To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Stajnia - Boksy

Nadya - 2020-05-25, 20:36

Kto wie, może mu się jednak to opłaci, jeśli na chwilę przerwie swój posiłek?
Uśmiechnęła się, widząc, że pomimo tego, że przerwała mu posiłek, ogier był do niej nastawiony przyjaźnie (przynajmniej w chwili obecnej). Oczywiście nie liczyła, że siwek mógłby ją skojarzyć, bo nawet ona nie pamiętała kiedy ostatnio mieli ze sobą coś do czynienia, a ostatnio kojarzyła go głównie z zawodów. Pozwoliła mu wymemłać trochę jej palce, wolną dłonią głaszcząc go po kości nosowej. Kilka chwil później zgarnęła z haka jego kantar i uwiąż i poprosiła Escudero o miejsce w boksie, wślizgując się do środka, gdy miała taką okazję. Następnie podeszłą do andaluza, aby najpierw zafundować mu krótkie pieszczoty, głaszcząc go po szyi, jeśli tylko nie miał nic przeciwko. Później założyła mu kantar i dopięła uwiąż, aby poczęstować go kawałkiem marchewki i wyprowadzić z boksu.

Bold Venture - 2020-05-25, 20:57

Mary Anna napisał/a:
...


A i owszem, Bold był kolejnym młodym, niezbyt jeszcze doświadczonym koniem, po którym teoretycznie wszystkiego można było się spodziewać, ale w praktyce jedyne co można było mu zarzucić to młodzieńczy wigor, nadmierny momentami zapał (i skłonność do memłania i obśliniania włosów ludzi, z którymi ma do czynienia), poza tym był koniem całkiem przyjaznym w obsłudze. Nie trzeba też był długo dopominać się o jego uwagę, gdyż srokacz zaczął się już nudzić, więc zaraz ożywił się na gwizd i pojawienie się Mary, chociaż daleko mu było do rzucania się na nią z zębami. Uszy miał postawione na sztorc, parsknął pogodnie i początkowo nieśmiało wyciągnął łeb w jej kierunku, dopominając się głaskania lub smakołyków, bo skoro już tu się pojawiła, to trzeba korzystać, nie?

Escudero IV - 2020-05-25, 21:12

Takie memłanie wszystkiego w wargach nie było specjalnie dobrym nawykiem u koni, chociaż nikomu na ogół nie robiło krzywdy. Escudero nie miał nic przeciwko głaskaniu po nosie, pod wpływem czego rozłożył uszka z zadowolonym wyrazem pyska. Widząc, że kobieta przestała tych pieszczot na rzecz zabrania jego kantara, odruchowo się już usunął wgłąb swojego boksu i zrobił jej miejsce w nim. Nie podszedł do niej od razu, kiedy znalazła się już w środku, nie należąc do zbyt wylewnych czy nachalnych koni, ale nie zareagował w żaden negatywny sposób, kiedy to ona się pojawiła przy nim. Obniżył nieco głowę osadzoną na szerokiej, umięśnionej szyi, pozwalając jej na głaskanie po niej i trącając lekko nosem w ramię w ramach odwdzięczenia się. Przy zakładaniu kantara nie zaczął nagle zadzierać głowy i umożliwił jej tę czynność, po której delikatnie zabrał marchewkę z jej dłoni, którą schrupał w trakcie wychodzenia z boksu. Nie wywołało to w nim wielkich emocji, był w końcu spokojnym koniem, który nie ekscytował się byle czym.
Mary Anna - 2020-05-25, 21:38

Czasami nawet ten młodzieńczy wigor mógł być zdradziecki, ale mimo tego Mary lubiła pracę z młodymi końmi, w których mogła odnaleźć skryty potencjał i wskazywać im dobrą drogę. Widząc, jak nieśmiało sięga w jej stronę, uśmiechnęła się lekko i pogłaskała go po nosie i głowie, odgarniając grzywkę z oczu. Jej niski wzrost raczej jej nie pomagał w pracy z końmi, ale na to też miała swoje sposoby. Póki co chciała się zapoznać ze srokaczem, dlatego dała mu też możliwość zapoznania się z jej zapachem i nieco oswoiła ze swoją osobą - a co było lepszą motywacją do tego niż wspomniana marchewka? Zaraz mu ją oddała, a kiedy czterolatek zajął się zajadaniem warzywa, ona zabrała jego kantar i otworzyła drzwi boksu, na razie, żeby tylko zobaczyć jego reakcję. Jeśli nie spotkała się z negatywną odpowiedzią, rozsunęła je szerzej i podeszła do niego. Od razu nałożyła mu kantar, a kiedy już podpięła uwiąz do dolnego kółka, poklepała go po łopatce i wyprowadziła z boksu. Z drodze na myjkę pilnowała tego, by wałach nie próbował jej wyprzedzać, chociaż na szczęście nie była to daleka droga.
Shenanigans - 2020-05-25, 22:32

Do stajni wróciła po niezbyt długiej wizycie na pastwisku, skróconej z racji zaplanowanego na dziś treningu. A jakakolwiek aktywność fizyczna poza wyjściami właśnie na trawę czy na karuzelę z pewnością pozytywnie wpłynie na samopoczucie klaczy, która ostatnimi czasy miała przerwę od pracy.
Po wejściu do boksu i ściągnięciu z jej łba kantara, Shen oczywiście dorwała się do przydzielonej dla siebie porcji siana. Podczas jedzenia nie zwracała już zbytnio uwagi na to, co dzieje się na korytarzu, czasami tylko poruszając jednym uchem w kierunku głośniejszych dźwięków rozchodzących się po budynku.

Bold Venture - 2020-05-26, 14:16

Chętnie poddał się głaskaniu, już śmielej podstawiając się pod jej rękę, po więcej, przy okazji wciągając do chrap jej zapach i zapoznając się z nim. Uradował go widok marchewki, którą zaraz zgarnął z dłoni Mary, minimalnie ją obśliniając, aby schrupać warzywo ze smakiem. Konsumpcja nie przeszkodziła mu w zauważeniu poczynań Mary i widząc, że trzyma w dłoni jego kantar, a drzwi jego boksu zostały uchylone, wałach oczywiście się ożywił, ale grzecznie się cofnął, robiąc jej miejsce i zapraszając do boksu. Jedynie przy zakładaniu kantara nieco się wiercił, ale nie było to spowodowane jakąś złośliwością, a raczej zaciekawieniem i odrobiną niecierpliwości. Kiedy dopięła mu uwiąż opuścili jego boks i Bold żwawo podreptał za dziewczyną, podczas krótkiej podróży na myjkę usiłując nieco przyspieszać, albo zatrzymując się na chwilę, aby coś obwąchać, albo przywitać się z kumplem z padoku.
Mary Anna - 2020-05-26, 20:44

Przy zadzieraniu głowy przez Bolda miała utrudnione założenie mu kantara, ale cierpliwie poczekała na sprzyjającą chwilę, by "porwać" go na niego i sprawnie dopiąć pasek pod ganaszem. W drodze na myjkę próby wyprzedzania dusiła w zarodku, gwałtownie i zdecydowanie pociągnąć za uwiąz, by sprowadzić go na ziemię. Nie pozwalała mu się też za często zatrzymywać, a kiedy "zaparkowała" go na myjce, zmieniła uwiązy na dwa z boku i przystąpiła do czyszczenia. Ku jej niezadowoleniu czyszczenia miała akurat sporo, a Bold jak na złość był bardziej brudny na białych plamach. :lol: Od razu przystąpiła do szczotkowania jego kolorowej sierści, rozpoczynając od zgrzebła, którym pozbyła się największych zanieczyszczeń. Energicznymi, krótkimi ruchami pobudzała jego krążenie i najpewniej pomagała też w gubieniu sierści, a także zapewniła porcję drapania w najbardziej swędzących miejscach. Dalej twardą szczotką wyczyściła jego sierść, na koniec zostawiając sobie miękką, dzięki czemu doprowadziła go do porządku. Do czyszczenia kopyt nie podchodziła sceptycznie, prosząc go stanowczo o podawanie nóg, a jeśli je ignorował, to wyraźniej naciskając na daną kończynę. Po pozbyciu się zabrudzeń spod kopyt pozostało jej tylko rozczesać jego włosie, po którym mogła przejść już do siodłania. Na grzbiet tradycyjnie zarzuciła czaprak z podkładką, a na tym ułożyła siodło, które dopięła popręgiem z napierśnikiem. Nogi zabezpieczyła ochraniaczami skokowymi, a na koniec przystąpiła do okiełznania, za które mógł liczyć na kostkę cukru, jeśli przebiegło bezproblemowo. Mary zabrała jeszcze swój palcat, a następnie wyprowadziła wałacha na zewnątrz, ostrogi i kask mając ubrane wcześniej.
/zt

Fleau de Baian - 2020-05-26, 23:32

Po porannym pobycie na pastwisku Fleur została sprowadzona do swojego boksu, w którym zajęła się sobą. Tradycyjnie mimo tego, że nie wyglądała na korytarz, ciągle miała na uwadze to, co się tam działo. Jedząc spokojnie swoją porcję siana, co rusz spoglądała w tamtym kierunku, trzymając się jednak ciągle tylnej ściany, by nie rzucać się za bardzo w oczy. :lol2:
Aiden Craven - 2020-05-27, 19:49

Panująca na świecie epidemia, mimo wszystkich minusów, jakie za sobą niosła, Aidenowi pozwoliła na chwilowy i nieplanowany powrót do beztroskiego życia. Nie musząc pracować tyle, co wcześniej, miał więcej czasu na stajnię, z czego zamierzał korzystać na potęgę, będąc świadomym tego, że 'wakacje' nie będą trwać wiecznie. Zapowiedział się więc, że przyjdzie tego dnia do stajni i w związku z tym dostał zielone światło na to by zająć się treningiem swojej ulubienicy, Shenanigans.
- Hejka, Shen - przywitał klacz tuż po tym, jak pojawił się przed jej boksem, gotów do jazdy. Odłożył sprzęt obok, po czym wszedł do boksu, żeby przywitać się z gniadą. Słyszał, że dawno nie biegała, więc spodziewał się po dzisiejszym treningu wiele emocji. :lol: Pierw jednak postanowił trochę porozpieszczać klacz marchewkami, które dla niej przyniósł i dwie z nich dał już teraz, resztę zachowując na czas po treningu.

Oliver Pelerieux - 2020-05-27, 20:05

Całe to ukrywanie się nie miało jednak żadnego sensu, gdy jako właściciel Fleur doskonale wiedziałem, gdzie jej szukać. :lol2: Mając wobec klaczy pewne plany na to popołudnie, przygotowałem na myjce jej sprzęt, po czym skierowałem się do boksu, w którym skrywała hanowerka. Zanim pojawiłem się tuż przed kratami, cmoknąłem, uprzedzając Fleur o swojej obecności. Nie chciałem jej straszyć bardziej, niż to koniecznie, a niewykluczone, że podczas treningu miało się pojawić wiele okazji do bania się. Wszedłem do środka z kantarem, uwiązem i garstką smakołyków, którymi na dzień dobry poczęstowałem Fleur, przy każdym spotkaniu starając się równoważyć miłe rzeczy z tymi, na które kara niekoniecznie miała ochotę. Na jej nieszczęście byłem dosyć wymagający, ale też chyba całkiem miły, więc po chwili poczochrałem ją po grzywce i czole.
- Gotowa na nowe wyzwania? - Zagadnąłem, zakładając Fleur kantar, do którego przypiąłem uwiąz. Wyprowadziłem ją z boksu i zaprowadziłem na myjkę, gdzie po uwiązaniu klaczy od razu zabrałem się za czyszczenie, zaczynając od kopyt.

Fleau de Baian - 2020-05-27, 20:28

Nie spodziewała się nikogo w odwiedzinach, dlatego mina jej mocno zrzedła, kiedy usłyszała cmokanie, a zaraz zobaczyła Olivera stojącego przed boksem i bezwstydnie patrzącego się na nią. :lol2: Zwróciła w jego stronę głowę, kiedy otworzył boks, ale nie zamierzała się ruszać spod swojej ściany, nie będąc specjalnie zainteresowaną nawet smakołykami. To jednak nie znaczyło, że miała nimi pogardzić, kiedy zostały jej zaoferowane; delikatnie wyzbierała je z jego dłoni, pozwalając mu założyć sobie kantar i nie wymyślając przy tym. Za chwilę wyszła z nim na korytarz, choć gdyby miała okazję poznać jego plany, to z pewnością zapierałaby się przed tym za wszelką cenę. Póki co wielce nieświadoma szła na ścięcie, na myjce bezwiednie spuszczając łeb ze znudzeniem. Spięła się przy czyszczeniu kopyt, jakby ciągle miała jakiś opór przed podnoszeniem nóg po ostatniej wizycie kowala :lol: ale ostatecznie poddawała się niechętnie jego woli, rozkładając ciężar na pozostałych kończynach.
Oliver Pelerieux - 2020-05-27, 21:10

Nie do końca byłem świadom tego, co miało miejsce podczas ostatniej wizyty kowala. Oczywiście dowiedziałem się o tym, że musiał "przyśpić" trochę tę panikarę, ale nie znałem szczegółów tego starcia. Może to i lepiej, bo nie wiem czyim zachowaniem byłbym bardziej rozczarowany. :lol2:
Poklepałem Fleur po łopatce za grzeczne podanie nogi, po czym sprawnie i dokładnie wyczyściłem kopyto. Postąpiwszy jednakowo z pozostałymi trzema, zabrałem się za 'szczotkowanie', zgrzebłem i miękką szczotką usuwając zabrudzenia po wizycie na padoku. Na sam koniec zostawiłem rozczesanie grzywy i ogona, lubiąc gdy koń prezentował się dobrze nawet podczas zwykłego treningu. Kolejno przeszedłem do siodłania, zaczynając od nóg, które starannie zabezpieczyłem ochraniaczami i kaloszkami. Nie chciałem by ta sierotka zrobiła sobie krzywdę i znowu zdjęła sobie podkowę. :lol: Następnie założyłem resztę sprzętu, starannie układając siodło z czaprakiem i podkładką na grzbiecie klaczy. Nie pominąłem też napierśnika, nie chcąc by siodło się przesuwało, ani wytoku, żeby jeszcze bardziej panować nad użyciem ręki. Na koniec założyłem ogłowie, wędzidło podając Fleur wraz ze smakołykiem na dłoni. Pozapinałem wszystkie paski, nie za mocno, po czym sam założyłem rękawiczki i kask. Wziąłem bat skokowy do ręki i wyszedłem z Fleur na plac/halę, który uprzednio przygotowałem pod dzisiejszy trening. zt

Fleau de Baian - 2020-05-27, 21:56

Poza podawaniem nóg do czyszczenia kopyt Fleur nie sprawiała większych problemów przy czyszczeniu, cierpliwie wyczekując jego końca i nie przedłużając tego w nieskończoność. Jedynie parokrotnie obejrzała się za Oliverem, którego niegroźnie zaczepiła w ramach rozrywki przy tej niezbyt ciekawej czynności. Miał to szczęście, że Fleau nie brudziła się aż tak na padokach, będąc na tyle kulturalną, by nie tarzać się w najgłębszej kałuży. :lol: Nie przeszkadzała mu jednak, tak więc wkrótce mogli przystąpić do siodłania, do którego była nastawiona równie neutralnie. Nie wierciła się, nawet przy zakładaniu ogłowia nie stawiając takiego oporu czy nie bawiąc się w żyrafę, chociaż smakołyk podany z wędzidłem był dla niej miłym zaskoczeniem. Szybko rozprawiła się z nim, dając tym samym okazję do przygotowania się do jazdy przez Olivera, z którym opuściła stajnię, idąc z nim spokojnym krokiem i nie wymyślając po drodze.
/zt

Nadya - 2020-05-28, 15:26

Dość sprawnie ubrała mu kantar i wyprowadziła na korytarz, prowadząc następnie na myjkę. Po drodze nie pozwalała mu na przesadne swawole, dając mu jednak dużo swobody, o ile nie próbował przyspieszać, wyprzedzać, lub korzystać z całej dostępnej szerokości korytarza. Na myjce przywiązała go na dwa uwiązy i poprosiła stajennego o pomoc w dostarczeniu niezbędnego sprzętu Escudero. Wynikało to z tego, że wolała nie zostawiać konia samego, a tyranie innych było jej supermocą. Gdy już wszystko co potrzebne miała pod ręką zabrała się za czyszczenie siwka, sięgając po zgrzebło, aby pozbyć się z jego sierści zaklejek, następnie z pomocą twardej i miękkiej szczotki.
Gdy jego sierść lśniła czystością zabrała się za kopyta, prosząc o kolejne podawanie nogi, aby oczyścić kopyto i chwaląc Escudero jeśli szło im to dość sprawnie. Na koniec Nadya rozczesała jego grzywę i ogon i poczęstowała talarkiem marchwi, aby przejść do osiodłania ogiera. Założyła mu czaprak i podkładkę, a następnie siodło ujeźdżeniowe, którego popręg tylko zapięła jeszcze nie dociskając. Na nogach siwego znalazły się owijki, a na łbie ogłowie. Następnie Nadya zostawiła go na chwilę pod okiem stajennego, by zgarnąć kilka niezbędnych rzeczy i już zwarta i gotowa na trening pojawiła się na myjce, odwiązując Escudero i wyprowadzając go ze stajni.

zt

Escudero IV - 2020-05-28, 17:18

Nie sprawiał żadnych problemów przy prowadzeniu przez Nadyę, dorównując jej krokiem i nie zatrzymując się czy przyspieszając. Rzecz jasna towarzyszyła mu ekscytacja, ale nie wchodził jej na głowę i bezpiecznie dał się doprowadzić na myjkę. Uwiązany na dwa razy, nie miał wielkiego pola do popisu, tak więc nie przeszkadzał jej w czyszczeniu, którego pewnie miała trochę więcej przez wzgląd na jego maść, nawet jeśli nie był brudasem. Przy okazji była to dla niego dość przyjemna czynność, więc tym bardziej nie utrudniał jej życia i pozwolił na to, parokrotnie strojąc miny, kiedy akurat natrafiła na miejsce, które go swędziało.
Czyszczenie kopyt przebiegło równie sprawnie, bo Escudero był dobrze wychowany i nigdy nie stanowiło to dla niego problemu. Na co dzień miał co prawda zaplataną grzywę, ale jeśli kobieta mimo to zdecydowała się na jej rozplecenie i rozczesanie włosia, nie zaczął wydziwiać i cierpliwie czekał na koniec tego wszystkiego. Po osiodłaniu i okiełznaniu pozostał pod opieką stajennego, którego bez większego zainteresowania zaczepił, będąc zwyczajnie znudzony tym wszystkim. Nastawił uszy na sztorc, kiedy amazonka do niego wróciła, a chwilę później opuścił stajnię u jej boku.
/zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group