Alexis - 2014-11-08, 17:45 Cóż ludzki charakter kształtuje się przez całe życie. W zasadzie wiele czynników ma na niego wpływ. Wspomnienia podlegają przeszłości a ta jak powszechnie wiadomo nigdy nie będzie inna. Nic już się z nią nie da zrobić.
Natomiast przyszłość to niewiadoma. A teraźniejszość to akurat ta strefa, w której człowiek może sie wykazać. Na każdego jednak spadają inne krople deszczu, chociaż deszcz jest ponoć zjawiskiem które dotyka wszystkich.Tak samo jest z problemami, stresami i nieprzyjemnościami. Każdy je odczuwa. Nikomu nie są obce. Jednak każdy w innym stopniu jest na nie narażony jak i odporny. Może gdyby Alexis znał powód dla którego jest taka a nie inna wtedy lepiej umiałby ją podejść. A tak to tylko mógł snuć domysły, lecz tego nie robił. On rzadko myśli. Jeszcze rzadziej powołuje sie na swą intuicje czy zawodne przeczucia. Taki już jest. To egoista. Nawet jeśli przedstawienie jest jednostronne, ale sprawia mu frajdę to będzie w to brnął na całego.
-Ehem.-przytaknął udając że zamienił się w słuch. Podparł łokieć o stół a podbródek o dłoń.
-Witaj, miło Cie poznać.-przyznał i delikatnie wyswobodził jej dłoń ze swego objęcia. Jej rany jak dla niego były zbyt świeże i zbyt zaniedbane więc pozwolił sobie na przemądrzalski, może nawet pośmiewczy komentarz:
- Tresujesz kocury?-uśmiechnął się kwaśno.- Przemyj lepiej tę ranę, zakażone goją się szybciej, ale są bardziej niebezpieczne.- i akurat w tej kwestii miał coś do powiedzenia bo sam wiedział o czym mówił. Przerabiał na własnej skórze i z doświadczenia nabytego w kontakcie z pewną dziewczyną wiedział, że miał rację. Cokolwiek jej sie stało powinna zadbać o siebie. W końcu sam sie zdziwił że spotkał w kawiarni zwykłą niezwykłą dziewczynę. Na początku wziął ją za ćpunkę, ale kimkolwiek była chciał choć przez moment mieć z nią do czynienia. Uczył sie od ludzi spotkanych z przypadku. Zawsze dostawał od nich jakieś lekcje. Zawsze zmuszali go do zmiany punktu widzenia na pewne sprawy. Fascynowała go ludzka psychika, tak różnorodna i wręcz nie do pojęcia.
-Nie jesteś zbyt rozmowna. Ani towarzyska. Lubisz wylewać kawę i komentować czyjś wygląd. W dodatku masz śliczne oczy. I tak jasną cerę, że mam wątpliwości co do twojej prawdziwości- uśmiechnął sie do niej zadziornie. O tak, taki był spostrzegawczy i właśnie to o niej się dowiedział odkąd tu z nią tkwił.
-Przeszkadzam Ci?-zapytał zaraz z obojętnym tonem głosu. Właściwie to zabrzmiało jak stwierdzenie niż pytanie. Był tego pewnym, ale nic z tym faktem nie miał zamiaru zrobić.Genevieve - 2014-11-08, 18:27 Uśmiechnęła się równie kwaśno spoglądając na niewielkie strupki i zastanawiając dlaczego w ogóle nie zainteresowała się użyciem wody utlenionej wcześniej. Chyba wynikało to z faktu jej szoku i zbyt dużego zamknięcia się na najprostsze fakty. Sygnały nie docierały do niej w zwyczajnym trybie. Słyszała tylko proste polecenia: weź kąpiel, zrób kanapkę, umyj naczynia... Wtedy działała instynktownie, mechanicznie wręcz nie wiedząc co się wokół dzieje. Nawet biorąc prysznic musiała się oparzyć nie sprawdzając wcześniej czy woda jest odpowiednio ciepła. Jakże więc pamiętać miała o wodzie utlenionej?!
- Tak, trzy rude i dwa białe – odparła tym samym tonem w końcu wzdychając cicho. Nie rozumiała go. Raz był uszczypliwy, raz wesoły, innym razem przyprawiał ją o zakłopotanie... ciężko było dostrzec czym tak właściwie się kierował. A może to znów ona nieświadomie wymuszała na nim takie zachowania?
– Dzięki za radę... musiałam o tym zapomnieć. – i po co się tłumaczyła? Nie, nie tłumaczyła się. Bo przecież mogła powiedzieć znacznie więcej. Mogła powiedzieć dlaczego wygląda w ten sposób, dlaczego nosi golf i chustkę w ciepłej kawiarni i dlaczego od kilku nocy nie zmrużyła oka. Zamiast tego powiedziała tylko, że zapomniała. To chyba nie było aż tak beznadziejne, jak wyjawienie prawdy. Tak?
- Zwykle jesteś optymistą i niewiele robisz sobie z drobnych pomyłek. Uważasz, że większość kobiet na ciebie leci i czasami ciężko cię zrozumieć. Masz skłonności do mówienia co ci ślina na język przyniesie i lubisz oceniać innych – odgryzła się próbując tym samym ukryć zakłopotanie. Zaskoczył ją po raz kolejny, a kompletnie nieprzygotowana na taki obrót spraw rozgadała się, by wzruszyć w końcu ramionami na kolejne zadane pytanie.Alexis - 2014-11-08, 18:55 -Rude najgorsze, ja zajmuję się dla odmiany kocicami.- wtrącił z nutą żartu, ale mówił prawdę. Na samą myśl o 'Królowej, Jaśnie Pani' na jego twarzy pojawił się szczery, dość chytry uśmieszek. Chyba najwyższy czas odszukać drapieżną Nevadę.
Jego zachowanie owszem było uwarunkowane od jej każdej reakcji, ale jeszcze bardziej robił po prostu to na co miał aktualnie ochotę. W końcu udało mu się sprawić by zaczęła używać języka. Zawsze coś.
-No proszę, Panna zapominalska.- dodał sprytnie. Znowu się w pewnym stopniu zdemaskowała.
Usłyszawszy jej słowa zaśmiał się krótko i dyskretnie nachylił w jej kierunku.
Ściszył maksymalnie głos jak gdyby chciał powiedzieć jej coś strasznie poufnego.
Lustrując ją pewnym siebie wzrokiem, face to face, odrzekł wreszcie.
-Bingo, ale pominęłaś coś.- wypomniał łobuzersko. Wrócił do wcześniejszej pozy a opierając się o krzesło swobodnie zapukał palcami po drewnianym stoliku.
Wodził wzrokiem po jej ciele, ale robił to w przystępny sposób. Mimo to mogła odebrać to jako bezczelność.Ba, nawet powinna jeśli była na to czuła. Po chwili ciszy upił łyk schłodzonej kawy.
-To co druga runda?- zaproponował tajemniczo.- Mam obnażyć przed Tobą twoją mentalność? -dodał.
-A nie, sorry, to już zrobiłem może teraz opowiem Ci coś więcej o twym wyglądzie?- wywinął cwanie brwią.
Jakoś naszła go ochota na rozmowę z nią. A on mógł gadać i gadać. O wszystkim i niczym. O dupie maryny, ale i o znacznie poważniejszych sprawach.
-Jesteś strasznie niezdecydowana.-palnął bez zawahania. -Wysyłasz mi sprzeczne sygnały.-poinformował a na jego twarzy ponownie zagościł łagodny uśmieszek. Dopił do końca kawę jednym sporym łykiem. Tak, wyschło mu w gardle po tej przemowie.Genevieve - 2014-11-08, 19:25 - Nie powiedziałabym, że rude jest najgorsze – mruknęła uśmiechając się lekko i ostentacyjnie odwijając kosmyk włosów za ucho dopiero po chwili przypominając sobie, że Alexis mógłby zobaczyć coś czego wolałby nie widzieć. Poprawiła się więc na krześle znów zarzucając włosy na ramiona i unosząc jedną brew przemilczała stwierdzenie, które padło z jego ust w tej chwili. No tak... dobrze, że zabrzmiało to w ten sposób.
Widząc jak pochyla się ku niej nie drgnęła, choć miała na to ochotę. Ba! chciała się odsunąć, acz nie zrobiła niczego po prostu przypatrując mu się z niezdecydowaniem. To wchodziło w skład próby wrócenia do normalności, czy już zaczynało być pierwszą oznaką, że powinna poczuć się osaczona? Poczuła to drugie, acz ku jej uldze się odsunął znów spoglądając nań w podobny sposób co wcześniej. Tym razem nie spięła się aż tak, czując tylko odrobinę skrępowania po czym skrzyżowała ręce na piersi w obronnym odruchu.
- Aż ciśnie się na język stwierdzenie, że podobają ci się wariatki – mruknęła uszczypliwie zarówno w jego, jak i w swoim kierunku. Podobnie jak on nie przejęła się faktem, że mogłaby popełnić błąd czy zbłaźnić się tym stwierdzeniem. Ot, nie zależało jej, to i nie przejmowała się ludźmi.
- Mam lustro – odgryzła się rzucając mu coś na rodzaj wyzwania. Otoczona ludźmi zapomniała o strachu na chwilę powracając do tej samej osoby, którą była jeszcze miesiąc temu. A warto wspomnieć, że zawsze była nieco zadziorna.
- Nie wyglądasz jakby bardzo ci to przeszkadzało...Alexis - 2014-11-08, 19:37 -Widocznie się nie znasz.-poczęstował ją kolejną dawką swych nabytych mądrości choć te aż tak przesiąknięte głupotą nie było. Zrobił niewinny wyraz twarzy i rozbrajająco się uśmiechnął. Na nią jednak mało co działało. A może jednak?
-Wiesz, bo one najbardziej do mnie pasują.-wyznał znowu niby poufnie i wymienił z nią bystre spojrzenia.
-Lustro?!- powtórzył ze słyszalna kpiną.- Znasz historię o złej królowej która także je miała?-oddał przyjmując taką a nie inną wymianę ciosów. Był w niej najzwyczajniej na świecie dobry. Znał sie na rozdrażnianiu. Lubił denerwować kobiety. Dostawały przez niego bzika. Zawsze wolał te bardziej charakterne. Ogniste. Także nie przejął się jej nagłym objawem temperamentu. Śmiem stwierdzić że nawet bardziej mu pasował.
-Przeszkadza mi co innego.-odrzekł na uwolnienie,niech chciał kontynuować tego tematu. Oj kochana, był inteligentny i mądry, ale nie wszystko na pokaz.Genevieve - 2014-11-08, 19:59 I faktycznie jego rozbrajający wyraz twarzy nie działał jak powinien. Oddała uśmiech, wręcz uroczo wzruszając ramionami konsternując się na chwilę z kolejnym stwierdzeniem. Wtedy pojawiła się czujność, choć zduszona myślą, że miała starać się być normalna wzruszyła ramionami.
- A więc trafiłam – wolała nie ciągnąć tematu w bardziej kokieteryjny sposób nie dlatego, że nie umiała, a przez ostrożność. Ot, należało się tego spodziewać. Znów więc spięła się naturalnie czując jak zaczyna robić jej się coraz cieplej. Powoli rozluźniła chustkę na gardle, wiedząc ze golf zakryje sińce, po czym przeniósłszy nań spojrzenie uniosła nieco wyżej głowę.
- Może i nie jestem do końca normalna, ale do mnie moje lustro nie mówi – zaśmiała się cicho, chyba po raz pierwszy od jakiegoś czasu. Nie bała się konfrontacji słownych świadoma swojej wartości w tym temacie jak w żadnym innym. Bo tego jej nie odebrano nawet mimo strachu.
- Czasami tak bywa... – odparła kończąc temat jeśli nie chciał go kontynuować. Ot, wiedziała jak to jest nie chcieć o czymś mówić.Alexis - 2014-11-08, 21:07 W przeciwieństwie do niej robił to co do niego należało i jakoś szczególnie się nad tym nie zastanawiał.
Zero czujności. Przeca to istny ryzykant. Nie dał tego po sobie poznać, ale ucieszył się z tego, że znajoma nieznajoma znacząco się otwarła. Uśmiechnął się wrednie sam do siebie widząc jak poprawia sobie chustkę.
-Zrobiło się gorąco?- podchwycił także retorycznie napomknął.
Chwycił za łyżeczkę i niczym chirurg precyzyjnie zabrał się do krojenia sernika w drobny mak.
Hah ta jeszcze go na makowiec przerobi i będzie niezła faza.
-Na pewno się nie skusisz?- dopytał. Mrugnął czarująco oczyma a zaraz później dodał.
-Może lustro mówi, lecz Ty po prostu nie słuchasz?-' przedstawił swą jakże fantazyjną teorie i skosztował ciasto.
Niby przy jedzenie się nie gada, aczkolwiek w jego przypadku ścisłych zasad nie ma. Poza tym słuchać mógł. A słuchaczem był wyśmienitym. Tyle że wolnym. Gdyż wolno kojarzył. Lepszy z niego wzrokowiec.
Jego spojrzenie błądziło gdzieś między talerzykiem a jej twarzą, raz po raz zerknął i w bok szczególnie gdy nasilały się jakieś rozmowy. Wszystko to rozkojarzało go w pewnym sensie. Jak na sportowca przystało musiał mieć świadomość przestrzeni. Nie potrafił usiedzieć bezczynnie w jednym miejscu. Zatem zrobił się dziwnie pobudzony. Przełykając jął z wolna śledzić spojrzeniem towarzyszkę. Do prawdy imponował mu jej spokój.
I ta anielska cierpliwość co do jego osoby...Genevieve - 2014-11-08, 21:49 - Nie schlebiaj sobie – Wzruszyła ramionami, by zaraz niczym dziecko sięgnąć chustki i zacisnąć ją znów na szyi w ramach potwierdzenia swoich słów. Zrobiła przy tym zaciętą minę by wypuścić głośno powietrze. Cholera... faktycznie było gorąco. Niemal czuła jak cała twarz zaczyna robić jej się czerwona pod wpływem ciepła, choć zachowując minę pokerzysty siedziała z założoną nogą na nogę. Śledziła uważnie jego ruchy mimo pozornego spokoju wciąż nie przestając się pilnować.
- Nie, dziękuję – przypatrując się jego twarzy jej oczom nie umknął wyraz, którym zapewne miał ją oczarować. Czy nowością było to, że dziewczyna nie „piszczała na jego widok”? Co najwyżej wylewała kawę, acz nie wiem czy postrzegał to jako komplement
- I co mówi twoje? – Uśmiechnęła się delikatnie, jakby zaraz rzucić miała, że powinien wybrać się do odpowiedniego lekarza, po czym przyjrzała się jego ruchom jakby rozpraszały go rozmowy gości obok. A więc tym razem to ona nudziła jego? Ciężko tak naprawdę powiedzieć czy się tym przejęła. Nie rozmawiali o niczym konkretnym jedynie wymieniając nieznaczące zbyt wiele drobne uszczypliwości i uprzejmości... zależy jak na to spojrzeć.
- Jesteś znudzony? – podobnie jak on wcześniej, teraz i ona bardziej stwierdziła niżeli spytała. Po prostu prześledziła wzrokiem jego ruchy wypuszczając głośno powietrze po czym spojrzała za okno uświadamiając sobie jak długo już tutaj siedzi. Nastał wieczór, a to przyprawiło ją niemal o napad paniki. Powinna była wyjść wcześniej.Alexis - 2014-11-08, 22:08 -Nie krępuj się, możesz się rozebrać.- zasugerował i już po chwili zamilkł. Wiedział jak może się to dla niego skończyć a przecież mu jeszcze mało.
-Nie dziękuj mi, jeszcze Ci nic nie zrobiłem.- wypomniał zadziornie naciskając na słówko 'jeszcze', które odgrywało kluczową rolę w jego wypowiedzi.
-Nie wiesz co tracisz.- podsumował kończąco, ale chyba mówił to sam do siebie.
Udawał że intensywnie myśli nad odpowiedzią, acz błyskawicznie nie mogąc się powstrzymać wyznał:
-Nic nie mówi. Traci mowę na mój widok.- zaśmiał się głupkowato. Trzeba przyznać że jego zdrowy śmiech idioty mógł być zarówno zaraźliwy jak i irytujący. Zależy jak leży.
-Jestem raczej...-urwał wymachując niesfornie łyżeczką.- Niepocieszony.- sprecyzował i odstawił 'sprzęt' bo zaraz zrobi sobie krzywdę. Spojrzał na nią przelotem. Zerknął znowu na to co podziwiała na zewnątrz.
-Nie jesteś stąd, prawda?- znowu raczej było to stwierdzenie niżeli zapytanie. Jak tak dalej będą ze sobą rozmawiać na zasadzie przypuszczań i 'podchodów' to już przeczuwam nagły zwrot akcji.
Podobało mu się to, że podchwyciła jego styl kreacji rozmowy. Dobrze się przez to mówiło, chociaż oni zdawkowo się do siebie odzywali. Tym jednak go przekupiła. Dostosowała się. Oddawała mu tym czym on celował w nią.
Ciekawe,ciekawe. Ciekawa osobowość. Czyżby i ona chciała pokonać go jego własną bronią?Genevieve - 2014-11-08, 22:35 - Mogę też posiedzieć jak siedzę- Mogłaby rzucić coś w stylu „nie krępuję się” acz na pierwszy rzut oka widać było, że mocno stara cię coś ukryć. Najpierw ręce, teraz szyję... momentalnie cofnęła dłonie od tamtych okolic kiedy uświadomiła sobie, że nieświadomie właśnie na tym skupia jego uwagę. Może nawet to było jej największym problemem dopóki od ścianek jej głowy nie odbiła się wypowiedź, której wolałaby nie usłyszeć. Momentalnie się spięła odbierając te słowa jako złą wróżbę, po czym rozglądnęła się na boki czy nie ubyło zbyt wielu ludzi.
- Nie wiem czy się cieszyć, czy płakać – mruknęła znów zaczynając budować dystans. Jak widać w jej obecności nie trzeba było wiele, by wszystko nagle zmieniało się o 180 stopni, choć starała się uspokoić. Bo przecież nie wiedząc o jej przeżyciach, mógł rzucić coś ot tak nie mając na myśli niczego złego. Prawda? Zresztą zdawał się nie przykładać uwagi do tych słów jakby rzucił je na szybko, bez pomyślunku przez co znów utwierdziła się w przekonaniu, że dopóki będą gdzieś niedaleko ludzie dopóty będzie bezpieczna.
- Wszystko umiesz sobie wytłumaczyć jak ci wygodniej... – uśmiechnęła się przelotnie, nie czując irytacji, acz nie podzielając także aż takiego rozbawienia. Rzadko jej się to zdarzało. Po prostu.
- Niepocieszony z jakiego powodu? – Chwilę śledziła ruchy dłoni nawet nie zauważając jak zawiesiła się na momencik. Co miała robić? Taksówka... tak, to chyba było najrozsądniejsze wyjście.
- Tym razem nie trafiłeś... częściowo. Przeprowadziłam się tu kilka dni temu. – sprecyzowała, nie mogąc jednak odmówić sobie przyjemności powiedzenia mu „nie”Alexis - 2014-11-08, 22:59 Wzruszył tylko barkami.- Jak dla mnie możesz się i położyć, i wstać.- odrzekł jak zawsze mało poważnie i zawile.
Nie było do końca tak że on nie panował nad tym co mówił. On zręcznie operował językiem. Używał słów w taki sposób, by przyczyniły się one do uzyskania korzyści. Oczywiście korzyści dla niego.
Spokojnie sobie przeżuwał ostatni kęs kiedy zauważył niemalże identyczny ruch jej ręki jak wykonywała już wcześniej. Zwykle dziewczyny odgarniały włosy, kręciły kosmyki czy bawiły się nerwowo dłońmi. Ona była powtarzalna. Stale kopiowała dziwny, niezrozumiały dla niego gest. Nie wnikał w jego znaczenie i przyczynę. Zdawał sobie sprawę z tego, że jednak coś z nią nie tak.
Westchnął bezgłośnie słysząc jej słowa. - Jesteś mądra, myślę że wiesz co robić.- odrzekł dość szorstko jak na siebie i doprawił wypowiedź nikłym grymasem. Wróciło mu poczucie czasu. Zasiedział się tutaj z nią. Nie żałował jednak tego.
-To bardzo praktyczne.- usprawiedliwił się od razu kiedy zarzuciła mu kreowanie własnej wizji świata czy pewnych czynności.
-Widzisz mała wszystko da się sensownie wytłumaczyć. Nic nie bierze się z niczego.-zapewnił ją a dar przekonywania to jeden z walorów jego bogatej osobowości.
Nijak odniósł się do jej pytania. Chciał zignorować, ale ostatecznie po krótkiej pauzie zresetował aparat mowy i odpowiedział beznamiętnym głosem. - Mam trudny dzień.- krótko, zwięźle i na temat.
Posłał jej kolejny gorzki uśmiech. -Nie lubie nie trafiać.- właściwie nie wiedział po co to powiedział.
Chyba dlatego że mu się wymknęło. On najpierw mówi potem myśli. Nie inaczej, teraz po prostu głośno pomyślał.
-A więc to dlatego widzę Cię tu po raz pierwszy.- wysunął logiczny wniosek a wyjmując portfel zapłacić za swoje 'posiedzenie'. Wymownie spojrzał na swój zegarek.
-U lala młoda godzina, ale chyba pora się zmywać.- znowu przelewał myśli na potok słów.
-Odprowadzę Cię.- kolejna jego propozycja, której nie można obalić. Jest nie do odrzucenia. Przeca nawet nie pytał jej o zdanie. Noie miał sumienia puścić jej samej.
-To miasto nie jest do końca bezpieczne.- dodał 'na zachętę'. Genevieve - 2014-11-08, 23:27 Zadziwiające jak łatwo było przewidzieć poszczególne reakcje jako odpowiedź na gesty, mimikę i ton głosu którego używała. Gdzieś podświadomie wiedziała, że jeśli zacznie się spinać, on odpowie równie nerwowo. Z drugiej jednak strony wcale nie miała ochoty tłumaczyć się nikomu z potrzeby zachowania dystansu i niechęci do wszelkiego rodzaju dwuznaczności. Taka była. Potrafiła wykazać się poczuciem humoru jeśli nie czuła się wtedy zagrożona i osaczona. Kiedy jednak zaistniała choć nikła przesłanka która budziła wątpliwość Vieve, dziewczyna momentalnie budowała między nią, a rozmówcą mur nie potrafiąc powiedzieć wprost: „nie rób tak i tak, bo...”. Nie była jak widać łatwą osobą do przewidzenia jeśli ktoś nie poznał zniszczonej już psychiki dziewczyny, acz znając pewnego rodzaju podstawy można było czytać z niej jak z książki. Pytanie tylko jak wiele osób pozna ów zasady?
- Co do sensowności bym się kłóciła, choć nie wątpię, że wszystko umiesz sobie praktycznie wytłumaczyć – mruknęła słuchając dalej i momentalnie zagryzając mocniej dolną wargę. Wszystko wskazywało na to, że kończyli, a ona musiała wrócić do domu. Szybko ubrała płaszcz sięgając po telefon i dopiero w tej chwili przypomniała sobie, że nie ma w nim baterii. Serce zadudniło jej niczym młot kiedy uświadomiła sobie, że naprawdę nie może zadzwonić. Miała dwie opcje. Albo poprosić o to Alexisa albo złapać coś na ulicy. Nie dopuszczała do siebie możliwości, że mógłby ją odprowadzić. Pokiwała więc przecząco głową nie będąc w stanie wypowiedzieć żadnych słów i spoglądając na ulicę. Zapłaciła za kawę w roztargnieniu upuszczając pieniądze, po czym zebrawszy je włożyła odliczoną kwotę w przyniesiony przez kelnerkę futeralik.
- Dam sobie radę. Wezwę taksówkę... – mruknęła cicho na kolejne przekonywania. Znów zdawała się tak samo spłoszona jak w pierwszej chwili, w której go zobaczyła.Alexis - 2014-11-09, 10:51 Owszem miała po części rację bo gdyby nagle zaczęła reagować nerwowo to zapewne i w nim nastąpiłby jakiś mentalny przełom. On tam nigdy nie zachowywał dystansu. Nie miał barier. Nie miał granic. Nawet jeśli coś lub ktoś go irytował to zawsze z godnością był w stanie to znosić bądź w odpowiednim momencie powiedzieć co mu sie nie podoba. Miało to jednak zastosowanie w kontaktach ze znajomymi już personami. Bo ciężko wymagać od kogoś zupełnie obcego tego, do czego jest się przyzwyczajonym i co sie akceptuje.
-Zawsze możemy sie pokłócić.-powiedział swobodnie nie widząc problemu.
Dokuczanie, uszczypliwości czy konfrontacja przekonań na nim wrażenia nie robiły. To jego chleb powszedni. Ludzie muszą dyskutować. Muszą okazywać emocje., Nawet te skrajne. Każdy coś zdradza, przez swe słowa i przez swe zachowanie. Anonimowość już nie jest w cenie.
Poderwał się sprawie a znowu będąc świadkiem jej roztargnienia zademonstrował wytrzeszcz oczy i zrobił mało obecną minę.
Histeryczka- pomyślał choć nie powinien.
Dopinając na spokojnie płaszcz uśmiechnął się leniwie.
- Tutejsi taksówkarze wcale nie są tak przystojni.- wtrącił swoje trzy grosze i choć powiedział to humorystycznie był prawdomówny.- Ani nie są zbyt mili.-dodał subiektywnie. Dla niego żaden facet nie jest miłym, ale to już inna inkszość.
Wlepił w nią swe ciekawskie spojrzenie stojąc wsparty dłońmi o oparcie siedzenia.
-Jestem samochodem, mogę Cie odwieść jeśli mieszkasz daleko.- zadeklarował bo odniósł wrażenie, że to jednak z tych 'wygodnych pań' które może nie mają ochoty przechadzać sie dłuższymi uliczkami a widocznie ma do domu kilkanaście kilometrów. Wiem że nie wiedział wszystkiego i jego myślenie był błędne, ale na litość boską, on nie był i nie będzie wszechwiedzący. Nie czytał w jej myślał. Na szczęście! Posiłkował sie znikomą wiedzą. Korzystał z nabytego doświadczenia.Genevieve - 2014-11-09, 11:19 Uniosła wyżej brwi wcale nie w geście zaskoczenia, a raczej czymś na rodzaj zdawkowego dowierzania, by westchnąć przeciągle. Od jakiegoś czasu nie dyskutowała z ożywieniem niemal o niczym, niczym także nie interesując się ponad normę, choć wiedziała że powinna, by nie zwariować. Teraz jednak wyciszyła się jak nie ona, z temperamentnej osoby przeradzając się w strachliwe stworzonko i nie przeszkadzało jej to tak bardzo. Paradoksalnie zakopując się w depresji było jej znacznie lepiej niżeli w chwili, w której pozwalała odzywać się swojemu własnemu charakterowi. Owszem, była to przyjemna odmiana. Na krótko pozwalała wrócić do odrobiny normalności, acz później przychodziły chwile jak ta, kiedy przychodził moment na przykład propozycji odprowadzenia jej do domu. Wtedy dawna cząstka Vieve rozpadała się nagle, pozostawiając tylko strach i znów wysyłając sprzeczne sygnały. Dlaczego czytał jej ‘nie’ jako ‘tak’? Nie mógł po prostu odpuścić widząc, że się go bała? Wiedziała, że Alexis nie miał pojęcia co się stało, acz nie musiał wiedzieć by po prostu zostawić ten temat w świętym spokoju i odpuścić. Przynajmniej ona tak twierdziła.
- Pozwól, że nie będę skupiała się na taksówkarzu zamawiając usługę – ostatnie słowo podkreśliła nieco dobitniej wciąż upierając się przy swoim, choć jak widać i on nie miał zamiaru odpuścić. A więc będą się kłócić...
- Nie chcę spędzać drogi powrotnej z tobą – zaznaczyła w taki sposób, że chyba nie budziło wątpliwości co właśnie robiła. Starając się go od siebie odrzucić przyjęła tę najprostszą, a zarazem najbardziej skuteczną formę obrony.Alexis - 2014-11-09, 14:11 Czy ja wiem czy była to aż tak przyjemna odmiana. Mając do czynienia z taką odmienną postawą odnosi się wrażenie, że rozmówca czy tam towarzysz ma dwa oblicza. A to zawsze jest odbierane nagatywnie.
To tak jakby siedziały w człowieku dwa demony z których tylko jeden dopuszczany był do ujawnienia się, ale drugi stale z nim rywalizował o dominację. Dziwne. Jak dla niego trochę nielogiczne. Bo przecież nic się nie działo.
Było miło, no ok, może zbyt arogancko, ale zdecydowanie on przedstawiał tą 'lżejszą' wersję siebie. Innymi słowy był pokojowy i mniej denerwujący niż zwykle. Skąd mogła to jednak wiedzieć.
Nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że aż tak bardzo ją przeraża. Jej strach widoczny był tylko w sytuacjach w których zostawała bez słowa, lub ujawniał się po słowach które usłyszała od niego. Pojęcia nie miał, że igra z jej poczuciem bezpieczeństwa. Nieświadomie przyprawiał ją o stany lękowe. Gdyby to rozgryzł na pewno wykorzystałby to przeciw niej jeszcze dobitniej. Dlaczego? Ot tak, w ramach rozrywki. On jednak łudził się, iż ruda po prostu nie czuje się tak pewnie w nowym,nieznanym miejscu w dodatku siedząc naprzeciw osobnika, co do którego nie jest w stu procentach przekonana.
-Skupiaj się na czym chcesz.- rzucił obojętnie.- Masz przecież wybór.- zaznaczył. Uśmiechnął się złośliwie.
-Tylko wybierz dobrze, bo nie wyglądasz na taką, która szuka przygód.- powiedział lustrując ją obłędnym wzrokiem a czując po kościach, , że tylko traci czas i nerwy machnął na nią ni to olewczo, ni lekceważąco ręką.
-Ok, trzeba było tak od razu.- bardzo cenił u ludzi szczerość, nawet jeśli była nie adekwatna czy rażąca. A jemu dwa razy nic nie trzeba powtarzać, no chyba że sam nalega.
-Do zoba Ganevieve.- pożegnał się przekręcając jej imię. Albo się przejęzyczył, albo źle zapamiętał.
Nie ważne. Ona tak czasem miewa. Oddalił się sprężystym krokiem.