To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy Belmont Park

James Stocke - 2018-05-22, 13:56

Po poprzednim wypadku na torze już nie było śladu. Kiedy pojawiła się możliwość wystartowania w kolejnych wyścigach, które tym razem odbywały się w jego domowej stajni. Oczywiście startował ze swoją podopieczną Princessof. Znali się długo i rozumieli się jak mało kto, co na pewno wpływało pozytywnie na ich pracę na torze. W dniu zawodów przyjechał pod stajnię Audi, by od po krótkiej chwili w socjalu znaleźć się pod boksem gniadoszki. Przywitał się z nią i zaraz zabrał na myjkę, gdzie wyczyścił i osiodłał klacz. Kiedy w końcu oboje byli gotowi ruszyli na rozprężąlnie w pobliżu toru, gdzie odpowiednio rozgrzał ją długo w stępie i kłusie, a o wiele krócej w galopie. Kiedy byli już odpowiednio rozgrzani i nadszedł czas na gonitwę, skierował ją w stępie na tor na którym zaraz mieli się ścigać. Panowała o dziwo dość średnio nerwowa atmosfera, co było dziwne jak na zawody wyścigowe. Z pomocą luzaka udało im się wejść nawet bez większego trudu do ich boksu, gdzie przygotowali się do startu. Ubrał w tym celu gogle, złapał wodzę oraz grzywę klaczy i podniósł się w siodle do odpowiedniej pozycji. W końcu bramki się otwarły, a on cmoknął od razu i zachęcił ruchem rąk do biegu. Klacz wiedziona jego pomocami i swoim doświadczeniem szybko wyskoczyła z bramki na swój tor. Biegli dość blisko płotu na drugim torze od wewnętrznej, a klacz wyskoczyła jako jedna z pierwszych i dzięki temu zachowała swój tor. Nie rozpędzał jej oczywiście na tym etapie, ale prosił ją o zachowanie energicznego tempa. Na całość dopiero mieli pójść na ostatniej prostej.
Eviline - 2018-05-22, 18:23

POST POZA KOLEJKĄ. /MG
Pierwszy dzień na wyścigach przeważnie bywał najbardziej chaotyczny, jednak starzy bywalcy byli już chyba całkowicie obojętni na otaczający ich rozgardiasz i robili swoje. Ev przed gonitwą zabrała się za przywitanie z Knightem, a później z pomocą luzaka wyczyściła i osiodłała ogiera, dokładnie sprawdzając każdy element osprzętu, jak i samego ogiera, mając nadzieję, ze dzisiaj będą mieli dobry dzień.
W trakcie rozgrzewki wybrali sobie odosobnione miejsce, gdzie kobieta starała się uspokoić i nie dać porwać emocjom, które mogły zacząć się jej udzielać od otoczenia. Postanowiła całkowicie skupić się na rozciągnięciu ogiera, dając mu solidną dawkę stępa i kłusa, przy okazji robiąc masę przejść, kół i mniej sprecyzowanych figur.
Kiedy nadszedł czas wchodzenia do bramek, kobieta skierowała tam ogiera i z lekkimi trudnościami, oraz pomocą luzaka jakoś udało im się dostać do bramki mimo ogólnego chaosu, jaki miał miejsce przy wchodzeniu, gdzie ewidentnie niektóre konie dały się ponieść emocjom, a innym zaczęło się to udzielać. Ev odetchnęła, gdy tylko bramka została zamknięta i standardowo przystąpiła do poprawienia postawy, wodzy i gogli, by na koniec móc w pełni skupić się na tym co miała przed sobą.
Wraz z otworzeniem bramek, wypchnęła ogiera, by jak najszybciej z nich wyjść i jak się okazało, wyszli w pierwszej kolejności. Kobieta skierowała ogiera do wewnętrznej, cały czas pozwalając mu rozwijać tempo na tej prostej, aż do osiągnięcia poprawnego rytmu i stosownego do gonitwy tempa, którego nie można już nazwać ślimaczym. Tak też chciała się utrzymać do zakrętu, niezbyt przywiązując się do swojego miejsca w stawce, gdyż wiele mogło się jeszcze zmienić, a to dopiero początek gonitwy.

Rozalia - 2018-05-22, 19:54

Nie były to pierwsze dla mnie wyścigi, lecz tylko głupi się przed takim ryzykiem nie stresuje. Startowałam na Thunder, którą poleciła mi jedna z pracownic Orchardu, tym samym kilka godzin przed startem znalazłam się w boksie Thunder, wpierw dbając o poznanie i zaakceptowanie mojego zapachu. Następnie zabrałam ją na myjkę, gdzie ogarnęłam cały sprzęt, wyczyściłam ją i osiodłałam, dbając o wszelkie wymogi zawarte w przepisach, coby nie było żadnych komplikacji. Po tym zaś zabrałam ją na rozgrzewkę, stępując wpierw w koło, idąc przy pysku by uspokoić jej rozszarpane nerwy, następnie zaś biorąc ją na lonżę, w której zaserwowałam dawkę kłusa w obie strony. Na sam koniec dopięłam sprzęt i założyłam swój ekwipunek, aby udać się wraz ze znajomym w stronę bramek. Skorzystałam z zaoferowanej przez niego pomocy w znalezieniu się na grzbiecie klaczy, praktycznie od razu wkładając nogi w strzemiona i łapiąc za wodze, na których wsparłam luzaka w prowadzeniu klaczy do boksu. Presja narastała, mimo to jak na wszystkich moich gonitwach podeszłam do tego standardowo - ze spokojem i racjonalnym myśleniem. Poprawiłam dosiad, wpierw unosząc tyłek lekko nad siodło i nasuwając na oczy gogle, aby przybrać odpowiednią długość wodzy i złapać kawałek grzywy w dłonie wraz z nimi. Akcja.
Wyciągnęłam dłonie wzdłuż szyi klaczy, lekko unosząc tyłek wraz z jej susem galopu i wzmocniłam kontakt po pierwszej fouli, by silnie walczyć o tor wewnętrzny. Ryzykownie, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Patrząc nadal pomiędzy uszy klaczy skręciłam nią w wolnym miejscu na wewnętrzną pozycję, blokując zapewne konie biegnące za mną wpakowaniem się przed nie. W racie konieczności zaserwowałam klaczy bat, aby przyśpieszyła, choć wątpię, by było to konieczne. Ukrywszy się za jej szyją uniosłam tyłek ku górze i wzmocniłam kontakt, aby kontrolować foule klaczy i zaplanować dalszą akcję.
/teraz moja kolejka jak się orientuje/

Princessof the Nile - 2018-05-23, 13:46

Poranek jak dotąd przebiegał mi spokojnie, atmosfera była nieco bardziej żywiołowa niż zwykle, więc miałam swoje podejrzenia, ale póki co spokojnie krzątałam się po swoim boksie, zajmując swoimi sprawami, dopóki nie przyszedł James Przywitała go entuzjastycznie, uradowana jego widokiem. Ze względu na wypadek na poprzednich wyścigach rzadziej go widywałam, dopóki się całkiem nie wykurował. Na szczęście ostatnio miałam okazję do treningu, pomimo to jak zawsze po dłuższym pobycie w boksie korciło mnie do zwiększonej aktywności ruchowej. Mimo to nie utrudniałam właścicielowi zabranie mnie w boksie, a następnie wyczyszczenie i osiodłanie na myjce. Gdy lśniłam czystością, a na sobie miałam siodło i inny nieodzowny ekwipunek, a James również był gotowy ruszyłam za nim na rozprężalnię. Tam rozgrzaliśmy się najpierw długo w stępie, a następnie w kłusie. Długa rozgrzewka w tych chodach zwykle mnie niecierpliwiła, ale wiedziałam, że tak trzeba. Na koniec rozgrzaliśmy się w galopie, gdzie ciut spuściłam z siebie pary, lecz zdecydowanie mi jej nie zabraknie na sam wyścig. Po zwolnieniu znowu do stępa skierowaliśmy się w końcu na tor. Przy wchodzeniu do bramek panowała dość spokojna atmosfera, więc zawahałam się tylko na chwilę po czym pewnie wkroczyłam do znajomej ciasnej przestrzeni, oczekując na otwarcie bramek co będzie sygnałem do startu. Gdy bramki się otwarły wiedziona nabytym instynktem i doświadczeniem wyścigowca wyskoczyłam ze swojej dość sprawnie, co dało mi jeden z lepszych startów. Mieliśmy pierwotnie drugi tor, który najwyraźniej odpadał Jamesowi i mi z resztą też, a dobry start sprawiał, że mogłam go dość spokojnie zająć, ewentualnie broniąc go przed zakusami innych par. Galopowałam energicznie po torze, patrząc przed siebie, uważając jednak na inne konie i ich dżokejów. Chociaż mój galop był energiczny, aktywny, ale równy to nie było to jeszcze tempo, w którym mogłam zaszaleć. Na razie dałam się temu tempu nieść, bo pozwalało mi na oszczędzenie energii na finisz, a przy tym nie wlekłam się po torze jak ślimak.
Thunderhead - 2018-05-23, 16:41

Dla klaczy nie były to pierwsze zawody wyścigowe, aczkolwiek startowała pod sobie całkiem obcą osobą. Na szczęście należała do koni mało problematycznych, co ułatwiało znacznie zadanie. Klacz od rana wiedziała ze coś się święci, bo w stajni panowała nerwowa atmosfera i było straszne zamieszanie. Widząc pod swoim boksem Rosalie szybko się nią zainteresowała, by podejść i się z nią zapoznać. Była raczej typem pieszczocha w stajni, to na torze robiła się z niej lekka diablika o piekielnym charakterze. Pomagało jej to głównie w startach, a i przynosiło pożądane efekty. Krótko później trafiła z kobietą na myjkę, gdzie dała się szybko i sprawnie wyczyścić oraz osiodłać. Już wtedy wiedziała co na pewno się wydarzy i dreptała nerwowo w miejscu co jakiś czas, nie mogąc się doczekać. Nie było to jednak groźne dla kobiety czy jej pracy. Potem poszły na rozgrzewkę, gdzie już klacz była nieco bardziej podekscytowana i nieco trudniej było nad nią zapanować. Jednak nie było to nie niemożliwe, a nerwowość kobiety i klaczy na pewno tej pierwszej nie ułatwiało zadania. Kręciła się najpierw z kobietą w kółko, a potem nieco na lonży w kłusie. Klacz dała się bez problemowo dosiąść, ale z wejściem do boksu było nieco problemu. Ostatecznie jednak trafiła do środka, gdzie została zamknięta. Podobnie jak niemal we wszystkich poprzednich gonitwach była jedyną klaczą w stawce - przynajmniej z Orchardu. Mimo że nie którzy uważali jej płeć za słabą, ona pokazywała że należało się z nią liczyć. W boksie dreptała nerwowo i prychała, nie mogąc się doczekać startu. Usłyszała na raz charakterystyczny dźwięk co spowodowało spięcie zadka i po otwarciu się bramek wyskoczyła żwawo na swój tor, robiąc ogromny sus w przód. No jak na araba. Udało się jej wyjść jako jednej z pierwszych, co dawało im naprawdę dobry start. Od razu zaczęła energicznie galopować przed siebie, pracując mocno swoim rudym zadkiem jako napędem ruchu. Jednak nie rozpędzała się tutaj jeszcze do granic możliwości, bo to nie odpowiadało jej taktyce i możliwością. Jednak nie ślimaczyła się ani nie planowała zostać w tyle. Mając taką możliwość przesunęła się na bardziej wewnętrzny tor, który był wolny z racji tego że jego "właściciel" wyskoczył i był dalej za Thunder w stawce.
Aiden Craven - 2018-05-24, 09:37

Blondyn już dawno nie miał możliwości wzięcia udziału w gonitwie dwuletnich koni, a wszystko dlatego, że w stajni brakowało konia, na którym mógłby wystartować. Dlatego gdy tylko pojawiła się taka możliwość, a szefostwo udostępniło mu Shenanigans, Aiden był szczęśliwy. Co prawda nie znał klaczy tak jak "swojego" Soul Eatera czy Parnassusa, ale przecież miał już z nią kiedyś do czynienia, więc nie była to znowuż taka wielka niewiadoma...
Do wyścigu przygotował gniadą zupełnie sam, nawet nie dysponując ludźmi, którzy mogliby zrobić to za niego. Starannie i uczciwie rozgrzał ją przed wprowadzeniem do bramek, woląc zapobiec ewentualnej kontuzji, o którą w tym sporcie było wyjątkowo łatwo. Wreszcie, gdy byli już gotowi, stępem udał się w kierunku bramek, do których zostali wprowadzeni przez luzaka. W razie trudności Aiden starał się uspokoić gniadą, jednocześnie pozostając stanowczym, co ostatecznie powinno ją skłonić do zajęcia miejsca w pierwszym startboksie. Znając technikę klaczy, miał nadzieję wykorzystać ich pozycję na torze, do czego było mu jednak potrzebne szybkie wyjście z bramek.
Poprawił gogle, po czym równomiernie obciążył strzemiona, przyjmując pozycję startową. Trzymał wodze krótko, pewnym chwytem i w skupieniu wyczekiwał otwarcia bramek. Gdy owa chwila nadeszła, wypchnął Shenanigans do galopu, szczęśliwie uzyskując nie najgorszy start. Trzy inne konie były odrobinę szybsze, ale żaden z nich nie wpadł na pomysł zajęcia im toru, co dla Aidena stworzyło wręcz idealne warunki. Trzymając się swojego toru, blisko krawędzi, zaczął rozpędzać Shenanigans, pragnąc by zachowała swoją pozycję. Na ten moment nie mógł mówić o wyprzedzeniu całej stawki, ale mógł za to walczyć o to, by nikt ich nie przyblokował z przodu, co mogłoby im pokrzyżować plany. Póki co wszystko zdawało się iść zgodnie z planem.

Liam - 2018-05-24, 12:19

Liam miał w trzydniowych wyścigach tylko jeden start i to już standardowo na jednym z koni swojej siostry. Tak jak poprzednim razem trafił mu się Bashayer, wyjątkowo urodziwy ogier, jednak nie należący do grzecznych miśków, przynajmniej jeśli chodzi o samo zachowanie na torze, czy przy ogólnej pracy, a zaś w stajni ogier był prawdziwym łasuchem skorym do pieszczot, co Liam często wykorzystywał. Dziś krzątał się przy arabie od rana, próbując mu zaserwować jak najwięcej swojego towarzystwa, a przy okazji mógł dokładnie wszystko dopiąć na ostatni guzik.
Po skończonych przygotowaniach udali się na tor, gdzie Liam prędko wsiadł na ogiera z pomocą luzaka i rozpoczął rozgrzewkę, witając się przy okazji z innymi jeźdźcami, choćby skinięciem głowy. Znalazł miejsce dla siebie i Basha, po czym krążył do znudzenia w stępie, wyginając ogiera w różnych kierunkach. To samo zresztą powielił w kłusie, cały czas próbując wstrzymywać ogiera, bądź obracać go na koła, jeśli ten próbował przyspieszyć. Do bramek udali się wstrzymanym galopem, tym samym móc w pełni sprawdzić, czy siodło nie spada, strzemiona się trzymają i potwierdzić również, że chód ogiera nie wzbudza wątpliwości, a z jego nogami wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Z pomocą luzaka i lekkimi trudnościami zostali wprowadzeni do boksu startowego, gdzie Liam dopiął kask i założył gogle, a następnie przybrał pozycję typowo startową, obserwując rozciągający się przed nimi tor spomiędzy uszu ogiera. Nie mówił nic, nie nucił, nie klął, tylko czekał, miał pełen zapas cierpliwości.
Wraz z sygnałem i otworzeniem się bramek wypchnął Basha wprzód, posyłając go usilnie do przodu i mobilizując z każdym wykrokiem. Mimo prób nie mieli najlepszego startu, choć mężczyzna całkowicie się tym nie przejmował, gdyż wiedział, że nie z takich pozycji wygrywały co niektóre pary. Mieli daleko usytuowaną bramkę, dlatego też Liam od razu próbował przepychać się do wewnętrznej, tym samym próbując na skok wyprzedzić co poniektórych, o ile im się to udało. Teraz za cel postawił sobie znalezienie najbardziej dogodnego dla nich miejsca w stawce, by mieć czego pilnować.

Bashayer - 2018-05-24, 13:42

stajni pozostawał całkowicie zrelaksowany, nawet na moment nie dając się ponieść panującym tu emocjom. Uważnie obserwował otoczenie przy okazji będąc dopieszczanym przez Liama do chwilę. W trakcie czyszczenia i siodłania nie sprawiał żadnych problemów, cierpliwie znosząc zabiegi pielęgnacyjne.
Dopiero w momencie wyjścia z stajni i dotarcia na tor Bashayer zaczął zdradzać oznaki zdenerwowania. Stał się czujny i bardzo uważny, będąc przy tym mało przyjemny w obsłudze. Rżał donośnie w stronę inny koni nie potrafiąc ustać przy tym w miejscu. Poskutkowało to tym, że Liam musiał wskoczyć na niego w biegu tuż po tym jak jeden ze luzaków próbował zatrzymać ogiera w miejscu, a drugi starał się podrzucić mężczyznę.
Ostatecznie wkroczyli na teren toru, gdzie stępując ogier nie pozwalał się za bardzo przytrzymywać, podobnie było w kłusie, w którym nie pozostali zbyt długi i ostatecznie udali się galopem w stronę bramek.
Podczas wejścia do boksu startowego kary stawiał opór, ale nie na tyle, aby opóźnić start gonitwy. Zaparkowany i zamknięty czekał już tylko na sygnał do startu, a gdy ten rozbrzmiał od razu wystartował z bramek, od samego początku nabierając tempa, które miał utrzymać aż do końca wyścigu. Umiejętne rozkładanie sił wierzchowca miało zapewnić im wygraną, dlatego Liam nie powinien przejmować się końmi, które już teraz znacząco ich wyprzedzały.
Mknąc przed siebie Bashayer nie miał większych problemów z przemykaniem pomiędzy końmi, tylko po to, aby móc obrać najbardziej optymalną pozycję. Ignorując rywali odważnie i pewnie galopował nabierając przy tym tempa, ale też uważnie obserwując inne konie.

Aiden Craven - 2018-05-24, 15:37

Po rozprężeniu konia, Aiden udał się z ogierem w kierunku bramek startowych. Został im przypisany startboks z numerem pierwszym, a więc najbliższy wewnętrznej krawędzi toru, co mogło tylko cieszyć Aidena, który doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego koń nie jest najszybszy.
W oczekiwaniu na start, poprawił gogle, złapał mocniej i krócej obie wodze, a także przyjął pozycję startową, w której równomiernie obciążył oba strzemiona. Starał się maksymalnie wyciszyć i skoncentrować, by w momencie otwarcia bramek wykazać się szybką reakcją, ale jak się niebawem okazało, jego starania na nic się nie zdały. Być może to wszechobecny chaos i rumor, towarzyszące startowi, zdekoncentrowały Parnassusa na tyle, że opuścił bramki jako jeden z ostatnich. Większość koni jednak podzieliła jego los, więc w gruncie rzeczy wszyscy ruszyli zwartą grupą, ale dla Aidena i tak było to mało pocieszające, bo ich sukces mógł zależeć właśnie od tych początkowych sekund. Dopóki miał jakiś prześwit, próbował się przebić na początek, ale jeśli nie było to możliwe, pozwolił po prostu nabierać karemu prędkości i siedzieć innemu koniowi na ogonie, w oczekiwaniu na to, że po minięciu pierwszego zakrętu sytuacja jednak się poprawi.

Parnassus - 2018-05-24, 16:19

Zdekoncentrował się przed startem napiętą atmosferą i coraz mocniej narastającymi emocjami. To nie był jego dzień, toteż już po wyjściu z boksu zaczął caplować, mocno ganaszując szyję. Przeżuwał wędzidło, od czasu do czasu odwracając głowę w stronę ludzi czy przedmiotów szczególnie rzucających się w oczy. Jeszcze zanim wszedł do bramki oblał się potem, ostatecznie jednak stosunkowo grzecznie wchodząc do wnętrza małego boksu z którego miał ruszyć po otwarciu bramek startowych. Niestety, dziś nie wyszedł jako jeden z pierwszych. Z kilkusekundowym opóźnieniem ruszył po sygnale, niemal od początku narzucając konkretne tempo. Mimo wyraźnego braku formy, natychmiast górę wzięły dobrze wypracowane nawyki i temperament, a ogier dążył do objęcia prowadzenia.
Delfinek - 2018-05-24, 17:32

Nie był to Delfinowa pierwsza gonitwa, lecz pierwsza na której startowała na swoim nowym nabytku - ogierze Kind of Magic. Znalazła się więc w stajni dość wcześnie, by wpierw ogarnąć swoje masztalerzowe obowiązki, a następnie udała się do boksu ogiera. Tam go trochę pomiziała, dała kostkę cukru dopiero po dłuższej chwili zabierając go na myjkę w celu przygotowania. Prezentował się pięknie z różowymi fragmentami oraz widniejącym na ich komplecie numerem 2. Zaraz po przygotowaniu na myjce udała się z ogierem w swobodne, pozbawione gapiów miejsce aby tam zarzucić mu długie stępowanie i rozkłusowanie, z kontrolą, by się nie zmęczył biedaczyna. Czekało go jeszcze starcie w końmi, które w Orchardzie startują już bardzo długo, mimo to wierzyła w karego i to, że mu się jednak uda.
Udając się z ogierem do miejsca, gdzie stała właściwie większość dżokejów przywitała się z każdym, następnie korzystając z pomocy luzaka, w końcu owszem, uważała, że takie codzienne rytuały budują relację, lecz wskoczenie na grzbiet rozochoconego ogiera wyścigowego mając 155 może być doprawdy problematyczne. Mimo to z pomocą luzaka udało się znaleźć na jego grzbiecie, następnie zaś w boksie. Nie spoglądała na boki, skupiając się na dopełnieniu szczegółów, jak gogle czy dosiad, który przyjęła lekko niższy aby wspomóc ogiera w susie. Wybiegli i dało się zauważyć wolniejszą reakcję karego, niżeli reszty. Nie martwiła się tym jednak wspomagając go w skierowaniu się na tor obok, który był mniej przyblokowany. Uniosła tyłek ku górze, chowając się za szyją ogiera i spoglądając pomiędzy jego uszami na tor przed nimi. Wróciła dłońmi o dosłownie dwa centymetry bliżej swojego ciała, ograniczając po początkowych foulach jego możliwości i zniżyła tułów pozwalając po prostu biec. Nie powinna obecnie nadrabiać, miała na to plan, lecz ogier miał technikę, jaką miał i nie powinno się w to teraz ingerować.
/ jak smutno, że mi wcięło oryginalny post :c

Shenanigans - 2018-05-24, 18:33

Dawno nie startowała, więc w końcu nadszedł ten upragniony dzień, w którym będzie mogła trochę powalczyć. Na szczęście miał dosiadać ją Aiden, który chociaż trochę ją znał i orientował co do jej zachowania.
Z rana rutynowo kręciła się po boksie, zauważając wzmożony ruch stajni, widocznie spowodowany przygotowywaniami do gonitwy. Chłopaka traktowała raczej neutralnie, bardziej skupiając się na pozostałych koniach, niż na nim. Podczas rozgrzewki była na początku sztywna i spięta, często próbując wyszarpać z dłoni Aidena wodze, podrzucając nerwowo łbem. Podczas stępa caplowała, zaś w kłusie koniecznie spieszyło jej się do przejścia w galop. Była mocno podekscytowana całym tym zamieszaniem, nie mogła się skupić i poza tym miała spory nadmiar energii. Z czasem jednak ochłonęła na tyle, że dżokej nie miał z nią problemów. Niepewnie zbliżała się do bramki, widać było, że nieco "zdziczała" i miała problem nawet z tym, co było wcześniej dla niej łatwizną. Stojąc już w boksie, stała już bardziej opanowana niż przed nim, czekając na jego otwarcie. Wraz z otwarciem sprawnie wyskoczyła naprzód, od razu pchając się mocno zadem. Od razu chciała przybrać jak najszybsze tempo, postępując zgodnie z swoją techniką. Od razu zaangażowała większość partii ciała do ciężkiej pracy i skupiła się na torze, spoglądając na konie przed nią, które jeszcze bardziej motywowały ją do szybszego biegu.

Kind of Magic - 2018-05-24, 20:30

Kind również nie startował w swojej pierwszej gonitwie w Orchardzie, ale tym razem miał okazję odbyć pierwszą pod swoją nową właścicielką. Oczywiście nie miał o tym pojęcia, ale z pewnością zauważył zwiększoną częstotliwość przybywania do niego owej osóbki, a także regularniejsze treningi, na których mógł rozwijać swoje umiejętności. Nie zdziwiło go więc, że ta pojawiła się ponownie w stajni przy jego boksie i ochoczo przywitał ją przeróżnymi umizgami, w międzyczasie chętnie częstując się wszelkimi, oferowanymi mu, słodkościami. Na myjce zachowywał się dość grzecznie, jak na wiecznie nabuzowanego araba, pomimo umieszczenia na jego ciele całkowicie niemęskich, różowych dodatków. Uspokoił odrobinę swoje skołatane nerwy, kiedy udali się na spacer stępokłusem w jakieś uboczne miejsce, gdzie z początku całkowicie pragnął dać upust swoim podnietom, by ostatecznie uspokoić się nieco i podlegać żądaniom Delphine.
Wkrótce skierowali się ku ich docelowemu miejscu, gdzie Kind sprawiał chwilowe problemy ze wskoczeniem na jego grzbiet i pomimo usilnych starań luzaka, musieli kilkukrotnie ponawiać próbę. Ostatecznie brunetce udało się zasiąść na jego grzbiecie, a wprowadzenie go do boksu było już nieco łatwiejsze – od małego w końcu przygotowywany był do bramek i to zdecydowanie popłaciło w stresujących sytuacjach, jak te cenne sekundy przed startem. Ograniczony przez ścianki ponownie zrobił się odrobinę niespokojny, acz nie na tyle, by robić cokolwiek rozpraszającego względem Delfina. Stawiał uszy, to tulił, wyczekując momentu startu wyścigu, a gdy ten nadszedł, z lekkim opóźnieniem wyskoczył przez bramkę, od razu angażując się w bieg. Oczywiście nie w stu procentach, gdyż te zachowywał na koniec, ale wczuł się w sytuację i nie zamierzał zawieść ani brunetki ani siebie. Strzygł uszami na boki, nasłuchując dźwięków dobiegających ze wszystkich stron, by w chwilę później skierować się na boczny tor. Powstrzymany na pysku utrzymywał równe tempo, bez żadnego przyspieszania czy ścigania z innymi końmi (w tym momencie), całkowicie poddając się woli dwudziestokilkulatki.

Mistrz Gry - 2018-05-25, 09:26

Eviline, pomimo dobrego startu, mogła zauważyć, że Ebony Knight z jakiegoś powodu nie jest chętny podjęcia się rywalizacji i z trudem przychodziło mu osiągnięcie wyjściowego tempa. Być może ze względu na to, został trochę przyblokowany przez najbliższą konkurencję. W podobnej sytuacji były zresztą konie z późniejszym startem, ale również Thunderhead nie udało się zbliżyć do samej wewnętrznej krawędzi, bo zanim do niej doszła ze skrajnej zewnętrznej, było już tam wystarczająco ciasno za sprawą konkurencji, która takich działań nie podjęła. Na ten moment jednak ciężko było mówić o dokładnej sytuacji każdego z koni, choć po wyjściu z zakrętu może się okazać, że zły start miał jednak spory wpływ na niektóre z nich.


Przed końmi pierwszy zakręt i wyjście na przeciwległą prostą.
Kolejka prezentuje się następująco:
1) Eviline & Ebony Knight 2) Rosalia & Thunderhead 3) Liam & Bashayer
4) Aiden & Parnassus 5) Delphine & Kind of Magic 6) MG - NPC (wszystkie) PODSUMOWANIE AKCJI, koniec kolejki, rusza kolejna.
Każda osoba (nie para) ma 24h na odpis.

Eviline - 2018-05-25, 10:24

Ev poczuła, że Knight niekoniecznie ma chęć podjęcia się rywalizacji, dlatego też kobieta zaczęła nieco intensywniej oddziaływać kostkami i posyłać ogiera wprzód, w końcu jeszcze nic nie jest stracone, kto wie, może i tak straciliby dobrą pozycję. Wystarczyło jej teraz utrzymywanie się w grupie i nie spadanie w dół, a jeśli ogier podejmie wyzwanie, to dziewczyna nawet mu nieba uchyli, żeby tylko pomóc.
Zbliżali się do zakrętu, dlatego też Eviline zaczęła skrupulatne przygotowania, wytrącając swobodnie tempo równo ze stawką, jednocześnie pilnując osiągniętej do tej pory pozycji i starając się mieć sporo swobody wokół siebie, gdyż przyblokowanie mogłoby sprawić, że spadną ponownie ze swojego miejsca.
Wchodząc w zakręt, dziewczyna zmieniła dosiad i przeniosła ciężar ciała, balansując tym samym na grzbiecie ogiera i pomagając mu utrzymać się na zakręcie. Chciała raźnego galopu, jednostajnym tempem, bez żadnego zwalniania, które mogłoby przynieść im kolejne nieszczęścia.
Będąc za połową zakrętu zaczęła ponownie wypuszczać Knighta wprzód, próbując zwiększyć tempo i najlepiej zająć jakieś lepsze miejsce niż dotychczasowe.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group