To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy im. św. Wiktorii

Taylor - 2013-07-17, 18:23

Wjechała na tor na Jaszczurze. Ponieważ wiedziała, że przyda mu się solidna rozgrzewka po dłuższym staniu, pozwoliła mu stępować aż o pięć minut dłużej niż zwykle. Po około 15 minutowym rozstępowaniu na obie strony, włączając w to wężyki, serpentyny, wolty i koła - dała mu łydkę do kłusa; podczas kłusa bawiła się wodzą, przekonując V. do aktywniejszego żucia wędzidła i chodzenia na kontakcie. Robiła z nim dużo kół, przy tym pilnując by na zakrętach nie wypadał, a także próbowała serpentyny - jeżeli V. zrobił ją bezbłędnie, przy okazji mało lub wcale wypadając zadem\łopatką (w końcu to nie ujeżdżeniowiec, miał prawo do tych błędów) poklepała go po szyi, chwaląc przy tym głosowo. Pokłusowali chwilę na obie nogi i po dostatecznej ilości ćwiczeń w kłusie zwolniła go na moment do stępa.
Vesiputous - 2013-07-18, 12:06

Raźnym, bardzo aktywnym tempem wjechał na tor, zadzierając łeb wysoko. Rozejrzał się dokładnie, patrząc, czy aby coś się w tym miejscu nazbyt nie zmieniło. Wyglądało jednak tak jak zwykle, czy raczej tak, jak je ostatnio widział. Ludzi było niewielu. Może lepiej, jeśli Taylor nie lubi być obserwowana. Ale ogierowi to nie przeszkadzało w żadnym wypadku, niech oglądają jego wspaniałość na torze!
Puszczony w kłus machnął szaleńczo łbem do góry, ruszył na chwilę w żwawe tempo, lecz zaraz stanął. A może jemu się tak nie chce tak na przykład? I co wtedy?! ;<
Kłamczuszek, hahaha, jemu się bardzo chce. (co ja piszę ;-;)
Popychany pewnie dalej przez Taylor do kłusa po prostu ruszył wolnym stępem, tak bardzo mozolnym, jakby mu nogi za każdym krokiem przyrastały do ziemi. I przy każdej łydce jaką pewnie dostawał, machnięcie łbem do góry, uszkami do tyłu.
Chyba, że dziewczyna przewidywanie zgarnęła ze sobą bacik bądź palcat i Vesilowy nim teraz po dupie czy gdzie tam jej lepiej dostał. Wtedy morderczym wzrokiem powiódł dookoła, będąc dziś nie w humorze i machną japą w neibiosa. Odlećmy niczym Supermanyyyyy! :lol2:
Przy tym poderwał w górę przody, walecznie machając kopytami w powietrzu. Patrzcie go, jakie liczne paznokcie ma, oh! Ale jakiś manicure by się przydał, coby tam nie mówić.
W ogóle nawet jak z bata nie dostał to też dębika strzelił. On się dziś chce porządzić! Póki nie ruszy w galop i nie odkryje, że jednak ma ochotę biegać, to będzie myślał, że faktycznie nie ma ochoty biegać. Tururu.
Cała koncepcję ci zepsułam, nie? Wybacz. :lol2:

Taylor - 2013-07-18, 12:20

To umówmy się że Taylor podczas dębowania kurczowo trzymała się jego szyi, nie chce żeby skończyła w szpitalu :lol:
Tak, popsułaś mi koncepcję, ale trudno. Biegać? No to przyklepała mu tym bacikiem dość mocno w dupsko, szybko łapiąc się za szyję. Ma za swoje :lol2: I jeżeli poruszał się nawet tym leniwym stępem, to w tym oto stępie, skierowała go ku bramkom. Nie chce rozgrzewki, to rozgrzewki nie dostanie. Jeżeli szanowny Leniwą Dupą ( :lol2: ) nie chciał się do nich wpakować, to na torze w trymiga pojawili się jacyś pracownicy z lonżą i najzwyczajniej w świecie wepchnęli go do bramek. Teraz to ja ci zepsuję koncepcję! >3
Gdy już Taylor wraz z koniem znaleźli się w bramkach (TAK, znaleźli się w tych bramkach :lol: ) wzięła wodze do jednej ręki w drugiej trzymała bacik który znajdował się dość blisko zadka Jaszczura. Jeden zły ruch, a zginie :lol2:

Vesiputous - 2013-07-18, 21:32

On takiego rycerza z siebie zrobił, a ona nie zleciała?!
...
Och, to zmienia postać rzeczy. Skoro nie spadła, to musi w niej coś w niej być, prawda? Tak czy owak, Jaszczurek po tym już tylko trochę się buntował, ale dał za wygraną. Wystarczy mu raz pokazać i się ustawi, nie?
O ile znów nie bawi się w kłamczuszka, ale cii!
Zrzucił jednakowoż jeszcze zaraz dziko łbem, w odpowiedzi na kolejnego bata po dupie. Przecież juz ogarnął!
Wypruł żwawiutkim kłusem w kierunku bramek, ale coby tak kolorowo nie było, to gryzł mocno wędzidło i uciekał od kontaktu. Łopatki i zad również mu odjeżdżały co rusz, nieposłuszne i niechętne do jakiejś wybitnej współpracy.
Gdy zobaczył bramki, stanął jak wryty, strzeliwszy solidnie ogonem po bokach. Jednak gdy zbliżyli się goście z lonżą, szybko znalazł u celu, czyt. w bramkach. Tam jeszcze trochę gniewnie posapał, jednak słysząc jak zamyka się za nim wejście, napiął wszystkie mięśnie, ustawił się w dogodnej pozycji, uszy położył po sobie w skupieniu. Pysiem wszedł w jakieś pozornie dobre ustawienie i kontakt z rękami (na razie jednak tylko jedną) bereiterki.
Szastnął raz jeszcze ogonem i zamarł w napięciu, gotowy ponad wszystko do startu.

Taylor - 2013-07-19, 17:23

No i o to chodziło 8-)
Z niewielkim bananem na twarzy odsunęła bacik od dupska Vesia i złapała za wodzę, uprzednio klepiąc go po szyi za uspokojenie się. No chyba że kłamał.
Ale kłamać nie warto. Wiesz mi. :lol2:
Kilkanaście sekund po tym, jak dziewczę chwyciło za wodze, bramki otworzyły się z hukiem. Taylor nie czekając na nic dała Jaszczurowi porządną, wyścigową łydę i zaczekała aż wejdzie w dobre tempo. Gdy już to zrobił wydłużyła ciut wodze, dała mu jeszcze jedną solidną łydkę i skierowała go na wewnętrzny ślad toru, ot tak z przyzwyczajenia. Gdy minęli tabliczkę z napisem "100 m" ciemnowłosa postanowiła podwyższyć poprzeczkę i jeszcze bardziej popędziła konia, oczywiście w granicach rozsądku.
Trzeba też uwzględnić zachowania typowe dla Jaszczura. Dlatego też, jeżeli ogier pruł galopem byle szybko, niedbale, "na łeb i na szyję", to zwalniała go do odpowiedniego tempa, które nie groziło poważnym upadkiem i śmiercią drastyczną obu istot. I tak sobie patatajała na swoim rączym, wyścigowym rumaku. Wena off.

Vesiputous - 2013-07-19, 22:16

Gdy został poklepany parsknął, przyjmując spokojnie do wiadomości, że właścicielce się podoba teraz jego podejście i poprawa. W sumie, to on nawet nie wie, że teraz będzie na nią skazany. Hm, biedaczek. :lol:
Jaszczur nasłuchiwał czujnie momentu otarcia bramek. Zawsze by niesamowicie skupiony przed startem i nawykiem stało się dla neigo wyczuwanie cichego, ledwie dosłyszalnego kliknięcia które poprzedzało właściwy huk towarzyszący moment otwarcia bramki. Poza tym, to zawsze prawie też odczuwanie tych wibracji towarzyszących momentowi rozpoczęcia wyścigu. Bądź po prostu biegu, bo teraz Vesi to sie z nikim nie ściga. :lol:
Ale wracając do tych wibracji, to pewnie też podniecenie i adrenalina. bo co innego może czuć taki typowo wyścigowy koń? Chyba tylko podjarę i niecierpliwość.
Wracając - wyżej wspominane kliknięcie następujące tuz przed tym głośnym hukiem Jaszczur odebrał i napiął odpowiednio mięśnie, lekko przenosząc ciężar cała na tylne nogi. I gdy tylko otworzyła się przed nim cała długość toru, wyskoczył rączo do przodu. Start wyszedł mu nadzwyczaj dobrze. Pierwsze kilak fouli mogło być odczuwane nieco niewygodnie i chaotycznie z siodła, ale chłopak szybko wczuł się w tempo tego szybkiego galopu i zharmonizował, równo stawiając nogi. Od razu wyciągał je daleko, chcąc z miejsca zarobić te sto metrów. Jakoś go złapała ochota lekkiego odpuszczenia po mniej więcej tym dystansie, bo wiedział, że to tylko trening i nie czuł jakichś wyższych ambicji jak przy prawdziwych wyścigach. Jednakże Judith nie odpuściła mu i poprosiła o wyższe obroty. Tak więc Vesi spiął dupsko i postarał się jeszcze bardziej, chociaż wydawać by sie mogło, że już nie można. Tylko najpierw faktycznie nieco zwolnił kierując sie na wewnętrzny tor. Nie żeby mu się nie chciało ale tak z czystej inteligencji, coby nóg nie pogubić.
Och, no i ten jego chód to z pewnością nie było gubienie nóg. Przy jego skupieniu? Toć on myślał z osobna o każdej nodze, zdawać by się mogło. Każdą z odpowiednim impetem, elastycznie, niczym sprężyny wyrzucające go stale do przodu. Miał w tym wiele siły i odpychał sie od ziemi mocno i ze stale rosnącym, uporem i zapałem. Każdy ruch jakby mocniejszy, bardziej zdecydowany. Wprawa rośnie z każdym ruchem, można by powiedzieć o jego zaangażowaniu w bieg.
Także zwalnianie do "odpowiedniego tempa, które nie groziło poważnym upadkiem i śmiercią drastyczną obu istot" konieczne nie było. Taylor mogła być całkowicie spokojna na Vesilu, gdy on oddawał si bieganiu, bo tka naprawdę tylko wtedy jest posłuszny, grzeczny. I słucha. Chyba, że ktoś nie umie i nie ogarnia a ogier sądzi, że wie lepiej, to inna sprawa... :lol:
Ona sobie patata ja na rączym wyścigowym rumaku, a rączy, wyścigowy rumak wypruwał żyły. Raz przeżuł leniwie wędzidło, będąc już stale w ładnym ustawieniu głowy i zbytnio nią nie szarpiąc i generalnie idąc w perfekcyjnym ustawieniu. Było w co inwestować na aukcji, prawda? <3
Tylko nie mów, że nie :lol2: !

//tasiemiec czy jeszcze nie? :lol:

Taylor - 2013-07-20, 20:40

Boże, ty piszesz tasiemce a ja jakieś gnioty ;< czuje się z tym źle.

Nie bój się. Taylor sobie tak bezczynnie nie patataja. Wiesz, to chyba nie takie proste utrzymać się na pędzącym po torze, dosyć wysokim koniu. Galop konia nie jest jak przesuwający się fotel, a półsiad do najwygodniejszych nie należy :lol2:
Widząc że koń galopuje przyzwoicie, przełożyła wodze i bacik do jednej ręki i poklepała go delikatnie po szyi. Skromna pochwała, ale jednak. W końcu to dobrze że się tak ożywił, cieszył ją fakt że nie zachowywał się tak jak na początku. Widząc że koń daje z siebie już wystarczająco dużo, przestała "obijać się o niego łydkami" i oddała mu jeszcze kilka milimetrów wodzy, ot by mógł sobie spokojnie główkę wyciągnąć i pogalopować dalej. Nie minęła chwila, a para galopująca po torze minęła kolejną tabliczkę - tym razem głoszącą "300 metrów". Dla Taylor galop Vesia był bardzo zadowalający. Krył dużo terenu i to w przyzwoitym tempie. Krok równy, automatycznie kieruje się ku barierce. Gdy minęło 500 metrów toru, co nadeszło szybciej niż dziewczyna się spodziewała, delikatnie stuknęła Vesia w geście "jeszcze tylko 1000 metrów. dasz radę".
Mordercze tempo zostawiała na ostatnie sto metrów. Koń powinien być nauczony na początku się oszczędzać a potem na ostatnim odcinku niespodziewanie przyspieszać i wyprzedzać rywali, gdy tamci będą opadali z sił po szybszym biegu na starcie.
A tak w ogóle, to zakup był całkiem opłacalny. CAŁKIEM. To trzeba było przyznać. Mimo że Vesiputous nie jest znanym na całym świecie koniem wyścigowym (co na pewno zmieni się po treningach z Taylor) ale jestcałkiem dobry jeżeli chodzi o tą dyscyplinę. Jak już mówiłam, dużo kryje, jest pewien siebie i dokładnie przemyśla każdą decyzję. To jest spooory plusik.
Koniec już o tym czy zakup był opłacalny czy nie. Teraz, jak już go kupiła - do roboty! :lol2:

edit; zmuszona jestem zakończyć trening ze względu na blokadę postaci

Cały czas aktywizując gniadosza trzymała go w stałym kontakcie; mimo że nie żuł wędzidła zbyt aktywnie, całkiem dobrze jej się nim kierowało. Minęli tabliczkę '1000 m'. Tylko pięćset, tylko pięćset. Galopowała trzymając się kolanami siodła i znajdując się w jak najbardziej aerodynamicznej pozie. Tak, by stawiać jak najmniejszy opór powietrza. Od momentu w którym minęli tabliczkę głoszącą 'tysiąc metrów' zdążyli przegalopować już czterysta. Ostatnie czterysta do mety, więc Taylor poważnie docisnęła mu łydę i oddała jeszcze kapkę wodzy. Teraz oczekiwała od gniadego popisu. I to takiego mocnego, ot co! Po przekroczeniu lini mety pogalopowali jeszcze kawałeczek i Taylor zwolniła go do kłusa a następnie do stępa. Poklepała go po szyji i rozstępowała, przy okazji słuchając jak pracownik toru dyktuje ich czas i wypowiada się na temat ich biegu. Gdy go rozstępowała,skierowała go do stajni.
/zt.

Vesiputous - 2013-07-22, 00:14

//ee tam wcale nie gnioty. dobre są. c;

E to zależy jak bardzo umiesz jeździć w półsiadzie. Bo mnie tam sprzedawali różne metody przytrzymywania się na przykład. Wybrałam tą, która najbardziej zdziwiła moją przyjaciółkę która jeździła w takiej profesjonalnej, ujeżdżeniowej stajni. Twierdziła, że tak w ogóle się nie powinno, bo po prostu źle. O dziwo mi jest lepiej i koniowi lżej i wygodniej.
Ale to także inna sprawa, niż półsiad podczas wyścigów. Jeszcze gdy się ma krótkie strzemiona i się taką kulkę robi na koniu. to zupełnie inny półsiad. Co nie zmienia jednak tego, że są na prawdę różne szkoły jazdy.
Czując jak go tak poklepała po szyi szarpnął nico łebkiem. Zarzucił by nim z zadowolenia, ale nie chciał wyzbywać się tak po chamsku Taylor z siodła. A byłoby to nazbyt możliwe przy tej prędkości oraz pogubionych, wyrwanych przez ogiera wodzach.
Bądź co bądź, Jaszczur aż taka wredna szuja nie jest - z siodła nie wysadza bez ważnego powodu. ;>
Poczuwszy nieco luzu na bokach przestał cały czas się pompować i wyciągać. To znaczy, pozostał praktycznie w tym samym tempie. Odpuścił tylko nieco, por prostu obierając je jako równe, harmonijne. Z tych kilku milimetrów wodzy skorzystał oczywiście. Mlasnąwszy pyskiem i przeżuwszy wędzidło wyciągnął nieznacznie do przodu głowę, pozostając jednak nadal wybitnie skupionym na biegu.
Czując, że zbliżają się pomału do strefy gdzie będziemy biec "na łeb na szyję" - czy po prostu jak najszybciej bo to końcówka - pozwolił sobie nieco zwolnić. Kondycji ie miał za dobrej, więc stwierdził, że odzyska nieco energii oddając trochę tempa. Ja tam nie wiem, czy to lepiej czy nie, chociaż wydaje mi się, że pozostawanie w tej samej prędkości wypadłoby korzystniej. Jednakże Vesiputous jak widać myśli inaczej.
Gdy zaczęli się już zbliżać do tego magicznego ostatniego odcinka trasy, co koń zdecydowanie wyczuł po właścicielce, sam wyrwał do przodu. Stanowcza łydka Taylor tylko go zmotywowała, a jeszcze kawałek oddanej wodzy dodał mu skrzydeł. Akcentując przejście na najwyższe obroty bardzo mocno wybił się od ziemi wylatując w fazie lotu nieco wyżej w powietrze. I nie żeby biegł tak też potem, ale nie biegł też tak jak wcześniej. Bardziej dynamicznie. Ba! Najbardziej dynamicznie jak mógł!
cisnął kopytami po ziemi, ciągle jednak dokładnie planując sposób ich ustawiania. Im mocniej się wbijesz, tym efektywniejsze będzie wybicie. I punkt wybicia się liczył, Jaszczur zdążył to jakiś czas temu odkryć. Dlatego też starał się ową rzecz, owy punkt wybicia, skierować jak najbardziej do przodu. Musiał teraz na prawdę sprawnie i szybko przebierać nogami, by po prostu dać radę wyrobić. Bo na prawdę się rozpędził! Cisnął jak torpeda, dochodząc do granic swoich możliwości.
I wszystko z akompaniamentem oczywistego głośnego parskania. Tup, parsk, tup, parsk, tup, parsk... Czy raczej tupparsk, tupparsk, tupparsk. Bo te parsknięcia informowały wszakże o wychodzącym z niego powietrzu. A najwięcej go ubywało przy tym wbijaniu się w ziemię, prawda?
Tylko po to, by zaraz potem napełnić płuca nową, świeżutką dostawą. Zaraz po wybiciu był i na to czas. Nie było go wiele, ale Vesi nie miał jakichś niedorozwiniętych płuc i serca, by tego nie wytrzymać.
I w końcu, meta. Tak po prostu napięcie odeszło, ogier to wyczuł. Szybko i łagodnie zwolnił do roboczego galopu. Jeszcze nie poczuł tego całego wymęczenia które zaraz nadejdzie, toteż niósł się leciutko, spokojnie, z wielką swobodą. Dopiero gdy przeszli do kłusa poczuł, jak bardzo wiele z siebie dał. Także był bardzo wdzięczny właścicielce za obdarowanie go pochwałami. Bo gdyby tego nie zrobiła, to sam nie wiedziałby, czy powinien się aż tak starać.
Na rozstępowaniu wyciągnął szyję najpierw mocnooo do ziemi, by zaraz potem gwałtownie cofnąć ją. Szedł przez chwilę z przyciśniętą nią mocno do piersi, by zaraz za chwilę rozluźnić się i nieść ją na takiej zwyczajnej, naturalnej, średniej wysokości. Szedł teraz nieco ociężale, ale cóż mu się dziwić, prawda?
Spokojnie wyczekał aż bereiterka wysłucha porad oraz komentarzy mężczyzny, po czym potulnie wrócił się z nią do stajni. Po drodze próbował się o nią ocierać bardzo łbem, jeśli otrzymał taką możliwość.
    zt.

//kolejny tasiemiec? :lol2:

Anne Howard - 2013-07-30, 15:01

Wprowadziła klacz na tor.
-Co się dzieje, Dzwoneczku?- zapytała zaniepokojona zachowaniem klaczy. To prawda, że nie spędzała z nią jakoś dużo czasu, ale... Przeklęła siebie w myśli i pogładziła klacz po szyi. Podała jej marchewkę i podpięła lonżę i odsunęła się od niej i poprosiła, by ruszyła umiarkowanym kłusem. Jeśli kara spisywała się dobrze, pochwaliła ją głosem.

Eight Belles - 2013-07-30, 16:42

Weszła za dziewczyną niespokojnie. Machała ciągle łbem, nie chciała jej bliskości, była wymagająca. Gdy tylko mogła od niej odejść - szybko to zrobiła. Ruszyła kłusem niespokojnym, drobiącym i cały czas machała łbem. Cały jej pysk już był w pianie. Ruszyła galopem przed siebie, a nie po kole, albo wyrwała dziewczynie z rąk lonżę, albo ją przeciągnęła po ziemi strzelając baranki.
Anne Howard - 2013-07-30, 16:53

Widząc, jak klacz się zachowuje, coraz mocniej ściskała lonżę. Ręce ją od tego rozbolały.
-Co się z tobą dzieje?- zapytała samą siebie, ale znała odpowiedź. Może po prostu spędzała z nią za mało czasu. Westchnęła głośno i znów zwróciła swój wzrok w kierunku karej. Zacmokała do niej i zwolniła do stępa.
-Nie pamiętasz mnie? To ja, Ann.

Eight Belles - 2013-07-30, 23:40

Stanęła po prostu, zatrzymała się uparcie i szybko na zadzie wręcz. Ucho skierowała na chwilę w stronę dziewczyny, później znów je skuliła. Wiedziała kim była, ale dawno jej nie widziała. Znów dystans i brak zaufania. Była trudna w obejściu, przestrzegali przed tym dziewczynę zapewne. Zarżała głośno i machnęła łbem niespokojnie. Na ułamek sekundy spojrzała na nią łbem całym w bliznach, nie wiedziała czego ona od niej chce, powinna ją zostawić w spokoju. Nie jest zabawką do której można przychodzić kiedy się chce, a później ostawiać w kąt. Tupnęła nogą i przeniosła wzrok na tor.
Anne Howard - 2013-07-31, 10:24

-Hmmm, chyba jednak dzisiaj sobie odpuścimy, co?- zapytała klacz i wyszła z nią z toru.

z/t

Eight Belles - 2013-07-31, 15:08

Zarzuciła łbem niezadowolona, zaczęła wręcz pędzić do stajni, szarpiąc się z dziewczyną.

zt

Eviline - 2013-08-07, 21:55

Wprowadziła ogiera na tor, zatrzymała go i poklepała po szyi. Zabezpieczyła strzemiona i lejce, przypięła lonżę i odpięła uwiąz. Mała rozgrzewka bez jeźdźca, żeby nie szalał. Jako, że ze stajni była do toru spora odległość to mogła sobie już pozwolić na kłus i tak właśnie się stało. Odsunęła się od ogiera i puściła go kłusem, kontrolując tempo w razie jakichś wybryków.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group