Anonymous - 2016-08-30, 20:17 Nie miała zamiaru wstrzymywać dłużej Heo. Tuż po wyjściu na prostą popędziła go bacikiem w okolicach zadu pilując, by nie wytracał tempa. Sprawine zmieniła pozycję, pochylając się nad szyją Giadosza i wspomagała jego ruch do przodu rytmiczną pracą rąk. Nie mając ani chwili na dekoncentrację, pozwoliła sobie nieco bardziej poluzować wodze dając ogierowi tym samym przyzwolenie na gnanie do przodu ile sił w nogach. Nakazała mu wówczas wyjść nieco na bok, by w razie potrzeby wyminąć rywali i zacisnęła mocno usta, raz za razem smagając konia batem. Ostatecznie przekroczyli linię mety, rozwijając pełną prędkość konia.Shenanigans - 2016-08-30, 21:19 Mierzyła wzrokiem już ostatni zakręt, za którym pewnie nastąpi najbardziej emocjonujący moment, w którym to większość koni przyspieszy. Pewnie i bez utraty starego tempa weszła na wcześniej wspomniany łuk i zdecydowanie szybciej niż pozostali przyspieszyła, widocznie rozszerzając swoją foule i pobierają coraz to większość powietrza. Kolejne uderzenia batu na ostatniej prostej spowodowały jeszcze, że klacz w końcu osiągnęła swoje maksimum, chcąc dotrzeć na metę jako pierwsza. A to, na którym miejscu zakończy ten wyścig wkrótce się okaże.Hero Of War - 2016-08-31, 01:01 Po wyjściu na prostą tylko czekał, na szczęście Octavia nie pozwoliła mu na zbyt długie oczekiwanie, wyrwał spod niej niczym polujący na zwierzynę drapieżnik. Pomoce kobiety sprawiały, że z sekundy na sekundę rozpędzał się co raz mocniej, bardziej i jeszcze szybciej. Mając komfortową pozycję do atakowania rywali nie czaił się z tym, bardzo szybko zrównał się z Crescendo oraz Vesem i to właśnie z nimi toczył główną walkę o pozycję na mecie. Klatka piersiowa gniadosza falowała w zawrotnym tempie tłocząc litry rozgrzanego przez nozdrza powietrza do płuc ogiera. Nie potrzebował nieustanne zachęty, jedno oddanie wodzy i posłanie go do przodu sprawiło, że zupełnie zatracił się w biegu, muskularny zad stanowił siłę napędową, a przednie kończyny w zawrotnym tempie zagarniały pod siebie kolejne metry podłoża. Nawet na ułamek sekundy nie utracił osiągniętego tempa, rozwijając na tej ostatniej prostej w pełni swoje możliwości.Mistrz Gry - 2016-08-31, 09:18 Dotychczasowe ustawienie koni zaczęło ulegać jeszcze dynamiczniejszym zmianom, by dostatecznie doprowadzić do tego, że ostateczny wynik gonitwy okazał się różnić od przewidywanego.
Soul Eater nie miał sobie równych - prowadzony przez doświadczonego dżokeja, a także szybki i wytrzymały, jako pierwszy przekroczył metę, nie pozostawiając ku temu najmniejszych wątpliwości.
Pozostałe trzy konie w ostatnich sekundach wyścigu biegły niemalże w zwartej grupie, ale to jednak Hero of War dotarł na metę jako drugi, nieznacznie wyprzedzając Vesiputousa, z którym niemal równocześnie przybiegł Crescendo.
1. Soul Eater
2. Hero of War
3. Vesiputous
4. CrescendoBrian - 2016-08-31, 10:26 Brian nadal prowadził Jackpatches bardziej środkiem, cały czas pilnując, żeby nie została przyblokowana przez inne konie. Póki co przytrzymywał ją w dotychczasowym tempie, tak aby biegła na równo z pozostałą dwójką, bo Daiquiri i Shenanigans biegli z przodu. Dystans do tego pierwszego topniał, jednak Shenanigans miała sporą przewagę. Wszystko jednak mogło się jeszcze zmienić. Przede wszystkim brunet zapobiegał temu, by klacz została zablokowana, lub została w tyle za Princess i Scho. Zbliżali się do olejnego zakrętu. Tuż przed zakrętem Brytyjczyk minimalnie zwolnił folblutkę. Nie zmieniał toru, chyba, że mieliby zostać zablokowani. W takim wypadku wybrał tor bardziej po zewnętrznej. Wolał taką opcje, niż gdyby mieli zostać zablokowani przy wewnętrznej. To uniemożliwiłoby im walkę o podium.
Na zakręcie wyżej uniósł się z siodła, chowając głowę za dwulatką, stanowczo trzymając jej wodzę i utrzymując ją w tempie. Wbiegli na ostatnią prostą, gdzie wszystko miało się rozstrzygnąć. Przylgnął do Jackpathes i przestał ją przytrzymywać w obecnym tempie. Wręcz przeciwnie zaciął ją delikatnie po zadzie co miało być sygnałem do przyśpieszenia. Zachęcił ją do najlepszego tempa na jakie było go stać, czasem przypominając jej o utrzymaniu go, bądź jeszcze przyśpieszeniu z pomocą bata. Sam skupił się na tym, by jak najbardziej pomóc angielce swoim dosiadem i prowadzić ją tak, by miała przed sobą wolną drogę.Jackpatches - 2016-08-31, 11:59 Pędziła przed siebie ile mogła w obecnym tempie, przykładając się do tego całą sobą. Jednak nie rozpędzała się jeszcze na ful, gdyż zostawiała wszystko na koniec vel ostatnią prostą. Klacz pchała się, gdyby ktoś ją próbował przyblokować. Oczywiście w granicach rozsądku, bo nie chciała spowodować wypadku. Klacz pędziła w trójce która zamykała stawkę, konie na prowadzeniu jedynie ją motywowały do dalszego działania. Klacz mimo małego doświadczenia, była dobrze wytrenowana i posiadała ducha walki w sobie. Dlatego do ostatniej fouli na mecie, będzie walczyć o zwycięstwo. Dojeżdżając do zakrętu minimalnie zwolnili dla bezpieczeństwa swojego i innych, uważając jednak na przeciwników. Kiedy pojawili się na prostej, klacz jakby uniosła się na własnych nogach, wiedząc że zaraz dobiegnie do mety. Kiedy poczuła luz i bat na zadzie, bez chwili zawahania zaczęła nabierać tempa. Mocniej z impetem wbijała kopyta w ziemię, by się rozciągnąć nad totem i pędząc na coraz wyższych obrotach. W końcu klacz osiągnęła maximum i tylko biegła do mety, ile sił w kopytach, by zająć jak najlepsze miejsce.Mistrz Gry - 2016-08-31, 13:56 Konie dotychczas zamykające stawkę na ostatniej prostej zaprezentowały szczyt swoich możliwości. Każdy jeden poszedł do przodu jak strzała, ale jeszcze przed przekroczeniem linii mety jasnym się stało, że szanse na podium mają Scho Can Do i Princessof the Nile. Jackpatches została w tyle, podczas gdy reszta walczyła o wygraną, prędko odbierając Shenanigans prowadzenie. Chociaż gniada biegła z całych sił do przodu, galopując w jednej grupie z szybkimi dead lastami i reasonable runnerem traciła swoje szanse. W ten sposób na metę najszybciej dobiegł Daiquiri, wygrywając ze Scho Can Do zaledwie o długość nosa. Jako trzecia dobiegła Princessof The Nile, za nią Shenanigans i na końcu Jackpatches.
1. Daiquiri
2. Scho Can Do
3. Princessof The Nile
4. Shenanigans
5. JackpatchesAiden Craven - 2016-09-07, 22:41 Przyprowadził Derhama na tor wyścigowy. Po założeniu kasku i podciągnięciu popręgu z pomocą kręcącego się w okolicy człowieka, odpowiedzialnego za obsługę toru, wskoczył na grzbiet araba. Wodze trzymał pewnie i krótko, woląc uniknąć utraty kontroli nad koniem, który pewnie tylko czekał na galop. Na początku jednak chciał z nim jeszcze chwilę postępować, wyczuć go chociaż odrobinę. Generalnie nie planował wchodzić z nim dzisiaj do bramek, a jedynie zmęczyć i potrenować kondycyjnie, stąd ominęli bramki szerokim łukiem i od razu ruszyli na tor, choć stępem. Jednak już po paru minutach wysłał Derhama kłusem, stopniowo rozgrzewając go i przyspieszając mu tętno, co było przygotowaniem do galopu.Anonymous - 2016-09-08, 21:08 Już na samym wejściu na tor najchętniej puściłby się galopem przed siebie, ale ktoś mu to skutecznie uniemożliwiał. Podczas gdy chłopak wdrapywał się na jego grzbiet, on rozglądał się po torze, wdychając głośno powietrze przez rozszerzone nozdrza. Może tor nie przypominał tego z Egiptu, ale nie był zły. Nie miał ochoty na nudne stępowanie, więc trudno było go utrzymać w tym chodzie, bo non stop próbował wyrywać się do przodu. Nawet mocne przetrzymywanie go przynosiło tylko chwilowe skutki. Dobrze, że stęp nie trwał zbyt długo bo kłus już bardziej mu odpowiadał, chociaż to nadal nie był galop na który tak w tej chwili czekał. Szedł żywo przed siebie, co chwilę parskając i uderzając ogonem o swoje stawy skokowe. Wzrok cały czas miał wbity w tą przestrzeń przed sobą, która wręcz prowokowała go do wyrwania się do przodu.Aiden Craven - 2016-09-10, 11:47 Od czasu do czasu upominał konia półparadami, przypominając mu w ten sposób o swojej obecności. Z czasem prosił też o przyspieszenie kłusa, odpowiednio rozkładając wówczas ciężar ciała: im bardziej pochylał się do przodu, przechodząc w ciut wyższy półsiad, tym bardziej odciążał zad konia i prowokował do dłuższego wykroku. Natomiast kiedy zwalniał, wracał do pierwotnej pozycji. Dość często wykonywał owe przejścia, chcąc po brzegi wypełnić czas przeznaczony na rozgrzewkę. Zmiana długości wykroku służyła niejako elastyczności i poszerzała zakres możliwych ruchów, zaś samo kłusowanie z wolna zwiększało liczbę uderzeń serca, które z kolei ocieplały temperaturę zastanych mięśni. Nie chciał zrobić krzywdy koniowi poprzez pominięcie rozgrzewki, dlatego cierpliwie ją kontynuował, wstrzymując się jeszcze z zagalopowaniem.Anonymous - 2016-09-11, 12:31 Czując jak chłopak się podnosi mocniej wyciągał nogi w kłusie, robiąc tym samym większe kroki, zwalnianie już mniej mu pasowało, ale i je wykonywał z małymi oporami. Wiedział, że nie zaczną galopować dopóki porządnie się nie rozgrzeją, więc chciał mieć to już za sobą. Tym bardziej, że ostatnie dni nie licząc basenu, spędził w transporcie i w boksie. Oprócz mięśni ćwiczył też swoją cierpliwość, której w takich chwilach mu brakowało. Przemielił wędzidło w pysku, robiąc już któreś z kolei przejście. Szło mu to coraz lepiej, mimo wcześniejszych oporów w końcu załapał o co mniej więcej chodzi.Aiden Craven - 2016-09-12, 17:14 Wreszcie nadeszła oczekiwana przez Derhama chwila - Aiden pozwolił mu przejść do galopu. Zakomunikował mu to przyciskając pięty do jego boków i jednocześnie poluźniając nieco palce na wodzy, co umożliwiło siwemu ogierowi swobodne przejście do wyższego chodu. Było to robocze, spokojne tempo (chociaż i tak zdecydowanie żywsze w porównaniu do konia nie-wyścigowego), które ogier powinien przyjąć naturalnie ze względu na zaistniałe okoliczności. Nie miał konkurentów, którzy mogliby prowokować go do szybszego galopu, ani też nie startował z bramek, co kojarzyło się z wyścigiem. Po prostu ruszyli na prostej, a Aiden wciąż traktował to jako trening typowo kondycyjny.Anonymous - 2016-09-13, 14:36 Do galopu nie trzeba było go dłużej przekonywać, bo gdy tylko poczuł jak chłopak zaczyna powoli wpuszczać go w wyższy chód wręcz parł do przodu. Najchętniej już teraz zacząłby galopować jak najszybciej, ale Aiden dyktował mu raczej spokojniejsze tempo, więc niechętnie się do tego stosował. Pewnie gdyby nie był na torze sam to robiłby wszystko, żeby utrzymać szybkie tempo i zostawić innych jak najdalej w tyle. Jednak teraz miał cały obiekt tylko dla siebie, dlatego mogli skupić się na jego kondycji, która ostatnimi czasy trochę podupadła. Parskając cicho z każdym kolejnym krokiem skupiał się na ruchu naprzód i na tym, by odpowiednio rozłożyć swoją energię, w przeciwnym razie za szybko się zmęczy.Aiden Craven - 2016-09-14, 11:11 Raczej nie miał większych problemów z utrzymaniem konia, ale gdyby tylko wyczuł, że ten próbuje przyspieszyć, był gotów odpowiednio zainterweniować. Przede wszystkim cały czas był wycofany do tyłu, co sprawiało, że mocniej obciążał zad ogiera. Gdyby czuł, że jest to jednak za mało, pulsacyjnym działaniem wodzy sprowadzał go na ziemię.
Po wstępnym rozgalopowaniu konia, dajmy na to na prawo, ponownie przeszedł do kłusa i stępa. Zmienił w kierunek i na lewo powtórzył schemat, pierw ruszając kłusem i dopiero po kilkunastu metrach roboczym galopem.Anonymous - 2016-09-17, 22:11 Choć miał momenty, gdy próbował zarządzić tutaj własne warunki, działanie chłopaka sprowadzało go na ziemię. Na dłuższy lub krótszy czas. Po przegalopowaniu pewnego odcinka na prawą stronę ogier stopniowo zwolnił do kłusa i stępa, by zaraz powtórzyć zagalopowanie. Tym razem na lewą stronę. Obciążony zad i spowalniająca go ręka Aidena sprawiała, że nie rwał tak do przodu jak na prawą stronę. Posłusznie kłusował, wydłużając z każdą chwilą swój krok i ostatecznie przechodząc do galopu.