Anne Howard - 2014-05-27, 16:07 Zmarszczyła czoło, dostrzegając niezbyt wesoły nastrój chłopaka. Zacisnęła ręce na zagrzanym od słońca kubku, nie mając nic więcej do roboty. Jakoś nie paliła się do tego, żeby zacząć ze szczegółami opisywać swój nudny dzień. Jeśli zaczęłaby to robić, istnieje niebezpieczeństwo, że nie mogłaby przestać. Westchnęła cicho, przeczesując włosy palcami.
- Cóż...- zaczęła dość niemrawo, nabierając powietrza w płuca.- Ostatnio moje koleżanki z zespołu lepiej się z sobą dogadują, co jest bardzo dużym plusem. W domu mam natomiast niezły bałagan i wypadałoby to posprzątać. A tak po za tym... stęskniłam się za tobą.
W tej chwili zrobiła wręcz przesłodzoną minkę i trąciła stopą jego łydkę, co by się chociaż troszeczkę rozchmurzył.Anonymous - 2014-05-27, 16:55 Słysząc jak dziewczyna zaczyna swoją wypowiedź przygotował się już na coś naprawdę długiego, opowiadanie, które zajęłoby minimum 2 kartki przeciętnej wielkości, a dostał jedynie kilka zdań. Na szczęście nie narzekał, przysłuchiwał się dokładnie zastanawiając nad każdym słowem wypowiedzianym przez Anne. Nawet tego nie zauważył, nawet nie poczuł, a niepostrzeżenie ponownie osunął się na jasnym meblu do mało eleganckiej pozycji. Kawa pomogła na jakiś czas, ale kiedy zniknęła z kubka pozostawiając po sobie jedynie garstkę mokrych fusów cały jej czar prysnął. Niespecjalnie zwrócił uwagę na ostatnie zdanie różowowłosej, dopiero gdy ta trąciła jego nogę drgnął lekko nie wiedząc zupełnie o co chodzi. Niemal zasypiał siedząc w - w brew pozorom - wygodnej pozycji. -No ja też.- Rzucił obojętnym tonem, nie żeby coś po prostu zmęczenie brało górę. Objął swoje ramiona zamglonym spojrzeniem sunąc po Anne. -Możemy stąd iść?- Spytał z nutką błagalnego tonu. Siedzenie tutaj bez potrzeby było jak męczarnia...Anne Howard - 2014-05-27, 20:14 Mruknęła coś niemrawo pod nosem, zauważając jakże bardzo energiczną odpowiedź chłopaka. Słysząc jego pytanie, które niemalże wzruszyło dziewczyną do głębi, wstała z fotela, narzucając przy okazji bluzę na ramiona. Wzięła go pod ramię, wyprowadzając z lokalu.
- No to się u mnie prześpisz, jak nie możesz się nigdzie wyspać- powiedziała, kierując się w stronę domu razem z nim.
z/tAnonymous - 2014-05-27, 20:23 Nie był aż tak ospały by nie iść sam, więc pomoc Anne była zbędna aczkolwiek nie miał nic przeciwko niej. Uśmiechnął się pod nosem zbierając z fotela. Nie odezwał się ani słowem jedynie podał rękę dziewczynie i wyszedł za nią. Nie będzie spał w cudzym domu, będzie się czuł nie tylko źle, ale i nieswojo, lecz na razie nie zamierzał się sprzeciwiać. Wyszedł więc i poszli.
[zt]Genevieve - 2014-11-06, 21:21 Bawiła się rękawem swetra obracając w palcach rozciągnięty już materiał jakby nie zauważyła, że zaraz wydrapie w nim dziurę. Twarz Vieve ukryta była w opadającej na ramiona kaskadzie rudych włosów zakrywających szyję, a wraz z nią wciąż duże sińce kontrastujące z alabastrową, nieludzko wręcz bladą cerą. Na wszelki wypadek użyła chustki i golfu, choć środki ostrożności jakie podjęła kończyły się niemal w tym samym miejscu, w którym się zaczęły. Przez chwilę wprawdzie spoglądała na leżące obok niej rękawiczki przypatrując im się z zastanowieniem i wodząc opuszkiem palca po wierzchu filiżanki, acz szybko porzuciła myśli świdrujące natrętnie jej głowę. Siedząc tak opatulona w ciepłej, przytulnej kawiarni zrobiłoby się zbyt gorąco. Poza tym... gdyby ktoś spytał mogłaby znaleźć proste wytłumaczenie kilku strupków na wewnętrznej stronie obu dłoni. Ot, upadła. Potknęła się na kamieniu, ktoś wpadł jej pod nogi... niesforne dziecko, pies czy cokolwiek. Nie wzbudziłoby to podejrzeń. Musiałaby tylko ruszyć dawno zastany zalążek talentu aktorskiego. Największym problemem była jednak twarz odbijająca się teraz w pociemniałej szybie lokalu. Każda rysa zdawała się uwypuklać zmęczenie, ukryte pod makijażem podkrążone oczy wciąż patrzyły na wszystkich nieufnie, ze strachem. Jakby miała do czynienia ze zwierzętami...Alexis - 2014-11-07, 14:58 Nuda. O tak, to właśnie ona ostatnio jest główną przyczyną dla której Ax przestał funkcjonować na tym swoim przyzwoitym poziomie. Wiadomo jak człowiek nie ma problemów, to człowiek nie ma życia. Niektórych problemy same znajdują, innym niestety trzeba ich szukać a jeszcze drudzy potrafią je sobie sami zmajstrować. Niemiec z racji tego, że jego codzienna egzystencja pozostawia wiele do życzenia doszedł do wniosku, że chyba najwyższa pora wyrwać się w inny wymiar. Niekoniecznie gwarantujący coś lepszego, aczkolwiek zawsze nieznany i taki kuszący.
Spacerując aleją myślał nad tym kiedy ostatnio miał aż tyle czasu dla siebie. Ludzie zwykle narzekają na brak czasu, Alexis przeciwnie, ma go zbyt dużo przez co nie umie dojść sam ze sobą do ładu. Znał jednak siebie, znał swe potrzeby zatem wiedział jak zaoferować sobie odrobinę przyjemności. Był zbyt towarzyskim typem by siedzieć w domu. Musiał z kimś pogadać. Popatrzeć na kogoś. Pomilczeć w tłumie. Odwzajemnić uśmiech. Za to właśnie lubował się w miastach- pełno tu różnych ludzi, nigdy nie jest się samemu. Czasem to przeszkadza, ale częściej pomaga. Osobiście twierdził, że samotność nieszczy człowieka.
Myśląc doszedł do wniosku, że z tych jego przemyśleń pożytku nie ma toteż zabrał się od razu do czynów.
Chciał odwiedzić klub, tam aż roi się od ludzi a szczególnie dziewcząt. Na szczęście w pore połączył się z mózgiem i zrezygnował. Zbyt wcześniej. Zbyt banalnie..zbyt ryzykownie. Swe kroki skierował do pobliskiej kawiarni gdzie zamówił swą ulubioną kawę. Oczywiście słodkiego jeść nie mógł, ale nie byłby sobą gdyby obojętnie pokręcił nosem przed domowym sernikiem i uroczą kelnerką zapewniającą o jego nieziemskim smaku.
Nie chciało mu się czekać przy blacie więc w swym luzackim stylu rozgościł się zajmując miejsce przy pustym stoliku. Z wolna dyskretnie się rozejrzał, chociaż miał tak sokoli wzrok, że żaden szczegół się przed nim nie uchował. Zauważywszy rudą czuprynę uśmiechnął się sam do siebie, poderwał niczym młody kocur i zaszedł od tyłu dziewczynę. Nim ta zdążyła zerknąć przez ramię on rzekł tym swoim silnym niemieckim akcentem:
-Amanda, co Ty ....-urwał w chwili gdy tylko zorientował się, że to nie ta dziewczyna.
-Przepraszam. -dopowiedział zaraz nic nie tłumacząc, uśmiechnął się tylko wymownie. Nie zachowywał się jak człowiek, który właśnie zaliczył fatalną pomyłkę. Z początku może i jego oczy zdradzały towarzyszące mu zmieszanie, ale sama postawa, mimika i głos przeciwnie.Genevieve - 2014-11-07, 15:39 Zamyśliwszy się nie zauważyła przybycia do lokalu kolejnego gościa wciąż przypatrując się ulicom za oknem. Wszystko wrzało ruchem nie tyle fascynując dziewczynę, co zajmując myśli na kilka chwil, w których zapomniała gdzie jest, dlaczego i po co właściwie tutaj przyszła. Palcem wciąż wodziła po wierzchu filiżanki zapominając, że powinna była już dawno skończyć pić zamówioną kawę. Teraz niestety napój ostygł tracąc na smaku i wartości, a wraz z nim zapał Rudej do śledzenia wrzawy na dworze. Znudziła się kiedy zaczynały pochłaniać ją myśli, na które nie była gotowa. Serce mimowolnie biło jej szybciej, jak każdemu człowiekowi, który wspominał coś co było trudne. Czyżby przyszedł czas, by znów zmienić otoczenie? Zainteresować się czymś na nowo i tak... do kiedy właściwie? Kiedy to uczucie strachu minie bezpowrotnie? A propos czasu... powinna była znaleźć sobie zajęcie. Ostatnie dni spędziła na ciągłym wyszukiwaniu sobie pracy. Najpierw rozpakowała wszystko co miała do rozpakowania, sprzątała, później gotowała... nadmiernie dużo, bo tylko po to by coś robić. W kuchni spędzała więc większą część swojego dnia, by finalnie zamrażać dostatek pierogów i innych potraw nie tracących na smaku po ów zabiegu. Wszystko tylko po to by odciąć się od myśli.
Szybko okazało się, ze to nie zmiana otoczenia była potrzebna, by przestała rozpamiętywać a cudza obecność za plecami. Jak to się stało, że go nie usłyszała? Poczuła zapach męskich perfum odruchowo spinając mięśnie, jakby mechanizm obronny wbrew paraliżującemu uczuciu w kończynach przygotował się do skoku. Odwróciła się gwałtownie wcale nie czując spokoju na jego widok. Przeciwnie. Do jej uszu dotarł brzęk ocierającej się o siebie porcelany a czarna ciecz wylała się na podstawkę i część stolika. Nie zerwała się, by po sobie posprzątać nieco uspokajając się na dźwięk głosu mężczyzny. Zadziwiające, że teraz nie poznałaby nawet swojego oprawcy. Nie było to jednak gwarancją, ze on nie rozpoznałby jej i to napawało jej serce coraz gorszymi obawami.
- Musiałeś mnie z kimś pomylić – Mruknęła właściwie tylko ze względu na jego akcent, a więc pewność, ze to nie był człowiek, którego spotkała zaraz po przeprowadzce. Opanowała się dopiero teraz spoglądając na blat i wzdychając cicho.
- Wylało się... – mruknęła pod nosem w nieco infantylnym spostrzeżeniu, na które nawet nie zwróciła uwagi. Zupełnie jakby nie widziała uśmiechu ludzi dookoła niej.Alexis - 2014-11-07, 15:56 -Ejj jeeej jejj, spooookojnie.- odrzekł w porę kiedy sprawy nabrały takiego a nie innego obrotu. W swym zachowaniu był bardzo autentyczny i naturalny, więc by przekonać ją do czystych intencji z jego strony lekko, może i zabawnie podniósł nieznacznie ręce niczym człowiek podejrzewany o coś czego nie zrobił, a będąc w stu procentach pewnym swej niewinności rzucił jej zaraz pytające spojrzenie. Nie chciał jej wystraszyć,ani tym bardziej przestraszyć. Trudno stało się. Zareagowała panicznie. Przyjął na siebie wszystkie ciekawskie,nieznajome spojrzenia. Zrobił się na moment niezły kocioł, ale słownie po paru sekundach wszystko wróciło do normy. Blondyn zmierzył dziwnym spojrzeniem płochliwą dziewczynę.
-Nie wiedziałem, że jestem taki straszny.- podsumował oczywiście w żartach.
-Zwykle kobiety piszczą na mój widok..-wypalił nie mogąc się powstrzymać. Zmienił spojrzenie na lżejsze i mniej natarczywe. Cała ta sytuacja jak dla niego była jeszcze nie poukładana. Ale wreszcie coś się działo.
-Nic Ci się nie stało?- zapytał z nutą troski. Wiedział że nie, bo rany na jej dłoniach zauważył już wcześniej.
-Nie przejmuj się.- rzekł i uśmiechnął się doń nikle. -Odkupie Ci kawe.- zaproponował i puścił jej oczko. Chyba nie do końca panował dziś i nad sobą i nad tym na co miał wpływ. Przelotnie spojrzał na kelnerkę, która zajęła się sprzątaniem rozlanej kawy. Przysiadł sobie na pobliskim krześle i odetchnął głęboko śmiejąc się dyskretnie.
Pokręcił z rozbawienia głową, ale żeby uniknąć nieprzyjemności związanych z irytowaniem kelnerki ze szmatą w dłoni milczał jakiś czas i próbował tłumić śmiech.Genevieve - 2014-11-07, 16:22 Spąsowiała widząc jak spojrzenia z sąsiednich stolików sypią się na nich niczym grad, a wszystko za sprawą głupiego przekonania, że każdy chce zrobić jej krzywdę. Ponadto chłopak widocznie nie miał złych zamiarów, choć nie osłabiło to nieufności z jaką spoglądała w jego kierunku kiedy starała się zmyć kawę ze stolika serwetkami wyciąganymi raz po raz zdecydowanie za szybko i zbyt niechlujnie. Nie mogła się skupić chyba bardziej przeszkadzając kelnerce niżeli pomagając.
- Może jesteś zwyczajnie brzydki... – uśmiechnęła się lekko, wręcz można powiedzieć, że miło świadomie próbując go spłoszyć, może nawet obrazić byle nie próbował zagadywać dalej. Wciąż czuła jak policzki różowieją pod wpływem zbyt dużej dawki emocji, acz w duchu dziękowała mu także, że na chwilę może zapomnieć.
- Nie, wszystko gra – odruchowo schowała dłonie w sweter wreszcie poddając się i przestając wycierać czyt. rozmazywać plamę na stoliku. Sama także usiadła na krześle wciąż przypatrując się uważnie postaci Alexisa i zastanawiając czy wypada w tej chwili wyjść.
- Nie trzeba, straciłam ochotę – znów lakoniczna, zwięzła odpowiedź. Chyba widział, że się bała.Alexis - 2014-11-07, 16:36 Cóż wiedział że zaczej nie jest ona rozmowną osobą. Przekonał się że nie jest też uważna i że ma dziwne, niecodzienne odruchy. W sumie tym go zafascynowała. Jak on uwielbiał dziewczyny, które skrywały w sobie coś więcej niż tylko znikomą wiedzę o życiu, źle ulokowane uczycia i bardzo wyrafinowane wartości skupiające się wokół sfery materii. Ruda była inna. Niby sprawiała wrażenie niedostępnej istoty, zdystansowanej i zamkniętej w sobie, ale poczucia humoru by jej nie odmówił. Słysząc co powiedziała po profesorsku podrapał się po skroni.
-Pomyślę nad tym. - zapewnił skinając raźno głową. Tego tekstu jeszcze nie słyszał, no chyba że od Samanty, ale i ona ma do niego słabość.
-Ehem.- mruknął gardłowo nie podzielając jej przekonań. -Oparzyłaś się?- naciskał dalej święcie przekonany, że z jej dłońmi coś nie tak. Skąd miał wiedzieć, że kawa była już zimna? Pominął wiele szczegółów, których poznać nie mógł.
Widząc że dziewczyna czuje się przy nim skrępowana i ewidentnie go unika nie dręczył jej swym spojrzeniem, aczkolwiek jak na niego przystało nie odpuścił.
-No to może serniczek?- przysunął bliżej niej talerzyk z ciastkiem.- Dietetyczny oczywiście.- zapewnił choć dobrze wiedzą iż to istna bomba kalorii. Silił się na nawiązanie kontaktu. Jakiegokolwiek.
On i ten jego dar przekonywania. Ostatnio wypadł z wprawy. Trzeba to zmienić!
-Przepraszam.- powtórzył się i o ile wcześniej żartował, teraz zachował śmiertelną powagę.Genevieve - 2014-11-07, 17:04 Przez chwilę wraz z rozwojem wydarzeń dopuściła do siebie myśl, że ma do czynienia z całkiem sympatycznym człowiekiem. Na piegowatej twarzy pojawił się cień uśmiechu znikając niemal w tej samej sekundzie.
- Tu nie trzeba myśleć tylko działać – Nie powinna dopuszczać do siebie nikogo, acz tym razem chciała oderwać się od rzeczywistości. Bo przecież nie mogła zamknąć się na ludzi, choć przerastało ją złamanie wewnętrznych barier. Wiedziała bowiem, że w zaciszu kawiarni jest bezpieczna i nikt nie powinien zrobić jej krzywdy na oczach tylu osób jednakże z chwilą, w której miałaby wyjść na ulicę... wszystko się zmieniało. Odsunęła tę myśl wiedząc, że z całą pewnością nie pozwoli odprowadzić się do domu, a później spojrzała nań z uwagą.
- Nie. Nic się nie stało – podkreśliła tym razem ostrzejszym, choć panicznym tonem. Bała się, że będzie drążył przypadkowo rozdrapując zbyt świeże rany. Nie wiedziała co ze sobą zrobić w tej chwili. Atmosfera spokojnego rozluźnienia rozprysła się niczym bańka mydlana i nawet propozycja skosztowania sernika nie rozwiała niechęci Vieve. Pokiwawszy przecząco głową zawiesiła spojrzenie na stoliku dopiero usłyszawszy przeprosiny podnosząc głowę na chłopaka. Znów to samo. Maska rozpadła się na kawałki ukazując to prawdziwe oblicze dziewiętnastolatki. W jej oczach był smutek i coś na rodzaj skruchy, jakby to ona przepraszała. Po prostu wpatrując się na niego przez chwilę odparła cicho:
- Nie zrobiłeś nic złego. To ze mną jest coś nie tak - znów zaczynając bawić się materiałem swetra.Alexis - 2014-11-07, 17:25 Wywinął zabawnie brwią. -Działać?- spapugował po niej i w dodatku zrobił tak rozbrajającą minę, że aż sam się cieszył z faktu, iż nie musi na siebie patrzeć. Dziewczyna najechała mu z leksza na ambicje, zatem by nie zostać jej dłużnym naszła go ochota na pośmiewcze wtórowanie jej. Przeleciał po niej śmielszym, do bólu bezczelnym spojrzeniem. Nic nie musiał mówić, mógł jej udowodnić, że jej pewność siebie może zaraz uciec w las. Bo Alexis jak nikt inny potrafił tak potraktować kobietę, że ta już nawet słowem się do niego nie odezwie. Pomimo że uchodzi za takiego chamskiego i takim był przez większość swojego życia, ostatnimi czasy zmienił się. Chyba troche wydoroślał. Może zmienił taktykę. Zawsze jednak działają stare zasady odwiecznej damsko-męskiej gry.
Wtenczas maniery pozostają na boku. Zmarszczył pośpiesznie czoło nie ogarniając jej. Jakgdyby nie mieli wspólnego języka. Nie znali własnej, jednolitej mowy. Zastanawiał się tylko gdzie leży problem. Nie stracił nią zainteresowania chociaż pewnie w innym miejscu, w innej porze, w innym towarzystwie z pewnością nie zawahałby się.
Kiedy wymienili się spojrzeniami swym bystrym wzrokiem przyjrzał się jej bladej twarzy.
Nie wyglądała dobrze, ale nie chciał być złośliwy czy wredny. Pomyślał tylko swoje. Nic innego nie mógł. O nic nie pytał. Nic nie komentował. Po prostu sobie milczał śledząc ją ciekawskim spojrzeniem.
Wzruszył lekko barkami usłyszawszy jej wypowiedź.
-Z każdym jest coś nie tak.- stwierdził bezpośrednio. - Nie jesteś jedyna, mała.- dodał chociaż mógłby sobie darować. Badał jednak jej osobę. Na ogół on jest bardziej bezpośredni i umiejętnie podchodzi swego potencjalnego rozmówcę. Zwłaszcza jak rozmawia z kobietą. Bo wiadomo...kobiece 'nie', kobiece 'tak' i kobiece 'nic'. Jest już przyzwyczajony.Genevieve - 2014-11-07, 17:50 Jak sam z początku zauważył ona była inna niż reszta kobiet, choć nikt nie powiedział, że była to ta pozytywna odmienność. Zdecydowanie różniła się sposobem patrzenia na ludzi, nie starała się o cudze względy i przede wszystkim nie potrafiła zaufać. W tej sytuacji tylko początek rozmowy okazał się trafiony. Uśmiechnęła się trochę szerzej widząc jego minę i rzucając ciche „yhym” jakby nie miała zamiaru rozwijać tematu. Pierwotnie chciała go zrazić, później gdy okazał się mniej wrażliwy w kwestii swojego wyglądu zmienili to w żart, by teraz przerodzić wszystko w jej strach. Nie wiedząc co miał zamiar osiągnąć takim sposobem działania naturalnie zareagowała tym, co od jakiegoś czasu zastępowało wszystkie inne uczucia poza smutkiem. Zapewne jeszcze miesiąc temu postawiłaby się bez ogródek rzucając mu wyzwanie, acz teraz znała konsekwencje własnego zbyt wysokiego mniemania o możliwościach jakie pozostawiało jej ciało. Bo wiedziała już, że nie może nic w obliczu siły mężczyzny i wcale nie podobało jej się działanie Alexisa. Zamknęła się więc jeszcze bardziej włączając w głowie pierwszą lampkę kontrolną, co pokazało się w spojrzeniu jakim go obdarzyła. Szybko jednak doprowadziła się do porządku starając się uspokoić i spojrzała za okno jakby właśnie chciała wyjść. Wiedziała, że widział w niej jak bardzo zmęczona jest codziennością, choć puściła to bez komentarza. Wolała, by nie zaczynał żadnego tematu dotyczącego jej osoby, a mającego związek z ostatnim tygodniem. Po prostu nie miała siły.
- Pocieszające – znów cisza. Lakoniczne, zwięzłe odpowiedzi jakby naprawdę bardzo zależało jej by to zainteresowanie jednak stracił.Alexis - 2014-11-08, 16:16 Każda odmienność jest ciekawa. Poza tym z czegoś pochodzi, ma swoje źródło więc ima swą głębie. Własnie dlatego to cholernie pociąga... nieznane zawsze wydaje sie bardziej interesujące. No nie?
Zauważywszy, że przemawia przez nią taka okrutna szczerość więc i jemu sie udzielił taki poważniejszy klimat. Ciężko go ot tak słowem zrazić do siebie, bo kobiety zawsze przykuwają jego uwagę. Nawet jak robią się zbyt niedostępne i mniej zainteresowane jego towarzystwem niż zawsze.
Nie miał pojęcia że ona nie akceptuje jego zachowania. Taki już był. Zawsze był sobą a przynajmniej się starał. Nietaktowność to u niego norma. Nigdy jednak nie używa siły fizycznej do jakiegokolwiek kontaktu z kobietą. tym bardziej przemocy. To typowo szczeniackie. On już prezentuje inny poziom. Radzi sobie po swojemu, ale zawsze z twarzą. A żeby zachować twarz to nie wypada używać siły, którą należy mieć, ale nie okazywać.
Zerknął ukradkiem na co patrzy, lecz on zza tą szybką nic nie znalazł wzrokiem.
-Znowu wybranek się spóźnia?-zagaił nagle ot tak, dla rozluźnienie napiętej, mdłej atmosfery.
-Prawdziwe.-poprawił jej słówko bo według niego te jego wyrażało więcej.
Wyprostował sylwetkę na moment spuszczając z niej wzrok. Szybko jednak na nowo przykuła jego uwagę.
-Jestem Alexis.- przedstawił się z grzeczności i celowo wysunął ku niej dłoń. Jeżeli podała mu swoją wyrafinowanym acz przystępnym sposobem przytrzymał ją trochę, by wymownie obadać wzrokiem jej rany.Genevieve - 2014-11-08, 17:24 A jednak Gevevieve zdecydowanie wolałaby być częścią tej szarej, spokojnej masy. Poznawszy oba uczucia: odmienność i zwyczajność, wybierała to drugie w poszukiwaniu ciszy własnych myśli. Być może wystarczyło udać się do psychologa, powiedzieć komuś co się stało, jednakże Vieve niezbyt mocno wierzyła w oczyszczające działanie słów. Bo jak coś takiego mogłoby wymazać wspomnienia? Może nakierowałoby je na inny tor, acz to nie przyniosłoby efektu, bo przecież czasu nie cofnie. Stała się przewrażliwiona, aż nader czujna wzbudzając tym skrajnie różne uczucia. W tym przypadku było to zainteresowanie, choć dążyła do znudzenia. Czy jednak będąc tak po prostu dziwnym dało się zrazić osobę ciekawą życia i innych? Nawet jeśli nie rozumiał jej zachowania starał się je pojąć niczym niewinne szczenię, które może wystraszyć samym swoim wyglądem, mimo, że nigdy nie miało złych intencji. Choćby się starała, nie potrafiła się rozluźnić. Nie myśleć, że mógłby zrobić jej krzywdę, nawet jeśli jego zasady mówiły co innego. Nie ufała.
- Nie, nie czekałam na nikogo, bo nikogo nie znam tak naprawdę. Po prostu przyszłam na kawę – przelotny uśmiech pojawił się na twarzy wraz z samą myślą, że mogłaby chcieć spotkać się teraz z kimkolwiek. Ta jedna koncepcja wydała jej się wręcz śmiesznie absurdalna, choć nie powiedziała tego na głos.
- Genevieve – odparła z francuskim akcentem, niechętnie wysuwając dłoń ze swetra. Nie skojarzyła w pierwszej chwili ukrytego celu, toteż kiedy zauważyła jak przypatruje się jej ręce spięła się instynktownie nie wiedząc czy powinna teraz wyszarpać kończynę i uciec, czy udawać że to nic takiego.