To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy im. św. Wiktorii

Be My Valentine - 2018-04-12, 13:57

Pozostawiony w galopie nie kombinował zbytnio, galopując równo, aktywnie i utrzymując dzięki sugestią Jo równe tempo. Na sygnał do kłusa nieco przygryzł wędzidło, ale wystarczyła krótka półparada, by od razu przeżuł wędzidło i odpuścił chętnie schodząc do dołu i w dole zostając również w stępie.
Na sygnał do kolejnego zagalopowania po pozbieraniu wodzy zareagował spokojnym wejściem w galop, strzygąc uszami i wzrokiem badając prostą przed sobą nieco naparł na wędzidło, chętny na szaleństwa. Gdy dostał pozwolenie na dodanie od razu chętnie naparł na wędzidło rozciągając się i w pierwszej fouli bryknął niegroźnie, nie złośliwie, a pod wpływem „wolności” która była przed nim chciał odreagować na wesoło. :lol:
Przeżuł wędzidło dalej chętnie się zaokrąglając i w owym mocniejszym tempie galopując okrągłą, przyjemną dla oka foula, którą jednak znacznie poszerzył. Zwolniony, niechętnie przeszedł do stępa ze znacznie przyśpieszonym oddechem, ale jak na razie nie było widać po nim zmęczenia, był rześki i gotowy do dalszej pracy.

Jonah Wrens - 2018-04-12, 17:45

Takie małe zgrzyty między nami wcale nie były takie straszne. Przed wejściem na tor zastanawiałem się czy nie będzie gorzej ale łatwo ogier pozwalał gasić konflikt różnicy zdań a pro po tempa. Póki nie sadził mocno z zadu mógł sobie śmiało brykać do woli, co również mi nie przeszkadzało skoro nie próbował ewidentnie się mnie pozbyć. Po tej dłuższej przerwie na uspokojenie oddechu, po raz kolejny zebrałem wodze i zaprosiłem go do galopu na lewą nogę, po ustaleniu tempa wstałem sobie do półsiadu i stopniowo zacząłem dodawać. Wyglądało to na zasadzie dołożenia łydki, utrzymania tempa i ponownym dodaniu. Dlatego ogier nie musiał długo czekać na rozwinięcie prędkości, a ja miałem pewność że całość dzieje się pod moją kontrolą. Spokojnie się opierając o strzemiona, trzymałem wycofane ramiona i dałem mu swobodę galopowania.
Be My Valentine - 2018-04-12, 19:04

Tak jak zostało wspomniane, miał dobry dzień, wyczuwalnie, stąd dzisiejsza "przejażdżka" była przyjemnością, a nie ciągłym konfliktem.
Po pozbieraniu wodzy, będąc gotowym na kolejne sygnały od razu zagalopował praktycznie sam schodząc bardziej w dół i galopując w równowadze wykorzystał odciążenie pleców jako zaproszenie do jeszcze lepszego zaokrąglenia w galopie. Rozumiejąc przekaz łydek zaczął przyśpieszać coraz bardziej, wiadomo coraz trudniej było mu otrzymać równie okrągły galop, ale to, że foula mi się spłaszczyła nie oznaczało, że przestał pracować całym ciałem, aktywnie aktywizując każdy z mięśni.

Jonah Wrens - 2018-04-12, 19:48

Ciężko byłoby dorównać tempu i podniesieniu bo chyba musiałby w pewnym momencie podnosić się do świeci, żeby to było w jakiejś równowadze. Tak czy inaczej prowadziłem go tym szybszym galopem i na zachętę jeszcze mu cmoknąłem sprawdzając czy jest w stanie jeszcze trochę z tego zadu wycisnąć. Długo mu nie kazałem galopować na pełnym gazie, zwalniając go do bardziej równego ale dalej aktywnego galopu. Równocześnie go obserwowałem, nie chcąc przegapić momentu, w którym ogier zacznie nie mieć siły, a będzie pedałował z czystego posłuszeństwa.
Be My Valentine - 2018-04-12, 20:25

Jak na razie był rześki, galopując miarowo coraz szybciej na prośbę Jonaszka. Dawno nie galopował w ten sposób, więc stale sprawdzał swoją równowagę, co by nie wyrżnąć na torze, bo byłby wstyd. Parł chętnie do przodu, a oddech ogiera przyśpieszył znacznie, na jego szyi zaczęła się pojawiać mała plama potu, a żyły wychodzić, ale przez dłuższą chwilę Wrens mógł poczuć, że ogier dalej chętnie prze do przodu. Nawet cmoknięcie spowodowało, że minimalnie, ale dodał jeszcze przez jakąś chwilę nie potrzebując zachęty.
Dopiero po około 2 minutach zaczął wyczuwalnie gasnąć, nie przechodząc jednak sam do kłusa, a dalej galopując do przodu, już nie tak rześko. Oddech był bardzo słyszalny i potrzebował po prostu sobie dychnąć.

Jonah Wrens - 2018-04-12, 20:34

Na szczęście te zmianę w ogierze było dobrze czuć i śmiało mogłem zwolnić go w galopie i wracając do siodła jeszcze przyhamować do kłusa. Oddałem mu praktycznie całą wodzę żeby mógł sobie rozciągnąć szyję i chwilę przekłusować żeby tak od razu nie wytrącać go z tempa i nie robić dużego przeskoku. Po jakichś 70 metrach kłusa przestałem anglezować i usiadłem w siodło, zwalniając go dosiadem, bo nie spodziewałem się, żeby na niego nie odpowiedział i próbował dalej biec. Poklepałem go po szyi i dałem mu na razie długą chwilę przerwy, żeby mógł sobie śmiało złapać oddech i przede wszystkim zebrać jeszcze siłę na kolejny odcinek galopu. Luźno podążając za nim dosiadem w stępie, obserwowałem otoczenie, zwracając też uwagę na oddech ogiera, wyczekując momentu, aż będzie gotowy podjęcia drugiej próby wysiłku.
Be My Valentine - 2018-04-12, 20:46

Ogier chętnie skorzystał ze zwolnienia do kłusa od razu rozciągając coraz bardziej umięśnioną szyję, która również zaczynała mieć coraz mniej spięć. Czując przyblokowanie w dosiadzie z opóźnieniem przeszedł do stępa, znów wyciągając szyję i dysząc pomału wyrównywał oddech. Ostatecznie po jakimś czasie Jonaszek mógł usłyszeć, że oddech nieznacznie się wyrównał i tym samym był gotowy do kolejnego startu w galop. Oczywistym było, że od razu nie uspokoi oddechu, dopiero pod koniec treningu mając na to szanse.
Jonah Wrens - 2018-04-12, 20:52

Mając go już gotowego, powoli zebrałem wodze i łydkami zaprosiłem go do zakłusowania trzymając go w tym chodzie z kilkanaście kroków i dopiero wtedy ponownie zagalopowaliśmy. Jeszcze raz wymagałem od niego aktywniejszego tempa niżeli te na parkurze i w tym już go trzymałem, nie wyciągając bardziej ogiera. Dzięki temu mogłem zachować w nim tą jeszcze okrągłą foule. Dając mu ponownie luz w galopowaniu trzymałem półsiad i łydkami podtrzymywałem tempo ponownie przez jakiś odcinek toru nie doprowadzając jednak już do momentu jak przed chwilą. Zanim sam zaczął tracić moc zwolniłem go do kłusa i rozkłusowałem w dole rozciągając jego plecy po tak intensywnym wysiłku. Równo anglezując trzymałem aktywne tempo gniadosza i po jakichś trzech minutach kłusa zwolniłem go do stępa już na stałe. Poluzowałem popręg i wyrzuciłem nogi ze strzemion, wiedząc że ogier i tak już niczego nie wymyśli, nie mając siły na głupoty. Stępowałem go przez jakieś 20 minut, żeby naprawdę odpoczął i się wyciszył i dopiero po tym opuszczając tor, zeskoczyłem z niego, aby w ręku zaprowadzić go do stajni, co jakiś czas poklepując jego szyję.
/zt

Be My Valentine - 2018-04-12, 23:09

Zakłusował praktycznie od razu, by następnie energicznie zagalopować, na początku próbował mocno przeć naprzód, ale wstrzymany pozostał jedynie w bardzo aktywnym galopie, nie spłaszczając jednak fouli. Zaokrąglił się nieco zmęczony, ale nadal mający siłę na galop. Siatka żył pojawiła się na jego ciele, a wraz z nią wychodzący plamami pot. Znów po minięciu gdzieś 2/3 minut zaczął gasnąć, by na sygnał przejść do kłusa.
W kłusie chętnie wyciągnął mordę do dołu, sprężyście pracując teraz plecami, rozluźniając je przy okazji. Po przejściu do stępa z mocno przyśpieszonym oddechem zaczął swobodnie, mocno zmęczony stępować bujając się wraz z Jo na boki. Faktycznie, nawet nie mrugnął, grzecznie idąc przed siebie i pomału regulując oddech.
Gdy Jonaszek zsiadł trącił go nosem, chętnie przyjmując jego dotyk, by udać się z nim nieśpiesznie do stajni.

[zt]

Rozalia - 2018-05-01, 13:30

Znalawszy się koło toru zaczęłam powoli stępować klacz, słuchając przy tym cocnieco o stajni ze strony stajennego. Była to niezmiernie przydatna wiedza, skoro zaczynałam powoli łączyć swoją przyszłość z jeździectwem w Anglii, dokładniej z wyścigami. Takimi małymi, powolnymi kroczkami do przodu. Między innymi takim kroczkiem było właśnie zdecydowanie się na telefon do dyrekcji oraz przybycie tutaj.
Stępowałam klacz dobre piętnaście minut, by po chwili wziąć ją na dłuższy uwiąz i skłonić do kłusowania, także w ręce. Nie chciałam jej lonżować, zdecydowanie pozytywniej będzie do mnie podchodziła, jeśli jej pokażę, że jesteśmy równe. Nawet, jeśli nie jesteśmy. Zaraz zaś po kłusie i ogólnej rozgrzewce klaczy, takiej, która ją rozruszała ale nie zmęczyła wsiadłam na jej grzbiet z pomocą stajennego, by dopasować sobie tam strzemiona i nasunąć gogle na oczy. Nie planowałam startu z budki, wolałam zrobić coś bardziej kondycyjnego, oceniając przy tym predyspozycje klaczy i jej zapał. Poprosiłam więc o przyprowadzenie jej na tor tuż przed bramkami, gdzie przyjęłam już normalny, treningowy dosiad. Uniosłam tyłek nad ciało klaczy, tworząc z niego i z tułowia z miarę prostą linię, zaś podparłam swój ciężar na nogach, które znajdowały się deczko niżej niż zwykle. Pochwyciwszy wodze zapewne nawet nie musiałam ją prosić o bieg, lecz jeśli już, to skłoniłam ją lekkim ruchem nadgarstków i ewentualnie batem. W pierwszych foulach trzymałam ją bardziej galopem, niż cwałem, nie pozwalając jej przyjąć od razy morderczego tempa. Miała się lekko kiwać w tym biegu, uaktywnić wszystkie mięśnie, by dopiero w połowie drogi do zakrętu rozszerzyć ramy do cwału. Pilnowałam jej tempa, ukrywając się za szyją i wspierając ją w szybkości, zaraz jednak, przed zakrętem, zwolniłam ją wzmocnieniem kontaktu i zmianą dosiadu na bardziej obciążąjący.

Princessof the Nile - 2018-05-01, 18:40

Tory wyścigowe, jakimi dysponował Orchard były jej dobrze znane, czasem na nich startowała w gonitwach. Dlatego kojarząc kierunek, w którym zmierzają od razu się ożywiła, nie jednak do tego stopnia, aby sprawiać Rosalie jakieś duże kłopoty. Nie niecierpliwiła się podczas kilkunastominutowej rozgrzewki w stępie, jedynie chwilami było widać, że nie do końca jest tu obecna również duchem, który nie mógł się doczekać późniejszej części treningu. Dodatkowo wyłapywała wymianę zdań pomiędzy dziewczyną a stajennym jako urozmaicenie podczas stępowania.
Bez problemu przeszła następnie do kłusa, kierując ucho w stronę blondynki. No faktycznie nie do końca mogły być równe, skoro ona byłą księżniczką, prawda? Była jednak bardzo dobrze wychowaną księżniczką, a nie taką co to sobie za dużo wyobraża. Po takiej rozgrzewce, która pomogła jej odpowiednio się przygotować do właściwego treningu, biorąc pod uwagę, że miała niewiele ruchu od rana, po któej jednak wciąż była świeża i miała mnóstwo sił, Princess stała spokojnie, podczas gdy Rosalie znalazła się na jej grzbiecie, ponownie korzystając z asysty stajennego, w dopasowaniu strzemion. Następnie gniada została skierowana na tor, ale nie do bramek. Zatrzymały się tuż przed nimi. Za nimi były bramki, przed nimi otwarta przestrzeń toru. Wyczekiwała tylko mementu, w którym może ruszyć i gdy kobieta obrała prawidłowy dosiad, a kiedy chwyciła wodze, dwulatka, która przygotowywała się już od chwili do ruszenia, wystrzeliła z miejsca galopem. Rosalie nie musiała nawet specjalnie nic tutaj korygować. Folblutka była dead lastem i z reguły na samym początku nie pchała się naprzód morderczym tempem. Tak było i tym razem. Galop był aktywny, żywy, ale nie szaleńczy, za to zgodnie z założeniami blondynki uaktywniła wszystkie mięśnie, które tak potrzebowały ruchu. W połowie odległości do zakrętu rzeczywiście płynnie poszerzyła ramy do cwału, nadal jednak stać by ją było na bardziej energiczne tempo. Z resztą i tak nie do końca miałaby się gdzie rozpędzić, bo przed wejściem w pierwszy zakręt zwolniła, do czego w zasadzie również nie potrzebowałaby rozbudowanych sygnałów od swojej dżokejki. Tempo pozostało aktywne, jednak nie tak, aby miała się na tym zakręcie zabić, raczej udało jej się na nim zachować równowagę.

Rozalia - 2018-05-02, 14:08

Zaraz po zakręcie pozwoliłam jej przyśpieszyć, wręcz skłaniając ją do tego ruchem rąk. Ułożyłam się bardziej w dosiadzie, co w moim słowniku znaczyło zmniejszenie ciężaru dzięki zniżeniu się i przesunięcie rąk do przodu, ku wyciągnięciu szyi do przodu. Klacz była całkiem posłuszna, nie musiałam się więc obawiać o jej ruch. Nie znałam tego toru, lecz tutaj znów przydali mi się pracownicy Orchardu, którzy zapewnili mnie przed startem o bezpieczeństwie obiektu.
Kierowałam ją dość pewnie po wewnętrznej, ale mając możliwość dobrałam sobie 2 tor, pozwalając klaczy na względne luzy.
Pracując od najmłodszych lat w jednym stylu miałam już swoją widzę i praktykę, tym samym wszystko było dopasowane pod konie wyścigowe. Nawet moja waga. :lol2: Pomijając już to, że odziedziczyłam predyspozycje po rodzicach, w postaci niskiego wzrostu, to jak większość młodych kobiet, ale też z szczytniejszym celu niż poderwanie kogoś, utrzymywałam wagę stałą lub mniejszą niz 50 kilogramów. Dla klaczy byłam zdecydowanie dogodnym jeźdźcem, bo z tego co także się dowiedziałam jej dżokej grzeszy gabarytami. :lol2:

Princessof the Nile - 2018-05-02, 20:02

Po wyjściu z zakrętu na prostą naturalną rzeczą było dla niej, że wypadałoby przyspieszyć, a sygnał w postaci ruchu rąk tylko bardziej ją do tego zmotywował. Princess gnała więc po torze, ponownie tempem sprzed zakrętu. Chociaż mogła się ścigać ze samą sobą, lub z wiatrem nie traciła motywacji i nie gasła. Obrany bardziej wewnętrzny tor, jednak nie przy samych opłotkach zdecydowanie jej odpowiadał i dawał swobodę. Mieli cały tor dla siebie co miało swoje plusy.
Faktycznie James ma swoje gabaryty, ale jak się kogoś kocha, to się go akceptuje takim jakim jest. To brzmi jak jakaś odwrócona wersja zoofilii, ale co poradzić, klacz znała go od źrebaka. Był prawie jak jej matka zastępcza. A raczej tatuś.. Okej, to znów dziwnie zabrzmiało.
Gniada pokonywała obecnym tempem kolejne metry toru, utrzymując równy i aktywny cwał, ewentualnie jeszcze nieco przyspieszyła, o ile uznała, że może sobie na to pozwolić. Jako dead last kumulowała energię i siły na wielki finisz

Rozalia - 2018-05-02, 21:09

Daddy issues trochę :lol2: Zaraz po pokonaniu prostej czekał kolejny zakręt. Przygotowałam się przed nim poprzez obniżenie ciała i skrócenie wodzy, wzmacniając nacisk i podnosząc jej łeb w biegu, by zwolniła, tutaj postanowiłam zastosować lekko inną technikę i sprawdzić umiejętności klaczy. Skróciłam jej galop, by obciążyć bardziej zad oraz skręcić w kierunku wnętrza.toru. Zaraz po tym wyjechałyśmy zakręt a ja oddałam jej wodze poprzez wysunięcie rąk wzdłuż szyi i wzmocniłam jej bieg palcatem. Zaraz po tym wykonałam lekki ruch wodzami, czyli wzmocnienie i rozluźnienie kontaktu pokazując klaczy możliwość wyciągnięcia szyi i przyśpieszenia. Tempo może nie było powalające, mimo to klacz pozytywnie zaskoczyła mnie swoim posłuszeństwem. Doprawdy, była potulna jak baranek w porównaniu z wieloma innymi końmi, właściwie większością. Taka już ich natura.

Princessof the Nile - 2018-05-04, 12:53

Bardziej owner issues :lol2:
Zbliżały się do kolejnego zakrętu, do którego została odpowiednio przygotowana, zwalniając przed wejściem na zakręt. Jej galop nadal był aktywny, jednak nie było to tempo, z jakim mogłaby się na wspomnianym zakręcie zabić. Princess dobrze reagowała na pomoce od Rosalie, zgodnie z nimi więc skróciła swój galop na zakręcie, po czym skręciły bardziej na wewnątrz toru. Kiedy dostała od blondynki możliwość wyciągnięcia szyi i przyspieszenia chętnie z niej skorzystała, dodając w tempie i nieco wyciągając szyję do przodu.
Może jej posłuszeństwo wynikało z tego, że kompetencja kobiety wzbudziła w klaczy zaufanie, a poza tym gniada wykorzystywała swój temperament na torze, gdzie zdecydowanie go potrzebowała.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group