Sean Linbell - 2013-12-28, 21:32 Nie odebrał zbyt dobrze tego wzruszenia ramionami, aczkolwiek nic nie odezwał się na ten temat. Tak w sumie to jest jej życie, a Sean nie był osobą, która powinna mówić jej co ma robić. Przecież ma wolną wolę.
Cedella zdecydowanie przesadza. Chyba, że to on nie zauważa, jak bardzo jest chudy. Wątpliwa sprawa. Trzymał się przecież jeszcze na nogach, więc co niby z nim nie tak? Zresztą, miał na sobie dużo ubrań, które maskowały jego chudość. Dziewczyna musiała wywnioskować to przez widok dłoni i twarzy. Następnym razem przypatrzy się sobie; może faktycznie jest aż tak źle?
Sięgnął dłonią do reklamówki, która leżała obok ławki, wyjmując z niej wódkę. Problem numer jeden - nie ma kieliszków. Problem numer dwa - nie ma czym popić. Och Sean, Sean. Nie myślisz czasami.
- Za zdrowie? - zapytał się, dość zdziwiony - Wydaje się Tobie, że tak źle wyglądam - dopowiedział po niedługiej chwili. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Ced jest niepełnoletnia. wyglądała młodo. Ale o nic takiego jej nie pytał.
- Pewnie! - odpowiedział bez zastanowienia. Gdyby tylko nie musiał od czasu do czasu odwiedzać szpitali byłoby idealnie. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego.Rouv - 2014-01-06, 00:37 Przybiegł wesoło merdając ogonem, co chwila zerkał za siebie, czy włochaty koleżka aby na pewno też zmierza właśnie ku temu miejscu. Nie interesowali go zbytnio ludzie przebywający tu, toteż zignorował ich i oddalił się całkowicie z pola widzenia. Przystanął pod jakimś drzewem w oczekiwaniu na kolegę.Ozzy - 2014-01-06, 00:49 Dotarcie na miejsce zajęło mu chwilkę dłużej z racji iż był ciut mniejszy i krótszy na wysokość. Jednak nie stracił z oczu kompana, co było dobrą oznaką. Bynajmniej się nie zgubi. Włochate cielsko świsnęło obok ludzi, zaraz znikając za tym samym drzewem, za którym zatrzymał się Rouv. Ozz skorzystał z rozpędu i skoczył na doga powalając go, by złapać go lekko zębami za łapsko. Czysto towarzysko. Ogon mu chodził jak wiatrak Rouv - 2014-01-06, 00:56 Zupełnie odwrócił uwagę od kompana, wpatrując się w ptaszki, kicające po grubiej warstwie białego puszku. Najwidoczniej nie tylko on, nie znalazł się w ciepłych krajach. Zapewne obserwował by opierzone stworzonka dalej gdyby nie zasadzka Ozzyego. Powalony na ziemię, początkowo niezbyt wiedział jak ma wstać, a kiedy jego łapa znalazła się w mordce psa kompletnie zgłupiał. Zawarczał, jednak nie było to wrogie warczenie, jak już wcześniej wspominałam takie warczenie towarzyszyło mu przy każdej zabawie w zapasy. Tym razem ogonem przecinał śnieg, a zaraz potem w jego władaniu znalazło się ucho nowofunlanda. Delikatnie przygryzł je, ale zaraz puścił coby nie zrobić koledze krzywdy. Wywiną jakoś uwięzioną łapę i wyślizgnął się spod włochacza, śnieg mu sprzyjał. Teraz to jego cielsko znalazło się na Ozzym. Przewrócił go i przygniótł lekko nadal warcząc przyjacielsko. Podgryzał delikatnie kończyny psa.Ozzy - 2014-01-06, 01:09 Pies spojrzał sie przez chwilę na kompana, by powarkując, zacząć łapać zębami to łapę, to jakąś inną część ciała. O ile dostał tam gdzieś. Wykorzystując długie łapy "przeciwnika", wydarł spod niego i ruszył przed siebie, zostawiając pod sobą dziury w śniegu, po masywnych łapach. Czując, że Rouv się zbliża, odbijał gwałtownie to w prawo, to znów w lewo.Rouv - 2014-01-06, 01:18 Oczywiście odpowiadał tym samym na podgryzanie po łapach czy innych częściach ciała. Kiedy tylko Ozzy wyślizgnął się spod niego poczekał, aż oddali się o jakieś kilkanaście kroków i ruszył za nim. Wpierw pokonywał śnieg depcząc idealnie po dziurach, albo raczej śladach włochacza - kudłacza. Już po chwili odkrył jednak, że susowanie i tworzenie własnych dziur w śniegu jest lepszym wyjście, poza tym tak szybciej dogoni kompana. Dzięki długim łapą i krótkiej sierści, do której śnieg ani myślał się przylepić jego ruchy były płynniejsze i szybsze, dlatego już niedługo dopadł Ozzyego ponownie. Zaczepił go łapą, potem przyśpieszył jeszcze nieco i wyskoczył zagradzając drogę psu. Wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, coś jak warknięcie i szczeknięcie w jednym po czym znów pojął w swoje zęby karczycho nowofunlanda. Przy okazji, zaczepiał go też łapami, a ogon nie przestawał pracować na wysokich obrotach. Oj dawno się tak nie bawił, dawno. Trzeba nadrobić stracony na gniciu w domu czas! Zaprzestał szarpaniny i odskoczył w bok. Zaczepił tylko faflami mordkę psa i zaczął uciekać jak najszybciej potrafił. Susował jak jeszcze nigdy dotąd, jakby to czy ucieknie zależało od jego życia. W ten sposób pozostawił kolegę daleko za sobą, co chwila odwracał sie jednak by sprawdzić, czy kudłacz go goni, czy zwątpił, a jeśli podjął próbę schwytania to na jakiej odległości się znajduje.Ozzy - 2014-01-06, 01:26 Kiedy tylko nowofundland został puszczony luzem, ruszył za dogiem przebierają łapami, jak tylko szybko mógł. Mimo wszystko kończyny Ozza były krótsze i po jakimś czasie pies zaczął się oddalać od 'zdobyczy'. Nie odpuszczał jednak, o nie!
Jeśli dog jednak zatrzymał się i Ozz był już blisko, odbił w lewo stając się zapewne celem doga. Marne szanse na ucieczkę Rouv - 2014-01-06, 01:40 Widząc, że Ozzy sobie nie daje rady zatrzymał się, stanął na chwilę wiedząc iż jest na bezpiecznej odległości i, że nawet jeśli pies zacznie do niego znów biec zdoła uciec. Szczeknął więc donośnie, lecz przyjacielsko i czym prędzej puścił się w stronę nowofunlanda. Zdołał go wyprzedzić, a przy tym skubnąć raz czy dwa po kręgosłupie. Zatoczył wokół niego dwa pełne koła i znów oddalił na dość daleki do pokonania dystans. Zaczekał na Ozza. Nie, jednak nie. Nie umiał pohamować energii, jeśli zaczął ją wyrzucać to bez przerw! Podobnie jak wcześniej zaczął gnać w stronę psa, wykonując jak największe susy w śnieg. Tym razem jednak nie postanowił tylko skubnąć kolegę, a ponownie powalić. Z całych sił naskoczył od boku na psa, przewracając go zapewne w śnieg. Żeby tego było mało, zeskoczył szybko z leżącego kudłacza i nim wstał zaczął kopać w śniegu zasypując go. No, teraz Ozzy śmiało może powiedzieć, że jest... białym podhalanem!
//Sorry, ale muszę spadać, dokończymy jutro i dobranoc ;)Ozzy - 2014-01-06, 02:26 Ozz odskoczył w bok, chcąc spierniczyć dogowi, jednak i tak wyrżnął porządnego orła. Podniósł ryjec ze śniegu i otrzepał go, rozglądając się. Wtedy poczuł sporą ilość śniegu lecącą na niego. Był zasypywany przez doga. Podhalański nowofundland wstał szybko, otrzepał się i skoczył znów na Rouva, przewieszając się tym razem przez wielkie psisko. Załapał pomysł z uchem i zanim złapał je, szczeknął nie za głośno, po czym dobrał się do uszyska, memłając je z deka.
//okRouv - 2014-01-06, 14:50 Zaszczekał wesoło i pewnie robiłby to nadal gdyby nie to że podhalański nowofunland znów się przez niego przewiesił, pozwolił na memłanie swoich uszu, ale nie obeszło się bez powarkiwania i podszczekiwania, oczywiście nie zbyt głośno. Zaraz specjalnie runął na bok, coby zrzucić z siebie ciężar psa. Złapał w zębiska jego łapę, podgryzł kilka razy jednak szybko pozbył się jej. Zaszczekał i zaczepił łapą grzbiet Ozzyego i znów zaczął zwiewać.Ozzy - 2014-01-06, 19:04 Włochacz puścił się pędem za większym kolesiem, znów nie wyrabiając. Za krótke łapska. Aż się zdyszał, toteż zwolnił i kontynuował pogoń wolnym truchtem, z jęzorem uwieszonym z pyska. Szczeknął tylko za Rouvem, dając znać, że nie wyrabia i zatrzymał się. Merdając ogonem, zbierał w sierść płatki śniegu, będąc coraz mokrzejszym.
Zerknął na niebo. Robiło się coraz ciemniejsze, w efekcie było też chłodniej. Pieseł otrzepał się i zapewne zobaczył doga przed sobą.
-Chyba będę się zbierał. Ciemno już. - musiał przecież jeszcze zaklepać miejsce w stajni, a nóż mu się jakiś kocur, czy inny piecho wciśnie?Rouv - 2014-01-08, 16:20 Pewnie uciekałby dalej, gdyby nie donośnie szczeknięcie Ozza informujące o jego formie. Z resztą, zaspy śniegu pewnie mu nie sprzyjały. Rouv zatrzymał się i całkiem poważnie zaczął człapać do kolegi. Stanął tuż przed nim i z uwagą wysłuchał słów... Szczeków? Zadarł łaciaty łeb i popatrzał na niebo. Co racja, to racja. Zbliża się noc, robi się coraz zimniej. Dog sam zaczął się trzepać w napływie zimnych dreszczy. Sierści długiej nie miał, zupełnie przeciwnie niż Ozzy. Otrzepał się i mlasnął. -Ja też powinienem chyba wracać.- Wymruczał niezbyt zadowolony z fakt. Obejrzał się dookoła, sam nie wiedząc czemu, chyba szukał wyjścia, drogi, którą mógłby wrócić do domu. -Myślę, że jeszcze kiedyś się zobaczymy.- Zaszczekał wesoło, po czym omijając włochacza zaczepił go przyjacielsko łapą. Ot tak, na pożegnanie, a co? Będąc już kilka metrów dalej odwrócił się, szczeknął ostatni raz, zamachał ogonem i wybył na chodnik kierując się wprost do domu.
zt.Anne Howard - 2014-01-12, 22:02 Skierowała się tutaj. Dlaczego? Sama nie wiedziała po co. Musiała przyznać, że przywiodła ją jednak tutaj samotność, która doskwierała jej od dłuższego czasu. Coś się z nią działo. Usiadła na ławce i włożyła ręce do kieszeni kurtki. Czekała.Anne Howard - 2014-01-13, 18:26 Zamrugała oczami, kiedy usłyszała ton głosu, który dotarł do jej uszu.
- Czemu cię tak długo nie było?- spytała, próbując opanować drżenie w głosie. Jednak nie mogła. Jedna łza poleciała jej wężykiem po policzku.Anne Howard - 2014-01-13, 18:34 Uśmiechnęła się do niego nieśmiało. Miała dużo pytań, chociaż nie wiedziała, czy czas jest ich teraz zadawać. Może później.
- To mnie uprzedź, jak następnym razem będziesz gdzieś wyjeżdżał- powiedziała, opierając się o jego bark głową.