Brian - 2016-10-20, 10:40 Pomimo jego starań utrzymania obecnej pozycji, zostali zepchnięci na ostatnie miejsce przez Cruor Venę i jej dżokejkę. Brian nie panikował z tego powodu, ale też nie był tym szczególnie zadowolony. Starał się o utrzymanie tempa, którym się poruszali i tak trochę przyśpieszonego. Biorąc pod uwagę technikę thunderhead nadal istniała szansa, że zajmą lepsze miejsce o ile dobrze to rozegrają. Dlatego brunet skupił się na trzymaniu na razie tego tempa i znalezieniu takiego toru, żeby biegnące z przodu konie nie zablokowały ich, co uniemożliwiłoby im poruszanie się naprzód.
Tuż przed ostatnim zakrętem minimalnie ją zwolnił. Zapewne inni dżokeje zrobili podobnie, więc tutaj nie powinni zwiększyć swojego dystansu do pozostałej stawki. Wybrał tor bardziej - ale nie całkowicie - po zewnętrznej. Na zakręcie mocno trzymając wodze przy szyi kasztanki jeszcze wyżej uniósł się z siodła, chowając za łbem klaczy. W połowie zakrętu popuścił jej i pozwolił przyśpieszyć do obecnego tempa. Wychodząc z zakrętu na prostą smagnął arabkę po zadzie batem, co powinno być dla niej wyraźnym znakiem, że ma przyśpieszyć do swojego maksymalnego tempa i dać z siebie wszystko na finiszu. Nieco później, podczas finiszu znowu użył bata, aby przypomnieć dwulatce o podtrzymaniu, bądź nawet dodaniu w tempie, jeśli tylko miała taką możliwość. On sam skupił się na tym by nie dać się zablokować przez resztę stawki.Thunderhead - 2016-10-20, 17:14 Nie przejmowała się zbytnio wyprzedzeniem przez siwą arabeskę, wiedziała że jej czas jeszcze nadejdzie. Fakt faktem zadowoleniem z tego powodu nie pałała, ale nie irytowało ją to i była pod pełną kontrolą chłopaka. Klacz miała zachowane więcej siły od innych, bo jej technika na to pozwalała i mózg wiedział kiedy uruchomić nogi i pęd we właściwym czasie. Ruda analizowała tor i po którym z nich będzie im wygodnie biec, biorąc też pod uwagę zdanie dżokeja który ją dosiadał. Dojeżdżając do zakrętu nieco zwolnili, by go prawidłowo wyjechać i znaleźć się na ostatniej prostej. Klacz po wyjechaniu na prostą momentalnie zaczęła nabierać tempa. Mocniej wbijała kopyta w ziemię i odpychała się od podłoża, by z każdym krokiem przesuwać się naprzód i doganiając jednocześnie resztę stawki. Nozdrza mocno się nadymały i łapały wielkie hausty powietrza, a ruda dawała z siebie wszystko. W końcu gdzieś w połowie trasy osiągnęła szczyt możliwości i utrzymywała go aż do linii mety.James Stocke - 2016-10-20, 17:26 Został im kawałek do mety, a James się cieszył że jego koń nie robił mu większych problemów. Utrzymywał stałe tempo jego galopu, jadąc niemalże łeb w łeb z siwym ogierem. James wiedział że gdzieś za nimi są jeszcze rywale, ale nie przejmował się tym aż za nadto. Mieli szansę osiągnąć doskonały wynik, tylko musieli się dobrze postarać i działać. Dojeżdżając do zakrętu lekko wziął go na siebie, by się nie zabili w nim. James natomiast schował się bardziej za szyją karosza, by móc swobodnie i szybko wyjechać zakręt. Po wyjechaniu na prostą znów popuścił go w pyski i smyrgnął dwa razy krótko - batem w zad. Chciał mieć pewność że Ebony zrozumie przekaz, a tak właśnie było. Wstępnie ewentualnie pomagał mu raz czy dwa cmokaniem, zachęcając do szybszego biegu i większych obrotów. Na parę foule przed metą przypomniał mu batem o tempie, ale karosz chyba specjalnie problemów z tym nie miał.Ebony Knight - 2016-10-20, 19:37 Knightowi zazwyczaj na zawodach nie odwalało - rozumiał, że to wysoka stawka, chociaż jego kariera wyścigowa na razie była uboga. Karosz był reasonable runnerem a to oznaczało, że umiejętnie prowadzony potrafi rozłożyć siły na całą gonitwę, ani nie pędząc z przodu, ani nie wloąc się z tyłu. To, że biegł łeb w łeb z innym koniem - w tym wypadku z siwym arabem, bo Bashayer został trochę z tyłu - jeszcze go motywowało. Dlatego bez problemu utrzymywał równe tempo, dostosowując się na razie do tego co sugerował mu James. Na zakręcie wziął go lekko na siebie, aby bezpiecznie pokonać zakręt co im się udało, ogier bez problemu utrzymywał równowagę, nadal idąc z Derhamem łeb w łeb. A może nawet ciut go wyprzedzał. Po wyjściu z zakrętu na prostą dżokej popuścił go w pysku i smyrgnął batem po zadzie, co dla araba było wyraźnym sygnałem. Jeszcze przyśpieszył, utrzymując to szybsze tempo a może nawet jeszcze przyśpieszając, chociaż zostawiał sobie minimum zapasu energii, osiągając bardzo dobre tempo, ale nie najlepsze na jakie go stać. Dopiero tuż przed metą pozwolił sobie na pobiegnięcie na całość - używając pozostałej mu energii z tego powodu, że nie musiał jej "oszczędzać" na kolejne metry.Jonah Wrens - 2016-10-20, 19:45 Przez moje nieogarnięcie daliśmy się zepchnąć na tył stawki co na pewno nie podnosiło morałów ogiera. Po ciężkim starcie dorzuciłem mu jeszcze taką pozycję. Musiałem szybko podjąć jakąś decyzję, co nie było tak proste jakby się wydawało. Każda dyscyplina rządziła się swoimi prawami, a ja znałem bardziej te należące do skoków. Postanowiłem jednak przekręcić jazdę terenową i nieco ją przypasować do wyścigu. Smagnąwszy batem zad araba, zmotywowałem go do ruszenia dalej, a może nawet chciałem go po prostu wkurzyć? Potrzebowałem teraz emocji, nawet tych negatywnych by przenieść je na bieg. Tak więc nadganiałem, odpaliłem przed zakrętem ogiera już wymagając od niego podkręcenia obrotów na maksimum. Mając możliwość, jechałem jak najbliżej barierki, aby nie nadrabiać zakrętu. Mając na względzie już przeorane kopytami podłożę, w momencie samego zakrętu starałem się nie przeszkadzać wierzchowcowi, nie chcąc zaburzyć mu równowagi. Następnie już tylko szedł bat na zad i płynne oddawanie wodzy w rytm rozpędzającego się konia. Motywowałem go do ruszenia się na zasadzie zasuwania ,,ile fabryka dała". Miałem nadzieję, że to Bashayerowi trochę pomoże.Bashayer - 2016-10-20, 20:02 Zepchnięty niemal na sam koniec stawki nie tracił zapału do walki, choć jego moralne znacznie podupadły co nie wróżyło dobrze. Zajęcie pozycji na czele stawki było możliwe ale czy realne w tym momencie. Smagnięty batem wtulił uszy w hebanową grzywę nie bardzo rozumiejąc powód dla którego dostał po tyłku. Zwykle trzymano go w równym tempie do ostatniej prostej, dopiero wtedy odpalając silnik na pełną moc.
Niezadowolony na początku podrzucił łbem, później zaczynając powoli nabierać tempa. Bardzo długo się rozkręcał by dopiero po zakręcie wyrwać do przodu, wykorzystując cały zapas energii odkładanej właśnie na teraz zamierzał ją spożytkować. Rwąc kopytami podłoże mocno pracował zadem, klatka piersiowa w dynamicznym tempie tłoczyła powietrze poprzez rozdęte nozdrza aż do łopoczącego się w piersi serca Bashayera.
Powoli zbliżając się do galopujących przed nim koni zaczął widzieć szansę na wyminięcie ich, a nawet pokonanie. To jeszcze mocniej napędzało araba do walki o swoje, czując nieustanny bat na zadzie biegł co raz szybciej choć zdawać by się mogło, że szybciej już się nie da. Miał w sobie dużo pokładów energii przez co mógł bez problemu porwać się na taki szaleńczy bieg.Anonymous - 2016-10-20, 21:46 Nie pozwoliła klaczy tracić tempa. Cały czas walcząc z oporami powietrza i zmęczeniem, pobudzała klacz do działania już teraz starając się wypchnąć ją jak najbardziej do przodu. Udało im się wyprzedzić kobyłkę biegnącą niedaleko przed nimi i zrównać z Karoszem, co Octavia przyjęła z bardzo nikłym zadowoleniem. Wiedziała, że teraz liczyły się sekundy, a przecież nie dotarli nawet na ostatnią prostą. Dopiero tam rozegrać miał się wyścig, który mógłby okazać się fatalny w skutkach, jeśli natychmiast nie osiągną odpowiedniego ustawienia. Wiedziała jednak, że Cru bardzo szybko może opaść z sił i nawet wyjście na przód może nie poskutkować. Niemniej miała ostry styl jazdy. Cały czas poganiała konia, nie licząc się z żadnymi konsekwencjami. Bo co miała niby do stracenia?Anonymous - 2016-10-21, 11:52 Postawiona w takiej, a nie innej sytuacji, nie miała innego wyboru niż poddać się woli Octavii. Okładana batem i stale pchana do przodu, zaczęła rozwijać coraz większą prędkość. Wytrzymałość miała nie najgorszą, ale to jednak dzielność i odwaga były największymi atutami Veny, jak na araba saklavi przystało. Była nieco słabsza i niższa niż pozostali przeciwnicy, ale gdy Octavia na nowo wzbudziła w niej ducha walki, wszyscy mogli być pewni, że siwa nie odpuści i będzie walczyć do końca. Już w zakręcie była gotowa pójść na całość, co uczyniła po wyjściu na ostatnią prostą, naprawdę dając z siebie wszystko i lecąc pełnym galopem, niemal nie dotykając podłoża kopytami, choć było to tylko złudne wrażenie. Biegła przed siebie w zasadzie nie zwracając uwagi na konie obok czy za sobą, interesował ją sam początek stawki, chociaż konkurenci z boku dawali jej dodatkową motywację do przedzierania się na. przód.Eva - 2016-10-21, 16:38 Został z nimi tylko jeden koń, bo gniadosz gdzieś zaginął w akcji podczas wyjeżdżania zakrętu. Dość dobrze im się na razie współpracowało i oby tak zostało do końca. Prowadziła go w stałym tempie po prostej, aż do momentu gdzie znów zbliżyli się do zakrętu. Kobieta nieco przytrzymała siwka i schowała się za jego szyją, by przygotować ich do ostatniej prostej. Gdy już wyjechali zakręt, kobieta ostatecznie puściła wodzę w przód i smyrgnęła go raz batem po zadzie. Na razie miał być to pierwszy sygnał dla konia, że już czas wejść na najwyższe obroty i sięgnąć po to, co było im pisane - oby. Do końca utrzymywała owe tempo galopu, nie pozwalając innym parą na zablokowanie ich. Ostatni raz smyrgnęła go batem przed samą metą i dała się dziać woli końskich kopyt.Anonymous - 2016-10-21, 21:12 Na widok zakrętu Derham instynktownie lekko zwolnił, by nie wpaść w niego w za szybkim galopie. Mógłby sobie przez to narobić niepotrzebnej krzywdy. Po pokonaniu zakrętu ogier zaczął maksymalnie się rozpędzać. Smagnięcia batem dodatkowo motywowały go do tego, by gonić przed siebie jak najszybciej tylko mógł. Nie zwracał uwagi na innych, a jego wzrok utkwiony był w jakimś punkcie daleko przed nim. Serce siwego biło jeszcze szybciej, pompując krew napędzającą jego mięśnie. Jakby mogło wyrwałoby mu się z klatki piersiowej. Z pianą na pysku i wolą walki w oczach przebierał nogami tak szybko, że momentami ciężko było nad tym nadążyć. Kolejne smagnięcie tylko prowokowało go do szybszego biegu, pokazującego niemal szczyt jego możliwości. Tętent kopyt innych koni też był dla niego dość motywujący. Przytulił mocno uszy do potylicy i wyżej uniósł ogon, wyciągając maksymalnie swoje cielsko z każdym kolejnym susem.Mistrz Gry - 2016-10-21, 21:55 Konie wyszły na prostą i doszło do kolejnych zaskakujących zmian. Parnassus wciąż pozostawał na czele, ale na ogonie siedziały mu pozostałe konie, choć środek stawki dość mocno się zmienił. Kary arab był teraz głównie goniony przez Derhama, z którym zupełnie nieoczekiwanie zrównała się Thunderhead, która zdołała się przebić do przodu. Dotąd pędzący na drugim miejscu Ebony Knight zaczął zwalniać... Za sprawą zbyt luźnego popręgu, który sprawił, że już w zakręcie siodło zaczęło się niebezpiecznie zsuwać i przesuwać na bok, nie dając dżokejowi innego wyjścia niż zwolnić, o ile nie chciał się zabić. Natomiast Cruor Vena i Bashayer wciąż walczyli, lecąc tuż za przodującymi końmi.
To ostatnia chwila na objęcie prowadzenia, w kolejnym poście MG będą wyniki.Aiden Craven - 2016-10-21, 23:10 Wychodząc na prostą nie myślał już o przeciwnikach siedzących Parnassusowi na ogonie. Co prawda byli obecni gdzieś z tyłu głowy Aidena, ale to jednak na linii mety skupiała się uwaga chłopaka. Nie oglądał się już za siebie, nie chcąc tracić choćby ułamków sekund na coś, co nie przekładało się na bezpośredni wynik. Utrzymując się w pozycji przypominającej żółwia, stale popędzał konia do przodu, rękoma wykonując pełen zakres ruchów w ślad za ruchem końskiej szyi. Pomagał sobie też cmokaniem i batem, który wciąż służył mu za główną pomoc w rozpędzaniu konia, chociaż czuł że wykrzesał już z niego wszystko. A czy było to wystarczające, to się jeszcze okaże.Parnassus - 2016-10-21, 23:34 Szedł przed siebie pewnie i żywo. Zdawać by się wręcz mogło, że wyciągał się nienaturalnie czyniąc z ciała coś na podobieństwo sprężyny. Popędzany bez przerwy batem, położył po sobie uszy, nie zwracając uwagi na niemal nic innego poza odgłosami pędzących za sobą koni. To motywowało go do utrzymywania pozycji aż do samej mety. Czy mu się udało, zobaczymy.Brian - 2016-10-22, 19:20 Dla niego wcale nie było zaskoczeniem, że udało im się przebić z miejsca, które zajmowali do obecnego. Skupiał się na tym, by nie dać się przyblokować, całą resztę zostawiając Thunderhead, która zgodnie ze swoją taktyką po wejściu na ostatnią prostą przyśpieszyła dając z siebie wszystko. W ten sposób wyprzedzili karego ogiera i biegli teraz łeb w łeb z siwym arabem. Brian nie miał jednak zamiaru spoczywać na laurach. Całkowitym minimum było dla niego utrzymanie obecnego tempa, a to oznaczało, że musieli dotrzymać kroku Derhamowi i nie dać się przez nikogo wyprzedzić. Taktyka Thunderhead w tej chwili działała na ich korzyść. Ale brunet nie ograniczał się jedynie do przytrzymania klaczy w obecnym tempie, co równało się utrzymaniu obecnej pozycji i nie dać się zepchnąć znowu koniom, które biegły z tyłu. Jeszcze zachęcił kasztankę do utrzymania obecnego mocnego tempa i dodatkowo jeszcze raz smyrgnął ją lekko batem po zadzie, przypominając jej o trzymaniu tempa i przyspieszeniu jeżeli jeszcze miała taką możliwość. Na razie nie myślał o Parnassusie, którego pozycja była w tej chwili bezpieczna, jednak niewiele brakowało aby zostawili za sobą, choćby o kilka centymetrów Derhama.Thunderhead - 2016-10-22, 22:17 Chyba nie wątpił w umiejętności rudej nie? Klacz dawała z siebie wszystko i pragnęła zająć najlepsze miejsce, albo jak najlepsze w ogóle się da. Kasztanka bez większych problemów łyknęła część rywali, by wysunąć się na trzecią pozycję. Kiedy jakiś inny koń ją doganiał, kuliła uszy i skupiała się głównie na biegu oraz torze. Nie mogła się dać rozproszyć, no po prostu nie mogła. Na kolejnego bata zareagowała jeszcze wyciśnięciem z siebie co się da. Wyciągała mocno kończyny przed siebie i wbijała je w podłoże, by się odpychać jak najmocniej w przód. Jej ciało pracowało jak sprężyna lub jakby z gumy było, co było dość typowe dla wyścigowców. Starała się z miarę możliwości przyspieszyć jeszcze i dotrzymać owe mocne tempo do mety. Była w stanie to z siebie wykrzesać, tylko na ile to się zda? Zobaczymy.