Elizabeth White - 2016-07-07, 15:26 - Nie oszukujmy się. Właśnie, że mam. Nie wszyscy są tacy uczciwi - pochwaliła jego postawę, chwilę później zerkając na wystawiony telefon. Faktycznie, różniły się jedynie kolorami i tym, że Iphone El był odziany w czarnego case'a.
- Oj no wiesz, każda kobieta lubi komplementy. Grunt to nie przesadzić, bo wtedy robi się za słodko i czar pryska - wytłumaczyła, omijając nieco pytania Iliana. Czy faceci często pełnili jej komplementy? Raczej nie, ale w gruncie rzeczy nie mieli do tego dobrej okazji. Jak już napomniałam, El dosyć rzadko wychodziła na miasto, nad czym zaczynała ubolewać. Jak każda młoda osoba miała czasami ochotę się zabawić, lecz nie miała ku temu odpowiedniego towarzystwa. Jej znajomi często wyjeżdżali, toteż zabijała czas pracą, co nie do końca było zdrowe.
- Jasne. Myślę, że to uczciwa propozycja - odparła, a na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech. Podczas tej krótkiej rozmowy zdążyła polubić blondyna, który wywarł na niej bardzo pozytywne pierwsze wrażenie. Zaintrygował ją na tyle, że poczuła iż chce go poznać lepiej.
- Tylko musisz podać mi swój numer - przypomniała sobie, że dzwonił z jej telefonu. Niestety w innym wypadku nie miałaby możliwości się z nim skontaktować, a naprawdę nabrała ochoty na owe spotkanie.Ilian - 2016-07-07, 16:56 Temat wdzięczności pozostawił w ciszy, bo uznał że został zakończony. No bo miała rację. Mało kiedy ktoś coś znajdywał i oddawał z przyjemnością. Kiedyś zgubił szal, godzinę leżał przed domem rodzinnym i ktoś już zawinął. Wystarczyła godzina.. i blondyna godzinne roztargnienie. Słuchał jej uważnie, kiwał głową na jej kolejne słowa o przesadzie. Trudno było się z nią nie zgodzić, dobrze jest być jednak czujnym i nie przesadzić.
Ilian sądził, że mimo pracoholizmu jakoś miała czas by wychodzić z kumplami, czy koleżankami, że jakoś jednak udawało jej się ten czas dzielić. NIestety jak się okazało było zupełnie tak jak w jego przypadku. Chociaż ostatnio stara się to już zmieniać. W końcu nie jest niczym zdrowym zamykanie się przed ludźmi. Trzeba mieć czas dla siebie, dla nich by nie stać w martwym punkcie emocjonalnym.
- Masz już pomysł gdzie się wybierzemy? - poruszył zabawnie brwiami nieznacznie się pochylając ku niej, ale doprawdy raptem 10cm. Po chwili wrócił do swej spoczynkowej pozycji.
- No tak, to przedyktuj mi swój numer, zadzwonię i wyświetli Ci się. - w tym momencie trzymał swego iphone'a w dłoni i palcem już wklepywał tę opcję, by móc zaraz wprowadzić upragniony numer. Prawdę mówiąc cieszył się.. że wreszcie będzie miał kogoś przy kim się zrelaksuje i nie będzie miał rozczarowujących przeczuć. Drugą ręką podniósł szklankę i upił większe dwa łyki , odstawiając zaraz naczynie na blat.Elizabeth White - 2016-07-09, 21:46 - To będzie niespodzianka - posłała mu zadziorny uśmieszek, pozwalając wyobraźni Iliana zająć się tą kwestią. Po głowie kręciło się jej kilka ciekawych miejsc, chociaż sama nie była pewna które z nich będzie najodpowiedniejsze. Jedno było pewne - chciała miło spędzić ten czas i nieco bliżej poznać blondyna.
W reakcji na słowa swojego towarzysza skinęła głową i pochwyciła telefon leżący przed nią. Sprawnie go odblokowała i odszukała w kontaktach siebie. Nigdy nie miała głowy do numerów, a tym bardziej do swojego. Zerknęła na mężczyznę w celu upewnienia się, że jest gotowy i przedyktowała mu szereg liczb. Następnie odczekała chwilę i gdy ten puścił jej strzałkę, zapisała sobie jego numer. Wtedy też wtórnie zablokowała iphona i odłożyła go na blat stolika. Wykorzystała ów moment by sięgnąć po resztkę swojej kawy, którą chwilę później dopiła. Teraz w pełni mogła skupić się na Ilianie.
- A czym się zajmujesz? Oczywiście jeśli można wiedzieć - zagadnęła, łagodnie wpatrując się w postać chłopaka. Ciekawiło ją to odkąd tylko powiedział, że jest zapracowany.Ilian - 2016-07-11, 19:08 -Niespodzianka? - powtórzył po niej unosząc jeden z kącików warg. Spodobało mu się to. Sama myśl o tym, że spędzi z kimś przyjemnie czas ( bo inaczej sobie tego nie wyobrażał ) poprawiała mu humor.
Międzyczasie wykręcił numer do niej, by miała jego numer, a on jej. Taka tam "drobna" wymiana, dla blondyna korzystna. Nowe towarzystwo, atrakcyjne , miłe i rozmowne. Tak jak lubił. Wziął głębszy wdech, gdy z jej ust padło pytanie.
- Prawdę mówiąc nic szczególnego. Pracuję w firmie swojego ojca, firma budowlana. Ale , że mamy w kilku krajach.. oddziały, że tak powiem , to co jakiś czas muszę być za granicą. - Kończąc wypowiedź zlustrował jej twarz wzrokiem.
- Będę się zaraz niestety zbierał, niechętnie ale muszę. Choć z niecierpliwością będę czekał na smsa, od Ciebie. Najlepiej jakbyś mi dała choć dzień wcześniej znać, to będę mógł zaplanować dzień na dłużej, może nawet wezmę wolne. Poświęcę Ci nieco więcej czasu , na pewno więcej niż np dziś. - dla niego było to za mało ale jednak obowiązki wzywały. Nie przypuszczał, że tak dobrze będzie się czuł w towarzystwie dziewczyny. Ale skoro miał już taką informację, następne spotkanie wolałby przeciągnąć..Elizabeth White - 2016-07-13, 22:10 - Tak. Mam nadzieję, że Ci się spodoba - potwierdziła jego słowa, a jej usta wygięły się w delikatnym uśmiechu. Nie znała Iliana na tyle, by wiedzieć jak spędza wolny czas. Nie wiedziała też, czy wybrana przez nią opcja mu się spodoba. Jednakże - raz kozie śmierć! Najwyżej rozejdą się wcześniej, trudno.
- Przynajmniej sobie trochę pozwiedzasz - starała się znaleźć pozytywy w zapracowanym życiu blondyna, w końcu zawsze jakieś były. Ona w gruncie rzeczy nie pracowała. Wyznawała bowiem zasadę, że jeśli robisz to co kochasz, to nie można nazwać tego pracą.
- Tak, ja też już muszę lecieć - przypomniała sobie, że przyszła przecież tylko na chwilę. Nie sądziła, że rozmową z Ilianem zainteresują ją na tyle, żeby zatrzymać się w kawiarni na dłużej. A miała jeszcze kilka spraw do załatwienia na mieście.
- W takim razie do zobaczenia wkrótce - pożegnała się, obdarzyła go swoim najpiękniejszym uśmiechem i wyszła, uprzednio zabierając iphona ze stolika. Wolała go drugi raz nie zgubić.
z/tIlian - 2016-07-14, 16:48 Zdążyła wyjść szybciej niż on, co było rzadkością. Odprowadził ją wzrokiem zachodząc w głowę, czy miała już wybrane miejsce w swych planach, na ich kolejne spotkanie. Wierzył, że wybierze dobrą okolicę. Prawdę mówiąc, zaczęło gnębić go coś jeszcze. Miał wrażenie, że jednak ją gdzieś już kiedyś widział, ale gdzie? No właśnie, nie miał pojęcia i to go dręczyło. Cóż, może przy kolejnym ich zetknięciu wyjdzie to na jaw.
Podniósł się z krzesła, zapłaciwszy. Wsunął rękę do kieszeni wyszedł stąd./ztAnne Howard - 2016-07-16, 15:35 Ile czasu znów minęło, odkąd była w tym mieście po raz ostatni? Zaczęła już tracić rachubę dni w ciągłej podróży, dodatkowo rzadko kiedy korzystając z telefonu, zazwyczaj tylko po to, aby zdawkowo poinformować pewnego mężczyznę o tym, gdzie się znajduje. Nic więcej. Znów potrzebowała porządnego wyciszenia, o ile można tak nazwać samotną przeprawę przez Meksyk. Wróciła tam, gdzie czuła się najlepiej. Nie zwracała większej uwagi na to, co mówili jej znajomi w związku z rzekomym niebezpieczeństwem. Przecież najważniejsze było to, że ona czuła się tam dobrze i zazwyczaj na tym ucinała całą rozmowę. Kroczyła pewna siebie, w żadnym z swoim ruchów nie wyczuwając wahania. Nie ma na to czasu. Rozglądała się wokoło, jakby chcąc zobaczyć, czy uliczki zmieniły się chociaż w małym stopniu. Po raz pierwszy od wielu dni na twarzy kobiety można było dostrzec szeroki uśmiech, tak przecież rzadko spotykany. Czy mogło być lepiej? Lato właśnie przeżywało swój najlepszy czas, a Angielka miała ochotę się tym cieszyć, ponieważ w końcu nadarzyła się pożądana okazja. Odetchnęła pełną piersią, z powodu odczuwanej ulgi próbując z trudem nie roześmiać się na cały głos.
W końcu skierowała się ku kawiarni, musząc w końcu odsapnąć. Nie bez powodu miała dzisiaj na sobie koszulkę z logo Maroon 5 i krótkie, dżinsowe szorty. Torba, którą do tej pory niosła na ramieniu, wisiała teraz na oparciu miękkiego fotela. Opadła na niego z cichym westchnieniem, swoim węchem doszukując się zapachu świeżo wypieczonych muffinek z jagodami i kawałkami czekolady, których oczywiście nie zamierzała odpuścić i zamówiła je wraz z mrożoną kawą.Harley Davidson - 2016-07-16, 17:25 Anne zawsze była dla niego trochę zagadkową postacią - nie do końca wiedział czego się po niej spodziewać i spotkał ją ledwie dwa razy... A chciał poznać przyjaciół swojej dziewczyny, to musieli być zacni ludzie!
Ostatnimi czasy wręcz wariował - budziły się w nim niespokojne wspomnienia z młodości, a co za tym szło, także nawyki. Dłonie świerzbiły go, gdy przemierzał tramwajami miasteczko, gdy tylko pomyślał o straconym kilka miesięcy temu motorze. Maszynie, która długo była jego nieodłącznym towarzyszem, prawie powiernikiem sekretów... Gdyby tylko umiała mówić i była żywą! Ale nie była, a swojego choppera zakupił długie lata temu, już jako używanego - nic więc dziwnego, że kolejna naprawa nie przyniosła żadnego skutku i uczyniła go nieszczęśliwym, pieszym przechodnim. Nie tylko pieniądze mu się jednak marzyły... Zapragnął z powrotem zagubić się w innych ludziach, w poznawaniu ich, w nietypowej grze, jaką jest nawet prosta, pojedyncza interakcja z drugim homo sapiens. Dlatego śledził Anne... Nie robił tego od dawna, ale umiejętność tę zachował z młodości i wystarczyło tylko ją odświeżyć. Ot, chciał odegrać przypadkowe spotkanie, bo nie miał z nią innego kontaktu a usłyszał od Sary, że może kręci się po mieście.
Niespokojnie popalał papierosa, świadom, że większość ludzi posądziłaby go o szaleństwo za takie zachowania. Nie był szalony! Był tylko dużym dzieckiem... Po zagaszeniu papierosa na najbliższym śmietniku, wkroczył do kawiarni. Zamówił mrożoną kawę i dopiero po jej otrzymaniu rozejrzał się z zainteresowaniem po kawiarni.
-O, cześć, Anne!
Posłał znajomej lekki uśmiech i oparł dłoń na oparciu fotela na przeciwko niej.
-Mogę się dosiąść?Anne Howard - 2016-07-16, 17:48 Nawet dla swoich rodziców zdawała się być postacią zagadkową, więc dla znajomych tym bardziej. Nigdy nie mówiła, gdzie wyjeżdża ani na ile, a oni nauczyli się nie zadawać pytań. Tak było o wiele wygodniej. Tym bardziej od tych informacji jako pierwszy został odcięty brat, którego nie widziała dość dawno. W sumie, czy to rodzeństwo nie należało do rodzaju tych, w którym mają siebie w głębokim poważaniu? Zdecydowanie tak i potwierdzali to sobie na każdym kroku. Nieco znudzonym wzrokiem przebiegła po standardowym wykonaniu wnętrza, zastanawiając się, czemu tego typu lokale w każdym zakątku ziemi muszą wyglądać niemal tak samo. Czasami niektórzy właściciele mogliby postawić na dodanie jakiegoś oryginalnego akcentu kłócącego się z monotonią.
Wróciwszy do domu kilkanaście godzin temu, pierwsze, co zrobiła po odłożeniu bagaży do sypialni, to sprawdzenie, czy z jej mechanicznymi 'skarbami' wszystko w porządku. Jak się okazało, oba pod materiałowymi przykryciami lśniły, pomijając niektóre zakurzone miejsca, które od razu wytarła ściereczką. Przyjrzała im się uważnie, zastanawiając, czy przypadkiem jakieś małolaty podczas jej nieobecności przypadkiem nie włamały się do środka i nie zarysowały kruczoczarnej, polakierowanej powierzchni. Miała na ich punkcie kompletnego bzika. Sama do końca nie wiedziała, dlaczego dzisiaj nie postanowiła przejechać się do tego miejsca na swoich dwóch kółkach, ostatecznie wybierając się na długi spacer. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero kelner, który przyniósł jej zamówienie. Podziękowała mu cicho, odruchowo sięgając po kawę podanej w o dziwo w kubku, po czym zacisnęła delikatnie swoje dłonie na jego powierzchni, chcąc poczuć nawet minimalną ilość chłodu. Upiła łyk, jednocześnie podnosząc wzrok, kiedy tylko usłyszała charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi. Nie ukrywała swojego zdumienia obecnością chłopaka Sary w tym miejscu, który zauważył ją dopiero po tym, jak sam zamówił taki sam napój w posiadaniu Angielki.
- Jasne, siadaj. Nie mam nic przeciwko - odparła z entuzjazmem, zakładając nogę na nogę.Harley Davidson - 2016-07-16, 18:05 Czy faktycznie tak jest z rodzeństwem? Nie zawsze... Choć faktycznie był to ten rodzaj relacji, który bez wahania mógł opierać się na wzajemnej chęci i nienawiści. Czasami po prostu we wspólnym, długim życiu dochodziło do zbyt wielu kłótni i rodzeństwo najzwyczajniej w świecie nie mogło dłużej ze sobą wytrzymać. Nie był to jednak konieczny przebieg wydarzeń - rozwinięcie pokrewieństwa w przyjaźń nie należy do niemożliwych, tak samo jak utrzymanie wobec siebie względnej obojętności. Bycia na zawołanie tylko w krytycznych sytuacjach.
Może ta powtarzalność też miała jeden cel - powtarzalność, choć nudna, była bezpieczną. Niezmienność, pozostawanie w domu także... Gdyby wiedział, jak często i nagle zdarza jej się podróżować, doceniłby to i zaczął postrzegać ją jako odważną osobę, która nie boi się wyjść poza normy. Go czasami taki lęk zmrażał, nie pozwalał się ruszyć.
-Odpoczywasz po spacerze?
Wałęsanie się w taki upał z pewnością było męczące, a mrożona kawa na koniec wędrówki wydawać się musiała boskim nektarem. Mężczyzna spokojnie zajął miejsce naprzeciwko... Jak wiele o niej nie wiedział! Czyżby też była fanką jednośladowców? Harley naturalnie od razu przystąpił do rozmowy z wielką naturalnością, ba, wręcz postawą starego, dobrego znajomego.Anne Howard - 2016-07-17, 00:28 To głównie też zależy, jakich wartości nauczono ich w dzieciństwie przez rodziców... O ile w ogóle się ich ma. Nie sądziła, żeby akurat oni przykładali do tego największą wagę. Chyba Angielka najbardziej czuła się zaniedbywana. Sądzili, że jeśli dwaj synowie zdołali tego dokonać bez większego wsparcia, on też. Ale jak bardzo się mylili! Przynajmniej na początku, potem było już coraz łatwiej. Przywiązywała mniejszą wagę do tego, co robili. Naprawdę przestali ją obchodzić nawet w najmniejszym stopniu. Owszem, nigdy nie brakowało im pieniędzy, aczkolwiek czy za to można kupić oddanie i miłość swojego dziecka? Wątpię. Gromadziła je na swoim koncie bankowym, dobrze wiedząc, na co kiedyś je przeznaczy. I pewnego dnia po prostu uciekła, kilka godzin po osiągnięciu pełnoletności. Pamiętała dobrze ten nieznany dreszczyk emocji przebiegający po jej plecach, kiedy wysiadała na lotnisku w... Madrycie. Tak, to chyba był jej pierwszy cel kilkumiesięcznej podróży. Nie była nawet zdziwiona brakiem ani jednego telefonu z strony swoich rodziców. W sumie bracia nie byli tak bardzo obojętni, ponieważ zawsze w jakiś sposób znajdywali możliwość, aby sprawnie się z nią komunikować i zapytać, czy wszystko dobrze, gdzie jest, jak długo będzie tam przebywać. Jednak z biegiem czasu i to ustąpiło. Jednak nie będzie tego żałowała. Dzięki temu stała się taka, jaka jest.
Od małego marzyła o podróżowaniu z jednego miejsca do drugiego. W pewnym momencie Europa stała się dla niej dość nudna, dlatego też zaczęła przemierzać Amerykę wzdłuż i wszerz. Miała jednakże głównie sentyment do czeskiej Pragi, uznając ją za jedno z piękniejszych miast, jakie miała szczęście odwiedzić, a było ich naprawdę dużo.
- Owszem. Ale właśnie wróciłam z Meksyku i doszłam do wniosku, że fajnie będzie napić się prawdziwej, w dodatku mrożonej kawy - zaśmiała się cicho, jednocześnie wzruszając ramionami. W sumie ona też nie wiedziała o nim wiele. Upiła łyk chłodnego napoju, nadal wpatrując się w niego swoimi zielonymi tęczówkami z widocznym zaciekawieniem.Harley Davidson - 2016-07-17, 14:34 To prawda! Rodzice mogą mieć spory wpływ na relacje między własnymi dzieci, ale także na wyznawane przez nich wartości i ich nawyki. Z pewnością dzieci przejmują sposób kłócenia się i bycia w związku, taki, jaki prezentowali rodzice. Przynajmniej w pierwszych, poważniejszych relacjach, później wykształcają w tym większy indywidualizm.
Bez względu na to, co gnało ją w podróż i w świat, wyjście z domu na taką dłuższą wędrówkę zawsze wymagało odwagi i chociażby psychicznego przygotowania. Taka wolność była jednak sporo warta - ileż życie umiało podarować historii takiej odważnej osobie, ile jej pokazać i ile razy ją zachwycić! Harleya nigdy nie było stać na podróże, na zrezygnowanie z osiągniętej rutyny także.
-Ooo, to po dłuższej wędrówce! Planowałaś ten wyjazd czy to było coś spontanicznego?
Samo wspomnienie o Meksyku i podróżach obudziło w Harłaku jeszcze większą ciekawość i rozmowność... Podobnie zareagowałaby zapewne większość ludzi! W końcu to ciekawy i pobudzający wyobraźnię temat.
-Zwiedzałaś samochodem, pieszo?
Już miał w głowie obraz rozgrzanych, meksykańskich krajobrazów po obu stronach szosy... A on standardowo - cabriolet albo najlepiej harley davidson.Anne Howard - 2016-07-17, 15:06 Na pewno nie miała dobrych wzorców do naśladowania. Tak naprawdę większość czasu przesiadywała u swoich koleżanek, które nie miały tego typu problemów i chyba dopiero u nich była w stanie dojrzeć normalnie funkcjonującą rodzinę. Dopiero na święta potrafili zebrać się wszyscy przy jednym stole i rozmawiać bez jednego sprzeczki. Ogólnie rzecz biorąc była bardzo zdziwiona, że rodzice nie rozwiedli się po tylu awanturach i przebywaniu osobno, aczkolwiek cały czas musieli dochodzić do wniosku, że podział majątku tylko skomplikowałby całą, i tak dość pogmatwaną sprawę. To też przekładało się na to, jaki stosunek Angielka do związków miała do tej pory. I pewnie to nie zdoła się zmienić.
Oczekiwała, iż po przeniesieniu się w jakieś miejsce będzie lepiej niż tam, gdzie kiedyś był jej dom i w zasadzie to cały czas się sprawdzało. Nie ważne, jak daleko wywędrowała, zawsze czuła się tam o wiele lepiej niż w swoim ogromnym pokoju, który powodował u niej jeszcze większe poczucie samotności. Bo niby w jaki sposób miałaby go zapełnić? Czymś, co nie jest realne? Psychicznie nieświadomie przygotowywała się na chwilę błogiej rozłąki od momentu, kiedy zaczęła dziesięć lat, ponieważ już wtedy to powoli zaczynało być widoczniejsze niż wcześniej.
- Raczej spontaniczny. Rano kupuję bilet i wieczorem już jestem na miejscu. A Meksyk jest dla mnie miejscem, w którym naprawdę mogę się wyluzować i odpocząć - odparła, uśmiechając się lekko. Ponownie upiła łyk kawy, zastanawiając się, czy jeśli bardziej rozwinęłaby swoją wypowiedź, to nie zanudziłaby go przypadkiem? Spoglądała na niego dyskretnie i po chwili odrzuciła tą myśl, ponieważ nie wyglądał na człowieka, który jest z tego powodu zniechęcony do wysłuchania dalszej treści.
- Motocyklem. Ale zdarzało mi się też pieszo - powiedziała po chwili wahania, jakby nie była pewna, czy to prawda, ponieważ naprawdę małą część tej trasy przebyła na własnych nogach.Harley Davidson - 2016-07-19, 19:42 Czasami znajomi nieświadomie mogli wpłynąć na człowieka, stać się dla niego potrzebnym autorytetem i wzorem, jakim rodzina być nie mogła... Chociaż to zawsze szkoda, że w młodym wieku taka osoba nie ma żadnego oparcia i wzoru. Przeszłość, jaką musiała nieść na swoich barkach, z pewnością była ciężka i już wydawała owoce. Takie jak część ideologii angielki - choćby podejście do związków! Może ta problematyczna przeszłość odpowiadała częściowo za tajemniczość Anne?
-Ja bym się nie odważył... Podziwiam!
Na jego twarzy rzeczywiście odmalował się szczery podziw, był w pełni świadom, że nie jest zdolny do takich czynów. Robił naprawdę wiele, postępował naprawdę odważnie... Ale jego odwaga miała swoje granice bliżej niż by chciał. Spontaniczny wyjazd to coś, z czym by sobie nie poradził. Ale może mógłby kiedyś zgadać się z Anne, żeby zaproponowała mu jakieś ciekawe miejsce na wyjazd z Sarą? Przyłożył papierowy kubek do warg, kawa przyjemnie pobudzała i orzeźwiała. Cudowny wynalazek - ta mrożona kawa!
-NA MOTORZE?
To już było za dużo. Meksyk sam w sobie wyglądał dla niego niesamowicie, a jeszcze zwiedzany na jednośladowcu? Cud, miód, marzenie! Wyglądał teraz jak rozradowane piękną wizją dziecko, na chwilę odpłynął nawet w krainę marzeń. Cóż... Dwie minuty nie kontaktował. -Czekaj, czekaj. Musiałaś mieć jakąś porządną maszynę... Polecasz coś?
Już zbyt długo woził się samochodem Sary albo spacerował pieszo, czas na wielki powrót motora na motorze!
-Właśnie zastanawiam się nad kupnem nowej maszyny...Anne Howard - 2016-07-19, 21:23 Nigdy nie uważała siebie za sobą, która zrobiła w swoim życiu nie wiadomo jak wielką rzecz. To, że musiała sobie radzić sama od najmłodszych lat po roku czy dwóch stało się zwykłą normalnością, której musiała stawić czoła. Nie miała przecież nikogo, kto podałby jej ręką w trudnych momentach, wyłączając oczywiście swoich dużo starszych braci. W tamtym momencie mieli swoje życie, więc nie zamierzała go zakłócać swoimi sprawami, na które pewne i tak nie mieliby bardzo czasu. Z góry wiedziała, że takie prośby kończyłyby się porażkę, dlatego też w pewnym momencie nie chciała dłużej odczuwać tego dotkliwego odrzucenia i zaprzestała kolejnych prób. To niechybnie przekłada się na to, jak zachowuje się w tej chwili. Wyjeżdża i wraca w dowolnych terminach, zazwyczaj nie przejmując się zbyt poniesionymi konsekwencjami. Czasami jednak jest zmuszona podreperować swoje finanse i przepracować jakiś czas, chociaż... nadal nie może na to narzekać. Może być jeszcze spokojna. Starczy na jeszcze kilkanaście szalonych eskapad. Wzruszyła ramionami, po czym wzięła głęboki wdech.
- Najtrudniej jest za pierwszym razem. Potem człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego i potrafi dać sobie radę w każdej sytuacji. Potem leci z górki. Ja w tej chwili nie potrafię wyobrazić siebie dłużej w jednym miejscu i być może dlatego tak rzadko się widujemy - powiedziała szczerze, jednocześnie nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego jej podróże mogą napawać kogoś podziwem. Chociaż przecież nie każdy robi to na co dzień, jak ona, więc może faktycznie coś w tym było? Nadal miała przed sobą całe życie, a widziała tak wiele. Co będzie robić za pięć, dziesięć lat, zakładając, że nadal utrzyma tempo? Mogła jedynie gdybać. Pewnie zadając to pytanie wprost zaraz wyleciałaby mu z szeregiem różnych miast do odwiedzenia, zaczynając zapewne od ukochanej Pragi a kończąc na Sydney.
Prawie podskoczyła w miejscu, teraz już będąc mocno zdziwioną jego dość żywiołową reakcją na to, w jaki sposób przemierzyła Meksyk praktycznie wzdłuż i wszerz. Z nikłym uśmiechem na spierzchniętych wargach upiła kolejny łyk kawy, po raz któryś z kolei delektując się jej przyjemnym chłodem. Kiedy tak 'odpłynął' swoimi myślami zdecydowanie dalej, niż według dziewczyny wymagała sytuacja, dla próby pomachała mu dłonią przed twarzą... Ani drgnął!
- Yamaha Road Star 1700. Srebrna - uzupełniła po chwili wahania dopiero wtedy, kiedy znów powrócił duchem do kawiarni. Tak naprawdę nie wiedziałaby, co mu poradzić, ponieważ ona i tak miała ogromne trudności z zakupem czegokolwiek, wiedząc, jak duży mając wybór. Trzy maszyny, włącznie z tą, która towarzyszyła jej w Meksyku, stoją w garażu. To właśnie nad nimi toczyła w momencie zakupu największe dylematy, zastanawiając się, która bardziej przypada jej do gustu i na której lepiej będzie się jeździło.
- Jak już na coś zdecydujesz, to koniecznie daj mi znać. Przejedziemy się gdzieś razem - zaproponowała luźno, już zaczynając upatrywać w tym kolejną możliwość do wojaży po Anglii, nawet, jeśli miałoby to oznaczać złamanie reguły mówiącej o samotnej drodze ku nieznanemu celowi.