Mistrz Gry - 2017-04-02, 14:03 Aidenowi udało się zablokować Evę na Derhamie, powodując tym samym zepchnięcie siwego ogiera na drugą pozycję. Ten zresztą nie był zdolny do jej odzyskania, w dalszym ciągu galopując nieregularnie. Jeszcze przed wejściem w ostatni zakręt, poprzedzający ostatnią prostą, prowadzący Parnassus zaczął opadać z sił, zmniejszając odległość między Ebony'm, który w tym momencie przejawiał największe szanse na objęcie prowadzenia... Chyba, że niepozornie trzymająca się z tyłu Thunderhead miała jeszcze wszystkich zaskoczyć.
Przed końmi ostatni zakręt i wejście na ostatnią prostą.Eva - 2017-04-02, 14:17 To było do przewidzenia że wraz z boleściami i problemami ogiera, zostaną zepchnięci na dalszy plan. Jednak skoro ogier był wciąż zdolny do biegu, to może nie wszystko jeszcze stracone. Eva mogła zepchnąć siwka na dalszy tor, powodując odblokowanie ich. Jednak mogło być to teraz zbyt ryzykowne, biorąc pod uwagę ich tempo i to że reszta depcze im po pęcinach. W końcu nie chciała spowodować kraksy na torze, bo mogłoby się to źle skończyć dla nich wszystkich. Utrzymała ich tempo oraz tor do drugiego zakrętu, który zbliżał się wręcz wielkimi krokami. Krótko przed przytrzymała minimalnie siwka, by dobrze wejść w zakręt. Sama ponownie się schowała za jego szyją, by wyjechać ów zakręt w równowadze i wyjść na ostatnią prostą. Wiedziała że nie zdobędą raczej czołowego miejsca, ale nie chciała się poddawać i ogier pewnie też nie. Dlatego po wyjściu na prostą wypuściła go w przód, by po kilku susach zachęcić go rękoma i batem w zad do ostatecznego postarania się. Wszystko zależało od siwego czy miał siły i czy wyciągnie wszystko na stół w tym biegu, by dotrzeć do linii mety na jak najlepszym miejscu. Ona tylko już mu nie przeszkadzała na grzbiecie, starając się obrać jak najlepszą pozycję.Anonymous - 2017-04-02, 14:33 Siwy należał do koni nad wyraz upartych, toteż nawet gdy został z tyłu za czołowym koniem, który go teraz blokował dalej gonił przed siebie. Z obolałą nogą czy bez, dla niego liczyło się, by dobiec do mety w jednym kawałku. Parskając głośno, mocno wbijał kopyta w ziemię, dalej odciążając obolałą nogę tak jak tylko mógł. Starał się jak najmocniej wyciągać do przodu, by susy które robił były coraz większe. Adrenalina wraz z tym jak zbliżali się do końca skakała mu jeszcze wyżej, więc i ból który mu dokuczał spadał coraz bardziej na drugi plan. Przed zakrętem nieco zwolnił, by pokonać go bez wpadki i dodatkowego bólu. Wyprostował się na ostatniej prostej, tutaj dostając całkowitą wolność. Dodatkowe uderzenie batem o jego zad spowodowało, że teraz zaczynał korzystać z zapasów swojej energii, którą trzymał na ten moment. Przyspieszył możliwie jak najbardziej, by zwiększyć swoją odległość między tymi, który siedzieli mu na ogonie.James Stocke - 2017-04-02, 14:51 James nie jarał się na razie spadkiem sił koni przodujących, bo za długo siedział w siodle wyścigowym i wiedział że jeszcze wszystko może się wydarzyć. Dlatego prowadził go spokojnym tempem przed siebie, to znaczy takim które pozwalało im na pozostanie w środku stawki - nie wleczenie się ale jeszcze nie lecenie naprzód na łeb na szyję. Przed wejściem w drugi zakręt obrał wygodniejszy tor, by nie zostać zablokowanym na ostatniej prostej. Schował się ponownie za szyją karego, zwalniając go nieco przed zakrętem. Utrzymawszy równowagę w nim samym, wyjechali zaraz na prostą do mety. James jeszcze kawałeczek go przytrzymywał, by podobnie pewnie jak wszyscy wypuścić go w przód. Wspomógł to cmoknięciem i smyrgnięciem zada batem, by obrać dogodną pozycję w siodle i brnąć do mety.Mistrz Gry - 2017-04-02, 21:31 Temat postu: Gonitwa koni pełnej krwi angielskiej
UCZESTNICY:
1) Delphine Loevitone & Scho Can Do
2) James Stocke & Princessof the Nile
3) Brian Donney & Jackpatches
4) Eviline Rodriquez & Daiquiri
WYJŚCIE Z BRAMKI:
Pomimo niewielkiej ilości startujących koni, wyjście z bramek było ekscytujące. Najlepszą reakcją wykazał się Scho Can Do, który jako pierwszy wyszedł z bramek. Tuż za nim wyskoczył Daiquiri i Jackpatches, a za nimi Princessof the Nile, której start był wyjątkowo opóźniony. Nie zapowiadało się też na to, by klacz miała nadrobić tę stratę w najbliższym czasie, bo konkurenci biegnący niemal łeb w łeb zwyczajnie zablokowali klacz.
Kolejka prezentuje się następująco - Delphine & Scho, Eviline & Daiquiri, Brian & Jackpatches, James & Princessof, MG. Każda osoba (nie para) ma 24 h na odpis.
Delfinek - 2017-04-02, 21:50 Nowy sezon, nowa Delphine.
Co prawda miała tego samego konia, czyli kochanego Scho oraz strój, lecz bat był inny! Liczy się gest. Ale wracając do najważniejszego - wyścigu. Tuż przed nim przygotowywała wraz ze znajomym ogiera bardzo długo. Mieli silną konkurencję co po części obawiało kobietę, ale dawało też swojego rodzaju motywację. Przed samym startem podarowała ogierowi kostkę cukru i zajęła się wszelkimi startowymi zajęciami, aż do momentu wskoczenia na grzbiet. Była jednym z najniższych dżokejów gdy tak patrzę, w końcu niepewne 150 to dziecięcy wzrost. Dawało jej to raczej przewagę ale moment wsiadania był i jest do teraz katorgą. Udało się co prawda dosiąść ogiera po czym zaśmiała się i podziękowała luzakowi i przywitała się z Scho w nowej sytuacji pogłaskaniem po szyi. Oj tak, nienawidziła wsiadania z całych sił . Będąc już na grzbiecie przyjęła strzemiona oraz zebrała wodze nasuwając gogle na nos i poprawiając ostatnie cześci sprzętu i ubioru. Wprowadzona z Scho do bramki odetchnęła głęboko starając się nie rozglądać na boki - pierwsza zasada wyścigów brzmiała bowiem ,,nie patrz na konkurencje''. Zajęła się więc przyjęciem odpowiedniego dosiadu i skupieniem, które przydało się w momencie wyskoczenia z bramki. Zdaje się taka sama czynności jak na treningach, lecz tak bardzo różniąca się. W szczególności, że Scho wyskoczył pierwszy a reszta folblutów biegła za nim. Ustaliła więc już na początku stałe tempo, na mniej więcej 50% ogierowych możliwości aby nie stracić już na początku przyjętej przewagi i w nim go trzymała. Był koniem, który dopiero w ostatnich fazach wyścigu przyśpieszał, nic więc dziwnego, że teraz mógł być wyprzedzony. Tak czy owak nie mogła pozwolić mu biec z ogromną szybkością, jak i ogier z pewnością nie będzie teraz do tego dążył- mądry gniadosz z niego. Dosiad przyjęła już od początku prawidłowy - tyłek wyżej, tułów z głową chowające się za szyją ogiera oraz stały, lecz nie agresywny kontakt. Bat wchodził w rachubę dopiero w momentach, kiedy ogier zwalniał, a mam nadzieję, że takich nie było. Jak na razie wszystko szło po ich myśli.Scho Can Do - 2017-04-02, 22:08 Zdecydowanie odpowiadało mu to, że ponownie zaczął się sezon wyścigowy. Gniadosz był w idealnej formie po zimie, a także gotowy do tego by ponownie stanąć do walki na torze. Kochany Scho <3 Zawsze zwarty i gotowy do działania. Dobra konkurencja nie była zła, a poza tym trzeba mieć się z kim ścigać na torze. Znał swoje możliwości, a jego ambicję i honor nie pozwalały myśleć o niczym innym tylko zwycięstwie. Powitał swoją właścicielkę dość entuzjastycznie, by cierpliwie znieść wszystko przed starte. W końcu jednak nastał moment przygotowania ostatecznego do wyścigu, a kiedy Del znalazła się na jego grzbiecie adrenalina mu znacznie podskoczyła w żyłach. Wzrost dżokeja fakt był ważny, ale to koń w sumie tu największą rolę odgrywał. Parsknął w odpowiedzi na głaskanie, przebierając nogami nerwowo w miejscu. Trochę szalał przed wejściem do boksu startowego, ale ostatecznie dość sprawnie w nim wylądował. Ogier nerwowo prychał na drugiego ogiera i dwie klacze, tuptając w bramce z nerwów. Kiedy bramka się przed nim otwarła, wykonał jednego potężnego susa w przód i znalazł się zaraz czterema nogami na torze wyścigowym. Udało mu się wyskoczyć jako pierwszemu, co było dobre i nie dobre zarazem. Ogier od razu narzucił wraz z kobietą optymalne i typowe dla niego tempo, które pozwalało mu na równy bieg teraz i mocny finisz na końcu. Nie dawał się zablokować, biegnąc swoim torem i trzymając się swojego tempa. Nie dawał się też sprowokować rywalom, bo wiedział że nie pociągnąłby mocnego tempa do końca. Z lekkością dla oczu, ale jednocześnie wbrew pozorom dość mocno wbijał kopyta w podłoże i odpychał się naprzód. Mocno nadymał nozdrza, wpuszczając do płuc spore hausty powietrza.Eviline - 2017-04-02, 22:55 Od rana zachowywała spokój. Nie było sensu się denerwować, gonitwy są po części zabawą, a z pewnością nie ma sensu przejmować się wynikiem, który często różnił się tylko sekundami. Oczywiście miło wrócić do domu z osiągnięciem, ale wiadomo jak to bywa.
Kobieta zdążyła już wcześniej zajrzeć do ogiera, by ją zobaczył i ponownie rozpoznał jej zapach, miało to na celu tworzenie jakiejś więzi, ewentualnie można to było potraktować jako przypomnienie, że się znają. Ruszyła na wystawkę, by zająć swoje miejsce i poczekać na pojawienie się luzaków i ogiera. Obejrzała po drodze też innych zawodników, oceniała ich, choć dość uprzejmie, bardziej chodziło o rzeczy praktyczne, średnia waga i wzrost, bo później nie miała zamiaru się rozglądać. W międzyczasie pojawiło się kilka hien - reporterów, którzy nadal nie odpuścili, jednak z Ev nie było dzisiaj żadnej rozmowy, była zbyt pochłonięta wgapianiem się w tor.
Wtedy też przyprowadzili Daiquiriego, co od razu wprawiło kobietę w bardzo dobry humor. Zbliżał się moment gonitwy, a to za każdym razem oddziaływało na nią bardzo pozytywnie. Z pomocą luzaka wsiadła na ogiera z wybicia i rozejrzała się dookoła w pełnym spokoju. Zaczęli prowadzić ich do bramek, więc dziewczyna powoli i starannie zaczęła się przygotowywać. Wsunęła stopy w strzemiona, następnie obciążyła je, by zobaczyć, czy wszystko jest w porządku, założyła gogle, poprawiła bat w ręce i przyjęła pozycję dość wygodną do startowania. Na koniec poklepała ogiera po szyi i wtedy zostali wprowadzeni do bramki. Uważnie trzymała wodze, by zareagować w razie niepokoju ogiera. Starała się w pełni wyciszyć i skupić na drodze, która na nich czekała. Żywiła nadzieję, że ogier będzie popierał jej nieme zdanie i również skupi się na tym, co ich czeka.
Kilka chwil później bomba poszła w górę, a bramki zostały otwarte. Ev zdecydowanie wypchnęła ogiera, by od razu móc uplasować się w dobrym miejscu, przez co start był dla nich niezmiernie ważny. Start okazał się jak najbardziej udany, byli drudzy, ale równo z nimi biegła jeszcze jedna para, przez co zablokowali ostatnich zawodników, jednak sporo drogi przed nimi i wszystko mogło się jeszcze zmienić. Dziewczyna zdecydowanie zaczęła szukać dobrego miejsca w środku stawki, by później nie musieć się martwić o wszystkie przepychanki i blokowania ich na torze. Postanowiła wyśrodkować ogiera, by przyjąć jego miejsce w stawce, żeby na finiszu zostało mu jeszcze dość energii do wytrwałego i szybkiego biegu.Ebony Knight - 2017-04-03, 09:49 Ponieważ zajmował w tej chwili dość dogodną do ataku pozycję w stawce, nie zmieniał jej, biegnąć naprzód, równym, ale dynamicznym tempem, które pozwalało mu na zachowanie obecnego miejsca w stawce i nie odstawanie za bardzo od czołówki, a co więcej miał jeszcze energię, żeby we właściwym momencie przesunąć się naprzód.
Zbliżyli się do drugiego zakrętu, James nieco go zwolnił tuż przed nim i sprowadził na wygodny tor, który powinien im pozwolić poruszanie się dalej bez zostania zablokowanym. Wyjechali zakręt w równowadze. Wychodząc na ostatnią prostą został trochę wypuszczony do przodu, do poprzedniego tempa, zaczął też trochę wyciągać się, jednak ostatecznie został wypuszczony do przodu kawałek dalej. Wtedy przyspieszył, zostawiając sobie jeszcze niewielkie zapasy energii. Mocniej odbijał się od ziemi, zaczął robić większe susy. Jego celem na razie było wyprzedzenie Parnasusa, do czego obecnie miał dogodną okazję.Daiquiri - 2017-04-03, 20:39 W przeciwieństwie do ludzkich uczestników gonitwy, Daiquiri do ostatniej chwili niczego nie podejrzewał. Gonitwy organizowane na miejscu nie należy do szczególnie hucznych, stąd też nie było wokół nich dużego zamieszania.
Przygotowany do wyścigu przez luzaków, ostatecznie został przyprowadzony na miejsce wyścigu, czyli jeden z dwóch torów. Dopiero wtedy wzrosło w nim podekscytowanie, które podjudziło go do paru mało ciekawych zachowań, takich jak próby wspinania się czy machanie łbem. Zaczął się denerwować ilością otaczających go ludzi i obecnością innych koni, choć nie było ich wiele. Do bramki jeden pozwolił się wprowadzić bez walki, zajął swoją pozycję i strzygąc uszami oczekiwał otwarcia bramek. Gdy bomba poszła w górę, odruchowo ruszył do przodu, dodatkowo zmotywowany do tego przez Eviline. Zagwarantowało mu to nie najgorsze wyjście, niemal na równi z gniadym Scho Can Do. Od początku obrał sobie za pomocą Eviline jedną pozycję, której się trzymał, galopując w narzuconym tempie. Podczas tej gonitwy wyjątkowo nie miał przed sobą mocno "uciekającego" konia, więc też pokusa parcia do przodu była mniejsza, choć duch walki równie mocny.Aiden Craven - 2017-04-03, 20:41 Do tego momentu pozycja Aidena była jasna, ale jak niebawem zauważył - wcale nie taka pewna. Jednak czując, że Parnassus zwyczajnie słabnie, najwyraźniej nie dając rady kondycyjnie biec na wybranej pozycji, nie oddał tak łatwo pierwszego miejsca.
Odległość dzieląca go od goniącego ich konia dawała mu szansę na zareagowanie jako pierwszemu, co skrupulatnie wykorzystał. W połowie zakrętu pozwolił swojemu koniowi pójść szybciej, by u końca zakrętu jeszcze mocniej schować się za szyją Parnassusa i tym samym zmniejszyć opór stawiany powietrzu. Wychodząc na prostą, skręcił ciało w prawą stronę, by batem trzymanym w prawej dłoni smagnąć zad araba, co miało go zachęcić do jeszcze szybszego biegu. Galopując po prostej powtórzył ten manewr wielokrotnie, wiedząc, że jeżeli chce cokolwiek ugrać w tym wyścigu, musi zdecydowanie działać.Brian - 2017-04-04, 17:14 Nowy sezon, przyszedł więc czas na gonitwę folblutów, w której startował z Jackpatches - od niedawna jego nowej podopiecznej. Chociaż Jadźka została jego podopieczną nie zmieniało to w jakiś szczególny sposób ich treningi czy starty, bo przecież znali się już dobrze z poprzednich wspólnych startów. W dniu zawodów zjawił się wcześniej w stajni, by przygotować kasztankę. Już w prawie kompletnym stroju dżokeja zjawił się pod jej boksem, by zgarnąć ją na myjkę. Tam ją rozczynił, osiodłał, zgarnął potrzebne rzeczy i zaprowadził na rozprężalnię, gdzie rozgrzali się głównie w stępie i kłusie, ale też trochę w galopie, tak aby zostawić sobie siłę na wyścig i na najważniejszy jego element, czyli finisz. Ale najpierw trzeba wystartować. Po rozgrzewce zaprowadził klacz na tor,gdzie zostali wprowadzeni do bramki. Ostatecznie, gdy się w niej już znaleźli Brian sprawdził wcześniej poprawiony i dopasowany sprzęt, po czym obrał odpowiednią pozycję w siodle i przygotował ją do startu,
Kiedy bramki się otworzyły, wypchnął ją, przypominając o wystrzeleniu z bramek. Wyszło im to nie najgorzej, za Scho, który wyskoczył z bramek jako pierwszy i niemal w tym samym momencie do Daiquiri. Biorąc pod uwagę technikę angielki była to dla nich sytuacja korzystna. Od razu ustalił aktywne i dynamiczne tempo, jednak nie rozpędzał jej, bo to czekało ich na finiszu, na który musieli zachować energię. Póki co starał się o utrzymanie obecnego miejsca w stawce.Jackpatches - 2017-04-04, 18:14 Nowy sezon nowe wyzwania i możliwości. Przyszedł czas na ich pierwszą gonitwę w sezonie, a klacz po raz pierwszy w niej oficjalnie miała wziąć udział z Brianem jako właścicielem. No kasztanka aż tak dużo tych startów na koncie nie miała, ale mogła się już jakimiś na pewno pochwalić. W dniu zawodów panowała dość gęsta atmosfera, ale na klacz raczej nie miało to zbyt dużego wpływu. Powitała dość radośnie swojego właściciela pod boksem, by zaraz ruszyć z nim na myjkę. Tam została oczyszczona, osiodłana i zaraz ruszyła za właścicielem na rozprężalnie. Tam się rozgrzali nieco w stępie i kłusie, a potem też w galopie. Zachowali jednak sporo sił na sam wyścig, bo przecież po to tu w ogóle przyszli. W końcu trafili na tor, gdzie zostali wprowadzeni do bramek startowych. Klacz przebierała niecierpliwie w nim kończynami, rzucając krótkie spojrzenie na przeciwników. W końcu bramki się otwarły, a klacz wystrzeliła w przód. Niewiele później pojawiła się na nim od dwóch ogierów, a wcześniej niż ostatnia z klaczy. Od razu narzuciła pośrednie tempo, które pozwalało jej zachować siły na finisz.James Stocke - 2017-04-04, 18:37 Sezon wyścigowy dla Jamesa powrócił z przytupem. Oczywiście w wyścigu anglików miał wystartować z swoją podopieczną, co wydawało się dość oczywiste. Pojawił się w dniu zawodów w stajni, by ogarnąć klacz do wyścigu. W stajni zajęło im to krótką chwilę, bo raptem wyczyszczenie i osiodłanie. Jednak na rozprężalni zeszło im nieco dłużej, bo trzeba było się przygotować do startu. Rozgrzewka była solidna i nie męcząca zarazem, bo miała mieć dużo sił na sam wyścig. W końcu skierował się wraz z gniadą w kierunku bramek, gdzie zostali wprowadzeni przez obsługę toru. Tam klacz zaczęła się niespokojnie kręcić i wiercić, co niepokoiło faceta. Dlatego wraz z otwarciem bramek nie od razu ruszyli, bo nie byli gotowi. Ostatecznie błyskawicznie ich przygotował wypychając klacz do galopu, jednak wyszli jako ostatni z bramki i byli mocno w tyle. Jednak gniada miała taką w sumie taktykę tyłową, że jeszcze mogli ich zaatakować w trakcie wyścigu w szczególności na końcu. Obecnie zjechał bardziej wewnętrznego toru, trzymając się za końmi biegnącymi przed nimi. Jednak był gotowy odbić do zewnątrz w każdej chwili, by zaatakować w razie co od tamtej strony. Jednak na razie nie widział i nie czuł takiej potrzeby, bo meta jeszcze daleko. Utrzymywał mocne i stałe tempo zarazem, ale nie rozpędzając jej jeszcze przesadnie.Parnassus - 2017-04-04, 20:34 Pieczenie w nogach i płucach nasilało się coraz mocniej, niechybnie zwiastując brak kondycji Parnassusa. Do tej pory zdawać by się mogło, że nie zwracał na nie uwagi, jednak z każdą kolejną chwilą niezauważalnie zwalniał. Na szczęście był zawzięty, toteż walcząc ze sobą, posłuchał dżokeja, od razu przyspieszając w zakręcie. Był to odrobinę ryzykowny krok, ale opłacił się kilkoma cennymi ułamkami sekund, które Parnassus przebiegł na najwyższej szybkości jaką w tej chwili mógł wyciągnąć. Popędzany przez dżokeja, poczuł się nieco lepiej kiedy odciążono mu grzbiet i od razu przyspieszył na ostatniej prostej. Prawdę powiedziawszy nie było mowy o zostawieniu rywala daleko w tyle, ale dla Parnassusa w tej chwili liczyło się utrzymanie pozycji. Swoją drogą adrenalina buzująca w jego żyłach, pomagała w zmuszeniu karego, smukłego cielska do utrzymywania tempa, choć niestety, nie gwarantowała zwycięstwa.