James Stocke - 2016-10-22, 22:21 James nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, bo po wyjściu na prostą zaczął mu nawalać sprzęt. Ten kto sprawdzał i poprawiał go przed startem, zostanie powieszony na stryczku. James przeklął w duchu i chcąc nie chcąc, musiał mocniej przytrzymać pędzącego karosza. W końcu życie było im miłe, a na szczęście dla niego Ebony się poddał i zaczął zwalniać. Zwolnili do takiego tempa, które pozwoliło im na bieg i nie zabicie się. Miał tylko nadzieje i modlił się, aby dojechali cało do mety.Ebony Knight - 2016-10-23, 21:30 Po wyjściu z zakrętu na prostą utrzymywał dobre, mocne tempo i swoją dobrą pozycję. Zaraz to jednak miało się zmienić. Zaczął im nawalać sprzęt - popręg był za luźno zapięty i siodło zaczęło się zsuwać, dlatego chcąc nie chcąc James musiał go przytrzymać i zwolnić żeby się nie zabili.
Czy się poddał? Ostatecznie owszem, chociaż nie tak zaraz. Sam wyczuwał, ze coś jest nie tak, ale to nie znaczyło, że miał zamiar zwolnić i dopiero gdy dżokej zaczął działać, aby go przytrzymać i zwolnic Ebony zareagował z lekkim opóźnieniem. Parskał nerwowo, nadal dość mocno wbijając kończyny w piach, jednak zwolnił, w związku z czym biegnąca w tyle kasztanka prześcignęła go. Parskał co chwila niezadowolony, nauczony, że walczy się do końca, chociaż niepewnie trzymające się na jego grzbiecie siodło, także dla karosza nie było komfortową sytuacją. Utrzymując tempo obserwował wyprzedzające go konie, cały czas też zwracając uwagę na konie, które były w tyle za nim. Nie miał zamiaru oddać swojej pozycji, chociaż w obecnej sytuacji nie bardzo miał jak o nią walczyć.Jonah Wrens - 2016-10-23, 21:38 Teraz podczas wyjścia na prostą, dostałem porządną motywację do tego, aby walczyć dalej. Przez chwilę nasza pozycja wyglądała na przegraną, a teraz mieliśmy ogromną szansę. Od razu podniosłem się na duchu i na pewno dla karego nie było to obojętne. Dlatego wykorzystywałem sytuację, chwyciłem wodze w jedną dłoń, wraz z garścią grzywy ogiera, by drugą ręką smagnąć zad araba. Czynność powtórzyłem kilka razy niczym rasowy wyścigowiec, chcąc zmotywować wierzchowca do jeszcze szybszego biegu. Chociaż i tak nie mogłem narzekać na obroty konia, to byłem ciekaw czy jeszcze więcej mogę wyciągnąć z tej małej bestii. Walcząc do samego końca, nie zamierzałem nikomu odpuścić, wiedząc, że ogier naprawdę jest silny i żal byłoby nie dać mu tej szansy na wysokie miejsce. Tak więc gnaliśmy ile sił w nogach Bashayera, do samego końca.Bashayer - 2016-10-23, 21:47 Parł przed siebie paląc kopyta, wyrzucając kolejne sterty piasku spod podków. Biegł na oślep, aby do przodu, uciekające przed nim koniem były wystarczającą motywacją. Na ostatniej prostej toczyła się walka o wszystko, dysząc ciężko tłoczył intensywnie powietrze do płuc poprzez rozdęte do czerwoności nozdrza. Ślepia ogiera iskrzyły się dzikim blaskiem, nie odpuszczał, nie teraz gdy w zasięgu ręki mogło być podium.
Czując bat na zadzie, przyśpieszył zapewne ku zdziwieniu Jonaha, darł naprzód ile tylko był w stanie dzielnie wioząc masywnego i wielkiego jeźdźca na swoim grzbiecie. Nie miał lekkiego zadania, za to miał wielkie serce do wyścigów, nie odpuszczając za nic gnał. I choć mięśnie odczuwały już zmęczenie, a ciało karego pokryte było potem i silnie parowało to mały lecz dzielny wykorzystywał każdy możliwy zapas energii aby dobiec na metę i przy okazji wyprzedzić inne konie.Anonymous - 2016-10-24, 11:58 Dopóki trwał wyścig, nie traciła wiary w zwyciestwo, choć to może nieco przesadzone stwierdzenie. Zacisnęła mocno zęby i cały czas wymagając na kobyle maksymalne skupienie, pobudzała ją do walki za pomocą bacika. Nawet czując, że Cru już szybciej nie może, nie zrezygnowała z dalszej walki. Na ostatniej prostej zaczęła poruszać rękami w przód i tył, ułatwiając tym samym bieg kobyle i z oczyma utkwionymi w linię mety oddychała ciężko. To jasne, że nie była z siebie zadowolona, ale tak czy owak bezustannie pilnowała by koń nie zwalniał i przynajmniej nie uplasował się na ostatniej pozycji.Anonymous - 2016-10-24, 12:21 Fakt wyprzedzenia jednego z koni zadziałał podwójnie motywująco, sprawiając, że klacz mimo opadających sił wciąż nie traciła ducha walki. Chociaż powoli sięgała granic stawianych przez możliwości organizmu, nie odpuszczała sobie - głównie za sprawą Octavii, która nie dopuszczała takiej możliwości. Nie zostało jej nic innego niż lecieć przed siebie w pełnym galopie i wspinać się na wyżyny własnych możliwości. Meta była coraz bliżej, ale czy to samo można było powiedzieć o zwycięstwie?Eva - 2016-10-24, 13:03 Siwek niespodziewanie wysunął się na drugą pozycję, a jego dotychczasowy rywal - odpadł. Nie znała przyczyny zwolnienia karosza, ale nie specjalnie się tym przejęła. Jedyne co, to dogoniła ich ruda arabeska. Jednak kobieta nie zamierzała się poddać i wiedziała że siwek też tego nie zrobi. Cmokała zachęcając siwka do utrzymania tego tempa i nawet do przyspieszenia, o ile oczywiście był jeszcze w stanie. Jeden cel i to nadal była meta, była pełna nadziei i dobrego przeczucia. Oby się tylko sprawdziło.Anonymous - 2016-10-24, 17:08 Gonił przed siebie tak szybko jak tylko mógł, jednocześnie doprowadzając swój organizm do granicy wytrzymałości. Mimo, że jeden z jego rywali nieoczekiwanie zwolnił na jego miejsce wbiegł dość szybko inny koń, więc ogier nie mógł pozwolić sobie na chwilę odpoczynku. Chciał za wszelką cenę utrzymać swoją pozycję i nie dać się zbić na niższe miejsce, więc uparcie galopował przed siebie. Motywujące działania kobiety tylko zachęcały go do utrzymywania tego tempa, więc miał zamiar pędzić ile sił w nogach, nie zwracając uwagi na coraz większe zmęczenie.Mistrz Gry - 2016-10-24, 22:21 Akcja na ostatniej prostej należała do wyjątkowo dynamicznych. Dotąd będąca na tyłach Thunderhead jakby nigdy nic zaczęła wyprzedzać wszystkie konie i mogłoby się wydawać, że uda się jej przegonić także głównego rywala, lecz nic z tego. To Parnassus jako pierwszy przekroczył linię mety, lecz niewiele brakowało by uczyniła to Thunderhead, która przekroczyła ją jako druga. Zaraz za nią dobiegł Derham, a za nim w odległości jednej długości Bashayer i Cruor Vena. Na samym końcu, co stało się oczywiste już przed paroma sekundami, uplasował się Ebony Knight.
1. Aiden Craven & Parnassus
2. Brian Donney & Thunderhead
3. Eva O'cross & Derham
4. Jonah Wrens & Bashayer
5. Octavia Winslet & Cruor Vena
6. James Stocke & Ebony KnightAiden Craven - 2017-01-29, 19:36 Temperatury były już na tyle duże, by śmiało można było wyjść na dwór; mimo to Aiden w drodze na tor zdecydował się okryć Eight derką, która później miała spełnić rolę osuszającą. W ruchu z pewnością nie będzie klaczy chłodno, więc tuż po przyjściu na miejsce, blondyn zdjął z niej derkę i odwiesił ją na barierce. Później przeszedł do wnętrza toru, gdzie miał szansę przelonżować na początek folblutkę - wszystko wskazywało na to, że była zastana, więc dla własnego bezpieczeństwa wolał aby nadmiar energii zrzuciła bez niego na swoim grzbiecie. Rozwinął więc lonżę i od razu machnięciem końcówki w powietrzu zachęcił klacz do kłusa. Jeśli jednak przeszła do galopu, nie bronił jej tego szczególnie, uważając jedynie by nie wyszarpnęła mu lonży podczas ewentualnych szaleństw. Niewybiegany koń miał swoje prawa, szczególnie taki, którego ruch był całym światem.Eight Belles - 2017-01-29, 19:52 Weszła z nim na tor i już czuła, że jej energia domaga się ujścia, choćby chwilowego, jednak potrzebowała zrobić coś z sobą. Już. Teraz. W tej chwili. Dlatego też niespokojnie przestąpiła z nogi na nogę i czekała, aż chłopak wyswobodzi lonżę i tym samym da jej pole do popisu. Parsknęła niespokojnie i skuliła uszy, zniecierpliwienie było wymalowane na całym jej ciele.
Z początku nie zdawała sobie sprawy, że już może się wyszaleć, ale gdy to sobie uświadomiła, wyrwała się do przodu, a po drodze strzeliła kilka baranów. Nie przeszkadzało jej, że musi chodzić w kółko, w tym momencie nie miało to znaczenia. Chciała być w ruchu, to był jej priorytet, więc rozprostowywała nogi, strzelała tyłami, brykała i robiła wszystko, czego w tym momencie potrzebowała. Dopiero po czasie zaczęła też zważać na to, by nie wyrwać Aidenowi ręki, w końcu nic jeszcze nie zrobił, by ją zrazić. Biorąc pod uwagę to, że już trochę pary z niej zeszło, przeszła do kłusa, oczywiście mocno drobiła, taki mankament, który miała już wpojony i dlatego nieczęsto wydłużała krok.
Mogłaby być wdzięczna, że miała możliwość wyszalenia się, jednak z pewnością i tak by się wyrwała do galopu, nie była w stanie współpracować z takim nabuzowaniem, jakie miała jeszcze przed chwilą. Teraz już w zupełności była gotowa na jakiekolwiek polecenia, nawet zwróciła jedno ucho w kierunku chłopaka, by w razie co zareagować, niekoniecznie odpowiednio.Aiden Craven - 2017-01-31, 09:43 Mocniej zacisnął palce na lonży, nie pozwalając na to, by wyślizgnęła mu się z ręki. Nie da się jednak zaprzeczyć, że klacz swoją siłą dosłownie wyciągała go z małego okręgu, po którym obracał się za ruchem. Miał jednak wystarczająco tężyzny by utrzymać Eight i nie pozwolić jej się wyrwać, więc można było przymknąć oko na to drobne przecioranie, któremu został poddany. Mądrze nie owinął sobie lonży wokół nadgarstka, a także założył rękawiczki, więc nie groziła mu żadna kontuzja z tego tytułu. Tym bardziej, że kara po krótkim pokazie siły i energii zaczęła słuchać - Aiden od razu uśmiechnął się z ulgą i pozwolił klaczy na dalszy ruch. Nie poganiał jej do galopu, kłus był jak najbardziej wskazany po tym gwałtownym zrywie. Przelonżował ją parę minut w owym chodzie, nie kłopocząc się zmianą strony. Ta lonża nie miała ze sobą nieść żadnej wartości treningowej, blondynowi chodziło jedynie o lekkie wyciszenie klaczy, które pozwoliłoby mu bezpiecznie jej dosiąść i pojeździć po torze.
Wreszcie zatrzymał ją do stępa, a następnie do stój i podszedł do niej by rozplątać zawiązane wodze (musiał to zrobić, by się nie zaplątała podczas ruchu na lonży) i podciągnąć popręg, który z pewnością poluzował się podczas tych paru minut. Dopiero wtedy odpiął już zwiniętą lonżę, którą po prostu rzucił na ziemię; trzymając klacz za wodze, założył jeszcze na głowę kask i dopiero wtedy dosiadł folblutki z ziemi, czyniąc to bez większego trudu, jako że siodło miało zwykłe strzemiona. Usiadł w nim z wyczuciem i trzymając wodze na kontakcie, dał Eight łydkę do stępa, którym udał się na tor. Jeżeli szła w miarę spokojnie, nie dając mu poczucia, że zaraz zerwie się galopem, pogłaskał ją po szyi.Eight Belles - 2017-01-31, 15:37 Była zadowolona taką formą ruchu, choć zdecydowanie wolała pracować ciężej, chodzenie po kole nie było jej przeznaczeniem. Jednak parła dookoła niczym zawodowy koń profesor, co po prawdzie miało niewiele z nią wspólnego. Wyglądała jakby się zganaszowała, co w połączeniu z jej sylwetką niekoniecznie wyglądało zachwycająco, a drobiący chód mógł tylko rozśmieszać, lub prowadzić do pytań na które klacz odpowiadać nie mogła. Gdy wyczuła, że czas na zatrzymanie się, trochę pomarudziła, poprzebierała kopytem w ziemi, ale nie zrobiła nic, co zmusiłoby Aidena do reagowania. Widocznie klacz musiała się poużalać nad brakiem umiejętności zabawy ze strony ludzi. Wystała więc na swój marudzący sposób całe to przygotowanie w postaci podciągania popręgu, czy rozplątywania wodzy.
Gdy poczuła na sobie ciężar jeźdźca, a wędzidło zaczęło ją denerwować mlasnęła z niezadowoleniem i przekrzywiła łeb na tyle, na ile mogła, by po chwili odpuścić. Dawno nie czuła takich bodźców, toteż lekko strzeliła z zadu i machnęła ogonem, który obił się silnie o jej bok. Parsknęła i ruszyła stępem, jednak jeszcze przez chwilę usiłowała wieszać się na wędzidle, czy przycaplować by dopiero po kilku krokach pójść od zadu, co było dla niej bardziej naturalne i korzystne, a jednocześnie oznaczało, że klacz przyjęła do siebie ofertę współpracy. Generalnie zaczęła iść stępem i nie wyrywała się już do przodu, choć krok miała żwawy, a w głowie tylko chęć biegu i cień chęci współpracy z człowiekiem siedzącym na jej grzbiecie. Innymi słowy - zaczęła go sprawdzać.Aiden Craven - 2017-02-04, 14:58 Podrzucenie zadem nie wywarło na nim najmniejszego wrażenia, jako że był przyzwyczajony do rozmaitych akrobacji. W końcu ogier, na którym przeważnie się ścigał, za każdym razem fundował mu takie atrakcje...
Czując nabuzowanie klaczy starał się nie dawać jej pretekstu do bardziej efektownej manifestacji; wodze trzymał na kontakcie, ale unikał ich zaciągania, wiedząc że reakcja byłaby raczej odwrotna do zamierzonej. Pojedynczymi półparadami starał się choć trochę rozluźnić Belles i zwrócić jej uwagę na siebie, jednocześnie podążając dosiadem za jej ruchem i dodatkowo motywując ją do obszerniejszego kroczenia zadem. Jednak mimo "zwykłego" siodła, wciąż był to bardziej wyścigowy niż klasyczny dosiad, bo chłopak wciąż miał stosunkowo krótkie strzemiona, nadające się bardziej do półsiadu. Stąd też wiadomo, że nie mógł tym dosiadem operować z równą skutecznością co klasyczny jeździec, ale dla Belles tak czy inaczej powinno to być wystarczająco czytelne. W końcu całe swoje życie pewnie pracowała w taki, a nie inny sposób.
Niemniej po paru minutach stępa po torze, Aiden dał klaczy łydkę do kłusa, w którym zaczął anglezować. Nie łapał równowagi na rękach, radził sobie z anglezowaniem na krótszych strzemionach, co choć mogło komicznie wyglądać, to dawało mu większą kontrolę nad tempem. Mianowicie swoim anglezowaniem niejako wyznaczał Eight pożądane tempo kłusa i w razie próby przyspieszenia, zwyczajnie wybijał ją z rytmu, co też dawało mu swego rodzaju przewagę. Chciał aby stopniowo przygotowała się do biegu, więc nie mógł sobie pozwolić od razu na galop.Eight Belles - 2017-02-05, 00:03 Była w pełni skupiona na jego pomocach, choć może faktycznie były one dość marne z powodów technicznych, na które chłopak nie miał wpływu, jednak klacz była w stanie chodzić tylko od ręki, lub tylko od dosiadu. Wszystko w zależności od tego, kto prowadził i czego od niej chciał. W każdym razie jej protesty były raczej winą narowów i strachu, a niżeli nieposłuszeństwem. Teraz jednak chłopak nie drażnił jej, nie blokował, ani nie szarpał za pysk, więc nie robiła już żadnych gwałtowniejszych ruchów, wręcz nieśmiało pokazywała, że mimo wszystko da się z nią pracować. Trzeba tylko cierpliwości, czego większości ludzi brakuje.
Szła tak, jak chciał, równocześnie trochę się jeszcze porozciągała i bardzo pomału uspokajała swój oddech, który wcześniej brzmiał dość desperacko, jakby to były jej pierwsze wdechy po nurkowaniu. Traciła na tym, jednak to już zaczęło wracać do normy, a sama wyraźnie się uspokajała i otwierała, jej kłus robił się obszerny i żwawy, ale nie na tyle, by balansować na granicy stępa i kłusa. Widocznie uznała, że stęp pod człowiekiem nie jest tak zły, jak jeszcze przed chwilą sądziła i pozwoliła mu się prowadzić, choć nadal miała dystans do jeźdźca.
Poczuwszy łydkę, płynnie przeszła do kłusa. Jej drobiący i mocno wybijający krok był z pewnością niewygodny do wysiedzenia, jednak każdy dżokej z pewnością kiedyś jechał na takim czterokopytnym i znał to uczucie. Cofnęła jedno ucho w stronę Aidena, drugie chodziło niczym radar, by słuchać tego, co było przed nią i po bokach. Chciała już galopować, jednak wiedziała, że z pewnością do tego nie dojdzie, gdy będzie pokazywała chłopakowi swoje humory. Dlatego była trochę jak ta trusia, szła tak, jak chciał, a przynajmniej się starała.