To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tereny zielone - Ławki

Harley Davidson - 2013-10-14, 21:19

Taki terenik to byłaby spoko sprawa...
-Jak ten twój koń reaguje na inne ogiery?
Bo mógłby wziąć kreweta, jeśli nie będzie szansy na żadną burdę. Bo inaczej weźmie klacz albo jakiegoś spokojniejszego wierzchowca. A skąd wiedział o koniu Sary? Wspominała o tym, że jakiegoś licytuje, a on tak myślał, że pewnie wygrał. I sprawdzał potem wyniki giełdy wszystkich sprzedawanych koni.
-Ty mnie nie zjesz... Ale ona mnie okradnie. To kleptomania u psów. Szerzy się.
Wsadził ręce do tych kieszeni, których nie mógł zamknąć. Będzie bronił swoich rzeczy. Nie wziął papierosa, coś nie miał ochoty dzisiaj. Pewnie przez tego kaca (który już mu przechodził, nigdy nie miał dużych kaców następnego dnia, piękna rzecz). Wyciągnął zapalniczkę, pilnując wzrokiem suki, odpalił Sarze papierosa... Ostatecznie swojego black devila też. I zapalniczkę znów zamknął w kieszeni.

Anonymous - 2013-10-14, 21:22

Nie Roksi cie nie okradnie ... chyba ;D Gdy już Sra miała zalonego papirosa xD Suczk przybliżyła się do Harleya i lizneła go swoim mokrym językiem wzdłuzż całej twarzy.
Sara - 2013-10-14, 21:31

-Na pastwisku jest spokój, ale co będzie w terenie... Nie mam pojęcia!- Odpowiedziała szybko na zadane jej pytanie. Ta Dark... Coby tylko nie zachciało mu się układania fryzury Sarze przy ludziach, bo chyba spali się ze wstydu. Skąd ona wiedziała że mężczyzna nie weźmie jej papierosa? Wzruszyła ramionami i po prostu schowała paczkę z powrotem do kieszeni kurtki. Kiedy jej papieros został odpalony pociągnęła go i zaraz wypuściła dym, niefortunnie poleciał prosto w mordkę suczki. Niefortunnie, no bo nie specjalnie! Coby nie truć więcej Roksi usadziła ją obok siebie, na ławce. -U psów? Z psami złodziejami nie miałam styczności do dziś... Poznaj tylko Darka, wchodząc do niego musisz mieć kieszenie na kłódki- Zaśmiała się. Dopiero teraz szyderczy uśmieszek zmienił się w zwykły... Najzwyklejszy uśmiech. A potem całkowicie zanikł. Po co się szczerzyć cały czas? Nawet sie nie obejrzała kiedy wypaliła papierosa do samiutkiego końca, wygasiła go na metalowej nodze ławki i rzuciła gdzieś tam... Bo kosz był tak dalekooo! Widząc jak suczka pcha się do Harleya, znów się uśmiechnęła -Masz swoją nową wielbicielkę- Opatuliła się bardziej kurtką bo Roksi już jej nie grzała, a pogoda nawet nie pomyślała żeby się trochę ocieplić.
Anonymous - 2013-10-14, 21:38

Suczka wlazła Harleyowi na kolana ale nie nic nie kradła.Wyłożyła się na nich i zasneła.
//Ja już lece jak by co Roksi sobie śpi //

Harley Davidson - 2013-10-14, 21:39

-E tam, damy sobie z nimi radę w razie czego.
W końcu oboje chyba jeżdżą dość dobrze, więc powinno być dobrze... Ciekaw był tylko Harley, jak Carmargue reaguje na luźny wyjazd, bo dotąd tylko trenowali, a na treningach z krewetem nie mogło być monotonii. A teren mógł być dla niego nudnawy.
-Bo to dopiero początek tej zarazy kleptomanii u psów...
Tak, tak podejrzewał... Zanotował sobie w pamięci, żeby na w razie czego załatwić sobie lepszą kurtkę. Taką, która ma zamek we wszystkich kieszeniach. Palił wolno, bo smak devili bardzo mu pasował i lubił, więc delektował się chwilą właściwie. Automatycznie odsunął się przed jęzorem Roksi. Miał złe wspomnienia, jeśli chodzi o mycie twarzy po takim wylizywaniu okropnym przez piesy... Potem mu twarz pachniała psią śliną.
-Nową? Więc miałem jakieś wcześniej? - dla żartu złapał ją za słowo - A jesteś wśród tych wielbicielek, hm?
Oczywiście żartował i było to po nim widać.

*idę spać.*

Sara - 2013-10-15, 05:41

-Pewnie że damy!- Pewnym siebie głosem potwierdziła jego słowa. Dark lubi wypady w teren więc z nim kłopotu raczej nie powinno być, no chyba że tym razem zmieni swoje nastawienie. Zaśmiała się cicho, kiedy Harley znów zaczął z kleptomanią u psów, może i to była prawda? Czekać tylko aż Monday zacznie podbierać jaj coś... :lol: | No i ją zakasował, ale ona zakasuje jego -A co, nie miałeś?- No bo skoro wiedzie tak intensywne życie towarzyskie to Sara była przekonana że oprócz psa jakaś inna dziewczyna też jest jego wielbicielką. -Oczywiście!- Zaczęła robiąc przerwę by dokończyć -Że nie- Ale ona lubiła wkręcać innych. Sprawiało jej to taką samą przyjemność jak jazda konna. A mówiąc to cały czas na twarzy miała uśmiech, szeroki, szczery uśmieszek. Ktoś mógłby powiedzieć że szczęśliwa z niej osoba, skoro cały czas się uśmiecha, ale nie. Niektóre sprawy, rzeczy czy osoby działały jej ostro na nerwy... No i te złe dni, które każda kobieta przechodzi. Wysunęła rękę do suczki i pomiziała ją po łebku.
Harley Davidson - 2013-10-15, 17:39

Głaskał Roksi, która wpakowała mu się na kolana. Był już spokojny, gdy zasnęła. Przez sen niczego nie da rady mu zabrać. Ona powinna pilnować Mondaya, a on Joy. Tak. W ogóle to on powinien Joy odebrać od tego stajennego i zaprowadzić do swojego domostwa. :lol2:
-No miałem. Ale ty nie wiedziałaś, że jakieś miałem.
Nawet sporo. Do czasu przeważnie. Choć niektóre nadal do niego wzdychają. Uśmiechnął się, na pewno Sara należy do tego grona, tłumaczy się tak tylko. Jej uśmiechu bynajmniej nie odczytywał jako oznaki radości, ale raczej trochę jako maskę. Uśmiech i ta swego rodzaju zgryźliwość, droczenie się, wcale nie wskazywały na osobę w pełni szczęśliwą. A przynajmniej nie dla niego.
-Opowiedz mi o swojej rodzinie. - odezwał się nagle.

Sara - 2013-10-15, 18:28

-Domyśliłam się- Spojrzała spod grzywki na Harleya. Jakoś nie specjalnie trudno szło się tego domyślić. Monda pilnować? W sumie... Chyba powinna, bo ostatni jego wybryk nie należał do tych wartych pochwały. Pewnie łaził gdzieś po stajni. Rodzina... Opowiadać? -Raczej nic ciekawego, czy wartego opowiadania- Odpowiedziała z grymasem na twarzy. Wzdychnęła tylko cicho. Nawet gdyby zaczęła opowiadać, historia ta byłaby nudna... Co z tego że mieli nadmiar kasy, skoro rodziców cięgle nie było a starsza siostra nawet nie spojrzała na Sarę. Oczywiście potem zaczął się bunt i relacje z rodziną jeszcze bardziej się pogorszyły. Ale co tam będzie gadać! Nikle się uśmiechnęła do Harleya. Niezbyt lubiła kiedy ktoś pytał o rodzinę albo jej dzieciństwo. Mogła rozmawiać o wszystkim bez krępacji ale nie o tych dwóch rzeczach. -No a ty? Może ty mi coś opowiesz o sobie- Uśmiechnęła się szerzej, jakby bardziej szczero niż wcześniej. No bo skoro kiedyś tam... Kiedyś. Mieli być parą to dobrzeby było wiedzieć co nieco o sobie - niekoniecznie o rodzinie ale choćby o zainteresowaniach, poza końmi i tatuażami.
Harley Davidson - 2013-10-15, 19:23

Uśmiechnął się szerzej. Jak się domyśliła, to tak jakby mu pochlebiała. Właściwie to nie wiedział czemu poruszył ten temat. Po prostu chciał się czegoś jeszcze o niej dowiedzieć... A sam też nie za bardzo lubił wracać do swojej przeszłości pod tytułem 'dom rodzinny'. On sam z domu uciekł, nie dał rady dogadać się z rodzicami w najbardziej burzliwym czasie swojego życia. Więc zwiał... Wyniósł się, czy jak to tam nazwać. Dzieciństwo miał szczęśliwe, okres młodzieńczy mniej. Żałował czasami, że wtedy nie ustąpił nieco i się nie dogadał. Teraz duma nie pozwalała mu wrócić.
Na jej słowa uniósł lekko brew, przybrał poważną minę. Wstał nieco sztywno, trzymał Roksi na rękach. Odchrząknął.
-Nazywam się Harley Davidson. Na cześć wielkiej maszyny jakim jest motor harley. Oczywiście to swego rodzaju żart ojca i trochę losu. Jeździć konno zacząłem w wieku lat 8, obecnie mam 26 lat i pracuję w stajni jako masztalerz. Planuję karierę zawodnika, a także tatuażysty. Jak już wiesz - kocham tatuaże, śpiewam, bardzo okazyjnie gram na gitarze. Lubię psy, konie, makaron. Spaghetti najbardziej, piwo najbardziej Sommersby i Heineken. Papierosy black devil. Kiedyś byłem harcerzem.
Więcej nie mógł sobie przypomnieć na chwilę obecną... Nie wiedział, co ją zaciekawi z jego życia. Nie miał też jakoś strasznie wielu zainteresowań. Nie był też jakimś myślicielem z wyrobionymi poglądami na wszystko.
-Teraz twoja kolej. - wskazał ją palcem, jak ów typ w kapeluszu z amerykańskiego plakatu.
Zajął też zaraz miejsce na ławce, układając sobie szetlanda na kolanach, żeby nadal się nie obudził i wygodnie mu było.

Sara - 2013-10-15, 19:41

-Naprawdę chcesz mnie słuchać?- Spytała, retorycznie oczywiście z uśmiechem na swojej mordce. Harcerz? Harley harcerzem? :lol:Wyciągnęła rękę i odsunęła nią dłoń mężczyzny. Wciągnęła głęboko powietrze i zaczęła swą opowieść -Moje imię już znasz, ale nazwisko nie koniecznie. Richardson, Sara Richardson. Wiek? Chcesz go znać? 21 lat. Konno jeżdżę może odkąd skończyłam 7, 8 lat. Potem w mojej jeździe były ciągłe przerwy a to wszystko przez kaprysy rodziców. Moja fucha to instruktor, nie długo jestem na tym stanowisku i pewnie nie zaczęłabym żadnej pracy, no ale żyć z czegoś trzeba. Zwierzęta lubię wszystkie, ale szczególnie przepadam za końmi i psami. Tatuaże to coś co kocham i raczej o tym wiesz. Palę, piję ale nie puszczam się tak jak co niektóre...- Nawijała i nawijała, nie łapiąc jakiś większych oddechów. Wprawiona była w szybkim mówieniu bez jakiejkolwiek przerwy. W sumie to nic ciekawego, ale gdyby tak zaczęła opisywać szczegółowo wszystkie zdarzenia, które tylko zapamiętała... Z pewnością niezła książka by z tego wyszła. Wlepiła w Harleya ślepka -Co byś chciał jeszcze wiedzieć?- I ten charakterystyczny uśmieszek.
Mistrz Gry - 2013-10-15, 19:42

Mam czy latka czy i pół sięgam głową ponad stół :O
Mistrz Gry - 2013-10-15, 19:45

A dla Sary mucha wlazła
Alexis - 2013-10-15, 19:52

Heather napisał/a:
Nie wiedziała, że nie jest on związany z jeździectwem. Nie spodziewała się tu dużej ilości osób spoza środowiska jeździeckiego. Nie było tu chyba zbyt wiele innych rzeczy do roboty. Ona nie byłaby tu chyba w stanie funkcjonować na co dzień przez parę lat. Czuła się jednak doskonale wpadając tu od czasu do czasu. Gdy odczuwała przynajmniej lekkie zmęczenie tutejszą atmosferą, wyjeżdżała. Na szczęście miała takową możliwość.
Teraz to ona wysłuchała jego słów. Dziewczyna poczuła jak gdyby nagle z chłopaka uciekł cały, wcześniejszy urok, którym było pozytywne myślenie. Czy jej osoba tak działa na ludzi? Miejmy nadzieję, że nie o to chodziło.
Żyje po swojemu i jak chce, a los ciągle krzyżuje mu plany. Nieprzyjemna rzecz. Może właśnie powinien coś zmienić w swoim sposobie bycia, aby było inaczej? Nie chciała się za bardzo wtrącać do jego życia prywatnego. Prawie w ogóle się nie znali, więc zapewne nie rozważyłby jej sugestii bądź rady. Dodatkowo nie znała jego sytuacji. Słowa „nie na swoim, nie dla siebie” podkusiły ją aby zadać pytanie.
- To miejsce Ci nie odpowiada? – postanowiła pociągnąć nieco dalej ten temat. Jeśli nie będzie chciał, oczywiście to uszanuje i nie będzie kontynuować.
Nie miała pojęcia, że chce stąd uciec. Nie uważam żeby w tej sytuacji ucieczka miałaby być jego osobistą klęską jeśli chodziło tylko o brak komfortu płynącego z przebywania w tym miejscu. Jeśli tak było to powinien poszukać miejsca gdzie lepiej by się zaklimatyzował.
Wszystko byłoby jednak inaczej gdyby chciał zmienić miejsce zamieszkania przez problemy od których uciekał. Wtedy owszem, mogłaby to być jakiegoś typu klęska, ponieważ nierozwiązane problemy maja to do siebie, że lubią powracać.
Dziewczyna nie wiedziała jednak jak jest w jego przypadku. Wiedziała jedynie, że niesprzyjający los może być rzeczywiście bardzo uciążliwy. Sztuką jest więc w takiej sytuacji nie załamywać się tylko szukać najbardziej korzystnych wyjść z sytuacji.
Podążyła za nim kawałek wzrokiem. Obróciła następnie lekko głowę w jedną ze stron, aby nie pomyślał, że ma plan go podsłuchiwać czy coś w tym stylu. Swoją uwagę przeniosła teraz na głosy, które dobiegały z prawej strony. Nie liczyła nawet na to, że to ktoś znajomy.


Po dłuższej chwili wrócił do niej,ale tylko fizycznie bo nie mógł się skupić, wyraźnie coś go tknęło. Nadeszła teraz taka chwila, że chciał najzwyczajniej w świecie zrobić coś przeciwko sobie tylko dlatego by udowodnić sobie, że jeszcze mu można. Chciał zapalić bo robił to w najbardziej stresujących momentach.Czyli może trzykrotnie w życiu.Radził sobie jakoś z durnymi, głupimi pomysłami... tyle że czasem nie można tak na trzeźwo i zdrowo obejść pewne sytuacje.
Miała rację.Tutaj życie kręci się wokoło jeździectwa a punktem centralnym i kulminacyjnym jest stajnia.On jednak nie należy do większości.Jest odmianą, człowiekiem nie szukającym swej drogi, ani nie realizującym się w tym mieście.Mieszkał tu z przypadku.Przypadki władają życiem, jak widać.
Co do prowadzenia egzystencji wśród obcej sobie rzeczywistości to jest ona istna katorgą.Ona dobrze o tym wie.Co do samej rozmowy to nie traktował ją jak totalnie nieznanego sobie człowieka, który jest odpowiedzią narzekanie z powodu samotności. Ax jej nie potrzebował.Ona nie potrzebowała jego.Tyle, że czasem lepiej pogadać z człowiekiem zupełnie nieznającym sie na kolei rzeczy, neutralnym... osoba trzecią nie powiązaną w całym syfem czyjegoś życia.Nie oznacza to jednak zwierzeń czy wymiany porad.Czasem wystarczy poznać czyjś punkt widzenia, przeniknął pryzmat czyichś rozmyślać.Zestawić swoje przekonania z czyimiś doświadczeniami.Nie trzeba mówić otwarcie.O życiu nie mówi się otwarcie nawet najbliższym przyjaciołom chociażby dlatego, by mogli normalnie prowadzić swój żywot.
Zerknął na nią pojednawczo.- Odnoszę wrażenie, że to ja nie odpowiadam temu miejscu.-odparł w naturalny,spokojny sposób.Tak właśnie było, czuł się poniekąd niepotrzebny i nieużyteczny.Nie mógł żyć po swojemu bo nikt nie żyje dla siebie.Pasja, hobby, styl życia to służy człowiekowi, ale przede wszystkim służy integracji społeczeństwa.A tu jest wykluczony i paradoksalnie rzecz ujmując jakoś integruje się bez tego, bo wszyscy widzą w nim kogoś, kim nie jest.Przypisują mu cech, których nie posiada.Mało kto wierzy, że jest zupełnie obojętny na to wszystko dokoła.Przesadnie nie lubi zwierząt a tu jest to nie do przyjęcia.
Właśnie dlatego nie raz i nie dwa pragnął wyjechać.Bo jak nie ma wyjścia to wychodzi sie wejściem no nie?
Wyprostowawszy zgrabnie kończyny zerknął na parkę nieopodal.Też nie znał.Też zignorował.
Uśmiechnął się z czystego przymusu. -Chcesz?-zapytał ją podając jej opakowanie z gumami do żucia.Cóż, on musiał w obecnej chwili czymś się zająć. Żując można sie zrelaksować. Miał nadzieję, że tym razem mu nie odmówi.

Harley Davidson - 2013-10-15, 19:52

-Tak, chcę.
Wiedział, że to pytanie retoryczne... Harcerzem był bardzo krótko, jako dzieciak, więc cisza! Rozumiet? Słuchał jej uważnie, kiwając główką, na znak, że nadal jest skupiony na jej słowach i przetwarza je w swojej dziwnej masie różowej tkanki znanej jako mózg a wyglądającej jak dziwaczny supeł. Był pod wrażeniem, że wytrzymuje tak długo na jednym oddechu... Pewnie naturalnie oddychała przeponą. To może on ją nauczy śpiewać, hm? Tylko musi zabrać komuś gitarę albo znaleźć miejsce z pianinem. Jego piękna woń tak ogółem to już zwietrzała prawie całkowicie. I jego umysł był już jaśniejszy, co widać na załączonym poście.
-Lubisz tańczyć? Tańczyłaś kiedyś? Co myślisz o imprezach w klubach? Częściej chodzisz na piechotę czy jeździsz autobusem?
Zmarszczył brwi, spoglądając na nią bardzo poważnie.
-Lubisz smerfy?
Spojrzał na kręcącą się przy Sarze muchę.
-Zabić?
Swoją drogą... Muchy żyją w tak zimną temperaturę? Nie powinny gdzieś spać czy coś?

Mistrz Gry - 2013-10-15, 19:57

A dla Harley'a spodnie spadły.
/nie pyskuj.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group