Princessof the Nile - 2017-04-09, 21:16 Chociaż nadal znajdowali się na szarym końcu stawki bez większych szans na znaczną poprawę swojego miejsca, Princess nie miała zamiaru się poddawać, jeszcze umotywowana przez Jamesa. Parła do przodu, utrzymując równe, aktywne tempo i ten sam tor. Zbliżali się do ostatniego zakrętu. Tuż przed nim James nieco ją zwolnił i skierował bardziej na zewnętrzny tor. Chociaż wewnętrzny był znacznie wygodniejszy, poruszając się po zewnętrznej przynajmniej mieli szansę, że nie zostaną przyblokowani. Pokonała zakręt w równowadze, wyszli na prostą, gdzie gniada przeszła do poprzedniego tempa. Zaraz jednak otrzymała smyrgnięcie od Jamesa, które było dla niej sygnałem. Zaczęła mocno przyspieszać, jeszcze mocniej wbijając kopyta w podłoże i odpijając się. Pobierała większe hausty powietrza, wyciągnęła się. Odbijała się dynamicznie od podłoża, robiąc coraz większe suy i zawzięcie biegła do przodu coraz szybciej, na tyle na ile było ją stać.Mistrz Gry - 2017-04-11, 11:16 Chwilę po wyjściu na ostatnią prostą, konkurenci zaczęli walczyć o pierwsze miejsce. Wciąż jednak pozostawało ono wyłącznie w zasięgu Scho i Daiquiriego, wobec czego chyba nikt nie miał wątpliwości. Trzeba mieć bowiem na uwadze, że oba te ogiery także zaczęły nabierać prędkości na ostatnim odcinku, utrzymując przez to stały dystans przed resztą, która musiałaby się wspiąć na wyżyny swoich możliwości by im dorównać. Jackpatches była ku temu najbliższa, choć szanse Princessof także wzrosły po zejściu na zewnętrzny tor, który jednak podkładał pod wątpliwość wytrzymałość klaczy.
To ostatnia chwila na walkę o prowadzenie, w kolejnym poście MG będą wyniki.Delfinek - 2017-04-11, 18:16 Skupiła się na docelowym miejscu i chowając się bardziej za szyją Scho rozluźniła mu nieznacznie kontakt pozwalając na lepsze wyciągnięcie szyi oraz poklepała go kilka razy batem stymulując jego zadek do nabrania prędkości. Skleiła się niczym w kulkę aby zmniejszyć swój ciężar do minimum a dłonie trzymała nisko przy szyi pozwalając ogierowi na maksymalną swobodę ruchu. Wszystko, mimo zdaje się długiego odcinku trwało w mgnieniu oka. Poklepywania batem, maksymalne skupienie i dogodny kobiecy dosiad wspierały Scho w walce o pierwsze miejsce. Czy je zdobędzie? Tego nie wiemy. Nie mniej jednak wiadome jest, że ogier dał z siebie wszystko nie tylko pod presją konkurentów, ale też swojej dżokejki. I nie ważne, które miejsce by zajęli, to i tak Delphine będzie z niego dumna.
Wyścig do najłatwiejszych nie należał mimo uzyskania już względnego doświadczenia, techniki i treningu. Przeciwnicy robili swoje nie obijając się, więc sam fakt tego był dla tej dwójki zwycięstwem. Ale kto wie, może szala zwycięstwa się pogłębi?Scho Can Do - 2017-04-11, 18:30 On też się skupiał już tylko na tym, żeby dobiec na jak najlepszym miejscu do mety. Wystarczyło raz czy dwa go klepnąć, a nie ta jakby muchę planowała zabić. Parsknął nerwowo i szarpnął lekko łbem, nie zwalniając jednak w tempie i pędząc coraz bardziej naprzód. Wbijał kopyta w ziemię i odpychał się najmocniej jak mógł, wyciągając się jak guma nad torem. Delfin chyba chciała od walenia tym batem, to zaliczyć metę głową w dół i przód. W końcu osiągnął ostateczny poziom rozpędzenia, zbliżając się z kolejnym susem do mety. On również miał nadzieje na jak najlepsze miejsce, a robił wszystko by je zająć właśnie. Konkurencja tylko go nakręcała, a wizja osiągnięcia sukcesu była zbyt duża by się poddać.Eviline - 2017-04-11, 18:51 Dziewczyna nie stresowała się sytuacją w której się znaleźli, mogłoby się to przenieść na ogiera, a tego by nie chciała, gdyż mogłoby to zadecydować o wyniku, a przecież nie było czym się stresować. Była zadowolona, że dotarli aż tutaj i dlatego teraz zdecydowanie wypychała ogiera w przód, a sama wciąż była schowana za jego szyją, by nie stanowić oporu dla wiatru. Dawała każdy znak, by Daiquiri wiedział, że może użyć wszystkich swoich sił, by galopować do mety, w dodatku miał konkurentów, którzy zapewne działali jakoś na jego psychikę. Bat wciąż trzymała w dłoni, jednak postanowiła go używać tylko w momentach koniecznych, gdy ogier będzie potrzebował przypomnienia, ale nie używała go, gdy nie był niezbędny, zresztą nie była zwolenniczką batów i wydawało się jej, że ogier wie doskonale co należy robić i nie potrzebne mu takie przypomnienia. Podążała rękoma za ruchami ogiera, dawała mu jak najwięcej swobody, by nie ograniczać jego ruchów. Teraz już pozostało jej wspierać ogiera i ułatwić mu dobre dotarcie do mety i energiczne rozpędzenie się do maksimum. Wciąż uważała na to, co się dzieje dookoła, była odpowiedzialna za tego konia i miała zamiar doprowadzić ich cało do mety. Oczywiście, zależało jej na osiągnięciu dobrego miejsca, mieli do tego dobre warunki i starali się tego nie schrzanić, więc parli naprzód używając wszystkich pokładów siły i energii, które mieli w zanadrzu właśnie na ten moment.Daiquiri - 2017-04-12, 08:55 Prawdopodobnie nawet gdyby Eviline pozostała już do końca wyścigu bierna, to Daiquiri i tak nieustannie nabierałby prędkości. W zasadzie obecna sytuacja niewiele różniła się od przedstawionej, bo dżokejka jedynie ułatwiała mu to zadanie; w przeciwieństwie do innych koni nie otrzymał ani jednego bata, słyszał jedynie ich świst, na co reagował równie dobrze. Dzięki temu był skupiony niemal wyłącznie na mecie i ściganiu się z Scho, bo chociaż kątem oka widział biegnące za nimi klacze, to jednak nie potrafił odebrać ich jako konkurencji, nie był zdolny spojrzeć tak szeroko na sytuację. Z pewnością nie można było powiedzieć złego słowa na jego zachowanie w biegu, mocno pchał się zadem i płaskimi, długimi susami pokonywał ostatnie metry toru, efektownie pracując w biegu wszystkimi mięśniami bez wyjątku.Brian - 2017-04-12, 13:15 Każdy teraz walczył o jak najlepsze miejsce, wszyscy się rozpędzali. Największe szanse oczywiście mieli Scho i Daiquri, ale Brian nie miał zamiaru odpuszczać, zanim miną metę i do tej chwili wszystko było możliwe. Po tym jak po wyjściu z zakrętu na ostatnią prostą popuścił Jadźkę do przodu i stopniowo rozpędził do pełnego tempa, utrzymywał to tempo i obecny tor, który na razie był dla nich korzystny. Od czasu do czasu brunet przypominał dwulatce o trzymaniu tempa, lub jeszcze przyspieszeniu, o ile to było możliwe. Trzymając się w siodle na tyle pewnie na ile było to możliwe, jak najbardziej skulił się na grzbiecie Jackpatches, chowając się za jej szyją, by napotkać jak najmniejszy opór powietrza.Jackpatches - 2017-04-12, 14:42 Kto powiedział że tylko ta dwójka liczy się do zajęcia pierwszego miejsca? Klacz też jeszcze była w stanie zawalczyć o czołowe miejsce, bo do mety zostało jeszcze kilka susów do zrobienia. Klacz też była za ambitna by się łatwo poddać. Klacz wraz z możliwością przyspieszenia zaczęła się rozpędzać, robiąc coraz większe susy. Rozciągała swoje cielsko nad torem, wbijając mocno kopyta w podłoże i odbijając się w przód. Nie musiał jej ciągle upominać, bo ona sama chciała być jak najwyżej i najlepiej. W końcu osiągnęła swój ostateczny poziom, by dobiec do mety nim i uzyskać swój wynik. Jako która doleci? Kto wie.James Stocke - 2017-04-12, 19:07 Została im ostatnia prosta do pokonania, a James mimo wszystko miał jeszcze nadzieje że uda im się choć wyrobić dobry czas. Jednak nie tracił całej nadziei, bo wszystko mogło się jeszcze wydarzyć. James trzymał swoją przyklejoną pozycję do ciała klaczy, popędzając ją tylko dwa razy batem na tej ostatniej prostej. Miej więcej w połowie prostej i tuż przed metą, tak dla przypomnienia że ma się wysilić do samego końca. Nie spodziewał się cudu, ale dał z siebie wszystko i pewnie klacz też tak zrobi. Podążał ruchem rąk za jej łbem, trzymając się swojej postawy do samego końca.Princessof the Nile - 2017-04-12, 19:45 Ona też nie zamierzała odpuszczać, w tej kwestii była zawzięta. Obecny tor, chociaż był bardziej wyzywający kondycyjnie dawał im teoretycznie możliwość ataku na lepsze miejsce, a przynajmniej o lepszy czas. Na ostatniej prostej rozpędziła się i z pomocą Jamesa, a także własnej motywacji utrzymywała tempo, przyspieszając jeszcze w miarę możliwości. Parła do przodu, wyciągając się i robiąc większe susy, pobierając duże hausty powietrza Była wpatrzona w tor, zwracała jednak uwagę na pozostałe konie w stawce. Jej celem było nie odpuszczać aż do samej mety. Okaże się czy to wystarczy, aby poprawić ich rezultat na tą chwilę.Mistrz Gry - 2017-04-12, 20:16 Zgodnie z wszelkimi prognozami, wynik wyścigu nie był zaskoczeniem. Zawiedzeni mogli się poczuć jedynie fani kasztanowatego Daiquiriego, który przegrał z Scho Can Do doprawdy nieznacznie - przewaga gniadego była widoczna dopiero na zdjęciu, które zostało zrobione w chwili przekroczenia mety. Zwycięstwo Scho przyniosło za to wiele radości drugiej stronie. Jeżeli natomiast chodzi o klacze, Jackpatches dotarła na metę 1/2 długości za Daiquirim, a na ostatnim miejscu uplasowała się Princessof the Nile.
1. Delphine Loevitone & Scho Can Do
2. Eviline Rodriquez & Daiquiri
3. Brian Donney & Jackpatches
4. James Stocke & Princessof the NileAiden Craven - 2017-05-26, 17:05 Idąc na tor już z daleka dostrzegł, że ten jest pusty, co nawet trochę go ucieszyło. Ogierowi należał się nieco lżejszy trening, toteż brak partnera do sparingu był nawet sprzyjający.
Dosiadł grzbietu Soula z ogrodzenia, uprzednio sprawdzając popręg, by siodło się nie przekrzywiło podczas wsiadania. Wodze wziął na kontakt, choć na razie nie trzymał ich krótko, dając ogierowi pewną swobodę. Pogłaskał go krótko po szyi, po czym dał mu łydkę do stępa, odjeżdżając od ogrodzenia na środek toru. W zależności od zachowania konia albo lekko go wstrzymywał, często wjeżdżając na wolty lub półwolty, lub zachęcił do nieco żywszego stępa, w którym również prowadził wierzchowca po rozmaitych figurach, aczkolwiek w mniejszym natężeniu i po nieco większych średnicach.Soul Eater - 2017-05-26, 17:58 Posłusznie maszerował za chłopakiem, co chwilę cicho parskając czy rżąc. Widok toru tylko bardziej go nakręcał, ale mimo to nie wyrywał się spod kontroli. Dalej zachowywał się przyzwoicie jak na konia swojej rasy. Przystanął przy ogrodzeniu, by Aiden mógł wprowadzić drobne poprawki i sprawnie dosiąść jego grzbietu. Lekki jeździec był dla niego miłą odmianą, bo mało było takich osób w stajni. Żywo ruszył stępem do przodu, bez szaleństw, choć momentami zdarzało mu się popędzić nieco szybciej niż dżokej przypuszczał. Wyjeżdżając na wolty zwalniał, wracając do poprzedniego tempa. Mielił powoli wędzidło w pysku, starając się wykonywać figury tak jak należało. Musiał porządnie się rozgrzać, jeśli nie chciał niczego sobie zrobić. Co jakiś czas zerkał w kierunku, gdzie ustawione były bramki startowe. Ta część treningu była dla niego najmniej fascynująca, ale nie strzelał żadnych fochów.Aiden Craven - 2017-05-26, 23:01 Aiden także nie przepadał za etapem rozgrzewki, ale był świadom tego, jak była istotna jeszcze bardziej niż ogier. Teraz, gdy miał się zająć treningiem Soul'a, czuł się jeszcze bardziej odpowiedzialny. Zależało mu na tym, by ogier się rozwijał, bez szkody dla zdrowia. Stąd też cierpliwie, aż do znudzenia stępował z karym po torze, stopniowo przyzwyczajając jego mięśnie do wysiłku, uelastyczniając je i rozgrzewając. Liczne wolty i półwolty wykonywane w obu kierunkach służyły równomiernemu rozciągnięciu. Chłopak przykładał wagę do tego, by były one wykonywane dokładnie - trzymając stopy jeszcze poza strzemionami, mógł pomóc ogierowi we właściwym wpisywaniu się ciałem w łuki poprzez ustawianie go łydkami. Gdy już należycie go rozstępował, sprawdził popręg, wsadził stopy w strzemiona i przeszedł do kłusa, w tym chodzie stawiając przede wszystkim na zwiększenie liczby oddechów i tętna, głównie poprzez jazdę po prostej. Nie pozwalał jednak Soulowi na rozpędzanie się, miał to być kontrolowany ruch.Soul Eater - 2017-05-27, 15:35 Wyginał swoje cielsko na wszelkich łukach, z niecierpliwością czekając, aż przejdą dalej. Kiedy otrzymał sygnał do kłusa, szybko zwiększył swoje tempo, swobodnie kłusując przed siebie. Takie poruszanie się po prostej, która wręcz kusiła do puszczenia się galopem nie było dla niego proste. Przynajmniej jeśli chodziło o kwestię pozostania w kłusie i nie przechodzenie do wyższych chodów. Aiden jednak skutecznie go od tego powstrzymywał, dogadując się z nim na wszelkie sposoby. To pozwalało ogierowi na utrzymanie jednego tempa w kłusie. Nie pędził, ale i też się nie ociągał. Oddychał miarowo, przebierając żywo nogami przed siebie. Co jakiś czas cicho parsknął, czy obił ogonem o swój bok, kątem oka zerkając na to co działo się za płotem, a działo się niewiele.