Sean Linbell - 2013-03-17, 20:52 Niech więc nie czuje się samotna w swojej świadomości, że te dwie postacie, czyli on i ona, są dla siebie przyjaciółmi. To trudne słowo i aż za poważne jak na jego personę, ale jednak. Wiedział, że mógłby się do niej nie odzywać kilka lat, a i tak gdyby poprosił ją o jakąś przysługę, ta zrobiłaby to bez pytania. I on także. Niezaprzeczalnie.
Aż dziwnie, że nie wykorzystała tej jakże sprzyjającej sytuacji. Na sam początek mógłby być 1:0. A tu proszę, nadal 0:0. Gra zaczyna się od nowa. I od nowa. I na nowo od nowa. Tylko w co tym razem grają?
- Złoty chłopiec miałby gdzieś uciec? Nie ma mowy. Jak już tu przyjeżdża, to przynajmniej na miesiąc. Jak ładnie poprosisz to może i na dłużej - stwierdził, trochę poruszony tym wyznaniem pod tytułem 'stęskniłam się'. Chyba każdy z nas chciałby mieć kogoś takiego jak Noy, która zawsze powita go z otwartymi ramionami.
Nie, nie. Skoro już się spotkali, to nie chciałby, aby szybko sobie poszła. Chęć, żeby poprzebywać w towarzystwie dziewczyny była silniejsza, niż cokolwiek innego. Chciałby jej powiedzieć, że także za nią tęsknił. I że tak naprawdę wrócił tutaj głównie ze względu jej osobę. Nie umiał jednak wypowiadać takich słów na głos. W zamian za to odwzajemnił przytulenie, nie pozwalając Noy wycofać się tak szybko, jak szybko miała na to ochotę. Oparł podbródek o jej ramię, przez chwilę trwając w milczeniu. Dopiero po chwili się wycofał, dość pospiesznie muskając wargami czubek jej głowy. Był młodszy od niej i to z reguły ona musiała być odpowiedzialna za niego, ale nadal momentami chciał odgrywać starszego brata.
- Jak widać, żyję - odpowiedział, wzruszając ramionami. Co prawda, nie był w zbyt dobrej kondycji fizycznej. Był trochę bardziej blady niż zwykle i wychodzony. Acz ze wzgledu na to, że jako-tako o siebie dbał, nie wyglądał najgorzej. Umierający jeszcze nie był.Noa - 2013-03-17, 21:08 Tia, niezaprzeczalnie. Byłaby w stanie rzucić wszystko w diabły i nawet na księżyc polecieć, gdyby tam się znajdował i potrzebował jej pomocy. Najwyraźniej na chwilę obecną nie grają o nic, skoro ta nie wykorzystała sytuacji. Z resztą chyba nawet nie miała na to ochoty.
- Złoty chłopiec jak nie przestanie znikać, to oberwie - rzuciła brzmiąc naprawdę poważnie.
Jednak prawdą było, że zawsze go powita z powrotem tak, jakby nigdy nie zniknął. Choćby miała parę lat czekać, to i tak nie potrafiłaby się na niego dłużej gniewać. Wykraczałoby to po prostu poza jej możliwości. Dlatego też w momencie, gdy przedłużył owy fizyczny kontakt zwany przytuleniem korzystała z tego, również milcząc. Tak naprawdę nie musiał nic mówić, w jej wypadku naprawdę wystarczyły tylko gesty by wiedziała, co chce jej przekazać. Z reguły fakt, że była starsza sprawiał, że w nawyku miała zamartwianie się o niego, mimo że sama również nie była jakoś super dorosła. W każdym bądź razie muśnięcie na czubku głowy wyczuła, co było głównym powodem delikatnego cieniu uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy.
- Jak widać, jesteś blady - powiedziała karcącym tonem, a następnie tyknęła go palcem w żebra - i chudy.
Spojrzała się na niego poważnym, aczkolwiek z lekka rozbawionym wzrokiem. Nie zamierzała nad nim siedzieć jak jakaś kwoka i go upominać. Matką jego nie była, a poza tym mogłoby to zaszkodzić ich kontaktom. Jednak nie zmieniało to tego, że gdy za bardzo się zapuszczał, dostawał od niej jasny sygnał, że ma się wziąć w obroty. Upiła łyk kawy, odgarniając z czoła kosmyk niesfornych włosów, a także przekręcając lekko głowę, by lepiej mu się przyjrzeć. Zawsze będzie potrafiła go rozpoznać na ulicy, choćby był taki tłum, jak przed kaplicą Sykstyńską podczas wybierania nowego papieża.Sean Linbell - 2013-03-17, 21:32 Sean jednak obawiał się, że czasami nazbyt wykorzystywał Noy. Bo przecież ona nigdy od niego nie uciekła. Nie zostawiła bez słowa. Nie wyjechała gdzieś, bo miała taki kaprys. Tylko Linbell potrafił taki być. Bo kto normalny znika na tygodnie albo miesiące? Nikt normalny.
- Bardzo mocno? - zapytał się, udawanym, niepewnym tonem głosu. Przy okazji na koniec wypowiedzi uśmiechnął się szeroko i, a jakże by inaczej, zupełnie niewinnie. Jak to tak, gniewać się na złotego chłopca? Toż to nie wypada.
Poczuł się całkiem miło, dostrzegając uśmiech na twarzy Noy. Nie zaprzeczy, miewał ostatnimi czasy wątpliwości na temat tego czy wrócić, czy też nie. W końcu, skąd miał mieć pewność, że ta przyjaźń, jaka miedzy nimi była, nadal trwa? Przecież nie miał o niej żadnych wiadomości. Nawet nie mógł być pewien, że nadal tu przebywa.
- Wydaje Ci się - odpowiedział, wiedząc dokładnie, że dziewczyna ma rację. Nie chciał jednak otwarcie mówić, że nie jest z nim najlepiej. Noy by się tylko niepotrzebnie zamartwiała. A pewnie ma masę innych zmartwień niż jakiś tam Sean, który nagle raczył powrócić. Wiedział jednak, że ten temat nie potrwa nazbyt długo. I bardzo dobrze, nie miał ochoty na żadną spowiedź. Może kiedyś, ale nie teraz.
- Więc, czym się teraz zajmujesz? - zapytał, chcąc jeszcze do tej wypowiedzi coś dodać. Zaśmiał się do siebie, powstrzymując się jednak przed wypowiedzeniem tych słów. Nic ważnego.
Przekręcił lekko głowę w przeciwny bok co jego towarzyszka. Nie krępował się pod wpływem jej wzroku. Wręcz przeciwnie, odważnie a może nawet prowokująco patrzył jej w oczy.Noa - 2013-03-17, 21:45 Akurat jej to nie przeszkadzało. Znała go na tyle dobrze by wiedzieć, że czasem on po prostu tego potrzebuje i nie miała mu tego za złe. Czasem to nieco bolało, ale miała świadomość, że prędzej czy później wróci.
- Tak, że na parę miesięcy nie wyjdziesz z łóżka - odpowiedziała, kiwając głową na potwierdzenie własnych słów.
Naprawdę nie potrafiła się na niego szczerze gniewać, po prostu to wykraczało poza jej możliwości oraz z całą pewnością chęci. Cóż, ciekawe są zawsze sytuacje związane z kontaktem telefonicznym. Noa czekała na wiadomość od Seana, a Sean na wiadomość od Noy. Coraz częściej jednakże dochodziła do wniosku, że to ona będzie dzwonić, aczkolwiek zawsze się czuła wtedy jak wścibska znajoma.
- Ślepa nie jestem - skwitowała, nie ciągnąć jednakże tematu.
Jak będzie chciał, to powie, bynajmniej do takiego wniosku dochodziła dziewczyna. Jednak Sean zawsze będzie dla niej ważniejszy niźli jej własne problemy, czy też praca. Tak było, jest i będzie, niezależnie od tego, co chłopak by zrobił, bądź czego by nie zrobił.
- Chwilowo? Jako psychoanalityczka rozwiązuje problemy innych, a tak poza tym nadal w konnym temacie siedzę. Planuję start w zawodach, no ale zobaczymy, co z tego wyjdzie - powiedziała, wzruszając ramionami.
Upiła następny łyk kawy, nadal przypatrując się chłopakowi. Zaśmiała się po chwili krótko, zmieniając pozycję i po prostu wykorzystując przyjaciela jako podpórkę.
- Lubię Cię, wiesz? - powiedziała nagle poważnie.
Najwyraźniej dzisiejszego dnia miała taki, a nie inny humor.Sean Linbell - 2013-03-17, 22:07 Dobrze, że nigdy nie usłyszał od niej głośno, że boli ją gdy tak odchodzi bez słowa. Jest gościem, który raczej nie przejmują się innymi, ale Noy to mimo wszystko wyjątek. Byłby w stanie zamordować kogoś, gdyby ktoś ją poważnie skrzywdził. I nie wahałby się ani trochę.
- Gwarantuję, że Ty też byś z niego nie wyszła - powiedział, mrugając przy tym jednym okiem. Zaraz po tym pokazał jej koniuszek języka, jak to miał w zwyczaju. On jednak nie umie być przez długi czas poważny. W sumie to nigdy tego nie potrafił.
Nigdy nie uważał ją za wścibską znajomą. Niech sobie to na zawsze zapamięta. Tak samo: nigdy mu się nie narzucała.
Wzruszył ramionami na jej kolejne słowa. Nie chciał polemizować, chociaż mógłby. Wyszłoby mu to jednak tylko na źle, a tego przecież nie chcemy. Ostatnimi czasy nauczył się zamykać swój pyszczek wtedy, gdy było to konieczne. A ta konieczność właśnie teraz nastała.
- Czujesz się spełniona w życiu? - zapytał ją, tak o. Nie wiedział jak ona chciała żyć. Czy to co robi było jej marzeniem. On sam chyba nie byłby w stanie żyć tak, jak ona. Nie może mieć żadnych obowiązków. Nie był jeszcze na to wystarczająco dojrzały. Ma wrażenie, że jego rozwój psychiczny zatrzymał się gdzieś tak na 17 latach.
- Wszyscy psychoanalitycy lubią świrów? - zapytał się, zerkając na nią z ukosa. Ze względu na to, że wykorzystała go jako podpórkę, nie mógł spojrzeć na jej twarz. Aczkolwiek nie buntował się. Dobrze było ją mieć przy sobie.Noa - 2013-03-17, 22:17 Tak więc Sean mógł wiedzieć jedno, u niej jest zawsze mile widziany. I tak jak on byłby w stanie zamordować kogoś, kto by ją skrzywdził, tak ona byłaby w stanie wywołać trzecią wojnę światową, jeśli byłaby taka potrzeba...jednak przyjaźń to dobra rzecz w szczególności, że owa dziewczyna miała w nawyku próby załatwiania wszystkiego samemu, a przecież nie zawsze w pojedynkę dało się wszystko załatwić.
- Byłbyś zbyt obolały, by cokolwiek robić - odgryzła się.
Jej osobiście to nie przeszkadzało. W końcu im więcej człowiek się śmieje, tym dłużej żyje, czyż nie? Cóż, dziewczyna zawsze za bardzo przejmowała się opinią tych, na których jej zależało. Pomijając temat zdrowia Seana, aczkolwiek prędzej czy później on wypłynie, Noa milczała chwile po pytaniu chłopaka na temat spełnienia w życiu.
- Nie wiem - stwierdziła po dłuższej chwili.
Cóż, sama już dawno podjęła decyzję, że chce być samowystarczalna, jednak czasami sama sobie krzywdę robiła, przepracowując się, bądź wpadając w huśtawkę humorów. Słysząc jego następne słowa odchyliła głowę do tyłu tak, by napotkać jego wzrok.
- Nie jesteś świrem - zaprzeczyła, wyciągając dłoń i delikatnie przejeżdżając palcami po jego policzku, o ile jej na to pozwolił.
Dla niej zawsze był po prostu wyjątkowy, nie jakiś nienormalny, tylko po prostu wyjątkowy. Tutaj również zdania nie zmieni, choćby nie wiadomo co.Sean Linbell - 2013-03-20, 09:30 Zapamięta to. A może i nie zapamięta, znając jego umiejętności. Tak czy inaczej, niewątpliwym jest, że chyba już do końca życia nie da spokoju Noy. Może uciekać na miesiąc, dwa, pięć, jednak zawsze kiedyś wróci. Śmie twierdzić, że nawet gdyby dziewczyna wyprowadziła się na drugi koniec świata - on byłby w stanie ją odnaleźć. Gdziekolwiek by była.
Faktycznie, przyjaźń to dobra rzecz.
- Udowodnij - rzucił wyzywająco, unosząc przy tym lewy kącik swojej wargi. Wiedział, że nie da rady tego w jakiekolwiek sposób udowodnić, stąd ten cwany wyraz twarzy. Najwyraźniej jednak nie umieli długo współistnieć bez dogryzania sobie. Acz pewnie nie przeszkadzało to ani jednej, ani drugiej osobie. Taką miał przynajmniej nadzieję.
Czekał cierpliwie na odpowiedź na pytanie, które sam zadał.
- Eh, Noa, Noa, Noa - westchnął cicho, powtarzając jej imię pod nosem. - Wiesz, że Twoje słowa świadczą o tym, że nie masz jeszcze wszystkiego, na co sobie zasłużyłaś? Nie zostawaj bierna i nie przyjmuj życia takiego, jakim jest. - przecież powinna żyć tak, jak ona sobie tego życzy. Zdecydowanie zasługiwała na wszystko, na cokolwiek by chciała. A nie na to, co przyniesie jej los. To jest za mało.
Pozwolił jej na przejechanie dłonią po jego policzku. Dlaczego miałby na to nie pozwolić?
- Tak, tak. Masz racje kochanie. Jestem tylko osobliwym przypadkiem człowieka, który potrzebuje trochę więcej pomocy w życiu niż reszta ludzi - czyli świrem, krótko mówiąc. Wiedział, że mówiąc tak robił jej trochę na złość.Noa - 2013-03-20, 16:07 Lepiej niech już na dłużej nie znika, bo sobie Noa zacznie żyły podcinać...no, może to jest nieco zbyt dramatyczna opcja, ale przyjmijmy ją na chwilę obecną. O tym niech lepiej nie zapomina, z łaski swojej. W każdym bądź razie słysząc słowo "udowodnij" z ust Seana i ten cwany uśmiech spojrzała się tylko na niego ostrzegawczo i pogroziła lekko palcem. Jednak wspólne dogryzanie sobie było ich tradycją, bez której chyba nie potrafili wytrzymać.
- Doprawdy? Czyżbyś miał jakieś propozycje odnośnie spędzania mojego wolnego czasu, pracy, czy też jazdy? - spytała się, unosząc sugestywnie lewą brew.
Cóż, tak naprawdę każdy człowiek na coś zasługiwał, ale w końcu życie nigdy nie było, nie jest i nie będzie sprawiedliwe. Poza tym...dziewczyna była w miarę zadowolona ze swojego życia, po prostu czasem miała dość niektórych rzeczy no i nie lubiła ciszy w domu, tego, że nikogo w nim nie ma. Planowała kupić sobie psa, ale musiałaby wszędzie go ze sobą zabierać, bo za mało czasu przebywała w domu by nim się prawidłowo zająć, a w końcu nie wszyscy akceptują te czteronożne zwierzaki.
dy Sean nie cofnął się przed dotykiem jej dłoni delikatnie się uśmiechnęła. Jej naprawdę proste rzeczy potrafiły sprawić jakąś dziecinną radość.
- Nie - zaprzeczyła stanowczo - po prostu jesteś wyjątkowy i tyle. Koniec dyskusji.
Potrząsnęła lekko głową, z takiego tematu po prostu nie pozwoli mu żartować. Dopiła kawę, a zapłacić, zapłaciła już wcześniej tak więc tym nie musiała się martwić. Chwyciła w dłoń rękę chłopaka, zaczynając się bawić jego palcami...dzisiaj najwyraźniej miała stosunkowo nietypowy jak dla siebie nastrój.Jimmy - 2013-03-20, 17:10 Przez ulicę hardo przemierzał jakiś wyjątkowo szczuplutki pan. Widać wyraźnie było, że przed chwilą wstał, bo kroczył nieco leniwie, ale za to powieki owiane świeżym powietrzem nie zamykały mu sie już wcale. Mordka mu sie uśmiechała, w uszy wetknięte były ciemne słuchawki. Jimmy początkowo nucił sobie pod nosem piosenkę której aktualnie słuchał, pozwolił sobie nawet gestykulować dłońmi i poklepać się do rytmu po udzie. Zeskoczył w pewnym momencie z krawężnika, spojrzał czy jakiś samochód go nie przejedzie no i przebiegł wdzięcznie przez jezdnię. Przed chodnikiem dał ładnego susa i gdy tylko się na nim znalazł, zakręcił sobie piruet, a potem tanecznym krokiem zmierzył do Starbucksa.
Gdy tylko znalazł się pod jego drzwiami, wyłączył pokornie muzykę i raźno wszedł do środka, a na jego twarzy tkwił wciąż jakiś niby-uśmiech. Stanął w niedługiej kolejce i przystawił wskazujący palec do wargi w wyrazie zamyślenia. Na rękach miał czarne mitenki.
Chwilę przed tym gdy nadeszła jego kolej przy kasie, rozejrzał się i ujrzał jakąś znajomą twarz. Patrzył sie w kierunku dziewczyny, która chyba najwyraźniej właśnie z kimś wychodziła. Znał ją skądś, ale skąd... Zaraz, czy to nie...?
Proszę pana...! - warknęła niemalże pani za ladą w kierunku Jamesa. Ten pośpieszne zamówił ulubioną mokkę. Szybko zapłacił i skierował się w kierunku wcześniej upatrzonej dziewczyny. Gdy tylko znalazł się te parę kroków przed nią, uniósł rękę w geście przywitania i twarz rozjaśnił mu uśmiech.
- Noa, kupę lat! - zawołał do niej i dopiero teraz zauważył jej towarzysza. Skinął mu głową i znów skierował spojrzenie ku holenderce. - Pamiętasz mnie, mam nadzieję?Sean Linbell - 2013-03-20, 20:30 Lepiej niech nic nie wspomina o podcinaniu żył. Okropna sprawa, z którą naprawdę trudno skończyć. Co nieco wie o tej sprawie. Zresztą, i ona nie posiada pewnie mniejszej wiedzy na ten temat. Więc nawet niech nie zaczyna o tym myśleć. Sean czułby się okropnie, gdyby przez niego doszło do takiej sytuacji. Kto wie, ile wyrzutów sumienia byłby w stanie znieść.
- No co, nie udowodnisz? Czyli nie masz racji? - powiedział do niej wesołym tonem głosu. Towarzyszył mu przy tym dość szeroki, tryumfalny uśmiech. Jakoś nic sobie nie zrobił z jej ostrzeżenie. Cały Linbell.
- Trzeba w najbliższym czasie zrobić coś niezapomnianego - stwierdził. Coś się wymyśli. Jak chciał to potrafił być kreatywną osobą. A dla Noy na pewno chciał. 'W miarę zadowolona' to zdecydowanie za mało. A to, ze świat nie jest sprawiedliwy w niczym nie wadzi. Jak się czegoś chce to można to osiągnąć. Nawet i za wszelką cenę.
Jak Noy jest za samotnie w domu to on chętnie może czasem u niej przenocować <3
Dostrzegając uśmiech dziewczyny - sam się uśmiechnął. To miłe wiedzieć, że można jakąś prostą czynnością wywołać uśmiech na czyjejś twarzy.
- Błagam. Wyjątkowa możesz być Ty, a nie ktoś taki jak ja - odpowiedział. On nie przyjmie do wiadomości tego, że dla kogoś może być wyjątkowy. Nie ma takiej opcji.
Czując dotyk ze strony dziewczyny na jego dłoni sam również zaczął bawić się jej dłonią, od czasu do czasu muskając opuszkami palców wewnętrzną stronę dłoni towarzyszki. Sean także miał dość nietypowy nastrój, jak widać.
Sielanka dobiegła jednak końca, w czasie gdy do ich stolika podeszła jakaś osoba. A konkretniej to jakiś chłopak, którego Linbell widział pierwszy raz na oczy. Najwyraźniej przybysz znał jednak Noy, toteż skinął mu ostrożnie głową w ramach przywitania. Cóż, chłopak był dość nieufny względem nieznanych mu ludzi. A tym bardziej, jeśli w grę chodziła Noa. Dobra, powiedzmy to wprost - był zazdrośnikiem. Niewiele dostał od życia, więc zamierza chronić tą małą cząstkę za wszelką cenę.Noa - 2013-03-20, 21:04 Umh...uznajmy, że nie było takiej myśli. Noa dziwnie by się czuła, gdyby przez nią Sean dostał wyrzutów sumienia związanych z jej osobą.
- Linbell - mruknęła jedynie ostrzegawczym tonem - nie igraj z ogniem bo się poparzysz.
Niech lepiej zacznie na nią uważać. No cóż, ale bądźmy ze sobą szczerzy, prędzej by wyskoczyła z dziesiątego piętra, niźli celowo skrzywdziła chłopaka, jednak tego nie musiał być taki pewny, czyż nie?
- Niezapomnianego - wymówiła słowo, jakby nie rozumiała jego znaczenia - rozumiem, że w najbliższym czasie gdzieś mnie "porwiesz"?
W jej ton wkradła się charakterystyczna nuta rozbawienia, możliwe, że wspominała czasy nielegalnych wypadów na miasto z chłopakiem. Zawsze się zastanawiała, czy wtedy rodzice skapnęli się, że zabiera Seana z ośrodka, czy też nie skapnęli. Z drugiej strony, później trafiła do ostatniej rodziny i wtedy też zresztą rozeszły się po raz pierwszy jej drogi z panem Linbellem.
Jak chce u niej nocować, niech nocuje, ale za wszelkie bóle następnego dnia dziewczyna nie odpowiada .
- Mi daleko do wyjątkowości, złoty chłopcze. Osób podobnych do mnie jest od czorta na tym świecie - mruknęła jedynie, patrząc się na niego karcąco. Z drugiej strony od tej pozycji kark ją zaczął boleć, tak więc po prostu oparła się głową o klatkę piersiową chłopaka, przymykając delikatnie oczy. Głos wołający jej imię sprawił, iż zamrugała gwałtownie i spojrzała na stojącego przy nich chłopaka.
- James - stwierdziła po chwili - mój Boże, oczywiście, że pamiętam. Wstałabym, żeby cię przywitać, ale jakoś za wygodnie mi. Wybacz.
Puknęła delikatnie Seana w pierś, coby się nie denerwował, przecież wie, że Noa go nie zostawi od tak. To nie ten rodzaj przyjaźni, że ktoś się pojawia i już "żegnam pana, tego tam dawno nie widziałam". W każdym bądź razie drugą ręką pomachała w kierunku Jimmiego, witając się z nim tym samym.
- Rzeczywiście długo się nie widzieliśmy - kontynuowała, nadal bawiąc się palcami Linbell'a - James, to jest Sean. Sean to jest James.
Przedstawiła ich sobie, odgarniając niesforny kosmyk grzywki z czoła.Jimmy - 2013-03-20, 21:33 Wyszczerzył się nienaturalnie szeroko, jak to on, słysząc odpowiedź dziewczyny. Przyjrzał się jej. Zmieniła sie nieco z wyglądu. Pewnie każdy facet stwierdziłby, że wygląda identycznie. To taka sama sytuacja jak wtedy, gdy kobieta wraca od fryzjera po ucięciu tych dziesięciu centymetrów włosów i panowie tego nie zauważają. Ale nie, James to inny typ mężczyzny. Doskonale ogarniał takie szczegóły, miał sentymentalne i bardzo trafne oko. Wracając do Noi... Niby sie zmieniła, ale błysk w oku ciągle ten sam, prawda? Stara, dobra Noa. Chociaż, w jej oczach było teraz coś jeszcze. Zgaduję, że najpewniej jakieś ciepłe uczucie w stosunku do jej miłego towarzysza. Jimmy spojrzał na ich splecione dłonie i uśmiechnąłby się, gdyby nie to, że już się szczerzył. Dlatego tez, by nie robić wrażenia, że ma jakiś wyraz twarzy psychopaty, trochę ogarnął mimikę twarzy. Facjatę teraz oświetlał mu jego uroczy półuśmiech.
Przybliżył się do dwójki bardziej i wyciągnął rękę do Seana w neutralnym, zapoznawczym geście. - Miło mi, James - przedstawił się. - Euringer - dorzucił mimochodem po chwili i swoje nazwisko, sam nie wiedząc do końca czemu. Domyślam się, że uścisnęli sobie dłonie.
Jimmy spojrzał na Noe i machnął ręką. - A siedź, nie będę cię tak męczyć. I tak wam przeszkodziłem pewnie. Mam wrażenie, że chcieliście wychodzić - odparł luźno. Skierował znaczące spojrzenie ku siedzeniom/kanapie/krzesłach. - Pozwolicie więc, że sie dosiądę? - rzucił i dosiadł się gdzieś obok, na stole stawiając swoją mokkę. Z miejsca wyluzował się, wyciągnął lekko nogi na ziemi i skrzyżował luźno ręce na piersi.
- Wiesz co, dziewczyno? - zagadnął nagle, szczerze zaciekawiony tym o co zaraz spyta. Wpierw jednak podrapał się szybko po brodzie. - Tak się zastanawiałem, czy mnie poznasz. Wprawdzie zawsze moje fryzury były... dość ekstrawaganckie. Właściwie to mamy święto, bo nic dziś z nimi nie kombinowałem - powiedział i zaśmiał się krótko. Zaraz jednak pomyślał o czymś i postanowił się natychmiastowo reflektować:
- Ale, co ja tam będę sie rozgadywał - machnął znów ręką, znów kierując spojrzenie ku spleciony dłoniom chłopaka i dziewczyny. - Chętnie bym zamienił z tobą parę słów Noa, ale nie chcę wam tu przeszkadzać - przyznał szczerze. widział, że holenderce najwyraźniej zależy na towarzyszu, bo nawet nie zaszczyciła Jamesa podniesieniem tyłka z siedzenia i porządnym przywitaniem się. nie złościł się o to, rzecz jasna, w pełni rozumiał. Nie chciał im jakoś teraz zabierać czasu z powodu zwykłego poczucia moralności i lojalności, o. Poszperał więc szybko w kieszeni płaszcza, wyciągnął swoją wizytówkę i przesunął ją po stoliku do dziewczyny.
- Przyda ci się, zmieniałem numer. Tak jakbyś znowu miała kiedyś kłopoty - uśmiechnął się. No tak, kiedyś non stop pomagali sobie w tarapatach. Generalnie zawsze gdy bywał w trasie ze swoim stary zespołem, Noa była gdzieś niedaleko, albo nawet towarzyszyła im nierzadko. Byli takimi przyjaciółmi na dobre i na złe, wyciągali się z sytuacji kryzysowych. Warto zaznaczyć, że nadal jest taka możliwość.Sean Linbell - 2013-03-20, 22:13 - A może warto byłoby się poparzyć? - odparł, ponownie prezentując cwany uśmiech. Cokolwiek Noy by nie powiedziała - on zawsze musi mieć na to jakąś odpowiedź. Nie może być inaczej. Co do samej wypowiedzi dziewczyny, jakoś nie zamierza od teraz na nią bardziej uważać. Wie doskonale, że musiałby zrobić coś naprawdę poważnego, aby dziewczyna uczyniłaby mu jakąkolwiek krzywdę. Miejmy nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.
- Do sypialni w moim domu albo tyle siedzenia w samochodzie. Którą opcję wybierasz? - wiadomo, żartował. Nie mógł się oprzeć, by nie pokazać koniuszka języka swojej towarzyszce.
O, skoro go zaprasza na noc to chętnie skorzysta. Tylkoo... O jakich bólach tutaj mowa?
Zaśmiał się, trochę kpiąco z następnej wypowiedzi dziewczyny. Jeszcze nigdy nie spotkał takiej osoby jak Noa. A sama doskonale wie o tym, że miał okaże poznać dużo ludzi. Pokiwał głową na boki, jakby z niedowierzaniem. Czy ona naprawdę powiedziała to, co właśnie usłyszał?
Zero reakcji na skarcenie jego osoby. Puknięcie w pera nie robi na nim żadnego, nawet najmniejszego wrażenia. Również nadal nie zaprzestawał bawienia się dłonią Noy, mając z tego pewien rodzaj wewnętrznej satysfakcji. Głośno jednak nigdy by się do tego nie przyznał.
Odwrócił wzrok na postać mężczyzny, podając mu wolną dłoń w geście przywitania. Szczątkowa reszta kultury mimo wszystko w nim pozostała. Nie wiadomo jednak na jak długo.
- Linbell - wyjawił i swoje nazwisko, darując sobie tą sztuczną formułkę pod tytułem 'miło mi'. Szczerze powątpiewał w prawdziwość tych słów. Poza tym jednym słowem już siedział cicho, bo zdawał sobie sprawę, że Jimmy chciał rozmawiać z dziewczyną a nie z nim samym. Co nie oznaczało, że nie odpowiadał sobie w myślach na jego pytanie, takie jak to, czy może się dosiąść. Zgadnijcie, jak Sean by odpowiedział, gdyby tylko to nie był jakiś dobry znajomy Noy. Równie nieprzyjemne odpowiedzi byłyby także w stosunku do reszty słów chłopaka. Pomyślmy logicznie. Skoro Jim nie chce przeszkadzać, to po co się tutaj dosiada? To nie ma sensu. Była to tylko kolejna sztuczna, wykuta na pamięć regułka wygłoszona przez tego osobnika. Zero szczerości. Jak tak można?
I jak on w ogóle śmie proponować jej pomoc? Linbell jest od tego. A on nie lubi się dzielić. Niczym, a szczególnie nikim.
Nic jednak nie wskazywało na to, że jest tak negatywnie nastawiony do nowego znajomego. W rzeczywistości zachowywał spokojny wyraz twarzy. Wzrokiem wodził od chłopaka do dziewczyny, potem na chwilę rozglądał się na boki. Totalna obojętność.Noa - 2013-03-20, 22:40 - Nie wiedziałam, że jesteś skrytym masochistą - skwitowała.
No nie, z nią też nie ma tak łatwo...trzeba chociaż zachować pozory bycia twardej i niewzruszonej. Chociaż na to już chyba za późno, biorąc pod uwagę, że Sean widział ją w naprawdę różnych sytuacjach.
- Hmh...po namyśle, tylne siedzenie samochodu - odparła, posyłając mu z lekka wyzywające spojrzenie.
No właśnie...o jakich bólach tu mowa. Domyśl się, domyśl. Są trzy opcje, jak skończyłoby się to spotkanie. Bitwa o kołdrę, patelnia i sypialnia. A znaczeń poszczególnych skrótów się domyśl. A tak ogółem to bez przesady, Noa sama w sobie nie była jakąś nadzwyczajną osobą, po prostu była taka, jaka była. Zawsze miała swój własny charakter, była asertywna. Po prostu nie dała się zmienić przez naciski innych osób.
- Ciebie naprawdę łatwo poznać, zwracasz na siebie uwagę i różnisz się od innych ludzi. - machnęła dłonią, jakby uważała, że to pytanie jest wyjątkowo dziwne.
Tak, tutaj od razu można powiedzieć, że między Seanem a Jamesem było sporo różnic charakteru, ale coś na pewno ich łączyło.
- Hmh...jak masz jakiś problem, mów od razu - stwierdziła, usadzając sobie głowę na ramieniu Linbell'a.
Pewnie by wstała i przywitała się porządnie, ale po dłuższym namyśle doszła do wniosku, że nie jest to potrzebne. W końcu znała się na tyle dobrze z Euringer'em by wiedzieć, że ten doskonale zda sobie sprawę, że samo pomachanie komuś jest w jej wypadku wylewnym przywitaniem, a na dodatek wcale aż tak długo się nie widzieli. Wstała w końcu na chwilę, by wziąć wizytówkę i przy okazji delikatnie cmoknęła mężczyznę w policzek, zaraz to z powrotem siadając obok Seana i ponownie praktycznie się w jego wtulając. W tym wypadku nigdy jakoś nie przeszkadzały jej często mylne opinie innych na jej kontakty z dwudziesto-jedno latkiem, krzywe, czy też zainspirowane spojrzenia. A Jamesowi, tak samo jak Seanowi zawsze była skłonna pomóc, doradzić. No i fakt faktem z byłym gitarzystą ( a może nie do końca byłym?) nieraz wyciągali się z różnych sytuacji. W każdym bądź razie Noa nie była świadoma przemyśleń chłopaka, a gdyby była, po raz pierwszy w życiu chybaby się zarumieniła, ale zapomniałaby jak się mówi. Raczej o aż taką zaborczość swojego Seana nie podejrzewała...znaczy, swojego w sensie, że długo go znała.Jimmy - 2013-03-21, 00:29 Sean, gdybym obok ciebie była z Jamesem, to byś dostał po głowie za to pierdolenie o braku szczerości Euringera~<3 Pomijając kwestię jego oschłego dość i z pewnością skromnego powitania. No i to z tą formułką miło mi... A może akurat tak jest, że Jamesowi naprawdę jest miło i lubi poznawać nowych ludzi? Poza tym Noa to jego stara, dobra przyjaciółka, toteż jakikolwiek jej bliski i dobry znajomy nigdy nie będzie przez nań potraktowany źle. Swoją drogą to, że jednocześnie nie chce im przeszkadzać a dosiada się do nich wcale nie musi się wykluczać. On po prostu naprawdę w swoim okropnie empatycznym odczuciu winy i lojalności nie chciał się wtrącać. Ale zagrałby bardzo wbrew sobie, zwyczajnie nie zamieniając z Noą słowa, albo tylko rzucając jej wizytówkę. Poza tym jakby to wyglądało? Nie no, kochani, nie ma mowy. To jest James Euringer! James Euringer jest fair wobec swoich uczuć i poczucia obowiązku i innych takich moralnych aspektów i nie zamierza od tego uciekać. Czymże byłoby życie, gdybyśmy wybierali z niego tylko niektóre momenty? Wszakże o to właśnie chodzi - żeby wszystko dokładnie przeżyć, nawet to najgorsze. Chociaż nie, odbiegamy trochę od tematu, nie chodzi tu o te ulotne chwile, a zwyczajne zachowania. Jesteś jaki jesteś, powinieneś się tego trzymać, prawda?
Zagmatwane trochę, to sprowadzę was na ziemię: dążyłam do tego, że w całym swym zachowaniu mężczyzna był jak najbardziej szczery i po prostu jak już spotkał Noę, to trudno było mu nie zasiąść z nimi.
Jimmy westchnął cicho, widząc zachowanie Seana. Łatwo naprawdę było zauważyć, że ktoś taki jak Euringer jest ostatnią osobą którą chciałby teraz widzieć. Chociaż może nie do końca tak to jest - pewnie każdego potraktowałby w ten sposób.
- Haha, masz na myśli, że nawet jakbym był ubrany jak normalny, szary człowiek, to wydzialałbym jakąś dziwną aurę... - zaciął się, szukając słowa. Pochylił sie nad stołem i oparł na nim, zaczął w skupieniu bębnić palcami o blat. Nagle uderzył mocniej, najwyraźniej dochodząc do tego, co chciał powiedzieć. Wyszczerzył się nagle.
- Kontrowersyjności! Aurę kontrowersyjności, o ile można to tak nazwać - niemalże wykrzyczał pierwsze słowo. Potem jednak zniżył znacząco ton tak, coby ta konwersacja wyglądała z jego strony na normalną. Siedział zupełnie naturalnie roziągnięty w uroczym uśmiechu, obserwując ich kjutaśną parę. Niezbyt wylewna, ale lojalna dziewczyna i gburowaty chłopak w typie samotnika.
Gdy tylko usłyszał ostatnią uwagę Noi zaśmiał się krótko, swoim niskim głosem. Nie żeby w ogóle miał taki ton głosu - mówił i śpiewał raczej wysoko, tylko przy napadach wesołości coś w nim pękało i śmiał się zupełnie jak nie on. To znaczy, właśnie jak on. Ale po prostu można się tego nie spodziewać po kimś takim jak on.
Pogroził dziewczynie palcem, nadal rozbawiony. - Oj, Noa, właśnie powiedziałem, że to ja ci pomogę! - upomniał ją. Spoważniał nagle i odchylił się do tylu na siedzeniu przywdziewając na twarz firmowy półuśmiech. - Wydaje mi się, że jestem ci więcej winien - dodał i założył ręcę na piersi, unosząc pytająco brew. Uwaga, teraz oddaję pałeczki obmyślania ich przeszłości Noi, rapatapa.