To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Starbucks

Anonymous - 2015-09-01, 14:43

- To miłe z twojej strony - stwierdził, odchylając się aby oprzeć się wygodnie o oparcie krzesła. Jego nie byłoby stać na takie poświęcenie, ale może właśnie dlatego nie miał ani sensownej pracy, ani wielu przyjaciół. - Nie pracujesz na zmiany? Może udałoby Ci się tak dogadać z szefem, aby pracować tylko wieczorami, albo rano w zależności od typu studiów? Chociaż to jeszcze zależy, jak Ci płacą i jak czujesz się w tej pracy, bo może wcale nie ma sensu się męczyć.
Zamówienie przyniesiono im zaskakująco szybko, na co brunet zareagował krótkim zmarszczeniem brwi. Niemniej nie zakrzątał tym sobie głowy dłużej niż przez krótką chwilę, wszakże samo zamówienie się zgadzało. Podziękował kelnerowi i upił łyk aromatycznej, gorącej kawy.

Hayley - 2015-09-01, 15:26

- Nie. Zaczynam pracę o 16, kończę około północy, ale tak jak mówiłam z tym bywa różnie. Muszę wszystko przemyśleć i podjąć jakąś sensowną decyzję. W końcu to nie jest coś co chcę robić całe życie, dlatego na pewno nie poświęcę studiów. – odparłam spokojnie czując, że zaczyna mi robić się coraz cieplej. Wieczory w Anglii nie były szczególnie pogodne dlatego ubrałam się tak by nie zmarznąć. W przytulnej kawiarence zrobiło mi się jednak za gorąco, więc delikatnie rozpięłam guzik koszuli pod szyją. Zanim jednak userka Tonego coś sobie pomyśli, to nie miała być żadna aluzja. Wciąż wszystko pozostawało grzecznie zasłonięte :lol:
Nasze zamówienie przyszło szybciej niż się spodziewałam, na co podobnie jak on zmarszczyłam brwi w geście zastanowienia i podziękowałam pracownikowi. Kiedy odszedł spojrzałam na zegarek, a widząc, że od chwili złożenia zamówienia do chwili jego dostarczenia minęła zaledwie minuta, może dwie jeszcze raz spojrzałam za kelnerem otwierając buzię jakbym chciała coś powiedzieć. Był już jednak niemal przy samym wejściu na zaplecze, więc odpuściłam wracając wzrokiem do mojego towarzysza i życząc mu smacznego wzięłam pierwszy kęs ciasta.

Anonymous - 2015-09-01, 19:36

- Więc decyzja wydaje się całkiem prosta. Na pewno znajdziesz sobie inną dorywczą pracę, jeżeli masz taką potrzebę - takich ofert było przecież nieskończenie wiele. Co innego jeżeli mówimy o stałej, poważnej pracy po studiach. Z tym bywało gorzej. Żadna z tych rzeczy jednak nie dotyczyła bruneta. Od miesięcy bujał się na bezrobociu i żył za cudze pieniądze, bo nieregularne przypływy gotówki zarobionej na podkuwaniu i werkowaniu nie można było uznać za stałe źródło dochodu.
- Coś szybko, nie? - mruknął, dostrzegając, że i ona była zaskoczona wręcz błyskawiczną realizacją. Nie podejrzewał jeszcze, do jak fatalnej pomyłki właśnie doszło. Odstawił kawę i również spróbował ciasta. Jego mina uległa diametralnej zmianie już po kilku sekundach, gdy ugryzł coś twardego - na szczęście (dla jego zębów) niezbyt mocno. Krzywiąc się, językiem próbował wybadać cóż to za obiekt, ale zaraz całkiem spontanicznie po prostu wypluł 'znalezisko' w chusteczkę.
- Co...? - rzucił z niedowierzaniem, szeroko otwierając oczy na widok tego, co znalazło się w chusteczce. Pierścionek?!
- Możesz w to uwierzyć? - zapytał, wciąż porządnie zaskoczony, ale też coraz bardziej rozbawiony. Pewnie lada moment wszystko miało się wyjaśnić.

Hayley - 2015-09-01, 20:25

- Z tym masz rację. Szkoda mi tylko zostawiać tamtych ludzi. Naprawdę współpracownicy byli super – westchnęłam niedosłyszalnie godząc się z zaistniałą sytuacją i niemal natychmiast uzmysławiając sobie, że właśnie podjęłam decyzję. Ulżyło mi trochę.
- Zdecydowanie. Niby to tylko kawa i ciastko, ale jednak... – zgodziłam się lekko przytakując, kiedy moją uwagę zwróciła mina jedzącego chłopaka. Zdecydowanie odbiegała od zadowolenia, co więcej wydawało się, że coś znalazł. Moim pierwszym skojarzeniem był włos niezdyscyplinowanej kucharki, która zapomniała spiąć włosy, jednakże szybko okazało się, że to coś z goła odmiennego. Na początku poczułam dezorientację i zaskoczenie własnym oczom nie wierząc, później natomiast wybuchłam śmiechem.
- Komuś widocznie się spodobałeś. Może kelner to gej. – zażartowałam wciąż nie mogąc opanować rozbawienia.

Anonymous - 2015-09-01, 22:20

- Na ich miejsce przyjdą inni, akurat za ludźmi nie ma co rozpaczać - uśmiechnął się delikatnie kątem ust w dość sentymentalny sposób. Ludzie lubili odchodzić, ale na szczęście byli "zastępowalni". Była to jedna z prawd, której był najwierniejszy, choć czasami - zważywszy na jego osobowość - trudno było mu się z tym pogodzić. Niemniej wynikało to tylko i wyłącznie z jego wygody.
- O nieee - zaśmiał się, odruchowo spoglądając w stronę zaplecza, gdzie ostatnio udał się kelner. - Ale żeby tak od razu zaręczyny? Bez żadnej randki? - zapytał, przyglądając się pierścionkowi. Cóż... Na jego palec zdecydowanie by nie pasował, więc to musiała być pomyłka. Poza tym... - Jesteś pewna, że nie chodziło o Ciebie? Mnie nie spotykają takie historie, nie mam sekretnych wielbicieli jak Ty - zasugerował, wciąż rozbawionym tonem.
Tymczasem na zapleczu panowało drobne zamieszanie wynikające z tej "drobnej" pomyłki. Zamówienie miało trafić do zupełnie innej pary, ale tak się składało, że przejął je zupełnie inny kelner, który nie wiedział nic o sprawie i w ten sposób doszło do tego zamieszania.

Hayley - 2015-09-01, 23:29

- Nieprawda. Nie da się zastąpić człowieka człowiekiem. Inni nie stworzą takiej atmosfery, a poza tym oni zostają. To ja odchodzę i to ja zostanę zastąpiona. – Mimo, że miał sporo racji nie mogłam przytaknąć. Emocje były siłą napędową mojego życia. Ludzie którzy mnie otaczali w większości stanowili dla mnie ważną, nieodłączną wręcz część rzeczywistości i nie wyobrażałam sobie zastąpienia ich kimkolwiek. Ot, może byłam głupia?
- A co jeśli cię śledził i wie o tobie więcej niż myślisz? –podłapałam temat gdzieś w podświadomości tworząc obraz zakłopotanej miny kelnera, któremu ktoś uświadamiał właśnie błąd. Niemniej jednak zaczynali na nas spoglądać goście zainteresowani źródłem śmiechu, a widząc pierścionek w palcach mężczyzny uśmiechali się ulotnie lokując w nas spojrzenia.
- Uwierz, że gdyby to były zaręczyny któregoś z moich wielbicieli pierścionek byłby zapewne z jakiegoś dziwnego tworzywa, albo już w ogóle w dziwnych okolicznościach... – odparłam, delikatnie odchylając głowę na bok w poszukiwaniu kogoś, kto zabrałby ów prezent do prawowitego właściciela. Wtedy też rzuciły mi się w oczy spojrzenia innych, na co speszyłam się nieznacznie znów odwracając twarz w kierunku Tonego.
- Ty wiesz co oni muszą sobie teraz myśleć? – spytałam retorycznie śmiejąc się jeszcze bardziej. W takim wypadku właściciel pierścionka sam powinien zaraz zgłosić się po zgubę.

Anonymous - 2015-09-03, 22:24

- Może takiej samej nie stworzą, ale w innym miejscu może być inna, równie fajna, a nawet lepsza. Pomyśl o tym w ten sposób - podzielił się z nią typowo przyjacielską radą. Już dawno zauważył, że przyjaźnie, relacje i towarzyszące im emocje były dla Hayley ważne. Chyba mógł sobie wyobrazić jej obawy i wątpliwości związane ze zmianą pracy, pomimo tego, że sam nigdy nie miał tego problemu. I nie zanosiło się na to, by kiedykolwiek stanął przed takim dylematem...
- Gdyby tak było, raczej na pewno by mi się nie oświadczył - tutaj pozwolił sobie na odrobinę tajemnicy, którą przejawił w enigmatycznym uśmiechu i nie do końca jasnych słowach. Nie pozwolił na kontynuację tematu, płynnie przechodząc do dalszej części rozmowy.
- To nie są wystarczająco dziwne okoliczności? - zaśmiał się, kręcąc głową. Także wychwycił spojrzenia klientów kawiarenki, którzy najwyraźniej nie mogli doczekać się rozwoju sytuacji. Tylko jeden mężczyzna wydawał się jakby speszony całym tym ambarasem. W sumie trudno mu się dziwić...
- Pewnie czekają aż padnę na kolana przed Tobą, co? - zapytał z rozbawieniem, po czym przeciągnął się i krótko spojrzał dookoła, jak gdyby się do czegoś przymierzał. W pewnym momencie wstał - czemu zapewne towarzyszyło wstrzymanie oddechu przez kilka osób dookoła - i uśmiechnąwszy się krótko do Hayley, po prostu podszedł ze 'zgubą' do kelnera, który dostarczył im owe zamówienie. Po krótkiej wymianie zdań już wszystko było jasne, ale na tym skończyła się rola Tonego - na szczęście nie musiał tego naprawiać. Co najwyżej mógł przyglądać się ze swojego miejsca rozwojowi sytuacji, ale tymczasem wrócił do stolika i usiadł przy nim.
- Pomylili się. Ciekawe czy tamten koleś się oświadczy, czy jednak nie. Ja bym chyba udawał, że nic nie wiem na ten temat.. - wyjaśnił, wzruszając krótko ramionami i sięgając po filiżankę. - Aha, to na koszt firmy. Głupio się im zrobiło, że mogłem połknąć czyjś pierścionek - uśmiechnął się, zaraz biorąc łyk kawy.

Aaren Wayford - 2015-09-03, 22:43

Ubrana w swoją ukochaną skórzaną kurtkę weszła do środka przed wejściem gasząc jeszcze niedopałek papierosa. Rozglądając się uważnie w poszukiwaniu wolnego stolika, wzrok zatrzymała na znajomej twarzy bruneta mając nadzieję, że jej nie zauważył będąc zaaferowanym rozmową z jakąś kobietą.
Zasiadając przy ostatnim wolnym stoliku zamówiła kawę, w oczekiwaniu na rudowłosą, która miała niebawem do niej dołączyć. W międzyczasie wzrokiem zmierzyła towarzyszkę Tonego, uważnie jej się przyglądając.
Chciała wtopić się w tłum tak, aby móc z ukrycia obserwować bruneta, a w dodatku nie dopuścić do spotkania Genevieve z nim. Była jednak zbyt charakterystyczna, długie kruczoczarne włosy opadające na kurtkę, której nie sposób zapomnieć.
Ciemnoczerwone usta i nienaturalnie błękitne tęczówki, jej znaki charakterystyczne, tak jak tatuaże, których teraz nie odsłoniła mając na sobie kurtkę. Samo zamówienie mogło jednak ją zdradzić, bo w końcu to zamawia o tak później porze espresso.

Hayley - 2015-09-03, 23:18

Wzruszyłam ramionami zanurzając łyżeczkę w gorącej kawie i delikatnie zatoczyłam półkole rysując wierzchem metalu po porcelanie. Niedosłyszalny dźwięk skrobania wrył się w moje zakończenia nerwowe zimnym dreszczem, dokładnie w tej samej chwili, w której brunet się odezwał. Zmarszczyłam brwi otwierając usta, jednak zanim zdążyłam powiedzieć chociaż słowo chłopak przeszedł do następnego tematu. Czyżby miał coś do ukrycia? Pierwsze co nasunęło mi się do głowy to całonocne imprezy, picie na umór i zaliczanie pierwszych lepszych panienek, nawet nie przypuszczając, że wszystko to było niczym w porównaniu do rzeczywistości. Pogrążona w błogiej niewiedzy nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nowy gość w kawiarence mógłby rzucić cień na obraz chłopaka, którego właśnie poznawałam.
- Może odrobinę. W końcu mało kto miałby odwagę się oświadczać kiedy jestem na spotkaniu z innym mężczyzną– stwierdziłam próbując udawać powagę, ale marnie mi to wyszło. Nie wiedziałam jeszcze, że w tej właśnie chwili zaczyna dziać się coś, co ogólnie rzecz ujmując zakrawało o tematy przykre, a jeśli nie, to z całą pewnością niezręczne. Mnie to nie dotyczyło. Wciąż trwałam w swoim radosnym, kolorowym świecie, przeżywając jeszcze niefrasobliwość kelnera i mającego się oświadczyć amanta. A tymczasem sytuacja robiła się dość niezręczna, co zapewne miałam wyczuć kiedy tylko Tony zauważy nowych gości.
- Na to wygląda – przytaknęłam półszeptem dobrze się bawiąc. W odpowiedzi posyłałam mu ulotny, całkiem uroczy uśmiech tworząc idealną otoczkę wyobrażeń siedzących wokół nas ludzi. Wiedziałam jednak, że nasze domniemane oświadczyny właśnie się kończą co przyjęłam beztrosko, popijając kolejne kilka łyków czarnej cieczy.
- Całkiem mnie to cieszy - skwitowałam - a co do tego nieszczęśnika, może częściej ma takie przypały i jego wybranka już przywykła...

Genevieve - 2015-09-03, 23:40

Wątła, ciemna postać wysiadła z taksówki kierując swe kroki w kierunku kawiarenki. Jej rude, długie włosy falowały pośród porywistego, zwiastującego deszcz wiatru dopóki nie przekroczyła progu ciepłego, przytulnego Starbucks. Ogarnęło ją przyjemne ciepło rozgrzewając skostniałe dłonie i prostując zaciśnięte na kołnierzyku blade palce. Zaczęła rozpinać guziki podchodząc do stołu byłej przyjaciółki i zsuwając płaszczyk z ramion zawiesiła go na oparciu krzesła, na którym zamierzała usiąść. Nie rozglądała się po pomieszczeniu wyjątkowo szybko znajdując Aaren wśród gości, choć mogłaby zadać sobie pytanie dlaczego właściwie tu przyszła. Odpowiedź była prostsza niż na to wyglądało. Potrzebowała poczucia czegokolwiek. Nie miała już nikogo, a wszystkie relacje jakie kiedykolwiek budowała rozprysły się na kawałki. I choć trudno w to uwierzyć doskwierała jej samotność. Chciała wybaczyć i zapomnieć, poszukać ukojenia, którego nie znajdowała. Patrząc na brunetkę nie potrafiła dostrzec w niej kogoś na kim mogłaby polegać i chociaż chciała, próbowała z całych sił, wszystko wyglądało nie tak jak trzeba.
- Witaj Aaren – odezwała się bezemocjonalnie nawet nie zauważając jak wielka zmiana zaszła w jej charakterze.

Aaren Wayford - 2015-09-03, 23:56

Widząc otwierające się drzwi od razu zwróciła w ich stronę głowę, błękitne oczy błyskotliwie przemierzały kolejne metry pomieszczenia swym spojrzeniem. Zatrzymując się dopiero na wątłej sylwetce rudowłosej dziewczyny, która momentalnie znalazła się przy stoliku brunetki. Podnosząc się z fotela, Aaren bez zastanowienia przytuliła dawną przyjaciółkę nie dając jej możliwości zareagowania, odepchnięcia.
- Witaj Gene.- szepnęła delikatnie odsuwając się od niej i spoglądając na jej mizerną twarz, pozbawioną charakterystycznych rumieńców.
Tęskniła za nią, często wracając myślami do tego jak rozpadła się ich przyjaźń, jak bardzo sama spieprzyła sprawę ufając komuś komu nie powinna. Ten ktoś właśnie przybywał w tym samym miejscu, gdzie obie przyjaciółki. Dokładnie w takim samym składzie wszystko się zaczęło.
Przywodząc na myśl wspomnienia spięła się lekko lecz niezauważalnie ukradkiem posyłając spojrzenie w stronę bruneta. Powinna go nienawidzić za to, że pozbawił ją przyjaciółki, skrzywdził rudowłosą, a w dodatku ją samą. Nie potrafiła, działał na nią jak cholerny magnes.
Chcąc aby przyjaciółka go nie zauważyła, specjalnie zajęła miejsce, tak aby Genevieve była zwrócona plecami w stronę siedzącej nieopodal pary.
- Czego się napijesz, zjesz? Ja stawiam.- zaznaczyła wyraźnie na samym początku, każdy kto znał Aaren, wiedział doskonale, że jej się nie odmawia :lol2: .

Anonymous - 2015-09-04, 16:33

Nie zwrócił uwagi na kolejne osoby, które pojawiły się w kawiarni. Był zbyt zajęty rozmową aby przyglądać się dodatkowo innym. Co by nie powiedzieć - odkąd zrodził się pomysł spotkania, nie zależało mu na niczym innym. Chciał poznać Hayley w rzeczywistości; w pewnym sensie stała mu się bliska i chociaż nie nawiązała się między nimi żadna zażyła relacja, to jednak była niemalże jego codziennością, choć mailową. Nie czuł się niezręcznie nawet pomimo długiej przerwy.
- To chyba nie wróży dobrze ich wspólnej przyszłości, chociaż... podobno tylko wariaci są coś warci - przywołał całkiem znaną kwestię z Alicji w Krainie Czarów, która okazywała się zaskakująco często aż nad wyraz prawdziwa.
- No nic, będziemy mieć ciekawe wspomnienie - dodał po chwili, uśmiechając się ulotnie. - Dzisiaj się nie udało, ale kiedyś koniecznie musisz wpaść do stajni. Jeździłaś kiedyś, chociaż raz? - zagadnął, bawiąc się łyżeczką od kawy, obracając ją w palcach lub mieszając nią napój.
Nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest obserwowany. Jeszcze do niedawna był na tym punkcie wręcz przewrażliwiony, ale dzisiaj... Nawet przez myśl mu nie przeszło, że w kawiarni mógł pojawić się ktoś znajomy czy ktoś, kto mógłby go skądś kojarzyć. Niemniej zapewne była to kwestia czasu. Wystarczyło przecież obejrzeć się krótko przez ramię, a na pewno zauważyłby i rozpoznał Aaren, a po chwili także Genevieve, co z pewnością zniszczyłoby mu nastrój. Póki co był odprężony i wyraźnie zadowolony z towarzystwa Hayley, co pewnie rzucało się w oczy. Dla postronnej osoby mogło to wyglądać na kiełkujący flirt, aczkolwiek nie próbował jej uwodzić.

Hayley - 2015-09-04, 17:28

- Oglądałeś Alicję? – zagadnęłam niemal całkiem pomijając wątek nieszczęśnika, któremu nie wyszły oświadczyny. Uznałam chyba, że wystarczy mu nieszczęść na dzisiaj tym bardziej, że wciąż kątem oka obserwowałam jego nerwowe ruchy przed nieświadomą niczego kobietą. Mężczyzna zdawał się unikać wzroku speszony całkiem jak ja, kiedy coś wymyka mi się spod kontroli przy ludziach.
- w cyrku na kucyku, ale kucyk bryknął i spadłam. Miałam 6 lat – zaśmiałam się wspominając minę rozemocjonowanej mamy, która akurat robiła zdjęcie i próbującego mnie łapać taty. Gdzieś jeszcze pamiątka mojego pierwszego upadku leżała w albumie rodzinnym i cieszyła się zdecydowanie za dużą popularnością na spotkaniach rodzinnych.
- Żebyś widział reakcję klowna, który prowadził kuca. Stanął i zaczął na niego krzyczeć coś po ukraińsku, chyba, że jest skaraniem boskim i nie może zrzucać dzieci. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że wypadałoby zapytać czy nic mi nie jest – zaśmiałam się wracając myślami do tamtego dnia. Poza tym nie zraziłam się do koni absolutnie.
- A u ciebie jak to się zaczęło?

Genevieve - 2015-09-04, 17:30

Wbrew pozorom nie miała zamiaru odpychać Aaren, choć ciężko było wymagać także innej reakcji niżeli obojętność. Nie lubiła dotyku. Drażniła ją każda forma zbliżenia cielesnego i chociaż wydawało jej się to oczywiste, dla brunetki prawdopodobnie wszystko pozostawało na tym etapie, na którym zakończyły znajomość. Nie mogła przecież wiedzieć co działo się w psychice Vieve. A zaszło tak wiele zmian, że nie sposób ich nie dostrzec. Każdego ranka zmagała się z myślami samobójczymi, samotnością nieprzerwaną przez niczyj telefon i wstydem własnego ojca zakrawającym o obojętność. Nie odezwał się podczas jej pobytu w szpitalu ani nigdy później, wszystko zrzucając na matkę. Był tchórzem, którego przestawała tolerować. Z mamą także nie rozmawiała często. Ot, od niechcenia, na piedestał wynosząc lakonizm. Tak więc pozostała zupełnie sama ratując się mocnym zaciśnięciem palców na brzytwie, która tonęła razem z nią. Relacja z Aaren już nigdy nie miała zaistnieć w takiej formie w jakiej istniała jeszcze kilka miesięcy temu. Pytanie; czy w ogóle miała szansę przetrwać?
- Mam pieniądze – rzuciła zwięźle, znów ograniczając swoją wypowiedź do absolutnego minimum. Nie czuła potrzeby tłumaczenia, że niczego od Aaren nie oczekuje, tym bardziej, że wyczuć dało się to od samego początku. I choć chciała być miła, nie umiała. Nie potrzebowała nawet rozmowy tylko zwyczajnego bycia obok kogoś. Na chwilę, króciuteńką...
- Herbatę proszę. Aaren? – zwróciła twarz w kierunku zabieganego, poczerwieniałego na twarzy kelnera, a kiedy odebrał zamówienie ponownie ulokowała spojrzenie na twarzy siedzącej naprzeciwko dziewczyny.
- Co u ciebie? – Zagadała spokojnie tym samym dając jej do zrozumienia, że nie ma wszystkiego tak głęboko w dupie. Nie ją, mimo wszystko...

Aaren Wayford - 2015-09-04, 19:58

- Wiem, ale je stawiam.- po raz kolejny zaznaczyła wyraźnie, tonem nie znoszącym sprzeciwu, chciała po prostu postawić przyjaciółce herbatę i jakieś ciastko, miała taką potrzebę.
Wzrok przeniosła na kelnera u którego Gene złożyła zamówienie, wcześniej zamówiła już kawę więc brakowało jej tylko czegoś słodkiego do jedzenia.
- Dwa razy szarlotka.- nie chciała jest sama, poza tym rudowłosa wyglądała tak mizernie, że Aaren zaczęła się na powrót o nią martwić.
- Wróciłam z powrotem do pracy, dużo ćwiczę i trenuję, niedługo muszę odnowić zezwolenia lotnicze, nic ciekawego w sumie. A no i kupiłam motor.- dodała zupełnie naturalnie nie przejmując się sztywnym tonem dziewczyny. Rozumiała i była świadoma zmian w Genevieve, nie wiedziała jak bardzo są głębokie, ale nie dała się zrazić. Traktowała ją nadal jako kogoś bliskiego.
- A u Ciebie ? Jak się czujesz ? - spojrzenie miała wbite w twarz rudowłosej, kątem oka jednak obserwowała bruneta, nie chcąc dopuścić do jego spotkania z dziewczyną.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group