To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Explosion Club

Valentino - 2018-01-14, 15:40

Te słowa mężczyzny pozwoliły mu na uderzenie z podwójną siłą. Ah, to nie jest profesjonalne podejście, lecz po Amerykaninie jak po mało kim było widać, że ma problem. Odchrząknął więc cicho i upił łyk trunku spoglądając na Setha z delikatnym, miłym uśmiechem.
- Ty pewnie coś o tym wiesz... Valentino jestem. - Wyciągnął do towarzysza rękę, starając się zachowywać naturalnie, lecz empatia jaką obdarzał każdą osobę wokół doprowadziła go do przejęcia uczuć przygnębienia i smutku od Setha.
Zawiesił wzrok na podchodzących do baru atrakcyjnych kobietach, właściwie nie świdrując ich ciała co czysto informacyjnie. Zaraz po tym wrócił spojrzeniem na mężczyznę, jemu już bardziej się przyglądając, lecz nie wypalając dziury co robiły ich towarzyszki od drugiej strony, widocznie podpite. Cóż, może gdyby był pijany też by tak robił. :lol2: Obecnie stracił kompletnie zainteresowanie alkoholem, coby zachować trzeźwość umysłu i dowiedzieć się cóż trapi jego towarzysza. Nie czytał przecież w myślach.

Seth - 2018-01-15, 17:02

Zdawało się, że w ogóle nie wyłapał uśmiechu, jakim obdarzałgo Valentino, starając s, lub też gdy jego słowaię odciąć i odizolować na tyle, na ile to było możliwe, ale wcześniejsze słowa mężczyzny i świadomość Setha, że może sobie psychicznie sam nie poradzić nie pozwoliły mu odciąć się zupełnie. Dlatego po wychyleniu zawartości swojego szkła i wymownym skinięciu na barmana odezwał się w odpowiedzi.
- Wiem o tym tyle, co każdy. - odpowiedział zdawkowo, tocząc kolejną walkę ze sobą. Najpierw można powiedzieć, że zachęcił go do ciągnięcia tematu, teraz natomiast udawał, że jest to dla niego temat inny jak wszystkie. - Seth, - przedstawił się i uścisnął podaną mu rękę.
On natomiast patrzył na Valentino tylko, gdy nie miał innego wyboru, lub też gdy w jakiś szczególny sposób słowa Włocha odniosły na nim pewien efekt, co już miało miejsce podczas ich krótkiej wymiany zdań. Z kolei na grupkę podbitych kobiet, które to ponoć świdrowały go wzrokiem całkiem nie zwrócił uwagi i nie obdarzył ich nawet jednym spojrzeniem, chociaż zdawał sobie sprawę z ich istnienia. Dwie kobiety to już tłok i nie potrzebował kolejnych w centrum swojej uwagi. On się tak nie zachowywał po alkoholu, a przecież zdarzało mu się zapijać skutki dużymi ilościami alkoholu. Podobnie było i w tym wypadku, chociaż nie chciał się upić. Uznał po prostu, zapewne niezbyt logicznie, że z odrobiną alkoholu we krwi będzie mu się lepiej myśleć. Ni z tego ni z owego tequila ponownie stałą się jego najlepszą przyjaciółką, chociaż oczywiście były ku temu powody, nie byłą to kwestia jego kaprysu.

Valentino - 2018-01-21, 12:44

To takie bolesne uprzedmiotowienie kobiety, wiesz?! Jak nie kobita, to tequila, wstydziłabyś się! :lol2:
Gdyby nie to, że miał się spotkać z Mercedes następnego dnia, to pewnie też by się upił. Chyba każdy tego czasem potrzebuje. Zaraz po ściśnięciu dłoni uśmiechnął się lekko i rzucił krótkie ''Miło poznać'' następnie upijając łyk alkoholu i rozglądają się po krążących wszędzie ludziach.
- Założę się, że połowa z tych gówniarzy nie wie tyle co Ty. - Obleciał wzrokiem jakąś typiarę przechodzącą obok i wrócił znów wzrokiem do Setha a zaraz potem do barmana, którego już dość dobrze znał.
- A u Ciebie jak Stary? Dalej wolny i szczęśliwy? - Rzucił do znajomego, starając się odpuścić ostrzał na Amerykanina, tym samym zaczekał na reakcje znajomego w postaci którego ''Możesz tylko pozazdrościć'', gdyż zaraz na horyzoncie pojawili się kolejni klienci. Tym samym ostrzał znów trafił na Setha.
- Pierwszy raz Cię tu widzę, a jestem od kilku miesięcy dość często w tym barze. - Rzucił niezobowiązująco, starając się faceta jakoś rozgadać, bo tak to ciężko się rozgadać mają tylko alkohol jako towarzysza. Dodatkowo podświadomie i widocznie Seth potrzebował rozmowy, wiadomo, Włosi mają ten 6 zmysł ;>.

Seth - 2018-01-21, 20:36

On natomiast tylko mruknął coś pod nosem, co miało być zamiennikiem "Nawzajem", tak jakby wrócił do bycia gburem, a był nim tylko ze względu na potrzebę skrytości i izolowania się od ludzi, wyszedł chyba jednak z wprawy. Nie zwracał absolutnie uwagi na ludzi krążących po klubie. Zwrócił na nich odrobinę uwagi dopiero, gdy Valentino o nich wspomniał. Spojrzał na zbieraninę ludzi w barze, po czym jego wzrok znów wylądował na osobie nieznajomego towarzysza w piciu.
- Może. Świadczy to jedynie o tym, że jestem stary. - odpowiedział ni to żartem, ni to serio. Podobno życie zaczyna się po trzydziestce, ale to samo mówią o innych okrągłych urodzinach.
Podczas gdy Valentino zagadał barmana, Seth bawił się swoją literatką, zanim ją opróżnił, po czym sam siebie zrugał.
Zwolnij.
Słysząc wymianę zdań między mężczyznami cicho sarknął, niezadowolony nawet z tej drobnej reakcji. On był wolny, ale nie był szczęśliwy. Chociaż nie, tak naprawdę nie był ani wolny, ani szczęśliwy. Nie był wolny ze względu na Julie i na starannie pieleęgnowane uczucia względem niej, które teraz zostały wystawione na test, podobnie jak jego mechanizmy, dzięki którym próbował się bronić przed życiem i przed miłością. I nie był wolny ze względu na Ruth i na to, że ją kochał. Chyba nie trzeba pytać dlaczego był nieszczęśliwy. Powyższe rzeczy się nie kalkulowały.
- Ostatnio preferowałem picie alkoholu i rozrywkę we własnych czterech ścianach. - odpowiedział, najpierw namyślając się nad słowami. Trudno byłoby go spotkać w tym czy innych lokalach tego typu, bo ostatnio nie potrzebował ich. Nie był szczególnie imprezowym typem (w obecnej wersji samego siebie), nie przychodził na tańce, ani podryw. Przychodził po tequilę lub inny alkohol, którego ostatnio nie potrzebował. To się jednak dość drastycznie zmieniło.

Valentino - 2018-03-10, 20:52

Tak, gdyby Valentino znał dokładniej sytuację Setha zapewne zrozumiałby, dlaczego ten nie jest szczęśliwy mimo wolności. Ba! On sam był w podobnej sytuacji, lecz tkwił w niej zdecydowanie krócej, dodatkowo nie miał hamulców moralnych przed poprawą swojego życia.
- Starsi mają łatwiej. Jak byłem w liceum to każda chciała mieć faceta po trzydziestce. - Rzucił pół żartem, pół serio, bo rzeczywiście istniał takowy proceder. Szczególne powodzenie mieli wfiści oczywiście no i faceci ze starszych klas, choć później to on takowym był i tego powodzenia nie widział.
- Coś musiało więc wpłynąć, że uciekłeś z tych czterech ścian. - Rzucił i przyjrzał się mężczyźnie wywierając na nim lekką presję. Chciał się czegoś więcej dowiedzieć, w jakiś sposób go otworzyć, nie krozystając przy tym z dostępnych środków jak np. alkohol.
- U mnie dzisiaj to koniec świata był. Chodziłem z córą 4 godziny po centrum handlowym, bo potrzebowała stroju wróżki a się okazało, że ma rolę aniołka i 100 funtów w pizdu poszło. - Oparł głowę na ręce przyglądając się śmiejącemu się barmanowi z miną ''Stary, masz przewalone''. Chciał lekko rozluźnić atmosferę, w jakiś sposób zboczyć z toru, by później znów móc do niego wrócić. Chciał kontrolować tą rozmowę, wpływać na każdego wokół niego i panować nad tym, co Ci mówią... a raczej nad tym, czego nie mówią.

Seth - 2018-03-14, 12:20

Na kolejne słowa Valentino na twarzy Setha pojawił się lekki uśmiech, po czym zaraz zniknął. Sam przecież kiedyś (w czasach prehistorycznych, biorąc pod uwagę ile się wydarzyło) chodził do liceum i sam tego doświadczył: dziewczyny wolały chłopaków ze starszych klas, albo próbowały poderwać studentów.
- Może tak jest z perspektywy licealisty, ale nie gdy się ma te trzydzieści lat. No i nie jestem zainteresowany licealistkami. - odpowiedział, siląc się na ton żartu, co jednak nieszczególnie mu wyszło. Nie to prawda, nie jesteś. - pomyślał. Poza tym dwie kobiety to już tłok, nawet jeśli jedna towarzyszy mu tylko w sposób metafizyczny, gęboko zakorzeniona w jego wspomnieniach. Odczuł, że Włoch wywiera na nim lekką presję. Mógł w zasadzie to przerwać, dopić trunek, zapłacić i wyjść, ale tego nie zrobił. Może dlatego, że potrzebował z kimś pogadać. Może dlatego, że już wcześniej zdał sobie sprawę z tego, że sam nie da rady. No jasne, potraktuj pierwszego lepszego spotkanego faceta w barze, który zachowuje się względem ciebie przyjażnie, jak psychologa. Nie miało to na zdrowy rozsądek żadnej logiki, bo w końcu Seth nie wiedział, że Valentino jest po podobnych przejściach.
- Zabrakło mi tequili. - wypalił, podobnie w tonie żartu, chociaż była to smutna prawda. Przemyślenie spraw przy alkoholu może nie było rozsądne, ale chyba są gorsze sposoby. Oczywiście tak naprawdę niedobór ulubionego trunku (na upicie się) nie było powodem, dla którego tu jest, bo mógł po prostu iść do monopolowego. - Poza tym chyba chciałem wyjść do ludzi, pogadać choćby z barmanem. - dodał po chwili zastanowienia, chociaż z punktu widzenia Valentino nie było to zbyt logiczne stwierdzenie, w końcu Seth nie powitał go słowami "Hej, siadaj, siadaj brachu, napijmy się, muszę do kogoś otworzyć gębę" czy coś w tym stylu, innymi słowy nie sprawiał wrażenia, jakby chętnie z kimś pogadał. Tak naprawdę jednak trudno oczekiwać, że znajdzie się w klubie kogoś odpowiedniego do rozmowy. ?Nie miał ochoty na pogaduszki z barmanem, ani tym bardziej z tymi już bardziej podchmielonymi klientami.
Kolejne słowa mężczyzny rzeczywiście rozluźniły atmosferę i sprawiły, że Seth, który błyskawicznie zaczął na nowo zapominać jak się śmiać, wybuchł cichym, dźwięcznym śmiechem. Historyjka rzeczywiście byłą przezabawna i Seth mógłby się założyć, że Valentino nie żałuje tak naprawdę tych stu funtów, jeśli tylko uszczęśliwił w ten sposób córkę, a warto nadmienić, że był bezdzietnym jedynakiem, więc nie miał w tych sprawach doświadczenia.
- Takie uroki ojcostwa. - odpowiedział rozbawiony.

Valentino - 2018-03-16, 21:07

Widząc rozbawienie Setha uśmiechnął się w duchu i odetchnął z ulgą. Cóż, jeden krok za nim, może nawet i dwa?
- Ale wiecie co... to zajebiste uczucie. I choć nie mogę powiedzieć, bym miał szczęście do matek... wszystkie znikają z mojego życia, to ta mała gówniara sprawia, że na nosie mam okulary w kolorze grzywy Pinke Pie. - Uśmiechnął się lekko, widocznie zauroczony po czym rzucił okiem na barmana, który zajął się dużą grupą klientów, by wykorzystać tą okazję na pogawędkę z Sethem właściwie sam na sam.
- Jestem do usług jeśli chodzi o gadanie! Ba, to nawet moja praca! - Rzucił naprowadzając mężczyznę na trop swojej profesji po czym upił łyk ze szklanki. Sam Valentino w życiu nie wpadł by na pomysł, że Seth przeżył to samo co on. Ba! Widział w nim bardziej samotnego faceta ze złamanym sercem, choć czy to nie jest prawda? Na dobrą sprawę Seth miał złamane serce dwukrotnie i w obu sytuacjach przez samego siebie, Valentino przyjął śmierć parterki zdecydowanie łagodniej, może dzięki córce i braku dalszych, traumatycznych przejść.
- Mówiłeś, że biznes... A czy ten ma dwie nogi? - Rzucił dwuznacznie celując w fakt, że Seth mógł blefować, bo raczej ktoś z problemami w pracy nie chwaliłby się tym obcym ludziom.

Seth - 2018-03-17, 22:21

Uwagę Setha przykuły słowa Valentino, związane z matkami, które od niego uciekają, jednak w żaden sposób tego nie skomentował i jedynie pozwolił, aby uśmiech nieco dłużej pozostał na jego twarzy.
- To ciekawe.. To znaczy jaki jest twój zawód? - zapytał, udając, że wcale nie został naprowadzony przez Włocha na temat jego profesji, chociaż nie podejrzewał jakim to zawodem może się parać.
Faktycznie, jeśli umiera ukochana osoba, a ma się dziecko, którym trzeba się zająć, jest inaczej. W wypadku Setha tak nie było (on musiał się tylko zająć swoim koniem, co jak wiadomo mu nie wyszło), co więcej nie pragnął przedłużenia "rodu", przekazania nazwiska, słowem posiadania potomka, przynajmniej nie od czasu śmierci Julie. Jeśli posiadał wcześniej jakieś daleko idące plany to pozostały one głęboko w jego podświadomości i nie zamierzałby się nimi dzielić nawet na chińskich torturach, w obawie przede wszystkim, że zrani sam siebie. Opróżnił również zawartość swojej szklaneczki i zapewniłsobie klejną porcję. Alkohol zacząłdziałać, jednak nie przyćmił jego myślenia. Wręcz przeciwnie.
Do czego ty dążysz? Bierzesz mnie na spytki? I po co? - przeszło mu przez myśl.
- Właściwie to nie. Mój biznes zazwyczaj ma cztery kończyny. - odpowiedział z nieokreślonym, enigmatycznym wyrazem twarzy. Oczywiście Allen zdawał sobie sprawę, że "biznes" to blef, i że tak naprawdę ma dwie nogi.. jeśli można to tak ująć.

Valentino - 2018-03-17, 22:59

Wpoił sobie każde jego słowo i po lekkim westchnięciu ułożył ręce w wieżyczkę by przemówić spokojnym, męskim głosem, lekko obierając te słowa w żart.
- Spotykam się z ludźmi po przejściach, opowiadam im o moich przejściach i dostaję za to hajs. Cudownie? Nie do końca. - Rzucił z lekkim uśmieszkiem po czym przytaknął sam sobie i westchnął patrząc na niego z lekko smutną miną.
- Jestem stary psychoterapeutą. I może nie potrzebujesz rozmowy ze mną, lecz wiem, że ja jej potrzebuję. To moja osobista forma terapii. - Powiedział całkowicie szczerze i sięgnął po szklankę i skończył swój trunek wielkim łykiem przecierając po tym twarz dla odświeżenia umysłu. WIedział, że Amerykanin może nie chcieć z nim gadać, nawet nie mieć powodu, lecz sam Valentino czuł wewnątrz duszy, że musi z nim pogadać. Kto ma z tego wynieść korzyści, to kwestia sporna, mimo to spodziewał się u kompana do alkoholu dużo problemów. Może to ten dwudniowy zarost?
- Czteronogie? A co, weterynarzem, trenerem, hodowcą jesteś? Psy czy sławne konie z tej stadniny niedaleko? - Rzucił już luźno nawiązując do swojej pasji oraz obsesji jego kobitki, czyli stajni, choć słyszał też o kilku hodowlach psów na terenie miasteczka. Ogólnie Eastbourne wydawało się być przyjazne zwierzętom, może to właśnie stadnina tworzyłą taką otoczkę z przyjaciół zwierząt? Równie dobrze Seth mógł pracować w żłobku, lecz tam dzieci to raczej chodzą na dwóch nogach... a może był kierowcą? Ale to nie nogi... No, opcje pozostają niezmienne.

Seth - 2018-03-18, 21:53

"Wieżyczka" zwykle kojarzyła mu się z politykami i ogólnie ludźmi, którzy chcą ci wcisnąć coś, czego nie potrzebujesz. W tym wypadku jednak chyba było inaczej. Wchodzisz do klubu, żeby napić się tequili i przemyśleć sprawy pod wpływem wspomnianego alkoholu. Jak często się zdarza, że obok ciebie na stołku sadza swój tyłek psychoterapeuta, którego jako facet po przejściach potrzebowałbyś, chociaż w życiu się do tego nie przyznasz?
Króko mówiąc Seth był zdziwiony. Czy to jednak coś zmieniało? Nie miał zamiaru od razu zrzucać na Valentino swojego ciężaru, tylko dlatego, że ten caałkowicie przypadkowo jest "słuchaczem".
- Hm, nie do końca to rozumiem. Zawodowo słuchasz ludzi z różnymi przejściami i opowiadasz im o swoich, a gdy potrzebujesz terapii chcesz wdać się w rozmowę z kimś, kto mógłby obciążyć cię własnym bagażem niekoniecznie przyjemnych doświadczeń? - zapytał. Może trochę się przy tym odsłaniał, ale chciał to zrozumieć.
- Weterynarzem. - odpowiedział na jego dość trafne zgadywanie. Uśmiech na chwilę rozpromienił jego facjatę, po czym zniknął tak szybko jak się pojawił. Jakby miał tylko problemy w życiu prywatnym. Były one ogromne (tudzież wyolbrzymione), ale do tego dochodziły przejścia związane z jego zawodem i postanowieniem, że nie wróci w siodło.

Valentino - 2018-03-30, 18:04

Westchnął cicho i uśmiechnął się miło, spokojnie tłumacząc całą zawiłą sytuację.
- Widzisz, dla niektórych terapia polega na zrozumieniu tego, że nie jest się jedynym. Że nie tylko dla mnie umarła bliska osoba, że nie tylko ja wychowuję samotnie dziecko i nie tylko ja mieszkam tutaj by nawiązać relacje z kobietą, którą skrzywdziłem. - Wzruszył ramionami i upił łyk alkoholu patrząc w oczy Setha ze spokojem i opanowaniem. Był wiarygodny, sam doskonale sobie z tego zdawał sprawę.
- Weterynarzem... Zawsze podziwiałem ludzi z umiejętnościami medycznymi. Tyle samozaparcia, spokoju, opanowania... Ale pewnie nie w życiu prywatnym. Prawda? - Spojrzał na niego po czym zauważył godzinę i lekko odetchnął, sięgając do portfela. Położył pieniądze dla barmana na blacie, napisał coś na kartce i schował kawałek ołówka i portfel do kieszeni podsuwając kartkę dla Setha.
- Zmykam do córki... do zobaczenia. - Uśmiechnął się i ruszył do wyjścia,
/z.t

Seth - 2018-03-30, 18:54

Kolejne słowa Valentino sprawiły, że Seth zamarł, gdyż tak rażące wrażenie zrobiły na nim jego słowa. Międlił to jeszcze w swoim przepracowanym ostatnio mózgu, więc ledwo zdołał w jakikolwiek sposób zareagować na jego słowa, by wyrazić, że pojął jego tłumaczenia.
- Rozumiem. Może to i ma swój sens. - odpowiedział głosem nieobecnym, nadal przeżuwając jego słowa. W zasadzie pod względem przeżyć niewiele ich różniło, z tego co Seth wywnioskował. Nie miał dziecka z Julie, który musiałby sam wychowywać, bo wtedy byłoby inaczej. Jego jedynym obowiązkiem było zaopiekować się swoim koniem i to spieprzył po całej linii. Ale konie to nie ludzie, to różne dwie kwestie w jego życiu.
Różnicą było także to, że nie mieszkał w Eastbourne, by nawiązać relację ze skrzywdzoną kobietą. Mianowik był wspólny pod tym względem, że i on skrzywdził kobietę. To była świeża sprawa i Allen po części chciał zadośćuczynić swym przewinieniom, po części poukładać sobie sprawy w głowie, ponieważ całe to zajście z Ruth uświadomiło mu pewne fakty.
Oj tak, Valentino był diabelnie wiarygodny i trzydziestolatek nie wątpił w ani jedno jego słowo, nie znadując ku temu powodów. Na kolejną wypowiedż Włocha nic nie odpowiedział, bo nie musiał. Trafiły w punkt. Mógł na to odpowiedzieć tylko wychyleniem resztki trunku w naczyniu i zapaleniem drugiego, a może już trzeciego papierosa. Stare nawyki wracają, by go wesprzeć w spadaniu w dół.
Z lekkim zdziwieniem przyjął od niego kartkę i podążył wzrokiem za mężczyzną, który ruszył do wyjścia.
- Do zobaczenia. - mruknął i spojrzał na kartkę. Przeczytał niezbyt przytomnie to co było na niej napisane, po czym odruchowo zgniótł ją dłonią, zaraz jednak się zreflektował. Rozprostował kartkę na blacie i dokładniej przestudiował każdą napisaną na niej literę i cyfrę. Następnie złożył kartkę na pół i schował do portfela, tak jak to robił z rzeczami tego typu, by ich nie zgubić w przepaściach kieszeni. Dopalił papierosa, posłał barmanowi wątpiące spojrzenie, po czym poprosił go o rachunek Gdy go uregulował zsunął się ze stołka i opuścił klub. Jego lekko pijany mózg zanotował jeszcze, żeby kupić tequilę przed powrotem do domu.

zt

Alexis - 2018-03-30, 21:23

Wbił się zabawić. Ot tak. Adres obcy, miejsce totalnie oderwane od jego rzeczywistości właściwie to już wcale nie poznawał tego miasta. Może któregoś dnia tu jednak imprezował? Niemniej na pierwszy rzut oka wszystko, ale to wszystko wydawało mu się obce, takie "świeże" i na swój sposób znośne. Zresztą. Po alkoholu to nawet nie ma znaczenia czy gdzieś się czujesz dobrze czy też nie. Wtedy mało kto sie wgl czuje. :D
Zamierzał spędzić tu całą noc także już zawczasu rozejrzał się za jakąś dobrą lokalizacją, chociaż prawdę mówiąc bardziej ciągnęło go do parkietu niż baru. Boże, kiedy on ostatnio tańczył? A kiedy pił? To już chyba prekambr. :lol2:
Oczywiście o znajome twarze w takim miejscu ciężko zważywszy na to, ze wgl przestał odwiedzać kluby, lecz to nie ma teraz absolutnie żadnego znaczenia. Towarzystwo zawsze się znajdzie. Wystarczy się zgubić. Pierwsze co zrobił to skierował swe kroki do łazienki. Na zewnątrz mżawka, wypada poprawić ten fryz i lekko popuścić koszulę.

Eviline - 2018-03-30, 21:40

Ev spędzała w klubie już drugą godzinę, ostatnio miała wszelakie odchyły i zamiast zamykać się w domu, to dusiła się w klubach pełnych dymu, alkoholu, łatwych dziewczyn i mężczyzn. Nie była owieczką siedzącą w kącie, nie dawała też sobą pomiatać, czy się tłamsić, jeśli ktoś był w stosunku do niej zbyt zaczepny, czym prędzej takiego gościa wyjaśniała. Nie bała się, bywała już tutaj i choć początki jej wychodzenia były straszne, bo zamknięta w sobie nie umiała się odnaleźć, to jednak z czasem zaczęła się dobrze bawić. Może jednak czasami aż ZA dobrze. Dzisiaj jednak było nieźle, tańczyła sama,choć od czasu do czasu pozwalała sobie na taniec z jakimś facetem, póki co bawiła się dobrze, ale zawsze mogło być lepiej.
Zmarszczyła brwi, gdy gdzieś mignęła jej znajoma sylwetka. Może i była dinozaurem, ale tak już miała, że tego osobnika poznałaby wszędzie, halo, tyle lat się znali, co z tego, że burak trochę o niej zapomniał, sama też się nie odzywała, ale wciąż nie bała się podejść, bo czego miałaby się bać?
Skierowała swoje kroki momentalnie w stronę chyba-Axa i gdy już dreptała mu po piętach, złapała go za koszulę i pociągnęła w tył.
- Dzień dobry, zastałem Jolkę? - Zapytała od tak, niewinnie jak zawsze, choć mówiła głośno, żeby w ogóle mógł ją usłyszeć. Wyszczerzyła się na koniec zadziornie, jak zawsze.

Alexis - 2018-03-30, 21:51

"Łatwych dziewczyn i mężczyzn"? :lol2: Hahahha kurwa jeszcze liczba mnoga.
- Ejjj Panienko, gdzie z tymi rączka...- odwracał się warcząc nijako, chociaż równie dobrze mógł zerknąć do lustra kim jest napastująca go osobniczka, jednak odruch wygrał, ale kiedy rozpoznał blondynkę momentalnie zdębiał. Ohoho. Jednak trzeba przejść do planu B. To będzie dłuższe posiedzenie niż noc. Zdecyduj się czy był bardziej burakiem czy jednak dinozaurem? Bo on mimo wszystko czuł się niczym młody Bóg- Alexis. We własnej osobie acz innym życiu.
- Eviline!- tak, ucieszył sie na jej widok i ona niech sie teraz cieszy, że pamięta jeszcze jej imię. Hmmm któż inny nękałby go w męskiej toalecie?
- Co tu robisz?- rzucił uśmiercając sie obłędnie, musi ja trochę poprowokować i niech teraz dziewczę myśli, czy pyta o jej pobyt w ubikacji czy ogółem w klubie. ;D Zagwizdał pod nosem. Nie skomentował jej wyglądu chociaż aż sie o to prosiło. Są jednak przyjaciółmi co za dużo dobroci to nie zdrowo! :lol2:



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group