To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy Belmont Park

Anonymous - 2013-08-05, 19:56

Fak ju, koniku, starał się jednak trzymać jak najlepiej, a jak się już Hachi zaczął męczyć to wspaniałość życia. Dał mu jednak możliwość zatrzymania się, kiedy tylko będzie chciał, no chyba, że wrąbią w ogrodzenie.
Hachiro - 2013-08-05, 19:58

Po trzecim zakręcie zwolnił do kłusa, oddychając ciężko. Skubnął się w pierś, po czym ponownie wyciągnął głowę, przechodząc do stępa. Chyba, że Andrew go poganiał.
Anonymous - 2013-08-05, 20:00

Nie poganiał go, sadystą nie jest. Usiadł w siodło i poklepał go po szyi. - doobry konik - potem go zatrzymał i zlazł z niego, prowadząc go w stronę stajni, wcześniej, dając jeszcze mu marchewkę


zt

Hachiro - 2013-08-05, 20:02

Parsknął zadowolony, że jeźdźcowi się podobało. Został występowany i odprowadzony do staji, przy okazyjnie chrupiąc marcheweczkę.
z.t

Mistrz Gry - 2013-08-21, 16:17



OFICJALNIE UZNAJĘ, IŻ ROZPOCZYNAMY PIERWSZE ZAWODY W WYŚCIGACH KONNYCH DLA AMATORÓW!


AKTUALNIE W TEMACIE PISAĆ BĘDĄ TYLKO UCZESTNICY ORAZ MG, O CAŁYM PRZEBIEGU WSZELKIE INFORMACJE SIĘ TUTAJ ZNAJDĄ. JAKICHKOLWIEK CHĘTNYCH NA TRENING WYŚCIGOWY PROSIMY O ZNALEZIENIE SOBIE MIEJSCA W TERENIE ALBO NA DRUGIM TORZE. ZA UTRUDNIENIA DOZGONNIE PRZEPRASZAMY I OBIECUJEMY POPRAWĘ.

Mistrz Gry - 2013-08-21, 16:45

    MG.

Słońce przyświecało dzisiaj od najwcześniejszych godzin, niemiłosiernie. Na niebie nie jawiła się żadna chmurka, temperatura balansowała niewiele pod trzydziestką. Bywało momentami dość duszno, ale generalnie deszczów nie zapowiadali, więc chyba nie musimy się nagłych opadów obawiać.
Taka całkiem znakomita pogoda przyciągnęła dzisiaj istne tłumy na teren toru wyścigowego Belmont Park. I to ludzi z wyższych klas społecznych, zagorzałych i wiekowych fanów sportu którego rozgrywki mają tutaj miejsce, oraz także zwykłych... amatorów. By obejrzeć, jak zwyczajne, szare osoby radzą sobie na torze.
Większość osób przeklinała nieco nadmierną temperaturę i wachlowała się nieco, czym tam mogła i co było pod ręką. Trybuny powoli się zapełniały. Ludzie z miasta chyba nie mają dzisiaj nic lepszego do roboty, że tyle ich tutaj przeszło, patrząc zwłaszcza na to, że to jakieś wybitne wyścigi nie będą,żądnej wysokiej klasy. Kompletnie niezaznane nikomu konie, nowi w tej dyscyplinie jeźdźcy. Może parę bardziej rozpoznawalnych twarzy i pysków, ale chyba niezbyt daleko poza okręgiem Orchard Stable.
Temperatura i duchota mogą być dzisiaj utrudnieniem podczas rozgrywek. Wiadomo nam pewnie świetnie, że konie są przystosowane do bytu w skrajnych temperaturach, a i choć te nie są jeszcze tak ekstremalne, to bieganie w nich może być nieco męczące. Co innego stanie na łące i pasienie sie na zimę. Pozostaje tylko życzyć uczestnikom powodzenia i chłodnej głowy!

    Parę słów wytłumaczenia:
    Kolejność pisania będzie teraz następująca - MG, jeździec 1, koń 1, jeździec 2, koń 2... koń 5, MG, jeździec 1, koń 1...
    Przez pierwszą turę, to jest od tego postu i do następnego postu MG, każda z par uczestniczących w zawodach opisuje swoje przybycie na tor, rozgrzewkę, wejście do bramek, moment oczekiwania, a w końcu start. Plus opis najbliższych pokonanych metrów toru. Podpowiadam, że warto wymieniać wszelkie aspekty które działają na Waszą korzyść, gdyż z pewnością wpłynie to na jakość Waszego przejazdu i oceny postów przez MG. Będzie sprawiedliwie, jeśli powymieniamy także i jakieś minusy. Jeśli jednak nie, pamiętajcie, że MG może zawsze wymyślić coś gorszego, czy o prostu to zauważyć. c;
    Po pierwszej turze postów uczestników nastąpi post MG, zamykający ową pierwszą turę. W nim MG oceni to, jak Wam idzie, biorąc pod uwagę treść Waszych postów, długość, jakość. Również wszelkie te aspekty o których wspomnieliście. MG winien także zorientować się w poprzednich treningach danej pary czy chociażby konia. Wiadomo - jeśli wynikłoby coś pozytywnego z tego, to wspomnijcie o tym w poście. Bo MG może po prostu nie mieć ochoty czytania wszystkich Waszych treningów, więc jeśli teraz o czymś nie napiszecie, to żeby potem nie było płaczu, że "przecież ten koń tak umie, na treningu to robił!!".

    Tak więc teraz bardziej oficjalnie, kolejka:
    1. Eviline Rodriguez & Hekate
    2. Anne Howard & Eight Belles
    3. Jackson Rathbone & Another Chance
    4. Magdalena Brave & Soul Eater
    5. Taylor ?? & Ne Vaaleanpunainen Vesiputous
    MG

    Co opisujemy:
    • wejście na tor • rozgrzewkę • wejście do bramek • oczekiwanie • start • pierwsze przebyte metry toru


GO GO POWER RANGERS!


Eviline - 2013-08-23, 00:14

Żwawym tempem wprowadziła na tor Hekate, była rozluźniona i spokojna, bo uważała, że stres nie jest jej potrzebny. Na spokojnie zatrzymała klacz tuż przed wejściem na tor, posprawdzała cały osprzęt, podciągnęła jeszcze popręg i sprawdziła owijki z żelem na nogach klaczy. Poklepała ją i bez zbędnych ceregieli wsiadła i ruszyła stępem na tor, kierując się do miejsca gdzie przeprowadzi rozgrzewkę i po prostu spacerowały w koło żwawym stępem, czasami zwiększając tempo do kłusa, by zwiększyć bicie serca i temperaturę mięśni, bo zwykłe chody poprawiają wydolność oddechową, co przy wyścigu jest niezwykle ważne. Za każdym razem, gdy klacz zwalniała, to dziewczyna ją zachęcała do żywszego tempa i nagradzała za to jednocześnie. Miała już doskonale zaplanowaną teorię przejazdu, choć nigdy nie wiadomo, jak to będzie w praktyce. Złapała klacz na kontakt, gdy ta przeszła do kłusa, choć niewygodnie jest go wysiedzieć. Po chwili jak to na wyścigach bywa - galop do bramek startowych. Chwila by nabrać adrenaliny i temperatury, niezwykle przydatne podczas takiego wysiłku. Popędziła więc klacz i przegalopowały ten średniej długości odcinek na koniec rozgrzewki, która według dziewczyny była wystarczająca, bo dalej klacz mogłaby opaść z sił. Mężczyzna podszedł do klaczy i wprowadzał ją do bramek startowych. Jeśli klacz była zniecierpliwiona, czy wystraszona, to dziewczyna od razu uspokajała ją głosem i gestami. Bramki zostały zamknięte, konie w tłoku, adrenalina wzrastała. Niektóre wierzgały i się rzucały, inne stały w oczekiwaniu, choć nie były całkowicie spokojne, Eviline i Hekate zaś trenowały uodpornienie na strach przed wielkimi widowiskami, krzykiem, tłumem, choć nie da się ukryć, że każdy był poddenerwowany całą sytuacją. Eviline zawsze tak ma, każde wyścigi, to dla niej tylko w bramkach startowych katorga, choć się wycisza i skupia na oczekiwaniu na dźwięk i otwarcie startboksów. Lekko podniosła się z grzbietu klaczy, przybierając swoją pozycję, by wiatr nie smagał jej po twarzy, chciała się zgrać z klaczą. Nagle jak to mówią, bomba w górę, otwarcie bramek. Od razu popędziła klacz, start jest bardzo ważny. Była wcześniej tak skupiona, że teraz ze startem wydawała się nie mieć większego problemu, po prostu ją popędziła, dając lekki sygnał batem kilkakrotnie, po prostu nim lekko klepała po łopatce klaczy, ona wiedziała, co to oznacza. Od początku starała się od razu przylgnąć do barierki, gdzieś z przodu stawki, bliżej środka, jeśli już to z chwilowym prowadzeniem, byleby nie ścigać jakiegoś zapaleńca, który będzie pierwszy. Jako jakaś druga czy trzecia para, byłoby w porządku, bo nie wymagałoby wielkiego wysiłku. Nie chciała na początek przemęczać klaczy, wolała to zostawić na koniec i na razie trzymać tempo przodujących. Schowała się za szyją klaczy, by nie robić oporu powietrza, bo to też działa na jakość biegu. Oddychała miarowo, wiedziała, że najgorsze już za nimi i teraz może być tylko lepiej. I tak dostały dobry startboks, bo jedynkę, wiec nie było raczej problemu ze znalezieniem miejsca. Trzymała klacz cały czas oddając jej ręce miarowo i dokładnie, pilnowała się, by popełnić jak najmniej błędów, a pierwsze metry toru zleciały niezwykle szybko.
Hekate - 2013-08-23, 18:59

Z ożywieniem wpatrywała się w się w ścieżkę, którą prowadziła ją Eviline. Ale gdy były już prawie przy torze, klacz wyglądała na niesamowicie szczęśliwą. Rozglądała się to na prawo, to na lewo, by wszystko dobrze obejrzeć. Żel pod owijkami dawał niejaką ulgę od słońca, które teraz przygrzewało z całą mocą. Gdy nagle poczuła, jak ktoś wskakuje na jej grzbiet, poczuła przypływ radości i niemal mogłaby zacząć strzelać baranki, gdyby nie to, że dziewczyna trzymała ją dość mocno. Kiedy zaczęły tą tak zwaną rozgrzewkę samym żywym stępem, klacz szastała ogonem na wszystkie strony, bo było odrobinę niespokojna. Zaraz jednak po przejściu kłusa, klacz zaczęła się trochę niecierpliwić, tak jak zawsze to było przed startami. Przypomniała sobie ten tor z treningu, który tu odbyła. Pamiętała niezbyt dobrze, że będzie tu tylko jeden zakręt. Serce siwej niemal mogłoby by wyskoczyć, gdyby chciało, jednak nie mogło. Mięśnie, jak i pod wpływem kłusa, tak jakby też pod wpływem gorąca, zaczęły się rozgrzewać. Nie zwalniała, ponieważ dość już miała takiego tempa i chciała przyśpieszyć. Jednak nie robiła tego, ponieważ Ev tego nie chciała. A gdy w końcu przyszedł czas na jej ukochany galop, wystrzeliła jak z pracy. Po przebyciu kilku metrów opamiętała się jednak i zwolniła, żeby się nie zmęczyć, bo resztę energii chciała zachować na później. Jednak adrenalina, która ujawniła się teraz, nie dawała o sobie zapomnieć podczas zatrzymania się kilka metrów przed bramkami. Gdy klacz przypomniała sobie w końcu, że ma do nich wejść, kwiknęła i wryła kopyta w ziemię, nie chcą się ruszyć za żadne skarby świata. Słysząc jednak uspokajający ton głosu swojej właścicielki, dała się wprowadzić facetowi do zielonej bramki. Czując po chwili na zadzie lekkie klepnięcie drzwiczek, które właśnie się zamknęły, podniosła gwałtownie głowę do góry, jednakże po chwili ją opuściła. Z zdziwieniem patrzyła na rzucające się na konie, które były spanikowane. Sama prawie dreptała w miejscu, ponieważ adrenalina buzowała wewnątrz siwej. Gdy poczuła, że Eviline przechodzi do tak zwanego przez ludzi półsiadu, napięła wszystkie swoje mięśnie. Czasami między rżeniem innych koni słyszała swój przyśpieszony oddech. Od razu po otwarciu przednich bramek, wystartowała jak z petardy. Czując lekkie klepanie palcata na łopatce, przyśpieszyła. Nie przykleiła się do barierki, jak to mają w zwyczaju inne konie. Prychnęła głośno nie czując popędu Evki, widząc, jak każe jej się trzymać trzeciej pary. Nie była z tego rozwiązania zadowolona, ale po części rozumiała jej intencje. Bez potrzeby nie przyśpieszała i cały czas od startu jedno ucho miała skierowane w kierunku właścicielki, pokazując jej, że skupia się na jeździe i jest z niej zadowolona.
Anne Howard - 2013-08-30, 16:55

Spokojnie wprowadziła przed tor swoją podopieczną, Eight Belles. Podniosła głowę i rozejrzała się po trybunach, by następnie zerknąć na nieskazitelnie błękitne niebo. Gdy jeszcze była w stajni, oglądała prognozę pogody i wychodziło na to, że dzisiaj będzie smażyć tak cały dzień. Jej klacz była kara, więc żeby jej ulżyć choć trochę, nasmarowała jej nogi żelem chłodzącym. Sam żel już prawie wysechł, ale z doświadczenia wiedziała, że chłód pozostanie jeszcze przez kilka minut. Sprawdziła porządnie ogłowie, czy nie byłoby żadnych pęknięć lub zerwań na paskach, jednakże wszystko było w jak najlepszym porządku. Szybkim ruchem związała włosy i założyła na swoją głowę kask. Wsiadła lekko na karą i skierowała ją do miejsca, w którym odbywały się rozgrzewki. Prawie od razu przyśpieszyła do niezbyt śpiesznie do kłusa. Jednak uświadomiła sobie, jak to jest niewygodnie na siodle wyścigowym kłusować. Spiesznym stępem skierowała ją na tor. Jeszcze raz obejrzała się na trybuny, które powoli zaczęły się zapełniać. Poprosiła klacz, by przyśpieszyła do lekkiego galopu, by podnieść jej wydolność oddechową i podnieść temperaturę ciała. Chciała też, aby kara rozgrzała swoje mięśnie przed większym wysiłkiem, jakim będzie tenże wyścig. Gdy były już jakieś sto metrów od bramek startowych, w których większość koni już się ulokowała, zatrzymała klacz. Pozwoliła znanemu już sobie facetowi podejść do karej. Gdyby jednak podopieczna nie chciała wejść do bramek lub miała ku temu jakieś inne opory, rozstępowała ją jeszcze w małym kółku i robiła to dopóki klacz nie dała wprowadzić się do bramek startowych. Rozejrzała się na boki, by obejrzeć twarze swoich rywali i łby ich koni. Wydawało jej się, że widzi kilka znajomych twarzy z Orchardu. Cały czas gładziła klacz po szyi, prosząc, by w razie czego się uspokoiła. Adrenalina, która dawała o sobie znać już podczas rozgrzewki, teraz osiągnęła swoje apogeum. Podniosła się i zrobiła półsiad, by zgrać się odpowiednio z klaczą. Serce Ann biło bardzo szybko. Gdy jednak ,,bomba" poszła w górę, odruchowo ścisnęła boki klaczy szybko startując. Klepnęła kilka razy batem łopatkę karej, by wiedziała, o co chodzi. Uspokoiła się w myślach, błogosławiąc się za to, że wylosowała trzecią pozycję startową. Skierowała ją ku bandzie ale i też nie mogła pozwolić jej na to, żeby się do niej przykleiła. Nie chciała na samym początku przemęczać Dzwonka i schowała ją za trzecią parą koni od finiszującego.
Eight Belles - 2013-09-11, 16:17

Szła poddenerwowana, ciągle caplowała i wyrywała się dziewczynie, była niezwykle podekscytowana dzisiejszym dniem, ciągle przeżuwała, wręcz gryzła wędzidło. Mieliśmy piękny, upalny dzień, zero chmur, temperatura nie do wytrzymania, od początku było już wiadome, ze konie będą biec wolniej niż zazwyczaj. W końcu ciężko było wytrzymać taką temperaturę. Gdy dziewczyna zabrała się do oporządzała klaczy, Belles caplowała w miejscu, machała łbem zawzięcie i tupała nogami. Dźwięk jej parskania unosił się echem po terenie. Klaczy trzeba przyznać, że ma masę energii, co u niej jest jednak nadzwyczaj normalne. Teraz było już wiadome, że Ann będzie musiała wstrzymywać klacz podczas wyścigu dla jej bezpieczeństwa. W końcu obciążana będzie najbardziej tylna noga, a Eight zawsze miała problemy ze stawami, więc lepiej zachować nadzwyczajną ostrożność, przecież nie chcemy nabyć kontuzji, czyż nie?
Gdy tylko dziewczyna wsiadła na klacz, ta od razu zareagowała delikatnym strzeleniem z zadu. Nie było to oczywiście groźne, ani tym bardziej agresywne zachowanie ze strony klaczy, po prostu skumulowana energia dawała się we znaki. Jeszcze ci wszyscy drażniący ludzie robiący zdjęcia, krzyczący, czy wiwatujący jakby nigdy nie widzieli żadnego normalnego wyścigu. To i inne hałasy powodowały, że klacz denerwowała się delikatnie. Machnęła pobliźniałym łbem, nie była zadowolona z tego obrotu sprawy, chciała już biec.Spokojnie zmieniała chody, prezentowała się ludziom, jednak trzeba przyznać, że chciała się wyrwać do przodu, chciała użyć pełnego galopu, chciała zacząć rywalizację. W kłusie była wręcz nie do wysiedzenia niestety, więc Ann dobrze zrobiła popędzając ją do galopu, którym przeniosły się już pod bramki. Tuż przed nimi klacz znów zaczęła caplować, ale nie bała się ich, jednakże nie musiała też wcale lubić tego miejsca. Machnęła kilka razy łbem, unosząc wysoko nogi, zdążyła również głośno zarżeć, spróbowała wszystkiego, by oznajmić, że to jej się wcale nie podoba, aż w końcu szybko weszła do bramki. Już w niej klacz zaczęła grymasić, musiała w końcu stać w miejscu, była niezwykle podekscytowana tym wszystkim, konie dookoła rżały, rzucały się i parskały, a ona stała jak zaczarowana, wręcz jakby ktoś ją wmurował. Uszy miała postawione do przodu odważnie i w ogóle nimi nie poruszała.
Była cierpliwa, czekała, a gdy nadszedł odpowiedni czas w którym musiała wystartować, to momentalnie wypruła do przodu, z początku niezbyt reagując na pomoce dziewczyny i byle gnając przed siebie. Jednak już chwilę po starcie ogarnęła się i zwolniła tak, jak chciała tego jej właścicielka. Zaczęła polegać na dziewczynie mając nadzieję, że ta wie co robi.

Jackson - 2013-09-29, 00:25

Jackson jako że nigdy nie startował w tego rodzaju zawodach, nie do końca wiedział co ma ze sobą zrobić i czym się zająć, ale w końcu kiedyś musi być ten pierwszy raz, także szedł sobie z Another Chance, którą uprzednio przygotował do wyścigu w stajni, w stronę rozprężalni, czy też miejsca, w którym się wsiada. Obok nich szedł także luzak chłopaka. Brunet klepał po łopatce delikatnie klacz, aby ta za bardzo się nie ekscytowała. Sam nie wierzył w to że właśnie on tu jest. Że jego parkur zmienił się w tor wyścigowy. Cieszył się z tego debiutu, a zarazem nieco bał. Gdy byli już w odpowiednim miejscu podpiął kobyłkę na uwiąz i przekazał go luzakowi. Zam zabrał się do wsiadania. Był troszkę za ciężki na tego rodzaju zawody, no ale w końcu to tylko amatorskie show.
Jednym szybkim ruchem wsiadł na grzbiet konia. Małe siodełko nie było zbyt wygodne. Nie to co ujeżdżeniowa "kanapa". Poklepał karą, by się wyluzowała i poprosił chłopaka, który im pomagał, by postępował z nim w ręce. Po chwili poprosił o spuszczenie ich z uwiązu, aby mogli się rozprężyć. Chwila kłusa na dość luźnej wodzy, jednak nie pozwalał Chance ciągnąć do przodu i napierać na wodze. Jako tako musieli się zgrać a kobyłka musiała zrozumieć kto jest przewodnikiem w ich teamie. Kilka okrążeń w jedną stronę, kilka w drugą i bez przerwy wejście w galop. Tu podobnie jak niższym chodzie, wodza dość luźna, aczkolwiek kontakt i kontrola była. Wykonali kilka/kilkanaście niewielkich okrążeń po rozprężalni w jedną i drugą stronę. To miało wystarczyć. Nie chciał przemęczać swej torpedy- miała pokazać na co ją stać, dopiero za chwilę.
Po jakimś czasie, gdy usłyszeli sygnał aby sie ustawić w bramce, luzak podprowadził ich właśnie tam i zamknął, odpinając uwiąz. Jackson cały czas starał się wyluzować tak jak przed startami w skokach- jednak ciężko było mu zapanować nad panującymi tu emocjami. Jeszcze raz pogładził Another po szyi i złapał wodzę. Podniósł tyłek do góry, stając na krótkich strzemionkach,a następnie po sygnale, gdy bramki się otworzyły0 pogonił klaczkę, ruszając. Czuł jak ta się rozpędza. poganiał ją, aby ta biegła coraz szybciej.

Anonymous - 2013-09-29, 22:27

Another to ogier, ale to mało znaczący błąd c;

W przeciwieństwie do Jacksona, ogier był doświadczony w tym sporcie. Wielokrotnie brał udział w zawodach, jednak był to jego pierwszy start w tej stajni - Miejmy nadzieję, iż owocny. Anotherowi towarzyszyły duże emocje, co chyba było normą w tym wypadku. Nie był sam, bowiem czuł, iż Jackson przeżywa podobną ekscytację, mimo iż go uspokajał. Nie ma co się dziwić, walka będzie zacięta. Karus prowadzony na uwiązie usiłował objąć wzrokiem cały tor, choć tak wiele ich widywał w życiu. Nie skupiał się na luzaku. Dopiero gdy Jackson przejął dowodzenie, ten skierował uszy ku niemu, wyczulając się na sygnały dawane przez jeźdźca. W kłusie ciągnął łeb w dół, co było jego przyzwyczajeniem. Odpuścił dopiero, gdy dostał wiele luzu na wodzy, bądź porządną burę za takie postępowanie. Kłus nie był jego ulubionym chodem, dlatego starał się ominąć tą kwestię, a jednocześnie nie wychylać się za bardzo, by mężczyzna nie musiał interweniować. W galopie folblut miał niewielkie pohamowania, by nie rozpędzić się i przede wszystkim nie nakręcić za bardzo, na tych paru kółkach, które miały po prostu go rozgrzać. Wtedy też wyciągnął szyję przed siebie, nie uciekając od wędzidła, ani też nie napierając na nie. Wiedział dobrze w jakim powinien trwać ustawieniu, nawet na rozgrzewce, więc nie kombinował. Luźno, sprężyście, Lekko galopował, by rozruszać mięśnie i przygotować się do biegu. W końcu o to w tym wszystkim chodziło. Co jakiś czas poparskiwał, mocno pociągając bruneta w dół, jakby sprawdzając jego reakcję na takie urozmaicenie przed wyścigiem - Chciał wiedzieć, na co może sobie pozwolić. Zawsze lepiej się upewnić.
Z głośników rozległ się dźwięk - Chance dobrze wiedział, że wprowadzony do bramek musi skupić się na starcie, dlatego wyłączył się całkowicie na wszystkie czynniki, w ostatnich sekundach. Bramki się otworzyły, a karus wypruł daleko przed siebie, zyskując dobry zapas czasu. Początkowo z każdą sekundą się rozpędzał, dopiero po chwili stabilizująco gnał, wyrabiając się porządnie na zakrętach. Szyję wyciągał przed siebie, co najprawdopodobniej z punktu widzenia Jacksona wyglądało niemiłosiernie boleśnie, aczkolwiek on był już do tego przyzwyczajony, a wręcz uczony od najmłodszego. Tylne kończyny działały jak sprężyny, wybijając rozciągnięte ciało karusa coraz dalej, za to przednie patyki stanowiły swego rodzaju ster i równoważnię. Ogier poruszał się lekko i szybko, był giętki, rozpędzony pozostawał w idealnym takcie. Jeśli dostawał pejczem od jeźdźca - Ciężko, powolnie wypuszczał powietrze, wysilając się do granic. Laik w tej dziedzinie stwierdziłby, iż działa nieekonomicznie - Aczkolwiek było zupełnie inaczej. Była to jedna z najlepszych strategii, jaką mógł teraz przybrać.

Bastian Collins - 2014-03-03, 17:06

Przybył na tor wyścigowy wraz z Jaszczurem. Rozejrzał się po obiekcie, gdyż miał okazję być tutaj dopiero pierwszy raz w życiu, ale to jakoś specjalnie go nie demotywowało.
Wprowadził konia na tor i tu podciągnął mu popręg. Wydłużył sobie najpierw strzemiona, aby łatwiej było na niego wsiąść. Kiedy będzie już na górze oczywiście je skróci, choć niekoniecznie od razu od stępowania.
Kiedy wszystko już poprawił, postanowił dostać się na grzbiet ogiera. Gdzieś niedaleko dostrzegł schodki, które pomogły mu dostać się w wyścigowe siodło. Usadził w nim wygodnie tyłek, o ile w ogóle było to możliwe i dał mu łydki do stępa, pozostawiając na razie na luźnej wodzy.
Nie wiedział co prawda czy koń od razu nie wystrzeli galopem, widząc tyle miejsca do biegania, ale tym na razie się nie przejmował. Będzie się martwił kiedy będzie trzeba.

Vesiputous - 2014-03-03, 17:33

W to dobrze mu znane miejsce dotarł emanując entuzjazmem i chęcią do pracy, co było widać chociażby w jego oczach. A co dopiero postawa! Głowa w górze, bacznie obserwująca otoczenie, krok sprężysty i niemalże wyprzedzał Bastiana, ale że miał być grzeczny, to jednak się wstrzymywał przed takim zachowaniem i tuptał obok w jego tempie.
Potulnie czekał aż mężczyzna podepnie mu popręg i całą resztę tych dupereli, zdaniem Jaszczura kompletnie niepotrzebnych - na oklep w cwale bardzo wygodnie, nie...? :'D
Gdy tylko poczuł na sobie ciężar Bastiana, ruszył kłusem przed siebie, łeb niosąc wysoko w chmurach. Marzyciel, romantyk! Zachwycony sytuacją aktualną strzelił nisko z zadniej nogi, ale niespecjalnie to zakłóciło jego rytm i trener nie musiał czuć się zagrożony. Koniuch się rozgrzewał :lol: !
Pewnie zaraz Bastian go wstrzymał, to i on trochę opornie, ale przeszedł do stępa. Szedł energicznie, wyczuliwszy się na każdy najmniejszy sygnał z prośbą o przejście do wyższego chodu.
Skorzystał z luźnej wodzy i wyciągnął głowę do dołu, a po chwili zainteresował się własnymi przednimi nogami i próbował się powycierać o nie łbem, nie zatrzymując się wcale. Zaowocowało to mała utrata równowagi i drobnym potknięciem, ale za to potem Jaszczur przyjął to bardzo do siebie i szedł już skupiony na człowieku, który to zajmował zaszczytne miejsce na jego grzbiecie. Ucho skierował ku jeźdźcowi, głowę zwiesił na wysokość piersi swojej, bacznie stawiał każdy krok.
Karny to koń jest niezwykle, więc on nawet gdy sam coś sknoci, to pojętnie się zaraz poprawia bez niczyjej pomocy. I ma na uwadze wszelkie nagany jeźdźców.

Bastian Collins - 2014-03-03, 18:17

Oh, ależ oczywiście! Cwał na oklep to jest moje największe marzenie!
Tak też myślał, że koń ruszy kłusem albo i galopem. Nic więc dziwnego, że od razu skrócił wodze, ale bardziej dosiadem zatrzymał konia z powrotem do stępa. Uśmiechnął się kącikiem ust i, choć wcale nie musiał się wysilać, popędzał go do aktywniejszego stępa. Robił z nim wolty i różnego rodzaju wężyki, aby nieco zająć ogiera by się nie nudził, a kiedy minął odpowiedni czas w końcu pozwolił mu na przejście do kłusa.
Nie dał jednak ogierowi za bardzo się schylać. Kiedy tylko ciągnął łbem do nogi, Bastian od razu interweniował, dając mu łydkę, czy delikatnie ciągnąc za wodze.
Wyczuwając nieco szybsze tempo kłusa, o ile tak było, próbował przytrzymywać ogiera, aby był bardziej skupiony na jeździe aniżeli bezsensownym pędzeniu. Jeszcze się dzisiaj nabiega, o to może być spokojny!
Cały czas kierował się z nim w stronę bramek, z których odbywał się start do wyścigu. 1500 metrów to jednak dość długa odległość, dlatego też mieli dużo czasu aby móc się rozprężyć. Szczególnie, że wykonywali po drodze co jakiś czas wolty. Kłusując mężczyzna przez jakiś czas anglezował, ale w końcu pozwolił ogierowi trochę przyspieszyć przy czym przeszedł w półsiad, aby za bardzo mu nie przeszkadzać. Jeśli ten chciał przejść do galopu, jeszcze przez jakiś czas przytrzymywał go nie pozwalając przejść do wyższego chodu. Nie miał pojęcia na jakim poziomie jest kondycja kopytnego, toteż musiał uważać, aby ich trening nie skończył się szybciej niż się w ogóle zaczął.
Kiedy byli już niedaleko bramek dostał sygnał do galopu. Trener nadal był w półsiadzie i przytrzymywał konia, aby się nie napędzał.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group