Orchid of Rohan - 2020-05-29, 00:24 Minęło już parę tygodni od felernego wypadku Orchida, ale areszt boksy trwał w najlepsze. Ogier miał w nim spędzić jeszcze ze 2-3 tygodnie zanim będzie mógł zacząć wychodzić na kwaterę, co jednak znosił zaskakująco dobrze. Nigdy nie był szczególnie gorącym i nerwowym koniem, więc nie odbijało mu od stania w czterech ścianach, tym bardziej, że zwyczajnie nie był w nastroju do jakichkolwiek szaleństw. Wciąż sami dokuczał mu ból, przez który niechętnie jadł i się ruszał, mimo iż właściciel i obsługa stajni stanęli na wysokości zadania i zadbali o to, by ułatwić Orchidkowi życie. Był jednak zmęczony kontuzją, unikał kładzenia się i przez to był trochę markotny i niewyspany, na co też wpływało ogólne znudzenie. Żeby zapewnić mu maksymalny spokój, zasłonięto mu widok na sąsiadów z jednej i drugiej strony, więc mógł wyglądać jedynie na korytarz i przez okienko w boksie, ale to mu nie wystarczało. Na szczęście nie rozwinął w trakcie żadnego upierdliwego nawyku, może tylko zainteresował się po latach lizawką w boksie, którą aktualnie memłał językiem, nie zwracając uwagi na to, co działo się poza boksem.Christian Levrull - 2020-05-29, 12:36 Wszedł do stajni wioząc na taczce kupę świeżo skoszonej trawy i od razu kierując się w strony boksu Orchida. Cóż sezon pastwiskowy w pełni, a on nie chciał mu go aż tak odejmować, tym bardziej, że wyjście na kwaterę zostało mu jeszcze parę tygodni... Zbliżając się do jego boksu zagwizdał cicho widząc, że wygląda na korytarz.
- Cześć Kaleko, jak się masz?
Zagadał od razu przystając i gładząc go po łbie, następnie nie owijając w bawełnę wszedł do boksu wraz z taczką i zaczął stopniowo przerzucać jego zawartość do dodatkowego żłobu, który został mu na ten czas zamontowany (długi jak dla krów, z kratami poprzecznymi, zastępujący siatkę na siano). Chwile później cała trawa wylądowała w owym żłobie, a do drugiego wsypał trochę mieszkanki paszowej bez owsa, wyciszającej, z dodatkami witaminowymi oraz lekami przeciwbólowymi/zapalnymi, które dostał od czasu felernego wypadku. Cóż, nigdy by się nie spodziewał, że tak to będzie wyglądać. Kiedy ten dorwał się do jedzenia trawy lub jedzenia pogładził go po szyi, następnie ręką przejeżdżając w miejscu, gdzie wcześniej była opuchlizna przy kłębie, jakby sprawdzając czy pojawiło się coś znów.
- To co Rudy zjedz trochę i szybki basenik.
Wymruczał, dalej gładząc go w okolicy kłębu i obserwując jak je. Od paru dni dostali zielone światło na spacery w ręku i wejścia do basenu - przy czym to drugie miało być niewymuszone nawet na zasadzie stania w wodzie.Duran Duran - 2020-05-29, 13:21 Ogier obudził się od razu energicznie wstając z ziemi i otrzepując się od razu zawędrował do żłobu, jako, że obudził go stajenny wsypywaniem żarcia do żłobu. Dość szybko opróżnił żłób, by nieco przewidywalnie dorwać się do siania, które tym razem z wolna zaczął spożywać, z niecierpliwością czekając na wyjście na pastwisko. Jeśli słyszał rżenie spoza budynku od razu odpowiadał furcząc przez chwilę, by znów wrócić do konsumpcji.Bold Venture - 2020-05-29, 18:38
Mary Anna napisał/a:
...
Parskał nie do końca zadowolony z tego sprowadzania go na ziemię, aczkolwiek nie był koniem do ogarnięcia, a jeśli coś odstawiał to z nadmiaru energii, a czasem nawet chęci i innych "narowów" wynikających z jego młodego wieku. Już na myjce, przywiązany na dwa uwiązy poddawał się czyszczeniu, którego faktycznie było dużo, bo najpierw tarzanie się na pastwisku, potem robienie bałaganu w boksie i słoma, która latała wszędzie i się do jego sierści przyczepiała. Doskonale było to widać na jego jasnych łatach. I cóż, całą jego praca poszła na marne, ale przynajmniej Mary zapewniła mu drapanko tam, gdzie go swędziało, i gdy ona tak solidnie pracowała Bold niegroźnie bawił się uwiązami, albo próbował dorwać jej włosy, gdy tylko miał okazję. Chciał się przekonać, czy "smakują" tak samo jak Nicole, na złość były jednak krótsze, więc wymagały większego kombinowania. W końcu był czyściutki, a do czyszczenia kopyt też bez większych problemów podawał nogi, bo im szybciej z tym kończą, tym lepiej. Siodłanie też zniósł spokojnie, jedynie nieco się nadymając przy zapinaniu popręgu i lekko uciekając łbem przy próbie kiełznania, ale jednak Mary udało się wsunąć mu do pyska wędzidło, a w nagrodę wałach szamał kostkę cukru. Kto nie lubi taki dealów? W końcu oboje byli gotowi, więc Mary Anna go odwiązała i Bold ruszył za nią, znowu z większą i niekoniecznie potrzebną tu energią.
ztShenanigans - 2020-05-30, 16:56 Na krótko uniosła łeb, przekręcając go w stronę drzwiczek, pod którymi zjawił się Aiden. Nie przerywała jednak jedzenia, spodziewając się tego, że chłopak, tak czy inaczej, wejdzie do boksu, bez różnicy czy do niego podejdzie, czy nie.
Odwróciła się do niego całkowicie, gdy wszedł do środka i przywitała lekkim trąceniem go chrapami w ramię, które zaraz zniżyła ku jego dłoni, chcąc zabrać podarowaną przez niego marchewkę. Prędko zjadła pierwszą, jak i drugą, głośno przy tym chrupiąc. Po tym zawędrowała jeszcze pyskiem w okolice jego kieszeni, doszukując się jeszcze czegoś dobrego.Orchid of Rohan - 2020-06-01, 12:19 Zauważywszy Christiana kątem oka, obrócił w jego stronę łeb i nastawił uszy, wytężając wzrok. Była to jedyna zmiana w jego mimice, bo nie był w nastroju do cichego chrumkania na widok właściciela z jedzeniem, co najlepiej wskazywało na jego samopoczucie. Niemniej ucieszył go ten widok - tylko skrycie.
Pod wpływem głaskania zmrużył lekko oczy i nieśmiało trącił Chrisa różowym nosem, po czym wpuścił go do swojego boksu, choć taczce posyłał wyraźnie 'zmartwione' spojrzenia. Szybko jednak zapomniał o jakichkolwiek obawach i chętnie zajął się wyjadaniem paszy, a w drugiej kolejności trawy, która była dla niego tylko odrobinę mniej atrakcyjna. Jeśli chodzi o jego kłąb, to wizualnie wyglądało to już całkiem dobrze. Nie licząc dość rzucającego się w oczy zgrubienia, które prawdopodobnie miało już zostać, zmuszając jeźdźca do kolejnej wymiany siodła, bo choć nie miało mu to nigdy przeszkadzać w chodzeniu pod siodłem, to miało wymagać więcej miejsca na kłąb. Orchid w każdym razie nie przejął się dotykiem w tamtym miejscu, chociaż był panikarzem i mocno się spinał przez parę pierwszych tygodni, gdy ktoś próbował chociaż spojrzeć na zranione miejsce.
Mimo początkowego entuzjazmu, z czasem coraz mniej zachłannie sięgał po trawę, a coraz częściej rozgrzebywał ją nosem. Trochę tak, jakby mu się odechciało, co nie było niczym dziwnym biorąc pod uwagę okoliczności. Już niebawem wszystko miało wrócić do normy, ale jeszcze chwilę musiał się tak pomęczyć.
W końcu dał sobie spokój i zrobił pół kroku w stronę Christiana, zainteresowany tym, że mężczyzna jeszcze sobie nie poszedł.Jessie - 2020-06-01, 13:25 Dzisiejsze wyjście Durana na padok miało zostać odłożone w czasie, jako że Jessie zaplanowała sobie w tym czasie trening. Poprosiła więc stajennych by po posiłku zostawili konia w boksie, a sama pojawiła się w stajni jakieś pół godziny później i rozpoczęła przygotowania do jazdy.
W końcu pojawiła się na stajennym korytarzu i standardowo pierw przywitała się ze swoimi podopiecznymi, każdemu dając po marchewce. W rezultacie do boksu Durana dotarła z niemal pustą siatką, ale oczywiście i dla niego nie zabrakło czegoś dobrego. <3
- Dzień dobry - przywitała się z koniem, od razu dając mu marchewkę. Następnie weszła do jego boksu i pogłaskała Durana po szyi, krótko rzucając na niego okiem. Jako że nic na pierwszy rzut oka nie wzbudziło zastrzeżeń, to założyła ogierowi kantar i po chwili wyprowadziła go na przygotowaną myjkę. Tam od razu zabrała się za czyszczenie, podczas którego mogła przy okazji dokładnie przyjrzeć się ogierowi. Lubiła mieć kontrolę nad stanem zdrowia swoich podopiecznych, a ta gwiazda na pewno nieraz wracała z padoku z nowymi zadrapaniami.
Wyczyściwszy dokładnie DD, zaczęła go siodłać. Zaplanowała na dziś trening na crossie, w związku z czym było tego sprzętu trochę więcej, ale dzięki temu kary z pewnością zdążył odsapnąć po żarciu i rozbudzić się po drzemce. Zabezpieczyła więc jego nogi ochroniaczami i kaloszkami, na grzbiecie stabilnie ułożyła siodło na czapraku z podkładką, a dodatkowo ustabilizowała je napierśnikiem z wytokiem, zaś na koniec założyła mu ogłowie. Następnie już dla swojego bezpieczeństwa Jessie wyposażyła się dzisiaj nie tylko w kask, ale również kamizelkę, po czym wyszła z Duranem przed stajnię. Wsiadła przed budynkiem i stępem na luźnej wodzy, o ile pozwalało na to zachowanie karego, udała się w stronę toru crossowego. ztAiden Craven - 2020-06-02, 21:26 W kieszeniach miał jeszcze pochowane smakołyki, ale Shen chwilowo musiała obejść się ze smakiem. Kiedy zaczęła obwąchiwać mu kieszenie, przytknął otwartą dłoń do jej różowego noska i tym samym przeszkodził w dalszej eksploracji. Następnie założył klaczy kantar, na którym wyprowadził ją z boksu i zaprowadził na myjkę, gdzie czekał już na nich sprzęt oraz skrzynka ze szczotkami. Zapiął klacz na dwa uwiązy i zabrał się za czyszczenie, wyjmując ze skrzynki kopystkę. Poprosił gniadą o podanie nogi i uwięziwszy ją w stabilnym chwycie, sprawnie wyczyścił kopyto zanim delikatnie odstawił nogę i poklepał klacz po łopatce. Podobnie postąpił z pozostałymi nogami, po wyczyszczeniu których wziął do ręki zgrzebło i szczotkę, z pomocą których starannie wyczyścił Shenanigans z brudu i martwej sierści. Kolejno zabrał się za siodłanie, zaczynając od zawinięcia nóg owijkami, przy okazji czego miał okazję sprawdzić stan nóg folblutki. Następnie założył jej siodło z pozostałym osprzętem oraz ogłowie, po czym sam przygotował się do jazdy i gdy już oboje byli gotowi, żeby wyjść na tor, udali się w tamtym kierunku. ztSherry Shepherd - 2020-06-26, 23:35 Weszła do stajni razem z Donatellą, wprowadzając ją od razu na myjkę i pierwsze, co zrobiła po założeniu na szyję kantara, to zdjęła jej siodło z grzbietu, odstawiając w bezpieczne miejsce. Zaraz po chwili zdjęła również ogłowie, zastępując je prędko miękkim materiałem, a następnie zdjęła wszystko inne, co jeszcze pozostało na klaczy. W nagrodę za dobrą robotę zaczęła drapać ją po piersi, bo zdążyła zauważyć, że tu bardzo lubi być dotykana. Poświęciła tej czynności dobrą chwilę, pozwalając czerpać obustronną przyjemność z przebywania w swoim towarzystwie zarówno Doni, jak i sobie. Dopiero później się od niej odczepiła, odwiązując uwiąz i kierując się ponownie w stronę wyjścia ze stajni, jednak tym razem skierowała się na najbliższą trawę, gdzie zwolniła i wypuściła trochę uwiązu, by gniada mogła opuścić głowę i poskubać trochę zieleniny w nagrodę za udany trening.Donatella - 2020-06-27, 00:43 Na myjce niespecjalnie interesowało ją to, co Sherry z nią miała zrobić, niemniej zdjęcie sprzętu było swego rodzaju ulgą dla niej. Chociaż nie był to intensywny trening, odczuwała spore zmęczenie, przez które zwiesiła głowę bez większego zainteresowania otoczeniem. Pod wpływem drapania po piersi rozluźniła się i zaokrągliła szyję, delikatnie zaczepiając przy tym właścicielkę w ramach rekompensaty. Kiedy kobieta odwiązała ją, wyszła za nią ze stajni, rozglądając się żywo dokoła. Postawiona przed trawnikiem, od razu schyliła się, żeby poskubać trawę, wargami wybierając ją delikatnie, przy czym ciągle pozostawała uważna na to, co działo się w okolicy. Parokrotnie podniosła więc głowę, przeżuwając w pysku trawę i wypatrując źródło dźwięku.Donatella - 2020-06-27, 18:15 Do tej pory Donatella najprawdopodobniej nie miała okazji wyjść z kimś na spacer, bo stajennych pracą było tylko odstawienie jej na pastwisko. Do tego miały dostęp także inne konie, więc tam trawa była w gorszym stanie niż ta świeżo wyrośnięta pod stajnią, dlatego delikatnie wybierała kolejne źdźbła. Obijała ogonem o boki, odpędzając się od natrętnych much, chociaż i to nie było w stanie w pełni je odgonić i zniechęcić.
Najchętniej nie ruszałaby się stamtąd kolejnych kilka godzin, a Sherry miałaby zapewnienie, że się stamtąd nie ruszy, dopóki starczy dla niej trawy, ale kiedy kobieta dała jej znać, że pora wracać, dość ospale dała się oderwać od jedzenia. Początkowo nawet ignorowała jej ciągnięcie za uwiąz, po złośliwości odsuwając się jeszcze dalej w poszukiwaniu smaczniejszej trawy. Nie była żarłokiem, ale nie miała wiele okazji do takiego stołowania się, więc zamierzała wykorzystać każdą chwilę w pełni. Nie stawiała wielkiego oporu i po pewnym czasie weszła z właścicielką z powrotem do stajni, po zdjęciu kantara zajmując się sobą.Donatella - 2020-06-28, 13:12 Zawody z Sherry nie były pierwszymi dla Donatelli, co miało zapewnić im spokojny przejazd, nienaruszony przeżywaniem całej tej atmosfery i nagromadzeniem innych par, a to z kolei było drogą do sukcesu, o którym obie się przekonały. Po zawodach klacz dość szybko odpoczęła i zregenerowała siły, dlatego dzisiejszego dnia wydawała się całkiem wypoczęta i pełna energii. Zajęta skubaniem siana, bo co innego jej pozostało do robienia w boksie, dostrzegła po chwili blondynkę pod swoim boksem. Skierowała oboje uszu w jej stronę i po chwili leniwym krokiem podeszła do niej. Wyciągnęła głowę przez okienko i obwąchała ją, rozpoznając już ją powoli. Nie wykazała jednak większego zainteresowania jej osobą i nawet głaskanie nie zmieniło jej postawy w pełni, dlatego pozostawiona na chwilę sama sobie wróciła do jedzenia. Poderwała głowę od razu, kiedy Sherry weszła do jej boksu, nie ruszając jednak do niej, jak na księżniczkę przystało.Tyler - 2020-06-30, 00:11 Po udanym treningu, Tyler wrócił z Jasiem do stajni. Od razu zaprowadził go na myjkę, na której pierw rozsiodłał ogiera, a potem zajął się jego pielęgnacją. Przed założeniem kantara wytarł mu pierw zapocony od ogłowia łeb ręcznikiem, przy okazji drapiąc go po łebku. Następnie podsunął mu pod nos garstkę smakołyków, tak za dobre zachowanie, po czym ostrożnie ubrał kantar i wreszcie zabrał się za czyszczenie. Podczas chłodzenia nóg wodą pozwolił Jasiowi napić się prosto z węża, jeśli miał na to ochotę, a kiedy koń był już gotów na powrót do boksu, zaprowadził go tam na zasłużony odpoczynek. Po zdjęciu kantara poświęcił jeszcze parę minut na drapanie konia po szyi, aż wreszcie zmusił się do wyjścia. Zamknął boks i wrócił na myjkę, żeby uprzątnąć ją po treningu i odnieść sprzęt, a gdy wszystko było już gotowe, wyszedł ze stajni. ztJohnny Bravo - 2020-06-30, 15:00 Wszedł do stajni u boku Tylera, na myjce cierpliwie czekając na koniec wszystkich czynności. Zdjęcie sprzętu i wytarcie łba były dla niego największą ulgą, którą spotęgowały zaoferowane mu smakołyki. Wybrał je miękkimi wargami, szybko się z nimi rozprawiając. Chłodzenie nóg, czy może bardziej pojawienie się węża z wodą, zainteresowało go na nowo i zaraz zaczął się odwracać za właścicielem z nastawionymi na sztorc rudymi uszkami. Skorzystał też z okazji, żeby zacząć się bawić strumieniem wody, w pierwszej kolejności jednak gasząc pragnienie, a dopiero potem bawiąc się nim pod pretekstem picia. Po powrocie do swojego boksu poświęcił jeszcze chwilę czy dwie Tylerowi, a kiedy ten zostawił go samego, Johnny zajął się świeżo dołożonym sianem.Johnny Bravo - 2020-07-06, 20:49 Z pokorą przyjął drapanie po szyi, co jednak nie oznaczało, że nie sprawiało mu przyjemności. Po takim czasie Tyler z pewnością znał już wszystkie słaby punkty Johnny'ego, a jego niezaprzeczalną słabością były marchewki, dlatego aż mu się oczka zaświeciły, kiedy dostał kolejną marchewkę. Wsunął ją z zatrważającą prędkością, po czym obejrzał się na właściciela, jakby chcąc się upewnić, że nie miał jeszcze jednej. W końcu do trzech razy sztuka?
Po założeniu kantara, które tradycyjnie przebiegło pomyślnie, wyszedł z nim na korytarz, powoli już kojarząc drogę na myjkę. Uwiązany na niej dzielnie znosił wszystkie zabiegi pielęgnacyjne, które i dla kasztana były swego rodzaju przyjemnością, bo pomijając przyjemny masaż, był w centrum uwagi mężczyzny, a to jak najbardziej mu odpowiadało. Nie przeszkadzała mu nawet obsesja Tylera na punkcie czystości i tego, żeby Johnny wyglądał jak najlepiej, bo jemu było przecież wszystko jedno.
Siodłanie przebiegło równie sprawnie co czyszczenie, dlatego za chwilę mogli opuścić stajnię, a Johnny już ustawił rude uszka w zaciekawieniu, podążając obok właściciela.
/zt