Alexis - 2014-06-26, 15:00 Odebrał kolejnego smsa od Sary i sprawy zaczeły już się coraz bardziej wymykać mu spod kontroli.
Porozumiewawczo wymienił spojrzenia z Ann.
-Miło było Cię poznać, ale niestety muszę się zbierać.- poinformował ją i nie tłumaczył jej nic więcej.
Opiekując się dzieckiem ciężko o choćby jeden wolny dzień.
Zerknął na kocicę. Dobrze się bawiła więc na jej rozkaz oczywiście zostawił ją tutaj w zielonej puszczy betonowej dżungli w towarzystwie kolejnej jej ofiary.
-Do zobaczenia!- rzucił na odchodne zarówno do Ann jak i Nev.
Oczywiście musiał się pochylić przed swą Carycą by oddać jej hołd, a tak na prawdę to chciał po prostu na pożegnanie musnąć ją w czubek królewskiego łba.
Oddalił się szybkim krokiem.
/ztNevada - 2014-06-29, 10:56 oblizała mordę i poszła do stajni. [zt]Ozzy - 2014-06-30, 01:17 W krzakach niedaleko ławek coś się poruszyło. Wielkie włochate stworzenie wielkości małego kucyka wyłoniło się z zieleni, zatrzymując się na środku chodnika, a następnie otrzepując. Czarny nowofundland rozejrzał się dookoła i wskoczył na jedną z ławek, zajmując sporą jej część. O tej porze raczej nie spotykał tu ludzi, więc czuł się jak pan.Jonah Wrens - 2014-06-30, 01:24 Jako, że Jo już dawno zaniedbał siebie postanowił dzisiejszego wieczoru to nadrobić. Ubrany w krótkie spodenki, jasno szarą bluzę spod, której wystawał skrawek czarnego t-shirtu, biegł przed siebie wsłuchując się w kolejną piosenkę towarzyszącą jego biegu. Będąc jak zawsze odizolowanym od świata szybkim ruchem poprawił kaptur na głowie, w tym samym momencie wzrokiem podążając w stronę ławek. Choć widok nie był szczególnie zjawiskowy, to sprawił, iż na twarzy bruneta pojawił się łagodny uśmiech. Nie codziennie zastaje się psa zasiadającego na ławce, nieprawdaż? Zwalniając kroku, zerknął na psa zatrzymując się przy końcu ławki, który był wolny.
-Chyba się nie obrazisz jak usiądę, co?
Zerknął na niego i jakby nigdy nic dosiadł się do Ozziego zerkając w jego stronę. Wyłączył muzykę i wyciągnął słuchawki z uszu, w tym samym czasie opierając się o oparcie ławki.
-Czekasz na kogoś?
Zerknął w stronę psa, zdając sobie sprawę z tego, że i tak nie uzyska odpowiedzi.Ozzy - 2014-06-30, 16:15 Skierował swe oklapnięte uszy w stronę dźwięku. Raczej człowieki tak biegały, ale dlaczego ten robił to teraz? Goniło go coś? Ozz w sumie mógł to sprzawdzić, jednak był zmęczony i priorytetem było oszczędzanie sił na niepotrzebne akcje. Choć nowofundland był bardzo ruchliwym psem i ciężko było mu usiedzieć w miejscu.
W sumie ławka jak i kanapa, tyle, że drewniana i z dziurami. W sumie po co ludziom te dziury? Ludzie byli dziwni... i intrygujący za razem. Na każdym kroku zadziwiali czarnucha, choć obserwował ich dosyć długo.
Gdy mężczyzna dosiadł się do niego i coś rzekł, wodołaz szczeknął radośnie, po czym uniósł ubłocone łapsko, które zaraz wylądowało na szarej bluzie. Ubranie przyozdabiając sporą ciemnobrązową smugą. Molos jednak merdał ogonem, niczym szaleniec, wgapiając się ciemną parą oczu w twarz człowieka. Nic sobie nie zrobił z utytrania bluzy Jonaszka. Wypierze w perwollu i będzie dobrze Jonah Wrens - 2014-07-01, 17:23 Murzynek bambo, chyba za kudły go powiesi.:c Toż ta bestia do domu się nie nadaje, cała usmolona chodzić będzie. Jednakże nikt na nikogo się obrażać nie będzie, prawda? Jo jedynie śledził wzrokiem lot łapy, która oparła się o jego klatkę piersiową by gładko sobie zjechać po jasnym materiale. Oczy bruneta się rozszerzyły, a dłonie odruchowo chwyciły w palce materiał bluzy, by nieco ją rozciągnąć i rzucić okiem na pokaźnej wielkości brud. Wypuścił głośniej powietrze na odwal wycierając ręką materiał, by zaraz spojrzeć na czarnucha.
-Tsa, zawsze o tym marzyłem. Skąd wiedziałeś?
Mimo wszystko uśmiechnął się delikatnie, a jego ręka powędrowała na łepetynę psa, którą miło gładził dłonią.
-Mógłby Cie ktoś kiedyś wykąpać.
Mruknął przyglądając się wewnętrznej stronie dłoni, którą przed chwilą jeszcze głaskał czworonoga. Mimo wszystko nie przestał, a nawet podrapał go za uszkiem pieszczotliwie.Ozzy - 2014-07-02, 11:29 Pies słysząc samo sapnięcie, skulił się, łeb wtulając w ławkę, a ogon chowając pod nią. Z dołu spojrzał na mężczyznę, jakby czując, że coś zrobił źle. Dopiero czując rękę na głowie, uniósł się znów na łapach i wywalił różowy jęzor wpatrując się w człowieka. Pieszczoch z niego był i to niezły. Pies jakoś obrócił się prawie na grzbiet, pragnąc myziania po " "podwoziu". Na szczęście nie było ono brudniejsze od reszty psa, choć czystsze też nie. Może trochę wilgotniejsze? Jonah Wrens - 2014-07-02, 14:27 Jonah spojrzał się na reakcje psa, kręcąc przecząco głową.
-Do odważnych to Ty nie należysz, co?
Miział jego łepetynę, zahaczając palcami za uszy, które przyjemnie drapał. Odrywając na chwilę dłoń od wspomnianego czoła przyglądał się wyczynom nowofundlanda. Uśmiechnął się rozbawiony jednak szybko zaczął drapać jego klatkę piersiową jak i brzuszek. Trudno i tak już był brudny.
-Nie jesteś głodny?
Nacisnął delikatnie palcem na jego brzuch, wracając jednak do drapania. Zastanawiał się nad owym psiskiem. Zabrałby go do domu, ale szkoda podłogi. Najpierw chyba czekałaby go sterylna kąpiel przed domem na ulicy, żeby niczego nie uwalił. Ozzy - 2014-07-03, 20:15 Gdy mężczyzna macnął psa po brzuchu, ten znów wystartował z łapskiem, jednak tym razem zatrzymało się ono na rękawie Jonaszka i nie narobiło tyle syfu jak wcześniej. Facet zawsze mógł go zabrać na myję, jak jeden gościu konia Potraktowanie wężem ogrodowym powinno jednak wystarczyć. No, chyba, że Jonaszek ma oczko wodne, wtedy Ozz zapewne wykąpałby się sam.
Nagle z brzuszyska nowofundlanda wydobył się dziwny dźwięk. Burcząca oznaka głodomora. Pies podniósł się do pozycji siedzącej i trącił nochalem człeka. Może on ma jakieś żarełko?Jonah Wrens - 2014-07-03, 20:20 Już nie zwracał uwagi na brudne ślady, na swoim ubraniu. Jedna w tą czy wew tę nie robiła różnicy. Co do kąpieli tylko i wyłącznie szlauch nic więcej, bo do basenu go nie wpuści. Nie ma opcji.
Zabierając dłoń z ciała czarnucha, zerknął na niego, a potem na jego brzuchol.
-Musisz dużo jeść.
Brunet zajrzał do każdej z kieszeni jednak nic tam nie było, toteż podniósł się.
-Mogę Cie nakarmić ale o wejściu do domu zapomnij.
Mrużąc powieki poklepał się po nodze, zachęcając psa do wstania. Jeśli pójdzie za nim to dostanie żarełko, a jak nie to trudno. Każdy uda się w swoją stronę.Ozzy - 2014-07-03, 20:56 Nowofundland wstał już na ławce i zeskoczył z gracją słonia na ziemię. Wlepił oczyska w Jonaszka, merdając włochatą szczotą przytwierdzoną do równie włochatego dupska. Czarne bydle odpuściło już jednak dalsze obskakiwanie człowieka. Ozz najzwyczajniej w świecie był zmęczony. Jak nie przeganianie z miejsca na miejsce, to znów spotkanie z hyclem, z którego ledwie uciekł. Skoro nie miał szczęścia do tej pory, może właśnie teraz los się odwróci?Jonah Wrens - 2014-07-03, 21:15 Pogładził jego czółko, po czym westchnął i ruszył wpierw truchtem. Zapewne Ozziemu nie widziało się bieganie, wiec zatrzymał się i obejrzał na psa.
-No chodź.
Poklepał się po udzie, wołając tym samym nowofundlanda. Poczekał, aż ten równo z nim ruszy i po prostu zabrał go do siebie do domu. A co będzie później, wyjdzie w praniu.
/ztOzzy - 2014-07-03, 21:26 Pomimo, że człek odbieghł już kawałek, pies pozostał przy ławce. Dopiero po kolejnym zawołaniu Oz ruszył tyłeczek i poleciał za Jonaszkiem. Zrównał się z mężczyzną i utrzymując jego tempo, pobiegł w kierunku obranym przez dwunoga.Cedella - 2014-07-15, 21:09 Po jego słowach, po prostu zrobiło się jej smutno. Bardzo smutno. To brzmiało, jakby powiedział "tak? to spierdalaj". Przegryzła wargę, zaraz po tym ciężko wzdychając. To nie jej wina, ona o tym nie decyduje.
Tym razem nie będzie się mazać, czas pokazać, że ona również trochę wydoroślała. Puściła jego dłoń, przeczuwając, że pewnie Lukas teraz sobie tego nie życzy. Ruszyła wolnym krokiem w stronę swojej ulubionej ławki, która znajdywała się na uboczu, zatopiona w ciemnościach.
-Lukas, uwierz mi, że mi z tym naprawdę nie jest łatwo.- powiedziała cicho, wciągając więcej chłodnego powietrza do płuc. -Nigdy nie podejrzewałam, że z kimś będę miała bliższe relacje. Podwójnie. - uprzedzam, ta rozmowa nie będzie należała do najmilszych. -Zauważam u was nawet podobieństwo. - dodała ciszej, miała nadzieję, że nie odbierze tego negatywnie, bo nie o to tu chodziło. -Obydwoje znikacie na pewny okres czasu. Mniej więcej wygląda to tak, że gdzieś znikacie. Potem któryś się pojawia i znowu znika, a potem kolejny postępuje dokładnie tak samo.- nie potrafiła tego sensowniej wytłumaczyć. Leci na "chłopski rozum" będzie najlepiej. - W związku z tym, ja, gdzie nie mam nikogo prócz was, próbuję was obu zatrzymać. I niezbyt mi to wychodzi jak widać. Ranię i Ciebie i Daniela, a wy ranicie mnie. To jest jakieś chore.- mówiła dosyć chłodnym tonem głosu, jej też do śmiechu nie było. Miała tego dosyć, chciała w końcu z tego jakoś wyjść. -Nie potrafię wybrać.- szepnęła. W tym tkwił cały problem. Nie potrafiła sobie z tym sama poradzić. Gdyby miała jakąś znajomą z którą mogłaby obgadać swoją sytuację było by łatwiej. Ale że Ced to aspołeczna istota, to jest jej ciężko. Czuła się maleńka w tym całym popierdolonym świecie. -I nie chcę wybierać, ale, jak na to patrzę, to im głębiej się w to pakuję to wcale się nie polepsza. Jest odwrotnie; jest coraz gorzej.- mruczała pod nosem. Wzrok miała utkwiony gdzieś przed siebie, nie chciała patrzeć na Lukasa. Wiedziała, że dalej jest zły. Ona na jego miejscu też za dobrze by się nie czuła, więc w pełni to rozumiała. Teraz tylko chciałaby przedstawić mu swoją sytuację.Lukas - 2014-07-15, 22:19 Nieee nie o to mu chodziło na pewno nie. Gdy puściła jego dłoń westchnął jednak tak, aby przypadkiem go nie usłyszała. Powoli tracił nadzieje na cokolwiek. Słuchał jej od początku do końca zastanawiając się przy okazji co on może tu poradzić. Nie wiedział co ją łaczyło z Danielem, ale nie chciał rezygnować, ale też nie chciał stawać jej na drodze. Jakby odszedł w cień dla Ced byłoby wszystko jasne i już by nie miała problemu z wyborem. Nie czułby się jako przegrany, tego nawet nie można tak nazwać w końcu Ced nie jest rzeczą. Lukas ułatwiłby tylko jej dalszą drogę, że tak powiem. Najwięcej argumentów było za tym, aby się poddać dla dobra Ced. Nie chciał patrzeć na jej dalsze cierpienie. A jak znów zniknie? Chłopak przez długi czas milczał i dziewczyna miała rację. Był wściekły niestety. W pewnej chwili się zatrzymał i spojrzał dziewczynie w oczy.
- Zaleźy mi na tobie i to bardzo, jednak nie chcę cię do niczego namawiać. Masz racje nie powinienem tak znikać. Niestety. Nie chce abyś dłużej cierpiała, bo mnie również to boli, więc sam odpuszczę. Przyjaźń...- Po tej jakże nie do końca wyczerpującej wypowiedzi uśmiechnął się delikatnie mimo woli i pocałował ją w czoło, aby następnie odwrócić się i odejść. Strasznie to go bolało i musiał się wyżyć albo napić. Jednakże mogła go jeszcze zatrzymać. Jej wola.