyść, a na pewno Eviline była zadowolona, po czym w końcu skierowaliśmy się na tor, gdzie znowu zaczęło mnie ponosić. Dlatego z pewnym trudem dałem się wpakować do bramki startowej, po czym wyskoczyłem z niej, przy otwarciu, jako jeden z pierwszych co chyba może być powodem do zadowolenia, chociaż gonitwa dopiero się zaczęła.
Z początku skierowałem się do wewnętrznej, jednak z tempem tak łatwo już nie było i pomimo dobrego startu zostaliśmy przyblokowani, co tylko wzbudziło moją frustrację. To jednak nie wystarczyło, by dostać kopa i zostawić konkurencję w tyle, żeby jadła kurz i piach spod moich kopyt, a przynajmniej - bądźmy realistami - część konkurencji. Parsknąłem z niezadowoleniem z samego siebie, a przecież (zazwyczaj) konkurencja to moje drugie imię. Chyba więc potrzebowałem pomocy od Eviline i na szczęście, jeszcze przed zakrętem tą pomoc otrzymałem. Wdzięczny za pomoce wypychające mnie do przodu, do lepszego tempa niż obecnie prezentowałem, mimo to na samym początku nie odniosło to stuprocentowego rezultatu. W końcu jednak spoglądając z byka to na konie biegnące po bokach to z przodu, w końcu starania właścicielki zaczęły odnosić swój skutek i zaczynałem się rozpędzać do tempa, które powinienem osiągnąć dużo wcześniej. Nadal byłem nieco sfrustrowany obecną pozycją, ale rycerz nie poddaje się, dopóki bitwa się nie zakończy. A ta "bitwa" dopiero się zaczęła, chociaż oczywiście straciliśmy dość sporo, biorąc pod uwagę dobry start.
Zbliżał się zakręt, co przyjąłem z pewnym niezadowoleniem, bo teraz, gdy w końcu prezentowałem się niemal należycie, zamiast nadganiać, trzeba zwolnić. Mimo to stopniowo wytraciłem tempo (oczywiście nie do momentu, w którym całkiem bym się zatrzymał), zostając w galopie, jednak ciut spokojniejszym. Wjechałem w zakręt, starając się o utrzymanie obecnej pozycji, lub nawet zyskanie jeśli nadarzy się taka okazja. O wiele chętniej przyspieszyłem, gdy minęliśmy połowę zakrętu, starając się poprawić swoją pozycję, zanim jeszcze całą stawka wyszła na prostą.Disaster Response - 2018-05-26, 12:43 Klacz od rana była nastawiona całkowicie pozytywnie. Wiedziała co się szykuje, dlatego też nie sprawiała żadnych problemów (jak zawsze zresztą), może prócz chęci zjedzenia swojej właścicielki, co było już chyba standardem. Przeszły do rozgrzewki, gdzie klacz aktywnie pracowała pod jeźdźcem, starając się jak najlepiej wyjść dzisiejszego dnia. Cóż, z racji tego, że nie była jakoś specjalnie doświadczona, to gdzieś tam jej uwaga uciekała gdzieś indziej, ale w tym momencie nie powinno być to zbyt ważne.
Weszła do bramki z dużą niechęcią, jako, że był to jej znienawidzony element każdej gonitwy. Poruszała się nerwowo, rżąc i parskając raz po raz, gdyż boks powodował i niej uczucie stłoczenia i niepokoju. Wraz z otworzeniem się bramek ruszyła galopem, jednak bez zachwycającego efektu, lądując gdzieś w tyle na przyblokowanej pozycji, co przyjęła z ewidentnym niezadowoleniem. Za sprawą właścicielki zeszła bardziej w stronę zewnętrznej i zaczęła nadrabiać tempo w stosunku do innych koni, próbując wywalczyć sobie jakieś odpowiednie miejsce.Rozalia - 2018-05-26, 13:30 Przed samym zakrętem zniżyłam się i schowałam za szyją klaczy, coby ściągnąć wodze i skrócić jej wykrok. Mimo wszystko byłyśmy dość na wewnętrznej, na której szczególnie powinno się uważać. Cały zakręt trzymałam ją sztywno, nie pozwalając na hulanki i swawole, dopiero na wyjeździe na prostą podwyższyłam tyłek i wyciągnęłam dłonie wzdłuż szyi na kilka centymetrów, coby przyśpieszyć na spory fragment i dopiero wtedy ustabilizować tempo do pozostałych koni. Co nieco o Thunder słyszałam, oglądałam z resztą jej starty i była koniem... dobry. Liczyłam, że także posłusznym i te ryzykowne zagrania na dobre jej się spiszą.
Przede wszystkim obawiałam się Ebony'ego, który uplasował się przed Thunder, NPC3 oraz NPC2, ten jednak zaczął stygnąć. Postanowiłam wykorzystać fakt, że nie atakuje zbyt agresywnie i rzuciłam Thunder bat, nie tak silny jak zwykle się widuje, ale jednak mający jedno na celu - przyśpieszenie. Nie miałam zamiaru ich przegonić, zaś pokonać te pół długości jednego z koni, aby być bliżej stygnącego karusa a tym samym móc z czasem lepiej zaatakować. Pytanie, czy się uda.
Delfinek - 2018-05-26, 13:42 Dla Delfina był to dzień jak co dzień. Dotarła do stajni, sprawdziła stan źrebaków i młodzików, pomogła w prowadzeniu koni na pastwisko i wróciła do stajni, by zająć się Scho. Wyścigi na terenie Orchardu były dla niej niczym wielkim, przecież jej kochany konik hasał sobie na tych torach bardzo często. Może dlatego nie brał ją w żaden sposób stres? Będąc z ogierem już na myjce wyczyściła go porządnie, dała marchewkę i ogarnęła grzywę i ogon, aby następnie go osiodłać i zabrać na wolny od ludzi i koni teren, gdzie zabrała się za lonżowanie go w stępie i kłusie. Ogier już od samego początku wykazywał się złym humorkiem, cóż, hormony czy kryzys wieku średniego? A może to te tacierzyństwo takie męczące? Nie rwał się do biegu, zatrzymując, a jak przyszło co do czego, to gnał jak szalony, że zamiast po kole biegł po kwadracie ciągnąc Delfina za sobą. No super.
Już po tym entuzjazm kobiety prysł, gdyż przy samym wsiadaniu ogier jej skakał, prychał i tupał na luzaka, nie powiem tu wierceniu się w bramce, że ledwo co ogarnęła gogle i kask. Zapewne nie uszło uwadze nikogo jego prychanie i napieranie zadem na tył boksu. Mimo to Delfin przyjęła odpowiednią pozycję, aby ruszyć z (kopyta) z bramki, ale w dość nieciekawy sposób. Początkowa foula ogiera zamiast być zdecydowaną i szybką była wymuszona pogonieniem Delfina, tym samym plasowali się na końcach stawki. Pogoniła ogiera batem, przeklinając na siebie w duchu i starając się od razu dogonić resztę, co raczej będzie problematyczne. Mimo to nie poddawała się, chcąc dobiec do stawki poganiała ogiera, choć mógł wyczuć, że i ją ponoszą nerwy.Thunderhead - 2018-05-26, 15:31 Nie wszystko poszło zgodnie z planem Rosalie, ale klacz nie szczególnie się tym zrażała. Najniebezpieczniejsza była na ostatniej prostej, a teraz miała tylko trzymać się jak najlepszej pozycji i nie być na samym końcu. Klacz mimo trudności przy starcie starała się dogonić resztę koni, by chociaż trzymać się reszty stawki. Galopowała energicznie przed siebie, by równym tempem galopu dojechać do zakrętu przed którym minimalnie zwolniła. Dzięki wsparciu kobiety na grzbiecie miała szansę na wyjechanie zakrętu w równowadze, a już w jego połowie zaczęła wracać do tempa sprzed zakrętu. Klacz była szybka i do tego wytrzymała, jej technika pozwalała jej na kumulowanie przez znaczną część wyścigu energii na jego sam koniec. Tam natomiast większość słabych koni zwyczajnie już gasła i nie dawała rady, a ona wtedy mogła atakować z pełną mocą. Klacz niechętnie przyspieszyła acz jednak to się wydarzyło, jednak wiedziała gdzieś w głębi głowy że nie może też przesadzić bo nie dobiegnie do mety. Jednak sama też chciała nieco podgonić stawkę, by nie być na szarym końcu. Jednak miała nadzieję że kobieta będzie jakoś ważyła te siły, żeby klaczy ich nie brakło przed samą metą.Liam - 2018-05-26, 15:42 Jeszcze nic nie było stracone, dlatego Liam nie walczył o prowadzenie na złamanie karku, zamiast tego skoncentrował się na utrzymaniu dobrej równowagi, zwolnieniu i wprowadzeniu ogiera należycie w zakręt, który właśnie mieli przed sobą. Cały czas starał się ułatwić Baśkowi zadanie, dodatkowo zmieniając dosiad w trakcie wchodzenia na łuk i odpowiednio utrzymując balansowanie ciałem względem owej trasy.
Na samym zakręcie nie wychylał się zbytnio, pozwolił innym na jakieś bardziej finezyjne działania, a sam trzymał się swojego toru, szukając spokojnie nadarzającej się okazji.
W drugiej powolnie łuku posłał ogiera do przodu, starając się zwiększyć prędkość, odblokować się i nadrobić braki, zajmując miejsca tych, którzy się ewentualnie poprzemieszczali i uważnie pilnując się ogółu stawki, więc wychodząc na prostą powinni mieć już wyrobione odpowiednie tempo. Musieli powoli myśleć o podjęciu jakiejś walki na prostej zanim będzie za późno na jakiekolwiek działania.Bashayer - 2018-05-26, 16:17 Biegnąc równym tempem Basha wiedział, że obecnie walka o pozycję może być bardzo ryzykowna. Owszem takie ryzyko mogło poskutkować osiągnięciem bardzo dobrej pozycji, ale również wiązało się z dużym prawdopodobieństwem przegranej, jeśli już teraz koń zmuszony był do spożytkowania większej ilości sił.
Trzymając stałą prędkość ogier bardzo płynnie wszedł w zakręt, nie starając się forsować nadmiernie tempa. Biegł równym, lecz aktywnym galopem pozwalając Liamowi swobodnie balansować ciałem i w ten sposób równoważyć się w biegu po zakręcie. Dopiero wychodząc z łuku karosz przyśpieszył zaczynając nabierać prędkości i tym samym próbując przedostać się na czoło stawki, która do tej pory biegła w dość zwartym szyku. Większość koni po pokonaniu zakrętu lekko się rozbiegała i był to moment, w którym panowie mieli okazję wypracować sobie dobrą pozycję na poprzedzającej ich prostej.
Oddychając równo, kary zdawał się nie prezentować oznak zmęczenia, cały czas pozostawał tam samo rześki i energiczny jak na początku wyścigu. Częściowo była to prawda, ale w miarę upływu czasu wszystkie mięśnie powoli zaczynały dawać o sobie znać.Scho Can Do - 2018-05-26, 16:27 Dla Scho również to dzień jak co dzień. Jednak od rana wyczuwał że się coś święci, ponieważ w stajni panowała podenerwowana atmosfera i wiele osób się przez nią przewijało. Nawet nie spodziewał się za pewne, że jednym ze źrebaków które Delfin doglądała, była za pewne jego córka o której istnieniu nie miał pojęcia. Powitał Delfina stosunkowo w typowy dla siebie sposób, by udać się z nią zaraz na myjkę. Tam względnie spokojnie dał się oporządzić, a potem osiodłać i w końcowym efekcie skierował się z nią gdzieś na teren do rozgrzewki. Gniadego zdecydowanie roznosiła energia spowodowana tym, że wiedział co niedługo nastąpi. Była wiosna, więc można zwalić na hormony. Kryzys wieku średniego, że jaki kryzys? On właśnie chyba pokazywał że na opak jest nie? Trudno być tatą na pełny etat, kiedy nie wie się że ma się dziecko. Scho jakoś nie mógł się dziś zdecydować, co będzie robił a co nie. Nie wspominając że trafił na luzaka którego najmniej lubił ze wszystkich - bieda dla pana. Nie ułatwiał mu życia przy wprowadzaniu do bramek. W końcu jednak znalazł się w środku, gdzie kręcił się nerwowo w miejscu nie mogąc się doczekać startu. Wbił się niemal w tej złości zadkiem w ścianę, a po otwarciu się z bramek jak na niego mało chętnie z nich wyskoczył. Dopiero pogoniony przez Delfina ruszył mocniej przed siebie, co spowodowało że zostali prawie na samym końcu. Mocniej przy pracował zadem chcąc względnie szybko dogonić stawkę, dlatego biegł nieco mocniej przed siebie. Rozkładał jednak przy tym siły jeszcze na finisz, nie lecąc tu najszybszym swoim tempem na jakie było go stać. W końcu nie był firstem tylko dead'em więc na wszystko przyjdzie czas. Jednakże grupę warto było dogonić.Mistrz Gry - 2018-05-26, 17:04 Siedzące po środku toru ptaki nieoczekiwanie poderwały się do lotu, spłoszone tętentem kopyt rozpędzonych koni. Większość koni co prawda nie zwróciła na to uwagi, nie licząc NPC1, który pomimo całkiem dobrego startu, przez rozproszenie się i strach spłynął nieco do zewnątrz, tym samym tworząc lukę dla Jackpatches, która próbowała zbliżyć się do wewnętrznej krawędzi toru. Grupa koni na razie była zwarta i ciężko było mówić o zajęciu upragnionego miejsca, ale dżokej dosiadający klaczy mógł mieć nadzieję na to, że po wyjściu z zakrętu towarzystwo się rozproszy. Na to samo liczył dżokej dosiadający NPC2, który także szukał dogodnego miejsca, próbując się przebić na początek stawki, co póki co udało się jedynie Shenanigans, która jeszcze nieśmiało, ale jednak przebijała się nieznacznie przed inne konie. W środku znajdowały się również Daiquiri, Princessof the Nile, a tuż za nimi, w minimalnej odległości znajdował się Scho Can Do i biegnąca nieco z boku Disaster Response, która jednak nie będąc najszybszym ze startujących koni, miała dodatkową trudność w wyrównaniu do reszty przez decyzję dżokejki o zejściu na tor bliższy środkowi.
Przed końmi pierwszy zakręt i wyjście na przeciwległą prostą.
Kolejka prezentuje się następująco:
1) Brian & Jackpatches 2) James & Princessof 3) Aiden & Shenanigans 4) Eviline & Daiquiri 5) Eva & Disaster 6) Delphine & Scho Can Do
7) MG - NPC (wszystkie) PODSUMOWANIE AKCJI, koniec kolejki, rusza kolejna.
Każda osoba (nie para) ma 24h na odpis.Aiden Craven - 2018-05-26, 17:15 Póki Aiden nie mógł za wiele zmienić, po prostu trzymał swoją pozycję i pozwalał Parnassusowi galopować, jednocześnie wzrokiem szukając okazji. Nie zaobserwował jednak znaczących zmian w stawce, więc jego uwagę za chwilę pochłonął zakręt, w którym dostosował się do tempa koni z przodu, które także nieznacznie zwolniły. Nie kładąc się do środka zakrętu, pomógł arabowi w zachowaniu równowagi i uchronił go także przed ewentualną zmianą nogi, co mogłoby im przeszkodzić. Już w końcówce zakrętu lekko wypchnął konia mocniej w przód, pragnąc by zaczął nabierać tempa i jeżeli tylko pojawiła się taka możliwość, nieznacznie przesunął się z nim do środka, chcąc wykorzystać lukę, jakiej się spodziewał po wyjściu na przeciwległą prostą, gdzie było już więcej miejsca na działanie i część koni powinna wyjść śmielej do przodu. Oni mieli być jedną z tych par, więc jeżeli udało mu się zyskać taką szansę, od razu zaczął mocniej rozpędzać Parnassusa, stawiając na jego żelazną kondycję, która pozwalała mu biec naprawdę długo.Parnassus - 2018-05-27, 10:41 Położył po sobie uszy poirytowany narzuconym z góry tempem biegu. Nie miał możliwości wyrwać w przód, tak jak od zawsze był uczony, toteż w końcu nerwy wzięły górę. Już na tym etapie pot oblał całe jego ciało, choć nie miało to żadnego związku z biegiem. Emocje władały nim tak silnie, że w którymś momencie omal nie wbiegł w konia naprzeciwko. Na szczęście Aiden był czujny, nie pozwalając Parnassusowi kombinować zbyt wiele na zakręcie i dopiero po jego pokonaniu, posyłając ogiera w bok. Natychmiast wychwycił wolną lukę, Schodząc na drugi pas, by systematycznie i powoli posuwać się do przodu. Na szczęście od czasu do czasu, pomiędzy końmi powstawały wolne przestrzenie, które mogli wykorzystać do zmiany pozycji.Brian - 2018-05-27, 10:50 Jak dotąd starałem się o utrzymanie uzyskanego aktywnego i równego galopu, który jednak oczywiście nie był porównywalny do tempa, na które naprawdę było stać Jackpatches. Póki co jednak byłem zadowolony z naszej obecnej pozycji, chociaż ciągle wyglądałem okazji, by jeszcze ją zmienić - oczywiście na lepsze. Zbliżaliśmy się do końca prostej i zakrętu, kiedy zauważyłem przed całą grupą gromadkę ptaków, które spłoszyły się całym tym hałasem i zamieszaniem, ulatując w górę. Byłem czujny, na wypadek, gdyby to miało odnieść na klaczy jakieś wrażenie, ale ni zwalniałem jej, ani nic podobnego. Największy efekt obecność ptaków odniosła na NPC1, który przestraszony spłynął w bok, co szybko wykorzystałem, starając się błyskawicznie zająć z kasztanką jego dobre miejsce na torze. Następnie zacząłem stopniowo wytracać jej prędkość, tak aby zwolniła tuż przed zakrętem. Po wejściu w łuk uniosłem się wyżej z siodła, jednak kryjąc się za szyją dwulatki i patrząc na tor, spomiędzy jej uszu, prowadziłem ją jednak pewnie, bo nie byłą to moja pierwsza gonitwa i nie ostatnia. W połowie zakrętu zacząłem zachęcać ją do stopniowego przyspieszania, tak aby tuż przed wyjściem z zakrętu na prostą "odzyskać" poprzednie tempo, które uważałem za całkiem dobre jak na obecny etap, biorąc pod uwagę technikę folblutki. Miałem nadzieję, że przez ten manewr uda nam się coś zyskać bez dużej utraty energii, ale zakładałem, że nie tylko ja wpadłem na ten pomysł i zapewne miałem rację.