To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy im. św. Wiktorii

Blue Moon - 2018-01-08, 22:17

Z siodła też można było się porządnie rozgrzać, chyba jedno nie wykluczało drugiego :D No tak się domyśliłam że chodziło właśnie o kłus po tej zmianie kierunku. Klacz podobnie jak wcześniej nie szalała również w kłusie, starała się zadowolić w tej chwili dżokeja. Właściwie była skarogniada jakby się przyczepić :lol2: Ale cicho. W końcu się zatrzymała i parsknęła w odpowiedzi na pochwałę od chłopaka. Spokojnie dała mu się dosiąść, by stępem skierować się na tor na którym zaraz przeszli do kłusa. Klacz nie zwracała uwagi na inne pary, bo dzisiaj się dla niej nie liczyły. Pokłusowali co nieco po torze, by ostatecznie przejść do galopu. Starała się nie rozpędzać w tym galopie, ale było to dość trudne. W końcu stopniowo zwolnili do aktywnego stępa, gdzie mieli chwile przerwy przed skierowaniem się w stronę bramek.
Eviline - 2018-01-08, 23:57

Daiquiri napisał/a:
...


Dopiero, gdy Dai dał znak, że zaczął łapać o co chodzi w utrzymywaniu stałego, miarodajnego tempa, Ev stwierdziła, że na spokojnie tyle im starczy. W końcu nie chciała z niego tworzyć ujeżdżeniowca, jedynie wypracowywała z nim indywidualną nić porozumienia, która ma im pomóc później na torze, kobieta wychodziła z założenia, że im lepiej będą współpracować przy rozgrzewkach, tym lepiej będą im szły treningi, a tym samym może się to przełożyć na efekty w samych gonitwach. Obecnie nie miała żadnego problemu z zachęceniem ogiera do pracy, co napawało ją niejakim optymizmem, nie musieli przecież się pół treningu "szarpać", więc cały proces przebiegał harmonijnie, choć wiadomo, że wiele tu zależało od charakteru konia i w jakiejś mierze również od jeźdźca, jego umiejętności i sposobu przeprowadzania treningu w taki sposób, by podopiecznemu zajęcia się nie znudziły.
Ze względu na zbliżający się koniec rozgrzewki, Evil poprosiła jeszcze ogierzastego o galop wprzód, po jednym ze środkowych torów, pamiętając, że ma być to galop w ramach rozgrzewki, dość krótki, jednak z pewnością dogrzewający mięśnie. Hiszpanka wcześniej zdążyła poprawić swój dosiad, gdyż do tego momentu siedziała w miarę luźno, przy galopie wolała mieć jednak większą kontrolę nad ogierem, pilnując, by ten nie próbował zwiększać prędkości ponad tę zamierzoną, ewentualnie odbijając go na tory bardziej zewnętrzne po skosie, tym samym przy przymuszając go nijako do zwolnienia, gdyż wolt tu raczej robić nie będzie. Starała się w tym czasie złapać z ogierem odpowiedni kontakt, jednocześnie, gdyby się zdarzyło młodemu zawieszanie, czy parcie na wędzidło, oczywiście w miarę możliwości (ze względu na siodło) starała się go wyjechać do przodu, co miało powodować niejakie przepchnięcie na wędzidle, co było lekkim i niekrzywdzącym, ale na tyle stanowczym sygnałem, że kiedyś, po zwielokrotnieniu może uda się tego oduczyć, w cuda nie wierzyła i w jeden dzień na pewno nie zdążyłaby z tym nic poradzić.
Po galopie, gdy już mniej więcej opanowali rytm, Ev stopniowo wytrąciła ogierowi tempo aż do stępu, zawróciła konia w drugą stronę i na lekkie ostudzenie skierowała na początek toru, co było wystarczającym kawałkiem, przez który oboje mogli odetchnąć, by później zacząć rzeczowy trening. Oczywiście przy technice Daia lepiej by było mieć parę towarzyszącą, jednak jakoś trzeba było sobie radzić i raczej kobieta w tym przypadku nie miała zamiaru narzekać na brak towarzystwa.

Brian - 2018-01-09, 21:57

Inne pary również nie leżały w centrum jego uwagi, w którym znajdowała się Blue Moon. Zdawał sobie po prostu sprawę z tego, że tu są, starając się im nie przeszkadzać. Nie spieszył się prowadząc klacz w stronę treningowych bramek. Wiedział, że kiedyś miała z nimi trudności, jednak na wspólnych zawodach wypadało to nawet nieźle, chciał więc sprawdzić jak poradzi sobie w wypadku zwykłego treningu. Przy jakimkolwiek zawahaniu podczas wprowadzania do boksu, wycofał ją i spróbował ponownie z pomocą luzaka, dopóki skarogniada nie weszła do bramki bez wahania. Luzak zamknął za nimi boks startowy. W oczekiwaniu na start Brian poprawił się w siodle, przyjmując właściwą pozycję, zsunął gogle na oczy i ujął pewnie wodze, wraz z kilkoma włosami z grzywy pięciolatki. Zaczął ją przygotowywać do startu, jak zawsze licząc na duże doświadczenie folblutki, wspomagał ją jednak w odpowiednim "zagrzaniu" się do startu, więc gdy bramki się potworzyły, dodatkowo wsparł ją wypchnięciem do galopu. Pomyślnie wyskoczyli z bramki. Tym razem ruszyli galopem jak najbardziej wyścigowym, jednak nie na pełnej parze. Brunet nie dał jej możliwości by zanadto się rozpędziła, poświęcając chwilę na dostosowanie tempa, tak aby chociaż żywe i aktywne, było mimo to na tyle spokojne, by skumulowała wystarczająco dużo energii. W ten sposób w nienajgorszym tempie (ale nie najmocniejszym) powinni dotrzeć na ostatnią prostą, by tam "odpalić rakietę". Na razie jednak skupiał się na tu i teraz. Podczas ustalania tempa zostali na środkowym torze, potem jednak Brytyjczyk zaczął ją powoli sprowadzać na wewnętrzną stronę toru, chociaż oczywiście nie pod samą barierkę. W ten sposób pokonali prostą a przed nimi zamajaczył pierwszy zakręt.
Blue Moon - 2018-01-09, 23:44

No ona dokładnie tak samo do tego podchodziła. Klacz już nie miała awersji do bramek jak kiedyś choć nie do końca wzbudzały w niej sympatię. Miała kiedyś poważny wypadek który wykluczył ją z startów na jakiś czas, ale wróciła i teraz po tamtym urazie nie ma już śladu. Nie miała większych obiekcji przed wejściem do boksu, by zaraz zostać w nim zamknięta. Lekko się przy tym denerwowała, ale ostatecznie obyło się bez większych problemów aż do momentu startu. Klacz wielkim susem wyskoczyła z bramki, pojawiając się niczym pocisk na torze. Klacz od razu ruszyła aktywnym, acz pośrednim jej tempem wyścigowym. Nie rozpędzała się teraz, bo to nie był jej zdecydowanie czas. Właśnie tak ! Ona swoją pełną moc dopiero odpalała na ostatniej prostej, a nie teraz. Najpierw biegli środkowym tempem, ale potem stopniowo zaczęli schodzić na ten wewnętrzny. Sprawnie dobiegali do pierwszego zakrętu, który stał na ich drodze.
Brian - 2018-01-10, 11:21

Zbliżając się do zakrętu nieco przystopował ją w tempie, tak aby spokojniej pokonali zakręt, jednocześnie nie zwalniając za bardzo. Pozostali przy tym bardziej wewnętrznym torze, który był najkorzystniejszy. Podczas zakrętu Brian skulił się bardziej na jej grzbiecie, chowając za jej szyją i oglądając tor spomiędzy jej uszu, jednocześnie dokładając starań, aby Blue Moon pokonała pierwszy zakręt ładnie, harmonijnie i w równowadze, co uzyskał prawidłowo ją odciążając. Po wyjściu z zakrętu na prostą pozwolił klaczy przyspieszyć do tempa sprzed zakrętu, nie dał jej jednak przyspieszyć za bardzo bo to jeszcze nie był ten moment. Nie kombinując szczególnie poprowadził skarogniadą tym samym torem po prostej, kierując się ku kolejnemu zakrętowi. Po drodze jedynie dopracowywał do perfekcji tempo i pomoce jakich używał, bo mógł sobie na to pozwolić. Gonitwy rządziły się innymi prawami i emocjami i podczas nich czasem nie było możliwości, by podczas wyścigu poprawić technikę, bo właśnie po to są treningi.
Delfinek - 2018-01-10, 20:11

Scho Can Do napisał/a:
...


Trzymała go stałym tempem, pozwalając na spokojny bieg. Zimny wiatr smyrał jej lekko odkryte policzki, tym samym sprawiając, że twarz nabrała różowych kolorów. Schowała się bardziej za szyją ogiera kierując się po prostej aż do momentu, gdy w sąsiedztwie pojawił się zakręt - przed nim ścisnęła mocno wodze wraz z grzywą spowalniając ogiera i kierując go na wewnętrzną stronę toru, coby właśnie na niej skrócić maksymalnie pokonywany dystans i przygotować ogiera do takiej taktyki. Bieg po wewnętrznej wiązał się z problemami, jednocześnie był jednym z najkorzystniejszych - Delfin w tej kwestii preferowała bycie dobre 3 metry od wewnętrznej bariery, prawdopodobnie głównie ze strachu. Na zakręcie widocznie go przetrzymała, chowając się bardziej za szyją, zaś po pokonaniu przeszkody popuściła wodze poprzez przesuniecie nadgarstków i smyrnęła ogiera batem, coby dać mu znak, że ma przyśpieszyć do aktywniejszego tempa.

Blue Moon - 2018-01-10, 22:32

Szybko zaczęli zbliżać się do pierwszego zakrętu. Dlatego też zwolnili nieco w tempie, by spokojnie w równowadze wyjechać zakręt. Galopowali nadal energicznie, ale jednak nieco bardziej rozważnie. Utrzymywała się na wewnętrznym torze, który był tym najlepszym do wyścigów. Chwilę później znalazła się na drugiej prostej, by na niej powrócić do tempa sprzed zakrętu. Jednak nie rozpędzała się przy tym przesadnie, bo to jeszcze nie był odpowiedni czas. Galopowała nadal tym samym torem po prostej ku kolejnemu zakrętowi. Mimo że nie miała konkurencji, to przykładała się do swojego biegu i tego co robiła na tym treningu.
Scho Can Do - 2018-01-10, 23:41

Galopował stałym tempem przed siebie, nie przepracowując się jak na razie. Oczywiście wszystko jeszcze przed nim, ale na razie nie było potrzeby pędzić przed siebie pełną mocą. Zauważył zakręt i wiedział już, co się zaraz wydarzy. Lekko zwolnił przed nim, by w równowadze wejść w zakręt i harmonijnym galopem go pokonać. Zeszli przy tym nieco bardziej na wewnętrzną stronę toru, fakt faktem bieg po wewnętrznej miał wiele plusów i minusów. Skracał dystans pokonywany przy zakrętach do prostej, a także przy tym ostatecznie do mety. Jednak mógł wywołać strachy u niedoświadczonych czy bardziej lękliwych, bo to bliska odległość od płota vel barierki. Po wyjściu na prostą ogier nieco przyspieszył, wracając za pewne do poprzedniego tempa z poprzedniej prostej.
Brian - 2018-01-13, 21:07

Po wyjściu z zakrętu, który starał się jak najlepiej wyjechać z Blue Moon, zachowując równowagę, skorzystał z tego samego manewru: gdy wyszli na kolejną prostą wrócili do tempa sprzed zakrętu. Brian skupiał się na utrzymaniu aktywnego galopu naprzód. Jednocześnie przyhamowywał skarogniadą, gdyby zaszła taka potrzeba, przypominając jej, że to jeszcze nie moment do ataku, jednak też starał się, by poruszałą się naprzód aktywnym galopem, tak aby jej się to nie znudziło. Pomimo, że nie mieli przeciwników, brunet chciał aby klacz brała z tego treningu garściami, ile tylko się dało. Utrzymywali mniej więcej ten sam tor, konsekwentnie zostawiając za sobą kolejne metry toru, aż kolejny, ostatni zakręt zamajaczył im na horyzoncie. Tym razem Brytyjczyk przygotował się do niego nieco inaczej, mając świadomość, że wielkimi krokami zbliżą się finisz. Pozostali na bardziej wewnętrznym torze, ale nie bezpośrednio przy płocie. Tak jak przy poprzednich zakrętach zaczęli stopniowo wytracać nieco prędkości, wchodząc w ostatni zakręt nieco szybszym tempem niż jak to było przy poprzednich. Chciał zyskać jeszcze na zakręcie tyle ile to było możliwe, tak by jednocześnie bezpiecznie i spokojnie wyjechać na prostą.
Blue Moon - 2018-01-13, 23:29

Po wyjściu z zakrętu który udało im się dość dobrze wyjechać, Blue nieco przyspieszyła wracając do tempa z poprzedniej prostej. Klacz nie ścigała się czy nie trenowała od wczoraj, wiedziała z czym się to je i co należy mniej więcej kiedy robić. Klacz galopowała aktywnie i chętnie naprzód, aczkolwiek nie rozpędzała się na razie przesadnie. Blue nawet bez przeciwników chętnie parła naprzód, ścigając się w wiatrem lub samym sobą. Utrzymywali jeden tor ruchu, zbliżając się stosunkowo szybko do drugiego zakrętu. No fakt do ostatniej prostej niechybnie się zbliżali i trzeba było się do tego odpowiednio przygotować. P ozostali na bardziej wewnętrznym torze, ale nie bezpośrednio przy płocie. Tak jak przy poprzednim zakręcie, zwolnili nieco do niego by wejść w niego w równowadze i nie pełnej prędkości. Mogło to inaczej grozić poważnym wypadkiem, a tego nikt nie chciał przecież.
Daiquiri - 2018-01-14, 18:50

Ukryj: 
Eviline napisał/a:

Dopiero, gdy Dai dał znak, że zaczął łapać o co chodzi w utrzymywaniu stałego, miarodajnego tempa, Ev stwierdziła, że na spokojnie tyle im starczy. W końcu nie chciała z niego tworzyć ujeżdżeniowca, jedynie wypracowywała z nim indywidualną nić porozumienia, która ma im pomóc później na torze, kobieta wychodziła z założenia, że im lepiej będą współpracować przy rozgrzewkach, tym lepiej będą im szły treningi, a tym samym może się to przełożyć na efekty w samych gonitwach. Obecnie nie miała żadnego problemu z zachęceniem ogiera do pracy, co napawało ją niejakim optymizmem, nie musieli przecież się pół treningu "szarpać", więc cały proces przebiegał harmonijnie, choć wiadomo, że wiele tu zależało od charakteru konia i w jakiejś mierze również od jeźdźca, jego umiejętności i sposobu przeprowadzania treningu w taki sposób, by podopiecznemu zajęcia się nie znudziły.
Ze względu na zbliżający się koniec rozgrzewki, Evil poprosiła jeszcze ogierzastego o galop wprzód, po jednym ze środkowych torów, pamiętając, że ma być to galop w ramach rozgrzewki, dość krótki, jednak z pewnością dogrzewający mięśnie. Hiszpanka wcześniej zdążyła poprawić swój dosiad, gdyż do tego momentu siedziała w miarę luźno, przy galopie wolała mieć jednak większą kontrolę nad ogierem, pilnując, by ten nie próbował zwiększać prędkości ponad tę zamierzoną, ewentualnie odbijając go na tory bardziej zewnętrzne po skosie, tym samym przy przymuszając go nijako do zwolnienia, gdyż wolt tu raczej robić nie będzie. Starała się w tym czasie złapać z ogierem odpowiedni kontakt, jednocześnie, gdyby się zdarzyło młodemu zawieszanie, czy parcie na wędzidło, oczywiście w miarę możliwości (ze względu na siodło) starała się go wyjechać do przodu, co miało powodować niejakie przepchnięcie na wędzidle, co było lekkim i niekrzywdzącym, ale na tyle stanowczym sygnałem, że kiedyś, po zwielokrotnieniu może uda się tego oduczyć, w cuda nie wierzyła i w jeden dzień na pewno nie zdążyłaby z tym nic poradzić.
Po galopie, gdy już mniej więcej opanowali rytm, Ev stopniowo wytrąciła ogierowi tempo aż do stępu, zawróciła konia w drugą stronę i na lekkie ostudzenie skierowała na początek toru, co było wystarczającym kawałkiem, przez który oboje mogli odetchnąć, by później zacząć rzeczowy trening. Oczywiście przy technice Daia lepiej by było mieć parę towarzyszącą, jednak jakoś trzeba było sobie radzić i raczej kobieta w tym przypadku nie miała zamiaru narzekać na brak towarzystwa.


Z kłusa przeszedł do wyczekiwanego galopu, ale samo przejście było płynne; można powiedzieć, że wstrzymał swoje emocje na wodzy i nie dał się porwać chęci rozwinięcia prędkości, do czego prowokowała go otwarta przestrzeń, która się przed nimi rozciągała. Zaledwie raz machnął łbem, jakby chciał wyrwać Eviline wodze i puścić się pełnym galopem, ale pozostał w jego roboczym tempie i zaprzestał takich praktyk, które mogły być nawet niebezpieczne, bo mogły go wytrącić z równowagi. Pokonał wskazany odcinek toru spokojnym galopem, traktując to jego rozgrzewkę aniżeli właściwy trening, bo tak właśnie zareagowało jego ciało - rozgrzewając się i przygotowując do większego wysiłku.
Kolejno zwolnił do stępa i zawrócił nim w kierunku bramek, w tę stronę już zupełnie niczym się nie ekscytując. Nie był głupi, wiedział, że w tę stronę nie da się daleko pobiec, więc chociaż trzymał aktywne tempo stępa, pozostawał skupiony na Eviline, w której kierunku kierował uszy od czasu do czasu parskając lub przeżuwając wędzidło. Jemu też trochę brakowało kompana do treningów, takie treningi dawały mu znaczne więcej niż te prowadzone solo, ale najwyraźniej musieli jeszcze poczekać na znalezienie sobie partnerów.

/Trening zawieszony do odwołania.

Brian - 2018-01-14, 21:39

Po wejściu w ostatni zakręt Brian skulił się na jej grzbiecie i schował za jej szyją, starając się stawiać jak najmniejszy opór dla powietrza. Odpowiednio ją obciążył podczas wyjeżdżania zakrętu, tak aby pokonali go w równowadze. Tym razem mając za sobą półmetek zakrętu brunet zaczął ją powoli poganiać do szybszego tempa, jednak małymi kroczkami. Wrócili do tempa sprzed zakrętu na wcześniejszym etapie niż zwykle, a wychodząc na prostą Brytyjczyk odważniej zachęcał ją do przyspieszenia. Przytrzymywał ją jednak jeszcze przez kilka metrów przed tym najmocniejszym tempem. Pozostał skulony, pochylony naprzód, patrzył na tor pomiędzy jej uszami. Przez te kilka pierwszych metrów na prostej pozwolił jej na znaczne przyspieszenie, jednak nie był to jeszcze szczyt ich możliwości. Kilka metrów dalej ostatecznie zasygnalizował jej przyspieszenie do najmocniejszego tempa z pomocą cmoknięcia i ruchu rąk. Prowadził Blue Moon po tym samym torze, zmierzając do mety. Pilnował aby aktywnie parła naprzód, utrzymując to tempo, bo w końcu to był ich moment. Jeszcze przed minięciem mety powtórzył sygnały, zachęcając ją do jeszcze szybszego biegu, o ile to było możliwe.
Blue Moon - 2018-01-14, 22:34

Klacz płynnie w harmonii weszła w ostatni zakręt, dostosowując odpowiednio tempo do niego. Klacz trzymała się uparcie swojego toru nawet wtedy, kiedy nie było obok niej konkurencji. Wyjście na prostą oznaczało w końcu na prawdę bieg i pęd, który ona tak kochała. Jeszcze podczas wyjeżdżania zakrętu, klacz wpierw wróciła do tempa sprzed zakrętu. Była na tyle doświadczona, że bez problemu poradziła sobie z tym w zachowaniu równowagi. Po wyjściu na prostą ostatnią prostą, klacz zaczęła stopniowo nabierać tempa. Wbijała mocno kopyta w podłoże, zwiększając swoje tempo i rozciągając się nad torem niczym struna. Skulone uszy i mocno rozwarte nozdrza, pomagały jej w osiągnięciu celu przed dostarczenie do płuc większych ilości powietrza. Oczywiście trwało to do momentu, kiedy osiągnęła swoje maksimum.
Brian - 2018-01-15, 15:02

Brian podtrzymał Blue Moon w obecnym tempie, jeszcze zachęcając ją do przyspieszenia, dopóki nie minęli mety. Wtedy zaczął niespiesznie z nią zwalniać, poczynając od wolniejszego galopu, przez kłus aż do stępa, którym pokrążyli jeszcze chwilę po torze, by go w końcu opuścić, tym razem w celu rozstępowania się po treningu, a przed powrotem do stajni. Przy okazji brunet nie zapomniał sprawdzić ich czasu, z którego był raczej zadowolony. Po zjeździe z toru na plac pozostał na jej grzbiecie. Rozstępowali się w stępie, a potem kłusie, zmieniając kierunek jazdy, czy czasem wykręcając woltę, która miała służyć do rozluźnienia. Na koniec wrócili do stępa, w którym skarogniada otrzymała więcej luzu i pokręcili się jeszcze chwilę po placu. W końcu brunet zatrzymał ją, by zeskoczyć z jej grzbietu i poprowadzić ją z powrotem do stajni.

zt

Aiden Craven - 2018-01-16, 10:58

Dojście na tor ze stajni zajęło Aidenowi około sześciu minut, ze względu na wielkość terenu należącego do Orchardu. Zatrzymał się z karym arabem tuż przy ogrodzeniu i zanim go dosiadł, upewnił się, że popręg jest właściwie zapięty. Nie zapomniał również o założeniu kasku, bez którego nigdy nie wsiadał na treningi, zawsze niosące ze sobą pewne ryzyko. Wreszcie dosiadł grzbietu Kinda z ogrodzenia i ruszył stępem po wewnętrznej stronie toru, na dobry początek zarządzając kilkanaście minut żywego marszu, który egzekwował bez ustanku, w razie potrzeby po prostu zawracając czy kręcąc woltę jeżeli ogierowi zanadto się spieszyło do biegu. Jednocześnie dbał o jakość tych wygięć, starając się rozciągnąć lekko zastane mięśnie araba.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group