To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Stajnia - Boksy

Szerker - 2013-01-24, 10:23

Ja ci zaraz dziadka dam, w średnim wieku jest! Jak na razie... brązowe ślepia dojrzały znajomą swoją sylwetkę. Oczy błysnęły krótko i z gardła gniadosza wydobyło się głośne rżenie, odbijające się echem w stajni. Dwa miesiące w ośrodku hipoterapii połączonej z rekreacją poskutkowało tym, że gniadosz potrafił dobrać moment, w którym należy zwrócić na siebie uwagę. Gdy tylko mężczyzna podszedł bliżej, ten przestąpił parę razu z nogi na nogę, zarzucając łbem. Nadstawił się do głaskania, przechylając lekko głowę w prawo, zerkając na niego kątem ślepia. A co ze smakołykiem? Rzecz jasna najpierw delikatnie zabrał go z ręki Jacksona, coby nie zadrapać jego skóry, a następnie przysmak zniknął w głębi jego pyska. Słowa sprawiły, iż postawił uszy na sztorc, obijając ogonem po stawach skokowych. On do wyjścia z człowiekiem zawsze chętny...nieważne gdzie i po co. Widząc kantar szturchnął zawodnika pyskiem, a następnie cofnął się o dwa kroki, zapraszając go tym samym do boksu.
Anonymous - 2013-01-24, 10:26

Pięknego, chłodnego, styczniowego poranka pod stajenne progi, delikatnie niczym majster szyk, podjechał niewielkich rozmiarów, dwukonny koniowóz.
Gasząc cicho silnik, troje panów uzbrojonych przede wszystkim w cierpliwość:3 wysiadło, od razu kierując swe kroki ku rumakowi znajdującego się w środku.
Lux całą podróż przebył niebywale spokojnie, nie kopiąc, rzucając się itp. Doprawdy zajmował się sobą, jedzeniem siana i podziwianiem widoków, niźli brojeniem.
Jednakże, by tradycji stało się zadość wałach, tuż po spuszczeniu klapy, spiął maksymalnie mięśnie, nie mogąc doczekać się wyjścia. Jeden z mężczyzn skierował swe kroki ku niemu, przeplatając przez pysk łańcuszek, następnie odpinając uwiąz, gdy jeszcze jeden rozpinał wszelkiego rodzaju zagrody i zabezpieczenia.
Odpinając ostatecznie gniadosza, znalazł się ku wyjściu. Wpierw gwałtownie zbiegając, następnie zeskakując z niewielkiego trapu, szarpnął za sobą człowieka, lądując na śliskim podłożu, gdzie udało się mu znaleźć, przez ból łańcuszka na dwóch nogach.
Szarpiąc pyskiem, zamachnął się kilkakrotnie przodami, na których to znajdowały się ochraniacze transportowe, osiadając na zadzie.
Stękając przy tym niemiłosiernie, po chwili uniósł go, stając równo na wszystkich kończynach. Ruszając ku stajni parokrotnie szarpał prowadzącym, nawet próbując złapać go zębami.

Jackson - 2013-01-24, 10:34

Uśmiechnął się widząc reakcję konia. Znał go na tyle dobrze, aby rozszyfrować prawidłowo jego gesty, humor i energię pałającą od niego. Bez zastanowienia podszedł do drzwiczek i wszedł do środka, podchodząc do gniadego i klepiąc po szyi.
-I co, gdzie chciałbyś dziś pójść?- zapytał go, a następnie przyodział w kantarek i uwiąz. Dał jeszcze jednego smakołyka, bo przecież one były tak pyszne, a następnie wyprowadził swego dziadzię, przepraszam- konia w średnim wieku, na myjkę, gdzie zabrał się za czyszczenie dokładnie każdej części jego ciała. Raz po raz przebierał szczotkami, przechodząc do kopyt, którym poświęcił jeszcze bardziej swą uwagę, czyszcząc je porządnie, a w ostateczności rozczesał ogon i grzywę ogiera, na koniec jeszcze raz zmiatając całe cielsko zwierzęcia z kurzu. Następnie zniknął chwilowo w siodlarni, skąd przyniósł sprzęt koniucha i sprawnie go osiodłał. Najpierw czaprak w wiosenno zielonym kolorku, poduchę z naturalnego futerka, a na koniec siodło, które już na wstępie podpiął dość mocno, aby później dociągnąć jedynie o kilka dziurek. Na każdą nogę nałożył po jednym, czarnym ochraniaczu a w ostateczności przeszedł do ogłowia, które zastąpiło kantar na jego łbie. Po skończeniu tych czynności po prostu wyszedł ze stajni, kieryjąc się gdzieś w stronę hali. zt

Szerker - 2013-01-24, 10:47

Ogier zmierzył sylwetkę chłopaka bystrymi ślepiami i parokrotnie zarzucił energicznie łbem. Gdy tylko osoba Jacksona znalazła się w jego boksie, ten zbliżył się do niego, szturchając go łbem na powitanie. Pysk praktycznie sam wsunął w kantar, chcąc przyśpieszyć ten proces. Chętnie zjadł następnego smakołyka, delektując się nim. Po wyjściu z boksu podążał za mężczyzną żwawym krokiem, na myjce zatrzymując się równo na czterech nogach. Żeby już nie przedłużać, w czasie czyszczenia stał spokojnie, tak samo podczas siodłania. Po tym wyszedł za nim.
zt

Anonymous - 2013-01-24, 10:54

Widząc w drodze do stajni, wychodzącego z niej konia, gwałtownie zatrzymał się.
Rozwierając szeroko chrapy, bystrym ślepiem skontrolował istotę, by zaraz tuż obok niej
dostrzec mężczyznę. Strzygąc niespokojnie uszami, zdołał zorientować się kim owa postać
była, dlatego też zdobył się na głośne rżenie, rzadko słyszane z mordy gniadego.
Będąc wręcz ciągniętym, coby ruszyć dalej, równie gwałtownie i prędko co postój, ruszył od zadu,
unosząc przody w górę i chowając pysk pomiędzy nogi, co skutkowało jedynie w zatrzymaniu przez mężczyznę.
Kłusując za brunetem, szarpnął go kilkakrotnie, ostatecznie znajdując się w stajni. Nie zaprzestając swej porannej rozgrzewki, ostukując, przemierzył korytarz, zaraz to, ku szczęściu człowieka, wpakowując go do boksu.
Tam po długiej wręcz walce ściągnięcia ochraniaczy, panowie zostawili wałacha w derce, czym prędzej wychodząc.
Hm... Lux pozostawiony sam sobie, na pozór nie odbiegając od jakichkolwiek norm, wpierw rozpoczął rozpoznawalną wędrówkę, coby po niej zahamować, i ochrzcić nowe deski, sytym kopnięciem z zadu.

Noa - 2013-01-24, 11:24

No cóż, w końcu i Noa znalazła się w owej stajni. Z lekkim zamyśleniem na twarzy udała się w głąb budynku, beznamiętnym spojrzeniem obejmując sylwetki poszczególnych osób. Zaraz zaraz, cofnij, wstecz, czy ona widzi Riley'a w czyimś towarzystwie? Właściwie to bodajże był chyba sławny Robert...żeby współlokator do końca przejrzał prezent wiedziałby, skąd panna Revenesky zna wygląd jego partnera, czy jak inaczej go nazwać. No, nieważne z resztą. Userce odbija. Wracając jednakże do obecnej sytuacji, dziewczyna przywitała się się krótko z osobą trenera za pomocą pomachania ręką. Dalej przeszła się wzdłuż stajennego korytarza obserwując poszczególne konie. W pewnym momencie westchnęła cicho. Nie było Ruitershoeve'a tutaj...bynajmniej jak na razie. Trudno, będzie musiała najwyraźniej poczekać z jego kupnem.
Anonymous - 2013-01-24, 11:59

Toto się obudził, ale przez chwilę jeszcze nie otwierał oczu. Dopiero po chwili otworzył jedno, a potem drugie oko. Więc przeprowadzka nie była snem, a może i dobrze? Przesacerował się po boksie jak to miał w zwyczaju,a następnie zajrzał do żłobu, w którym czekała na niego pasza na śniadanie. Zjadł ją zastraszająco szybko, a następnie podszedł do nowiuteńskich drzwiczek i zaczął je obgryzać, jak to miał w zwyczaju. Wydawał przy tym charakterystyczny dźwięk. Podobało mu się i miał to gdzieś, że niszczy sobie zęby. On się szybko nudzi, a to jest tak fascynujące zajęcie...
Sequlity - 2013-01-24, 12:35

Cóż, pomijając historię z koniowozem...
... Z przyczepy, do której wszedł wysoki, postawny brunet dochodziły dzikie odgłosy, w których wyrażane było podenerwowanie ogiera. Zdecydowanie nie lubił przeprowadzek, zwłaszcza jazdy w małej klitce. W końcu wspomniany facet, uraczył stajnie swym obliczem, a u boku jego szedł wielmożny Sequlity. Gniady powitał istoty tu żyjące ciężkim brzmieniem, uszami strzygąc w każdą stronę, ciekawsko. Chrapy rozwarł, dając dojście nowym zapachom do receptorów, przyzwyczajając się wolno. Pysk uniesiony wysoko, a ślepia niemalże chcące wyskoczyć na wierzch. Kiedy tylko omijał jakiegoś konia boks, zaczepnie parskał, bądź podgryzał drewniane wrota.
Gdy dotarł do swojego lokum, wraz z mężczyzną; zostając wprowadzony, zdjął mu kantar, ażeby przypadkowo się gdzieś nie zahaczył, czy otarł. Seq, jakoby zadowolony z takiej sytuacji, rozwarł szczęki i złapał chłopaczynę za bluzę, by potem go "omniomomwać", a następnie wypluć <3. W każdym bądź razie, zaraz czarnowłosego nie było już w stajni, a sam gniadosz począł wejrzeniem obłapiać stajnie. Ohg.

Noa - 2013-01-24, 13:28

Noa usiadła sobie na ławce, patrząc się na poszczególne konie. Uważnym spojrzeniem zmierzyła wchodzącego do stajni koni, zastanawiając się, czy pora się ruszyć, czy raczej jeszcze nie. Zerknęła na zegarek w komórce, sprawdzając tym samym godzinę. Niby wypadałoby podnieść wreszcie swój leniwy zad i zająć się jakąś robotą. Z cichym westchnieniem wstała, a następnie ruszyła spokojnym krokiem wzdłuż stajennego korytarza przyglądając się poszczególnym wierzchowcom. Po drodze związała włosy w kitę, coby niesforne kosmyki nie przeszkadzały jej podczas pracy.
Sequlity - 2013-01-24, 13:42

Słysząc drobne kroki, które to odbijały się echem o ściany, jego ucho drgnęło, na znak zainteresowania. Chrapy ostrożnie rozwarł, a oczętami zahaczył o dziewczęcą postać, która to akurat błądziła po korytarzu. Parsknąwszy, uniósł łeb wyżej, czyhając, aż i obok jego boksu przejdzie, ażeby wyciągnąć pysk w jej stronę i dorwać jej bluzę zębiskami. Okej, gdzie są jego marchewki? <:
Noa - 2013-01-24, 13:52

Nie ma co, Noa została zaskoczona przez osobę pewnego konia. Czując zęby łapiące za jej bluzkę zwróciła się ku owemu stworzeniu, wpatrując się w niego rozbawionym wzrokiem.
- Nie wolno - powiedziała ostrzegawczym tonem, machając jednym palcem.
Nie, ten palec nie jest marchewką.
Spojrzała na tabliczkę z imieniem konia, unosząc lekko brew.
- Sequlity Salvarothe Velns - rzekła spokojnie - interesujące imię.
Z lekkim uśmiechem w kącikach warg przyjrzała się uważniej gniadoszowi, mając na uwadze jego dyscyplinę. Dzięki Ci Panie Boże za tabliczki na boksach, ułatwiają sporo rzeczy. W każdym bądź razie jak dobrze pójdzie, to może tym razem nie natrafi na szaloną bestię w typie chcę trening, ale nie chcę byś ty go układała.

Sequlity - 2013-01-24, 14:06

Gdy tylko jej wskazujący palec, przeleciał mu przed oczętami w akcie gestu, który miał znaczyć, że nie można tak robić, puścił bluzkę panny Noy (?). Zaś słysząc swoje imię, jego radary wylęgły się spod czerni grzywy, strzygąc na kobiecinę. Parsknął, rozwierając nozdrza i zaraz je wlepiając gdzieś w jej klatkę piersiową, by solidnie ją obwąchać. A następnie delikatnie się otrzeć, bokiem pyska o jej ramię. Cóż, dzisiaj miał wyraźnie ten dzień, w którym stawał się przylepą z dobrym humorem, + ze wielkimi skłonnościami do współpracy.
Wszak, zabawnie wygląda ogier, który domaga się pieszczot. U niego to dość normalne <:

Robert - 2013-01-24, 14:13

Riley napisał/a:
Odetchnął z ulgą kiedy mężczyzna zgodził się na rozmowę. Była to już połowa sukcesu, równie dobrze mógł napluć mu na twarz, kopnąć w jaja i odejść. Żyć z kimś innym, gdzie indziej i mieć to wszystko czego Ril nie zdążył mu zapewnić. Spojrzał na chwilę na Bad, na jej spokojne ruchy, miarowe unoszenie się boków. Tak bardzo chciał być teraz w jej skórze. Albo w kogokolwiek innego. Byle nie siedzieć tutaj kiedy serce tak agresywnie obijało się o żebra, a umysł starał się racjonalnie to wszystko ująć. Nie dało się. Nie dało się wysiedzieć spokojnie obok zielonookiego.
Przejechał przypadkowo zębami po sztandze, krzywiąc się zaraz słysząc nieprzyjemny zgrzyt metalu. Wyrwany z próby uspokojenia się, ogarnięcia tych wszystkich słów które chciał powiedzieć mężczyźnie, sklecając je w jedną, spójną całość... zwrócił się do niego, siedząc jednym pośladkiem na ławce, kładąc dłoń na jego dłoniach, widząc jak nerwowo podszczypuje materiał rękawka.
- Możemy się w takim razie przejść? Świerze powietrze chyba dobrze nam zrobi. - pozwolił sobie na wejrzenie prosto w powierzchnię tęczówek swojego partnera, z lekkim uśmiechem, który ujawnił dawno niewidziany dołeczek w lewym policzku.


Aż tak strasznie nie mógłby potraktować Riley'a. Owszem, Robert był człowiekiem porywczym i nie raz wdawał się w bójki, no ale gdzież miałby kopać Pana Cunningham'a. Prędzej sam by sobie coś zrobił z żalu i rozpaczy, że znów go stracił.
Siedząc tak obok mężczyzny i zerkając nań raz po raz, zdawał się wyczuć i jego wahania. Przynajmniej wiedział, że i Riley się stresuje tak samo jak on i wolałby mieć tą że rozmowę za sobą. Robert wzdrygnął się, gdy jego ukochany położył dłoń na jego skubiących materiał bluzy dłoniach. Od razu znieruchomiał, acz nie cofnął rąk. Wręcz chciał objąć smukłe dłonie Ril'a, jednak nie wiedział czy może. Były takie ciepłe i przyjemne... Tak dawno go nie dotykał.
W ogóle nie utrzymywał ostatnio żadnych fizycznych kontaktów z kimkolwiek. No.. nie seks, a wiecie. Nie miał przy sobie nikogo blisko, dlatego lekko zakręciło się brunetowi przed oczami, kiedy poczuł na powierzchni skóry delikatne opuszki Riley'a.
- Tak, jasne. Przy okazji obejrzy się okolice. - Odrzekł ściszonym głosem i już miał się podnosić z ławki, kiedy to napotkał spojrzenie bursztynowych oczów, zaglądających prosto w jego własne zwierciadła duszy. I ten uśmiech z ukazującym się słodkim dołeczkiem w lewym policzku. Skóra na karku Roberta zmieniła się w gęsią skórkę, a każdy włosek na jego ciele uniósł się z lekka ku górze. I nie, nie było to spowodowane zimnem. Mężczyzna chwilę przedłużył żywotność ów kontaktu wzrokowego, szybko jednak go zakończając. Odwrócił wzrok na bok i podniósł się szybko, poruszając w kilku słowach nieruchomo wargami.
- T.. To idziemy? -Spytał z lekkim uśmiechem, wskazując dłonią na wyjście.

Noa - 2013-01-24, 14:17

(Tia, imię Noa możesz dowolnie odmieniać)
Widząc zachowanie gniadosza uśmiechnęła się delikatnie, gładząc go lekko po kości nosowej. Ostatnio pewien koń również miał dobry humor, a skończyło się to darmową nauką latania. Bądź co bądź, każdy kiedyś spada, jednakże nie jest to zbyt miłe. Podrapała go po ganaszu, a następnie poklepała krótko po szyi. Już zdążył jej się skoczek spodobać...hm, za szybko, zdecydowanie za szybko. No ale cóż. Szczegół. Noa sięgnęła jedną ręką po kantar ogiera i nacisnęła na klatkę piersiową Sequlity'ego (?) mówiąc komendę "nastąp się". Po tym otworzyła drzwiczki boksu skoczka i wślizgnęła się do jego boksu. Tak na przełamanie pierwszych lodów na otwartej dłoni podała mu spory kawałek marchwi. Wszystko dla koni, a ogółem ciężko zdobyć o tej porze świeżą, soczystą marchew bez chemikaliów. Na wszelki wypadek nie ruszała w jego stronę, być może nie lubił, gdy ktoś wchodził do jego boksu.

Sequlity - 2013-01-24, 14:28

Czując drobne palce na smukłym pysku, przymknął ślepia, oddając się całkowicie pieszczotą, zaś gdy przeszła do ganaszu, delikatnie odchylił pysk w bok, wydając z siebie ciche stęknięcie.
Samoistnie odsunął się, kiedy wdarła się do jego boksu. Nie trzeba chyba dodawać, że marchewkę ukradł od razu, przy tym delikatnie pieniąc się. Chrapami dotknął swej piersi, wycierając się przy tym, a także delikatnie skubiąc. Widząc dziewczynę z kantarem w ręku, przeżuł w pysku informacje, przy tym delikatnie opuszczając łeb. Poznał swój kantar, przecie przed kilkoma chwilami miał go na sobie.
Przy zakładaniu go, pysk trzymał na tyle nisko, by spokojnie mogła każdy pasek dopiąć, bez pośpiechu. Bez zbędnych utrudnień, po prostu stał. Jakieś tam maniery jeszcze posiadał, ba.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group