To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Ławki

Cedella - 2014-07-15, 23:04

Skoro chciał, to również spojrzała mu w oczy. Nie chciała w nich odnajdywać troski.. nie takiej troski. Na chwilę wstrzymała oddech, bo nie mogła uwierzyć w to co od niego usłyszała. Stała jak wryta patrząc jak odchodzi. Zacisnęła pięści, bez zastanowienia ruszając za nim. Nie zatrzymywała go, dogoniła go i szła tuż obok. Patrzyła na niego z zauważalną złością.
-Naprawdę?- powiedziała zirytowanym tonem głosu.- Twoje zachowanie nie pokrywa się z tym co przed sekundą mi powiedziałeś. Śmiesz mówić mi, że Ci zależy a potem po prostu sobie odejść? Gdyby Ci naprawdę zależało, nie poddawałbyś się tak, Lukas.- powiedziała, stając przed nim z założonymi rękoma.
-Twierdzisz, że dobrze postępujesz. Okej. Doceniam, to, ale ja tego nie zaakceptuję. Sądzisz, że potem nie będzie boleć? A szczególnie jak pomyślisz sobie "Ced wybrała, ja nie miałem nic do gadania" Szczerze? Czuję się okropnie, dzięki. Po prostu dzięki Lukas.- burknęła schodząc mu z drogi. Wzięła głęboki wdech, na taki obrót sytuacji nie była przygotowana. W ogóle. Nie chciała żeby tak to się skończyło. Patrząc z jego perspektywy, poczuła się jeszcze bardziej bezsilnie. -Ja wiem.. ja..- głos się jej łamał. Czemu przyjaźnie męsko-damskie muszą opierać się na jakiś "wybrykach"? Ced, nie pamiętasz co sobie przyrzekłaś przed rozmową? "Nie będziesz płakać." Spuściła wzrok w dół, szybkim ruchem wycierając rękawem pierwsze łzy. Koniec.-Nie kończ tego jak ostatni dupek.- mruknęła cicho, chowając się w miejscu, gdzie światło z lamp nie docierało.

Lukas - 2014-07-15, 23:17

Gdy Lukas usłyszał kroki dziewczyny kątem oka spojrzał za siebie i gdy tylko go dogoniła zatrzymał się, patrząc na Ced jakby chciał się czegoś doszukać, ale sam nie wiedział czego. Dał jej skończyć nie chciał jej przerywać, chciał wszystko usłyszeć i tyle. Trochę zaczynało go to wszystko wkurzać. Ced nie umiała się określić on był i nadal jest pewny swoich uczuć co innego ona. Gdy wypowiedziała ostatnie słowa Lukas bez zastanowienia przytulił ją mocno do siebie i nie miał zamiaru puszczać chyba, że sama dziewczyna tego chciała.
- Zależy mi na tobie. Bardzo. Jednak wszystko od ciebie zależy. Przykro mi z tego powodu, ale nie chce na ciebie wpływać to ma być twoja decyzja. Nie ważne jaka ona będzie możesz liczyć na mnie i możesz być pewna, że nigdy cię nie zostawię zawsze będę przy tobie.- Dokładnie wszystko wyszeptał jej do ucha nie puszczając jej z delikatnego uścisku.

Cedella - 2014-07-16, 00:06

Widzisz Luk, tak to jest z babami xD
Cedella znowu wstrzymała oddech, a nawet jej serce wrzuciło na szybsze obroty. Ten dzień też jest chory. A może jej mózg odpycha od siebie jakąś część informacji, które uważa za nieistotne a w rzeczywistości są naprawdę ważne? Była ciekawa, co powiedziałby Daniel w takiej sytuacji. Szczerze nawet sobie tego nie wyobrażała, nie miała bladego pojęcia.
Przegryzła wargę, tak musiała się trudzić, żeby powstrzymywać płacz! Dopiero zrozumiała podejście Lukasa do tej sprawy i mogła śmiało stwierdzić, że Bóg zapomniał dodać trochę do niej inteligencji. Wtuliła się w jego pierś, sądząc iż to pomoże jej w szybkim przemyśleniu sprawy. -Przepraszam.- wymruczała w jego ubranie. Nie potrafiła wybrać, to po co ma wybierać? Bała się jedynie tego, że to nie będzie takie łatwe na jakie wyglądało. Westchnęła cicho, również delikatnie go obejmując. Lukas zmienny jest! Tu odchodzi, tu jej nie zostawi. Nie dziwić się, że młoda mi tu głupieje! :c -Nie postawię kroku dalej. Ani z Tobą, ani z Danielem.- jakoś to udźwignie. Da radę. Da. Nie da. Da. Ehy. Lukas pewnie nie jest zadowolony, trudno. Nie będzie decydować którego wybierze, bo którego nie weźmie, zrani drugiego. -Do odwołania. Jeżeli coś się zmieni, to Ci powiem. Na razie zobaczę, czy tak w ogóle się da.- dodała ciszej.

Lukas - 2014-07-16, 10:11

A kobieta może zmienną być? :lol2:
Ta cała sytuacja była do bani a ciągnięcie tego tematu wypadało z gry. Nie to, że to było jakieś niezręczne, ale na razie miał dość i chciał odpocząć. Nie wypuszczał jej z ramion.
- Nie przepraszaj.- Również powiedział dość cicho tak, aby tylko ona usłyszała.
- To jest twoja decyzja i nie mam tobie tego za złe.- Szybko musiał wpaść na jakiś pomysł, aby zmienić sytuację. Długo nie musiał myśleć w końcu to Lukas, rozrywkowy chłop! xD Chciał wrócić do czasów ich przyjaźni a raczej wygłupów. Wiadomo o co chodzi. Szybko się od niej odlepił i delikatnie chwycił łapką albo raczej przyłożył dłoń pod żuchwę i uniósł delikatnie ku górze, aby spojrzała mu w oczęta.
- A teraz koniec smutków nie będę patrzył jak się zadręczasz.- Powiedział i szeroko się do niej wyszczerzył. Taki przystojny chudy psychopata xD
-Zabieram cię na jedzonko i lody!- W momencie wypowiadania tych słów stanął jak prawdziwy superbohater, który zazwyczaj mówi 'uratuję cię' Lukas zmienił trochę scenariusz xD Zamknął całkowicie tamten temat i się wyluzował.
-Chodźmy.- Powiedział i nie czekając na żadną zgodę czy też potwierdzenie, złapał ją za łapkę i pociągnął gdzieś tam xD wyszli.
Ale ty pisz posta nie przeszkadzaj sobie :lol2:
Zt.

Cedella - 2014-07-16, 11:13

Ona zawsze lubiła przepraszać, mimo że było to jednoznaczne że popełniła jakiś błąd. Na jego słowa delikatnie się uśmiechnęła, przy okazji odklejając się od niego. Wzdrygnęła czując jego chłodną dłoń, a poza tym to było niespodziewane! :< Przewróciła oczami na koniec nawiązując z nim kontakt wzrokowy. Uśmiechnęła się widząc jak ten się szczerzy :lol: -Dzięki.- mruknęła.
-Łoo fajniutko :3- może nie była aż tak głodna, ale wystarczająco, żeby nie odmówić. Widząc jego bohaterską pozę, zaklaskała, patrząc na niego miną "are you fucking kidding me?" Brakowało mu jeszcze powiewającej na wietrze pelerynki. :D A zresztą.. na darmowe jedzonko zawsze chętnie :lol:
No to wyszli :s

Anonymous - 2014-08-13, 17:02

Kudłacz przemierzał samotnie nieznajome, miejskie tereny. W końcu bycie psem jest bardzo męczące zwłaszcza, kiedy żyje się na kocią łapę. Trzeba mieć końskie zdrowie, spryt lisa i opór osła. Tak, właśnie mniej więcej matka natura wyposażyła ziemie we wszystko co potrzebne do życia a żywe organizmy wzbogaciła o podobne cechy, które odpowiednio użyte dawały szanse na przetrwanie. Każdy chce przetrwać. Nawet cywilizowani ludzi muszą na codzień borykać się z wyzwaniami, może dla większości z nich głód czy brak snu są nieznajome, lecz kto nigdy nie zaznał cierpienia wynikającego z egzystencji nie powinien zabierać głosu.
Pies od tygodnia żywił się okruchami, które podkradł gołębiom, spijał wodę z kałuż przy ulicy i szukał akceptacji u bezdomnych kotów, które bardziej niż pomóc mu w nawiązaniu kontaktu wolały bawić się w ganianego uciekając przed nim, a on nawet nie miał siły na pościg. Był ładnym, rasowym psem. Teraz jednak jego urok i wrodzonona inteligencja na niewiele się zdały. Brudny. Kulejący. Przygnębiony. Nie przypominał siebie. Teraz w oczach wielu był zwyklym, porzuconym kundlem, który musi jakoś sobie poradzić. Pewnie zasłużył na taki los bo sam uciekł. Ludzie zawsze snują mase teorii. On po prostu zabłądził. Nie miał szczęścia. Do nikogo nie miał o to pretensji. Idąc machał ogonem na przyglądające się mu dzieci, robił miejsce rowerzyście czy unikał poboczem szczekającego na niego zza płotu owczarka. Kawowiec wydawał się odporny na to co się dzieje wokół niego. Zauważył nawet dziewczynę, która przysiadła na jednej z ławek. Nie bał się ludzi acz jak każdy pies po przejściach wolał nie igrać z ogniem ludzkości. Bo to co ludzkie niekoniecznie dobre..
Zbliżył się do niej na bezpieczną odległość i udając że obwąchuje kosz stojący nieopodal ukradkiem zerkał co wyjmuje nieznajoma. Może ma coś na ząb? Pies ujrzawszy dziwny zeszycik ( tak, takie coś posiadała jego była pani wracając ze szkoły i siedając za biurkiem) nastawił ciekawsko uszy kichając zaraz z zimna.
Ludziom się nie przeszkadza, obrywało się mu za zakłócanie spokoju jak jego właścicielki się uczyły. Zwykle był wtedy ignorowany. Na pamięć znał niektóre czynności ludzkie. Zaciekawiony jednak ruchomym 'patyczkiem' w jej dłoni usiadł naprzeciw i wraz z długopisem przesuwał spojrzenie od lewej do prawej a wyglądał jakby coś czytał.
Zabawny był. Głupi też, ale to taki on. Pisząc dziewczyna była monitorowana. Spokojnie, on nic nie przeczyta z ruchu jej nadgarstka. Nawet z samych liter. Kiedy przestała przekręcił łeb bardziej na lewo i przyglądał się jej ze spokojem.

Anonymous - 2014-08-13, 19:09

Nie przeszkadzało mu to jak jest postrzegana przez innych czy nawet siebie samą. On widział w niej po prostu dziewczynę, która zainteresowała się nim ot tak i zdaje się, że jest godna zaufania chociaz o to będzie ciężko. Pies nie należał do tych ufnych. Jednak ta dziewczyna nie dała mu nawet najmniejszego powodu dla którego musiałby się jej obawiać. Może to pułapka? Kto tam wie.. Kawowiec nie przypisywał komuś ukrytych intencji. Skoro go nie przegoniła to chyba nie przeszkadzało jej jego towarzystwo. Też gwałtownie odczuwał ogólne poczucie osamotnienia. Nie zwykł być bezdomnym, niczyim. To pies typowo rodzinny a już na pewno towarzyski. O kontakt z człowiekiem mu nie trudno. Jest jeszcze młody i ciagle uczy się tego, co pies powinien znać. Unikał tłoku. Po ostatnim incydencie z kamieniami, którymi został obrzucany przez jakichś dzielnicowych, nieletnich łobuziaków, unikał i mężczyzn. Reagował panicznie na ludzi w kapturach i podniesiony, męski głos. Tu jednak zastał kobietę. Mówiła ze spokojem, miała przyjemny dla uszu ton glosu. Polubił go. Polubił ją.
Siedząc wpatrzony w jej osobe lekko zastrzygł uszami, które sterczały tak elegancko.
Oczywiście zapoznał się z jej zapachem zbliżając się do niej. Polizał ją dyskretnie po dłoni. Tak, był pieszczochem. Widząc, że czegoś szuka w torebce poderwał się i przednie łapy oparł o ławkę tuż obok jej uda. Zainteresowany jej poszukiwaniami marszczył nos charakterystycznie niuchając wszelkie, dobiegające z jej torby zapachy. Znał ją za krótko by oceniać, ale zyskała w jego oczach. Nareszcie ktoś się do niego odezwał. Ktoś go pogłaskał. Ktoś zauważył go.

Anonymous - 2014-08-13, 20:12

Usłyszawszy swe imię zamerdał energicznie ogonem. Prawie zapomniał jak się nazywa, jak został nazwanym, ale tego ponoć się nigdy nie zapomina. Wysunął jęzor rowierając szerzej mordkę. Czuł się przy niej bardzo sobrze dlatego postanowił tutaj z nią trochę pobyć. Może będzie częściej odwiedzała park? On na pewno tak, w poszukiwaniu jej. Miał parę miejsc gdzie zawsze spotykał wyrozumiałych ludzi. Znajdą się jednak i takie, gdzie już nigdy łapy nie postawi. Najgorzej jest w nocy. Noca zawsze trudniej o koncentrację a łatwiej o poważne zagrożenie czy narażenie. Nie będąc psem ulicy musiał radzić sobie instynktownie. Czasem reagował zbyt spontanicznie. Jak wtedy gdy na ślepo ganiał za dziećmi biegającymi po placu zabaw strasząc je przy tym. Cóż, szukał sposobu by ściągnąć na siebie uwagę. Kto inny jak nie samo dziecko wrażliwy jest na krzywdę tych najbardziej bezsilnych wobec życia. Widząc uśmiech na jej twarzy od razu poczuł się pewniej, gdyż jej empatia i takie płynące od niej pozytywne emocje działały na niego kojąco. Uwielbiał słuchać ludzi. Ludzkiej mowy. Choć sens ich słów był jak dla niego nieznany, to było raźniej siedzieć i nasłuchiwać dwunogów. Właśnie dlatego na jej wypowiedź entuzjastycznie pomachał ogonem i wyciągnął ku niej łeb chcąc ją polizać po policzku. Jak się nie udało to tylko mokrym nosem przetarł się o jej bok. Tchibo już sam nie pamiętał kiedy i gdzie się zgubił. Znienacka znalazł się w nowym mieście. Poznał Caro,wyleczyła go, ale uciekł jej w lesie. No i ostatnie dni znowu spędził na ulicy. Nie mógł opowiedzieć jej swej historii, ale mógł wysłuchać jej własnej. A nie ukrywał, że bardzo go zaciekawiła. Tak broniła tych kartek papieru, czyżby były jadalne? On wszystko co dobre i potrzebne sprowadza do jedzenia.
Anonymous - 2014-08-13, 22:39

Widząc że jest zadowolona zaszczekał radośnie i ostatkiem sił wgramolił się w jakiś inteligentny sposób na ławkę. Sprawny to on był jak kocur. Niestety zapominał, że jego rozmiary są zdecydowanie większe. Zagalopował się i po prostu położył przednie na jej udach tylko po to żeby zaraz się wygodnie na niej ustawić zakrywając jej wszystkie możliwe widoki dookoła. Trochę śmierdział, więc nie było to wszystko takie przyjemne. Trzeba mu wybaczyć, nie wiedział, chciał tylko się potulić. Był uczony wskakiwać niespodziewanie na czyjeś kolana, oczywiście wpierw musiał dobrze znać daną osobę. Jej za dobrze nie znał, nie miało to większego znaczenia bo skoro już go pobudziła dotykiem, dokarmiła i rozmawiała z nim to szybko wywnioskował, że polubił ją z wzajemnością. Był tego pewny w stu procentach kiedy go przytuliła. Dawno nie czuł się tak doceniony. Znowu polizał ją po twarzy, tym razem wybrał i naznaczył śliną jej nos. Merdając niestrudzenie ogonem obijał ją raz za razem, tylko dlatego że była tak blisko. Wiedział, że trochę waży, chociaż schudł prowadząc taki a nie inny tryb życia. Zachowywał się jak istny pieszczoch, który ma to gdzieś że jest brudny, śmierdzący, niewyspany, głupiutki a w dodatku nachalny i ciężki. :lol2: Korzystał z chwili. Kto wie kiedy kolejna porcja czułości?
Anonymous - 2014-08-13, 23:31

Nigdy nie wstydził się tego że jest inny, przeciwniwe był z tego powodu dumny. Raz było lepiej, innym razem gorzej, znał życie. Miał wszystko, lecz bywały i dni kiedy miał jedno, wielkie, nic nieznaczące nic. Każde istnienie ma na szczęście swą godność. Kudłacz nie był psem do bicia. Nie szukał akceptacji tam, gdzie nikt go nie rozumiał. Zwierze podobnie jak człowiek najlepiej czuje się wśród tych, których daży silniejszym uczuciem. W jego przypadku można mówić o przyzwyczajeniu. Jest ono ważne i kluczowe, ale czy tylko to ma dso zaoferowania zwykły pies? Wielu twierdzi, że to właśnie pies potrafi pokochać kogoś bardziej niż samego siebie. To prawda. Na szczęście i niestety gatunek ten od lat kojarzony jest z ludźmi, z przyjaźnią człowieka ze zwierzęciem. Jak wiadomo psia wierność nie ma sobie równych. Istnieje więc coś więcej niż zwykłe przyzwyczajenie. To coś jest bardziej skomplikowane i wcale nie przyziemskie. Tylko ludzie są materialistami.
Dlatego tylko oni mogą być za coś lub kogoś odpowiedzialni. A nie zawsze można na nich liczyć... Człowiek nawala w stosunkach z bliźnimi a co dopiero przy sytuacji w której spotyka się z nieszczęśliwym zwierzęciem.
Świat jest dziwny. Coraz więcej w nim zła i przemocy. Coraz mniej ludzi z dobrym sercem.
Zeskoczył kiedy tylko zasygnalizowała mu chęci powstania. Zadowolony z jej pomysłu okręcił się zwinnie wokół swej osi i zaszczekał ponownie przysiadając na przednich łapkach. Z wypiętym dupskiem obserwował ją zachłannie. Wodę uwielbiał, ale nie taka w 'uwięzi'. Bardziej interesowała go butelka niż ciecz w środku. To plastik zaczął oblizywać a kiedy woda zmoczyła jego przednie łapki zmarszczył nos i oblizał się gdzieniegdzie.
Spoglądając na nią z dołu zaczął kręcić się przy jej nodze. No dobra, nogach.
Nie łasił się! Nie jest taki pomylony..
Usiadł wreszcie i podrapał się bez skrępowania po uchu. Aż ta jego obroża z zaczepką zaczęła wydawać specyficzny dźwięk. Zauważył gołębie, które wyjadały łuski słonecznika spod jednej z ławek. Pobiegł je przepędzić. To łowca, ale w takich warunkach nic nie upoluje. Wrócił więc do niej z przyklejonymi do pyszczka łuskami. Jasne że próbował to zeżrać. Jakby spytała to by pewnie się tego wyparł. xD

Anonymous - 2014-08-14, 11:12

Pewnie że lubił się bawić. Tryskał energią. Może nie był w najlepszej formie, lecz póki co zdrowie pozwalało mu korzystać z życia. Pies nie jest samodzielny. Dbał o siebie na swój sposób i jak widać marnie mu to wychodziło. Nie przejmował się tym zanadto, na szczęście od czasu do czasu wpadał na kogoś takiego jak ona. Miał wtedy z kim spędzić czas. Czas którego ostatnio ma zdecydowanie za dużo. Ciągną mu się te dni tułaczki a noce to już wgl, jakby każda minuta wlekła się w nieskończoność. Dziewczyna pewnie odczuwała to samo, kiedy długimi wieczorami nie mogąc zasnąć nerwowo obserwowała zegarek który w kółko wskazywał tę samą godzinę.
Oblizał się elegancko. Dobre były te smakołyki od niej. Maślane oczy utkwiły w jej torebce. Był gotowy na spacer. Spacerował już od miesięcy. Nie tak jak był nauczony: bez smyczy i komend 'równaj', ale zawsze to jednak marsz w duecie a nie solo. Zamerdał swobodnie ogonem sygnalizując jej swwe zadowolenie.

Anonymous - 2014-08-14, 21:37

Dosłownie pochłonął w trybie natychmiastowym te osatatnie smakołyki a oblizując starannie pysk zamerdał ogonem jakby chciał jej w ten a nie inny sposób podziękować. Byla taka bezinteresowna, przecież on nie miał co jej dać w zamian a mimo to traktowała go w tak przyjacielski sposób. Miał u niej dług. Pies jest pamiętliwy. Na pewno kiedyś się odwdzięczy. Przy pierwszej lepszej okazji. Ma to jak w banku. W końcu wszystko do człowieka wraca a przynajmniej tak być powinno.
Ruszył wraz z nią, nie potrzebował zachęty. Raz trzymał się przy jej nodze, innym razem szedł z przodu, zdarzało się też, że przystawał zainteresowany intensywnym zapachem, zostawał po tyłach, lecz zawsze migiem do niej wracał. Żywe sreberko. Wszędzie go pełno. Rozglądał się ciekawsko, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że zna to miasto prawie na pamięć a już na pewno lepiej od niej.
Oddalali się powoli od parku jak i obiektow typowo miejskich, Tchibo zwykł łazić bocznicami więc prowadził ją dzielnicami, gdzie trudno poczuc żywego ducha tym bardziej zobaczyć człowieka. Było cicho i ciemno. Wieczór wydawał się jedna łagodny i spokojny. Kroczyli sobie pustymi chodnikami, ruch uliczny był tu znikomy.
Mogli czuć się bezpiecznie. Szli i szli aż oddalili się totalnie od miasta, wkroczyli na zielone tereny, rozległe i malownicze nawet w takiej ciemności, jeszcze pare kilometrów i ich oczom ukazała sie stajnia.
/zt

Kathrin - 2014-08-20, 22:34

Idąc parkową alejką dzierżyła w dłoni cieniutką fajkę, przyjemny zapach cynamonu zmieszany z wonią tytoniu drażnił jej zmysł powonienia. Noce były co raz chłodniejsze więc Kath wrzuciła na siebie duży powyciągany sweter w granatowym kolorze, całości jej schludnego ubioru dopełniały długie rurki w kolorze jasnego jeansu oraz stopy ubrane z zgrabne szpile z którymi dziewczyna prawie wcale się nie rozstawała głównie ze względu na swój zawód. Ale o tym kiedy indziej ;).
Długie blond pukle rozwiewał frywolnie lekki już jesienny wietrzyk. Błękitne ślepia z bystrym błyskiem w oku lustrowały otoczenie. Zapalone latarnie i lekka mgła czyniły park o tej porze tajemniczym miejscem.

Jonah Wrens - 2014-08-20, 22:52

Szedłem spokojnie, aktualnie mocniej wciągając na swoje barki jeansową ciemną kurtkę, wraz z białym t-shirt'em. Nie rozglądałem się, wciskając mocno ręce w kieszenie spodni unikając tym samym wieczornego chłodu. Gdyby nie fakt, że zauważyłem kogoś przed sobą, zapewne poszedłbym dalej na zwykły spacer, bo jakoś nie miałem ochoty na imprezę. Zerknąłem na telefon zajmując się odpisaniem i w chwili gdy wcisnąłem 'wyślij' zahaczyłem barkiem o dziewczynę. Od razu się zatrzymałem i obróciłem w jej stronę przodem.
-Wybacz, żyjesz?
Ściągnąłem ku sobie brwi przyglądając się jej uważnie.

Kathrin - 2014-08-20, 23:01

Z zamyślenia wyrwało ją silne uderzenie w bark, marszcząc brwi i przybierając minę tygrysicy Kat spojrzała na swojego oprawcę.
- A wyglądam na martwą ?- wywróciła ślepiami, cóż to za marny podryw lub też przeprosiny. Uhh westchnęła krótko strzepując popiół na kostkę chodnikową.
Wzrokiem szybko omiotła towarzysza jednocześnie wolną ręką poprawiając niesforne kosmyki włosów, zagryzła przy tym odruchowo dolną wargę. Ten gest zawsze towarzyszył skupieniu na jej twarzy, a teraz jedynym celem i najważniejszym jak na tą chwilę stało się zabranie niesfornych jasnych kłaków z pola widzenia.
- Patrz przed siebie następnym razem, może nikogo nie uśmiercisz.- dodała uszczypliwie zbierając się z powrotem do marszu.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group