To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Starbucks

Harley Davidson - 2016-07-21, 13:14

Można było na pewno załagodzić sprawę, opowieść i znaleźć dla przeszłości wytłumaczenie... Po prostu ubrać ją w szczerą skromność. Czy faktycznie była na miejscu? Ludzie, którzy od najmłodszych lat musieli borykać się z brakiem wsparcia i budować własną niezależność, powinni być podziwiani i uznani wręcz za bohaterów swojej codzienności. To nie jest i nigdy nie było łatwe, więc czemu by tego nie docenić?
-Być może dlatego... W sumie całkowicie zmieniłaś swój tryb życia, co? - zmarszczył brwi, ulegając chwilowej myśli - Jak sobie radzisz z barierami językowymi? Rozmawiasz cały czas po angielsku?
Pewnie w mniejszych miasteczkach, na obrzeżach i dzikszych terytoriach angielski wcale nie był takim przydatnym językiem. W krajach Azji czy wschodniej Europy tym bardziej! Z pewnością po kilku dniach pobytu w jakimś kraju znała już kilka bazowych słów, jakieś podstawy języka. Ale za nim do tego dojdzie musi przecież jakoś sobie radzić z takimi problemami. Do tego trochę ryzykuje - z tego co Harleyowi było wiadomo, w Ameryce Południowej mężczyźni mieli poważne problemy z poszanowaniem praw kobiet, szacunkiem wobec nich.
-Nie miałaś nigdy problemów przez to, że podróżujesz sama?
Gdyby z kimś była, z pewnością jej podróże stałyby się bezpieczniejsze. Nie pytał bezpośrednio o miłostki i jej podejście do związków, tego typu pytania zawsze bywały trochę niewygodne i drażniące. Chyba pierwszy raz rozmawiali trochę dłużej i tylko we dwójkę... Wolał nie psuć chwili i po prostu zostawić takie sprawy na później. Z pewnością z podróżowania w pojedynkę też odniosła wiele korzyści: zorganizowanie, umiejętność odnalezienia się szybko w nowej sytuacji, może wśród nowych ludzi i ten specyficzny rodzaj podróżniczego sprytu, który pozwala przetrwać podczas wojaży.
O przyszłość nie ma co się obawiać! Jedynie o pieniądze na kolejne wycieczki - o resztę nie trzeba się martwić. Świat jest w końcu ogromny i zawsze znajdzie się jakiś nieodkryty skrawek świata, jakaś mała wioska, do której można dotrzeć. On sam przemierzał właśnie takie lokalizacje w swoim pięknym wyobrażeniu, error, system nie odpowiada na bodźce z zewnątrz! O ile ruch Anne go nie wybudził, to jej słowa już tak.
-Hmmm, nie wiem, jakoś nigdy nie mogłem przekonać się do Yamah. Chociaż ten model jest wyjątkowo piękny i w moim stylu...
Może z czystego sentymentu postanowił pozostać wiernym swojemu imiennikowi. Wielu innych firm nie próbował, więc po prostu nie miał dość szerokiego porównania, by wybierać po względach głównie praktycznych i po specyfikacjach. W chwili obecnej marzył mu się 1200 Custom... Ale nie zarabia aż tyle i będzie musiał awansować albo pokusić się o kupno używanego.
-Bardzo chętnie! Mogę twój numer w takim razie?
Dawno nie brał od żadnej dziewczyny numeru, ale miał wrażenie, że wyszedł z wprawy i jakoś tak to wyszło bez gracji i delikatności. Już połowa zawartości jego kubka zniknęła, rozpłynęła się w tajemnicznych okolicznościach. W jakiś magiczny sposób ten orzeźwiający płyn znikał niebywale szybko, szczególnie w tak upalne dni!
-Mogę Cię spytać o radę? Trochę zboczę z tematu, przepraszam! Znasz Sarę już od jakiegoś czasu a ja się zastanawiam - może by się przefarbować na platynę. Myślisz, że się wkurzy? - uniósł brew, zawiesił na niej czujne spojrzenie - czy w ogóle będę wyglądał cudownie czy nie bardzo?

Anne Howard - 2016-07-21, 16:06

Próbowała znaleźć odpowiedzi. Wymuszała zdawkowe odpowiedzi od swoich rodziców i braci, nigdy nie doczekując się od nich całej prawdy. Dlaczego akurat ona musiała przez to wszystko przechodzić? Przez pewien czas miała wrażenie, jakby to była jej wina. Jednakże w miarę szybko zdołała się z tego otrząsnąć. Dla swojego dobra nie mogła długo tkwić w takim dołku. Biorąc pod uwagę to, że przez długi czas traktowała była podobnie jak powietrze nauczyła się dbać wyłącznie o swoje potrzeby. To, jak teraz traktuje innych ludzi jest naprawdę niecodziennie, ponieważ dalej powinna być tak wyrachowana i zimna. Przecież tak byłoby o wiele łatwiej. Jednak odpuściła zaraz po tym, jak zdołała się urwać z domu rodzinnego, najpewniej chcąc się jakoś sobie zrekompensować. Przez te lata dusiła się niczym zamknięta w jakimś szklanym naczyniu, dopiero po postawieniu stopy w innym kraju oddychając pełną piersią. Całkowicie nie chciała, aby ją podziwiano, ponieważ uznawała to za swoją codzienność. Oryginalną, ale zawsze codzienność.
- Zgadza się. Jednak wychodzi na to, że taki najbardziej mi odpowiada - uśmiechnęła się niemrawo, robiąc sobie krótką przerwę na zaczerpnięcie powietrza do płuc. Chodząca klimatyzacja była sporym udogodnieniem i potrafiła ją docenić, bo często w Meksyku nie mogła liczyć na takie luksusy. - Głównie korzystam z angielskiego. Z biegiem lat dużym plusem jest to, że ten język staje się coraz bardziej powszechny i można się dzięki niemu dogadać praktycznie wszędzie. Wyjątkiem poniekąd jest mimo wszystko Azja, biorąc pod uwagę to, że starałam się omijać większe miasta. W zasadzie przebywając w pewnym miejscu przez kilka dni człowiek, o ile chce, jest w stanie podłapać trochę podstawowych słów.
Szczególnie było to widoczne, gdy praktycznie po roku stałego podróżowania po raz pierwszy zawitała w Indiach. Nie znała ani jednego prawidłowego zwrotu w hindi, a mimo to nawet komunikacją migową potrafiła porozumieć się z ludźmi, którzy przecież przez pewien czas udzielali jej dachu nad głową. Czasami zdarzało się też dziewczynie stykać z ludźmi mówiącymi po angielski i oni też starali się udzielać pomocnych wskazówek co do tego, jak powinna postępować i gdzie się udać. Ameryka Południowa nie była nigdy jej priorytetem, ponieważ spędziła tam tylko tydzień. I jakoś nie zapałała do niej sympatią. A kolejnym powodem, dla których miałaby się tam udać były oczywiście zbliżające się Igrzyska. Chociaż... sama jeszcze nie wiedziała, czy odwiedzi Rio.
- O dziwo nie. W sumie, jeśli mam być szczera, to i tak nigdy nie spotkałam jeszcze na swojej drodze osoby, która chciałaby się ze mną gdzieś wybrać - wzruszyła ramionami, jednocześnie marszcząc nieznacznie czoło, o czym mogła świadczyć nieznaczna bruzda przebiegające przez jego środek. Nie sądziła, żeby ta relacja, którą zostawiła tutaj z pewnym mężczyzną, mogła w ogóle brzmieć w poważny sposób. Nie czuła się po udzieleniu odpowiedzi na pytanie w Harleya w żaden niekomfortowy sposób, ponieważ uznała to za normalne podejście do sprawy. Być może faktycznie podróżowanie we dwójkę byłoby o wiele łatwiejsze, ale ona polubiła te tygodnie spędzane w samotności. O nic i o nikogo nie musiała się martwić. Nawet jeśli zapytałby ją o związki wprost nie czułaby się skrępowana. Po prostu... miała do tego taki a nie inny stosunek i nie musiał się martwić o jej reakcję. Nadal lekko zamyślona przechyliła kawę ku swoim ustom, wypijając kolejny łyk duszkiem.
- Ja natomiast je uwielbiam. Są najwyraźniej ucieleśnieniem moich marzeń - zaśmiała się krótko, jakby nie wierząc, że spotkała kogoś tak uwielbiającego te maszyny równie mocno jak ona sama. Przez te lata miała okazję próbować jazdy na motocyklach naprawdę wielu marek, ale mimo to zawsze wracała do tej jednej, upatrzonej na samym początku swojej drogi. Skinęła wyraźnie zachęcona pociągnięciem dalej tematu wspólnej jazdy, zaczynając grzebać w swojej torebce w poszukiwaniu swojego notatnika i jakiegoś długopisu. Po kilku chwilach, a może minutach, w końcu podała mu kartkę z zapisanym numerem telefonu, uśmiechając się delikatnie.
Uniosła brew, zastanawiając się nad tym, co właśnie powiedział. Platyna? Spojrzała na niego, próbując wyobrazić go sobie w tym kolorze i szło to jej wyjątkowo topornie.
- Może się nie wkurzy.... Ale na pewno będzie bardzo zdziwiona. Bardzo - powtórzyła dla podkreślenia wagi swoich słów, nadal próbując jakoś ujrzeć ten pomysł w pewien sposób 'na żywo'. - Tak, tak, będziesz wyglądał cudownie!
Ostatnie słowa rzuciła wyraźnie rozbawiona, z trudem utrzymując na swojej twarzy powagę. To nie tak, że ona się z niego nabijała, ale uznała to za dość oryginalne przedsięwzięcie.

Harley Davidson - 2016-08-11, 17:34

-Mam nadzieję, że kiedyś spotkasz kogoś, kto będzie godnym towarzyszem wędrówek...
W zamyśleniu pokiwał głową. Przed oczyma miał jednak nadal lśniące blachy jednośladowców, w tak piękny, subtelny sposób obrysowane łunami zachodzącego słońca, niepewnym światłem wygasających, miejskich latarni czy lekkimi, niezauważalnymi prawie blaskami księżyca. Może powinien zastanowić się nad odejściem od starych przyzwyczajeń? Spróbować czegoś nowego? Schował złożoną karteczkę z numerem telefonu do wewnętrznej kieszeni jeansowej kamizeli.
-Parkujesz je w Eastbourne?
Wpadł mu do głowy pewien pomysł... Ale zobaczymy jeszcze, czy uda się go zrealizować i czy będzie miał ku temu okazję. Na początek zamarzyło mu się przyjrzenie jej potworom osobiście, ciekawskie rzucenie okiem. Ta myśl odpłynęła na chwilę na drugi plan, gdy wrócili do tematu niezniszczalnej platyny.
-Hmmm. Nie wiem. Może zaryzykuję... Strasznie się waham, bo to byłaby jednak spora zmiana w moim wyglądzie.
A wygląd jest dla niego ważny. Kropka. No cóż, nasz Harłak jest trochę strojnisiem!

Anne Howard - 2016-08-11, 21:39

Westchnęła głośno, nie kryjąc lekkiego zmartwienia tym konkretnym aspektem swojego życia. Cóż, nigdy nie rozwodziła się nad nim długo, ponieważ mogłoby to doprowadzić do tego, że znów szukałaby jakiejś dłuższej ucieczki. Wiedziała o tym, że jest to tylko rozwiązanie na krótki okres czasu i oddalanie się od potencjalnego problemu, ale cóż... Jeszcze nie nauczyła się postępować inaczej. Wolała przemyśleć sobie to na spokojnie, w żaden sposób nie pośpieszając swojego toku myślenia, ponieważ istniało ryzyko wysnucia błędnych wniosków, czego za wszelką cenę starała się uniknąć.
- Szczerze w to wątpię... Aczkolwiek i tak jestem chyba zbyt przyzwyczajona do samotnych wyjazdów. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek by mi towarzyszył - zaśmiała się z tego wszystkiego, ostatecznie nie czując z powodu tej wymiany zdań jakiekolwiek dyskomfortu psychicznego. Całkowicie rozumiała jego fascynację tymi wspaniałymi pojazdami. W tej chwili nie wyobrażała poruszania się po mieście czymś innym, ale akurat dzisiaj postanowiła wybrać się na krótki spacer, co stanowiło dość miłą odmianę. Mogła w spokoju oglądać uliczki miasta, zastanawiając się, czy cokolwiek uległo zmianie. A jednocześnie nadal tęskniła do odczuwania wiatru szargającego włosy albo ciągle krążącej po wszystkich komórkach ciała adrenaliny. I tak nic nie jest w stanie przebić przejażdżki nocą, kiedy jesteś tylko ty, motocykl i droga. Wsłuchujesz się w siebie i ryk jadącego pojazdu, nie przejmując się tym, co właśnie zostawiasz za sobą. Otwierasz nową książkę i zaczynasz pisać pierwszy rozdział.
- Niestety tamtą maszynę byłam zmuszona zostawić w Meksyku u przyjaciółki - powiedziała z niejakim rozczarowaniem, wzruszając ramionami. - Ale dwie Yamahy stoją u mnie w garażu.
Opcja wspólnego, nawet krótkiego wyjazdu z Harleyem napawało ją optymizmem. Mogłoby się to naprawdę udać, ale pewnie i tak wymagałoby to wcześniejszego logistycznego rozplanowania, ale ona pewnie wszystkim zdołałaby się zająć, gdyby tylko mieli umówiony konkretny termin. Z podekscytowania niemal zacierała ręce. Nie znała go dobrze, a mimo to potrafiła znaleźć z nim wspólny język i czuła się prawie jak jego stara znajoma.
- Przefarbuj się, co Ci szkodzi? Zobaczysz, jak się będziesz czuł w platynie, a jak będzie wyjątkowo źle, to zawsze możesz wrócić do swojego starego koloru!

Harley Davidson - 2016-08-15, 13:49

Warto dać sobie czas na dojrzenie do zawalczenia z problemem, czy podjęcia decyzji... W niektórych przypadkach oczekiwanie to naprawdę nic złego, jeśli spędzimy je na przygotowaniach do nadchodzących wyzwań. Czasami właściwa decyzja i właściwa osoba przychodzą same, dość niespodziewanie. Zobaczymy, jak to będzie w przypadku dziewczyny!
-Myślę, że to by nie przeszkadzało przyzwyczajeniom, jakbyś robiła to odpowiednio rzadko. Wiesz, to by się stało ciekawą odmianą, może potem kolejnym przyzwyczajeniem. Różnie to z tym bywa, dużo zależy od rozegranych scenariuszy.
Przywdział minę prawdziwego, szczerego myśliciela, rozpierając się w fotelu i unosząc otwartą dłoń ku sufitowi, a raczej ku ukrytym za nim niebiosom. Zupełnie, jakby otwierał się właśnie na przychodzące od bóstw mądrości słowa i wielkie objawienia... Zaraz jednak zmarszczył brwi i uświadomił sobie, że to znaczna przesada, nawet w zakresie jego harłakowej, zachowaniowej przesady... No, może nie przesada, ale aktorski błąd - zbyt patetyczna postawa do zbyt normalnych słów, chyba jest w kiepskiej kondycji, skoro popełnia takie błędy!
-Wiem, że to niegrzeczne i nie na miejscu... Ale możesz odmówić! Możemy pójść je zobaczyć?
Zauważył, że oboje już prawie skończyli swoje znaczne trunki, ba! Nawet trochę już ostygły, bo ich rozmowy o podróżach i fascynacji jednośladowcami trwały już dobre kilkanaście minut. A może nawet więcej? Tak... W jeździe nocą z pewnością było coś niezwykle uwodzicielskiego i fascynującego. Ten mrok, który okala wszystko, ledwo oświetlone krańce krajówki stają się tylko ramami obrazu, który właśnie powstaje głęboko w człowieku. Nie ma rozproszeń, nie ma niepotrzebnych bodźców, tylko spokój, cisza i samotność. Jest się offline. Mężczyzna poniekąd żałował, że nie będzie mógł przyjrzeć się tej fascynującej maszynie, która wraz z Anne przemierzała kolejne kilometry Meksyku... Ale nie wątpił, że pozostałe dwie mają dużo do opowiedzenia. No, może nawet przekona się do Yamah! Wspólna wycieczka, nawet gdzieś niedaleko i niezbyt wymagająca rysowała mu się przed oczyma coraz atrakcyjniej; może też potrzebuje urlopu i ucieczki od życia?
-W takim razie chyba spróbuję! Umówię się na dniach do fryzjera.
Zostało mu jeszcze kilka dni do końca wakacji - jeśli przefarbuje się teraz, może wytłumaczyć się letnim szaleństwem. Klasyk!

Anne Howard - 2016-08-15, 15:17

Jeśli niestety chodzi o sprawy przyzwyczajeń albo inne, była nader uparta i musiałoby upłynąć naprawdę dużo czasu, zanim coś takiego mogłaby zaliczyć do swojej normalności. Ale... sama nie wiedziała, czy warto byłoby spróbować. Ponownie się zamyśliła, co raczej Harleyowi nie powinno umknąć, jednak z drugiej strony, jeśli nadal był swoimi myślami przy maszynach, to mogła liczyć na to, że raczej umknie to niepostrzeżenie.
- Może i masz rację. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy - powiedziała nieco rozbawionym tonem bez większej przyczyny, jakby nie dowierzając rozmyśleniu mężczyzny. Samotność zawsze będzie dla niej pociągają, biorąc pod uwagę to, że przez dłuższy czas taki właśnie prowadziła tryb życia, wymuszony bądź nie. Tymczasem to ona oderwana od swoich nieco ponurych rozmyślań skierowała na niego swój wzrok, dzięki czemu miała chyba wręcz niebywałą okazję spojrzenia na niego z zupełnie innej strony. Uśmiechnęła się nieznacznie, w dłoniach zręcznie obracając niemal wypitą kawę, która w zasadzie nie mogła już uchodzić za mrożoną.
- Nie, możemy pójść! To dla mnie żaden problem - uśmiechnęła się szczerze, mając nadzieję, że ukryte pod płachtami jednośladowce nie są aż tak zakurzone jak ostatnim razem, kiedy wracała z podróży. Wstała więc z swojego miejsca, mając nadzieję, że wyszła z lokalu ramię w ramię z Harleyem.
- I bardzo dobrze - odparła, widząc, jak zapala się do pomysłu zmiany fryzury. Drogę do swojego domu starała się umilić ponownie rozmową na temat ich ulubionych maszyn.

z/t

Harley Davidson - 2016-08-17, 11:54

Jego umysł przestawił się już na dużo bardziej rzeczowy tryb, rzadziej odpływał w zamyślenie i sny na jawie - raczej czujnie obserwował sytuację, bo już wprowadzał jakiś pomysł do realizacji, a on potrzebował naturalnie skupienia i twardego stąpania po ziemi. Nic nie mogło mu umknąć! Gdy jednak zobaczył, że Anne zajęły jakieś myśli, wbił spojrzenie w stół, starając się nie wybudzić jej nagłym ruchem czy zbyt ostrym spojrzeniem.
Kiwnął głową, tak... Miała rację. Czas dużo wyjaśniał, dużo rzeczy sprawdzał i przeprowadzał je przez dobitne próby. Odstawił pusty kubek na środek stolika, sprawdził czy ma przy sobie wszystkie niezbędne rzeczy. No, pierwsze punkty planu powiodły się i czas ruszać! Na jego ustach wykwitł piękny, szczery uśmiech wywołany wizją spotkania z maszynami dziewczyny. Że też w końcu trafił na podobną sobie pasjonatkę! Na dluższą chwilę motory odepchnęły w cień jego rozmyślania o zmianie fryzury, koloru włosów i innych takich.

[z/t]

Anonymous - 2016-10-03, 21:36

Chociaż pogoda nie sprzyjała spędzaniu czasu na dworze, Tony z premedytacją zajął miejsce przy jednym ze stolików w ogródku. Dzięki zadaszeniu nie sięgały go tutaj krople, a mógł liczyć na więcej prywatności niż wewnątrz w lokalu. Obsłużony przez kelnerkę zamówił kawę, po czym zaczął czekać na przybycie Aaren, nieszczególnie się rozglądając. Mimo pochmurnego nieba miał założone czarne okulary, pod którymi skrywał podbite oko i przynajmniej częściowo odwracał uwagę od rozciętego łuku brwiowego...
Aaren Wayford - 2016-10-03, 21:50

O umówionej wcześniej godzinie zjawiła się w lokalu, ubrana jak zawsze w swoją skórzaną kurtkę, pod którą miała sukienkę sięgająca przed kolano. Od samego rana załatwiała wiele spraw związanych z powrotem do pracy, a także z awansem o którym powiadomiono już ją oficjalnie.
Nie było jej cały miesiąc w Anglii, będąc na szkoleniu w Moskwie musiała zdać szereg egzaminów sprawnościowych, a także testów psychologicznych. Schudła zauważanie, ale wyglądała nadal zdrowo, ciało było znacznie bardziej umięśnione. Błękitne oczy raziły intensywnością koloru na tle bladej skóry, o delikatnie zarumienionych policzkach.
Odnajdując przyjaciela przy jednym ze stolików uśmiechnęła się sama do siebie pod nosem, podchodząc bliżej bruneta.
- Tony pada deszcz, po co Ci te okulary?- mruknęła na wstępie, darując sobie przywitanie typu "cześć". Podeszła do niego i jeżeli tylko wstał aby się z nią przywitać musnęła krótko jego policzek, zaraz siadając na krzesełku na przeciw bruneta.
- No pokaż się śliczności.- zażartowała.

Anonymous - 2016-10-03, 22:10

Dostrzegłszy nadchodzącą Aaren, nieco podniósł głowę i utkwił w brunetce wzrok, swoją mimiką nie wyrażając najmniejszych emocji. Żart ze strony brunetki pominął milczeniem, uśmiechając się tylko krzywo. Niemniej wstał z miejsca by się z nią przywitać, po czym ponownie zajął miejsce przy stoliku. W reakcji na kolejne słowa brunetki, ostrożnie zdjął okulary, na chwilę odsłaniając twarz.
- Tak to wygląda - rzucił obojętnie, po chwili znowu zasłaniając się za czarnymi szkłami. Oko było mocno podpuchnięte, całkiem sine, zaś łuk brwiowy dość boleśnie rozcięty. - Jak widzisz, nie po drodze mi teraz ze stajnią. Nawet dobrze nie widzę na to oko - wytłumaczył, lustrując ją krótko wzrokiem i w zasadzie tylko czekając aż przejdą do sedna spotkania.

Aaren Wayford - 2016-10-03, 22:20

- Paskudnie.- skomentowała sama krzywiąc się na widok rozciętego łuku brwiowego, delikatnie spięła mięśnie. Nie lubiła gdy pakował się w kłopoty, a na każdy najmniejszy siniak na jego twarzy reagowała zawsze tak samo. - Ktoś to oglądał?- zapytała będąc wyraźnie zmartwiona i przejęta sprawą bruneta.
- Jasne, innym razem załatwisz Otello. Kopyta jeszcze nie wyglądają tak źle, chciałam go tylko przekuć bo podkowy ma już starte.- wyjaśniła powód zawracania mu głowy właśnie dzisiaj.
- Właściwie skąd ta pamiątka, wspominałeś coś o jakimś treningu?- chciała pociągnąć ten temat dalej, trochę bała się rozmowy na temat kłótni, która miała miejsce miesiąc temu. Mafia wciąż była dla niej niewygodnym tematem, którego unikała choć już dawno pożegnała się z pracą dla nich. Szczęśliwy zbieg okoliczności pozwolił jej na uwolnienie się od nich raz na zawsze. Chcąc zapobiec powrotowi do tego lub ewentualnym pobiciom zapewniła sobie jak i swoim bliskim ochronę, która obejmowała także bruneta, o czym zapewne nie miał pojęcia. Ludzie, którzy nad tym czuwali byli nieuchwytni, co jednocześnie cieszyło Aaren, która sama czuła się na tyle bezpiecznie aby nocą poruszać się pieszo po mieście.
Składając zamówienie, poprosiła o kawę podobnie jak brunet, zaraz wracając do rozmówcy wzrokiem. - Co u Ciebie słychać, jak się trzymasz poza tym.- miała na myśli oczywiście to oko, które wyglądało naprawdę nieciekawie.

Anonymous - 2016-10-03, 22:46

- Lekarz. - Odparł krótko, nie widząc potrzeby rozdrabniania się w tym temacie. "Zaletą" bicia się w takich warunkach było przede wszystkim to, że zawsze ktoś to nadzorował, gotów udzielić pierwszej pomocy. Obrażenia Tonego nie były poważne. Po pierwszym, prawdziwym sparingu miał prawdopodobnie wyglądać znacznie gorzej. To było tylko przygotowanie. - Coś temu zaradzimy - obiecał, choć niechętnie myślał o powrocie do pracy. I bez niej miał wystarczająco ciekawie w życiu, załatwiając inne sprawy czy wyjeżdżając prawie co weekend do Liverpoolu... - Od dłuższego czasu chodzę na boks i ostatnio zaproponowali mi aby pójść krok dalej. Teraz trenuję do pierwszej walki - wyjaśnił z nieco większym zainteresowaniem, jednakże swoją postawą chciał podkreślić, że bardziej interesuje go to, co miała do powiedzenia Aaren. On w gruncie rzeczy nie miał jej nic do powiedzenia, więc czekał na ruch z jej strony. Chociaż właściwie... Była jedna sprawa, o której powinna wiedzieć.
- Gerard miał wypadek. Na twoim motorze. - Odezwał się, starając się by jego głos nie zabrzmiał oskarżycielsko czy z wyrzutem. Nie obwiniał o to dziewczyny, choć niewątpliwie miała w tym swoją zasługę, oddając Wayfordowi motor. To jak dać małpie brzytwę. Zarówno w wypadku młodszego czy starszego...

Aaren Wayford - 2016-10-03, 22:55

Na znak, że dotarła do niej odpowiedź kiwnęła głową w geście zrozumienia. Słuchając z uwagą słów bruneta, wzrokiem uciekała od jego osoby, nie chcąc nawiązywać kontaktu wzrokowego nawet jeśli ten był utrudniony poprzez okulary. Zdążyła zauważyć, że brunet nie jest w humorze, dlatego nie zamierzała męczyć go długo swoją obecnością. Wypicie kawy i przekazanie najważniejszej informacji było głównym celem tego spotkania. Każde z nich miało swoje własne sprawy i obowiązki, a Aaren czuła się tym bardziej nieswojo w towarzystwie Wayforda, szczególnie po tamtej kłótni.
- Dobrze, że rozwijasz się w takim kierunku. Lepsze to niż ...- urwała nie chcąc palnąć czegoś głupiego, o bójkach czy szukaniu problemów, tam gdzie nie trzeba. - niż cokolwiek.- dokończyła dziękując kelnerce za kawę, której łyk upiła.
- Co?- otworzyła szerzej oczy, nie dowierzając własnym uszom. Zganiła się w myślach ze ten pomysł z motorem.- Co z nim? Odniósł jakieś poważne obrażenia?- bardziej martwiła się o Gerarda niż o motor, który zapewne poszedł do kasacji.
Broniła się przed rozmową o mafii, ale musiała mu o tym powiedzieć. W końcu o to poszło ostatnim razem. - Posłuchaj ...- zaczęła niepewnie wyraźnie czując się skrępowana tym, że musiała poruszać ten temat. - Chciałabym żebyś wiedział, że skończyłam z mafią. Nie pracuję już dla nich od trzech tygodni. - powiedziała wprost, sięgając po kawę.
- To właściwie wszystko co miałam Ci do powiedzenia, nie będę zajmować Ci więcej czasu, dopiję tylko kawę.

Anonymous - 2016-10-03, 23:42

Czekając na dokończenie mało wygodnego zdania, wyczekująco podniósł zdrową brew, ostatecznie nie otrzymując żadnej kontrowersyjnej odpowiedzi. Wiedział jednak co miała na myśli, dlatego uśmiechnął się krzywo.
- Ma pogruchotaną nogę i usztywniony kręgosłup. Będzie żyć, ale cholera wie czy wróci do pełnej sprawności - odpowiedział, jednocześnie splatając ze sobą palce, którymi po chwili nieprzyjemnie strzelił. - Jakiś kretyn wymusił pierwszeństwo. Musiałem mu załatwić jakąś opiekę, bo na ten moment nie daje sobie z niczym rady - rozwinął nieco temat, chcąc jaśniej nakreślić Aaren całą sytuację. To tylko brzmiało tak niewinnie, jedna złamana noga, co to takiego... Ale w rzeczywistości wyglądało to znacznie gorzej i wcale nie rokowało dobrze.
- Mhm - mruknął w odpowiedzi, lekko się odchylając i opierając o oparcie krzesła. W gruncie rzeczy była to dobra wiadomość, ale przyjął ją z pewną dozą sceptycyzmu. - To dobrze - rzucił wreszcie, ostatecznie zdobywając się na to by ugryźć się w język. Chociaż raz. - Daj spokój. Nie spotkałem się z Tobą po to aby po pięciu minutach wracać do domu - powiedział, biorąc pierwszy łyk lekko przestudzonej kawy. Trochę go to bawiło, ale też męczyło, że zawsze miała problem z powrotem do "normalności" podczas gdy z jego strony wszystko było już w porządku, choć może niekoniecznie dawał to po sobie poznać.

Aaren Wayford - 2016-10-03, 23:59

Zmarszczyła brwi ręką sięgając do kieszeni kurtki, w której zaczęła obracać paczkę fajek. Pamiętała, że Tony rzucił dlatego zastanawiała się czy powinna przy nim palić. Ostatecznie jednak postawiła na kawę z uwagą słuchając informacji dotyczących Gerarda.
- Gdybym nie dała mu tego motoru...- wymamrotała na głos, wyraźnie czując się współwinna za wypadek, który miał miejsce. - Jak będę mogła jakoś pomóc, finansowo, jakkolwiek to dzwoń. W końcu po części przyczyniłam się do tego.- gotowa była zaoferować pomoc w każdej postaci, nie ważne jak wiele wymagałoby to zaangażowania.
- Dalej jesteś na mnie zły?- zapytała chcąc się upewnić, jego podejście do mafii i tego wszystkiego mocno zapadło jej w pamięć, szczególnie po kłótni, która miała miejsce jakiś miesiąc temu. Czuła się trochę nieswojo w jego towarzystwie, z resztą zawsze tak to wyglądało. Nigdy nie była pewna jego podejścia do jej osoby, tego czy tym razem ma jej dość czy też nie.
- Nie wiem Tony ...- westchnęła ciężko słysząc jego słowa, nie wiedziała jak ma się zachować.
- Ostatnio jasno dałeś mi do zrozumienia, że nie chcesz mieć z nią nic wspólnego.- oznajmiła mówiąc wprost o swoich obawach, teraz nie miała pewności, że nadal tak nie jest. Oczywiście brała pod uwagę jego wahania nastrojów i to, że tym razem mogło być podobnie jak we Włoszech.
Nie sądziła aby wszystko wróciło do normy, przed kłótnią byli ze sobą blisko, a teraz? Przecież nawet nie wiedziała nic o Holly i cotygodniowych wyjazdach. Nie chciała ponownie wtrącać mu się w życie, miała przecież świadomość, że nie znaczy dla niego tyle ile on dla niej.
Kierując myśli właśnie w tym kierunku sięgnęła w końcu po fajki, nie chcąc dać się ponieść emocjom, nadal unikała patrzenia w jego stronę. To zabawne, że wojsku potrafiła postawić się każdej osobie, nawet też wyższej rangą, a przed nim kompletnie nie wiedziała jak się zachować. Jak się bronić przed tym co do niego czuła, choć dawno powinna przestać i zapomnieć.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group