Anonymous - 2013-10-06, 20:11 Już nie będzie sam, będzie miał psa. I to w zasadzie nie byle jakiego, bo Hurrka właśnie. Nie był zbyt zadowolony, kiedy mężczyzna wstał i zaczął iść. Czyżby chciał go zostawić? Nie był zbyt zadowolony, więc i bez cmokania ruszył za nim. Szedł dosyć żwawo, w porównaniu do tego przed chwilą mogło mieć się wrażenie, że to zupełnie inny pies.Heather - 2013-10-12, 19:44 Dziewczyna zawitała teraz w parku. W dalszym ciągu utrzymywała niezbyt energiczne tempo chodu. Wzięła większy wdech. Ręce spoczywały umieszczone w kieszeniach płaszcza.
Lubiła ten park. Było tu zazwyczaj spokojnie i dało się odpocząć od wszystkiego. Dodatkowo miejsce to było wyjątkowo urokliwe. Bywała tu niejednokrotnie ze względu na fakt, że prowadziła przez niego droga do stajni z jej mieszkania.
Zerknęła dyskretnie na chłopaka, którego imię poznała dopiero przed chwilą. Miejmy nadzieję, że je zapamięta.Alexis - 2013-10-12, 20:05 Sam też miał taką nadzieję, że zapadnie w pamięci dziewczyny, znany choć z imienia.Widząc park a w zasadzie znajdując się już w nim dyskretnie umiótł swym bystrym spojrzeniem całą jego powierzchnię chcąc wypatrzeć jakieś nadzwyczajne miejsce.Nadzwyczajne dla niego, aczkolwiek on był człowiekiem prostym, ceniącym sobie znaczenie mało znaczących rzeczy czy miejsc.
Rzadko miał okazję przebywać w tak odosobnionych miejscach.Tylko w wolnym czasie kiedy szedł pobiegać funkcjonował w podobnym klimacie. A tak to był totalnym mieszczaninem wiecznie zabieganym,zajętym.
Patrząc pod swe stopy schował ręce do kieszeni bo nie wiedział cóż z nimi innego ma począć.Nie wdawał się z nią w rozmowę.Nie chciał przerywać błogiej ciszy.Tak wymownej.Niepowtarzalnej.
Przesuwał się wraz z nią w głąb zielonego terenu a widząc jakąś pojedynczą ławkę na uboczu spojrzał porozumiewawczo na towarzyszkę.
-Usiądziemy?-wydukał wreszcie. To nie była żadna propozycja, powiedział to takim tonem jakby było mu całkowicie obojętne to czy tu spoczną, czy przejdą dalej.Różne myśli podbijały teraz jego umysł, wszystkie maiły wspólny mianownik- Heater.
Nie chciał jednak wyobrażać ją sobie jakoś szczególnie, wkładać w znane mu zarysy ludzkich osobowości, nie chciał zestawiać ją i studiować z socjalnego punktu widzenia.Nie potrafił jednak odgonić od siebie cisnących się skojarzeń, przemyśleń czy odczuć z nią związanych.Dziwnie się przy niej czuł.Tak jak człowiek który musi zrezygnować z tego co robi dotychczas na rzecz tego co ma się dziać.Heather - 2013-10-12, 20:28 Jeśli ma na to nadzieję, to ona zrobi wszystko co w jej mocy, żeby zapamiętać.
Ona lubiła miejsca w których nie przebywały tłumy. Uwielbiała zagłębiać się w swoich myślach.
Rzeczywiście, zapadła cisza. Nie przeszkadzało jej, że dużo mówił. To nawet lepiej ponieważ przemierzać park w zupełnej, ciągłej ciszy mogłoby być średnio przyjemne.
Na jego propozycję, skinęła głową i usiadła na ławce. Podążyła na niego spojrzeniem. Uniosła lekko jeden z kącików warg, tworząc tym samym subtelny uśmiech.
Nie chciała jako pierwsza przerywać panującej od chwili ciszy. Pozwoli zrobić to blondynowi.
Zmieniła jedynie swoje ułożenie na ławce. Wyprostowała nogi w kolanach, wyciągając je daleko przed siebie. Plecy spoczęły na oparciu ławki, a głowę odchyliła lekko ku tyłowi. Teraz było jej wygodnie.Alexis - 2013-10-13, 18:34 Gdyby zatem wiedziała co myśli, na pewno jakoś by upchnęła jego postać w swej pamięci ażeby kiedyś wspomnieć go z czystą przyjemnością.Każdy chce być miłym wspomnieniem, nieuzależniane od tego w jakich okolicznościach funkcjonowałaby jakaś pamieć.Mogła wspominać go choćby przez czystą nudę, bo wspomnienia atakując najbardziej wtedy gdy człowiek nie może myśleć o teraźniejszości a przyszłości nie chce wymarzać.
Równocześnie z nią osadził zacne dupsko na zimnym drewnie zespolonym na kształt ławki.Westchnął niesłyszalnie i mimowolnie sie skrzywił gdyż przeszedł go swoisty,mroźny dreszcz. Milczał jak zaklęty choć milczenie nie leżało w jego naturze.Chciał dać pole do popisu jej, więc wyczekiwał aż ona sama jakoś się otworzy i nabierze wody w usta, ale zdaje się że to czekanie na coś co nigdy nie nastąpi, nie będzie mieć miejsca.
Przejął zatem pałeczkę i podporządkował sobie inicjatywę.Zwykle miał masę tematów do rozmów, tym razem słowa wydukać nie mógł a co dopiero powiedzieć o nawiązywaniu do jakiejś rozmowy.Zanim jednak cokolwiek powiedział to z chirurgiczną precyzją skopiował jej ruchy zwiazane z przybieraniem pozycji.Też zwykł tak siedzie.I godzinami wpatrywał się w niebo.Z założonymi rękoma i kapturem na łbie.Bo wtedy nikt od niego nic nie chciał.Nikt nie podchodził.
- I co Heather, jak Ci się tu żyje?-zapytał z nudą ciekawości bo i oczekiwał na jakąś ludzką odpowiedź.Nie znał tego miasta.Nie znał ludzi stąd.Nie znał się jeździectwie a przecież to ten czynnik sprowadzał tu ludzi.Ludzi z pasją.Z klasą. Żyjących inaczej niż on.Nie przeszkadzało mu to, lecz nie mógł się odnaleźć w tejże rzeczywistości.Nie miał pojęcia i nie chciał domniemać czym zajmuje sie brunetka. Skoro tu jednak mieszkała musiała mieć konkretny powód, albo i przyczynę, może nawet ewentualny skutek.
Coś musiało ją tu trzymać.Jego nic nie trzyma... dlatego chce stąd uciec.
Z ukosa trzymał siej ej spojrzeniem.Lubił mieć kontakt wzrokowy. Był wzrokowcem.Heather - 2013-10-13, 19:28 Robiło się coraz chłodniej. Dłonie ciągle spoczywały w kieszeniach płaszcza, ponieważ było im tam cieplej.
Nie miała w zwyczaj otwierać się przed nikim, a co dopiero przed nowo poznaną osobą. Jest jednak wiele innych tematów, które tego nie wymagają. W kwestiach związanych ze swoją osobą, nie będzie więc zbyt wylewna. Wolałaby posłuchać coś o nim w tym układzie. Mimo wszystko podjęła się nieco bardziej rozwiniętej odpowiedzi.
- Nie mieszkam tu na co dzień. – zaczęła swoją wypowiedź.
- Przyjeżdżam jednak jak tylko pojawia się takowa szansa. Ograniczyłam jeździectwo do minimum, ale bardzo lubię kontakt z tymi kopytnymi zwierzętami.
Odparła, przypominając sobie ‘ dawne’ czasy, kiedy miała systematyczne treningi i wyjazdy na zawody. Potem jednak zrobiła coś głupiego, czego znów żałuje i przygoda z ambitniejszym jeździectwem dobiegła końca. Niestety, bywa. Teraz raczej spędza czas w stajni i obserwuje zachwiane tych pięknych zwierząt.
- A tobie jak? – zadała podobne pytanie. Nie miała pojęcia, że nie znała ani miasta, ani ludzi tu mieszkających. W sumie była w podobnej sytuacji. Działo się tak jednak na jej własne życzenie. Zdarzało się, że przyjeżdżała tu na dłuższym okres czasu, ale nie było to zbyt częste zjawisko. Potrafiło jej tu nie być nawet parę miesięcy.
Czasem złapała z nim kontakt wzrokowy, lecz nie był on stały. Nie było to oznaką tego, że była nieszczera. Najzwyczajniej w świecie nie przepadała za tego typu kontaktem.Alexis - 2013-10-14, 18:22 Wsłuchany w jej wypowiedz zatopił wzrok w nieruchomym punkcie w oddali.
Słyszał ją i potaknął w geście zrozumienia.Zdawał się być mało obecny, ale to dlatego, że myślał nad niewygodna sprawą.No tak, mógł sie tego po niej spodziewać.Coś jednak mu o sobie powiedziała, coś z czym on nijak był powiązany. Konie? Jeździectwo? Nie jego bajka.Nie jego styl życia.Nie jego środowisko.Był jednak bywalcem stajni, sporadycznie, ale chadzał tam.Miał tam kilka znajomych, tych kopytnych i niekoniecznie.Nigdy jednak nie było to na wierzchu jego spraw,planów czy obowiązków.Nie udzielał się jeśli o to chodzi.Nie mógł, bo przecież oddany był czemu innemu.Z przyzwyczajenia i wyboru zresztą..
Uśmiechnął się nikle nie wiedząc cóż jej odpowiedzieć.Chciał wzruszyć ramionami bo tylko to mu pozostało, ale mogła potraktować to jako ignorującą ucieczkę od rozmowy.
-Właściwie to sam już nie wiem, niby żyję po swojemu i jak chce... ale nie na swoim, nie dla siebie. Ciągle los krzyżuje mi szyki.-rzekł tylko zmieszany,ale wyprany z wszelkich innych emocji.Lubił narzekać, ale nie miał powodu, nie miał na co.Tak tylko trochę się rozczarował.Jest człowiekiem światowym,rozrywkowym i ambitnym.A tu nie ma żadnych wpływów.Nie może funkcjonować w swym środowisku, wśród swoich.
Chciał to zmienić.Chciał uciec.Ale zawsze nie ma dokąd a ucieczka jest osobistą klęską.
Usłyszał i poczuł, ze wibruje jego telefon.No tak, człowiekowi zawsze i wszędzie dupę zawracają.Przeprosił ją wymownym gestem, poderwał się i odszedł parę kroków od niej pozostawiając ją samą na moment.Odebrał przykładając komórkę do ucha.Nie zamienił z rozmówcą ni słowa, ale słuchał w skupieniu przemowy.Minuta płynęła za minutą.A on stał ze wzrokiem wbitym wprost w zole i niestrudzenie tkwił stale w tej samej martwej pozie. ...Sara - 2013-10-14, 18:56 Czasem trzeba odpocząć od zgiełku miasta i tych wszystkich ludzi i stworzeń. Nie liczyła jednak jakoś bardzo na szczególne pustki, w końcu to park a nie odludzie tak? Szła sobie spacerkiem przez park mijając ławki. Te z przodu były pozajmowane, no więc kierowała się nadal prosto, przed siebie. Wzdychnęła sobie i ostatecznie przysiadła na ławce, dość odległej od tych pozajmowanych. Odkaszlnęła, bo od ostatnich kilku dni męczyło ją, może nie mocne ale jednak jakieś przeziębienie. Wyciągnęła telefon chcąc sprawdzić godzinę... Dzień w pełni! Do wieczora jeszcze spory kawał czasu. Schowała komórkę i odchyliła głowę do tyłu zaciągając się czystym powietrzem. Normalnie pewnie by już ciagnęła peta ale tym razem zapomniała zapalniczki. Owszem mogłaby poprosić kogoś o ogień ale po co? Po co komuś przeszkadzać a siebie samą truć. Nie umrze jak nie zapali.Harley Davidson - 2013-10-14, 19:02 Otóż w tym parku, w okolicach ławek często były krzaki. I w takich właśnie krzaczorach znajdował się Harley... Choć sam nie wiedział, jak się tam znalazł, czemu nie śpi w domu... W głowie miał jakąś stalową, ciężko płytę, wokół było zdecydowanie zbyt głośno. Podniósł się do siadu, nadal niewidoczny z zewnątrz. Co się kurde stało? A potem sobie przypomniał. Zawody, opijanie sukcesu może, a przede wszystkim samego jego startu... A potem płyta się ucięła. Zamrugał wolno, wstał, poprawił kurtkę, otrzepał się... Nawet nie wyglądał najgorzej, pachniał raczej średnio, ale nie bardzo odstręczająco. Alkoholem po prostu. I tylko nim. No i ta woń była już dość wywietrzała. Rozejrzał się spokojnie wokół. Żadnych psów. Miło. O, Sara. Ona go śledzi? Na usta przywołał uśmiech i skierował się w jej kierunku. Chyba nie powinien pokazywać jej się w tym stanie, jeśli ma zamiar ją w sobie rozkochać.Sara - 2013-10-14, 19:12 Śledzi? Ona? Nieee...
Nawet nie zauważyła Harleya, dopiero kiedy stał kilka metrów od niej usłyszała kroki, podniosła swoją łepetynę. Na jej mordkę wpełzł niby to uśmiech, wzdychnęła i zmrużyła lekko oczy zmęczona, tą niespokojną nocą... Nie żeby sobie Harley coś pomyślał, ale w jej mieszkaniu było zimno, psy sąsiadów darły się całą noc a nad ranem jakaś kudłata bestią ją obudziła- nic fajnego. Oprócz tego oparzyła się wrzątkiem i upaliła papierosem pościel. -Hej- Powitała mężczyznę bo przecież... Raczej powinno się to zrobić tak? Doprowadziła się do porządku bo na ławce siedziała niczym jakiś pijus, mianowicie podciągnęła się i wyprostowała. Zmierzyła Harleya z góry do dołu, chyba jakiś ostry melanż się odbył. Dopiero teraz na jej twarz wtoczył się szyderczy uśmiech którym uraczyła Harleya.Anonymous - 2013-10-14, 19:13 Suczka gdy tylko wybiegła ze stajni wędrowała.Tak dotarła tu do miejsca z drzewami,ławkami itd. było tu bardzo cicho.Więc suczka zapewne tu dzisiaj prześpi noc.Ehh ciągle myślała o Rapsody bo jak ona może się cieszyć ze żyje w niewoli ... w sumie Roksi chciała właściciela i to bardzo,ale nie tak jak klacz która 24 h na dobe stoi sobie w boksie i żuje siano.Roksi wiedziała że kiedyś klacz uwolni czy ona tego chce czy nie.Te rozmyślania przerwał huk tak Roksi wpadła na ławkę... Na niej z całą pewnością ktoś siedział jakaś para zakochanych suczka określić tego nie mogła bo była troche nie przytmna więc leżała im plackiem przed ławką xDHarley Davidson - 2013-10-14, 19:21 Ano tak sobie tylko zażartował, że śledzi. Bo najpierw spotkał ją w parku, potem w stajni, a teraz jeszcze tu.
Jak widać Sara miała dziś bardzo kreatywny dzionek... On trochę mniej, przynajmniej według tego, co pamiętał. Skinął jej głową, zmrużył oczy. Te światło słoneczne... Takie jasne. Czemu tu jest tak głośno? Skrzywił się lekko, gdy ktoś zatrąbił, gdzieś na ulicy, za płotem parku.
-Hej.
Głos miał troszeczkę zachrypły, troszeczkę cichszy niż zazwyczaj, ale słowa brzmiały wyraźnie... Zajął miejsce obok niej na ławce. Łatwo było zauważyć, że raczej średnio ogarnia, bo nie miał ciągle banana na ryju, nie był wyprostowany, ta pewność siebie nie emanowała z niego tak jak zazwyczaj. Ale czujność mu została, zauważył jej szydercze spojrzenie i w odpowiedzi dźgnął ją lekko palcem pod żebra.
-Nic zabawnego w tym nie ma, Sara.
Spodziewał się, że domyśli się, w jakim jest stanie. A, no i musiał się pochwalić, że pamięta jak ma na imię. Też ją zmierzył, ale nie zobaczył tego, czego się spodziewał - oznak melanżu. A potem coś rozproszyło jego uwagę. Otóż jakiś pies, który rąbnął w ich ławkę. Przez chwilę w głowie miał tylko 'wtf' a potem rzucił mu się na pomoc! Wziął Roksi na ręce, położył sobie na kolanach, sprawdził czy oddycha.
-Żyjesz pieseł?
Psy mają dobry węch, więc jego poalkoholowy dech powinien ją trochę rozbudzić.Anonymous - 2013-10-14, 19:26 A ja rozbudził się,boże ile on wypił ?! Gdy znalazła się na kolanach jakiegoś obcego mężczyzny zdziwiła się.Na jego pytanie postanowiła odpowiedzieć --Chyba tak...*powiedziała cicho,facet zapewne usłyszał tylko zwykłe "hau"*Sara - 2013-10-14, 19:29 Uważnie śledziła wzrokiem Harleya. Czemu miałaby zapomnieć jego imię? Nawet gdzieś w kurtce miała tą karteczkę z numerem telefonu . Ona jest kobietą zapracowaną, nie ma czasu na melanże... Poza tym nie ma z kim. Czując paluchy Harłaka na swych żeberkach zerknęła na niego tak jakby zaraz miała mu odgryźć całą dłoń. Ale nie zezłościła się, no bo czemu? Hihi... On nie wie że Sara ostatnimi czasy strzeliła sobie kolejny tatuaż... Własnie na żeberku ;-D -Ostro się wczoraj bawiło, co?- Nadal z uśmiechem na twarzy gadała do mężczyzny. Kiedy ktoś, albo raczej coś uderzyło w ławkę na której siedzieli pochyliła się. Niestety widok zasłonił jej Harley, który ułożył po chwili na swoich kolanach kupkę sierści. Sara podniosła jedną brew i z tą samą myślą co mężczyzna patrzała na psa. -Dycha... No więc chyba żyje- Stwierdziła patrząc na psa. Kiedy kulka sierści rozdziawiła ślepia, była tego już pewna. Ale co on tu robił? Pewnie kolejny idiota wyrzucił piesła bo mu się znudził. Ciekawe co jej Mond porabia? A co tam Mond!Harley Davidson - 2013-10-14, 19:36 -Tak, ale ja miałem powody!
I nawet nie pił sam, bo zwołał kilku starych znajomych od picia wyobraźcie sobie!
-Bo brałem udział w zawodach pierwszy raz, na dwóch koniach, i miałem odznakę. Jak tu nie świętować takich debiutów?
W ogóle nie wyglądał na koniarza, a chyba go to jednak trochę obchodziło, jak ogarniał sobie odznakę i et cetera. Albo nie miał na co kasy wydawać. Znów jego wzrok skierował się na szetlanda, odstawił Roksi delikatnie na ziemię. Nie był świadom, że to jego oddech zadziałał na nią tak, hm, pobudzająco. Spróbował pogłaskać ją między uszami... Ale nie zdziwiłby się, jakby przed nim zwiała. Po tej czynności oparł się wygodnie o drewno ławeczki.
-Co u Ciebie?
Mimowolnie na wierzch myśli wypłynęło mu to pożegnanie przed jej domem. Tym razem tego nie powtórzy... Z prostego powodu - za jasno, jeszcze nie są razem (to kwestia czasu na pewno ), no i jedzie mu z japy trochę wódką...