Brian - 2017-03-09, 19:54 Tego dnia skierował się na tor 2000 m, tym razem z Thunderhead u boku. Przed wejściem na tor oczywiście musiał ją rozgrzać. Brian zatrzymał kasztankę, poklepał ją po szyi i poprawił popręg Dotąd był zapięty, ale nie dociśnięty, teraz poprawił go, jednak jeszcze nie do końca. Podpiął lonżę i poprosił klacz o wejście na koło w stępie. Nie wymagał od niej Bóg wie czego, pilnując jedynie spokojnego tempa i mniej więcej poprawnego wpisywania się w sporych rozmiarów koło. Skutecznie sprowadzał dwulatkę na ziemię, gdyby miała jakieś odchyły, lub po prostu za bardzo się niecierpliwiła. Takie wypadki wcale go nie dziwiły, ale nie pozwalał, żeby arabkę ponosiło.Delfinek - 2017-03-09, 20:42
Scho Can Do napisał/a:
...
Na ostatniej prostej przetrzymała go chwilę aby następnie wystrzelić jak z procy i zmienić dosiad na bardziej ukryty za bujną grzywą Scho. Lekkie ugięcie kolan bliżej łydek i ukrycie się za szyją ogiera aby ustabilizować kontakt i smyrnąć batem jego zad z zachętą do biegu. Pozwoliła mu na całkowite wyciągnięcie fouli i wspomagała go w biegu wszystkim co mogła. Nie pozwoliła jednak na całkowite stracenie panowania i przetrzymywała go na kontakcie aby się nie wyglebił.
Kontrolowała uważnie tor ich biegu i mimo, że byli deczko zewnątrz teraz nie grało to różnicy. Nie patrzyła na ustawienie partnerów - patrzyła tylko i wyłącznie między uszy konia aż do końca.
Metę pokonali w ciekawy sposób, pomijając fakt z jakim rezultatem. A po samym wyścigu zajęła się szybkim uspokojeniem ogiera poprzez rozstępowanie z siodła, następnie z ziemi i odprowadzenie do bosku.
/z.t okrojone do granic ale szkołaAnonymous - 2017-03-10, 18:51 Ogier przez całą drogę zachowywał się jak na ogiera przystało. Caplując u boku dziewczyny z wysoko uniesionym co chwilę rżał i parskał, starając się zwrócić na siebie uwagę innych koni. Sam widok toru, którego nie oglądał dłuższy czas sprawiał, że nie mógł się uspokoić. Nawet szarpanie go przynosiło niewielkie skutki. Znalazł się ostatecznie na rozprężalni, gdzie wcale nie było lepiej. Na kole od razu zaczął szaleć, pozbywając się nadmiarów swojej energii. Strzelał baranki i wariował, a gdy zmuszano go do zmniejszenia koła na chwilę się uspokajał. Parskając głośno momentami ustawiał się przodem do dziewczyny, odmawiając czegokolwiek, a gdy go poganiała zmieniał kierunki jak chciał.
Po kilkunastu minutach takiej szarpaniny przestępował w końcu kilka okrążeń na obie strony, następnie zmieniając chody na wyższe. Poruszał się przy tym sprężystym, energicznym tempem, unosząc przy tym wysoko ogon i furkocząc przez nozdrza.Thunderhead - 2017-03-10, 20:10 Skierowali się na tor w pobliżu stajni. Klacz nie wydziwiała do momentu aż nie zauważyła toru, wtedy się nieco pod jarała i wymagała drobnej korekty ze strony faceta. Wiedziała że musieli odbyć rozgrzewkę, ale opanowanie się dla niej było dość trudnym zadaniem. Dzielnie zniosła poprawianie sprzętu, by zaraz wejść na koło. Tam poruszała się z początku nieco nad aktywnie, ale pozostawała w wyznaczonym przez niego tempie. Dopiero z czasem wyraźnie się uspokoiła, poruszając się nieco lżej i wolniej po kole. Jednak ten stęp nadal był dość energiczny, żwawy i sama klacz była chętna do dalszej pracy. Miała nieco gorącą głowę, ale nie należała do koni nie do okiełzania.Scho Can Do - 2017-03-10, 20:58 Niecierpliwił się, a już w szczególności że kary ogier mu uciekał. W końcu poczuł ten luz i wrzucił od razu maksymalne obroty, zaczął mocniej wyciągać nogi przed siebie i pod siebie. Do tego mocniej zdecydowanie pracował zadem, a przez nozdrza wdrażał więcej powietrza do płuc. Nie potrzebował dodatkowych zachęt, zaczął wyraźnie nabierać prędkości i doganiać Soula. Jeszcze mocniej wbijał się w ziemię, by zaraz się od niej odbić i pognać dalej wielkimi susami przed siebie. Ogier posiadał jakiś instynkt i sam z siebie też nie chciał się zabić, więc uważał co robi i jak robi. Ogier mimo potrzeby biegnięcia i siły to pozostawał pod pełną kontrolą kobiety. Choć pewnie nakłonić go teraz do zwolnienia, to byłoby nie lada wyzwanie. W ciekawy sposób czyli jaki? Nie był zadowolony z drugiego miejsca na trening, ale lepsze to niż nic. Po przekroczeniu mety zwolnili, aż w końcu się rozstępowali i wrócili do stajni.
z.tBrian - 2017-03-10, 21:55 Zachowanie Thunderhead nie zdziwiło go wcale, był pzygotowany do tego by mocniej ją skorygować i na razie sprowadzić na ziemię, nie okazują niecierpliwości, a przynajmniej nie w dosadny sposób. Cała sytuacja była dla niego zrozumiała. Ucieszył się, gdy w końcu, stopniowo się uspokoiła. Przez kolejne kilka minut prowadził ją spokojnym stępem po kole, wymagając przynajmniej minimum zaangażowania ze strony kasztanki. Następnie poprosił ją o kłus, od razu mając na uwadze, żeby się w tym kłusie za bardzo nie rozpędziła. Tak jak w stępie pozwolił jej kłusować na kole przez jakieś 10 minut, pilnując równego, spokojnego tempa i mniej więcej poprawnego wpisywania się w koło. Następnie przywołał do siebie klacz. Poklepał ją po szyi, odpiął lonżę, ostatni raz poprawił popręg, a następnie znalazł się na jej grzbiecie. W końcu nadszedł upragniony dla trzylatki moment: skierowali się na tor. Najpierw trochę sobie po nim pospacerowali, żeby nie przeszkadzać innym, po czym skierowali się w stronę bramek.Eva - 2017-03-10, 22:46 Ogier to ogier tamto, nie każdy ogier ma takie zachowania Trochę więcej samego ja, a nie zwalania na płeć. Gdy sprowadzenie przez pysk nie przynosiło rezultatu, kobieta ostrzegawczo palnęła go w bark. Oczywiście nie brutalnie, ale jasno dała mu do zrozumienia co myśli o jego raczej dość dziecinnym zachowaniu. Znał wszystkie procedury, bo przecież nie ścigał się od wczoraj i wiedział z czym się to je. Mniej więcej tak samo zachowywała się na rozprężalni, ale tutaj już go nie pacała. Rękę zamieniła na bat czyli w sumie jej przedłużenie, który większość koni z czystego rozsądku respektowało. Kobieta nie pierdzieliła się z siwkiem, bo ona również miała swoje zasady i nie pozwalała nigdy koniom na realizację ich własnych pomysłów. Może nieco okrutne i egoistyczne, ale sprawdzało się w przypadku nieco narwanych koni lub bardzo narwanych. Na ustawianie się przodem bez zawahania straszyła go strzelaniem z batu, oczywiście nie w niego tylko w przestrzeń tuż obok. Z samo zwalczymi zmianami kierunków było to samo, raczej nie chciał przypadkiem dostać batem po ciele. No chyba że był masochistą, wiadomo że nie od razu Rzym zbudowano. Jednak Eva była dość nie ugięta i nie ustępliwa w tej kwestii, a takie zachowanie właściwie to działało na jego niekorzyść. W końcu im więcej straci tu energii tym gorzej, a nawet kondycja wyścigowca średnio mu pomoże. Wszystko przecież ma swoje granice prawda? Eva miała czas, a właściwie dużo czasu i wsio jej było co robi z ogierem. Dopóki nie wyszło tak jak ona chciała, to mogli robić te koła do usranej śmierci. Jednak nuda chyba też nie leżała w naturze Derhama, więc jego był wybór jak to rozegra. W końcu po długim stępowaniu i kłusowaniu z racji wybryków mniejszych lub większych konia, a także rozgrzania się już odpowiednio nadszedł czas na konkrety. Kobieta po kłusie dała mu jeszcze chwilę stępa, by wskoczyć ostatecznie na jego grzbiet. Nie dała sobą mimo wszystko pomiatać, ściągając go w razie odpierdalania krótko i konsekwentnie na ziemię. Tutaj zaraz podszedł do nich pomocnik toru, by wprowadzić ich do bramki startowej. Miejmy nadzieje że udało im się jednak wejść bez większego przypału, a kobieta w środku przyjęła już tylko postawę dżokejską i czekała wraz z koniem na otwarcie się bramek. Trzymała go dość krótko za pysk, a nawet jak się próbował wyrwać to i tak zbierała go na ten krótki kontakt zaraz. Wraz z sygnałem od kobiety, bramki się naraz otworzyły. Ona tylko smyrnęła go batem po zadzie w momencie ich otwarcia, wiedząc że ogier i tak pewnie wyrwie bez tego do przodu. Trzymając się swojej pozycji na jego grzbiecie, prowadziła go dość mocnym tempem naprzód. Nie mieli konkurencji więc ciężko było mu tu obrać swoją taktykę, ale i tak się jej mniej więcej trzymali. Po wyjściu z tych bramek kierowała ich po prostej na środkowym torze, a przynajmniej jak na razie.Thunderhead - 2017-03-10, 22:57 No aż tak to chyba nie przesadzała, ale kto ją tam też wiedział Nie miej jednak nie musiał aż tak z nią walczyć, bo wystarczyła drobna korekta. Klacz poza sezonem niewiele robiła, znaczy się no nabierała siły na nowy. Jednak ile można było je nabierać? Trzeba było się w końcu do pracy zabrać. Wyścigowce raczej w takie sprawy prócz trzymania tempa się nie angażowały, bo raczej nie były ujeżdżeniowcami i im to było potrzebne jak świni siodło. Potem kolejno przeszła w kłus, rozpędzając się faktycznie na początku. Jednak tutaj również wystarczyła drobna korekta i było już wszystko okej. Kłusowała jakieś 10 minut, by spojrzeć się na faceta jak na idiotę kiedy ją zawołał. Co ona pies? Co najwyżej się zatrzymała i poczekała na faceta aż do niej podejdzie, by cierpliwie znieść wszystkie poprawki końcowe i wsiadanie faceta na grzbiet. Spacerowanie po torze? Z choinki się urwał czy co, a może niech w ogóle sobie na nim relaksacyjne ćwiczenia walną - a co Anonymous - 2017-03-11, 13:24 Agresja czy też okrutne działanie kobiety mijały się przy nim z celem, bo gdy ona próbowała go zastraszyć, on robił się coraz bardziej nieznośny. Był dwuletnim ogierem, w dodatku arabem, wymaganie od niego zachowania jak u piętnastoletniego wałacha jakiejś cięższej rasy było czymś czego wykonać nie mógł. I to nie ze swojej złej woli, po prostu tak mu siedziało w głowie. Po tym jak udało im się dojść do jako takiego porozumienia, a mu ostatecznie uspokoić swoje i tak rozszarpane w tym momencie nerwy, stanął w miejscu, by dziewczyna mogła wejść na jego grzbiet. Nie stał w miejscu, ale też nie ,,odpierdalał'', ale nie wyglądał na zachwyconego. Płasko położone uszy i gryzienie z nerwów wędzidła mówiło samo za siebie. Ruszył stępem na tor, gdzie czekały już na niego bramki startowe. Jeśli dziewczyna trzymała go mocno za pysk od razu zaczynał się denerwować i buntować, bo jakby nie patrzeć takie łapanie za mordę bolało. Był delikatny na pysku, więc szarpiąc go za niego sama wyrządzała więcej szkody im obojgu niż on. Wszedł do ciasnej bramki, wściekły jak osa bo inaczej tego nie można było nazwać i czekał na sygnał. Trzymanie krótko na pysku nie polepszało jego samopoczucia, a wręcz przeciwnie. Zadarł mordę wysoko, a nawet cofnął się w tył, obijając o tylne zamknięcie. Jeszcze chwila, a zacząłby dębować, ale w tym samym momencie bramka z przodu się otworzyła, a on wyrwał od razu mocno naprzód. Nie mieli konkurencji, ale on i tak gonił przed siebie, poruszając się szybkim galopem.Brian - 2017-03-11, 14:04 To prawda, ale nie mógł też pozwolić, by zamiast koła, wpisywała się w kwadrat, prawda? Brian przeprowadził rozgrzewkę na lonży, dlatego zanim wpakował Thunderhead do bramki startowej, chciał zobaczyć jak zachowuje się pod siodłem Stąd ten krótki spacer. Następnie skierowali się do bramek. Brunet wprowadził kasztankę do bramki. Jeżeli za pierwszym razem mu się to nie udało, wycofał ją, by po chwili spróbować ponownie, w ostateczności korzystając z pomocy pracownika toru, który znowu miał mierzyć mu czas.
Gdy już znaleźli się w boksie, Brytyjczyk poprawił się w siodle i po chylił naprzód, by obrać jak najlepszą pozycję. Ujął wodze klaczy, tuż przy jej sierści. Przygotowywał też arabkę, by w momencie otwarcia bramek, wypchnąć ją do galopu. Tak też zrobił, gdy bramka, w której się znajdowali się otworzyła: wypchnął dwulatkę do galopu, dodatkowo zacmokał, nie chcąc nic zostawiać przypadkowi i nie dopuścić do sytuacji w której Thunder zostanie w bramce, lub wyjdzie z niej z opóźnieniem, z powodu niewystarczających sygnałów. Tu jednak taka sytuacja nie zaistniała, kasztanka wyszła z bramki bez większych opóźnień. Oczywiście od razu dopilnował spokojniejszego, ale równego tempa, bo wyścigówka też była dead lastem. Dbał więc o to, żeby tempo nie było ślimacze, ale nie pozwalał jej za bardzo się rozpędzić. Chyba w całkiem niezłym czasie (jak na tempo) pokonali prosta, zbliżając się do zakrętu. Dlatego dwudziestoośmiolatek skierował już nieco wcześniej arabkę na tor przy płocie.Yukio - 2017-03-11, 14:15
Vesiputous napisał/a:
...
Ruszyli do bramki, miał nadzieję że problemów z wejściem nie będzie. Sam nie wiedział za bardzo, jak się zachować, jednak troszkę obserwował jeźdźców wyścigowych przed wejściem na siodło. Ustawił swoje ciało w pozycji wyścigowej tak, aby jednocześnie i zachować równowagę, i być w pozycji jak najbardziej opływowej względem ciała konia. Tyłek go góry, przód nachylony i obciążone równomiernie strzemiona. W końcu bramka startowa się otworzyła, a oni wystartowali. Wczuwał się w tempo Vesa, utrzymując równowagę na końskim grzbiecie i dając mu jak na razie swobodę w biegu. Nie bał się, czuł się pewnie. Nie chciał, żeby jego negatywne uczucia wplynęły jakkolwiek na bieg karosza. Chciał teraz dostrzec, w jakim tempie chce biegać ogier i w jakim stylu lubi się ścigać. To jego osobiste preferencje, czy woli wyprzedzić wszystkich na początku, czy może na końcu, a może jeszcze woli w środku stawki biegać?Eva - 2017-03-11, 14:38 Jaka agresja czy okrutne działania? Od pacnięcia w bark nikt nie umarł jeszcze, a straszenie batem to nadal też nie była przemoc. Przecież nie celowała w niego tylko w przestrzeń tuż obok, była postacią której było daleko do stosowania kar cielesnych wobec zwierząt. Jednak no powiedzmy sobie szczerze, musiała jakoś wzbudzać respekt. Jakby mu pokazała że daje sobie wchodzić na głowę, bo za pewne skończyłoby się to dla niej katastrofą. Nie każdy koń w jego wieku i z jego rasą się tak zachowuje, nie koloryzujmy już tak tych biednych ogierowych arabów. Kobieta wiedziała czego się może spodziewać po nim, znali się krótko ale te wyścigowe były do siebie dość podobne. Niech nie narzeka, bo przynajmniej ktoś ruszył go w końcu z boksu i mógł porobić jednak coś konkretniejszego. Wiedziała że poklepanie go nieco krzepiąco po łopatce na niewiele się zda, ale wiedziała że na pochwały czasem konie lepiej reagują niż na wieczne spięcia. Nie trzymała go aż za bardzo krótko, ale na kontakcie i nie na całkowicie luźnej wodzy. Życie jej było jednak miłe, a nie zamierzała też zabić siwka na torze.
-Derham spokojnie. - odparła. Konie różnie reagowały przed startem, ale musiał się jednak nieco ogarnąć. Wiem to było dość ciężkie, jednak co ona miała mu na to poradzić? Żaden normalny dżokej nie daje koniowi zbyt dużo luzu na start, ale nie trzyma go też zbyt krótko prawie bez luzu. Trzeba było to wyczuć, bo bez tego ani rusz. Wyczuwając że może nieco za krótko go trzymała, to zrzuciła mu nieco więcej luzu. Jednak nadal trzymała go nieco bardziej delikatnie w pysku, ale pozostając z nim na kontakcie. Wrażliwiec się normalnie znalazł. W trakcie biegu tylko obserwowała drogę przed nimi pomiędzy siwymi uszami konia, zachowując pozycję na grzbiecie konia. Stopniowo zaczęła go ściągać bardziej do wewnątrz, ale nie przyklejając się przesadnie do barierek płotu. Bardzo szybko zaczęli się zbliżać do pierwszego zakrętu, więc chcąc nie chcąc ogier musiał zwolnić. Dała mu delikatne acz subtelne sygnały do tego, a ogier ze swoim doświadczeniem powinien się poddać chwilowemu zwolnieniu. W końcu nie chciał zaliczyć chyba gleby na torze i nie daj boże uśpienia, bo sobie połamie nogi. Zakładając że udało jej się zwolnić choć trochę ogiera, zaczęli zaraz wyjeżdżać pierwszy zakręt. Kobieta nieco bardziej schowała się za szyją ogiera, prowadząc go po łuku na drugą prostą. Tutaj wraz z wyjściem na nią ponownie popuściła mu, pozwalając znów na rozpędzenie się. Jednak kontrolowała te tempo, bo mimo wszystko wolała być ostrożną.Thunderhead - 2017-03-11, 20:17 Musiałaby się chyba bardzo postarać by wyszedł kwadrat, bo nie dało się go tak zarysować z dupy. Klacz już pod siodłem zachowywała się inaczej, bo wiedziała co się zaraz wydarzy. Już się wierciła wtedy i nie mogła się doczekać wejścia do bramek oraz startu. Klacz nieco znów się przesadnie ekscytowała tym faktem, ale to było dość zrozumiałe. Udało im się jednak dość sprawnie wejść do bramki, ale faktycznie dopiero za drugim razem. W boksie klacz jeszcze bardziej się wierciła, przebierając nogami z niecierpliwienia. Była gotowa do wystrzelenia jak z procy naprzód, jak tylko otworzy się bramka przed nią. Kiedy ta się w końcu otwarła klacz wykonała dość spory sus w przód, by zaraz wejść w mocny dość galop. Jednak to nie był jeszcze ten z typowego finiszu w jej wykonaniu, ale oczywiście jak przystało na wyścigowca był dość mocny. Mimo że biegła obecnie sama, to zupełnie jej to nie przeszkadzało. Kasztanka była wystarczająco zmotywowana do biegu, galopując spokojnie i pewnie do pierwszego zakrętu. Jeszcze kawałek przed nim przykleili się nieco do płota, schodząc bardziej do wewnętrznej.Brian - 2017-03-11, 21:20 Utrzymywał ją nadal w spokojnym, ale dynamicznym galopie, tak aby zachować silę i energię na finisz. Przed zakrętem, poruszając się już bardziej pod płotem, Brian zwolnił nieco Thunderhead, żeby wyrobiła się na zakręcie, a gdy w niego weszli dźwignął się bardziej z siodła, chowając się za szyją kasztanki. Wyjechali zakręt całkiem dobrze, a po wyjściu na prostą brunet pozwolił klaczy odrobinę przyspieszyć, mniej więcej do tempa, którym poruszali się przed zakrętem i powrócił do wcześniejszej pozycji na grzbiecie arabki wpatrując się w tor pomiędzy jej uszami. Nadal poruszali się po wewnętrznej, chociaż na prostej nie pod samym płotem. Nie mieli tu szczególnych ograniczeń, więc mogli przebierać w torach. Brytyjczyk absolutnie nie pozwalał dwulatce zwalniać, ani też szarżować w tempie, podczas gdy zbliżali się stopniowo do kolejnego zakrętu.Thunderhead - 2017-03-11, 22:48 Galopowała dalej przed siebie w spokojnym jak na razie tempie, jednak dość mocnym. W końcu była jednak wyścigowcem i nie w jej stylu był ospały galop, a chłopak zdawał się to wiedzieć i szanować. Posiadała dużo pokładów energii ze względu na to, że zregenerowała ją w czasie po sezonowym i jednocześnie przed sezonowym. Przed zakrętem nieco zwolnili, bo żadne z nich nie chciało zaliczyć na nim efektownej gleby przecież. Klacz wyjechała zakręt w równowadze, by zaraz znaleźć się na drugiej prostej. Tutaj klacz minimalnie znów nabrała tempa, jednak nie pędząc jeszcze całkowicie pełnią swoich sił. Mocno wbijała kopyta w ziemię, łapiąc spore hausty powietrza przez nozdrza i wdrażając je do płuc. Stopniowo pokonywali kolejną prostą, by się zaraz zacząć zbliżać do kolejnego zakrętu.