To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor wyścigowy - Tor wyścigowy im. św. Wiktorii

Aiden Craven - 2016-09-18, 10:03

Kiedy nadszedł moment, w którym Aiden mógł z czystym sumieniem zakończyć rozgrzewkę, ponownie przeszedł do stępa. Ogier powinien być już nieco spokojniejszy głową, a zarazem zdrowo pobudzony pod kątem fizycznym. Chłopak pogłaskał siwka po rozgrzanej, być może lekko wilgotnej szyi, po czym nałożył gogle. Przy większej prędkości niewątpliwie były mu potrzebne.
W pewnym momencie po prostu dał ogierowi pomoce do kłusa, pozostając w swojej dotychczasowej pozycji. Trzymając wodze zamknięte, kostkami pogonił konia do szybszego kłusa, aż wreszcie puścił go w galop, nieznacznie otwierając palce na wodzach i umożliwiając ogierowi wskoczenie w wyższy chód. Jednocześnie uniósł się w strzemionach, przechodząc do wyścigowego półsiadu.

Anonymous - 2016-09-18, 19:01

Zwolnił do stępa, cicho parskając i mieląc wędzidło w pysku. Był dobrze rozgrzany, więc teraz czekał tylko na ciąg dalszy treningu. Pogoniony z powrotem do kłusa od razu przyspieszył, z każdą sekundą coraz bardziej się rozpędzając. Ostatecznie przeszedł do galopu. Jednak nie takiego spokojnego jak na rozgrzewce, a znacznie szybszego. Chłopak jednak dalej miał kontrolę nad jego tempem, więc nie gonił przed siebie jak wariat. Przynajmniej na razie. Skierował uszy do tyłu, przytulając je do potylicy. Nozdrza znacznie się rozszerzyły, pobierając więcej powietrza. Samotny trening znacznie ułatwiał współpracę z nim, bo nie miał tej świadomości, że ktoś może go wyprzedzić, przez co za każdym razem narzucał sobie mordercze tempo. Wyciągając coraz bardziej nogi przed siebie, robił coraz większe susy, pokonując kolejne metry toru.
Aiden Craven - 2016-09-19, 11:41

Powoli - poprzez stawienie oporu powietrza - pozwolił ogierowi na rozwinięcie pożądanej prędkości. Nie był to prawdziwie wyścigowy galop, bo mieli przebiec nim nieco więcej niż jedno okrążenie. Wszystko w ramach budowania wytrzymałości oraz kondycji. Kiedy osiągnął już oczekiwane tempo, schował się za szyją konia i przytrzymał go w takim galopie, nie stawiając już jednak oporu swoim ciałem, w czego efekcie koniowi powinno być lżej galopować. Ilekroć wchodził w zakręt, dodatkowo zwalniał konia i lekko odciągał go od wewnętrznego toru, po którym się poruszali - wszystko by uniknąć ewentualnej kolizji.
Anonymous - 2016-09-19, 14:39

Siwy galopował cały czas utrzymując jednolite tempo. Oszczędzał siły tak, by starczyło mu ich na jak najdłuższy odcinek. W zakrętach zwalniał nieco, by wygodniej było mu w niego wejść, po czym powracał do poprzedniego tempa. Jego siwa sierść zaczęła coraz bardziej pokrywać się potem, a nozdrza były maksymalnie rozdęte. Do kondycji marzeń było mu trochę daleko, ale nie było z nim też najgorzej. Z pianą na pysku dzielnie pokonywał kolejne odcinki toru, skupiając się jak najbardziej na samym tempie. Spokój panujący dookoła dodatkowo pozytywnie na niego wpływał, bo mógł skupić się na własnych myślach, a nie na tym co działo się dookoła niego.
Aiden Craven - 2016-09-19, 14:55

Teraz najważniejsze było to, aby nie przesadzić. Nie chciał przemęczyć konia, dlatego poza śledzeniem trasy, uważnie wsłuchiwał się w jego oddech i obserwował reakcje ciała. Lubił treningi tego typu, szczególnie w odosobnieniu - relaksował się przy tym jak przy niczym innym. Słyszał tylko wiatr, głośny tętent kopyt oraz oddech pędzącego pod nim zwierzęcia, którego asekuracyjnie trzymał się grzywy, ani na chwilę nie poluźniając palców na wodzy.
Wreszcie uznał, że pora kończyć i lekko wstał w strzemionach, jednocześnie pozostając odchylonym do tyłu, by obciążyć zad ogiera i zacząć go zwalniać. Niebawem zatrzymał Derhama do kłusa, w którym pozostał na kilka minut w celu uspokojenia tętna. Następnie przeszedł do stępa i wówczas zeskoczył już z grzbietu konia, z którym udał się do stajni. /zt

Mistrz Gry - 2016-10-12, 10:59
Temat postu: Gonitwa koni czystej krwi arabskiej
    UCZESTNICY:
    1) Aiden Craven & Parnassus
    2) Brian Donney & Thunderhead
    3) Eva O'cross & Derham
    4) Octavia Winslet & Cruor Vena
    5) James Stocke & Ebony Knight
    6) Jonah Wrens & Bashayer


    WYJŚCIE Z BRAMKI:

    Część koni sprawiała dość poważne problemy, zanim ostatecznie udało się je umieścić w bramkach. Nie wpłynęło to korzystnie na ich koncentrację, która przełożyła się bezpośrednio na wyjście z bramek: jako pierwszy wyskoczył Parnassus, już na starcie zapewniając sobie sporą przewagę nad przeciwnikami, zważywszy na jego technikę. Kolejne konie, które wyszły z bramek, to Thunderhead oraz Ebony Knight - oba poszły łeb w łeb, co jednak mogło się szybko zmienić. Jako ostatnie wyszły Bashayer, Cruor Vena i Derham, co nieco osłabiło morale każdego z koni, szczególnie first winnerów.


    Kolejka prezentuje się następująco - Aiden & Parnassus, Brian & Thunderhead, James & Ebony Knight, Jonah & Bashayer, Octavia & Cruor Vena, Eva & Derham, MG. Każda osoba (nie para) ma 24 h na odpis.

Aiden Craven - 2016-10-12, 11:09

Każda kolejna gonitwa była dla Aidena coraz mniej stresująca, bo wiedział już jak to wygląda. Dlatego chociaż dostał konia, o którym wiedział tylko tyle, ile udało mu się dowiedzieć od właściciela stajni i pracowników, to miał pozytywne nastawienie. Tym bardziej, że jego koń, jako jeden z nielicznych w miarę spokojnie wszedł do bramki, najwyraźniej dobrze wiedząc, po co i dlaczego się tu znalazł.
Umieszczony w bramce przyjął pozycję do startu, oczywiście będąc już odpowiednio przygotowanym pod względem technicznym. Wodze trzymał mocno i krótko, oczekując sygnału do startu. Gdy takowy nastąpił, a bramki otworzyły się, wspomógł konia w szybkim wyjściu, przede wszystkim wysuwając ręce do przodu wraz za jego ruchem, dzięki czemu nie przytrzymał go za pysk. Od razu pozwolił mu wyjść mocniej do przodu, nie tylko wiedząc o jego technice, ale również czując jak ten samoistnie wręcz wyciągał go do przodu.

Parnassus - 2016-10-12, 20:43

Atmosfera gonitwy wywoływała w Parnassusie nieco drażliwe reakcje, jednak można powiedzieć że zachowywał się dobrze. U boku stajennego caplował jedynie przez chwilę, w połowie prezentacji przechodząc do stępa i ograniczając się jedynie do spłoszonego lawirowania uszami po bokach. Wygiął szyję w okrągły rogal i przeżuł kilkakroć wędzidło, nie sprawiając najmniejszego problemu z wejściem do bramek. To był stały element każdego wyścigu, tak pieczołowicie wpojony w jego dotychczasowy trening, że natychmiast skupił się tylko na starcie. Stanął prosto, przytulając uszy do grzywy, by dosłownie w jednej chwili wystrzelić przed siebie w chwili otwarcia boksu. Natychmiast objął prowadzenie, zapewniając sobie przynajmniej dwie długości luzu, by nie czuć na zadzie oddechu innych koni. Od początku parł przed siebie odważnie i pewnie, próbując już teraz oddalić się od reszty na tyle, by na ostatniej prostej nie mogły zagrozić mu inne konie. Niestety na tym etapie nie było tu jeszcze nic pewnego.
Brian - 2016-10-13, 12:09

To była chyba już trzecia gonitwa, w której brał udział, ale pierwsza na arabie. Trafiał na konie biegnące taktyką dead last, więc przynajmniej to było niezmienne. W dniu zawodów zatrzymał się pod boksem Thunderhead, żeby się z nią lepiej zapoznać. Przywitał się z nią, poczęstował smakołykiem i zaprowadził na myjkę, gdzie czekał ich wyczyszczony poprzedniego dnia sprzęt. Najpierw oczywiście wyczyścił kasztankę pieczołowicie, potem ją osiodłał, a gdy sam był gotowy, zaprowadził najpierw na rozprężalnię, by przygotować się do startu.
Po krótkiej, lekkiej rozgrzewce, gdy Brian był pewien, że dwulatka jest porządnie rozgrzana, rozluźniona i gotowa do startu poprowadził ją w stronę bramek startowych, gdzie zmierzały inne konie, którym brunet uważnie się przyjrzał. Miał małe problemy z wprowadzeniem Thunderhead do bramki, jednak w końcu im się to udało Oczekując na sygnał do startu, brunet przygotował się, by móc z jak najlepszym refleksem wypchnąć klacz do galopu, gdy bramki się otworzą. Koniec końców mieli dobry start, wyszli z bramek jako drudzy, mniej więcej równo z inną parą. Pozostałe konie miały gorszy start, przed nimi biegł więc jedynie Parnassus, który zaliczył najlepszy start. Biorąc pod uwagę, że kasztanka była dead lastem nie wypychał jej do przodu. Miał na oku ogiera biegnącego z przodu i tego z którym biegli łeb w łeb. Na razie chciał znaleźć odpowiednią pozycję na torze, nie dając się wyprzedzić Knightowi i mając na oku dystans, który dzielił ich od Parnassusa. Pilnował aby utrzymali pozycję, ale zachowali energię na później.

Thunderhead - 2016-10-13, 14:39

To były pierwsze zawody kasztanki w tym kompleksie, co wcale nie przeszkadzało jej. Była koniem który kochał się ścigać i należało to skrzętnie wykorzystywać. Taktyka była idealna dla niej, a co inni mieli to ją słabo obchodziło. Pojawienie się Briana pod boksem wzbudziło jej zainteresowanie, ale nie przeczuwała jeszcze co się dziś wydarzy. Raczej nie miała obiekcji co do faceta, więc szybko uporali się z poznawaniem, czyszczeniem i osiodłaniem. Potem ruszyli w kierunku rozprężalni, by się rozgrzać odpowiednio przed startem. Krótko i lekko się rozgrzali, ale odpowiednio oczywiście do startu. Skierowali się wtedy do bramek startowych, a kiedy klacz pojęła co się wydarzy - podekscytowała się. Furgocząc nerwowo i wysoko niosąc łeb, krocząc małymi kroczkami w kierunku bramek startowych. W końcu jednak udało im ise do nich wejść, a tam klacz spięła się i przyszykowała do biegu. Wbiła wzrok z tor przed sobą i czekała na sygnał do startu. W momencie otwarcia się bramek startowych, klacz szarpnęła łbem i wyskoczyła w przód, wychodząc całkiem nieźle z bramki. Razem z nią wyszedł kary ogier i jeden biegł przed nią, pozwalała mu na to. Może to głupie, ale faktycznie tak było. Wiedziała, że na jej finish, walkę przyjdzie jeszcze czas i musiała zachować wszystko na sam koniec. Biegła dość energicznie, mocno wbijając kopyta w ziemię i się z nich odpychając w przód. Biegła jednak dość swobodnym tempem, na pewno nie pełnią swoich sił i możliwości. Kiedy karosz był blisko tuliła po sobie uszy i prychała nerwowo, nadymając mocno nozdrza i brnąć naprzód.
James Stocke - 2016-10-13, 14:48

Dziś James po raz kolejny startował w zawodach wyścigowych. Jednak tym razem nie na swojej ukochanej gniadoszce, tylko na karym arabie. Nie przeszkadzało mu to zupełnie, bo lubił nowe wyzwania. Wcześnie pojawił się w stajni, by poznać i ogarnąć konia w stajni, a potem rozgrzać go odpowiednio na rozprężalni. W końcu nadszedł czas startu i wielkiej chwili dla nich obojga, ale on się nie stresował i dobre fluidy wysyłał ogierowi. Raczej nie mieli większych problemów z wejściem do bramki startowej, a James przygotował ich zaraz do startu. James przyjął pozycję w siodle, która umożliwiała karoszowi idealny galop naprzód. Trzymał się blisko ciała konia, a wodzę krótko i stanowczo, jednocześnie blisko ciała konia. Kiedy usłyszał dzwonek i bramki się otwarły, wypchnął od razu karosza do galopu. Wyskoczyli w sumie krótko po liderze i zarazem wraz z kasztanowatą arabeską i jej dżokejem. Kiedy wyskoczyli na swój tor, umożliwił mu swobodny galop do przodu. Jednak znając jego technikę, nie pozwalał mu na wyprzedzanie stawki i ucieczkę. To jeszcze nie był ten moment, utrzymywał go na równi z kasztanką i za pewne z resztką stawki, która ich wkrótce pewnie podgoni. Podobnie jak dead'y na samym końcu atakował początek i tego się zamierzał trzymać. Karosz miał biec mocno, energicznie, pewnie i zarazem nie szaleńczo.
Ebony Knight - 2016-10-14, 13:07

Były to pierwsze zawody Knighta w nowym miejscu, z którym jeszcze nie całkiem się oswoił i zaaklimatyzował. W dniu zawodów w stajni była wyczuwalna ta typowa atmosfera oczekiwania. Karosz nie spodziewał się, że czeka go takie wyzwanie tego dnia. Kiedy James pojawił się pod jego boksem z początku z dystansem go przywitał i dość spokojnie dał się przygotować do zawodów, najpierw przez oporządzenie i osiodłanie w stajni, a potem na rozgrzewce, na której trochę go nosiło.
Tor i bramki startowe nie były dla niego wielką nowością - trenował na nich wiele razy, chociaż do tej pory nie miał wiele okazji, żeby startować w zawodach. Młody jest i wszystko przed nim. Miejmy nadzieję. Dal się jednak nawet wprowadzić do boksu poparskując nerwowo i przestępując z nogi na nogę, gdy już znaleźli się w boksie. Kiedy jednak mężczyzna przygotował go do startu, ogier się uspokoił, nie mogąc się doczekać, aż bramka się otworzy. Mieli całkiem dobry start, arab wyskoczył do galopu, jednak nie przeszedł od razu do najwyższego tempa - to była domena first winnerów, a on był reasonable runnerem. Dlatego na razie bez problemów utrzymywał obecną pozycję i tempo, dorównując kroku kasztanowatej klaczy.

Jonah Wrens - 2016-10-15, 10:40

Po raz kolejny przyszło mi się ścigać, chociaż pierwszy raz miało to wyglądać zabawnie. W porównaniu z moim poprzednim wierzchowcem do ścigania, sam do końca nie wiedziałem po co się za to biorę. Widząc ogiera w boksie, zacząłem się pod nosem śmiać ale chyba bardziej sam z siebie.
Wsiadając już na ogiera, miałem wrażenie, że po prostu podnoszę nogę i tyle. Odetchnąłem rozbawiony i zerknąłem na araba pod sobą. Nie wróżyłem mu wygranej, ale wróżką nie jestem i może jeszcze mnie zaskoczyć. Nie stresując Bashayera byłem rozluźniony i może dzięki temu w miarę gładko poszło nam wejście do bramki startowej. Na miejscu jeszcze z kilka razy zdążyłem się uśmiechnąć z powodu zaistniałej sytuacji, w między czasie zbierając wodzę wraz z kawałkiem grzywy tak dla zabezpieczenia. Gdy rozbrzmiał dzwonek, a bramki się otworzyły, przesunąłem dłonie do przodu, umożliwiając ogierowi swobodny start, który nie wyszedł specjalnie dobrze. Nie obwiniałem go za to, miał zdecydowanie najtrudniejsze zadanie ze wszystkich koni. Dlatego też zachęcałem go póki co do ruchu jedynie cmokaniem, które mógł śmiało usłyszeć. Starając się mu nie przeszkadzać, oddawałem mu wodze w rytm ruchów głowy araba.

Bashayer - 2016-10-15, 19:11

Stojąc w boksie był wyraźnie zainteresowany obecnością Jonaha, dwa czarne radary lawirowały na prawo i lewo uważnie obserwując mężczyznę. Bez problemu przyjął ciężar jeźdźca na swoim grzbiecie, w końcu araby to najwytrzymalsze konie, czyż nie? Przy pierwszym kontakcie wydawał się być spokojny i trochę miśkowaty, ale wszystko uległo zmianie, gdy tylko kary pojawił się na torze. Wyraźnie pobudzony obecnością innych koni zaczął się nieprzyjemnie miotać, pokazując swój ukryty czarny charakterek. Co prawda pewnie z boku wyglądało to jak bunt kucyka pod wielkim chłopem, ale karosz nie dawał za wygraną. O ile do bramki wszedł bezproblemowo to będąc już zamknięty miotał się trochę tuż przed wyjściem z niej.
Gdy rozbrzmiał sygnał, wystartował ale z lekkim opóźnieniem zajmując pozycję z tyłu stawki. Galopujące przed nim konie nie robiły na nim większego wrażenia, nie czuł się zagrożony. Wiedział, że na razie powinien utrzymywać stałe tempo i powoli przesuwać się na czoło stawki, by w tym ostatnim momencie zaatakować z pełną siłą, którą miał oszczędzać poprzez rozsądne gospodarowanie energią.
Faktycznie było mu trochę ciężej niż pozostałym koniom, ale dzielnie dźwigał ciężar swojego jeźdźca, napędzany rosnącą adrenaliną nie odczuwał tego aż tak bardzo jak mogłoby się wydawać Jonahowi czy co poniektórym uczestnikom.

Eva - 2016-10-16, 19:45

Kolejny raz przystępowała do wyścigu w kompleksie Orchardu. Tym razem startowała na arabie, którego w dodatku nie znała. Jednak między stajennymi w miarę dobre opinię o nim chodziły, więc była pełna nadziei. Po uprzednim przygotowaniu go w stajni i na rozprężalni, zostali skierowani do bramek startowych. Mieli drobne problemy z wejściem do nich, ale ostatecznie zostali w nich zamknięci. Kobieta na szybko przeanalizowała taktykę ogiera i oceniła ich możliwości względem innych koni. Przyjęła postawę dżokejską do wyścigu i czekała na znak. Siwek chyba nieco przesadnie się ekscytował, bo wraz z otwarciem bramek miała problem by go z nich wypchnąć. Ostatecznie wyskoczyli z nich zaraz za pierwszą trójką koni, a wraz z dwójką innych arabów. Wysunięte nadgarstki kobiety, umożliwiały mu swobodny ruch głową i galop. Kobieta za pierwszy cel im narzuciła dogonienie stawki, więc motywowała siwka do pchania się naprzód. Utrzymywała swoją pozycję pewnie trzymając się jej, a jedynie cichym cmokaniem i ruchem nadgarstków popędzała go. Pędzili swoim torem i starali się dogonić Thunder i Ebony, to był ich pierwszy i na razie główny cel. Chciała też by koń zachował siły na finish, ale od razu też pchał się naprzód, a nie odstawał w tyle. W końcu Derham po fatalnym starcie sam powinien chcieć dogonić stawkę, a nawet ogiera prowadzącego.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group