Elizabeth White - 2015-07-20, 16:11 - Nie, nie mówię, że ja jestem bez winy. - odparła niewzruszona. Przecież doskonale to wiedziała. Nie chciała żeby wyszło na to, że zrzuca całą odpowiedzialność na Bastiana. Nie o to jej chodziło. Po za tym znał ją na tyle dobrze, że powinien wiedzieć, że nie lubiła robić pierwszego kroku. Taka już była, niestety.
Cała sytuacja była co najmniej dziwna. Gdy tak jak sam powiedziałeś - zaczęli rozmawiać o poważniejszych uczuciach, ich drogi się rozwiały. Żeby nie było niejasności - El nie winiła go o wyjechanie z miasta. Każdy potrzebował odpocząć, w końcu ona też niedawno wróciła z wakacji. Wszystko działo się dla niej po prostu za szybko. Ona lubiła mieć wszystko podane na tacy, a sytuacje w których musiała domyślać się pewnych rzeczy wprowadzały ją w zakłopotanie.
- Dlaczego zniknąłeś? - zadała pytanie które dręczyło ją od dłuższego czasu. - Oczywiście o ile mogę o to zapytać. - dodała po chwili, co by nie czuł się osaczony. Nie musiał się jej przecież spowiadać, to nie były jej sprawy.Bastian Collins - 2015-07-20, 16:24 Powód jego wyjazdu był bardzo podobny do tego, który podał brunetce po ostatniej dłuższej nieobecności. Musiał wyjechać, interesy, możliwość dorobienia się dużego majątku, bójki, wojna gangów, takie męskie sprawunki. Wiedział, że brunetka nie pochwalała tych jego wyjazdów, kiedy z każdego wracał z uszkodzoną częścią ciała. Ale nie mógł ich sobie darować. Były niczym zastrzyk adrenaliny i pieniędzy, a to wszystko było tak uzależniające, że nie pozwalał sobie odmawiać chłopakom, którzy go ze sobą zabierali. Szemrane towarzystwo miało swoje wady i zalety, ale póki co z każdego wypadu udawało mu się wrócić w jednym kawałku.
- Interesy – odpowiedział. Jego zasoby pieniężne się kurczyły, w mieszkaniu które wynajmował już niejednokrotnie odłączano wodę czy media, a właściciel groził, że wyrzuci go jeśli nie zapłaci czynszu. Już dawno miał znaleźć sobie coś tańszego na wynajem, ale nigdy nie potrafił odszukać opłacalnego ogłoszenia. Zdawał sobie sprawę, że ma więcej długów niż przychodów i to zmotywowało go do wyjazdu, z którego przywiózł na tyle dużo pieniędzy, że mógł wszystko opłacić i trochę nawet mu zostało. A przecież na głowie miał też dwa konie i oba wymagały wkładu finansowego. Jeśli jeszcze raz jakieś dziecko przy nim powie, że chciałoby być dorosłe to chyba dostanie w twarz. Czy jest coś piękniejszego niż beztroskie życie szkolne?
- Nie miałem kasy, a Frank zaproponował interesy za granicą. Pojechałem, bo jakby mnie ścignęli o pieniądze to nie miałbym już niczego.Elizabeth White - 2015-07-20, 16:41 Faktycznie Elizabeth nie popierała tych jego ''interesów''. Chociaż nigdy jej nie powiedział, na czym one dokładnie polegają, brunetka była na tyle bystra, że zwyczajnie się tego domyślała. Tym bardziej po ostatnim razie, gdy wrócił uszkodzony. Od zawsze uważała, że faceci są strasznie prymitywni i potrafią dać sobie po pysku o byle gówno. Z drugiej zaś strony gdyby miała wybierać pomiędzy spokojnym, ułożonym chłopakiem który bałby się jej dotknąć, a ''tym nie grzecznym'', to wybór byłby chyba oczywisty.
- Jeżeli będziesz potrzebował kasy, możesz się przecież do mnie zwrócić. Wiesz, że Ci pomogę - odparła, w dalszym ciągu się w niego wpatrując. Chyba nie jest rzeczą dziwną, że się o niego martwiła. Nie chciałaby, żeby coś mu się stało. Wiedziała też jednak, że co by się nie działo i tak nie uda jej się nad nim zapanować. Pogodziła się z tym, że Bastian musiał regularnie dostawać dawkę adrenaliny. W sumie... ona też ją lubiła, aczkolwiek na pewno nie w takim stopniu jak mężczyzna.
Dokończyła owocowe ciastko i odsunęła od siebie talerzyk. Było jednym z jej ulubionych starbucks'owych wypieków. Zapewne kupiłaby jeszcze jedno, lecz sytuacja pochłonęła ją na tyle, że straciła ochotę na słodkości. Teraz bardziej przydałaby się szklaneczka whisky z lodem, ale kto by mógł się spodziewać, że spotka Anglika akurat w kawiarni. Tutaj niestety nie serwowali takich specjałów.Bastian Collins - 2015-07-20, 16:50 Zawsze mogli przenieść się w miejsce, w którym alkohol serwowany był każdemu, kto wchodził do środka. Bastian także miał ochotę na coś mocniejszego, choć musiał dopełnić codziennego rytuału, który wiązał się z wypiciem kawy przed wzięciem do ust jakichkolwiek procentów. Choćby się waliło i paliło, mógł nie jeść, ale czarny pobudzacz musiał znaleźć się w codziennym menu.
Oczywiście mężczyzna wiedział, że Elizabeth nie popierała jego interesów. Z wiadomych, jednak, przyczyn musiał wyjechać, bo te dwa miesiące dawały mu tyle pieniędzy, ile normalnie nie zarobiłby chyba w rok. Wiadomo, wszystko zaraz szybko się rozchodziło, ale bez tego zastrzyku na pewno by sobie nie poradził. A co robił na tych wyjazdach? Różne rzeczy. Podejmował się wszystkiego, co było do zrobienia nawet jeśli było ryzykowne i nie do końca legalne. Nie raz i nie dwa miał już zatargi z prawem i umiał sobie radzić także w takich sytuacjach.
Na słowa dziewczyny roześmiał się krótko. Wiedział, że brunetka ma pieniądze co nie znaczyło, że zamierzał wziąć od niej choćby złotówkę. Miał swój honor i męskie ego, które w życiu by mu na to nie pozwoliły.
- Radzę sobie – odparł pogodniej niż zamierzał, co mogło świadczyć o fałszywości wywołanych emocji. Nie lubił okazywać swoich słabości i nie chciał przyjmować od nikogo pomocy, szczególnie w kwestii finansowej. Dorosły facet powinien umieć o siebie zadbać, a on robił wszystko, żeby faktycznie radzić sobie z własnym życiem. Może gdyby trochę przystopował z używkami to jego finanse zostałyby odciążone?
- Ale to nie ważne. Co słychać u Ciebie? – spytał, wypijając ostatnie łyki kawy ze swojego kubka.Elizabeth White - 2015-07-20, 17:13 A Elizabeth traktowała kawę nie jako pobudzacz, a raczej jako napój o dużych walorach smakowych, który zwyczajnie uwielbiała. Ot co.
Nie jestem pewna, czy El miała ochotę znaleźć się teraz w lokalu z alkoholem i (często co za tym idzie) głośną muzyką. Bardziej preferowałaby posiedzieć w domu z butelką jakiegoś dobrego trunku i na spokojnie porozmawiać. Bo mieli o czym.
Spodziewała się takiej reakcji na jej propozycję. Przecież on zawsze musiał unosić się honorem i grać twardego za wszelką cenę. Nie chciała go też oczywiście tym obrazić. Po prostu wolała podkreślić to, że zawsze może na nią liczyć, cokolwiek by się nie działo. Ale Bastian sam powinien to doskonale wiedzieć.
- U mnie... - zawahała się. - Wszystko po staremu. - dodała i uraczyła go uśmiechem.
- Trochę się pobujałam po świecie, niedawno wróciłam. - dopełniła swoją wypowiedź i odgarnęła niesforny kosmyk włosów. Krótko, zwięźle i na temat. Ona dla odmiany wyjechała w celach czysto wypoczynkowych. Odwiedziła rodzinny kraj, a później dłuższy czas siedziała w Australii. Miała tam koleżankę, toteż zaoszczędziła nieco na noclegach i mogła trochę pozwiedzać i się zregenerować. Ogólnie można powiedzieć, że był to aktywnie spędzony czas.
- Będę się zaraz zbierać, bo mam coś jeszcze do załatwienia. Może byś mnie odwiedził tu kiedyś? - zaproponowała. Miała nadzieję, że tym razem nie straci go tak szybko jak poprzednio.Bastian Collins - 2015-07-20, 17:18 Kiwnął jedynie głową, bo nie dowiedział się niczego konkretnego. Ale skoro nie chciała mówić to pewnie miała swoje powody… albo faktycznie nie było to nic ciekawego. Nie zamierzał wypytywać, szczególnie, kiedy oznajmiła, że będzie się zaraz zbierała.
- Okej – odpowiedział krótko, choć myślał, że dane będzie im posiedzieć tutaj chwilę dłużej. Jasne, spotkali się przypadkiem, a więc zapewne miała już coś zaplanowane na dalszą część dnia, dzięki czemu i on będzie mógł gdzieś jeszcze wypaść wieczorem. Albo przemyśleć to, że znów się spotkał z Elizabeth i co należy z tym faktem zrobić.
Wsunął swój telefon do kieszeni spodni, bo zbyt często po niego sięgał by tylko zająć czymś ręce i spojrzał na kobietę, lekko jej przytakując. Musieli pogadać i właściwie dobrze, że musiała już iść. Przynajmniej oboje przemyślą sobie to, o czym rozmawiać i jak rozwiązać tą kiepską sytuację między nimi.
- Zadzwonię – oświadczył, gdy zaproponowała żeby ją odwiedził. Kto wie, może znalazła sobie jakiegoś faceta i nie chciał wpadać do niej bez zapowiedzi? Nie dlatego, że mógłby im cokolwiek przerwać. Z czystej zazdrości, że mógłby poznać kogoś, kto zasłużył na jej względy. Był czasem jak pies ogrodnika, ale to chyba nigdy z niego nie wyjdzie..Elizabeth White - 2015-07-20, 17:21 - W takim razie czekam na telefon - odparła zbierając swoje klamoty. Wstała, podsunęła krzesło i podeszła do mężczyzny by dać mu buziaka na pożegnanie. Następnie skierowała się do wyjścia.
z/tBastian Collins - 2015-07-20, 17:27 A on posiedział jeszcze chwilę, usilnie nad czymś rozmyślając, po czym podniósł tyłek z krzesła i także wyszedł z lokalu.
ztHayley - 2015-08-31, 21:53 Nerwowo spojrzałam na zegarek szybko licząc upływające minuty. Presja czasu odciskała na mnie swoje piętno. Zaczynałam obawiać się spóźnienia i chociaż wiedziałam, że nie wypada, nie mogłam już przyspieszyć marszu. W końcu dotarłam do celu. Malutka, przytulna kawiarenka zapraszała do środka przyjemną dla uszu muzyką i żywym, lekko przytłumionym żółtym światłem. Wnętrze urządzone było gustownie i mimo małej powierzchni lokalu wokół wydawało się być dużo miejsca. W efekcie jednak, kiedy zaczęłam przeciskać się pomiędzy stolikami ciężko mi było znaleźć Tonego. Nie wiedziałam nawet czy już dotarł i jak wygląda. Właściwie wszystko co wiedziałam opierało się na domysłach i szczątkowej wiedzy wyłapanej pomiędzy wierszami, ale na moje szczęście klientów było niewielu. W dodatku nie było ani jednej samotnej osoby prócz mnie. Dobrze... powinno być łatwiej.
Usiadłam przy jednym ze stolików i otworzyłam menu leniwie ślizgając się wzrokiem po zawartych tam pozycjach. Moją uwagę przykuła kawa, na którą po całym dniu pracy miałam wyjątkową ochotę, jednakże z zamówieniem postanowiłam poczekać na chłopaka.Anonymous - 2015-08-31, 22:29 Przeniesienie spotkania na inną, późniejszą godzinę, było mu właściwie na rękę. Zdążył załatwić wszystkie swoje sprawy, co pozwoliło mu na spokojne udanie się na wyznaczone miejsce. Ze zdziwieniem musiał przyznać, że towarzyszyło mu dziwne, rzadko spotykane uczucie niepewności. To nie leżało w jego naturze, a jednak dał się temu podejść, pochwycić w pułapkę. Nie wiedział czego się spodziewać, a ta niewiedza wzbudzała w nim niezdrową fascynację i ciekawość. Wprowadzała go w dobrze mu znany stan pobudzenia, nad którym nie miał kontroli. Z zewnątrz nie rzucało się to w oczy, na pewno nie komuś, kto go nie znał. Może to i lepiej. Kiepsko byłoby źle wypaść w oczach kogoś, kogo w zasadzie zdążył polubić. Co prawda przez internet, ale jednak...
Wreszcie dotarł na miejsce. Już w progu zlustrował pomieszczenie wzrokiem, próbując odnaleźć znajomą pośród kilku innych ludzi. Szybko wytypował jedną osobę - jedyną, która siedziała sama. W chwili jego przybycia była zajęta przeglądaniem karty, więc zyskał parę sekund na to, aby przyjrzeć się jej z daleka. Im dłużej na nią patrzył, tym mniejsze miał wątpliwości co do tego, z kim ma do czynienia. Chociaż nigdy nie pokazała mu swojego zdjęcia, ani nawet nieszczególnie wspominała o tym, jak wygląda, generalnie wpasowywała się w wyobrażenie jakie o niej posiadał. Najprościej rzecz ujmując: była ładna. Tego mógł być pewien po tych wszystkich historyjkach, o których mu wspominała. Widząc ją nie dziwił się już gościowi od serwetki. Nieświadomie wzbudzała w nim skrajne emocje, których sam jeszcze nie do końca rozumiał.
Niemniej po wspomnianych paru sekundach udał się w stronę stolika, przy którym siedziała. Zapewne udało mu się podejść niepostrzeżenie, więc zwrócił na siebie uwagę dopiero, gdy się odezwał.
- Hayley? - zapytał z uprzejmym uśmiechem, woląc się upewnić (choć pewnie nawet gdyby zaprzeczyła, to i tak by przy niej został #faceci ) co do swoich podejrzeń.Hayley - 2015-08-31, 23:14 Nie zauważyłam kiedy ktoś wszedł do lokalu, choć teoretycznie powinnam była wyłapać obecność dodatkowego gościa. Ot, przynajmniej poprzez cichy dźwięk skrzypnięcia starych drzwi frontowych, które miały zasygnalizować mi przybycie Tonego. W gruncie rzeczy jednak zamyśliłam się na tyle, by dopiero jego cichy, uprzejmy głos zwrócił moją uwagę. Podniosłam więc głowę i spojrzawszy przed siebie, przez chwilę zastygłam w bezruchu właściwie nie wiedząc jak się zachować.
Zacznijmy od tego, że nie tak go sobie narysowałam we własnej podświadomości. Nie mówiliśmy wiele na temat naszego wyglądu, acz na podstawie zainteresowań wnioskowałam, że miał jakieś tatuaże i chyba tylko z tym trafiłam. Mglisty obraz wcześniejszego wyobrażenia wciąż przedstawiał mi go jako niskiego, szczupłego chłopaka, o krągłej, przyjaznej buzi. W moich wyobrażeniach miał urodę chłopca, mimo, że nie dał mi żadnych podstaw do takiego ukształtowania sobie go w wyobraźni. Tam był przeciętny, tutaj – na żywo – z całą pewnością nie należał do typu ludzi, obok których przechodzi się obojętnie. Był przystojny, wysoki i zdecydowanie nie miał w sobie niczego z postawy i wyglądu dziecka.
- A więc tak wyglądasz – uśmiechnęłam się delikatnie, na nic bardziej błyskotliwego nie mogąc się zdobyć. Nieco speszona potarłam palcem wskazującym koniuszek nosa, po czym wstając podałam mu rękę również na żywo przedstawiając się grzecznie.
- Nie tak sobie Ciebie wyobrażałam... to znaczy nie żebym narzekała, ale... nie, właściwie nie ma ale. Nieważne... myślałam nad napiciem się kawy. Co Ty na to?– Miałam ochotę strzelić sobie mocnego facepalma. Nie umiałam odnaleźć się wśród ludzi, którzy stawiali mnie przed jakąś nowością, choć sama się na to porwałam i wedle własnego życzenia gadałam jak potłuczona. Tony zawsze był tylko kimś z internetu. Lubiłam z nim rozmawiać, ale dopiero teraz tak naprawdę stał się realny, a wraz z tym realizmem wzbudzał we mnie poczucie, że właściwie nic o nim nie wiem, co z kolei początkuje żmudny proces budowania znajomości.Anonymous - 2015-09-01, 00:09 Pociągnął kąciki warg jeszcze bardziej ku górze, odsłaniając zęby w krótkim, uroczym uśmiechu. Tak zwanym uśmiechu numer jeden, choć nigdy nie sięgał po niego świadomie. Była to spontaniczna i jedna z nielicznych szczerych reakcji w jego wykonaniu. Właśnie w tym momencie choć przez krótką chwilę mogła w nim dostrzec chłopca, który jeszcze niedawno żył w jej wyobrażeniu. Nic innego nie świadczyło o jego obecności, czy raczej o tym, że kiedykolwiek był obecny. Odszedł na dobre, choć wcale nie tak dawno.
Nie mógł jednak inaczej zareagować na jej zachowanie. Nie do końca mógł rozgryźć, co za tym stoi. Zakłopotanie, onieśmielenie, stres? Sam czuł się nieco ogłupiony, zwykle nie mając problemów z przejrzeniem drugiej osoby. Dla niego, jak i dla niej, również była to nowa sytuacja.
Uścisnął jej dłoń i także oficjalnie się przedstawił, po czym usiadł wraz z nią przy stoliku.
- Bardzo odbiegam od twoich wyobrażeń? - zagadnął swobodnie, raczej nie mając problemów z zapanowaniem nad językiem. Dalej go intrygowała, przez co był nieco ostrożny, ale powoli zaczynał czuć się jak ryba w wodzie. - Czemu nie. Z ciastkiem? Stawiam - zagwarantował z szelmowskim błyskiem w oku, zanim zdążyła wyłożyć jakiekolwiek "ale".Hayley - 2015-09-01, 09:05 - Kiedy się uśmiechasz nie tak bardzo – odparłam, lekko pochylając się do przodu i choć nie miałam w sobie niczego z psychologa, a już tym bardziej nie znałam się na ludzkich zachowaniach, byłam kobietą, a to dawało mi intuicję, którą się kierowałam. Może dlatego właśnie teraz poczułam się lepiej, pewniej, kiedy mimo skreślenia w głowie jego obrazu zobaczyłam szczery uśmiech, który kiedyś mu przypisywałam. Moje wyobrażenie uległo modyfikacji. Nieostre, okrągłe rysy jego twarzy zastąpiły nowe, prawdziwe. Podobnie było z ciałem, choć uśmiech pozostał niemal taki sam jak wcześniej. Tak mogłabym sobie go wyobrazić...
Śmieszne, że wraz z tym stwierdzeniem poczułam jakby stał mi się bliższy. Rozluźniłam się nawet, nie wiedząc jak bardzo jestem podatna na emocje rozmówcy. Ot, przestało mi się po prostu coś nie zgadzać.
- Z ciastkiem, ale nie lubię kiedy ktoś mi cokolwiek stawia. Czuję się wtedy do czegoś zobowiązana, choć być może nie powinnam– uśmiechnęłam się lekko na znak, że doceniam gest, ale nie mogę go przyjąć. To kłóciło się z moim stylem bycia, choć niejednokrotnie bywało krępujące. Jakby nie spojrzeć wtedy właśnie odrzucałam czyjeś dobre intencje.Anonymous - 2015-09-01, 12:17 - Zdecydowanie nie powinnaś, ale nie będę naciskać - zapewnił ją, nie podejmując prób przekonania jej za wszelką cenę. Dla niego ważniejsze było to, aby Hayley poczuła się w jego towarzystwie komfortowo. Podświadomie dążył do spełniania jej oczekiwań, na bok odkładając ogólnie panujące przekonanie, że powinien postępować jak dżentelmen i jednak uprzeć się przy swoim. Odpowiadał mu taki stan rzeczy, choć trudno nazwać to "bycie sobą". Ten człowiek niezależnie od sytuacji był sobą, bo w jego naturze leżało spełnianie cudzych oczekiwań, oczywiście dla własnych, póki co niejasnych korzyści. Nawet nie myślał o tym w tych kategoriach. Do pewnego momentu nie miał tej świadomości.
Po chwili podszedł do ich stolika ktoś z obsługi, komu złożyli zamówienie - dwie kawy oraz dwa ciastka.
- Często robią Ci takie numery w pracy? - zapytał, nie dopuszczając do tego by cisza zapadła choć na chwilę. Nie lubił takich momentów. Samo siedzenie w miejscu było dla niego nie lada wyzwaniem.Hayley - 2015-09-01, 12:44 - Dziękuję – uśmiechnęłam się lekko, przechodząc z dezorientacji w stan większego rozluźnienia. Teraz siedziałam naprzeciwko niego zupełnie spokojna. Nie szukałam chaotycznie tematów do rozmowy i nie starałam się pokazać z jak najlepszej perspektywy. Byłam nieśmiałą osobą, czego w sonie nie lubiłam. To wiele rzeczy utrudniało, jednakże nie znaczyło, że zupełnie zamilknę. Nie pokazywałam po sobie, że jestem inna niż zwykle. Nie byłam też zestresowana dlatego w chwili, w której przyszedł kelner posłałam mu krótki uśmiech po czym zwróciłam twarz w kierunku mężczyzny.
- Zdarza im się coraz częściej, chociaż nie zawsze sobie pozwalam. Dzisiaj pewnie bym odmówiła gdyby mi nie powiedzieli, że koleżanka będzie musiała zostać, a miała iść z dzieckiem do lekarza. – wzruszyłam ramionami jakbym chciała powiedzieć: „sam wiesz, stan wyższej konieczności”, ale nie byłabym sobą gdybym się nie rozgadała. Właściwie poczułam się już całkiem swobodnie, jak wtedy kiedy rozmawialiśmy drogą mailową.
- Zaproponowali mi dzisiaj żebym została, ale nie wiem czy uda mi się pogodzić pracę ze studiami. Tym bardziej, że ludzie są beznadziejni. Kończymy o północy, ale są klienci, którzy potrafią przyjść za piętnaście i zamówić pizzę, kupią piwo i czasami wychodzę z pracy o wpół do drugiej zanim wszystko posprzątamy i podliczymy kasę. Gdybym na 8 miała wtedy uczelnię, sądzę, że byłoby ciężko. A szef jest taki, że nie przyjmuje wytłumaczenia pod tytułem mam jutro rano obowiązki.