To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Starbucks

Anonymous - 2016-10-04, 22:05

- Radzę sobie - mruknął w odpowiedzi na wzmiankę o finansach. - Musiałem zmienić mieszkanie na tańsze i sprzedać konia, ale dzięki temu mam przynajmniej zapas - dodał bez cienia żalu. Decyzja o sprzedaży konia widocznie nie należała do najtrudniejszych w jego życiu. - Nie jestem. Ale nie jestem też w nastroju - odparł spokojnie, dając jej jasno do zrozumienia, że złość mu minęła. Niemniej nie chciał ot tak, na pstryknięcie palca wracać do tego, co było przedtem. Zbyt wiele spraw mu teraz ciążyło by ponownie być beztroskim... Nie miało to za wiele wspólnego z Aaren, ale wpływało to na ich relację. Chcąc nie chcąc.
- Zostawiłaś mafię, więc jakby nie ma już problemu - odpowiedział, lekko zsuwając okulary by móc spojrzeć na brunetkę ponad zaciemnionymi szkłami, chociaż unikała jego spojrzenia. Widząc jak sięga po papiery nie zareagował w żaden sposób, nawet gdy odpaliła jednego z nich, chociaż dym podrażnił jego powonienie i lekko pobudził dawne smaki. - Nie zajmujesz mi czasu, po prostu... Tyle się dzieje i potrzebuję chwili żeby wszystko wróciło do normy - wyjaśnił, w zasadzie niczego jej nie obiecując, ale jednak dając nadzieję na ocieplenie stosunków między nimi. To była zapewne kwestia chwili, ale i ona musiała podjąć jakieś działania, bo inaczej nie miało to większych szans na powodzenie.

Aaren Wayford - 2016-10-04, 22:34

Słysząc o zmianach jakie zaszły w jego życiu na przestrzeni miesiąca zaciągnęła się mocniej fajką, zatrzymując na dłużej dym w płucach. W jego obecności zwykle nie paliła, podobnie jak on próbowała rzucić wielokrotnie. Ale w Moskwie nie było czasu na marudzenie i użalanie się nad sobą, zaciskając zęby musiała przetrwać miesiąc szkolenia i masę stresu związaną z egzaminami.
- Trzeba był zadzwonić, pomogłabym Tobie i Gerardowi.- nadal czuła się winna z powodu wypadku starszego Wayforda, choć brunet nie dawał jej ku temu żadnych powodów.
- Rozumiem.- przytaknęła mu doskonale rozumiejąc brak nastroju, sama borykała się z tym głównie ze względu zmiany pogody, a także w związku z kłótnią która nie dawała jej spokoju. Tam głęboko odetchnęła z ulgą słysząc, że nie gniewa się na nią już tak bardzo. Pomimo wszystkich słów jakie padły nie chciała aby między nimi coś się popsuło.
- I mam nadzieję, że już nie będzie.- widząc gest mężczyzny spuściła wzrok na swoje dłonie obejmujące filiżankę kawy, nie mogła ponownie dać się uwikłać w grę gestów i spojrzeń. Nawet jeśli nie robił tego celowo, to Aaren znała reakcje swojego ciała, których w jego obecności nie była w stanie kontrolować. Żaden inny mężczyzna nie działał na nią w ten sposób, Tony miał na nią szczególny wpływ od samego początku ich znajomości.
- Nie ma sprawy, rozumiem doskonale ten mętlik, sama mam teraz podobnie. Nie było mnie przez miesiąc w kraju. - przyznała się do wyjazdu, o którym być może wiedział lub też nie. - Jak nowe mieszkanie?- chcąc pociągnąć dalej rozmowę zapytała o coś zupełnie odbiegającego od tematu ich znajomości. Nie nastawiała się na nic w tej kwestii, ani na ocieplenie stosunków, ani powrót do tak bliskiej relacji w jakiej byli. Właściwie to powoli chciała odsunąć się od niego, nie bruździć jemu ani sobie w życiu już dłużej. Ale jak to wyjdzie w praktyce, sama nie miała pojęcia, chyba zbyt mocno zależało jej na tej przyjaźni aby tak po prostu z niej zrezygnować, z niego zrezygnować. Obiecała mu kiedyś, że nigdy nie przestanie o niego walczyć, dlatego wracała, za każdym razem.
Powoli spalając fajkę, zgasiła ją w popielniczce, mocniej otulając się skórzaną kurtką poczuła jak gęsia skórka pojawia się na jej skórze. Nieprzyjemny wiatr i wciąż siąpiący deszcz spowodowały, że nawet odpornej na chłód Aaren zrobiło się po prostu zimno.

Anonymous - 2016-10-05, 20:09

- Paradoksalnie lepsze niż poprzednie, chociaż wyłącznie dla siebie mam tylko jeden pokój. Jest dużo ładniejsze i lepiej zagospodarowane - nie wspomniał o współlokatorce, ale nie zrobił tego celowo. Zwyczajnie nie uznał wzmianki na jej temat za warty uwagi. Zapominał o istnieniu Octavii ilekroć tracił ją z oczu, bo chociaż odegrała kluczową rolę w jednym z ważniejszych momentów jego życia, to znaczyła dla niego zupełnie nic...
- Dokąd wyjechałaś? - Zapytał, nic nie wiedząc o jej wyjeździe, bo niby skąd. Od momentu w którym ostatnio opuścił jej mieszkanie, całkowicie stracił nią zainteresowanie, co chociaż brzmiało okrutnie, miało swoje uzasadnienie. Teraz naprawiła swój błąd i wszystko mogło wrócić do normy.
- Może gdzieś przejdziemy, żeby nie siedzieć na dworze? - Zaproponował, widząc że brunetka zwyczajnie marznie. Jemu też nie było szczególnie ciepło, ale miał to szczęście, że siedział plecami do wiatru, w czego efekcie nie dokuczał mu on aż tak mocno.

Aaren Wayford - 2016-10-05, 20:28

-Podobało mi się tamto mieszkanie.- przyznała na głos, wracając myślami do poprzedniego lokum bruneta, wiązała z nim miłe wspomnienia choć też uczestniczyły w nich te mniej przyjemne, jak przeprowadzanie operacji na łóżku. - Ale w końcu to Tobie ma się podobać, wynajmujesz je z kimś?- pociągnęła temat dalej zainteresowana kwestią współlokatora bądź współlokatorki, choć nie zamierzała drążyć. Ciekawość zwyczajnie wygrała.
- Byłam w Moskwie na szkoleniach, musiałam przejść specjalistyczny trening i przygotowanie do egzaminów. Na szczęście udało mi się je zdać i niedługo mam dostać tutaj awans, ten o którym mówił wcześniej mój ojciec. Jak widać wcale nie jest potrzebna do tego przeprowadzka.- odpowiedziała krótko i zwięźle na temat, nie mając żadnych powodów aby ukrywać przyczynę wyjazdu.
- Czytasz mi w myślach, jak zawsze...- uśmiechnęła się mimowolnie, sama do siebie. - Gdzie chciałbyś iść? Chyba, że pójdziemy do mnie.- zaproponowała nie wiedząc jakie miejsce mogliby wybrać na dalszą część rozmowy. - Paskudna pogoda.- pocierając swoje ramiona sięgnęła po kawę aby dopić ją do końca, skoro zaraz mieli się zbierać.

Anonymous - 2016-10-05, 21:08

W odpowiedzi skinął krótko głową, nie rozwijając jednak tematu. Wciąż nie miał on większego znaczenia, tym bardziej że nie spodziewał się, że Aaren kiedykolwiek natknie się na Octavię. Nowe mieszkanie raczej nie sprzyjało spotkaniom towarzyskim czy prywatności.
- Mieszkam niedaleko. Przy okazji sama zobaczysz jak to wygląda - zaproponował, wzruszając przy tym ramionami, jako że było mu wszystko jedno dokąd właściwie pójdą. Załóżmy jednak, że wybór padł na jego mieszkanie, więc wkrótce udali się w jego stronę. /zt

Aaren Wayford - 2016-10-05, 21:10

- Prowadź.- mruknęła i wstała od stolika, zapłaciła rachunek i razem z brunetem udała się pieszo w stronę jego mieszkania.
/zt

Alexander - 2016-10-11, 11:09

Jasne ! Wszystko w ogóle przemilczmy, bo po co gadać :lol2: Gadanie bywało czasem potrzebne, a czasem zbędne. Odpowiedział delikatnym uśmiechem i obserwował kobietę, wsłuchując się jednocześnie w jej słowa.
-Źrebaki ogólnie są słodkie. - odparł. Szkoda że potem wyrastają z nich diabły wcielone. Imię klaczki obiło mu się o uszy, może nawet ją widział. Jednak dość sporo koni mieszka w Orchardzie i ciężko wszystkie spamiętać. Uroczy ojciec, to urocza córka na zabój wręcz 8-) :lol2:
-Na razie tylko ogiera Carcassonne, ale czekam na narodziny i przyjazd źrebaka z innej stajni. Jednak będzie dzieckiem tutejszego konia, dlatego zdecydowałem się na jego kupno. - nawet nie wiedzieli, że oba konie będą miały wspólnego ojca. Może będą potem je do siebie porównywać? Jak to mówią w końcu ludzie, świat bywa strasznie mały i to było właśnie teraz widać. Mogli gadać o koniach, a mogli o wszystkim i niczym zarazem. Kto im w końcu zabroni? Nie spodziewał się nagłego obrotu sprawy i kiedy ciecz się wylała na stół, on się odruchowo odsunął. Nie chciał być cały w kawie, poniekąd ten ruch mu się udał i kawa go minęła podczas płynięcia po stole.
-Najlepszym się zdarza. - odparł i również zabrał się za wycieranie stolika. Mruknął coś zarazem do kelnerki, że niech nie stoi jak słup tylko idzie po jakieś szmaty.

Hayley - 2016-10-21, 13:48

Kawiarnie zawsze były dobrym miejscem do spotkań, a Starbucks miał tę dodatkową zaletę, że sytuował się niedaleko uczelni Hayley. Dzisiaj do 18 miała wykłady, pomiędzy którymi wkradło się trzygodzinne okienko. W tym czasie powrót do domu był nieopłacalny ze względu na dużą odległość, ale już wyjście na miasto miało rację bytu. Często w tym czasie wychodziła coś zjeść, po prostu nie widząc sensu w bezproduktywnym siedzeniu na uczelni. Dzisiaj nie było inaczej. Po około 10 minutach była na miejscu umówionego spotkania z Tonym i chociaż domyślała się, że chciał porozmawiać, nie mogła zaoferować zacisznego kąta swojego domu. Zajęła miejsce możliwie najbardziej oddalone od innych stolików i zdjęła płaszczyk, czekając na pojawienie się bruneta.
Anonymous - 2016-10-21, 14:24

Opuszczając komisariat był pewien, że musi porozmawiać z Hayley. Poczekał z tym jednak do kolejnego dnia, bo nie była to nagląca sprawa, a lepiej, żeby emocje nieco opadły.
O omówionej godzinie pojawił się w kawiarni i rozpinając kurtkę, rozejrzał się po pomieszczeniu, szybko odnajdując przyjaciółkę wzrokiem. Posłał jej lekki uśmiech, po czym ruszył w jej kierunku. O ile wstała na chwilę, powitał ją przyjacielskim uściskiem, po czym usiadł naprzeciw, kurtkę zawieszając na oparciu. - Masz okienko? - Zagadnął, nie chcąc tak od razu wyjść z nurtującym go pytaniem.

Hayley - 2016-10-21, 14:41

Uśmiechnęła się, widząc postać zbliżającego się Bruneta. Zgodnie z przypuszczeniami wstała, obejmując go lekko, by w chwilę później zająć miejsce naprzeciwko Tonego.
- Tak, jeszcze jakieś dwie i pół godziny – posłała mu wymowne spojrzenie pełne czystej dezaprobaty względem pomysłu takiego rozplanowania zajęć. Nie znosiła tak zawalonych piątków, które gdyby nie okienka, skończyć mogły się o wiele wcześniej. A tymczasem na ostatni wykład musiała czekać i plątać się bez celu po szarych ulicach, nie chcąc pomijać zajęć tylko przez swoje lenistwo. Później naturalnie do domu wracała już w ciemności i chociaż korzystała z komunikacji miejskiej, wciąż po opuszczeniu autobusu musiała przejść kawałek do swojego domu zupełnie sama. Zapewne gdyby nie groźby, nie przeszkadzałby jej taki stan rzeczy, ale w ostatnim czasie, zwyczajnie się bała.
- Mam nadzieję, że od następnego semestru nie będę miała aż tylu okienek, albo przynajmniej nie będą rozplanowane tak bezsensu. Ale w sumie nieważne. Coś się stało? – Nie mogła darować sobie wywodu na temat bezsensownych, nikogo nieinteresujących spraw bieżących, ale na szczęście pamiętała po co tu przyszła.

Anonymous - 2016-10-21, 14:52

- Nie zazdroszczę - skwitował, w duchu dochodząc do wniosku, że takie samozaparcie jakim mogła się pochwalić Hayley, naprawdę było godne podziwu. Jemu na pewno nie chciałoby się czekać. I chociaż nie miałby problemu by wrócić na ten czas do domu (wszakże w większości przypadków poruszał się autem), to pewnie nie chciałby go już opuszczać. Na pewno nie dla uczelni. Właśnie dlatego nie zagrzał tam nawet chwili i wcale mu tego nie brakowało.
- Kim jest dla Ciebie Paul Craven? - Zapytał wprost, nie zważając na to, że niekoniecznie była to odpowiedź na zadane przez Hayley pytanie. Tony miał już parę teorii, ale właściwie bardziej chodziło mu o szczegóły tej relacji i stopień zażyłości, niż na wiedzy czy to jej wujek, ojciec chrzestny czy ktokolwiek inny.

Hayley - 2016-10-21, 15:07

Zaskoczona tak dziwnym pytaniem, spojrzała na Tonego z niezrozumieniem i zamilkła na chwilę. Nie dlatego, że zastanawiała się nad odpowiedzią, a dlatego że nie rozumiała okoliczności w jakich mogłoby dojść do znajomości przyszywanego wuja z młodym Wayfordem. Niemniej nie unikała odpowiedzi, po prostu nieświadoma tajemnic łączących tę dwójkę.
- Jest moim chrzestnym. Tata przyjaźni się z nim od studiów – Odparła po prostu, choć można powiedzieć, że na jej zdezorientowanej twarzy pojawiła się też nuta zainteresowania. Nieznacznie pochyliła się do przodu i oparłszy łokcie o blat, przygryzła dolną wargę.
- Jest jak mój drugi ojciec. Skąd go znasz?

Anonymous - 2016-10-21, 15:20

Jak drugi ojciec. Mogło być gorzej? W oczach Tonego mignął cień zwątpienia, ale zaraz ponownie nawiązał kontakt wzrokowy z Hayley. Nie wymyślił sobie zastępczych okoliczności, więc zamierzał jej przedstawić prawdę, która przecież żadnego z nich - ani Wayforda, ani Cravena - nie stawała w złym świetle. To była przecież zwykła formalność.
- Byłem wczoraj na komisariacie. Zostałem wezwany na przesłuchanie, bo podobno mogłem coś wnieść do sprawy - wytłumaczył spokojnie, na chwilę milknąc i uważnie obserwując zmiany zachodzące w mimice Hayley. Wiedziała, w jakim towarzystwie się obracał i nie powinny jej dziwić takie historie. Może nie zareaguje źle na taką nowinę. Szczególnie, że Tony nie wyglądał na przejętego. - Twój chrzestny mnie przesłuchiwał, pytał też o groźbę... I po prostu od słowa do słowa wyszło, że jesteście ze sobą blisko. Trochę mnie to nurtowało, bo nigdy nie mówiłaś, że masz w rodzinie policjanta - odpowiedział, szczerze licząc na naiwność Hayley, bo sam słyszał, że jego wyjaśnienia brzmiały co najmniej dziwnie. Zachowywał się jednak naturalnie, więc była szansa, że Hayley nie nabierze podejrzeń.

Hayley - 2016-10-21, 15:42

- Coś z narkotykami? – upewniła się, próbując nie okazywać jakiegoś rodzaju niepewności powoli ogarniającej umysł. Miała nadzieję, że nie wpakował się znowu w jakieś kłopoty i w swoim czasie nie wyjdą na jaw nowe okoliczności tej wizyty, ale kolejne słowa tylko potwierdziły jej obawy. Coś było nie tak. Mocno nie tak, bo przecież tak absurdalnego argumentu nie dało się wysunąć samoistnie.
- I dlatego chciałeś się spotkać...? – wciąż miała spokojny ton głosu, w którym teraz można było dostrzec skrajne zwątpienie i pewność, że Tony coś kręci. Zamilkła na dłuższą chwilę, wbijając wzrok w blat stolika, jakby próbowała dać sobie chwilę na nabranie dystansu.
- Nie okłamuj mnie – poprosiła w końcu z cichym westchnieniem. Przeczesała palcami włosy, by w końcu uśmiechnąć się smutno.
- Znowu bierzesz jakieś świństwo, tak?

Anonymous - 2016-10-21, 15:52

Skinął krótko głową w odpowiedzi na pierwsze z pytań. Nie spodobało mu się jednak narastające zwątpienie Hayley, ale do ostatniej sekundy nie dał niczego po sobie poznać. Dopiero gdy okazało się, że pomyślała o tym, że Tony mógł znowu zacząć brać... Ledwo powstrzymał się przed westchnieniem z ulgi, która go ogarnęła wraz z tym wnioskiem.
- Nie. Nie biorę - westchnął, żałując, że nie może powiedzieć inaczej. Byłoby prościej, ale przecież dał jej słowo, że już do tego nie wróci. Wiedział, z czym wiązało się złamanie tej obietnicy. - Mój dobry kumpel jest w to zamieszany. - Dodał, w myślach karcąc się za swoją głupotę. Mógł zapytać kogoś, kto nie nabrałby podejrzeń, albo użyć innych słów. Wymyślić jakąś historię.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group